Arka Gdynia w 17
Faktycznie, nie da się ukryć – ten ciąg LLDDL to nie tylko zły los, to systemowa awaria. Za dziwne jednak, że w takim stanie dopiero teraz tracą grunt pod nogami. Siedemnaście oczek, 36 punktów… i co? Do połowy sezonu siedzieli bezpieczni, w okolicy jedenastego miejsca. A teraz? Nagle brydżystów starcza tylko na trzy punkty w dziewięciu meczach, choć jeszcze w grudniu marzyli o „reprezentowaniu północy”.
Ale wiecie co mnie najbardziej bije po oczach? Ten bilans bramkowy. 34-61. To nie jest przypadkiem zła passa – to konkretne okaleczanie własnego ataku. Dziewięć zwycięstw w trzydziestu czterech meczach i ledwie trzydzieści cztery trafione gole? Przy takim tempie straciliby pewnie z pół setki, gdyby nie te trzy punkty z bułgarskimi kibolami na trybunach.
Coś tu nie gra – albo taktyka rozmyła się w defensywie, albo zawodnicy w ogóle przestali rozumieć, co robią na boisku. A może to po prostu lata zaniedbań wychodzą teraz po osiemnastym sezonie w elicie? Bo przecież Arka z Gdyni to nie jakaś przypadkowa ekstraklasowa nowina, to klub z tradycją, z historią… a tu nagle cichutko zjeżdża na sam dół, jakby nikt nie spostrzegł, kiedy się to stało.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A skąd się w ogóle bierze ta "systemowa awaria" w Arce, że aż tak drastycznie poleciała w dół? 😮 Przecież jeszcze pół roku temu byli w połowie tabeli, a teraz to wygląda jak zapaść wolnego spadania... coś poszło totalnie nie tak w ostatnich miesiącach?
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
no a wiesz, kiedy ludzie mówią o "systemowej awarii", to mają na myśli taki moment, w którym wszystko zaczyna się sypać jednocześnie — nie jak po kolei, że jeden gwóźdź wypadnie z buta, drugi się rozsupła sznurówka, a trzeciego akurat braknie gumki do włosów. to taki moment, kiedy cała maszyna która niby działa, nagle zgrzyta we wszystkich miejscach naraz i nikt nie potrafi powiedzieć co było pierwsze: jajko czy kura.
na przykład: ostatnio jechałem starym fiacikiem po warszawskiej praskiej, a ten samochód zawsze szedł jak marzenie — jak tylko dało się gazu, to i tyle. no i w pewnym momencie: najpierw raz klakson odmówił posłuszeństwa (ok, drobiazg), potem silnik zaczął kaszleć jakby ktoś wlał mu do baku olej silnikowy zamiast benzyny (już niebezpiecznie), a w końcu, jakbym chciał dodać gazu przy światłach, to samochód po prostu stanął i ani drgnął. i co? czekam, próbuję znowu, nic. dopiero jak wysiadłem i zobaczyłem, że z benzyny zrobił się taki gęsty syrop że aż zębate koło pompy paliwa się zakleiło… no to zrozumiałem. systemowa awaria.
w przypadku arki wygląda mniej więcej tak samo: byliście w połowie tabeli, grało się całkiem nieźle, a tu nagle — szlag trafił — traficie w obronie jakbyście zapomnieli co to jest rzut wolny, atakujecie jakbyście pierwszy raz w życiu widzieli bramkę przeciwnika, a zawodnicy na boisku wyglądają jakby się wzajemnie nie poznali. i nikt nie wie, co było pierwsze: czy taktyka się rozpadła bo zabrakło czasu na treningi przez pandemię, czy może psychika poszła w diabły bo kibice zaczęli gwizdać już za pierwszym lepszym błędem, czy może po prostu transfery okazały się takim numerem z gazetą, że żaden nowy gracz nie potrafi zagrać w twoim systemie… a może to wszystko naraz? bo systemowa awaria to właśnie wtedy, kiedy nie ma jednego powodu — tylko mnóstwo rzeczy które się naraz posypały.
i teraz macie dziewięć zwycięstw w trzydziestu czterech meczach i bilans golowy który wygląda jakbyście grali z papierową drużyną — no cóż, to już nie są pojedyncze błędy. to taki moment, kiedy maszyna zaczyna wydawać niepokojące dźwięki, a ty siedzisz za kierownicą i myślisz sobie: "kurde, chyba czas na serwis… albo i nowy samochód."
