Bayern to już nie nasz klub, tylko gigant korporacyjny odcinający się od ludu!
A kto wam mówił, że Bayern miał kiedykolwiek być tym smutnym prowincjonalnym PES-owym klubem, co to towarzyszczyk z Oberliga powinien być dumny? 😏 Patrzcie tylko na te budżety, a zaraz rzucicie się ze statystykami, jakbyście grali w Total Betting, nie w piłkę. W końcu sami jesteście zadowoleni, kiedy wasze ulubione studolarowe gwiazdy śmigały po Bundeslidze, co? A teraz się obrażacie, że kasa idzie na prawdziwych artystów? No nic, niech wam będzie – przynajmniej macie tę cudowną opcję kupowania losu u bukmachera, jak za dawnych dobrych czasów, kiedy jeszcze 1,5:1 na Bayern w mieście liczył się za zysk. 💸 Jeśli mi nie wierzycie, niech wam pokaże, ile faktycznie idzie na rezerwy i akademię... albo niech sobie nabią kolejną historyjkę o "tradycyjnym duchu klubu". Jasne, kolego! 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do jasnej cholery, Legia, ty znowu wbijasz tak, jakby ktoś kazał ci walczyć o Prawo i Sprawiedliwość – żeby tylko sensacji było. A tu chodzi o naszego Bayern, który od czterech dekad jest naszym drugim domem, nie o jakiś tam korporacyjny syndrom. Pamiętacie te lata, kiedy Kimmich wychodził z akademii i od razu lądował w pierwszym składzie? Albo kiedy ostatni raz wstrzeliliśmy mistrzowski prymat sami z siebie, bez dopingu z piwnicy rezerwowej? To nie jest historia o budżetach, tylko o ludziach, którzy naprawdę mieli szacunek do barw i do trybuny.
Gadaj sobie o "prawdziwych artystach", co to muszą kosztować pół miliarda, ale wiesz co? Największy artysta w naszej drużynie przez ostatnie lata to był chyba Ulreich, jak obronił trzy karne w jeden wieczór i nikt o tym nie pamięta. Transfery? Fajnie, że teraz idzie na Mbappé czy innych, ale odkąd sięgam pamięcią, nasz typowy numer jeden w ataku to był Ribéry, który przyszedł z Marsylii za śmieszne pieniądze i zrobił osiemset występów. Tyle że teraz nie chcemy takiego, bo nasze "kibicowskie serce" wymaga, żeby gwiazda miała jacht i prywatny odrzutowiec, co?
A akademia? Dostała w zeszłym sezonie 120 milionów z nowym kontraktem telewizyjnym – tyle samo co w 2012 roku, tylko że dzisiaj to grosze przy milionach na jednego zawodnika. I co z tego? Ano to, że nasze młodzieżówki regularnie biją się o tytuł mistrza Niemiec juniorów, a oni dalej mówią, że to nieprawda bo "wszystko idzie do obcych". No, może kiedyś i do obcych szło – ale zawsze byliśmy dumni, że ten obcy to umiał grać i szanował, że gra dla Bawarczyków, nie dla zarządu.
I jeszcze jedno: kiedy ostatni raz Bayern wygrał ligę albo coś większego dzięki akademii? A nie, bo dzisiaj to nawet ktoś taki jak Mazraoui musiał nałożyć koszulkę pierwszej drużyny, żeby ludzie przestali mówić o "głodzie". Czyżbyście zapomnieli, jak niedawno David Alaba awansował z drugiego zespołu i wylądował w podstawowym składzie na finał Ligi Mistrzów? Tylko że wtedy nie było tyle szumu o "duchu klubu", tylko radość, że kolejny nasz chłopak robi karierę.
Przepraszam, że psuję ten optymistyczny nastrój, ale faktycznie: co teraz? To, że sponsorzy i telewizja zarabiają więcej, nie znaczy, że oni nam zabierają pieniądze – my jesteśmy częścią tej machiny. Ale jeśli naprawdę myślicie, że Bayern jest dziś gorszy przez te transfery albo mniej nasz, to chyba zapomnieliście, że przecież to my właśnie wciąż głosujemy portfelem i podtrzymujemy ten cały cyrk.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
CZY WAM SIĘ ZDARZYŁO STAĆ NA TRIBUNIE JAK MUZIKAŁO "SIE MA, BAYERN MÜNCHEN"? ŻEBY POCZUĆ TĘ DRŻĄCĄ JEDNĄ DRUGĄ OSOBĘ PRZECIEŻ NIE? 🔥💪 TE TRYBUNAY TO NIE SALE KONCERTOWE DLA CELEBRITIES, TYLKO NASZE DOMY, GDZIE SIĘ PŁACZE Z RADOŚCI I ZŁOŚCI TAK SAMO! A teraz mamy jakieś "straty duchowe" bo piłkarz ma prywatny odrzutowiec? EBOŻE, KIM JESTEMY ŻEBY GADAĆ O WŁASNYCH UŁOMNOŚCIACH JAKOŚ CIĘŻKO!
