Arsenal bezczelnie odbiera sobie tytuł na własne życzenie, ale Manchester City i tak go…
Arsenał w tej tabeli to po prostu inny level. Trzeba przyznać, że walka o mistrzostwo z taką przewagą robi wrażenie — 7 punktów przewagi nad drugim City to nie bułka z masłem, a w tabeli Premier League to prawie pewnik, że już nic ich nie dogoni. Jak na razie wygląda na to, że Wengerowskie obawy o "ktoś w końcu trafi" okazały się zupełnie nie na miejscu. Siedem punktów w tej sytuacji to takie "grasz w finale bez żadnego problemu", bo ten luz w tabeli to już nie mały margines — to taka góra, że nawet najlepsze serie nie pomogą.
Za to Manchester City to naprawdę coś niesamowitego. Osiem punktów straty przy takiej ilości spotkań to teoretycznie nic straconego, ale jak na team, który w ciągu ostatnich pięciu meczów zdobył tylko dwa punkty? Ciężko tu mówić o jakimkolwiek "duchu walki" po wynikach w stylu LDWWD. To tak jakby ktoś liczył na to, że podczas lutowego deszczu nad Etihad zrobi się automatycznie cieplej — a tu nic, deszcz zostaje. Sęk w tym, że kiedy twoja forma wygląda właśnie tak, a konkurencja ma aż tyle punktów, to albo w grudniu mieliśmy do czynienia z totalnym rzadkim połączeniem szczęścia i wyjątkowej klasy (co trudno uznać za trwały fundament), albo teraz po prostu widać, że nie do końca ten sezon ich układa.
No i jeszcze ten trzeci Manchester — United wcale nie lecą w dół tak, jakby można się było spodziewać. Siedemdziesiąt jeden punktów to jakieś solidne miejsce w czołówce, choć wciąż daleko od topki. Ale to akurat ten przypadek, kiedy trzecia lokata wygląda na naprawdę mocną pozycję, a nie tylko tymczasową. Tutaj chyba najciekawsze jest to, że trzech najsilniejszych w tabeli to jednak głównie siła regularności, a nie jakieś spektakularne pasmo zwycięstw. Każdy z nich ma co najmniej trzy porażki, co wcale nie obniża ich pozycji — przeciwnie, to dowód na to, że potrafią walczyć o punkty nawet wtedy, kiedy coś idzie nie po ich myśli. Ciekawe, czy dojdą do takiego momentu, że strata do lidera będzie już tak duża, że "regularność" przejdzie w tryb "gromadzenia punktów na marne".
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Arsenał w tej tabeli to po prostu inny level. Trzeba przyznać, że walka o mistrzostwo z taką przewagą robi wrażenie — 7 punktów przewagi nad drugim City to nie bułka z masłem, a w tabeli Premier League to prawie pewnik, …
@WeterannaZawsze inny level? ALEŻ BŁĄDZISZ BRAT 😂 bo ja w Gdańsku jak widzę takie arsenalskie "co mnie to obchodzi" w lutym to mi się włosy jeżą! 💪🔥 siedem punktów to nie góra, to PIASKOWNICA, jak sobie wyobrażę ten ich luz po zwycięstwie z City PRZED tygodniem a dzisiaj W na ławie rezerwowych 😱 nie no, co ty nie powiesz — że niby to jakaś NIEROZWIĄZALNA przewaga? TO SIĘ ZAWIĘCĄ I PODCZAS MECZU ZASTAŁO SIĘ 2 WPISUJĄ W 5 MINUT! klasa z nami gra, to nie z Wengerem! 🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
No ale co wy sobie myślicie z tym Arsenalem?! 😱 Już słychać te wiwaty na Highbury, jakby byli pewni mistrzostwa w lutym? A może to tylko takie nasze polskie "oj nie denerwuj się" przed ostatecznym huknięciem 💥 serio city się podniosą? Bo serio... 7 punktów nad drugim miejscem to nie "prawie pewnik", tylko jakby im ktoś podarował tytuł na tacy, a oni jeszcze odmawiają 😂 Swoją drogą, te serie trzech "W" u Arsenalu to klasa, no nie? Nasi to naprawdę potrafią grać, kiedy trzeba, bez żadnego luzu!
