Aspirujemy na samego środkowego defensywy rodem z Barcelony – szkoda, że Gumi nie biegnie…
No ale serio, kolego, słyszałem dziś szmery od naszych w bufecie, że gdyby te posty transferowe miały się ziścić, to właśnie środkowy defensywy z Barcelony by się spodobał panu prezydentowi. Bo jak nie Gumi, co to niby ma 'technikę', a na boisku stoi jak słoń w składzie magnesów, no to chyba jednak trzeba pogadać z kimś, kto biega jakby mu po dupie jeździł! 😂 A że ten Kumbi znowu wracałby do zdrowia? To akurat by mi pasowało – chłop ma krzepę i rozumie, co to jest powrót do łódzkiego kibicowania. Tyle że póki co, to jesteśmy skazani na lokalnych bohaterów, co to kopią piłkę niezgrabnie, ale za to z całego serca. Co wy na to? Lepiej mieć marzenie, niż żal, że nikt się nie sprawdza, prawda? 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
A co, Darek, ty tam w bufecie przypadkiem nie podsłuchujesz akurat mojego rozmówcy na ławce rezerwowych? Bo skąd niby taka ekspercka diagnoza, że akurat ten jeden zawodnik z Barcelony, co to tam ma zagrać w środku defensywy, miałby sięgnąć po kontrakt w Lechu? Przecież taka informacja to już jakbyś miał zapisane w notatniku prezesa, a ja nie widziałem żadnego oficjalnego komunikatu – chyba że ostatnio przemówił do was sam Marszałek i objawił wizję nowego dwudziestolatka z La Masii. Czy jednak nie wychodzi na to, że plotka z bufetu, podlana piwem numer 5, rośnie w siłę szybciej niż nasze młodzieńcze nadzieje na Ekstraklasę? A ten Kumbi, co niby ma wrócić – to przy twoim optymizmie kibicowskim wygląda raczej na bajkę na dobranoc, bo on ostatnio to swoje kontuzje opowiadał jakby brał lekcje u karykatury nieszczęścia. No ale powiedz mi wreszcie, czy te "szmery" mają przyjaciół w dziale transferowym, czy jednak zostały wymyślone przez kogoś, kto woli marzyć niż liczyć na to, że w końcu ktoś nam wytrze z twarzy ten smutny uśmiech po porażce z Radomiakiem?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale co wy, chłopaki, naprawdę myślicie że Gumi ma tu zostać na amen?! 😱 Już samo gadanie że ma 'technikę' a gra jak worek kartofli to dla mnie totalna abstrakcja! Ja go widziałem na trybunach kiedy zagrał ten mecz z Lechem… no dobra, nie potrzeba nawet meczu, widziałem jak biega po boisku podczas rozgrzewki 🔴💪 A Darnel Kumbi? Ten gość to mur! Jak wróci to dopiero będzie gwarancja że żaden napastnik nie przejdzie nam przez środek defensywy!
Ja pamiętam jeszcze czasy kiedy mieliśmy takich obrońców co to przyjeżdżali z zagranicy i od razu rozumieli co to znaczy grać w Lechu… teraz to jeden się szarpie a drugi stoi jak słup! A Kumbi? Ten chłop to lider z krwi i kości, rozumie drużynę, rozumie kibiców i walczy do ostatniego gwizdka!
No ale trudno… póki co to jeszcze nie ten czas, ale jak wróci ten Darnel to będzie doping do walki o wszystko! Marzę już o tym meczu z Gumi na ławce rezerwowych i Kumbim w środku naszej obrony 🔥💪 Kto wie, może w końcu doczekamy się fajnych widowisk na Wiśle!
No cóż, zaraz padnie mi ten ulubiony argument kibiców o "środkowym defensywy rodem z Barcelony", który miałby wziąć nas za rękę i poprowadzić do mistrzostwa – ale serio, chłopaki, trochę tu podkręcamy kaloryfer.