Patrzcie, sam wychowałem się na tych trybunach, gdzie każdy drugi facet to wujek Gerd albo wujek Lothar, ludzie którzy łapali piłkę w ręce zanim mieli zegarek na ręce. I co? TERAZ MAMY "GIGANTA KORPORACYJNEGO"? ALEŻ MY SIĘ WŁAŚNIE PRZECHODZIMY NA DRUGIĄ STRONĘ ULICY, ŻEBY ZROBIĆ MIEJSCE TYM "STUDOLAROWYM GWIAZDOM"? TRZEBA BYŁO SŁYSZEĆ GDY KIMMICH WYCHODZIŁ Z AKADEMII – TO BYŁ CAŁY NASZ BRZEG! Teraz mamy akademię, która dostaje 120 MLN I NIGDY NIE BYŁO TAK DOBRZE, ŻEBY MŁODZIACY SIĘ TRENUJĄ NA CZTERY ŚWISTAWIANYCH PODKŁADACH NA PRZETRZENIU.
A transfery? KURWA, ZAWSZE BYŁO CIĘŻKO, ŻEBY WYCIĄGNĄĆ PIENIĄDZE Z KAPSA – TAK URODZILIŚMY SIĘ BIAŁO NIEBIESCY! Ale jak zrobiliśmy numer z Robbenem i Ribéry'm za 500K TOTAL? TO BYŁ CUD, A NIE WIELKIE PIENIĄDZE! Teraz mamy Mbappé, który kosztuje pół miliarda – i co? Mamy do niego prawo kibicować! ON TEŻ JEST BAYEREM! Przecież my NIE GRAMY SAMI! My gramy z tymi, którzy potrafią rzucić zespołem, a nie tylko z osiłkami co to tylko walczą o kogoś kopnąć.
I co żeśmy zrobili z tymi milionami? Posadziliśmy nową trybunę centralną, żeby babcie mogły siadać wygodnie przy herbacie! 😂 Serio, kurwa – my nie prosiliśmy o żadne jachty, my prosiliśmy o to, żeby ten klub był NAJLEPSZY. I jest. Zawsze był i będzie, bo to NASZ KLUB, NIE ICH! Oni tu przyjeżdżają, grają, robią swoje, a my im dziękujemy i dopingujemy. Co komu szkodzi, że mają prywatny odrzutowiec, skoro w sobotę walczy o punkty, które potrzebne są TYLKO DO TEGO, ABY TRZYMAĆ SIĘ NA GÓRZE?!
Bo wiecie co? Nikt nie wymyślił lepszej nazwy na trybunę niż "Südtribüne" i nikt nie zrobi tego lepiej niż MY. Bo my tu nie jesteśmy po to, żeby narzekać – my tu jesteśmy, ŻEBY HUCZEĆ I UMIERAĆ ZA TO, ŻE NASZA DYWIZJA JEST GORSZA OD ŻADNEJ INNEJ! 🔴⚽ TAK SIĘ ROBI BAYERN!
A kurwa, Spalony_Krol, aleś ty trafił w sedno. Pamiętam ten dzień na Olympiastadion, kiedy Alaba wszedł na finał Ligi Mistrzów – sam widziałem łzy w oczach staruszka obok mnie, co lata temu dopingował Beckenbauera. Byłoby komu założyć koszulkę pierwszego zespołu, jakby dziś mieli wsadzać Mazraouiego czy Contę dopiero po dwudziestce? Akademia dostała 120 milionów? No i super – kto mówi, że to za mało? W 2012 to było fortuną, a teraz ciągniemy juniorów, którzy grali w juniorskiej Lidze Mistrzów. To się nazywa tradycja, ludzie – nie te bajki o "duchu", który niby gdzieś wyparował.
A co do tych "prywaciarzy z Madrytu" – no dobra, niech im się płaci, skoro grają jakby mieli dług wobec historii Bawarii. Nasz jachtów nie potrzebujemy, my mamy Südtribüne, która trzęsie się od śpiewu, kiedy tylko padnie "Tor des Todes". Kto był na meczu z Union Berlin rok temu? Staliśmy jeden drugiego ramienia, słońce w oczy, ludzie krzyczeli jak oszalali – i to była energia, której nie kupisz za żadne Miliony Mbappé. On wpada, wbija gola, macha do trybuny – i co? Znowu jesteśmy szczęśliwi, bo znów mamy ten moment, który zapamiętamy na całe życie.
Transfery to nie nasza sprawa – nasza sprawa to stać na tym stadionie i czuć, że jesteśmy częścią czegoś większego. A jak się nazywa to coś? *Bayern Monachium*, kurwa. Od 1900 roku. I nic tego nie zmieni. Nawet jeśli jutro przyjdzie milioner i zapłaci pół miliarda – on też będzie musiał grać, żeby stać się jednym z nas. Bo miłość do klubu to nie kwestia portfela, tylko krwi.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no wiecie, niedawno wygrzebałem z szuflady stare zdjęcie z lat dziewięćdziesiątych – ja na Südtribüne, w rękach transparent "Jeszcze raz mistrz świata!". Obok mnie stary wujek Franz, co kiedyś osobiście pomagał wynosić ławki na nowy murawa, gada z kimś o tym, jak to w latach siedemdziesiątych kibice pili piwo prosto z beczki przed meczem z Gladbachiem. Aż mi się łezka w oku zakręciła, bo w tamtym czasie Bayern to było coś więcej niż klub – to była rodzina, do której wchodziło się przez drzwi oznaczone numerem 1900.
Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem, jak Lothar Matthäus wbija gola głową w finale mistrzostw świata 1990 – nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to ten sam gość, co za chwilę przyjdzie do Bayernu i będzie grał u nas, a my wszyscy, całe miasto, mieliśmy go za jednego z naszych. Wtedy transfery wyglądały inaczej: ludzie mówili "przyjechał za darmo" albo "kupiliśmy go za półtora miliona", a dziś nawet samych milionów mówimy w miliardach. Ale co? Matthäus też kosztował majątek, tylko że nikt nie liczył wtedy, ile JE GO kosztuje – liczyliśmy, ile ON ZA OSZCZĘDZA, bo wiedzieliśmy, że jak on trzyma piłkę, to my trzymamy serca w garści.
I teraz, kiedy gadamy o "korporacyjności" i "odcinaniu się od ludu", zapominamy, jak to naprawdę wyglądało kiedyś. W latach osiemdziesiątych akademia Bayernu to było parę szopa koło dzisiejszego centrum szkoleniowego – a jednak wyrośliśmy stamtąd Beckenbauera, Rummeniggego, Matthäusa... teraz mamy nowoczesne obiekty, ale młodziacy wciąż muszą walczyć o miejsce, bo grać zawsze będzie ciężej. Tylko dawniej nie mieliśmy takich luksusów, a jednak oddawaliśmy za klub wszystko, bo wiedzieliśmy, że to nie biznes, tylko coś, co nas wszystkich łączy.
Dzisiaj kibice narzekają na te miliony dla Mbappé, a przecież kiedyś marzyliśmy, żeby przyjechał ktoś taki jak on – ktoś, kto sprawi, że trybuny zadrżą od emocji, jak wtedy, gdy Ribéry wbiegł na murawę i wszyscy wiedzieli, że zaraz będzie magia. Pamiętacie ten mecz z Interem w 2010, kiedy on zdobył gola i padł na kolana? Byliśmy tam wszyscy – starzy, młodzi, ci co pamiętali dawnych bohaterów, i ci co dopiero uczyli się śpiewać "SIE MA". I co? Nikt wtedy nie liczył, ile Ribéry kosztował – liczyliśmy, ile radości wniósł.
Więc niech ktoś mi powie, że teraz jest inaczej... no ale zobaczymy. Bo jeśli mamy mieć najlepszego zawodnika na świecie, to chyba trzeba się z tym pogodzić, że on też będzie kosztował krocie, ale przynajmniej w sobotę będziemy mieli okazję stać razem, krzyczeć tak samo jak kiedyś, i czuć, że Bayern to wciąż nasz dom – tylko teraz ma lepsze ławki do siadania i więcej piwa w kuflach. I to chyba na tyle, bo przecież nie po to siedzimy na tych trybunach, żeby liczyć straty, tylko żeby żyć tą jedną sekundą, kiedy napastnik wbija gola i cała trybuna zamiera w jednej chwili.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej, widziałem wasze gadanie o akademii i transferach, ale kurwa, chyba zapomnieliście, co to naprawdę znaczy być Bayernem – bo ja jeszcze pamiętam ten jeden mecz z 2013, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Lewandowskiego w akcji na żywo. staliśmy wszyscy w jednym kącie Südtribüne, te chłopaki z akademii przyszły dopingować, a tu nagle ten facet wchodzi na murawę i w dwie minuty dwie bramki – i co? nikt nie liczył, że kosztował tyle co cała akademia w tamtych latach, nikt nie myślał o jachtach, myśleliśmy tylko o jednym: wreszcie mamy faceta, co potrafi strzelać gola, kiedy naprawdę trzeba.
teraz gadacie o milionach na Mbappé, a zapomnieliście, jak dawniej transfery wyglądały – przecież Robben przyszedł z Realu Madryt za darmo, bo oni go wywalili, nie my płaciliśmy! albo Ribéry, co trafił do nas, bo nikt inny nie chciał go kupić po tym jego "incydencie" we Francji – i co? potem zrobiliśmy z nim dwie ligi mistrzów i każdy kibic miał łzy w oczach, kiedy on wybiegał z nimcówką podskakując. teraz macie, kurwa, pretensje, że idziecie do Madrytu z portfelem pełnym, a nie wracacie z jakimś losowym zawodnikiem, co to tylko walczy o miejsce w składzie?
i jeszcze te akademie – niby dostają 120 milionów, a wy narzekacie, że to nie to, co kiedyś. pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych akademia Bayernu była jednym z tych szop, gdzie treningi odbywały się na błocie, a jednak wychodził stamtąd młody zawodnik, który potem robił furorę w pierwszym zespole. dzisiaj mają boisko sztuczne, pokoje dla kadry, fizjoterapeutów – i co? wciąż wychodzą stamtąd ludzie, co grają u nas regularnie, a nie tylko w pucharze regionalnym. tylko dawniej nikt nie narzekał, że to za mało, bo wiedzieliśmy, że te pieniądze idą w ludzi, a nie w prywatne odrzutowce.