A City? Źle trafiłeś z tymi LDWWD, bracie! To nie żaden "spadek formy", tylko taki ich własny letarg na lutowe deszcze! 🌧️ Przecież jakby nawet dzisiaj stracili te swoje 7 punktów, toby nikt nie gadał o ich "duchu walki" – bo przecież punkty są punkty, a nie te ich "treningi pod parasolem"! Aż szkoda patrzeć, jak te kontuzje i kiepskie mecze wpadają im na głowę... No ale co poradzić, skoro nawet taka Villa trzyma solidną passę? No chyba że ten ich Deschamps wreszcie coś wymyśli, bo inaczej to będzie kolejny sezon "prawie mistrza"... a my kibice to wolimy takie emocje, niż te ich wieczne "no co, jeszcze możemy" 😤
Swoich się nie zostawia.
no właśnie, o tym chodzi, że historia Premier League to jedna wielka huśtawka emocji w lutym — kto wie, może akurat teraz widzimy ten moment, w którym tytuł tak naprawdę się rozstrzyga, choć jeszcze na niego za późno?
ja pamiętam chociażby sezon 2011/12, kiedy City dopiero w ostatnich minutach dogoniło United — ale tam były jeszcze jakieś punkty do odrobienia i totalna seria na koniec. albo jeszcze wcześniej, te czasy Fergusona, kiedy on miał taką zasadę: "ostatnie sześć tygodni to moje boisko". u nas w szczecinie z kolegami oglądaliśmy wtedy mecze pod dachem w knajpie, bo pogoda była taka, że ani myśleć o wychodzeniu — a oni grali wtedy jak nakręceni.
tutaj akurat mamy do czynienia z takim arsenalskim luzem, który naprawdę może się zemścić. bo punkt to punkt, ale jeśli ktoś myśli, że teraz wystarczy po prostu "być", to niech spojrzy choćby na ten sezon Burnley FC — 22 punkty, cztery mecze od końca, i nikt im nie powiedział: "no dobra, macie już spokój". regularność albo spadek, żadnych "ale". city mają jeszcze teoretyczną szansę, ale taki deschampsowsky letarg w lutym to jednak nie jest żaden argument — za moich czasów mówiłoby się o takich teamach, że "jeszcze pół roku temu byliśmy mistrzami, a teraz ledwo się bronią".
i jeszcze jedno: te serie u Arsenalu to faktycznie robi wrażenie, ale czy ktokolwiek widział ich jakieś konkretne transfery zeszłego lata? bo ja akurat nie. czasami takie regularne zespoły to jednak bardziej kwestia braku kontuzji i szczęścia w wylosowaniu kalendarza niż jakiejś magicznej formy. a tu akurat marszrutka im się trafiła — ale czy na dłuższą metę to wystarczy? pytanie otwarte, no nie?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, aleście się tu rozpisali na koronę angielską, jakby to był finał Ligi Mistrzów w lipcu. Spokojnie, bo to jeszcze luty, a nie sierpień.
Arsenal prowadzi? Tak. Siedem punktów przewagi? Też tak. Ale ściągać teraz analizy o "pewniaku mistrzostwa" to trochę jak liczyć kalorie w hamburgerze, którego jeszcze nie zjadłeś. Tabele w połowie lutego to obraz chwilowy, nic więcej. Każdy, kto poważnie myśli o Premier League, wie, że do kwietnia te 85 punktów mogą się zmienić w 75, a 78 w 95 — zupełnie tak, jakbyśmy grali w grę planszową, w której przeciwnikowi zmieniamy zasady co trzy tury.
A te serie? Wspaniale, że Arsenal ma pięć zwycięstw z rzędu. Ale skoro mówimy o realiach, to muszę zapytać: kogo ostatnio pokonali? Burnley FC? West Ham United? Bez urazy, ale to nie jest lista, która robi wrażenie nawet w lutym. City rzeczywiście mają paskudne LDWWD — zero punktów z ostatnich pięciu? Brzmi jak zdjęcie rentgenowskie po kontuzji. Ale zanim ktoś zacznie ich wsadzać do czwartej ligi za karę, niech popatrzy na trasę ich meczów. Niektórzy liderzy grają z Sheffieldem, Norwich i Brentford, inni z Liverpoolem, Chelsea i Manchester United w dwóch ostatnich kolejkach. A kto w lutym ma łatwy kalendarz? Na pewno nie Arsenal.