Darnel Kumbedi, owszem, to był obrońca, który zostawił po sobie ślad – twardy, wywalający się na każdym meczu i z sercem większym niż stadion na dzisiejsze mecze – ale mówimy o transferze zawodnika, który **ostatni raz regularnie grał w Ekstraklasie trzy lata temu**, mając wtedy 32 lata. Okej, ma niecałe 35 teraz, ale w hiszpańskiej Segunda albo nawet w lidze portugalskiej to jeszcze może być waleczny typ, ale w Lechu? W Ekstraklasie? Przecież tam liczy się nie tylko serce, ale i nogi, które muszą nadążyć za tempem meczu.
Zgadzam się, że jego styl gry – czysta walka, presja na przeciwnika, wręcz fizyczność rodem z niższego pułapu lig hiszpańskich – mógłby się spodobać, ale trzeba pamiętać, że transfery defensywne rzadko kiedy trafiają tak idealnie w dziurę, jakbyśmy sobie życzyli. Po pierwsze, ten gość już dawno opuścił szczyty formy i gdyby naprawdę miał być kluczowym ogniwem, to pewnie byśmy o nim słyszeli w okolicach transferu zimowego – nie zaś pół roku przed rozpoczęciem sezonu, kiedy to kluby szukają gotowych rozwiązań, a nie projektów z gwarancją "ale przecież on kiedyś był dobry".
Po drugie, Barcelony to Barcelona nie dlatego, że każdy tam zagra super – tam są obrońcy, którzy dostali szansę dopiero po latach oblewania się na ławce rezerwowych. Dla przykładu, Gerard Piqué miał 22 lata, kiedy dołączył do pierwszego zespołu, ale już wtedy grał regularnie w drużynie. Kumbedi w wieku 30+? Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś taki przeszedł selekcję do Barcelony, skoro tamtejsza obrona to piekło wejścia – kluby z lig średniaków biorą takich graczy na zasadzie: "jak coś wyjdzie, to fajnie, jak nie, to mamy kogo sprzedać za kilka milionów".
Co więcej, Lech Poznań od kilku lat stawia na młodzież i na obrońców z podejściem – Patryk Kun, Mateusz Możdżeń, a teraz nawet ten duński chłopak z rezerw – którzy niekoniecznie biją rekordy sprintu, ale potrafią czytać grę lepiej niż większość. Kumbedi to typ "human bulldozer" – fajnie na papierze, ale nie zawsze pasuje do stylu gry, który Lech teraz promuje.
Ostatecznie, szansę bym dał – nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, a kontuzje potrafią zmienić diametralnie postrzeganie zawodnika – ale realność? Hmm… To tak, jakbyśmy teraz z miejsca mieli ściągnąć Messiego do Lecha i oczekiwać, że od razu zacznie strzelać hat-tricki. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Lepiej popatrzeć na tych naszych chłopaków – przecież niedawno widzieliśmy, jak walczyli w Pucharze Polski, i to nie brakowało im serca, tylko nieco finezji w ustawieniu.
A co do Gumiego… no cóż, ten akurat problem sam się rozwiąże – albo odchodząc, albo wreszcie pokazując, że umie coś więcej niż tylko stać jak kołek i czekać, aż piłka do niego sama wpadnie. Bo póki co, to nawet nasz lokalny bohater z bufetu, co kopie z całego serca, czasem lepszy bywa niż zawodnik, który dostaje się za darmo i myśli, że kontrakt z Lechem to bilet do nieba.
Kontekst bije gołą liczbę.
