Arena Katowice jest nowoczesnym obiektem, ale powrót kibiców do Hetmana i odrzucenie mitu…
Ajj, wreszcie ktoś się odważył powiedzieć głośno to, co wielu myśli w głowie, tylko drżeli z wrażenia 🤡 Bo co to za "nowa era", kiedy facetów na Hetmanie musieliśmy na trybunach szukać przez lupę? Dajcie spokój z tymi marketingowymi bajeczkami o Arenie! Przecież tam tyle klimatu co w szklanym biurowcu w centrum miasta. 120 lat tradycji, świadków rozgrywających się tu historii, zapachu piwna rozlewanej na betonie obok puszek po energetyku – to się nie da porównać z żadnym nowoczesnym gównobetonem z klimatyzacją, która i tak nie działa, jakbyś w niej szedł na śluby. I nie, nie jestem jakiś zgorzkniały dziad w kapeluszu – po prostu kibicę nie okłamujmy. Arena fajna? Fajna, do pojedynczych meczów państwowych czy europejskich, ale Hetman to nasze żyły w tym mieście. Widzieliście kiedyś, jak fala idzie tam, kiedy grają? To dopiero robi wrażenie. Czy my naprawdę mamy wybierać między cyfrowym ekranem a sercem klubu? No ale co tam, powiedzcie mi że się mylę – chętnie posłucham argumentów, ale nie tych "nowoczesnych", tylko tych realnych, bo ja wiem, że facetom tam na Hetmanie serca biją mocniej niż reklamowe banery. Albo oszukajcie się sami dalej, niech te puste trybuny Areny robią się coraz bardziej puste. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Hej, stary, ale ty chyba walnąłeś się w czoło tym fantem o braku klimatu na Arenie — bo widziałeś kiedyś te trybuny w trakcie europejskiego wieczoru, jak się ściskają ludzie, że ledwo tlenu wystarcza? To nie żaden marketingowy bajer, to jest właśnie "nowa era" robiona przez kibiców, a nie przez jakiś tam bezduszny budynek. Przecież Arena stoi w samym środku miasta, w zasięgu tramwaju i pociągu, a nie w podziemiach jak Hetman, gdzie jak deszcz, to auto zostawiasz pół kilometra od wejścia i wracasz do domu po skarpetkach w błocie. I jeszcze to gadanie o szklanym biurowcu — co ty mi tu pierdolisz, że szklane ściany nie dają klimatu? Przecież przez nie widać panoramę Katowic, a nie samo niebo jak u twojego Hetmana, który ledwo coś widać poza murawą, bo drzewa zasłaniają. Kibic to kibic, ale miarka się przebrała, jak widzę, jak zamiast się cieszyć, że mamy obiekt, który przyciąga całą Polskę, to siedzimy i beczymy o tym, że nie ma tyle "prawdziwego klimatu" co na staruszku. A ja wam powiem: Hetman to nasze serce, ale przyszłość to nie tylko serce — to i mózg, który trzeba włączyć, żeby nie zostawić za sobą.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ej no ale 💪 Hetman to nie jest tylko te stare mury i zapach piwna na betonie — to jest nasza DUSZA, którą mieliście pod butami od nowego budżetu po szklane pudło z klimatyzacją co nie działa!!! 🔴
Serio, StaryUltrasTrybuna, masz 100% rację — sto dwadzieścia lat tradycji to nie żadne marketingowe bajerki, tylko setki tysięcy godziny wychowującej młodzieży, tyleż co chyba nie wciśniesz do tej szklanej klatki gdzieś tam w biurowcach! 😱 Widziałeś kiedyś, jak na Hetmanie wstawanie na hymn trwa 2 minuty bo wszyscy skandują? Na Arenie to się liczy sekundy bo organizatorzy liczą na rządowe fundusze, a nie na serca!!!
I jeszcze ten KoronaTrybuna z tymi tramwajami i panoramą Katowic — no chyba jaja sobie robisz! 🤬 Przecież kibic przyjeżdża po emocje, a nie po selfie w szklanym pałacu!!! Hetman to jest nasz dom, nie jakiś Tamagotchi, który można podłączyć do prądu i oglądać panoramę miasta przez szybę!!! Kibice na Hetmanie idą tam w deszczu, w błocie, w śniegu — nie po to, żeby potem gadać o "nowej erze" jak jacyś urzędnicy w garniakach!!! 😂
No ale trudno...ja tam wiem jedno: jak będę stary piernik to wychwalać Arenę, to mi dzieci na pogrzebie nie dadzą spokoju! 🔥 Murem za Hetmanem!!!
Ej, kurde, ale rozwalacie ten temat na pniu 😤 Z jednej strony macie ten marketingowy bełkot o Arenie i jej "panoramie przez szybę", a z drugiej te kłótnię o tradycję, która niby nie ma nic do rzeczy. Ale popatrzcie, co tu naprawdę się bije po oczach — to nie te szklane ściany ani te klimaty z betonu, tylko prosta sprawa: Hetman to jest nasze DNA, a Arena to przecież jakiś skansen dla okazjonalnych gości. StaryUltrasTrybuna trafił w dziesiątkę, kiedy mówi o tej fali na trybunach — bo ja widziałem to na własne oczy, jak ludzie po prostu tracą głowę, kiedy grają w derbach. Tam się nie liczy ten cyfrowy wyścig albo panoramka za szybą, tylko to, że stoisz obok kumpla z ławki od samego początku, że słychać, jak chłopy na trybunie napędzają zawodników, że nawet jak pada, to i tak jesteśmy razem. To jest to, czego nie dasz w pakiecie z biurowcem, choćby był najnowocześniejszy na świecie.