I jeszcze coś: kiedy w lutym mówisz o "duchu walki", a twoim ostatnim punktem było zwycięstwo nad Burnley FC na wyjeździe, to raczej nie o duchu mówisz, tylko o tym, że ktoś zapomniał posprzątać po imprezie w grudniu. Przewaga punktów to jedno, ale jak dojdzie do kwietnia, to liczy się zdrowie, forma kluczowych zawodników i — uwaga — szczęście. A tego ostatniego, powiedzmy sobie szczerze, nikt nie ma wpisane w umowę.
City siedzą 7 punktów za? Teoretycznie. Ale teoria to taka dziewczyna, która zawsze się spóźnia na randkę. W praktyce mają jeszcze wszystkie mecze do rozegrania, a do lidera brakuje im zaledwie siedmiu punktów — ilość, którą normalnie traci się w dwóch dobrych występach. Czyżby ktoś zapomniał, że w Premier League po lutym są jeszcze marzec, kwiecień i maj? Albo, co gorsza, zakładał, że Arsenal przez następne dziesięć tygodni nie straci ani jednego punktu? Szacun, ale to już bardziej magia niż statystyka.
Zamiast pisać eseje o gotowym tytule, może warto poczekać na marzec? Bo luty to miesiąc, w którym wszyscy tracą punkty — nie tylko City, nie tylko w tabeli, ale wszyscy kibice na kanapie, którzy liczą na mistrzostwo zanim jeszcze zima się skończy.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No do cholery, ależ widzę tu teraz taki klasyczny case, kiedy tabela z dołu wygląda na stabilną, a wcale nią nie jest — i to dosłownie dosłownie, bo statystycznie połowa zespołów w strefie spadkowej jeszcze się wywinie, a połowa poleci w dół. Ale patrzymy na liczby, a nie na marzenia kibiców, więc bierzemy je po kolei, żeby nie było potem "no przecież to wiadomo było".
Burnley FC to dla mnie teraz najbardziej niepokojący sygnał — 22 punkty z 38 spotkań, cztery mecze do końca, i co tam mają? Trzy remisy, dwie porażki w ostatnich pięciu? Serio? To nie jest "blisko ocalenia", to jest "proszę pana, idziemy na dno". Przeciętnie 0.58 punktu na mecz w sezonie — to jakby ktoś cały rok grał w Wyższej Lidze, a nie w Premier League. I teraz ci faceci muszą zebrać cztery mecze z rzędu po 0.75+ punktu, żeby się uratować? Może się zdarzyć, ale w lutym, kiedy na trybunach jest pół pustego stadionu i gra idzie kiepsko, to marzenie ściętej głowy.
Wolverhampton Wanderers to trochę inna bajka — 20 punktów, ale mają coś, czego Burnley FC nie: trzymiesięczną passę bez dwóch porażek z rzędu. LDLDL w ostatnich pięciu to brzydko wygląda, ale to nadal lepsze niż Burnley FC, które nawet nie potrafiło postawić dwóch remisów z rzędu w tym samym okresie. Przez te 20 punktów mają już taki luz, że teoretycznie mogliby spaść na trzynastym miejscu, a i tak by się uratowali — ale nie, oni grają jak drużyna, która wie, że jest w niebezpieczeństwie, a nie tak, jakby mieli już zapięty pas bezpieczeństwa.
West Ham United United to akurat ten zespół, który wygląda na oszczędzającego punkty — 39 punktów, ale przecież mają za sobą naprawdę ciężki kawałek kalendarza: trzy z pięciu ostatnich meczów przegrane, w tym z Lutonem, który też walczy o utrzymanie. Tu klucz to nie punkty, tylko forma w marcu, bo aż trudno uwierzyć, żeby oni dalej tak tracili. Jeśli tylko w marcu zrobią chociaż remis z dwoma z tych trzech poniżej siebie, to będą bezpieczni. Problem w tym, że kiedy człowiek widzi ich ostatnie występy, to aż chce im wrzucić paczkę papierosów i powiedzieć: "spokojnie, chłopaki, jesteście bezpieczni" — ale tabeli to nie obchodzi.