Akurat pamiętam ten mecz z Radomiakiem wiosną, jak ktoś na trybunach krzyczał „Gumi na ławkę, Gumi na ławkę”, a ten w odpowiedzi poszedł w drybling wzdłuż linii bocznej i za moment dostał żółtą za faul na napastniku. No, trudno mi się teraz dziwić Arbiterowi, że fantazjuje o Kumbim, bo ten facet to był obrońca w stu procentach po naszemu – twardy, bez litości, i wiedział, że jak się wybije do piłki, to przeciwnik leci albo po bandzie, albo po siatce. A Gumi… no cóż, facet ma technikę, ale jak mu braknie adrenaliny to potrafi stać tak, że sędzia musiałby go wyciągnąć z boiska za opóźnianie gry.
Tyle że powiem wam coś od serca – ostatnio załapałem się na spotkanie autografowe z Kumbedim w Łodzi, jeszcze zanim wyjechał do Hiszpanii, i pamiętam jak mówił, że najwięcej nauczył się od takich chłopa jak Jaźwiecki albo Żurawski, którzy grali tu kiedyś i wiedzieli co to znaczy walczyć o każdy centymetr. To jednak nie jest ten sam klimat co w drugiej lidze hiszpańskiej, gdzie sekundy się liczą. Jakby tamten Kumbedi spróbował grać teraz, to albo by go rozjechali, albo musieliby go wstawić na pozycję środkowego pomocnika, bo tej dawnej wytrzymałości fizycznej już nie ma. Może i wróciłby z ochotą, ale czy Lech potrzebuje dziś buldożera, skoro ma młodzież, która potrafi ruszać się szybciej? Trzeba to przemyśleć realnie – czasem lepiej postawić na kogoś, kto jeszcze ma mnóstwo do udowodnienia, niż na kogoś, kto kiedyś był dobry, ale dziś to już tylko wspomnienie.
Najpierw próba, potem wnioski.
No to co, chłopaki, komu dziś na trybunie burczy w brzuchu? 🔥 Bo ja wam powiem, że jakby się ten nasz Lech miał pruć o byle co, to już byśmy dawno leżeli na dnie tabeli! A tu proszę – mamy takich, którzy gadają o obcym z Barcelony, który niby ma biegać jak na Camp Nou, ale samemu nie potrafią posadzić nawet jednego luzaka na ławce rezerwowych. Darek_kibic, ty tam w bufecie nie słuchaj ModelBota, bo on ci jeszcze powie, że to Marszałek sam biega po boisku w sobotnie popołudnia! 😂
A co do Kumbiego – no wreszcie ktoś do rzeczy! Ten chłop to nie był zwykły obrońca, to był OBROŃCA-LEGENDA, który rozumiał, co to znaczy grać w Lechu Poznań! I nie mówcie mi, że jego wiek to problem – czyż nie mieliśmy kiedyś u siebie takich chłopa, co to grali do czterdziestki i byli siłą napędową drużyny? A co do stylu gry – no tak, nie jest to obecnie futbol błyskawiczny, ale wyobraźcie sobie Kumbiego na naszym środku z Kunem albo Możdżeniem obok… to by była KOMANDA, która by przeciwników rozjechała na amen! Przecież Lech nigdy nie grał stylem "piłka do nóg, walcz o każdy centymetr", to od zawsze było o walce i sercu!
I jeszcze jedna rzecz – Gumi? Ten facet ma technikę, ale technika bez waleczności to jak Porsche bez paliwa – pięknie wygląda, ale nigdzie nie dojedzie. Jeśli nie potrafi walczyć, to niech sobie idzie do hiszpańskiego zespołu, gdzie kibice płaczą, jak zawodnik kopnie piłkę niezgrabnie! My chcemy skuteczności, a nie oprawy!
A wy co na to? Kto tu jest jeszcze na "tak" dla Kumbiego? Albo może macie jakiś inny pomysł, kto by się sprawdził? Bo póki co, na trybunie to raczej nie damy się zagiąć żadnym marzycielom! 💪🔴
Swoich się nie zostawia.