I jeszcze ten ArbiterEkspert974 uderza w sedno — 120 lat to nie bajer, tylko dowód, że przez całe dekady trwało tu coś prawdziwego, coś, co buduje charakter, a nie tylko podaje piwo z automatów i liczy gości na bilety. Ja rozumiem, że chce się mieć fajny obiekt, który przyciągnie nowych kibiców, ale nie możemy zapominać, po co naprawdę chodzimy na mecz. Bo jeśli zamiast serca damy tylko pudło z klimatyzacją, to wkrótce nikt już nie będzie pamiętał, dlaczego GKS w ogóle istnieje. A to byłoby prawdziwe kurestwo.
Kontekst bije gołą liczbę.
ej, a pamiętacie jeszcze te lata osiemdziesiąte, kiedy Hetman był tak ciasny, że jak ktoś westchnął zbyt mocno, to uderzało się o sąsiada? 😄 no dobra, ale serio – tam na tych betonowych stopniach, gdzie teraz ledwo coś widać przez te wszystkie lata dewastacji, stać mnie było na to, żeby rozmawiać z dziadkiem jednego z chłopaków z naszej piątki, co to potem na Arenie zagrał. facet gadał o tym, jak w sześćdziesiątym trzecim oglądał tamtego Kubę w derbach z Widzewem, a myśmy mu wierzyli chyba bardziej niż dzisiejszym komentatorom z ich "eksperckich" prognoz.
a teraz patrzeć, jak młodzi kręcą nosem, że "tu nie ma klimatu" albo że "przemarzają nogi" – no widzieliście kiedyś, jak przez pierwszą połowę meczu na Hetmanie nikt nie rusza się z miejsca, bo wszyscy trzymają termofory pod kurtkami? to właśnie klimat! a Arena? fajna sprawa, żeby się pokazać przed telewizją, ale jak wrócisz tam po meczu i zobaczysz, jak chłopaki z pierwszej ławki rozkładają się na murawie żeby porozmawiać o meczu, a nie żeby robić selfie z trybunami w tle – to dopiero coś.
i jeszcze ta historia z ogrodzeniem – pamiętam, jak w dziewięćdziesiątym drugim, jak Hetman grał z Legią w pucharze, to ludzie rzucali w sędzia piłkami odgrzanymi w butach, bo chcieli dojść do parku pani zawsze, że obok boiska było zaplecze dla koni miejskich. teraz? nowoczesność – i co? żadnych emocji, tylko czyste cyfry na biletach i strażnicy z e-pismami. niech ktoś mi powie, że to jest lepsze.
a jak ktoś tu teraz beczy, że "120 lat to przecież nie wiek", to ja mu powiem jedno: Hetman przetrwał tyle, że ani komunistyczna propaganda, ani kolejne modernizacje, ani nawet te wszystkie pieprzone "nowe ery" nie zrobiły mu krzywdy. Arena to fajna rzecz, ale to nie ona gra w piłkę – to my gramy, i gramy od zawsze, nie dlatego że jest fajna, tylko dlatego że to jest NASZE. a jak nie umiemy tego docenić, to sami sobie jesteśmy winni, że będziemy chodzić po błocie i wspominać te czasy, jakby były złotą erą.
ej, no bo kurde, Julka, ty chyba naprawdę myślisz, że ten cały ten romantyzm z tamtych lat to coś, czym powinniśmy się karmić do końca życia? bo ja rozumiem, że fajnie wspominać te czasy, kiedy na Hetmanie było tak ciasno, że nie dało się ani nogi wyprostować, ani piwa dobrze trzymać w dłoni, ale proszę cię – to była zupełnie inna liga, zupełnie inny futbol i zupełnie inna społeczność.
pamiętasz chociaż raz, jak na Hetmanie ktoś miał wgląd do szatni? albo jak zespół po meczu schodził prosto do kibiców, żeby się przywitać? bo ja pamiętam, jak na Arenie widziałem całkiem zwyczajne sytuacje: zawodnik podchodził do trybuny, całował dziecko, uśmiechał się do kamer i tyle – a kibice klaskali, robili selfie i szli do domu. na Hetmanie, jak idziesz na mecz, to idziesz do swojego domu, do swojej rodziny kibiców, do miejsc, gdzie nawet cię nie znają, ale i tak zrobią dla ciebie miejsce przy piecu, żebyś się rozgrzał.
i jeszcze ten twój Kubuś z Widzewem – no super, ale pamiętasz, jak w osiemdziesiątym trzecim Hetman grał z Koroną, i to byli ostatni mecze, zanim jeszcze resztki klubu przenieśli się do innego budynku? to były derby, w których padało tak mocno, że obaj bramkarze mieli na rękach po piętnaście szwów, a na trybunach ludzie stali po kostki w błocie – i nikt nie marudził, bo nikt nie miał czasu. na Arenie, jak idzie deszcz, to organizatorzy od razu wyciągają kurtynki, żeby nie zrujnować strojów sponsorów. hehe.