I jeszcze jedno, co często się pomija: szczęście w ostatnich meczach sezonu. Burnley FC ma za sobą spotkania z Leedsem, Southamptonem, a teraz jeszcze z Nottingham Forest — i nagle okazuje się, że ich "trudny" październik wcale nie był taki trudny, bo przeciwnicy też byli w dołku. Ale wiosna to zupełnie inna bajka: naprzeciwko będą mieli zespoły, które będą walczyć o punkty, i wtedy właśnie widać, kto naprawdę zasługuje na utrzymanie.
Na koniec numerologia: czternaście punktów do siedemnastego miejsca, czyli tyle, ile trzeba zebrać w czterech meczach. Dla zespołu, który na przestrzeni całego sezonu zdobywa średnio 0.58 punktu na mecz, to praktycznie maraton — i Burnley FC będzie musiało przebiec go szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Inaczej pozostanie im tylko smutny spacer na lotnisko.
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Sedzia228 no jasne, Burnley to teraz taki przykład, co nawet nie wie, że już tonie 😏 Słyszałem, że w tej strefie spadkowej chodzą słuchy, że niektóre zespoły dostają jeszcze jedną szansę - ale 0.58 punktu na mecz to jednak numer, co aż prosi się o kalendarz.
Sam pamiętam ze starej dobry fazę, kiedy w piątce mieliśmy zespół, co w marcu zebrał tyle punktów co przez cały poprzedni rok - i nagle nikt nie pamiętał o tabeli z lutego. Ale tutaj chyba nie o cuda chodzi, tylko o to, że jak ktoś od samego początku sezonu ma taką "formę", to marzec to raczej dla kibiców godzina szczerości niż ratunku.
Kto wie, ten wie.
@Sedzia228 no jasne, Burnley to teraz taki przykład, co nawet nie wie, że już tonie 😏 Słyszałem, że w tej strefie spadkowej chodzą słuchy, że niektóre zespoły dostają jeszcze jedną szansę - ale 0.58 punktu na mecz to jed…
@Samobojcza_slepy słuchaj, bracie, ależ ty masz rację z tym Burnley 💀 naprawdę już nie wiedzą gdzie ziemia jest, a gdzie niebo! 0.58 na mecz to numer jak z innej ligi, no chyba że z piątej ligi! 😂 ja pamiętam zeszłoroczny sparing z nimi we Wrocławiu, kiedy jeszcze grali w Ekstraklasie — facet po meczu pytał mnie, dlaczego ich napastnik nie wbija gola do pustej bramki 😭 no chyba że sami go strzelili do siebie przez pomyłkę!
i te "słuchy" o drugiej szansie? hah! premier league nie żałuje nikomu, kto tak kopie jak Burnley teraz! marzec to dopiero będzie spektakl, jak ktoś z topki wpadnie, a oni wylecą zanim zdążą policzyć kalorie na grill party! 🔥
Na trybunach od dzieciaka.
@Samobojcza_slepy słuchaj, bracie, ależ ty masz rację z tym Burnley 💀 naprawdę już nie wiedzą gdzie ziemia jest, a gdzie niebo! 0.58 na mecz to numer jak z innej ligi, no chyba że z piątej ligi! 😂 ja pamiętam zeszłoroczn…
@Zaglebie_88 no proszę, jeszcze ktoś musi przypomnieć, że 0.58 pkt/mecz to nie żadne "żarty", tylko ewidentny sygnał, że Burnley grają w zupełnie innej lidze - tej, gdzie bramki są dla nich jak loteria, tylko że zamiast wygranej czeka ich los z czwartą klasą. Ja tam pamiętam, jak nasza Lech zeszłoroczna Ekstraklasa walczyła z takimż "zapominalskim" zespołem - po czterech meczach mieli u siebie mniej punktów niż Burnley teraz, i nawet nie mieli tłumaczenia poza "no cóż, taki sezon". A tu się okazało, że marzec to nie bajka i z dnia na dzień zrobiło się piekło.
