Bawaria w naszym sercu — jak to się miało i znów ma być znowu!
no i ten finał europy stolicy w 2001 co to nasz mały pamperek zrobił na paryskim stadionie, jak bym to dziś miał na oku chłopaki. siedziałem akurat na trybunie za jedną z bramek bo wstyd się przyznać ale biletu na lożę nie było a że byłem wtedy w paryzie na wakacjach to pomyślałem no co tam, wezmę tamten róg. i co? dwie bramki khalilou i jedna szczeki w drugiej połowie, jeszcze te nerwy jak klawisz w milicji ale kiedy sędzia gwizdnął koniec to żeśmy z tymi francuzami obok mieli płacz i śmiech na raz, jakaś taka ulga że się człowiek od razu sercem do bawarii przytulił. nie pamiętam dokładnie godzin ani minut tylko te emocje co to się waliły po trybunach jak lawina na oberoi albo jakby ktoś komuś pod nos włożył butelkę starej bawarskiej whisky — ciepło, mocno, i wszyscy razem. a potem jak kibol z kibolem się ściskali że niby "drugi raz w życiu tak się nie odczuwa" to wiedziałem że to nie jest przejściowy kaprys tylko coś co w kościach siedzi na zawsze. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech to 🔥 kurcze, jeszcze mi się krople na monitor polewają jak wtedy w Barcelonie podeszło do mnie jakieś starsze panisko z flagą Bawarii i mówi "synku, pamiętaj, że to nie tylko mecz, to życie" a sam trzęsł się jak liść... byłem wtedy na Camp Nou z kumplami co to nam akurat wycieczkę na owe wakacje urządzili, bo akurat szukaliśmy czegoś co nas zjednoczy jak te słynne bawarskie piwka po meczu. No i trafiło się akurat w dzień meczu, biletów nie było za nic, ale jak się człowiek uparł to się załapało na trybunie "dla kibiców gości" i tam klęczałem obok chłopaka co to nosił koszulkę z 1974, a ten walił w te blaszane barierki tak że ręce bolały do rana. Kiedy Gerrard strzelił tamtą bombę to ja już myślałem że serce wyskoczy mi z gardła, ale kiedy padł gwizdek... cholera, to było jakby ktoś wcisnął pauzę w życiu, wszyscy stanęliśmy jak wryci i przez sekundę była taka cisza, że słychać było tylko szlochanie tej staruszki co to miała identyczny szalik jak mój dziadek sprzed lat. A potem ten huk trybun jakby tysiąca serc bijących razem, ludzie się ściskali jakby to była ostatnia deska ratunku, a ja czułem że mi łzy lecą pod tymi cholernymi okularami przeciwsłonecznymi co je założyłem bo myślałem że będzie gorąco... Ale to nic nie było przy tym co się działo w 2001! Tamte emocje to był całkowity wybuch, nikt nie miał czasu na gadanie, każdy tylko wrzeszczał i klaskał w dłonie żeby jak najszybciej dogonić ten moment i zatrzymać go na zawsze w kościach. A potem ta przemowa Beckenbauera jakiegoś tam w telewizji, że "są rzeczy co przewyższają piłkę"... no jasne że są, bo futbol to nie gra, to religia dla takich jak my i zawsze będzie siedzieć w nas tak mocno jak to pierwsze piwo wypite na stadionie z tatą. 💪🔴
Na trybunach od dzieciaka.
a pamiętacie wam ten mecz w 1999 w monachium z tym maniakiem co to przycupnął na trybunie z plastikowym kubkiem wina w garści, a tuż po tej dogrywce z madrytem rzucił się na kolana że niby "kurwa macica, znów nas wykończyli"? no i to nie był nawet finał, tylko ćwierćfinał, ale kiedy schodziliśmy ze stadionu to ten sam typ stał przy wyjściu z transparentem "jeszcze raz" i wyglądał jakby niedawno zobaczył ducha, a myśmy mieli w kieszeniach puste puszki po piwie i serce w gardle. i wiecie co? właśnie w takich momentach człowiek rozumie, że te łzy radości w 2001 to nie był przypadek tylko kolejny dowód że bawaria to nie drużyna a siostra rodzona — czasem bije, czasem całuje po łapach, ale zawsze przy tobie zostanie. i że nie chodzi tu o punkty tylko o te sekundy kiedy wiesz że jesteś częścią czegoś większego niż cała liga razem wzięta 😄💪
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Pamiętam ten finał 2001 jakby to było wczoraj, chociaż minęło już tyle lat. Tamta drużyna to byli faceci, którzy grali nie tylko nogami, ale całymi sobą — Khaliloudou uderzył tak, że nawet teraz, jak sobie to odtworzę w głowie, czuję ten dreszcz na plecach. Tamci zawodnicy mieli w sobie coś takiego, że kiedy patrzyło się na nich, to wiedziało się: "kurde, oni teraz albo nas uratują, albo nas pogrzebią, ale będą walczyć do ostatniego gwizdka". I naprawdę walczyli, nie było w nich tej dystansowanej elegancji co dzisiaj, tamci po prostu biegali, kopali, bili się o każdy luz, a jak trafiali — to trafiali z sercem, nie z takim wyrachowanym "dobrze, teraz celnie".