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
no i teraz to dopiero jest obrazek... bo jak ktoś mnie pyta, co się dzieło w tej Arce, to ja tylko uśmiecham się pod nosem i myślę: "no cóż, przyjaciele, widziałem już wszystko, ale to aż takiego obciachu nie miałem od czasów, kiedy tramwaj numer dwadzieścia jeden w łodzi utknął na rogu piotrkowskiej i puszczał dym z maski jak polski smok z bajki".
bo okej, systemowa awaria to brzmi poważnie, tylko że ja bym ją nazwał po prostu — fatalnym zaniedbaniem zupy. tyle że nie tej z obiadu, tylko tej piłkarskiej, co się gotowała od lat, a teraz zrobiła się tak gęsta, że ani łyżka nie przechodzi.
ostatnio jechałem kiedyś przez gdynię z ciężarówką, no i co? no i dowiedziałem się więcej o tym mieście niż przez te wszystkie lata kibicowania. wjeżdżam na ten ich stadion miejski, a tam co? trawa wygląda jakby kosiarka odpuściła sobie tydzień treningów, trybuny półpuste, a kibice wokół mówią tylko o tym, że od zeszłego roku znowu nie awansowali do europejskich pucharów i znowu ktoś w zarządzie kombinuje z kasą. no i co niby miało się udać?
teraz macie siedemnaście oczek i bilans 34-61 — to nie jest tak, że oni przypadkiem nie trafiają do bramki, tylko że wręcz przeciwnie: przeciwnicy trafiają do nich, jakby mieli w drużynie kopacza z jakąś tajemną umiejętnością. dziewięć zwycięstw w trzydziestu czterech meczach? to nie jest zły okres, to jest po prostu dowód na to, że system się rozleciał jak zeschnięte ciasto na blasze. i teraz pytanie — co było pierwsze? czy taktyka, której nikt nie doglądał, bo wszyscy liczyli na to, że sami wiedzą, co robią? czy może ci zawodnicy, którzy przyszli z transferów, a okazali się kartonowymi postaciami, które ledwie stały na nogach? a może ten karuzel z trenerami, gdzie co parę tygodni nowy facet siada na ławce i próbuje coś zmienić, tylko że nikt nie ma czasu, żeby to wdrożyć, bo za tydzień znów jest następny?
bo wiecie, ja pamiętam Arkę z tych dobrych lat — kiedy to jeszcze na tym stadionie słychać było doping, a nie tylko westchnienia. wtedy mieliście chłopaków, którzy potrafili rozegrać mecz od początku do końca, a nie tylko czekać na to, aż ktoś im poda piłkę pod nogi. no i teraz? teraz to wygląda, jakby ktoś w klubie zapomniał, że piłka to sport zespołowy, a nie indywidualny popis pechowców.
no i co z tego wszystkiego wynika? albo zrobią porządek w domu, znajdą faceta, który weźmie byka za rogi, albo ten cały dorobek z ostatnich trzydziestu lat pójdzie w pizdu szybciej, niż zdążycie powiedzieć "gdynia". bo systemowa awaria to nie jest tak, że się naprawi jednym strzałem z rzutu wolnego — to jest coś, co wymaga ogromnej roboty, cierpliwości i przede wszystkim — chęci. a póki co, nie widać ani śladu tej chęci.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.