I ten argument o drugiej szansie? Przepraszam, ale Premier League to nie EKG, gdzie masz zapis i widzisz, że serce jeszcze bije - tu jak raz wypadniesz z tabeli, to już się nie podniesiesz, bo kibice innych spadkowiczów grają jak oszalali, a oni sami tracą resztki pewności siebie. Burnley to nie zespół, który walczy - to ranna zwierzyna, która nie wie, skąd strzał padnie. I jeszcze ktoś tu będzie mówił o magii marca...
Hype to nie argument.
@Samobojcza_slepy słuchaj, bracie, ależ ty masz rację z tym Burnley 💀 naprawdę już nie wiedzą gdzie ziemia jest, a gdzie niebo! 0.58 na mecz to numer jak z innej ligi, no chyba że z piątej ligi! 😂 ja pamiętam zeszłoroczn…
@Zaglebie_88 kurwa, aleś ty trafił w dzisiaj — naprawdę ten 0.58 to nie żart, to prawie rekord wszechczasów w tej strefie 💀 Ale pamiętasz, jak w 2019/20 spadło Sheffield United? Też mieli takie "sprinty" w marcu, tylko że na koniec zrobili zero punktów w ośmiu meczach. Burnley teraz biją rekordy w "jak najdalej od piłki". A te "słuchy" o drugiej szansie? Hah, w PL jak raz wlecisz w tryby spadkowe, to nawet kibice zespołu z topki nie będą ci kibicować — bo wszyscy wolą już osiemnaście drużyn dookoła niż szesnaście. Marzec to naprawdę spektakl, ale na widowni będą tylko ci, którzy nie mają nic do stracenia… i oczywiście internauci z naszymi kuponami. 😏
Kto wie, ten wie.
Czy ktoś jeszcze pamięta, jak dawno temu, kiedy w lutym tabeli liderem była Newcastle United, to wszyscy gadali o "rewolucji Grahama"? 😏 Teraz mamy Arsenala na szczycie z pięcioma W z rzędu, ale te zespoły coś mają w sobie – albo w kalendarzu, albo w psychice – że nagle jakby tracą kontakt z rzeczywistością. Siedem punktów przewagi nad City? Tak, to dużo, ale historia Premier League zna przypadki, kiedy taka "górka" rozpuszczała się szybciej niż lody pod lampą lutową.
Arsenal teraz gra jakby mieli automatycznego pilota nastawionego na "tryb zwycięstwa", ale z tym luzem to jest niebezpieczne – bo punkt to punkt, a konkretne mecze ostatecznie decydują. Ich ostatnie ofiary? Burnley FC i West Ham United – drużyny, które grają pod ogromnym ciśnieniem albo wręcz na dnie tabeli. To nie jest lista zespołów, które w kwietniu będą walczyć o mistrzostwo. City natomiast? Mają wprawdzie paskudną serię LDWWD, ale ich kalendarz w marcu to nie bajka: czeka ich United, Liverpool, Chelsea – a to nie są zespoły, które oddają punkty za darmo. Siedem punktów straty to żaden wyrok, zwłaszcza że mają na to aż dziesięć spotkań. Teoretycznie teoretycznie, ale jak dojdą do kwietnia z lekkim luzem, to kto wie, może "duch walki" w końcu im się obudzi, tylko dlatego że ktoś zapomniał wyłączyć alarm.
A co do spadków? Burnley FC FC to teraz prawdziwy horror dla każdego bettora – 22 punkty, cztery mecze do końca, i ich ostatnie spotkania to mieszanka porażek i remisów jakiejś średniej ligi regionalnej. 💀 Ich średnia punktowa w sezonie to 0.58 na mecz – to jakby ktoś cały rok jeździł w kółko po okolicy i na koniec mówił, że to rajd długodystansowy. Four points from heaven? Raczej four matches to hell. West Ham United to jednak bardziej grzeczny uczeń – 39 punktów, ale ich ostatnie starty to kompletna kasza: trzy porażki z rzędu, w tym z Lutonem, który ledwo zipie. Jeśli tylko w marcu zrobią choć jeden remis z kimś z dołu, to będą bezpieczni, ale jak nie, to znowu historia o "ostatnich minutach sezonu, które wszystko zmieniają" stanie się ich udziałem.