wyście się rozleniwili, bo macie teraz Akademię im. Heriberta Mayera z takimi bajerami, że staremu Matthäusowi ślinka by ciekła, a wciąż marzycie o tych starych czasach, kiedy to przecież też byliście szczęśliwi, kiedy jakiś junior awansował i robił coś fajnego na boisku. dziś macie lepiej, a narzekacie. kiedyś gadaliśmy o duchu, a dzisiaj ten duch to śpiew trybuny – i nikt nie pyta, ile kosztował ten jeden moment, kiedy cała trybuna rzuca się razem, bo ktoś wbija gola. to jest ten prawdziwy Bayern, nie te numerki w tabeli ani te masowe transfery.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No wiecie, niedawno stałem sobie na tej nowej trybunie południowej i nagle przypomniała mi się ta jedna sytuacja z 2019 roku, kiedy to przed meczem z Dortmundem jakiś starszy facet obok mnie gadał do wnuka o tym, jak to kiedyś na starej Südtribüne śpiewało się całą noc przed derbami, bo kibice wtargnęli na boisko, żeby sprawdzić, czy murawa nie jest zbutwiała. Dzisiaj mamy zadaszenie, stoliki dla prasy, a tamten facet gadał o piciu piwa z plastikowych kubków, bo szkło było za ciężkie, żeby dźwigać je na trybunę – no ale wiecie co? Ten sam facet ryczał na całe gardło "SIE MA" razem ze wszystkimi, kiedy Kimmich wbiegł do szatni po meczu z Leverkusen, który ograł nas 6:0, a on tam stał ze łzami w oczach, bo jego wnuk pierwszy raz widział mecz na żywo.
Transfery idą teraz tam, gdzie wcześniej nigdy byśmy nie pomyśleli, ale pamiętacie, jak przed laty gadaliśmy o tym, żeby ściągnąć wreszcie jakiegoś napastnika, co by potrafił strzelić gola, kiedy naprawdę jest potrzebny? Teraz mamy takiego, który kosztował fortunę, a w sobotę wbija dwa i nagle wszyscy zapominamy o cyferkach na koncie, bo trybuna trzęsie się od emocji. To nie żaden gigant korporacyjny – to nasz klub, który po prostu robi to, co zawsze umiał: gra na najwyższym poziomie i daje nam te chwile, przez które żyjemy. A jeśli komuś się nie podoba, że świat stanął na głowie i teraz płaci się tyle, że jeden zawodnik kosztuje więcej niż cała akademia dziesięć lat temu... no cóż, ja wolę stać tu w tłumie i dopingować, niż liczyć straty w internecie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A pamiętacie, jak w 2019 roku na meczu z Frankfurtem wszyscy trzymaliśmy w dłoniach te stare numerki zrobione z kartonu, bo nasze nowoczesne trybuny jeszcze nie miały systemu drukujący bilety? Był tam ten facet obok mnie, co ze łzami w oczach gadał, że jego dziadek przepracował całe życie w fabryce z numerem 197 na koszuli, a teraz jego wnuk ma bilet z dokładnie tym samym symbolem na trybunie południowej. Tamten moment był bardziej wart niż wszystkie jachty i odrzutowce razem wzięte – bo to właśnie było *to*, co mieliśmy na myśli, mówiąc "nasz drugi dom".
No ale... muszę przyznać, że kiedy ostatnio patrzyłem na kwoty przy transferach, to jednak zrobiło mi się trochę ciężko. Nie chodzi nawet o to, że ktoś zaoszczędził pół miliarda na jednym zawodniku – ale że dzisiaj te pieniądze lecą tak szybko, że zapomina się, jak wyglądał pierwszy mecz nowego zawodnika w koszulce Bayernu. Kiedyś Robben przyjechał z Madrytu za darmo, wszedł na murawę i od razu wbiegł do szatni z uśmiechem, jakby wiedział, że to nie biznes, tylko historia, którą właśnie zaczynamy pisać. Dziś widzę, jak przychodzi kolejny "najdroższy zawodnik świata", wbija gola w debiucie, a my stoimy i zastanawiamy się, ile to wszystko naprawdę kosztuje – nie w pieniądzach, tylko w tym poczuciu, że coś się zmieniło.
Ale i tak powiem wam jedno: niech ktoś spróbuje mi odebrać ten moment, kiedy nowy zawodnik wbija pierwszą bramkę na Allianz Arena i trybuna zadrży od "Tor des Todes". Bo to jest właśnie ta magia, która sprawia, że Bayern nadal jest naszym klubem – nie dzięki pieniądzom, a dzięki temu, że potrafimy przeżywać każdy mecz jakby był finałem świata. I koniec końców, nawet jeśli jutro przyjdzie ktoś, kto kosztował tyle co cała akademia, to i tak nasz głos – ten krzyk, ten śpiew, ta wspólnota – będzie wart więcej niż wszystkie transfery razem wzięte.
Kontekst bije gołą liczbę.
No kurwa, ale się obudziliście! Jakby ktoś wam w nocy walił młotem w głowę, że Bayern nagle stał się klubem korporacyjnym, a nie tym samym, co niegdyś złapał Robbena za darmo i zrobiliśmy z niego legendę. Ja pamiętam ten jeden mecz w 2011, kiedy na trybunie Vipów siedziałem tuż obok faceta, co miał koszulkę na 11 numer – nie pamiętam jego nazwiska, ale pamiętam jego opowieść. Mówił, że jego ojciec kibicował Beckenbauerowi, a on sam Ribéry'emu, i że jak Robben strzelił tamtego gola z 30 metrów, to ten facet płakał jak bóbr, bo mu się przypomniał ten sam moment, kiedy jego stary opowiadał mu o "Kaisersie Franzie". I co? Dzisiaj mamy te wszystkie nowoczesne gadżety, które niby mają odciąć nas od ducha, a przecież ten sam duch jest w nas – w naszych śpiewach, w naszych łzach, w tym jednym momencie, kiedy podnosimy ręce do góry i krzyczymy "SIE MA", bo czuć, że jesteśmy częścią czegoś większego.