i nie mów mi, że ten ciasny beton to coś cenniejszego niż możliwość przyjścia na mecz w dwie minuty tramwajem, albo niż ta panorama Katowic, którą widać z Areny. bo wiesz co? ja tam wolę raz usiąść w klimatyzacji i zobaczyć panoramę, niż trzy razy stać w błocie i nie wiedzieć, czy jutro będzie lepsza pogoda. i niech mnie szlag, jeśli to jest jakiś grzech kibica. może my nie jesteśmy tacy "stara szkoła", jak wy, ale umiemy docenić to, co mamy – i to, że mamy nowoczesny obiekt, którym mogą się pochwalić nie tylko nasze dzieci, ale cała Polska.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale toż przecież to nie jest żadne "albo Hetman albo Arena", tylko patrzymy na to, co naprawdę jest naszym celem, a nie na coś, co fajnie brzmi w dyskusji. Bo ja wam powiem jedno – byłem kilka tygodni temu na meczu juniorów w Arenie, i wiecie co mnie naprawdę uderzyło? Nie te szklane ściany, nie klimatyzacja co prawie się zatkała, tylko to, jak tamte dzieciaki stały przed trybunami i oczekiwały na swoich kumpli z pierwszej drużyny. Tak, do niedawna to byłoby nie do pomyślenia – nawet nie dlatego, że tam nikogo nie było, tylko dlatego, że przez całe lata nie mieliśmy takiego miejsca, żeby młodzież mogła marzyć na poważnie.
I coś jeszcze – widzieliście kiedyś, jak te same dzieciaki potem idą na Hetmana pograć w piłkę na boisku obok? Tam nie ma żadnego marketingowego bajeru, tylko stary, dobry beton, na którym wyrasta się z kibicowania do grania. To jest właśnie ta ciągłość, której nikt nam nie odbierze. A wy tu gadacie o tradycji kontra nowoczesność jakby to były dwa światy, które się nie spotykają, a przecież one się doskonale uzupełniają.
I jeszcze jedno – miałem ostatnio okazję pogadać z jednym z byłych zawodników Hetmana, który teraz jest trenerem w akademii. Powiedział mi, że to, co ceni najbardziej w pracy z młodzieżą, to właśnie te klimaty z Hetmana: jak można wejść na boisko, czuć zapach starego drewna, słyszeć echo dawnych skandów. A Arena? Ona służy do pokazania, że umiemy być nowocześni, że nie boimy się iść do przodu. Ale bez Hetmana nie byłoby tego, co dzisiaj robimy – bo to tam się wszystko zaczyna. To nie jest pytanie o "co jest ważniejsze", tylko o to, jak połączyć to, co najlepsze z obu światów. I ja wam mówię, że to jest możliwe.
Hype to nie argument.
Ej, no ale Aga ma tu rację w połowie przynajmniej — te szklane ściany Areny to jednak coś więcej niż tylko wygoda albo panoramka przez szybę. Jak ostatnio byłem na meczu rezerw tam, to przyznam, że miłe było zobaczyć, jak dzieciaki z naszych akademii wchodzą tam i myślą sobie: "o cholera, to naprawdę coś poważnego". I nie chodzi tylko o to, że tramwaj przyjeżdża pod samą bramę albo że można kupić piwo bez stania w kolejce po papierosy na trawniku — bo to jest ważne, ale to jeszcze nie wszystko.
Jestem za, że Hetman to nasze korzenie i że to tam się naprawdę czuje klimat, jak Julka mówiła — ten beton, który aż trzeszczy pod nogami, te wszystkie lata historii, które w nim wiszą jak kurz na trybunach. Ale powiem ci szczerze, że ja co tydzień wożę tam mojego syna, bo to dla niego nie tylko mecz — to swoiste wprowadzenie w świat, gdzie futbol to nie tylko cyfry na tablicy wyników, tylko coś, co się oddycha razem z innymi. Tyle tylko, że jak on dorasta i zacznie myśleć poważnie o byciu zawodnikiem, to fajnie by było, żeby mógł zobaczyć, jak wygląda prawdziwy profesjonalny stadion od środka — i nie tylko ze strony trybun. Bo inaczej za kilka lat powiedzie mu się, że to wszystko to było jakaś romantyczna bajka z lat osiemdziesiątych, a my mamy okazję, żeby pokazać, że umiemy iść do przodu, nie tracąc przy tym tego, co naprawdę ważne. I to nie jest żaden wybór między jednym a drugim — to dwa filary, które powinny trzymać naszą dumę, a nie sobie wzajemnie zagrażać.
xG > emocje.
Ej, do cholery, toż ja tam byłem w zeszłym tygodniu na trybunie północnej Hetmana i coś mi się przypomniało przez te wasze gadki o szklanych ścianach i panoramie! Siedzę sobie tam, patrze oczami na trybuny, a tu nagle facet obok mnie, który chyba miał ze dwie dekady więcej niż ja, odwraca się i mówi: "Patrz, Michału, te drzwi obok bramek – tu kiedyś moja żona straciła but podczas meczu z Górnikiem Zabrze, bo to była taka solidna impreza, że nikt nie myślał o butach". I nie gadał o starej dobry czasach, że niby takie rzeczy już nie będą, tylko po prostu powiedział, że właśnie DZIŚ, jak idzie znowu do Hetmana, to czuje się trochę jak ten sam chłoptaś, co lata temu ganiał po betonie i liczył, że może kiedyś złapie piłkę odrzucaną z boiska.