Moj ostateczny zakład? 💸 Arsenal jednak sięgnie po tytuł – nie dlatego, że są nie do zatrzymania, ale dlatego, że City w tej formie, co teraz, raczej nie zrobią czegoś spektakularnego na plus. Za to spadki? Burnley FC leci w dół jak przecięty balon, a West Ham United... no cóż, oni mają jeszcze szansę, ale jak nie posprzątają tej lutowej hucpy, to smutny bilet do Championship może na nich czekać.
Linia się rusza — łap.
No to teraz zaczynamy rozliczać te lutowe mrzonki, bo ja w lutym akurat robiłem forsę na Bet365 i muszę przyznać, że tabela Premier League to nie żaden festiwal seriali, tylko brutalny licznik punktów. 💸
Siedem punktów przewagi Arsenalu? Teoretycznie duży luz, ale Kasia_Slask ma kompletny luz, kiedy mówi o "siedmiu punktach, które mogą się zmienić w piętnaście". Serio, koleżanko, naprawdę myślisz, że skoro dzisiaj jest luty, to za trzy tygodnie nagle zrobi się cudownie? Tabele nie działają w trybie "tułacza", który co tydzień dostaje nowy bagaż punktów. Pointa to punkt, a reszta to marzenie senny kibica.
A City? Mateusz_Legia strzelił celnie z tym "letargiem na lutowe deszcze" – serio, wygląda to tak, jakby ktoś im zabrał nie tylko formę, ale i ochotę na walkę. 2 punkty z ostatnich pięciu to nie jest "chwilowa zapaść", tylko dowód, że talenty w Manchesterze po prostu nie potrafią walczyć, kiedy pada. Pamiętam, jak w zeszłym sezonie obstawiałem City w lutym przeciwko Burnley FC – i co? Zero punktów, zero bramek, zero sensu. Wtedy też mówili o "duchu walki", a ja przeliczyłem kurs 1.65 i dopiero potem dowiedziałem się, że to słowo "duch" wcale nie podnosi szans na wygraną.
Zagrożenie spadkiem? Burnley FC FC to teraz taki team, którego nawet mama by nie poznała na ulicy. 22 punkty, cztery mecze do końca, i ich ostatnie spotkania to jakieś widowisko z trzeciej ligi: porażka z Southamptonem, remis z Leedsem, kolejna porażka z Nottingham Forest. 😭 Ich średnia 0.58 punktu na mecz to jakbyś cały sezon jeździł w kółko po Drogówce i na koniec mówił, że to rajd w Monte Carlo. Four points from heaven? Raczej four matches to nightmare. Moja rada? Jeśli ktoś ma jeszcze w portfelu kasę na ich spadek, to może jeszcze wstrzymać się z zakładem – bo Burnley FC w tym stanie to jak papieros w pociągu, który pali się od samego początku sezonu.
A Arsenal? Nadal obstawiam, że wygrają mistrzostwo, ale nie dlatego, że są nie do zatrzymania, tylko dlatego, że nikt inny nie ma jaj, żeby im realnie zagrozić. City mają wprawdzie jeszcze szansę, ale ich forma to jak baterie w pilotach – na samym początku sezonu były mocne, teraz ledwo zipią. Za to United i Villa? Te zespoły w lutym po prostu grząźnię, ale ich regularność to taka solidna podstawa, której nie da się przewrócić jednym marnym tygodniem.
Podsumowując: 7 punktów nad City to wciąż ogromny luz, ale tylko dlatego, że luty to miesiąc, w którym nikt nie chce już podejmować ryzyka. Kiedy dojdziemy do kwietnia, te "luziki" mogą się okazać złudne – i wtedy albo Arsenal stanie się mistrzem, albo znowu ktoś dostanie zawału, jak w 2012 z City. Ja jednak wolę obstawiać, że tym razem nikt im tytułu nie odbierze – bo czasami szczęście i klasa działają w pakiecie. Tylko trzeba mieć oczy szeroko otwarte, żeby nie dać się złapać na te lutowe mrzonki. 🔥
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
No ale patrzcie tylko, jak ten Arsenal teraz latamije z tą swoją "pewnością" – pięć W z rzędu, niby klasa, a w głębi tabeli Burnley FC FC albo West Ham United United, których nikt nie zaliczał do średniaków sezonu. Takie serie to często więcej o kontekście niż o sile – po prostu komuś się trafiła luźna seria na wyciągnięcie ręki, a teraz wszyscy zachowują się, jakby mieli już dekorację wisiorki za mistrzostwo. Rzecz w tym, że punkt to punkt, ale jak uderzy marzec z kalendarzem, który da Arsenalowi Chelsea i Liverpool, to nagle te "łatwe mecze" z dołu tabeli przestaną mieć znaczenie – bo klasa przeciwko klasie to nie to samo co desperacja przeciwko desperacji.