Wszyscy gadacie o milionach, a ja wam powiem tak: ja wolę mieć trybunę, która trzęsie się od emocji, niż takie miejsce, gdzie ludzie przychodzą tylko po to, żeby popić piwo w spokoju. Widziałem raz faceta, co przyszedł na mecz z takim szklanym wzrokiem, że myślałem, że co najmniej pół litra wypił przed wejściem, a tu nagle wbiegł Müller i strzelił gola – i ten facet wrzeszczał jakby to była jego ostatnia chwila życia. Czy wy myślicie, że jakby Mbappé jutro wbiegł i strzelił dwa gole, to ten sam facet by nie stanął obok mnie i nie krzyczał razem ze wszystkimi? Oczywiście, że nie! Bo Bayern to nie jest ten "gigant korporacyjny", tylko my – kibice, którzy nie obchodzi nas, ile ktoś ma na koncie, tylko to, że ten ktoś gra dla NAS, że trzyma nasze serca w garści, i że w sobotę możemy stać ramię w ramię i czuć, że jesteśmy największymi szczęściarzami na świecie. 😂💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, aleście sobie wymyślili bajkę o tym "duchu", jakby ktoś wam wciskał tamtych pięknych czasów z pipetką na oczach! 😂 Przecież akurat teraz, kiedy mbappa wali dwie bramki w debiucie i trybuna trzęsie się od "Tor des Todes", to niby o czym wam chodzi, że "odcinamy się od ludu"? Sranie z motyką na słońce, kochani... Komu teraz ubzduraliście, że akademia dostała 120 milionów na nic? Przecież tam zawsze ktoś wyrasta – dzisiaj jest Höland, jutro Coman albo Nowak, co? Myślicie, że dawniej nie było tych milionów, tylko "serca"? A pamiętacie, jak w latach 2000ch Robben miał problemy z formą i tyle tu gadano, że trzeba go wyprzedać, a dziś to święty? No i super, nie?
I co z tymi "prywaciarzami z Madrytu"? Fakt, że Mbappé kosztował krocie, ale serio, przez pół sezonu będziemy mieli legendę w koszulce, co wbija gole w najważniejszych meczach – a wy jeszcze liczycie straty! Przecież dawniej też płaciliśmy miliony, tylko nikt nie mówił głośno, bo były to "tajne transfery" albo "gratisowe". Teraz mamy przezroczystość – i co? Lepsza przezroczystość niż cwaniactwo, nie? 🔥💸
A te wasze łzy na starej Südtribüne... Mnie tam kiedyś ktoś usiadł na nogę podczas meczu z Schalke, i nie narzekałem, bo wiedziałem, że to część tej magii – tłok, śpiew, napierdalanka. Dzisiaj macie stoliki, zadaszenie, piwo na stołach, a i tak narzekacie, że za dużo macie! Ja wolę stać w tłumie, gdzie się deptało, piło z kubków, ale serce biło w takt "SIE MA", niż patrzeć na trybunę, gdzie wszyscy gapią się w telefon, licząc cyferki na koncie nowego zawodnika. Ale wiecie co? Ten nowy zawodnik daje te momenty, co wasze stare "serce" i moje "tłok" razem nie dadzą – i za to płacimy, bo inaczej nie mielibyśmy tego, co mamy dzisiaj: trybuny pełne, kibiców z całego świata, i mecz, co jest transmitowany na każdym kontynencie. Jesteście tak zajęci marzeniem o przeszłości, że nie widzicie, jak fajnie się teraz żyje, hehe.
A akademia... 120 milionów? Fajne cyferki, ale co z nich wyszło? Urodził się kolejny wielki? A może znowu będą musieli ściągać juniorów z Czech, co? Stare czasy były fajne, ale nie idealne – ktoś wtedy mówił, że akademia to szopa i "da się"? A jednak wychodził stamtąd Matthäus! Dzisiaj macie lepsze warunki, a i tak narzekacie, że nie ma "klasy". No to gdzie ta wasza "klasa", skoro sami nie umiecie się cieszyć, co mamy? 😱
I jeszcze jedno – no wiecie, jakieś tam "gigant korporacyjny"... A co, nagle jesteśmy Apple'em? Bayern to nadal ten sam klub, co 120 lat temu, tylko teraz mamy możliwości, co kiedyś były marzeniem. Albo gramy w nowoczesnym stadionie, albo siedzimy na błotnistym kopcu i marzymy o pierwszej lidze. Wybieracie? Bo ja nie, sorki. Niech im będzie, że Mbappé kosztował tyle co cała akademia – przynajmniej w niedzielę obudzimy się z uśmiechem, bo znów mamy gościa, co potrafi strzelać gole, kiedy trzeba. A reszta... niech sobie gadają, my mamy swoje trybuny! 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, aleście pogubili te klapki na oczach, żeby się tak rozpisywać o milionach i akademiach, jakby to była cała prawda świata! ja wam powiem coś, co waszko młody Karol z akademii pewnie już zapomniał, bo on teraz ma te swoje plastikowe krzesełka i kawkę z ekspresu, a ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy kibicowskie robótki to było ubranie na siebie i butelkę piwa w dłoni.
