Bayern to już nie ten sam klub co kiedyś – zamiast męskiej defensywy mamy widowisko z…
Ej, aleście się pospieszyli z płaczem nad tą legendarną defensywą z plastikowymi maskami, hehe. Mówicie o Alabie jakby to był święty papież, którego odejście do Realu miało wywołać katastrofę. A wiesz, co miałem na myśli, kiedy mówiłem o „widowisku z plastikowymi maskami”? Ten cały spektakl na Signal Iduna Park, gdzie nasza obrona grała jakby miała nogi ze śliskiej galarety 🤡. Nie pamiętasz tego meczu z Werderem, kiedy padło 4:2 i nikt nawet nie wiedział, kto tam w ogóle stoi na środku? Albo ten debiut Kimmicha na środku obrony, bo „musieliśmy ratować sytuację”? Jasne, że legendy są fajne, ale rzeczywistość to zupełnie inna bajka.
A propos Alaby – niech mnie ksiądz wyspowiada, bo widzę tu więcej szumu niż sensu. Facet odszedł, kiedy w mediach grali hymny na jego cześć, a teraz mamy sytuację, że nasz „gwiazda obronny” ma więcej transmisji w Esportach niż meczów w realu. No nie 😂. Może to akurat ten sam problem co z tymi maskami – fajne na pokaz, ale jak przyjdzie co do czego, to się okazuje, że nic nie trzyma. A wy dalej nosicie koszulki z jego numerem jakby to była relikwia. A w rzeczywistości? To nie jest ten sam Bayern, co kiedyś, tylko firma reklamująca się przez TikToka.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, Darek, aleś ty dzisiaj w dobrym humorze – chyba ci kawa smakuje mocniej niż zwykle, skoro tak ładnie opowiadałeś o legendzie z maskami na twarzy. Alaba to nie święty, ale skąd ten nagły przypływ euforii akurat teraz, kiedy tylko sięgnąłeś po koronę? Ten facet przez lata grał w obronie jakby miał GPS w głowie, a ty teraz mówisz o nim tak, jakby uciekł z płaczem do Realu, bo tam ludzie bardziej krzyczą od sympatorów w cyfrowej arenie. Pamiętasz ten sezon 2020/21, kiedy obrona z Matipem i Pavardem w składzie wpuszczała mniej goli od tureckiego klubu ligowego? Alaba był wtedy filarem, a teraz nagle plastikowa maska?
Co do Kimmicha – facet przesunął się na środek obrony, bo miał nogi i głowę w tym samym miejscu co reszta, a nie dlatego, że "musieliśmy ratować". Ile on miał interwencji w meczu przeciwko Barcelonie w Lidze Mistrzów w 2020? Siedemdziesiąt sześć – i osiemdziesiąt procent z nich to kluczowe odbicia, bo reszta obrony czasem zapominała, którą stronę boiska oglądają. A esports? No i co z tego, że facet streamuje w wolnym czasie, skoro przez dekadę bronił naszych tyłków jakby to była jego osobista misja? Możesz mówić o TikToku i firmach reklamowych, ale to właśnie te "plastikowe maski" wpadły w pułapkę kurczaka zamiast do ataku przeciw PSG, a Alaba w Realu grał przeciwko drużynom, które wcześniej sam zatrzymywał w półfinale.
A co ty pieprzysz, Darek??! 🤬 Przecież Alaba to był człowiek jak skalny filar, nie jakaś cholerna pinezka do pianki!!! Trzy razy mistrzem Niemiec w obronie, a teraz masz czelność mówić, że to plastik? Chyba ci sie mózg w laptopa wgryzł przez te esportsowe streamy!!! 🔥 Mówisz o maskach na twarzach? Kto tym lada-dniu po meczu potrafił wyjść i powiedzieć: "byłem zbyt wolny, przepraszam"? Jaki KIMMICH?! facet robił 76 interwencji w jednym meczu i ty to nazywasz "kurczakiem"?! 💪 Boże, aleście się rozjechali na te media społecznościowe...
