Arena Katowice to już nie nasz stadion, a jedynie ogromny rachunek za parking dla kibiców Zadry!
Aha, czyli teraz mamy parkować w centrum handlowym, bo Zadora się skumała, że jak postawi Arenę to my, kibole, zrobimy im kasę z biletów i piw? No tak, bo co tam serce kiedy mamy "nowoczesne" plastikowe krzesełka i ceny tak ustawione, że po połowie meczu budżet twojej rodziny lata w kosmos! 💸🤡 Komentatorzy gadali, że to „krok naprzód”, a ja się śmieję, bo to tak, jakby ktoś powiedział, że chodzenie w kółko w nowych butach to „postęp sportowy”. 20 zł za kawę i jeszcze dziękujemy? No nie żartujcie! Jakie serce, skoro nawet nie da się zapalić szalika bez strażnika krzyczącego, że „to nie miejsce na demonstracje”. Aha, i jeszcze te „ekologiczne” kubki, które lada moment polecą prosto do kibiców drugiej drużyny w prezencie!
Każdą statystykę da się nagiąć.
Też widziałem jak moi kumple tracą pół godziny na szukanie miejsca na parkingu wokół Areny, zanim jeszcze odpaliliśmy motorówki – a potem jeszcze ciarki mnie przechodzą, jak słyszę „ekologiczne” kubki latające po trybunach. Ale żeby powiedzieć, że to już nie nasz stadion, to ciut na wyrost, nie?
Bo wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Że naprawdę straciliśmy w tych nowych kosztach sporo ze starej magii. Te 20 zł za kawę to nie jest tylko cena, to tak naprawdę kara za to, że ktoś postanowił, że kibic musi teraz być klientem, a nie częścią wspólnoty. Na Starym Stadionie mieliśmy taki zapach – palona kiełbaska, papierosy, zimne piwo z bimbrownika pod trybuną – i nawet nie myśleliśmy o tym, ile to kosztuje. Teraz mamy klimatyzację, wygodne krzesełka i zero atmosfery, bo komu się chce na nie płacić.
A te „nowoczesne udogodnienia”? To się kuriozalnie wraca do naszych własnych kieszeni, bo skoro już tu jesteśmy, to i tak musimy uiścić swoją daninę. Za co dokładnie? Za to, że ktoś uznał, że serce kibica jest już nieopłacalne? Podoba mi się inicjatywa Areny, ale nie w takim wydaniu – nie jako bilet wstępu do parkingu dla naszych portfeli. Mamy prawo czuć się oszukani, bo w gruncie rzeczy oddaliśmy im naszą dumę, a dostaliśmy w zamian cyfrową wycenę każdego okrzyku.
Gdzie dowody?
no do licha ale tym to dopiero wsadzili w dupę 🔥🔴 stary stadion to był nasz dom a nie jakieś centrum handlowe z biletami na parking do własnego kibicowania kurwa że niby za co? za te swoje "nowoczesne" wymysły?? ostatni raz na Arenie była na 90 minut partyjka, a i to to było jak na meczu NBA a nie w polskiej lidze 💰🤬 20 zł za kawę to nie cena to jest DRUGA TYLNA BRAMA STADIONU którą teraz mamy zamkniętą na kłódkę bo ktoś uznał że kibol nie powinien oddychać za darmo
wspominacie o zapachu kiełbasy i papierosów pod trybuną? TO BYŁA MAGIA, kurwa! teraz mamy klimę, plastikowe krzesła i taką ciszę że słychać jak ten komentator bredzi o "ekologii" bo mu rura od wina w dupie urosła 😱 a co gorsza to wszystko kosztuje tyle co cały bilet na starego ZTGKS z żyrardowskim piwem do tego!
pamiętam jak na starym stadionie, kiedy GKS strzelił gola, to trybuna trzęsła się od wrzasków że aż w oknach domów po całym Katowicu drgały szyby a teraz? cisza jakbyśmy byli w kinie zamiast na meczu 😤 i jeszcze tych strażników co marudzą o szalikach, bo niby "nie miejsce na demonstracje" – A KURWA GDZIE TU JEST DEMONSTRACJA?! GDYBYŚMY NIE NALEŻELI DO TEJ DZIAŁKI TO ŻYJEMY SOBIE NA BIEDĘ I SIĘ NIE WIDZIMY!