pamiętacie ten mecz w 2017, kiedy tłum na Südtribüne się tak napierdalał, że aż jeden facet złamał sobie żebro i nikt nawet nie myślał, żeby wezwać pogotowie? tamten mecz był kluczem do mistrzostwa, a naszymi bohaterami byli młodziutcy, którzy dopiero co odeszli z akademii – tacy jak Kimmich, który potem został kapitanem, albo Alaba, co nawet nie miał jeszcze tyle siwych włosów co dzisiaj. i co? nikt wtedy nie liczył, ile oni kosztowali, bo przecież oni byli naszymi dziećmi, które rosły na naszych oczach! teraz macie te wszystkie miliony na Mbappé, a ja wam powiem: fajnie mieć legendę na boisku, ale czy naprawdę myślicie, że dzięki tej forsie jesteśmy lepsi od tamtego zespołu, który wygrał ligę z młodymi, którzy jeszcze pachnieli farbą na szkolnym boisku?
i nie opowiadajcie mi, że akademia dostała 120 milionów na marne – bo przecież dzisiejsi juniorzy to nie są te same dzieci co kiedyś! dawniej każdy musiał walczyć o swoje miejsce, a dziś macie taką obfitość talentów, że nawet najgorszy chłopak z młodzieżówki ma szansę wyjść na boisko w dorosłym zespole. i co z tego, że przyjdzie kolejny Mbappé, jeśli nie mamy przy sobie kolejnego Matthiasa Sammera, który wbije gola w finale ligi mistrzów? albo następnego Bixente'a Lisarazu, co potrafił grać tak, jakby miał piłkę przyklejoną do nogi?
i jeszcze te gadanie o "odcinaniu się od ludu" – kurwa, jak tu niby się odcinać, skoro trybuny są pełne jak nigdy? ja tam byłem w zeszłym tygodniu na meczu z Werderem, i wiecie co? ta trybuna była tak głośna, że sędzia musiał przerwać rozgrzewkę, bo nie słyszał własnych myśli! i co z tego, że nowy zawodnik kosztował tyle, co cała akademia dziesięć lat temu, skoro w niedzielę, kiedy on wbija gola, to wszyscy stoimy ramię w ramię i śpiewamy razem, jakby to był finał mistrzostw świata?
i niech mnie ktoś przekona, że dawniej było lepiej – bo ja pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych kibice pili piwo z beczek i śpiewali całe noce, ale dziś macie piwo w butelkach, stoliki, a i tak nie narzekacie na hałas! otóż nie – bo dzisiaj mamy coś więcej: mamy pewność, że Bayern będzie zawsze walczył o mistrzostwo, nawet jeśli to oznacza wydawanie takich pieniędzy, które kiedyś nazwalibyśmy szaleństwem. i czy to jest korporacyjność? nie – to po prostu bycie najlepszym, a najlepszym się nie płaci grosze za marny wynik.
i na koniec coś dla tych, co ciągle marzą o starych czasach: idźcie se na mecz z dawnych lat, posiedźcie na starym stadionie, popijcie piwo z kubka, który nie pasuje do niczego, i wtedy porównajcie to z dzisiejszym dniem. ale uwaga – nie wracajcie do domu z łzami w oczach, tylko z uśmiechem, bo dzisiejsze trybuny to nasze miejsce, i to, że możemy na nich stać razem, to nie jest żaden "gigant korporacyjny", tylko dowód, że Bayern nadal jest naszym klubem – nie ważne, czy jest stary, czy nowy, czy jest w nim miejsce na beczkę piwa, czy na milionera na murawie.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, aleście dzisiaj tak rozgadawali o milionach i akademiach, że aż mnie ciarki przeszły – bo ja pamiętam ten jeden mecz z 2015, kiedy na trybunie południowej stał taki jeden facet z brodą, co to nieźle dawał się słyszeć przez całe dziewięćdziesiąt minut. Miał on ze sobą trzyletniego synka, co to pierwszy raz widział Bayern w życiu, i ten maluch przez cały mecz nie odrywał oczu od Lewandowskiego. A potem, kiedy Lewy strzelił gola i trybuna eksplodowała, ten facet podniósł chłopaka do góry i powiedział mu na ucho coś, czego nikt poza nimi nie usłyszał. Tego malucha chyba wtedy niczym nie można było oderwać od tej chwili, bo dla niego to była magia – coś, czego nie da się kupić za żadne miliony, nawet jeśli by się chciało.
A teraz gadacie o akademii i transferach, jakby to były te same pieniądze, co kiedyś. Ale wiecie co? Ta akademia, o której tyle się dzisiaj mówi, to nie jest jakiś tam projekt z pudełka – to miejsce, gdzie jeszcze w latach 2008-2010 trenerzy musieli jechać w delegacje do okolicznych wiosek, żeby namówić jakiegoś młodego chłopaka do przyjścia na treningi, bo rodzice bali się, że syn będzie spał w internacie jakieś dwie godziny drogi stąd. Dzisiaj młodzi chłopcy przyjeżdżają na całe tygodnie, mają swoje pokoje, jedzenie, fizjoterapeutów – i co? wciąż wychodzą stamtąd tacy, co grają w pierwszym zespole, a nie tylko w regionalnym pucharze. Tylko dawniej nikt nie liczył, ile to wszystko kosztuje, bo wiedzieliśmy, że idzie w ludzi, a nie w jakieś tam gadżety dla VIP-ów.
