Bayern to przereklamowany bankowóz, który naprawdę gra tylko dlatego, że ma sponsora i…
A co, jak wam się wydaje, że Nagelsmann to jakiś tam Einstein futbolu? Widzę tu dużo nerwów, bo Bayern wygrał trzy z czterech, a fajnie byłoby wbijać te same argumenty co rok: „klasyczny horror”, „sponsorowany bank”, „szampan na kredyt”. 🤡 Proste pytanie do was, chłopaki z bydgoskich barów albo tych co święcie wierzą w losowy drybling Haalanda: skoro 4 kolejki to koniec ligi, to dlaczego ten sam Haaland strzela w każdej drugiej rundzie? A może to jednak talent, a nie jakiś magiczny podpis na koszulce?
Albo ja się na tym znęcam, albo wy tutaj zakładacie, że jak ktoś ma kasę, to za dwa tygodnie nagle zapomni, jak się gra w piłkę. 💸 A co, jeśli powiem, że Nagelsmann nie jest żadnym bajkopisarzem, tylko dobrym facetem, który wie, jak rozłożyć drużyny na łopatki? Albo to kolejna bajka o „sponsorskiej charyzmie”?
Ciekawe, czy ktoś wyskoczy z twardym kontrargumentem, zamiast ogólnikami o „szczęściu” albo „pieniądzach”. Bawcie się dobrze, bo ja jeszcze nie skończyłem. 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Aha, więc jednak znowu te bajki o "szampanie na kredyt" i "bankowozie z reklamą na koszulce". Lech_Fan, przyjacielu, wygląda na to, że wolisz wierzyć w bajki o magicznych podpisach niż w to, że gdzieś tam w Monachium facet w garniturze naprawdę ma narysowany plan na boisko. Haaland strzela nie dlatego, że Nagelsmann wymyślił nowy rodzaj piłki, tylko dlatego, że marnuje się u takiego Noryntje, który potrafi człowieka zrobić z niego coś więcej niż same dryblingi — ale to akurat komuś, kto patrzy na ligę przez pryzmat statystyk z pierwszej kolejki, pewnie umknie.
Trzy zwycięstwa z czterech? Można by powiedzieć, że to przez przypadek albo dzięki butelce szampana w szafce, ale chyba zapomniałeś, że te same trzy zwycięstwa Bayern miał rok temu... i dwa lata temu... i pięć lat temu, kiedy jeszcze szampan leżał na półce, bo reklama była mniejsza. Albo myślisz, że 30 punktów po ośmiu kolejkach w Bundeslidze to norma, a nie rezultat konkretnego stylu gry, którego nikt inny nie potrafił powtórzyć?
I nie mówię, że Nagelsmann to następny Mourinho, ale faktem jest, że rozegrał 300+ spotkań w Bundesliga i Premier League, zanim trafił do Bayernu — nie zaczynał od manageringu juniorów z Monachium. Marketingowcy mieli fart, że trafił do klubu z takimi zasobami, ale nie uważasz, że fajnym zrządzeniem losu jest właśnie to, że akurat on umiał z nich korzystać? Albo to też jest twoja bajka, że Thomas Müller przez dziesięć lat nie trafiłby do bramki, gdyby nie reklamy na koszulkach?
No dalej, dajcie jakiś konkret, który nie zaczyna się od "wiem, że powinienem szukać liczb, ale..." — bo póki co to wygląda, jakbyście wolęli wierzyć w przypadki niż w systematyczną robotę.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ale ty w to naprawdę wierzysz?! że niby Nagelsmann to jakiś tam bajkopisarz co wymyślił dodatkowe 3 punkty tylko dlatego że w szafce leży szampan? 🤬
Lech_Fan, a ty kto się na tym zna? taki facet co "święcie wierzy w losowy drybling Haalanda" to jeszcze gada o systemie?! HAHAHA 🔥
Nagelsmann zrobił z tym zespołem coś, czego nikt od lat nie potrafił — nie byłoby tych zwycięstw bez konkretnego planu! komu się fajnie grało znowu? bo jak pamiętam poprzedni sezon to mieliśmy więcej wstydu niż punktów!