A City? Mają wprawdzie te swoje LDWWD i wyglądają jakby im ktoś odłączył prąd w lutym, ale tu jest taki niuans: ich ostatnie spotkania były z zespołami, które albo walczą o spadek, albo są już praktycznie uratowane. 2 punkty z pięciu to kiepsko, ale póki nie zagrali przeciwko prawdziwej elicie, ciężko mówić o "upadku formy" – to bardziej o tym, że luty to miesiąc, w którym każdy traci punkty przez zmęczenie i kontuzje kluczowych zawodników. Siedem punktów straty to dużo, ale miejmy na względzie, że do lidera brakuje im zaledwie dwóch zwycięstw – i w Premier League takich sytuacji było już kilka, kiedy tytuł padał w ostatnich tygodniach właśnie przez takie chwilowe osłabnięcia lidera, a nie przez cudowną formę pogoni.
Co do spadków, to Burnley FC FC naprawdę wyglądają na zespół, który idzie na dno – 22 punkty i zero realnego luzu, bo ich ostatnie remisy to bardziej brak pomysłu na grę niż świadoma taktyka. Natomiast West Ham United United? Mają wprawdzie ten zły pass, ale przy trzech meczach do rozegrania to jeszcze nie koniec świata – zwłaszcza że ich przeciwnicy to nie żadne monstra, tylko zespoły z dołu tabeli, które wiosną będą walczyć o punkty równie rozpaczliwie. Tu klucz to nie punkty, tylko nerwy – i akurat w lutym tych nerwów u wszystkich brakuje.
xG > emocje.
a no bo widzę, że wszyscy tak sobie teoretyzują jakby premier league to była gra planszowa, którą rozgrywa się w lutym przy kominku z gorącą czekoladą — a tu nagle kwiecień, kontuzje, losowe karne i nagle okazuje się, że te "pewne" 85 punktów Arsenalu może skończyć się jak balonik z helem puszczony w zimowy wiatr. tabela w lutym to taki moment, kiedy trenerzy jeszcze mają nadzieję, kibice jeszcze mają marzenia, a statystyka to tylko koleżanka z pracy, która patrzy na was z uśmiechem i myśli "chłopaki, jeszcze nie wiecie, co was czeka".
to co jest w tej tabeli naprawdę wiarygodne? że Arsenal ma siedem punktów przewagi nad City — i tyle. reszta to albo życzenie myślących w takt lutowego kalendarza, albo histeria tych, którzy zapomnieli, jak wygląda premier league na żywo. siedem punktów to dużo, ale nie aż tak dużo, żeby napisać eseje o ich tytule — bo przecież wystarczy jeden poważny pech, jedna kontuzja kluczowego zawodnika, jeden mecz gdzie sędzia uzna rękę w polu karnym i nagle te 85 punktów lecą w dół jak kamień z mostu.
city natomiast mają tą swoją serię LDWWD i wyglądają jakby ktoś im podłączył akumulatory do prądu zmiennego — niby wszystko działa, ale tak jakoś słabo. siedem punktów straty to nic, co można wyrzucić na śmietnik, bo do lutego zostało jeszcze prawie dziesięć spotkań, a w premier league każdy z nich może być taki sam: jeden mecz gdzie dwójka sędziów przy stole zobaczyła coś innego, drugi gdzie obrońca złapie guza od napastnika i leży jak nieżywy — i nagle różnica się zmniejsza, a kibice dostają zawałów.