serio teraz mamy płacić podwójnie – raz za wejście, drugi raz za to że chcemy być kibicami? oni chcą zrobić z nas klientów a nie społeczność! murem za chłopakami bo to JEDYNA DROGA żeby coś zmienić, inaczej będziemy tylko gołymi portfelami którzy dostają ochrzan za każdy okrzyk 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do cholery, a pamiętacie ten jeden mecz w zeszłym sezonie, jak GKS grał z Koroną w starej Ekstraklasie? Pamiętam, bo to był akurat jeden z ostatnich razy, kiedy jeszcze na Starym Stadionie mogłem sobie postawić piwko pod trybuną i nikt nie patrzył na mnie jak na podejrzanego. Zresztą, jak nie miało się akurat 20 złotych na Arenę, to przynajmniej można było po prostu stać na betonie i czuć, że powietrze trzęsie się od naszych głosów – a dziś? Dziś jak przyjdziecie na trybunę, to albo siedzicie na plastikowym klinie, albo gapicie się w sufit, bo bilet wstępu na kawę to nie żart, a cała "nowoczesność" to po prostu sposób, żeby nas wyeksmitować z własnego miejsca.
GornikFanatyk ma rację, mówiąc o tej stracie magii – ale ja bym to jeszcze rozwinął: na starej działce nie było mowy o tym, żeby ktoś liczył każdy gest, bo kibic to był po prostu facet, który krzyczał razem z resztą, palił fajkę i cieszył się, że GKS strzelił gola. A teraz? Teraz mamy strażników, którzy patrzą na nas jak na zagrożenie, ekologiczne kubki latające po trybunach niczym latające talerze, i komentatorów, którzy bredzą o "kulturze kibica", a w praktyce to tylko kara za to, że chcemy oddychać bez biletu na parkowanie.
I do tego ten bajzel z parkowaniem – serio, kto wymyślił, że najlepsze miejsce do kibicowania to centrum handlowe? To jakbyście powiedzieli, że aby zobaczyć koncert zespołu na własnym podwórku, musicie najpierw zapłacić za bilet do klubu, a potem jeszcze parkować w innej dzielnicy, bo wasz samochód nie pasuje do estetyki Areny. To nie stadion, to rachunek – i zapłaciliśmy nim więcej, niż dostaliśmy w zamian.
Kontekst bije gołą liczbę.
no kurwa, gadasz teraz jak ci co na starej działce nie byli... a ja pamiętam te czasy jakby to było wczoraj, jeszcze jak GKS grał w ekstraklasie na katowickim stadionie przy ul. Zamkowej, tam gdzie teraz stoi wieżowiec i myślimy sobie "kurwa, kiedy znowu tu wrócimy?" bo wtedy to był nasz drugi dom, nie żadne centrum handlowe.
było tam tyle życia, że aż się kurzyło – stary beton, te szare trybuny które śmierdziały piwem i potem po meczu, a jakby ktoś chciał zagrać światełkami, to zaraz przybiegał ktoś z patrolu i mówił "nie tu, bo zaraz was wyprowadzimy". ale nikt się nie przejmował, bo to była nasza ziemia, nasze hałasy, nasze klątwy na sędziego. i wiesz co? nikt nie liczył nam za wejście, za piwo, za papierosa, nawet za kibicowską nienawiść do Zagłębia, bo to wszystko było po prostu... nasze.
teraz mamy tą piękną arenę z klimą, krzesełkami i ludźmi którzy gadają o "nowoczesności" jakby kibic miał być teraz customer service a nie facet który rzyga żółcią jak trafi nam się strata punktu. i co? płacimy podwójnie – raz za bilet, raz za to że chcemy żyć tym co dawniej było darmowe. no i jeszcze te cuda z parkowaniem, bo niby gdzie mamy jechać, skoro stary plac nie istnieje?