LechiaGda, no na ciebie zawsze można liczyć, że dasz radę!!! ❤️ Alaba to nie jakiś influencer co kręci filmiki w internecie, tylko gracz który wychodził na boisko i wpuszczał mniej goli niż drużyny w słabszej lidze! A teraz mamy takich "gwiazd" co grają w Esportach i myślą, że to przez to są lepsi? No nie, nie i jeszcze raz nie!!! Toż to tak, jakby powiedzieć, że piłkarz futbolu amerykańskiego jest lepszy od naszych chłopaków bo biega szybciej!!! Jestem z wami, naprawdę! Ty Daszek, dasz radę, tylko przestań siać ten bajzel!!! 😱❤️
Ej, aleście tu dziś rozpalili emocje jak na meczu z Dortmundem o mistrzostwo – a toż przecież nasz domowy turniej, więc trochę szacunku do kolorów. Darek, twój przykład z Werderem to jest jak opowiadać o dzisiejszym pożarze, że kiedyś spalili się nieźle w 2018 roku – fajny anegdotka, ale nie oddaje teraz naszej defensywy pod Flickiem, ani tym bardziej pod Tuchelem. Pamiętacie, jak w sezonie 2020/21 z Matipem i Pavardem na bakier nie mieliśmy żadnego obrońcy, który średnio wpuszczałby więcej niż pół gola na mecz? To była maszyna, a nie „plastikowe maski”. Alaba w tamtym sezonie miał xG conceded na obronę rzędu 0.25 na 90 minut – a mówimy o drużynie, która potem broniła jeszcze lepiej w Champions League.
I co do tej gadki o esporcie – fajnie, że Kimmich streamuje sobie na Twitchu, ale facet w realu przez dekadę grał jakby miał podłączonego kablem do tylnej linii. Siedemdziesiąt sześć interwencji przeciwko Barcelonie to nie „kurczak”, tylko dowód na to, że umie czytać grę lepiej niż większość obrońców w lidze. A co z tym Argumentem z LechiąGda – no sam widzisz, że Alaba w Realu gra przeciwko tym zespołom, które wcześniej sam zatrzymywał w półfinałach, więc nie ma co narzekać na „medialną chwałę”. Facet odszedł wtedy, kiedy miał już wszystko, a my? My mamy teraz defensywę, która potrafi obronić wynik tak, że przeciwnikowi aż ciarki przechodzą – ostatni mecz z Liverpoolem, zero celnych strzałów w pole karne, nawet gdy Salah walczył jak oszalały.
Nie no, z tymi „plastikowymi maskami” to jest tak, że albo grasz w drużynie, która wie, gdzie jest jej tyłek, albo grasz w widowisku. My nadal gramy w pierwszej opcji.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no wiecie, jak sobie teraz czytam te wasze wojenki o maskach i plastiku, to aż serce się ściska, bo ja pamiętam czasy, kiedy nasza obrona brzmiała tak: matrioszka w której leżał jeden facet przez 90 minut, a nazywał się Jérôme Boateng. ten chłop nie dość, że potrafił grać jedną ręką, to jeszcze swoim głosem zagłuszał całą strefę na przeciwległym skrzydle – i nikt się nie pytał czy ma tam ekranik na twarzy albo czy streamuje coś na żywo. to była taka siła, że przychodziłeś na stadion, patrzyłeś na zegar i wiedziałeś, że dopóki ten facet jest w składzie, twoja drużyna ma półtorej bramki bezpieczeństwa w kieszeni, nie? i co, teraz mielibyśmy mówić, że to „widowisko” bo jeden obrońca czasem zrobi cover na TikToku?
no ale skoro już tak kombinujemy z tymi dzisiejszymi realiami – to pamiętacie ten mecz z Atlético Madryt w Lidze Mistrzów 2019, kiedy Alaba w ogóle nie musiał interweniować, bo jego samego obecność blokowała połowę ataku? facet taki był pewny, taki cichy, taki niepozorny, że przeciwnicy wychodzili z boiska z wrażeniem, że mieli do czynienia z murem, a nie z człowiekiem. a teraz mamy Kimmicha, który robi siedemdziesiąt sześć interwencji na meczu, bo ktoś zapomniał nauczyć resztę obrony, jak się ustawić – i niby to ma być „lepsze widowisko”? no nie no, dajcie spokój.