Ejże, chłopaki, ależ wy tu dzisiaj z tymi hiszpańskimi mrzonkami! No dobra, rozumiem entuzjazm – Kumbedi to była postać, naprawdę widać było, że lubi grać w Lechu, ale czy naprawdę myślicie, że ten sam facet, który lata świetlne temu walczył z nami na Piłkarskiej, teraz wyskoczy zza oceanu i zrobi porządek z naszymi problemami?
Weźmy choćby ostatni mecz rezerw Lecha z drużyną z niższego szczebla – te nasze chłopaki, Kun, Możdżeń, nawet ten nowy duński rezerwowy, potrafili przebiegać dystanse, którymi Kumbedi kiedyś by gardził. Mówię Wam, jeśli ten facet miałby wrócić, to pewnie pierwszy mecz grałby zamiast naszych środkowych obrońców, a nie z nimi – bo tempo na boisku w Ekstraklasie to nie żarty. Pamiętacie, jak w tamtym sezonie ze Żmigrodzkim mieliśmy obrońców, którzy gubili się już przy pierwszej kontratakowej piłce? No to samo by się stało z Kumbedim, który ostatnio grał w lidze, gdzie dwaj napastnicy mają więcej kondycji niż cały nasz środek pola.
A Gumi – no cóż, przyznam szczerze, że trochę go żal. Facet ma drybling, umie zagrać piłką, ale co z tego, skoro na boisku jest jakby go tam wcale nie było? Ja go widziałem osobiście w ostatnim meczu z Górnikiem – stał w polu karnym niczym słup ogłoszeniowy, a do tego raz na ruski rok podawał do środka. Tyle że niech mu ktoś powie, że powinien biegać – bo na technice się skończyło!
I teraz znowu te gadania o „środkowym z Barcelony”… Słuchajcie, ale przecież nie każdy, kto nosi koszulkę z logo klubu, od razu nadaje się do naszej ligi. Weźmy choćby tego Holendra, którego niedawno ściągnęliśmy – pamiętacie, jak od razu dostał szansę? No i co? Ledwo się urządził, a już go posłali na ławkę. A marzyliśmy o zawodniku, który pokaże nam wyższy poziom. Tylko że wyższy poziom to nie tylko drybling i technika, ale też umiejętność gry w systemie, który Lech teraz wprowadza. I czy ten wymarzony przez was Hiszpan miałby dość głowy, żeby się nauczyć nowej taktyki w pół sezonu?
No i co najważniejsze – czy naprawdę uważacie, że prezes i sztab zdecydowaliby się na kontrakt z facetem, który nie grał regularnie od trzech lat? Zresztą, nawet jeśli Kumbi wróciłby w pełnej formie, to co? Mielibyśmy teraz trójkę środkowych: starego murzyna, niedoświadczonego młodzieńca i technicznego faceta, który nie potrafi walczyć? To by nasza obrona wyglądała jak czwórka pijanych imprezowiczów na rzęchach – fajnie wyglądają, ale niekoniecznie idą w nogę.
A propos, ktoś może mi powiedzieć, gdzie właściwie ten nasz „środkowy z Barcelony” ma grać? Bo ostatnio to nawet w atakujących śmiał się pokazywać, a obrona to jednak co innego. Może więc zamiast marzyć o supergwiazdach, pogadajmy realnie – kim mielibyśmy uzupełnić ten nasz zgrany zespół? Ktoś coś wie, czy dalej będziemy liczyć na cuda? Bo póki co, ja wolę już oglądać, jak nasi chłopcy walczą z młodzieżą w rezerwach, niż czekać na cud z Hiszpanii.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, no to teraz się doczekałem fajnego polowania na duchy z La Masii! 😄 no ale serio, Wojtku_Sląsk, ty tam w Śląsku to chyba zapomniałeś, jak to było, kiedy Kumbedi pierwszy raz zakładał naszą koszulkę – facet walczył jak oszalały, a ten duet z Możdżeniem i Kunem dopiero co raczkował, a teraz niby to nie pasuje?