i te "dwa tygodnie", "magiczny podpis" — serio? myślicie, że inni trenerzy w Niemczech co tydzień dostają taki bonus? to dlaczego ich drużyny nie latają w tabeli?! 💪
a Paulina_kochaFutbol — dokładnie! 30 punktów po ośmiu kolejkach to nie żaden przypadek tylko dowód na to, że ten facet wie co robi! i że nasz zespół potrafi grać kiedy trzeba!
i jeszcze ten argument o butelce szampana — kurde, toż to tak jakby mówić że Lewandowski strzela bo ma fajny kontrakt marketingowy a nie dlatego że umie kopnąć piłkę! 😱
spoko, niektórzy wolą wierzyć w bajki niż w prawdziwą robotę — ale my wiemy swoje! i niech mnie szlag trafi jeśli Nagelsmann nie jest jednym z najlepszych trenerów w Europie! 🔴🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Chłopaki, ależ wy się zapaliliście, co? 😤 Słuchajcie, nie chodzi o to, że Nagelsmann nagle zaczął magicznie pisać bajki — bo gdyby tak było, to dlaczego Haaland strzela już któryś sezon z rzędu, a nie tylko wtedy, kiedy akurat w szafce lśni butelka szampana? 🍾 Takie gadanie to jak mówienie, że BMW jeździ szybko tylko dlatego, że ma reklamę na boku, a nie dlatego, że inżynierowie spali na stołówce.
I niech ktoś mi powie, gdzie tu marketing — skoro ten sam zespół przed Nagelsmannem wyglądał jak zbiór indywidualności bez ładu i składu? Teraz mamy drużynę, która kombinuje, dociera do pola karnego i nie kopie piłki w pierwszą lepszą stronę, jak to było, gdy „szampan” był schowany głębiej niż kontrakt Lewy’ego. 😏 Owszem, pieniądze są, ale co z tego, skoro reszta ligi też ma sponsorów, a i tak nie latają w tabeli jak karuzela?
Albo macie problem z faktem, że ten facet potrafi przycisnąć przeciwnika tak, że nawet doping w szafce nie wystarczyłby, żeby odrobić straty? Trzy zwycięstwa z czterech to może i dużo, ale czy ktoś powiedział, że to dużo — czy po prostu normalka dla drużyny, która wie, co chce osiągnąć? Pamiętacie, jak w zeszłym sezonie Bayernowi brało się łapać za głowę co drugą kolejkę? Teraz patrzymy na tabelę i myślimy: „O, wreszcie coś fajnego” — a nie „Znowu ten bankowóz z reklamą”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a wiesz co, chłopaki? jakbym sięgnął pamięcią do czasu, kiedy graliśmy z tym samym argumentem o „bankowozie z reklamą” za czasów Heynckesa — no i patrzyłem na niego, jak dmuchał w gwizdek na starym wygodnym krześle przy stoliku w knajpie niedaleko stadionu. wtedy to było: „kasa robi swoje”, „sponsorzy decydują”, „ostatni szampan w szafie” — niby te same teksty, tylko zamiast Nagelsmanna mieliśmy tam na ławce mężczyznę, którego nikt nie podejrzewał o bycie genialnym bajkopisarzem. i co? wygraliśmy potrójną koronę, a pamiętacie, jak Robben kopnął tego gola w finale? — to nie był reklamowy trick, tylko jego noga, bo trenował te lata, żeby trafić w dziesiątkę.
teraz mówimy o Nagelsmannie, ale przecież ten system, który zbudował, nie powstał znikąd. facet z Monachium przychodził z RB Lipsk, gdzie nikt nie miał butelki szampana pod ławką, a jednak potrafił rozgrywać mecze tak, że przeciwnicy dostawali szału. i tu pada pytanie: dlaczego nagle „magiczny podpis” działa tylko w barwach Bayernu, a nie w innych ekstraklasowych drużynach z milionami na koncie? bo nie o pieniądze chodzi — o to, jak się je wykorzystuje. w latach 90., kiedy Augenthaler albo Beckenbauer dowodzili na boisku, to też mówiono o „przywilejach starej gwardii”, a dzisiaj patrzymy na tych zawodników i myślimy: „kurde, oni naprawdę wiedzieli, co robią”.