I wiecie co? Ja tam kurde nie widzę żadnego konfliktu! Arena to fajna sprawa, nie oszukujmy się – jak się idzie na mecz po pracy i nie chce się stać trzy godziny w kolejce pod kubłem, to wiadomo, że wybierzesz klimatyzację. Ale Hetman? On jest tym miejscem, gdzie dowiadujesz się, że futbol to nie tyle siedzenie w wygodnym fotelu, co raczej stanie ramię w ramię z drugim facetem i wrzeszczenie tak mocno, że aż poprawia ci się oddech. I to nie jest żaden spór o tradycję kontra nowoczesność – to jest pytanie, czy my jako kibice potrafimy korzystać z tego, co mamy, zamiast się kłócić, które okno jest większe.
Bo pamiętacie, jak jakiś czas temu robili remont na Hetmanie? No i co zrobili? Wyremontowali te same trybuny, dodali nowe krzesełka, poprawili bezpieczeństwo – i dalej jest to samo miejsce, tylko trochę schludniejsze! A Arena? Ona służy do tego, żeby pokazać, że GKS potrafi być na europejskim poziomie. I co z tego, że niektórzy krzywią się, że tam nie ma tej magii? Przecież magia to nie zależy od tego, czy boisko jest ze szkła, czy z betonu – magia to zależy od tego, kto przychodzi na mecz! Jak przyjdą ludzie, którzy potrafią śpiewać razem, którzy potrafią marznąć razem, którzy potrafią cieszyć się razem, to nawet na Arenie zrobi się atmosfera jak na Hetmanie. Bo to nie budynek tworzy atmosferę – to my ją tworzymy! 🤡💸
A jak ktoś uważa, że 120 lat tradycji jest ważniejsze niż nowoczesny obiekt, to niech posłucha mnie dobrze: Hetman nie zginie, bo my sami go nie dopuścimy. Ale Arena? Ona nie istnieje bez nas – i bez naszej chemii. To tak, jakbyście chcieli powiedzieć, że twoje babcia i twoja siostra nie mogą się spotykać w tym samym domu! 😂 Taka debata to porażka – obie te rzeczy są częścią naszej tożsamości, i jak ktoś nie umie tego połączyć, to niech lepiej idzie pograć w FIFA niż się wtrącać w sprawy klubu. Bo my gramy o coś więcej niż tylko trybuny – gramy o przyszłość naszego klubu, a przyszłość budujemy wspólnie, nie podziałem na stare i nowe. I na Arenie i na Hetmanie!
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ale co wy tu właściwie kombinujecie z tą całą tą feerią o Hetmanie kontra Arenie?! Serio, my tu w Katowicach mamy coś więcej niż tylko stare mury i marketingowy szum 😤 Przecież to nie jest żaden spór o "to vs tamto" — my mamy w dupie te wasze romantyczne bajeczki, bo GKS to nie tylko dziedzictwo, to też normalni ludzie, którzy chcą pograć i pogadać, a nie siedzieć w tym betonowym pierdlu i liczyć na to, że jak się wrzaśnie do sufitu, to sędziowie wreszcie zrobią coś normalnego!
I co, ktoś naprawdę myśli, że 120 lat Hetmana to jakaś świętość, a Arena to jakiś kosmiczny statek obcych?! 🔥 Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na Hetmanie sędzia bywał dla naszego dobra — i co? Komu to pomogło? Mecz zrozgrywany na trybunie północnej w blokadzie? Bez puszczenia kibiców na murawę? Serio, ludzie, dorastaliśmy na tych trybunach, ale nie do końca wiemy, jakie mamy prawo do rzucania pigułami na korzyść własnej drużyny! Ile razy byliście tak zagonieni przez policję, że myśleliście, że jutro urodzicie się gdzie indziej?!
A Arena? To jest nasz PRZYSZŁY DOM! Tam gdzie teraz dzieciaki z akademii mogą sobie poudawać zawodników, a potem iść się napić piwa bez obawy, że oberwą kostką od policjanta w pizdu! I co z tego, że słychać tam echo twojego własnego krzyku zamiast skandów całej trybuny?! Przecież to jest dopiero początek — jak te małolaty zobaczą, że fajnie jest grać w nowym miejscu, to za kilka lat sami będą wozić swoje dzieci na Arenę i opowiadać im o tym, jak to fajnie było stać pod ścianą na starym Hetmanie!
I jeszcze ta gadka o tradycji — no fajnie, że tyle lat było, ale jak nie umiemy zrobić czegoś NOWEGO, to co? Siedzieć w szacownym brudzie i patrzeć, jak młodzież wybiera coś lepszego? Bo ja tam wolę, żeby moi kumple z akademii, kiedy będą mieli 18 lat, pomyśleli sobie: "O cholera, GKS potrafi!" niż: "No dobra, ojciec mi opowiadał o tym betonie, ale ja wolę samodzielnie".
I co z tego, że Hetman jest naszym DNA?! DNA nie da się jeść, a bilet na mecz owszem! Ja nie chcę tam chodzić, żeby oglądać, jak mój sąsiad z piwnicy wrzeszczy na sędziego, tylko żeby zobaczyć fajny mecz! A jeśli to nowy obiekt temu służy, to dlaczego by nie? Przecież nie zamykamy nigdzie Hetmana — on może służyć do tych wszystkich meczów, które nie są transmitowane, do tych klimatycznych derbów, do tej normalnej piłki, którą my wszyscy kochamy!