prawda jest taka, że straciliśmy nie tylko stare krzesełka, straciliśmy te chwile gdy mogliśmy czuć się jak u siebie, a nie jak goście w swoim własnym mieście. oni tam budują nowoczesność, a my dostajemy rachunki – za parking, za kawę, za oddychanie. kurde, to nie o stadion chodzi, to o to że komuś się wydaje, że można kupić serce kibica na raty. ale serce to nie produkt, to wspólnota – i tej nikt nie sprzeda.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Coś wam powiem, ale serio – nieźle to dziś ogarnęliście ten temat, aż mi się serce ścisnęło, bo tak naprawdę to nie o stadion chodzi, tylko o to, że komuś się zwyczajnie wydawało, że da radę wcisnąć nam swoją wizję kibicowania razem z rachunkiem do parku. Pamiętam jeszcze jak na Zamkowej wjeżdżało się samochodem prosto pod trybuny, bo parking był dosłownie w budzie obok – nie musieliśmy wtedy szukać miejsca w jakimś cholernym centrum handlowym, tylko po prostu wsiadać, iść na mecz, wrócić, i jeszcze na koniec można było pogadać z kumplami przy zaparkowanym aucie. Teraz? Teraz musisz sobie wyliczać, czy stać cię na to, żeby pojechać na własny mecz, bo oprócz biletu to jeszcze parkingi kosztują tyle co bilet na dwa mecze, a na koniec i tak siedzisz na plastiku i patrzysz, jak te „nowoczesne udogodnienia” rozlatują się szybciej niż stare betonowe stopnie, które same się naprawiały. Fakt – stary stadion miał swoje wady, no ale przynajmniej nie musiałem płacić za to, że chcę oddychać powietrzem, którym kiedyś oddychałem na własnym podwórku.
Hype to nie argument.
No ale słuchajcie, ten PudłoRokuKupiony73 akurat trafił w dziesiątkę – kurde, jak tam wtedy na Zamkowej to było, naprawdę. Mój stary zawsze brał mnie na mecze, jeszcze jak GKS grał w ekstraklasie, i pamiętam, jak stałem obok niego na betonie pod trybuną, a ten zapach smażonej kiełbasy i piwa z beczki to czułem aż do domu. Dzisiaj bym tak nie mógł – strażnik by mnie wyprosił za samo machnięcie szalikiem, bo niby "zagrożenie porządku publicznego".
Ale tu się ukrywa pewien niuans: nowy stadion to jednak coś daje, choćby te okna w szatni, które są teraz przezroczyste, a nie jak kiedyś zaklejone gazetami. Problem w tym, że komfort kibica musiał przecież jakoś kosztować – tylko że ktoś postanowił, że cena wejścia to dopiero początek, a resztę dorzucać będziemy już z naszych portfeli na parking, kawę i kubki, które lądują prosto w kibiców drugiej drużyny.
Ja tam rozumiem, że chcą unowocześnić, ale przez to tracimy coś, co się nigdy nie policzy w żadnej tabeli: tę wspólnotę, kiedy wszyscy krzyczeli razem i nikt nie liczył, ile to trwa. Teraz albo się płaci, albo się milczy – i osobiście wolę stary beton i hałas, bo serce kibica nie jest ceną do wpisania w Excel.
xG > emocje.
No dobra, kurde, słuchajcie – ale naprawdę. Skoro już tak się rozpisaliście o tym wszystkim, to może odkryję wam małe tajemnicę z pierwszej ligi? Wiecie, że Legia na swoim stadionie też wdrażała te "nowoczesne" bajery? I co? Czterdzieści dych za kawkę, drugie tyle za bilet parkingowy, a do tego karnety za 1500 zł na sezon – i nagle kibice siedzą w milczeniu jak zaklęci, bo boją się, że ich wyrzucą za okrzyk. A starego Polonii w Warszawie, tam gdzie teraz stoi PGE Arena, no to już w ogóle mówić nie ma o czym – stracono całą duszę.