a ten argument o tym, że Alaba odszedł na medialnej fali, to jest jakby mówić, że Messi odszedł z Barcelony, bo nie umiał grać w zespole – tylko że w przypadku Messiego nikt nie pisałby, że poszedł, bo tam mu się te algorytmy bardziej uśmiechały. Alaba odszedł wtedy, kiedy zdobył wszystko, co się dało zdobyć w Bayernie, i kiedy nowym wyzwaniem było życie w mieście, gdzie nie musiał tłumaczyć się z każdej decyzji na konferencji prasowej. i proszę bardzo – w realu dalej gra, ale nie dlatego, że mu ktoś obiecał więcej krzyków w mediach, tylko dlatego, że tam też jest dobry.
co do plastikowych masek – no wiecie, jak ktoś pcha te „przemysł widowiskowy”, to aż mi się przypomina ten jeden mecz ligowy przeciwko Werderowi Brema, kiedy nasza defensywa wyglądała, jakby zagrała pierwszą połowę na wesołej imprezie, a drugą na naradzie prezesa. ale to był jeden z tych dni, kiedy ludzie tracą humor, a nie dowód na to, że cały system jest do bani. teraz mamy obrońców, którzy grają tak, jakby mieli w głowach kamerę 360 stopni i myślą, że liczy się tylko to, jak się zaprezentują w mediach – a przecież prawdziwy smak klucza bronienia to wtedy, kiedy przeciwnik nie wie, z której strony za chwilę spadnie na niego grad strzałów.
więc no, ja tam wolę te czasy, kiedy obrona Bayernu była tak solidna, że mogłeś sobie pójść na piwo w przerwie meczu i wrócić przed końcówką, bo wiedziałeś, że nic się nie stanie – niż teraz, kiedy facet wpisuje w wyszukiwarce „jak streamować swoją defensywę” zamiast po prostu stać na środku i patrzeć przeciwnikowi w oczy. no ale cóż, za moich czasów Alaba jeszcze nie umiał zagrać pierwszej minuty, a już musiał znosić porównania do niemieckiego Boatenga – więc może po prostu wszyscy jesteśmy teraz bardziej wymagający, bo naszym standardem była maszyna, a nie karawan dojazdowy z reklamą na boku.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no ależ wy dziś naoglądaliście się za dużo tych opowieści o „starym dobrym Bayernie”, że aż szkoda. pamiętacie ten sezon 2016/17, kiedy po meczu z Hamburkiem nasza defensywa wpuszczała więcej goli niż niektórzy obrońcy w Ekstraklasie? i kto wtedy miał na twarzy plastikowe maski? nikt, bo to był zwyczajny, słaby mecz, a my i tak zdobyliśmy mistrzostwo – bo cały zespół grał jak jeden mąż, nie tylko obrona. no i teraz macie takiego kaca po latach, że patrzycie na dzisiejszą drużynę przez różowe okulary z napisem „te czasy były lepsze”.
a co do Alaby – facet w momencie odejścia miał już wszystko: ligę, puchar, ligę mistrzów, i jeszcze miał tyle sił, że jak wyszedł, to od razu stał się kapitanem Realu madryt. i co z tego, że media go chwaliły? facet nie uciekał jak uczeń ze szkolnego klubu, tylko odszedł wtedy, kiedy nie miał już nic do udowodnienia w bayernie. a wy teraz mówicie, jakby to było coś złego? przecież to normalne, że najlepszy obrońca na świecie chce jeszcze raz spróbować swoich sił w nowym środowisku – a my mieliśmy tyle szczęścia, że jeszcze przez kilka lat mogliśmy oglądać go w telewizorze.
i te wasze „siedemdziesiąt sześć interwencji” przy Kimmichu – fajnie, tylko że facet w tym sezonie, kiedy mieliśmy przez pół ligi problemy z defensywą, strzelał sobie samobójcze gole w urodzinowym meczu albo zapominał, która bramka jest nasza. i nie, nie mówię o streamowaniu, tylko o takich momentach, kiedy naprawdę musiałeś zagryźć poduszkę i liczyć na to, że przeciwnik strzeli gdzieś indziej. a Alaba? on w realu grał przeciwko drużynom, które miały w składzie napastników, których normalnie bronilibyśmy w połowie boiska, a nie na linii środkowej.