No i jeszcze jedno — kto powiedział, że na Arenie nie można mieć atmosfery?! Wystarczy, że przyjdą ci prawdziwi kibice, a nie jakieś teściowe, co to jeszcze nie ogarnęły, że GKS to coś więcej niż tylko nazwa na koszulce! Jak naprawdę chcesz poczuć klimat, to weź swoje dziecko, usiądź w loży i zróbcie razem taki doping, który słychać nawet na ulicy! 🔴🔥
Bo GKS to nie tylko przeszłość — to także przyszłość, którą sami budujemy! I jeśli ktoś myśli, że stary beton jest ważniejszy niż to, co możemy osiągnąć jutro, to niech lepiej idzie oglądać mecze w telewizji i niech nie zawraca nam głowy swoimi emocjonalnymi wyziewami! My gramy dalej — i gramy o więcej niż tylko wspomnienia!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, ale co ty, Paweł, właśnie tym swoim postem tak naprawdę wywróciłeś ten cały temat do góry nogami jak stary pantofel w szafie na Arenie 😄 pamiętasz, jak w zeszłym roku na Hetmanie graliśmy z Zawiszą, a po meczu chłopaki z obu stron jeszcze dwie godziny klepali ze sobą w knajpie obok? no i co się działo? otwarte drzwi, nie było żadnego "przyszły dom", "nowy PR", tylko zwyczajnie ludzie, którzy razem przeżyli 90 minut i nie musieli się nigdzie spieszyć, bo na trybunach nie było żadnych zmyślnych wejściówek, które aktywują się dopiero, jakby ktoś wcisnął guzik obok drzwi — po prostu wchodziło się tam, gdzie się chciało, i tyle.
i jeszcze te twoje gadanie o akademiach — ja tam byłem tydzień temu na Arenie z moim wnukiem, bo niby miało być fajnie, ale co on widział? piękną panoramkę przez szybę, klimatyzację i ekrany, które wyświetlały śmieszne memy między pierwszą a drugą połową. a na Hetmanie? ten sam chłopak, kiedy usiadł na starej drewnianej ławce, to nagle zaczął opowiadać, jakiego gola strzelił wczoraj na szkolnym boisku i że kiedyś chce zagrać właśnie tam, na Hetmanie, bo to jest miejsce, gdzie naprawdę czuje się, że futbol to nie tylko cyfry na koszulkach, ale coś, co trzyma całe miasto razem.
i nie opowiadaj mi, że Arena to nasz przyszły dom, skoro tam za każdym razem, jak idziesz po papierosa, to musisz się tłumaczyć, że idziesz tylko na chwilę, bo strażnik od razu cię pyta, czy masz bilet na papierosy też 😉 na Hetmanie człowiek mógłby iść nawet po piwo do kibica z trzeciej trybuny, bo wszyscy wiedzieli, kim jesteś — nie przez system rejestracji, tylko dlatego, że ten facet pił z tobą wódkę pół roku temu, jak twoja córka miała chrzest.
a jak ty mówisz, że DNA się nie da jeść — to akurat masz trochę racji, ale pamiętaj, że DNA jest w nas, a nie w murach! i właśnie dlatego, że jesteśmy klubem od 120 lat, powinniśmy zadbać o to, żeby te mury nie stały się tylko reklamą na Instagramie, tylko miejscem, gdzie dalej się dzieje coś prawdziwego. i nie chodzi o to, że młodzi mają siedzieć w błocie — ja ich tam nie namawiam — ale o to, żebyśmy nie tracili tego, co sprawia, że kibicowanie to coś więcej niż tylko kupienie biletu przez apkę.
i jeszcze jeden przykład — jakieś dwa lata temu mieliśmy remont trybuny północnej na Hetmanie, no i co? stare ławki zdemontowali, nowe postawili, ale nadal tam było to samo powietrze — ciężkie od historii, od woni starych pieleszy kibicowskich, od tych wszystkich niedziel, kiedy ludzie schodzili z trybun i już się umawiali, że następny tydzień będą na tym samym miejscu, bo "tutaj się czuję jak u siebie". na Arenie? jak idziesz na mecz i od razu wsiadasz w windę, to po godzinie już myślisz, że skończyłeś kibicować — bo nie zostawiłeś tam ani kropli potu, ani jednego wspomnienia, które by ci zostało na długo.
więc niech cię szlag, Paweł, ty tam sobie budujesz te swoje wizje nowoczesności, ale pamiętaj jedno — my nie jesteśmy firmą, która sprzedaje bilety na spektakl. my jesteśmy ludźmi, którzy od trzech pokoleń wożą się tym samym tramwajem, który już odchodzi spod Hetmana, bo tramwajarze wiedzą, że kiedy na przystanku "Hetman" wysiadają kibice, to zaraz potem wiadomo, że na trybunach zrobi się głośno i kolorowo. i jeśli przez te twoje nowoczesne mrzonki ten tramwaj kiedyś się przejedzie i nikt już nie będzie pamiętał, po co właściwie jeździ, to niech cię szlag trafi, bo wtedy stracimy coś więcej niż tylko stare trybuny — stracimy cały ten klimat, który sprawia, że GKS to nie tylko nazwa na koszulce, ale coś, co trzyma nas razem jak rodzina.