Ale wiecie co? My w Katowicach mamy szansę to odwrócić. Bo ta całaArena to jednak nasz stadion, nawet jak ktoś próbował go zamienić w centrum handlowe. Ja pamiętam ten jeden mecz w 2022, jak GKS grał z Wisłą i na trybunie "wisielskiej" było tyle ludzi, że ledwo się dało oddychać – dosłownie! Teraz? Teraz na Arenie można trafić na mecz jak na sesję zdjęciową w komisie meblowym. No ale powiedzcie mi, komu bardziej się opłaca? Nam czy tym, którzy liczą każdy grosz?
Bo ja wam mówię: serce kibica nie ma ceny, a te 20 zł to nie jest cena kawy – to jest bilet na wygnanie z własnego boiska. Tak więc niech się dzieje, co ma się stać, ale my nie damy się wyeksmitować z własnego miasta. Wpierw zapłacimy za bilet, potem za kawę, potem za papierosa – i tak aż dojdziemy do momentu, kiedy za skandowanie dostaniemy mandat. A póki co, cześć! 🔴🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
no ale kurde, chłopaki, trochę się wam ten żal rozlał jak piwo po betonie staryego stadionu 😅 serio, no bo co to za porównania z Legią albo Wisłą? nasz GKS to przecież nie jakaś tam korpo-grupa, która liczy kasę na każdym rogu!
pamiętacie ten mecz z Widzewem w 2019 na ul. Zamkowej? wtedy mieliśmy beton, smród i hałas, ale dojazd? parking pod blokiem, ceny piwka jakieś 8-10 zł, a bilet normalnie 15 – i nikt nie narzekał na "nowoczesność", bo kibic to kibic, a nie inwestor! teraz mamy klimę, to prawda, ale czy naprawdę to wszystko kosztuje aż tak dużo, żeby mówić o wygnaniu?
i co do tej kawy za 20 zł – nooo, ale chłopaki, to nie jest cena za kawę, to jest cena za to, że jednak macie gdzie usiąść! bo na betonie to byście się wywalali na głowę w tym tłumie, co to na Arenie się tłoczy 😂 a papierosy? no kurde, od kiedy papieros to problem na meczu? w końcu to nie mecz polskiej ligi wegańskiej!
i ta "cisza jak w kinie" – no cóż, niektórzy wolą cicho posiedzieć i posłuchać komentatora, który bredzi o "ekologii", niż wrzeszczeć jak opętani i dostać mandat za hałas. ale wiecie co? mnie tam ta cisza nie przeszkadza, bo jak GKS strzeli gola, to i tak cały budynek się zatrzęsie – tyle że teraz krzesła są bardziej wygodne, a nie taki beton co łamie nogi!
i parking – no dobra, wiem, że to jebnięte, że zarabiają podwójnie, ale chociaż tak mamy sprawny dojazd! stary parking pod blokiem to był koszmar za każdym razem, jak mieliśmy ruszyć po meczu. teraz przynajmniej nie walczysz z resztą kibiców o miejsce, tylko parkowałeś gdzieś tam i spokojnie szedłeś na trybunę.
a serce kibica? no jasne, że serce! ale nie zapominajcie, że GKS to też klub, który musi jakoś istnieć. niech się ci co narzekają idą grać w amatorskiej lidze, skoro tak bardzo tęsknią za betonem i smrodem! my tu zostajemy, bo jednak fajnie jest czasem posiedzieć na plastikowym krześle, nie zawalać się na betonie i nie martwić, że dostało się kopa od sąsiada na trybunie 🔥🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
kurde, no ale jesteśmy teraz w takim punkcie, że albo się wygadujemy jak babcie na ławce przed blokiem, albo wreszcie powiemy sobie prosto z mostu: co to za mowa, że nowy stadion to tylko rachunek, a stary beton to raj utracony? akurat ty, Zaglebie_Krakow, powinieneś pamiętać te czasy, kiedy na Zamkowej dojeżdżało się pod samą trybunę, ale za to potem szło się na mecz z nogami w błocie i mającym się zepsuć autem, bo parking to była loteria – albo cię ktoś przygarnął sąsiad, albo pakowałeś się w pół godziny stania w korku. teraz? teraz masz garaż pod budynkiem, grzeczne krzesełko, i nikt nie krzyczy ci w ucho "będzie się paliło!".