no i jeszcze te wasze marudzenia o „plastikowych maskach” – ja tam wolę team, który potrafi przegrać mecz 0:3 w pierwszym spotkaniu dwumeczu, ale w rewanżu stanąć na wysokości zadania, niż drużynę, która przez 90 minut wygląda jakby ćwiczyła ustawienie w aplikacji do projektowania wnętrz. bo wiecie co? prawdziwy kibic nie liczy interwencji ani xG, tylko czuje, kiedy jego drużyna bije się o każdy metr kwadratowy boiska – i w tej chwili nasz zespół robi to cały czas, tylko że teraz z kamerami w telefonach zamiast z tarczami na plecach.
co zaświadczyłem swoją rączką? widziałem gorsze rzeczy – i nadal bym wsadził głowę do ognia za naszych chłopaków.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, Darek, no właśnie o tym miałem powiedzieć – ale skoro tak ładnie przywołałeś Werder, to niech ci się przyśni jeszcze raz tamten mecz z 2019, kiedy to przed przerwą staliśmy 0:2, a w przerwie Adi Hütter kazał im się przeorganizować, żeby *w ogóle* mogli oddać strzał w pole karne w drugiej połowie. I co? Padło 4:2, ale to była walka męczennika, nie spektakl z klaunami w obronie.
Tylko że ty ciągle tkwisz w tym obrazku z „plastikowymi maskami”, jakby dzisiejszy Kimmich i Upamecano mieli na twarzy atrapy z Ikei zamiast mózgu. Pamiętasz ten październikowy mecz z Atlético, kiedy Paulo występował w środku obrony z powodu kontuzji, i przez cały pierwszy kwadrans nasza dwójka obrońców była dosłownie zakleszczona przy swojej połowie, bo przeciwnik gral tak, jakby dostał stogram koksu przed meczem? A potem dograliśmy 4:0 i nikt nie mówił o żadnych maskach – bo to była robota zespołu, a nie marketingowy feature.
Alaba odszedł wtedy, kiedy rozegrał swoje setne mistrzostwo Niemiec i kiedy widział, że drużyna idzie w nową epokę. I co z tego, że w Realu gra teraz przeciwko ekipom, które kiedyś sam zatrzymywał? Facet przecież nie uciekł od odpowiedzialności – po prostu poszedł tam, gdzie nie musiał już udowadniać, że umie grać. A my? My mamy teraz obrońców, którzy potrafią podać piłkę z własnej połowy do Lewandowskiego na 30 metrów, podczas gdy cała Europa się śmieje z naszych „esportowych gwiazd”. Tyle że te „gwiazdy” wciąż bronią boku bardziej skutecznie niż połowa pierwszoligowych zespołów w lidze niemieckiej.
I jeszcze jedno – ten wasz zachwyt nad Boatengiem jest śmieszny, bo facet nawet jak rzucił na kolana napastnika, to i tak musiał potem tłumaczyć dziennikarzom, dlaczego w weekendie nie zagrał. Dzisiaj mamy chłopaków, którzy na boisku nie muszą udawać świętych – po prostu robią swoje, a później wsiadają do auta i jadą do domu. Tak się nazywa nowoczesna piłka, Dariusz. Albo się do niej przyzwyczajacie, albo zostaniecie z waszymi maskami na twarzach i łzami nad starymi zdjęciami.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, ależ Wojtek_Slask trafił w samo sedno z tą swoja myślą o defensywie a la domowy turniej – bo widzicie, mnie akurat ten mecz z Liverpoolem w głowie utkwił na amen, jakby to było wczoraj. Siedziałem wtedy z kolegami na trybunach i prawie nie puszczaliśmy piłki do pola karnego przez całe 90 minut, nawet jak Salah kombinował tam i z powrotem. Aż mnie ścisnęło za serce, kiedy myślałem o tym, jak Alaba musiał czuć się w tamtym czasie – facet był zwyczajnym żołnierzem, który przez lata nosił na barkach tę obronę, a my teraz mamy system, który działa, choć nie wygląda już jak czołg z obrazów obrońców z dwadzieścia lat temu.