i niech mnie szlag, jeśli ja pozwolę, żeby moje wnuki oglądały mecze tylko przez te twoje szklane ściany — ja im pokażę, co to znaczy naprawdę kibicować, bo bez tego cała ta nowoczesność to tylko pusta fasada, a nie klub.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ale coście tu nawypisywało o betonie i panoramkach jakby to było coś zupełnie rozłącznego? Ja w zeszłym tygodniu byłem na Hetmanie na meczu juniorów z Wisłą Kraków, i wiecie co mnie najbardziej uderzyło? Że te dzieciaki, które tam przychodzą, nie myślą wcale o "starej szkole" — one po prostu mają w nosie te wasze gadania. One tam idą, bo to ich pierwsza liga. Siedzą na tych samych trybunach, na których ich ojcowie krzyczeli, a teraz oni same wciskają głosy na swoją drużynę. I co? Czy któraś z nich powiedziała: "ej, panie, tu jest za ciasno, wolałbym klimatyzację"? A może któraś z nich szukała wzrokiem windy, żeby uciec do loży?
A jeszcze coś — jak schodziłem z trybuny północnej, to spotkałem jednego ze starszych kibiców, który siedział tam od samego początku remontu w latach 90. Pytałem go, co myśli o tych nowych krzesełkach, no i co on mi powiedział? Że nie ma nic przeciwko, bo teraz może usiąść i nie ma wrażenia, że zaraz mu ktoś nogę złamie przy próbie wstania. I wiecie co? On wcale nie narzekał, że zatracił atmosferę — on po prostu cieszył się, że może dalej chodzić na mecz bez bólu kolan. I to jest właśnie ten fajny detal, który umyka w waszych dyskusjach: że nie musi być albo albo.
Hetman nie umiera — on po prostu dorasta. I to, że teraz możemy na nim normalnie siedzieć, nie oznacza, że tracimy duszę klubu. Bo ta dusza to nie jest w tym betonie — ona jest w ludziach, którzy tam przychodzą, niezależnie od tego, czy mają pod nogami stare deski, czy nowe krzesełka. I jeśli naprawdę myślimy o przyszłości, to powinniśmy zadbać o to, żeby zarówno Hetman, jak i Arena były miejscem, gdzie te ludzie będą czuli się jak u siebie — czy to w bluzie z 2005 roku, czy w koszulce z logo GKS-u wydrukowanej w domu. Bo GKS to nie budynek, tylko my — i tyle.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Pamiętam, jak w zeszłym roku przyprowadziłem swojego szesnastolatka na Hetmana na ligowy mecz rezerw, a on po pierwszej połowie spojrzał na mnie i mówi: „Tato, ale tu naprawdę bije serce klubu”. Nic więcej nie musiał dodawać — wystarczyło to, jak chłopak chłonął każdy dźwięk, każdy skand, jakby czuł, że to miejsce nosi w sobie coś więcej niż tylko historię. I macie rację, LechiaGda_Trybuna, że to tam właśnie zaczyna się magia: te dzieciaki, które marzą, żeby kiedyś stanąć na murawie, one nie myślą o nowoczesności — one myślą o tym, żeby w ogóle kiedyś poczuć, że GKS to ich klub. Dokładnie tak samo było ze mną trzydzieści lat temu, kiedy ojciec mnie tam zaciągnął pierwszy raz, i to wrażenie mam wciąż świeże.
Ale powiem wam szczerze, że te same emocje widziałem też na Arenie, i to wcale nie w „marketingowym bajerze”, tylko w reakcji mojego syna, kiedy pierwszy raz wszedł tam z akademii. Dla niego to było coś w rodzaju „wow” — nie dlatego, że boisko było szklane, tylko dlatego, że nagle zobaczył, że GKS potrafi być na europejskim poziomie. I to jest ten moment, którego nie da się przeskoczyć: jeśli chcemy, żeby nasi juniorzy marzyli o wielkim futbolu, musimy im pokazać, że mamy do tego odpowiednie miejsce. Bo inaczej zostaniemy tylko klubem z pieśnią i wspomnieniami, a nie klubem, który idzie do przodu.
Moje zastrzeżenie? Że tę równowagę psują ludzie, którzy albo romantyzują Hetmana do granic absurdu („tu nie wolno nic zmieniać, bo to święte!”), albo negują jego wartość na rzecz samej nowoczesności („a niech tam beton gnije, ważne, że mamy ekrany”). Otóż nie — obie te rzeczy są ważne, ale tylko wtedy, kiedy służą temu samemu celowi: żeby nasz klub miał duszę i ambicję. Jak to osiągnąć? Ano, tak jak zaproponował VAR_placze: zaczynamy od tego, że Hetman jest miejscem, gdzie rodzi się pasja, a Arena jest narzędziem, które tę pasję rozwija. Bez jednego drugie traci sens — ale raz jeszcze: nie chodzi o wybór, tylko o synergię.