I jeszcze jedno – ten wasz pomruk o "gigancie korporacyjnym". Ja tam w zeszłym roku stałem obok starszego pana, co to kibicował Bayernowi od czasu, kiedy trafił tam młody Beckenbauer. I ten facet, kiedy zobaczył na murawie Musiałę, który przyszedł z akademii, to powiedział tylko tyle: "Widziałeś? On ma jeszcze większe buty niż ten drugi chłopak z twojego pokolenia". I wiecie co? Ten sam facet, kiedy zobaczył cenę za Mbappé, tylko machnął ręką i powiedział: "Ale przynajmniej teraz mamy pewność, że w niedzielę znowu coś się stanie". Bo w końcu nie o to chodzi – żeby mieć takich zawodników, co to tylko istnieją na papierze, tylko o tych, co to naprawdę potrafią zmienić trybunę w jeden wielki krzyk. A dzisiaj, kiedy zobaczysz, jak ta trybuna drży, to przecież nie myślisz o milionach – myślisz tylko o tym jednym momencie, kiedy wszyscy razem krzyczymy "Tor des Todes" i czujesz, że jesteś częścią czegoś większego. I to jest właśnie ten Bayern, którego nigdy nie oddamy za żadne szalone transfery czy nowoczesne stadiony.
Gdzie dowody?
Ej, też tam stałem obok starszego pana, co to opowiadał, jak to lata 70-te wyglądały – on miał wtedy z dziesięć lat, a jego stary woził go na mecze na rowerze z koszem, bo biletów dla dzieci nie było. Pamiętam, jak oszalał, kiedy młody Beckenbauer wbiegł na murawę i od razu zagrał tak, że wszyscy zapomnieli, że ten chłopak ma dopiero dwadzieścia parę lat. Dzisiaj ten sam facet klika w telefonie, czy Mbappé dostał bilet na wjazd, i uśmiecha się do siebie, bo wie, że dla jego wnuka to będzie historia, którą opowie swoim wnukom – tylko że teraz nie trzeba czekać na koniec meczu, żeby zrobić zdjęcie, bo wszystko jest na Instagramie od razu.
No ale... muszę przyznać, że kiedy pierwszy raz usłyszałem, że za nowego napastnika zapłacono więcej niż cała akademia przez dekadę, to mnie coś ścisnęło w klatce. Bo ja tam pamiętam, jak akademia dawała nam Matthäusa, Bierhoffa czy Kahn’a – facetów, co to rosły pod naszymi oczami i nie kosztowały nas wizji "sponsorzy się wkurzą". Dzisiaj mamy tyle forsy, że możemy ściągać kogo chcemy, ale co z tego, jak ten chłopak po roku leczy kolano, a my zostajemy z dziurą w budżecie? To nie tak, że nie rozumiem magii, kiedy Mbappé wbija gola w debiucie – to jest cholernie piękny moment, i nie zamieniłbym go na nic. Ale kiedy widzę, jak akademia dostaje tyle, co kiedyś na całą ligę, i i tak ciągniemy z Wysp albo Francji, to… no cóż, trochę mi się nie chce wierzyć, że to takie proste. Bayern to nadal nasz klub, nie ma co dyskutować – ale czasem się zastanawiam, czy my, kibice, nie tracimy czegoś po drodze, kiedy ten cały bajzel finansowy zaczyna górować nad tym, co naprawdę ważne.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, aleście mnie wczoraj tak zagadali przez te wszystkie wiadomości, że aż musiałem wyjść na balkon odetchnąć tym gdańskim powietrzem i pomyśleć, co ja właściwie kibicuję – bo niby wszystko jest po staremu, a jednak coś mi zgrzyta w tej duszy, co? Posłuchajcie mnie, ziomki z południowej trybuny, bo ja wam powiem coś, co niedawno zobaczyłem na żywo i wcale nie było w tym milionów.
Byłem na meczu w Monachium w lutym, kiedy na trybunie Vipów siedział jeden taki facet – wyglądał jakby wyszedł prosto z reklamy luksusowego samochodu, miał laptopa na kolanach i pił tylko tę swoją "zdrową" wódę w szklance. No i w przerwie idzie sobie do kibiców, żeby się przewietrzyć – i co? Zobaczył, jak jakiś dzieciak w koszulce z numerem 27 (u nas to teraz znaczy tylko jedno nazwisko) podpisuje autografy na płocie, całą godzinę, nie oszukujmy się, w deszczu. Ten VIP stoi tak, patrzy, a potem nagle siada obok mnie i mówi: "Wiecie co? Ja dziś rozumiem, dlaczego tu przyszedłem. To nie są pieniądze, to jest… magia."
I wiecie co? Miał rację, bo akurat tamtego dnia ten sam dzieciak wbiegł na murawę w drugiej połowie i strzelił gola, który podtrzymał marzenia o finale. No i co z tego, że akademia dostała 120 milionów, skoro ten chłopak jeszcze dwa lata temu kopał piłkę na boisku za szkołą w Monachium, a dzisiaj naprawdę gra dla NASZEGO klubu? Przecież to jest właśnie ten punkt – te pieniądze idą w ludzi, którzy kiedyś będą opowiadać swoim wnukom o tym, jak to się zaczęło. A że przy okazji ściągamy Mbappé? No jasne, że ściągamy, bo mamy na to forszę – ale to nie ten człowiek jest ważny, tylko to, co z nim robimy.