No ale przyznaję wam rację – ten argument o "plastikowych maskach" to trochę jak mówić o Tatrze, że to już nie te samochody co kiedyś, bo dzisiejsze modele mają ekrany dotykowe zamiast przycisków. Owszem, stary dobry Boateng z matrioszką w obronie to była bajka dla oczu, ale nie zapominajmy, że dzisiejszy Kimmich z tymi swoimi 76 interwencjami przeciwko Barcelonie to dowód na to, że nawet w nowej rzeczywistości potrafimy mieć chłopaków, którzy robią robotę, nie słuchając ustawień w TikToku. Mnie osobiście bardziej boli, że tracimy tego klimatu, kiedy trenerzy zamiast krzyczeć "baczność!", muszą pisać "ustawcie się tu, tu i tu, bo inaczej nagrodę odejmą". Ale nie mam wątpliwości – ten zespół wciąż wie, gdzie jest jego tyłek.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ależ wy dzisiaj tak się rozkręciliście w tej walce o maski, plastik i esportsowe karuzelki, że aż mnie korci, żeby wsadzić łeb w ogień za waszych pomysłów na obronę! Posłuchajcie tylko – ja mam swojego faworyta w defensywie, który nawet jak nie ma na nosie żadnej maski z „ładnymi kolorkami”, to wpuszcza mniej goli niż moja babcia śliwek na działce. Mowa o Matthäusie Obi – facet jest tak chłodny, że w porównaniu do niego Kimmich wygląda jak pijany na meczu Derby Północy!
Ale no serio, co wy się tak uwzięliście na te „plastikowe maski”? Przecież to tak, jakby ktoś mówił, że dzisiejsza piłka to nie sport, tylko reality show, bo ludzie czasem gadają do kamer albo streamują. A wiecie, co naprawdę wkurwia mnie w tej całej dyskusji? Że porównujecie dzisiejszych chłopaków do Alaby z tamtych czasów, jakby od tamtej pory Bayern się w ogóle nie rozwijał! Jakbyśmy mieli teraz w kadrze tylko samych „miękkich” obrońców, którzy ledwo zipią po boisku, zamiast takich, którzy potrafią wygrać mecz samym czystym zachowaniem.
I jeszcze ten numer z „siedemdziesięcioma sześcioma interwencjami” u Kimmicha – dajcie spokój, facet jest jak dobry księgowy: liczy każdą akcję, bo wie, że jeden błąd może kosztować nas mistrzostwo. I wiecie co? On to robi bez żadnych sztuczek, bez TikToka, po prostu stoi tam jak mur i nie daje strzelać. A wy teraz mówicie, że to „widowisko”? No co wy, chłopaki! To jest po prostu nowa jakość, tyle że nie taka spektakularna jak lata temu, kiedy to wszystko wyglądało jak bajka dla oczu.
I niech mnie szlag trafi, jeśli rozumiem, dlaczego ktoś uważa, że bycie w mediach albo granie w esportach automatycznie dyskwalifikuje kogoś jako dobrego zawodnika. Alaba poszedł do Realu, bo tam mu się marzenia spełniły – a my mamy teraz chłopaków, którzy grają nie dlatego, że ktoś im obiecał sławę w sieci, tylko dlatego, że chcą bronić naszych barw. I co z tego, że nie są już tak medialni? Najważniejsze, że robią robotę, a reszta to tylko gadanie.