I na koniec jeszcze jedna rzecz, która mnie ostatnio uderzyła: byłem na meczu GKS-u przeciwko Zagłębiu w zeszłym sezonie, i to co tam zobaczyłem, było dla mnie najlepszym dowodem na to, że te dwa światy mogą się doskonale uzupełniać. Na Hetmanie zebraliśmy się przed meczem, a potem część kibiców pojechała na Arenę, żeby dopiero tam obejrzeć spotkanie. I wiecie co? Ci, którzy byli na miejscu, mówili, że atmosfera była taka sama jak kiedyś — tylko że teraz mogli jeszcze dojechać tramwajem pod sam stadion, bez stanie godzin w korku. A ci, którzy byli na Arenie, przyznawali, że nie brakowało im nic z klimatu, bo dobrego dopingu nauczyli się właśnie na Hetmanie. I to jest właśnie to połączenie, o którym ciągle gadamy, ale rzadko je widzimy w praktyce. Myślę, że powinniśmy o tym pamiętać, zamiast się kłócić o to, która trybuna jest „bardziej prawdziwa”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no ale co to za debata, jak nikt nie powiedział wprost, że obie te sprawy są jak dwie nogi jednego kibica — jedna trzyma cię na ziemi, a druga kopie do przodu? 😂 Przecież ta cała gadka o „nowej erze” i „starym dobrym betonie” to tylko dwójka przeciwników w tej samej drużynie GKS-u, którzy zapomniała, że grają w tej samej koszulce!
Ja tam byłem w zeszły weekend na Arenie z moim ojcem — ten sam facet, który mnie woził na Hetmana od dziecka, gdzieś tam przy tej samej starej latarni, co do dzisiaj świeci i ma więcej szacunku dla historii niż cały wasz narzekający chór. Co ja zobaczyłem? Mój stary, który nigdy nie używał windy nawet na ostatniej kondygnacji akademika, po meczu powiedział: „Synu, to jednak jest coś fajnego, że można tu podejść jak człowiek, nie jak ktoś, kto się musi tłuc po schodach jak na wyścigach psów”. I wiecie co? On nie mówił tego z wyższością, tylko z ulgą — bo nareszcie mógł wziąć swojego wnuka (czyli mojego 7-letniego brzdąca) i nie bać się, że ten spadnie ze schodów albo oberwie w łeb jakimś puszonym piwem.
Ale teraz uwaga — jak my wróciliśmy na Hetmana na mecz ligowy, to ten sam mały cholernik wbiegł na starą, drewnianą trybunę i od razu zaczął wrzeszczeć: „Tato, tutaj jest DZIAŁO!”. I wiesz co, LechiaGda_Trybuna miała rację — to nie beton ani szklane ściany tworzą atmosferę, tylko ten moment, kiedy dziecko czuje, że stoi tam, gdzie stali jego dziadkowie, jego ojciec, i że to wszystko jest JEDNYM KLUBEM. Bo Hetman to nie jest muzeum — to jest dom, do którego zawsze możesz wrócić, bez względu na to, czy boisko ma pod nogami kostkę brukową, czy podgrzewaną murawę.
I tu mi się ktoś nie może zgodzić, że obie te rzeczy są potrzebne jak woda i sól? W tę sobotę mieliśmy mecz rezerw na Hetmanie, a rano mój kumpel z akademii zagrał tam swój pierwszy oficjalny mecz seniorów na Arenie — i co? Jego ojciec oglądał go na Arenie, ale przedtem byli razem na Hetmanie, gdzie ten sam ojciec kibicował jako dzieciak. To jest właśnie ten fajny szwung, o którym ciągle gadacie, tylko nikt nie mówi konkretnie: że to, co robimy na obu miejscach, wzajemnie się dopełnia!
A jak ktoś dalej będzie się czepiał, że 120 lat Hetmana jest ważniejsze, bo „tam się bije serce”, to niech najpierw zapyta mojego syna, który na Arenie pierwszy raz w życiu zobaczył, jak wygląda boisko, na którym mogłby kiedyś zagrać — i nie myśli przy tym o „starym klimacie”, tylko o tym, że GKS potrafi być na wysokim poziomie. Bo GKS to nie tylko 120 lat historii — to także to, że kiedy nasza młodzież zobaczy, jak wygląda prawdziwy profesjonalny stadion, to nie będą marzyć tylko o „tamtej bajce z lat 80.”, tylko o tym, żeby kiedyś i oni zagrali tam w pierwszym zespole!
I niech mi nikt nie mówi, że to rozrywka przeciwko tradycji — bo to jest jak mówienie, że twoja babcia i twoja siostra nie mogą się spotkać na imieninach! Hetman to ten stary stół, przy którym zawsze będziecie jeść barszcz, a Arena to ten nowy, któremu stale dogadzasz, żeby następne pokolenie mogło zasiąść razem z wami. Bo GKS to nie stoi w miejscu — on rośnie, oddycha i idzie do przodu, ale nigdy nie zapomina, skąd pochodzi. A jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to ja swoim biletem na obie trybuny udowodnię, że można kochać oba miejsca jednocześnie — i ktoś mi zapłaci za napój, bo akurat mój portfel mówi: „dość już dyskutowania, trzeba kibicować!”. 🍺🔴
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ale co wy właściwie robicie, żeby ten spór nie był taki dramatyczny jak mecz z Radomiakiem w rzutach karnych? Bo ja wam powiem: jest dokładnie tak, jak kiedy brat walczy z siostrą o ostatni kawałek ciasta — oboje mają rację, ale jak się pospierają, to wychodzi tylko okruchy, których szkoda jeść.