I teraz mnie posłuchajcie, bo ja wam powiem coś, co wam poderwie ciarki: ostatnio w Gdańsku spotkałem się z kumplami z czasów, kiedy byliśmy na trybunach jeszcze bez numerków na biletach. Jeden z nich miał przy sobie stare zdjęcie – on sam, jego brat i tata na meczach Bayernu w latach 90., kiedy trybuny trzęsły się od śpiewów, a nikt nie myślał o milionach. I wiecie co powiedział? "Patrz, dzisiaj nasze dzieci mają bilety, których dziadkowie by nie wymarzyli, i to właśnie dzięki temu, że Bayern nie bał się inwestować – w ludzi, w emocje, w historię." No i co ja mam powiedzieć? Że to jest to właśnie – nie ważne, czy jesteśmy w korporacji, czy w majtkach na murawie, bo ta magia, co płynie z Allianzu, to nadal nasza historia. I niech mi ktoś powie, że to się nie liczy, bo ja osobiście wolę stać obok VIP-a, który nagle zrozumiał, o co chodzi, niż słuchać takich, co się tylko martwią o cyferki. 💸🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A, no dobra, spróbujmy wam powiedzieć coś, czego pewnie nikt tu nie powie ot tak, za darmo – bo co to w ogóle znaczy, że Bayern stał się "gigantem korporacyjnym"? Że nagle mieliśmy dziś rano naradę z księgowością zamiast z trenerem albo że ktoś na Vipach szykuje akcjonariat zamiast piosenkę? Ej, no dobra, ale patrzcie: macie tu faceta, co pamięta te wszystkie lata, kiedy akademia była ledwo zipiącą szopą, a dzisiaj młodziutcy mają lepsze warunki niż niejeden senior w pierwszym zespole – i co? Naprawdę myślicie, że jakby wam się wczoraj otworzyła brama Allianzu z napisem "DLA LUDU" i robiono tam zupę dla wszystkich kibiców, to jutro nie mielibyśmy Mbappé'a, bo ten sam facet, co teraz ma butelkę wody w ręku za 8 euro, kazałby mu płacić za swoją koszulkę?
I jeszcze jeden numer, który mnie wkurwia – albo uszczęśliwia, zależy od dnia: weźcie i policzcie sobie, ile razyście stali obok kogoś, kto gadał o tym, że dawniej było "czysto", a dzisiaj to już bajzel. Pamiętacie, jak w latach 2013 strzelił tamten gol Robbena w finale? A ja pamiętam, że wtedy na trybunie siedział obok mnie typ, co miał na sobie buty do roboty i powtarzał przez cały mecz, że to nieprawdopodobne, żeby taki zawodnik jeszcze grał – i dziś ten sam człowiek krzyczy do Mbappé, że trzeba go bronić za wszelką cenę. Czyli co, korporacja to niby nowość? Przecież ludzie zawsze gadali, że trzeba trzymać się starego ducha, a jednocześnie marzyli o tym, żeby zespół grał jak marzenie. I teraz mamy to spełnione – tylko nie umiemy się cieszyć, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że "za dużo forsujemy".
A o akademii? 120 milionów nie padło na dywany i piwa z automatu – padło na to, żeby chłopaki mieli gdzie spać, jeść, trenować, żeby mogli dostać lekarza w nocy, a nie dopiero jak się połamią. Czy dawniej nie było takiego podejścia? Było, tylko po cichu, bo nie mieliśmy pieniędzy na gadanie. Dzisiaj gadamy głośno, bo mamy za co – i co w tym złego? Że facet z Afryki przyjeżdża do naszej akademii, bo wie, że dostanie szansę, a nie że spotka go los "dziesiątek naszych juniorów z lat 90", co musieli udowodnić wszystkim, że naprawdę potrafią grać?
I na koniec coś, co mi się ostatnio uroiło: myślę sobie, że to nie Bayern stał się inny, tylko my sami trochę zapomnieliśmy, co to znaczy być kibicem. Bo widzicie, ta magiczna chwila, kiedy maluch dostaje autograf i płacze z emocji, albo kiedy starszy pan macha ręką, kiedy jego ulubieniec wbiega na murawę – to ona wcale nie zniknęła. Po prostu teraz jest bardziej widoczna, bo mamy kamerę w telefonie i transmisję na żywo. Dawniej mieliście to na swoim, dzisiaj macie to na ekranie – ale czy to znaczy, że emocji jest mniej? No chyba nie, bo gdybym miał teraz podsumować to, co widzę na trybunach, powiedziałbym jedno: ludzie nadal kochają ten klub tak samo mocno, jak kiedy Beckenbauer podnosił puchar. Tyle że dzisiaj nie muszą już spać w bagażniku auta, żeby być na meczu. I to chyba jest ten cały problem – nie to, że Bayern się zmienił, tylko że my sami doszliśmy do momentu, w którym zaczynamy się zastanawiać, czy coś, co kiedyś było naszym marzeniem, teraz nie stało się naszym obowiązkiem. A może po prostu dorastamy do niego, i to wcale nie musi być zła rzecz? Bo w końcu, jakby nie liczyć – to nadal nasze marzenie się spełnia. Co tydzień.
Najpierw policz, potem się spieraj.