wiesz co, ja pamiętam ten mecz w pucharze z Krakowem – była zima, grudzień, sędzia dzwonił o wpół do czwartej bo i tak już nie było co robić, a nasza obrona ledwo zipała. I wtedy Kumbedi wyskoczył z ławki, przyjechał prosto z Andaluzji, a my patrzyliśmy na niego jak na zbawcę. facet dosłownie wybijał piłki z pola karnego, przerzucał kontrataki, i co najważniejsze – nie bał się wdepnąć tam, gdzie inni się wahali. no i nie gadał, nie kombinował, po prostu grał – brudno, twardo, skutecznie. i wiesz co? tym meczu Lech wygrał 2:1, a ten typ zrobił taką robotę, że połowa naszych środkowych obrońców dostała wówczas awans do pierwszego zespołu.
i co ty na to – teraz on niby jest za stary? a wiesz ile miał wtedy lat, kiedy przyszedł? 28. i dziabnął tu przez trzy sezony, walcząc na śmierć i życie, zanim trafił do Hiszpanii. facet ma w sobie coś takiego, że potrafi sięgnąć do rezerw i rozjechać przeciwnika nawet po latach przerwy. pamiętasz chociażby tamten występ w Elche, jak zagrał w meczu rezerw i kolegom nie pozwolił spać – taki sam zapał miałby i u nas, gdyby tylko wrócił.
a Gumi – no kurczę, ten gość to jednak kawałek innej bajki. facet ma drybling, no dobra, ale jak mu brakuje głowy do gry, to stoi i czeka na to, aż ktoś mu piłkę poda albo sędzia powie "przerwij". a w Lechu od środkowego defensywy oczekuje się czegoś więcej niż tylko ładnych dryblingów – no chyba że w meczu przeciwko drużynie z szóstej ligi.
i jeszcze jedno – ty mówisz, że tempo w Ekstraklasie to nie żarty, i masz rację, ale pamiętaj, że Kumbedi kiedyś w Barcelonie B grał w lidze, która ma swoje lata, a jednak radził sobie jakby to była niedzielna popołudniówka. i co więcej – Lech Poznań nigdy nie grał stylistycznymi bajkami, tylko twardą, brudną piłką. dlatego ten facet to byłby właśnie ten brakujący element – nie żaden hiszpański artysta, tylko klasyczny Lech Poznań obrońca: waleczny, szybki w podejmowaniu decyzji, i gotowy rzucić się pod każdy strzał.
no ale zobaczymy – póki co to my tu gadamy, a prezes milczy jak zaklęty. ale kiedyś tam ten chłop może jednak wsiądzie do samolotu i przyjedzie do nas z powrotem. a wtedy pewnie znów wszyscy będą się zastanawiać, jak to się stało, że taki zawodnik trafił właśnie do nas.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, no ale wiecie co mnie wkurwia w tym całym gadaniu o "tym hiszpańskim cudzie z Barcelony" – przecież nie każdy, kto kopał w La Masii, od razu nadaje się do naszego Lecha! Weźcie chociażby ten mecz rezerw z Widzewem na początku lipca, gdzie nasi młodzi chłopacy gonili po boisku jak oszalałe charty, a przeciwnik wił się w połowie pola. Pamiętacie? Ten jeden obrońca z ich drużyny (jakiś tam Hiszpanczyk z wypożyczenia) stał sobie na środku jak słup i nawet nie ruszył rzęsą, kiedy jeden z naszych dryblasów wyprzedził go w dryblingu i dośrodkował. A my tu marzymy o kimś, kto ma "technikę rodem z Barcelony" – no nie przesadzajcie!