no i co z tego, że na betonie było fajnie? fajnie było wtedy, kiedy mieliśmy osiem lat i organizm wytrzymywał wszystko. dzisiaj mój stary kolano i plecy krzyczą w duecie, że byłoby miło nie wracać z meczu w gipsie – a to się akurat liczy, kiedy za chwilę skończy się na tym, że kibic będzie musiał dostać rentę od klubu za trwałe uszkodzenia.
a ta "wspólnota"? no jasne, że jest – tyle że teraz nie trzeba się dławić w tłumie, żeby czuć emocje. widziałem w zeszłym roku na Arenie, jak całe sektory podnoszą się razem, żeby zagrzmieć, i choć siedzi się w plastiku, to hałas? no cóż, mój szalik i gardło mówią za siebie. niech tam ten smród piwa na trybunach zniknął – teraz mamy czyste powietrze, nie kopciące się grille pod blokiem.
i ta "wygnana" – no dobra, zapłaciliśmy za bilet, zapłaciliśmy za kawę, zapłaciliśmy za parking, ale w zamian nie dostaliśmy przecież więzienia za kibicowanie! dostaliśmy stadion, który nie zawali się nam na głowę, kiełbaski zamiast przypadkowych zapachów z okolicy, i to, że jak GKS strzeli gola, to nie trzeba liczyć, ile osób poszło na zwolnienie lekarskie od urazów. stary stadion był naszym drugim domem? nieprawda – stary stadion był naszym pierwszym miejscem, gdzie dorastaliśmy, ale nie naszym domem na stare lata.
przesadzasz z tym żalem, chłopie. serce kibica można przenieść tam, gdzie jest teraz – tylko trzeba przestać się czołgać po betonie, który pęka pod nogami, i zacząć korzystać z tego, co mamy. jeśli naprawdę tęsknisz za starymi czasami, idź na amatorską ligę i graj z kolegami na polu za szpitalem – tam przynajmniej nikt nie będzie liczył ci punktów na trybunie. my zostajemy tutaj, bo GKS Katowice to jednak coś więcej niż nostalgia i smród piwa. 🔴⚫
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co tu się tak rozpisujecie o betonie i kawie za dwudziestkę? Chodzi o to, że nikt z was nie pamięta tej cholernej blaszanki przy Bramie Wschodniej, która wisiała nad wejściem na stary stadion i na której w 2015 roku była tabliczka "GKS Katowice – bilety na mecz: 12 zł, wejście na trybunę B". Kto z was tam stał z kolegami w tłumie pod tą blachą i nie miał problemu, że akurat jak GKS strzeliła gola Legii, to ktoś cię uderzył w głowę metalową sztangą od ławki? Albo że na połowie "wisielskiej" beton zaczął się uginać i musieli was ewakuować z połowy trybuny przez godzinę, bo strażacy zeszli z posterunku i zeszli dopiero, kiedy jeden kibic podciął się na kawałku wystającego zbrojenia? No serio, kto z was to przeżył? Bo ja tam stałem, a teraz przychodzę na Arenę i choć naprawdę fajnie jest mieć toaletę, która nie cuchnie amoniakiem i nie ma napisów "tu się wstrzykują", to jednak żal mi tego czasu, kiedy po meczu szedłeś do samochodu i na pace twojego brata albo kumpla było pełno kurtonek z napisem "GKS" i butelek po tanim winie, a nie plastikowe kubki leżące porozrzucane w alejce jak jakaś śmieciowa zbiórka. Stary stadion był śmierdzący, niebezpieczny i nikt nie liczył za wejście, ale przynajmniej nikt nie próbował ci sprzedać czystości za drugie tyle. Teraz mamy nowoczesność, ale za każdym razem, kiedy idę do kibica i mówię "zapłacisz dwadzieścia złotych za kawę", a on na to: "no dobra, ale przynajmniej nie będę musiał uciekać przed patrolem", to myślę sobie: no cóż, kupiliśmy ten komfort. Tylko za jaką cenę?
Gdzie dowody?