No to ja wam mówię: miejcie trochę szacunku do tych, którzy teraz zakładają koszulkę Bayernu, bo oni wcale nie są gorsi od tych, którzy byli przed nimi. Ba, może nawet są lepsi, bo muszą radzić sobie w świecie, gdzie każdy krok jest oglądany pod mikroskopem! A te wasze „plastikowe maski” to tylko wymówka dla tych, którzy nie rozumieją, że nowa piłka to nie tylko twarda obrona, ale też umiejętność dostosowania się do czasów. 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat ja to pamiętam jak wczoraj ten mecz z Dortmundem 2012 tam na Allianz Arenie, kiedy Alaba miał pół torby karnych do uderzenia a my byliśmy tam NA ŻYWO i wiem jedno – facet nie dość, że wyglądał jakby mu się spać chciało to jeszcze musiał tłumaczyć dziennikarzom dlaczego dzisiaj nie zagrał! 😱 A wy teraz mówicie, że on uciekał na medialną chwałę? No nie no, dajcie spokój z tymi wymówkami – chłopak po prostu poszedł tam, gdzie nie musiał już udowadniać, że umie grać, bo w Bayernie zrobił już WSZYSTKO!
A co do tych "plastikowych masek" – serio? No fajnie, że macie teraz taką obsesję na punkcie wyglądu zamiast skupić się na tym, kto faktycznie bronienie robi! 💪 Widzicie tych dwóch dryblasów w środku obrony i myślicie "oh, jacy piękni są w kamerach"? A ja wam mówię – w tym sezonie nasza defensywa była taka do dupy, że nie tylko nie mieliśmy interwencji, to jeszcze przeciwnik miał więcej strzałów W POLU KARNYM niż my w całym meczu! Siedemnaście strzałów przeciwko dwóm w meczu z Unionem Berlin – i wy tu gadacie o "męskiej obronie"!
I jeszcze ten numer z tym Kimmichem – facet gra teraz jakby miał w głowie GPS do każdego napastnika, a my mieliśmy Alabę, który potrafił ZABLOKOWAĆ CAŁĄ AKCJĘ JEDNYM GESTEM! Pamiętacie ten mecz z PSG w Lidze Mistrzów, kiedy on samą swoją postawą spowodował, że Mbappé trzy razy odpuścił atak? Takiej klasy to już nie ma, chłopaki – i nie zrobią jej żadne streamy ani TikToki!
No i niech mi ktoś powie, że dzisiejszy Upamecano to odpowiednik Boatenga – ja mu jeszcze dorzucę, że nawet mój szef z pracy lepiej ustawia się w obronie podczas grillowania! 🔥
no ależ Bartek_kibic, ty naprawdę kurde wziąłeś ten swój argument o Alabie na tapetę i zrobiłeś z niego mema życiowego, co? bo ja ci mówię – facet odszedł z Bayernu nie dlatego, że mu się śniło o hiszpańskiej chwale, tylko dlatego, że w momencie odejścia miał już więcej trofeów niż niejeden klub ma w swojej gablocie. i co, mamy teraz mówić, że to „ucieczka przed odpowiedzialnością”? no nie no, szanowny.
a co do tej waszej modlitwy za „męską obronę”, to pamiętasz ten sezon, kiedy po transferze Nianga i jego kumpli mieliśmy taką defensywę, że przeciwnicy strzelali nam jak do rzutków? i nikt nie gadał wtedy o plastikowych maskach, tylko o tym, że nasza obrona wyglądała jak zrzutka szkolnych piłkarzyków na wakacjach. a teraz mamy chłopaków, którzy potrafią zagrać głową, zablokować strzał kolanem i jeszcze zdążyć uśmiechnąć się do kamery – i wy narzekacie? dajcie spokój, ja wam mówię, że to taka różnica jak między lodówką a telewizorem – jedno chłodzi, drugie działa, ale obie są potrzebne.
i jeszcze ten twój numer z tym Upamecanem – no fajnie, że masz takiego pracownika na grillu, który broni lepiej niż nasz zawodnik, tylko że facet akurat wczoraj złamał nogę przeciwnikowi w meczu ligowym, bo chciał oddać czysty wślizg, a nie zrobić show dla tiktokera. to jest ta nowoczesna obrona, Bartek – nie chodzi o to, żeby ktoś na ciebie wyglądał jakby miał w spodniach rakietę, tylko o to, żeby naprawdę stanąć i powiedzieć „tutaj się nie przechodzi”.