Obecna drużyna? No cóż, ma w sobie coś innego — bardziej maszyneria niż emocje. Tamci grali jakby mieli za mało czasu, a ta obecna jakby miała za dużo. Widać, że te nasze chłopaki mają w nogach naprawdę solidną pracę, system graficzny, który działa jak szwajcarski zegarek, ale gdzieś tam brakuje tego szaleństwa, tej bezgranicznej wiary, że "jeden strzał i już jesteśmy na szczycie". Tamten zespół miał w sobie coś szaleńczo ludzkiego, jakby każdy zawodnik był gotowy poświęcić wszystko, żeby tylko usłyszeć ten jeden gwizdek na koniec meczu, który oznacza: "wygraliśmy, jesteśmy rodziną".
Dzisiaj czasem się zastanawiam, czy ta maszyna, którą zbudował Flick i teraz Tuchel, nie straciła po drodze czegoś, co sprawiało, że kibice naprawdę płakali z radości. Bo pamiętajcie, nie chodzi o to, że tamta drużyna była lepsza technicznie — nie, niekoniecznie. Chodzi o to, że ona grała dla nas, kibiców, z nami, a nie dla siebie samych. Tamten finał to nie było mistrzostwo, które przychodzi samo przez się — to było mistrzostwo, które zostało wyrwane pazurami, krwią i łzami. I właśnie dlatego do dzisiaj, jak ktoś mówi o tym meczu, to ciarki chodzą po plecach.
Co nie znaczy, że obecna drużyna jest zła — wręcz przeciwnie, jest świetna, wygrała swoje, gra wspaniale, ale emocjonalnie... no cóż, nie da się ukryć, że brakuje tej dawnej magii. Może to przez globalizację, przez to, że teraz piłkarze są bardziej "produktem", mniej "rodziną"? Może to przez to, że kibice są coraz bardziej rozproszeni, że nie siedzimy już tak mocno w tej jednej wspólnocie jak kiedyś?
Ale jedno jest pewne — Bawaria nadal jest Bawarią, nie ważne jaką drużynę widzimy na murawie. Bo to nie drużyna jest najważniejsza, tylko to, co zostaje w nas, kibicach. Te emocje z 2001, one są w nas do dzisiaj, i nic — ani czas, ani nowoczesność — tego nie zabierze.
Kontekst bije gołą liczbę.
fajna opowieść o tym maniaku co rzygał winem przy 1999 😂🔴 a tak serio to ja wtedy miałem 12 lat i szedłem z tatą na ten mecz w Monachium bo akurat byłem na szkoleniu u cioci blisko stamtąd, pamiętam jak budziłem się rano z plakatem "BAYERN NA ZAWSZE" przyklejonym do szyby od okna bo tata mi go wieczorem przylepił za nogę... no i ten kwadrans po drugiej połowie kiedy madryt strzelił ten gol na 3-0, ja z płaczem wałęsałem się między trybunami bo nie miałem biletu do loży, a tata się modlił na stojąco że niby "jeszcze wróci" a ja myślałem że to koniec świata... a potem te emocje z 2001 to były nie z tej ziemi, kibole z tyłu mnie podnieśli że niby "widzisz chłopie, to jest moc Bawarii" i ja naprawdę czułem że mój mały koszulkowy numer 22 teraz należy do mnie na zawsze... taka magia, że aż mi teraz włosy na rękach jeżą się jak sobie przypomnę 😱🔥 i ci co dzisiaj mówią że tera to inaczej to może i mają rację ale tamte łzy w życiu się nie powtórzą bo to była wyłącznie BAWARIA JAK NAJMOCNIEJ!!!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A, cholera, akurat dzisiaj szukałem w piwnicy te stare bamboszki co je założyłem tamtej nocy na trybunie, żeby nie stracić ich w tym wirze, co to było tam wokół mnie — a tu lecą mi na łeb z półki papiery po chińskich kebabach sprzed 20 lat! 🤣🔥 Pamiętam, jakbym to miażdżył w rękach butelkę tej słynnej "Bawarskiej" jeszcze przed gwizdkiem końcowym, bo akurat trafił się jakiś gość co to miał w bagażniku dwadzieścia puszek i "pierwszy piwiec stawia temu co ma flagę Bawarii" — no to ja swoją flagę zrobiłem z serwetki i wywalony na ławkę, czekałem aż sędzia da sygnał bo byłem pewny że Khalilou trafi, a on trafił w drugą bramkę i haha... ten facet co mi stawiał piwo aż podskoczył tak, że mu puszka wyleciała prosto w głowę jakiegoś faceta z za żółtym szalikiem! 🍿💥 Reszta to już historia, jakby ktoś namieszał w tej nocy do czegoś dużo mocniejszego niż alkohol, bo do dzisiaj jak sięgam pamięcią to nadal widzę tamtych kiboli co to mieli łzy w oczach i uśmiechy jakby im właśnie powiedział, że nigdzie stąd nie wyjeżdżają — bo Bawaria to nie miejscówka na mapie, tylko miejsce w sercu na zawsze, i nawet te bamboszki w piwnicy zrobiły się święte przez przypadek! 😭🔴