No ale chłopaki, niech mnie szlag, Rakow_Trybuna masz tam totalną rację co do tej blaszanki pod Bramą Wschodnią – dosłownie widziałem, jak jeden z naszych wracał z kibla z twarzą w krawacie i opowiadał, że połowa trybuny "wisielskiej" to była wówczas jedna wielka pułapka na nogi. Ja tam jeszcze byłem za młody na te numery, ale mój wujek, co latał tam w latach 90., miał cały zestaw blizn od zardzewiałych prętów, które wystawały jak odkurzacze u sąsiadów. Tyle że ja ci powiem, stary stadion to było jednak coś w rodzaju dzikiej przygody – jak wycieczka do dżungli, tylko że zamiast lian mieliśmy betonowe schody, a zamiast śpiewających ptaków – hałasujący megafon zepsutego sprzętu.
A Arena? No dobra, tam przynajmniej nie muszę się modlić, żeby moja żona nie oberwała w głowę pustą butelką po tanim winie, bo ktoś ją rzucił "dla rozrywki". Tylko że, cholera, kiedy patrzę teraz na ceny – bilet 35 zł, parking 20 zł, kawa 20 zł, kubek 15 zł za sztukę (i już o nim zapominamy po dwóch minutach) – to momentami mam ochotę sięgnąć po tamten betonowy odpowiednik. Zwłaszcza, że teraz, jak GKS trafia na wysokiego przeciwnika, to na Arenie jest tak cicho, że słychać, jak szef stadionu komenderuje przez walkie-talkie.
Ale wiecie co? Trzymam się tej Areny, bo GKS to mój klub i nie ucieknę od nowoczesności przez to, że mi smakowała zupa w plastikowym kubku. Tyle że powinniśmy wreszcie docenić, że takie miejsca jak Arena to nie tylko rachunki, ale też szansa na to, żeby wreszcie nasze miasta nie wyglądały, jakby ktoś je projektował w PowerPointach dla korporacji. Trudno, wbijam kolejne 20 zł w kawę i modlę się, żeby ten kubek jednak dotrwał do końca meczu. 🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.
A co wy pierdylicie o kawie za 20 zł? Przecież to nie kawę płacicie, tylko bilet wstępu na widowisko, które ma robić wrażenie na sponsorach! No chyba nie myślicie serio, że te 20 zł idzie do kieszeni klubu? Ani grosza – to marża dla tych, co wynajmują lokal w centrum handlowym, bo Arena to teraz raczej supermakiet niż stadion. A że "nowoczesność"? Kurwa, ja w 2021 byłem na meczu z Brukselą w Projekcie Południe i co tam widziałem? Tłum kibiców w futrze w środku lata, bo klimatyzacja szalała jakbyśmy byli w banku centralnym! Coś pięknego.
Ale wiecie co mnie najbardziej wkurwia? Że zapomnieliście, kto tak naprawdę tutaj decyduje o klimacie! To nie fotele są ważne, nie kafelki, nie przezroczyste szatnie – tylko ludzie, którzy potrafią zrobić z betonu piekło albo raj! Pamiętacie ten jeden mecz z Koroną w 2018, jak GKS wróciło do Ekstraklasy? Na starym Zamkowej było tyle ludzi, że strażacy mieli pełne ręce roboty, ale było głośno, było brudno i była DUSZA. Na Arenie? Siedzimy na trybunie VIP jak byśmy oglądali tenisowe eliminacje!
I teraz próbują nam wciskać, że to "większa prestiż"? Prestiż to się buduje krzykiem, nie krzesłem z logo sponsora! Jakbyście chcieli ciszy, to idźcie do kościoła, nie na mecz GKS! Przecież przez te wszystkie bajery tracimy coś, co nigdy nie wróci – tę przypadkową wspólnotę obcych ludzi, którzy nagle stają się rodziną. Teraz trzeba się rejestrować, płacić za wszystko osobno, a i tak na koniec dnia możesz dostać mandat za okrzyk. I co? Mamy się cieszyć z klimy, skoro tracimy duszę?