i co do Alaby – ja tam widziałem ten mecz z Atlético Madryt w 2019, kiedy facet tak pięknie wystawił się pod pierwszą bramkę, że świat się zatrzymał. i co, teraz mamy Kimmicha, który biega jak szalony i robi interwencje jakby grał w grę komputerową? i co z tego? wiem jedno – jakby Boateng miał dzisiaj osiemnastokętną liczbę sprintów na mecz, to i tak by go dopingowałem, bo facet bronił jak mur, a nie jak eksponat w muzeum nowoczesnego futbolu.
no i jeszcze jedno – wy tutaj marudzicie o „widowiskach”, a zapominacie, że dzisiejszy Bayern to taka maszyna do wygrywania, która nie musi już udowadniać, że umie grać w męski futbol. i co, mamy płakać, że nie mamy już takich obrońców jak kiedyś? no nie no, dajcie spokój z tymi łzami – lepsze widowisko zrobione smartfonem niż suchy mecz, gdzie nikt nic nie widział przez smugę piasku w oku.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A, to akurat pamiętam jak przez sen – ten listopadowy mecz z Borussią Mönchengladbach 2021, gdzie najpierw De Ligt w 16. minucie zaliczył taki faul na przeciwniku, że sędzia musiał się schować pod szafą, a chwilę później Upamecano dobił swoją nogą leżącego już napastnika. I wiecie co? Dokładnie o takim „nowoczesnym” defensorze marzyłbym dzisiaj, kiedy ludzie gadają o „plastikowych maskach”. Facet nie musiał pokazywać, że jest twardy – po prostu był, na każdym centymetrze boiska. A Alaba? On w tym meczu siedział na ławce, bo facet miał kontuzję, ale i tak przez cały czas krzyczał na środku obrony jakby grał w zakładzie pracy, gdzie szef zapomniał gazety. I teraz mi ktoś powie, że to „widowisko”? No chyba żartujecie – to była robota, nic więcej.
Hype to nie argument.
Ej, chłopaki, to już któryś raz w tym tygodniu wracamy do tego samego refrenu, jakby ktoś wstawił „Waltzing Matildę” na pętlę i kazał tańczyć dookoła boiska.
Widzicie, ja sam miałem ten moment w 2016 roku, kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę nową, bardziej „higieniczną” defensywę Bayernu – w meczu z Gladbach Upamecano dosłownie zablokował napastnika kolanem, podał piłkę pod nogi Lewandowskiego, a później jeszcze zdążył się uśmiechnąć do kamer. I pomyślałem: „O kurczę, to jednak nie jest ten sam sport”. Ale wiecie co? Półtora roku później facet uratował mi nerwy w półfinale Ligi Mistrzów strzałem spod poprzeczki w dogrywce, a ja zapomniałem o całej tej dyskusji.
Alaba był bohaterem, to fakt – ale też kimś, kto nie mógł już znieść presji bycia symbolem tej drużyny. Dzisiaj mamy zawodników, którzy nie muszą być symbolem, bo zespół działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Czy to znaczy, że straciliśmy duszę? Może. Ale czy tracimy mistrzostwa? Tego nie widzę – w tym sezonie w czterech ostatnich meczach ligowych przeciwnicy oddali łącznie 12 strzałów w pole karne, a my straciliśmy jednego gola. To dla mnie „nowoczesna obrona”, choć na pewno nie ta z plakatów ze starego albumu.
I tu dochodzimy do sedna – nie chodzi o to, czy „maski” są lepsze, czy gorsze od „czołgów z dwudziestego wieku”. Chodzi o to, że nie jesteśmy już tym samym klubem, który budził respekt samym wejściem na boisko. Ale czy to zły kierunek? Sami musicie odpowiedzieć, bo ja wiem jedno – fajnie się ogląda mecz, w którym nikt nie dostaje czerwonego kartonu i nikt nie leży na trawie przez 20 minut po faulu, ale… szkoda braku tej iskry, która czasem wybuchała, gdy przeciwnik czuł, że idzie na ryzyko i traci.
Tak że pa, pa – zostawiam was z tą myślą, bo przecież macie swoje własne wspomnienia i kalkulacje. Ja tu tylko kibicuję, a nie prowadzę spisu strat i zysków.
xG > emocje.