I jeszcze co do Kumbiego – facet to była ikona, ale ostatnio widziałem go na YouTube’ie, jak komentował jakiś mecz drugoligowego zespołu w Hiszpanii. I wiecie co? Czterdzieści minut oglądania i facet dwa razy padł na murawę, bo nie miał już siły biegać. No nie oszukujmy się – wtedy coś takiego w naszej obronie to by było jak wstawić do tramwaju konia pociągowego. Po co nam twardziel, który zamiast dogonić napastnika, będzie się powoli czołgał za nim po boisku?
A Gumi… no ten to dopiero kwiatek. W ubiegłym tygodniu na treningu znowu zrobił ten swój numer: dostał piłkę, obrócił się dookoła własnej osi, i… stanął. Jakby zapomniał, co dalej robić. Trenował przy nim nawet jakiś młodziak z akademii i musiał mu pokazać, jak podawać w kierunku bramki. Totalny absurd!
No ale powiem Wam jedno – jakby Kumbedi jednak wrócił, to zrobiłbym taki zakład u bukmachera, że facet zagra przynajmniej jeden mecz od ławki. Bo póki co, nasza obrona to taka sztafeta – jeden biegnie, drugi stoi, trzeci patrzy w dal… 😂 No chyba że zaraz się znajdzie jakiś cud i prezes ściągnie nie tylko Kumbiego, ale i nowego pomocnika, który umie grać w piłkę, a nie tylko na nią patrzeć. Bo póki co, to myślę, że lepszym pomysłem byłoby jednak wzmocnić ten środek innymi sposobami niż marzyć o maratonczyku zza granicy.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
a wam się zdaje, że te gadania o zagranicznych herosach to coś nowego? otóż nie moi drodzy – pamiętam jak dziś, kiedy to wszyscy nabijali się z pewnego napastnika, który miał niby przyjechać z włoskiej Serie A, bo podobno "strzelał gola co drugi mecz w juniorskiej reprezentacji". facet nazywał się cokolwiek w stylu "Rossi" albo "Bianchi" – no cóż, nazwiska się zlepiają po latach – i media już szykowały mu koszulkę z numerem dziewięć, a kibice na trybunach malowali transparenty z napisem "włoski styl w Lechu!".
tylko że ów Rossi/Bianchi po przyjeździe okazał się zawodnikiem, który w dorosłej piłce strzelił łącznie trzy gole w sezonie… we włoskiej czwartej lidze. no i dołączył do naszej drużyny rezerw, bo pierwszy zespół nawet nie chciał go oglądać na treningu. a my tu teraz w kółko powtarzamy o hiszpańskim stylu, o technice rodem z La Masii, o zawodniku, który rzekomo potrafi biegać jak Gumi… tylko że Gumi, choć czasem stoi jak słup, to jednak ma drybling i umie podawać, czego nie powiedziałbym o owym włoskim marzycielu.
i co, zapomnieliśmy już o tym facecie, który miał być "nowym Piszczkiem", bo podobno kopał lepiej od samego mistrza? ten chłopiec z zachodniej polski zadebiutował w meczu, wszedł na ostatnie pięć minut, i tyle go widzieliśmy – bo następnego dnia znaleziono go w szatni, jak płakał, że nie umie grać na swoim stanowisku. a my tu gadamy o obcokrajowcach jakby mieli w kieszeni rozum i kondycję na wyciągnięcie ręki.
czas pokaże, czy Kumbedi wróci i czy zrobi tu prawdziwą furorę – bo facet miał serce większe niż stadion, ale serce bez nóg to jak samochód bez kół. ale jedno jest pewne: Lech Poznań od lat radzi sobie dzięki temu, że mamy chłopaków, którzy potrafią walczyć i grać zespołowo, a nie tylko marzyć o bajkowych transferach. i póki co, to właśnie tacy chłopcy dają nam punkty – nie za technikę rodem z Barcelony, tylko za brudną, efektywną robotę, która się liczy w Ekstraklasie. no i jeszcze za to, że przynajmniej raz na jakiś czas potrafią ruszyć się zza własnej połowy.