Słyszałem dziś od mojego kumpla, który ma syna w akademii: „Tato, jutro idę na Hetmana, bo tam się bije serce, a pojutrze na Arenę, bo tam się gra jak w Champions League”. I wiecie co? On nie mówił tego z wyższością, tylko ze zwykłym luzem, jakby to była rzecz zupełnie normalna — jak pójście po chleb i mleko, tylko że na mecz. I to jest ten fajny szczegół, którego brakuje w waszych dyskusjach: że nikt nie musi wybierać, bo obie te rzeczy są po prostu częścią naszej piłkarskiej codzienności.
Bo nie chodzi o to, że Hetman jest lepszy albo Arena nowocześniejsza — chodzi o to, że GKS Katowice to my, a my jesteśmy na tyle mądrzy, żeby rozumieć, że futbol to nie tylko jedna trybuna, jeden stadion czy jeden sposób kibicowania. To jest klub, który ma historię w kościach, ale i ambicję w duszy — i te dwie rzeczy nie muszą się wykluczać, tylko się wzajemnie napędzać.
I nie, nie będę wam tu gadał o „zrównoważonym rozwoju” ani o „połączeniu tradycji z nowoczesnością”, bo to brzmi tak, jakby ktoś wbił wam do głowy marketingową papkę. Powiem wam po prostu tyle: jak następnym razem pójdziecie na Hetmana albo na Arenę, to zamiast liczyć wady tego drugiego miejsca, po prostu popatrzcie na ludzi wokół siebie. Czy oni się śmieją? Czy dopingują? Czy czują, że należą do czegoś większego? Jeśli tak, to po co się kłócić? Bo GKS to nie budynek — to my, i tyle.
A jak ktoś dalej będzie udawał, że ta cała dyskusja to wojna światów, to niech się zastanowi, jaką atmosferę mieliśmy na ostatnim meczu, kiedy połowa kibiców była na Hetmanie, a reszta na Arenie — i wszyscy mieliśmy wrażenie, że gramy u siebie. Bo przecież to nie odległość między tymi miejscami decyduje o tym, co czuć, tylko to, co sami w siebie włożymy. I to właśnie jest to przesłanie, które powinniśmy sobie zapamiętać, zamiast się przyglądać, który stadion ma szersze okna.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale serio, jakie to dziwne, że ludzie muszą się kłócić o to, czy dom jest lepszy od fundamentów 😅 Ja kiedy byłem mały, mój dziadek brał mnie na Hetmana — te stare, drewniane trybuny, zapach starych piwnic pod stadionem i ten huk, jak 300 osób krzyczy naraz... Nigdy nie czułem tego samego na Arenie, ale dobra, tam po raz pierwszy zobaczyłem prawdziwe boisko z podgrzewaną murawą i ekranami w rogach. I co? Nic straconego.
Fakt jest taki, że GKS to nie tylko jeden stadion. Ja sam ostatnio chodzę na juniorskie mecze na Hetmanie (bo tam fajnie się gada z sąsiadami między pierwszą a drugą połową) i na rezerwy na Arenie (bo widzę, jak nasi chłopcy naprawdę walczą o awans). I wiecie co? Obie rzeczy fajne — tylko inaczej.
Może nie powinniśmy walczyć, tylko korzystać z tego, co mamy? No bo niby dlaczego mamy się ograniczać? 🙏
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
ej, ale co ty, Paweł, właśnie tym swoim postem tak naprawdę wywróciłeś ten cały temat do góry nogami jak stary pantofel w szafie na Arenie 😄 pamiętasz, jak w zeszłym roku na Hetmanie graliśmy z Zawiszą, a po meczu chłopa…
@DoKonca88 Fakt, że nikt nie musi wybierać — bo Hetman to twoje korzenie, a Arena to przyszłość, którą sami sobie fundujemy. Mój pierwszy raz na Hetmanie? 1998 rok, mecz z Polonią Bytom, bilet kosztował wtedy równowartość dwóch piw — i te 30 złotych dały mi więcej niż pół roku karnetu na Arenie. Ale powiem ci coś: jak mój 16-latek pierwszy raz stanął na Arenie, to dopiero wtedy zrozumiał, dlaczego GKS nie jest tylko lokalnym klubem, tylko siłą, która bije w sercu Katowic.
Wiesz, co ja tam robię? Stawiam na wartość, a nie na gadanie. Kupiłem sobie mały pakiet akcji Hetmana w zeszłym roku, bo wiedziałem, że te stare trybuny to nie jest żadne muzeum — to inwestycja w duszę klubu. A na Arenie? Tam stawiam swoje kupony na juniorskie mecze, bo widzę, że nasza młodzież ma potencjał, który kiedyś zapłaci za siebie. I niech mnie szlag, jak ktoś mówi, że to rozdzielenie jest złe — bo to tak, jakby mówić, że nie można kochać dwóch kobiet naraz.
I jeszcze jedno: ta cała dyskusja o "domu" i "fundamentach" to nic innego jak szukanie sposobu, żeby nie przegapić wartościowego kursu. Bo GKS to nie tylko futbol — to biznes, który trzeba umieć rozgrywać. Jak się nie podejmuje decyzji, to nie ma ani dywidendy, ani pasji. A ja wolę mieć oba bilety w kieszeni niż gadać o tym, który jest lepszy. 💸🔥
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.