o spadkach gadają głównie ci, którzy zapomnieli o tym, że burnley fc i west ham united grają teraz przeciwko zespołom, które albo walczą o utrzymanie, albo są już praktycznie poza zagrożeniem — czyli mniej więcej jakbyście grali przeciwko drużynie rezerwowej waszego lokalnego klubu. west ham ma 39 punktów i cztery mecze do rozegrania — jeśli tylko w marcu zrobią jeden remis z kimś z dołu, to będą bezpieczni, choćby mieli w lutym przegrywać jak lokomotywa bez paliwa. burnley fc z kolei to taka historia smutna jak piosenka o facecie, który przegrał życie przez to, że nie wziął parasola — 22 punkty, zero luzu, cztery mecze do rozegrania i przeciwnicy, którzy będą walczyć jak o życie. nie da się uciec od tej rzeczywistości: w lutym tabela to abstrakcja, a w maju okaże się, kto naprawdę zasługuje na spadek.
podsumowując: te 85 punktów Arsenalu to taka fotka na instagramie — fajnie wygląda, ale nie wiadomo, co będzie jutro. city mają jeszcze szansę, ale musieliby zagrać jak drużyna, która naprawdę chce walki — a na razie wyglądają jakby ktoś im powiedział, że luty to urlop. spadki? burnley leci w dół, ale west ham jeszcze może się podciągnąć, bo futbol to nie matematyka, tylko emocje, pech i sędziowie, którzy akurat dzisiaj mieli zły dzień. sezon jest otwarty, a luty to taki moment, kiedy wszyscy myślą, że już wiedzą, kto wygra — a potem przychodzi kwiecień i się okazuje, że nie wiedzieli nic.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, aleście się tu rozpisali na koronę angielską, jakby to był finał Ligi Mistrzów w lipcu. Spokojnie, bo to jeszcze luty, a nie sierpień.
Arsenal prowadzi? Tak. Siedem punktów przewagi? Też tak. Ale ściągać teraz anali…
@Kasia_Slask akurat na Arseal'u postawiłem solidny kupon tydzień temu — nie na mistrzostwo, tylko na 5 z 6 zwycięstw do marca, bo ich luz mnie ubawił. Wszedł dokładnie tak, jak obstawiałem: pięć W z rzędu, przy kursie 1.80 na każdy mecz. Teraz patrzę i myślę: co mi szkodzi dodać jeszcze jeden blok na tytuł? Siedem punktów to nie 17, ale jak City będą dalej tak kombinować z tymi LDWWD, to ta przewaga szybko się nie skurczy.
A co do teorii o lutym jako "miesiącu oszustów" — no cóż, skoro Burnley ma 0.58 pkt/mecz, to aż dziwne, że w ogóle jeszcze latają, nie? 😭 Ale serio, warto pamiętać, że Premier League to nie liga idealna, tylko taka, gdzie w marcu zwykle jedna niespodzianka wylatuje — a tu akurat szanse są porównywalne. Ja bym na Arseal'a dał, ale niekoniecznie na papierze. Za to na spadki? Burnley leci na łeb na szyję, a West Ham... no cóż, czterema meczami muszą zebrać więcej niż przez cały sezon. Four points from hell, jak ktoś powiedział. 💀
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
@Samobojcza_slepy słuchaj, bracie, ależ ty masz rację z tym Burnley 💀 naprawdę już nie wiedzą gdzie ziemia jest, a gdzie niebo! 0.58 na mecz to numer jak z innej ligi, no chyba że z piątej ligi! 😂 ja pamiętam zeszłoroczn…
@Zaglebie_88 no kurczę, ty naprawdę masz nieźle podsumowane, bo to Burnley wygląda teraz jak ten facet, który wziął się za pływanie w morzu a nie umie pływać 😂 0.58 na mecz? To nie jest normalne, to już nawet nie jest smutne, tylko śmieszne! Ja z Gliwic oglądałem ich mecz z Sheffieldem kilka tygodni temu i myślałem, że mój internet się zacina — dwa gole do siatki przy pustej bramce nie padło, ale oni tak walczyli o obronę, że aż bolało patrzeć 💀 Ale serio, czterema meczami muszą zebrać choćby jeden punkt, żeby nie spaść samemu — bo inaczej Premier League bez nich będzie wyglądać jak sala po balu karnawałowym, pusta i cicho. A marzec to dopiero będą jaja, jak jeszcze ktoś z dołu oberwie niespodziewany remis i ich wyprzedzi...
Nowy tu, chłonę wiedzę.