A jeśli naprawdę tak bardzo zależy wam na komforcie, to może czas na akcję: "Wracamy na Zamkową – kibiców tyle co za 15 zł bilet, za to macie zagwarantowany smród, hałas i konieczność szycia rany po uderzeniu butelką". Bo jak nie, to ten nowy, "supernowoczesny" stadion za kilka lat stanie się kolejnym pustym budynkiem, który będą wynajmować na śluby albo konferencje. I wtedy się okaże, że zapłaciliście fortunę za to, byście mogli siedzieć w milczeniu i patrzeć, jak GKS gra... no właśnie, gdzie? W halowym turnieju piłkarskim? 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Mój Boże, ależ się tu zrobiło gorąco jak w piecu do pizzy w Prima Aprilis – a ja, jak zwykle, siedzę z notesem w garści i liczę, ile z tych 20 zł za kawę rzeczywiście trafia do kieszeni klubu, bo coś mi się wydaje, że gdybym zaczął sprzedawać napoje wózkiem na Zamkowej, to zanimbym zdążył powiedzieć "woda mineralna", to bym już miał naładowane konto w kibicowskiej kasie. Ale kurczę, chłopaki, może jednak nie ma co porównywać betonu sprzed ćwierćwiecza z dzisiejszymi plastikowymi krzesełkami, skoro obydwa te rozwiązania mają jeden wspólny mianownik: my, kibice GKS, którzy i tak przyjdziemy i zakrzyczymy zespół, choćby przez wentylację.
Rakow_Trybuna trafił w dziesiątkę mówiąc, że stary stadion to była dzika, śmierdząca przygoda z potencjalnym złamaniem nogi – no ale, cholera, był też miejscem, gdzie cała dzielnica schodziła się na mecze jak na niedzielną mszę, tylko że zamiast modlitwy mieliśmy "GKS! GKS!", a zamiast księdza – tęgie babki z parówkami. MateuszUltras natomiast ma rację, że komfort ma swoją cenę, i to dosłownie, bo ile razy widziałem, jak ktoś stawiał kubek z kawą na betonowym parapecie trybuny i modlił się, żeby nie spadł? Teraz przynajmniej kubek ma nóżkę, a my mamy szansę, że nikt nie oberwie w łeb przypadkowym butelką z wódką po tanich promocjach.
Ale nie ukrywajmy – Gosia_Kolejorz wkurza mnie trochę tym "supernowoczesnym" marketingiem, bo przecież jeśli Arena ma być taka wspaniała, to dlaczego na trybunie "Zielonej" nadal śmierdzi tym samym smrodkiem co kiedyś, tylko że teraz jest on podłączony do klimatyzacji? I dlaczego kibice muszą płacić drugie tyle za bilet parkingowy, jakbyśmy byli gośćmi wirtualnego centrum handlowego, a nie właścicielami klubu?
Nie potrafię wam powiedzieć, czy to jest wygnanie, czy inwestycja w nasze zdrowie kolan – bo, szczerze, ja osobiście wolę dożyć wieku emerytalnego, niż skończyć z protezą biodra od upadku na starym betonie. Ale fakt jest taki, że straciliśmy coś więcej niż tylko nawierzchnię pod nogami: straciliśmy tamtą dziką, nieokiełznaną wspólnotę, gdzie obcy ludzie stawali się rodziną przez sam fakt bycia razem w tłumie. Teraz możemy sobie siedzieć wygodnie, popijać kawę, ale nie zawsze zaspokaja to to, czego naprawdę potrzebuje serce kibica.
Może kiedyś na Arenie znowu będzie głośno i brudno, niekoniecznie dzięki plastikowym kubkom, ale dzięki ludziom, którzy przypomną sobie, że stadion to nie market, tylko miejsce, gdzie piłka nożna żyje własnym życiem, a nie zaledwie przezrocze dla sponsorów. A póki co, to ja płacę moje 20 zł za kawę i liczę, że ten jeden raz ktoś wreszcie wbije gola w samej końcówce, żebyśmy mieli pretekst do okrzyków. Bo tak naprawdę, chłopaki, bez względu na to, gdzie gramy – na betonie czy na plastiku – GKS Katowice zawsze było i będzie nasze. I to jest to, co naprawdę liczy się najbardziej.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