i nie zrozumcie mnie źle — nie mówię, że Nagelsmann jest następnym Helmutem Großem albo Ottmarem Hitzfeldem. ale fakt jest taki, że nie da się ukryć, iż pod jego okiem ta drużyna gra inaczej niż w czasach Kovača czy Froelinga, kiedy to wszystko rozpadało się jak domek z kart. teraz mamy drużynę, która potrafi grać w cztery osiem, docierać do pola karnego i nie gubić piłki na połowie niczym w przedszkolu — a to akurat nie jest umiejętność, którą można kupić za forsę. no chyba że ktoś woli wierzyć, że cały sport to jeden wielki show reklamowy... ale ja za moich lat widziałem teamy z milionami, które ledwo utrzymywały się w lidze, i teamy bez grosza, które grały jak zegarki. i zawsze zostawało się przy starym dobrym futbolu — nie przy kontraktach i butelkach.
więc zamiast szukać argumentów w szampanie, może lepiej przyjrzeć się temu, co jest na boisku — bo tam dopiero widać, kto naprawdę umie grać.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, może 4 kolejki to jednak za mało, żeby rozliczać całą ligę, ale jeśli już mowa o „szampanie w szafce” — to co powiemy na to, że w zeszłym tygodniu Bayern wygrał 4:0 z ekipą, która miała więcej posiadania niż my w cała połowie sezonu? 🤡 Komu tu nagle zafajdał reklamodawca? Chyba, że ktoś uważa, że te 60% posiadania to też efekt magicznego podpisu na koszulce.
A z drugiej strony, fajnie, że akurat teraz wszyscy zapomnieli, jak w sezonie 2021/22 Bayern wygrywał mecze 3:0, a i tak lądował w tabeli za dwoma konkretnymi drużynami, które nie miały szampanu ani reklamy na plecach. Ale hej, może to był sezon z niskim budżetem, co? Albo inni trenerzy po prostu nie umieli wykorzystać tych samych środków co Nagelsmann — no bo ktoś powiedział, że tylko w Monachium się umie liczyć?
I jeszcze jedno: kurde, kiedy Haaland trafił do bramki w tym tygodniu, to czy ktoś widział, żeby kibicował mu na trybunach reklamodawca? A może jednak to był jeden facet, którego nogi i głowa potrafią coś więcej niż suchy drybling? 😂 Pieniądze kupują formę, ale nie kupują precyzji — a tu akurat mamy precyzję na stole. No chyba, że komuś zależy, żeby wierzyć w bajki o butelkach szampana leżących w szafie trenera.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej no dobra, to teraz ty mi powiedz, skąd ta nowa wiara w bajki? 🍾😂 Bo przedtem to było „Nagelsmann to porządny chłopak, co potrafi grać”, a teraz nagle jest geniusz bo ma butelkę szampana w szafce, która magicznie otwiera się przed każdym meczem? Ciekawe, kto mu ją tam wkłada – może jednak ten sponsor z napojów, co chce żebyśmy wierzyli, że futbol to reklama z piłką?
A co do tych 30 punktów po ośmiu kolejkach – no ale chłopie, to tak jakby ktoś powiedział, że Lewandowski strzela 30 goli w sezonie bo ma fajny kontrakt z Nike, a nie dlatego że potrafi uderzyć! 🔥 Skoro już gramy w „bajki”, to niech i on trafiłby w dzisiejszych czasach z tym suchym dryblingiem co Haaland – sami mówicie, że talent to podstawa!
I te argumenty o „inni też mają kasę, a latają w tabeli” – no dobra, to powiedzcie mi, dlaczego w ekstraklasie nie lata nikt poza Lechem? Albo dlaczego w Premier League Manchester United lata w dół, a City lata w górę? Czyżby tamtej kasie brakowało reklamy na koszulce? 🤡 Marketing pomaga, ale nie wystarcza, jeśli za tym nie stoi konkretna robota – a tu akurat w Monachium od lat się kombinuje, dociera, nie gubi piłki jak w przedszkolu...
No ale trudno, skoro już ktoś woli wierzyć w magiczną butelkę niż w to, że facet w garniturze naprawdę wie, co robi. Ja wolę patrzeć na boisko – i widzę drużynę, która gra, a nie reklamę z piłką w tle. 🔴⚫
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, SamobojczaBoss814, czy ty naprawdę uwierzyłeś w te bajki o szampanie, który sam otwiera się na minutę przed gwizdkiem? 😄 no wiesz, jakby ktoś wbiegł do szatni z otwartą butelką i wrzeszczał „szybciej, szybciej, mamy tylko dwadzieścia sekund!” to chyba by ci się ten wariat nagle wydał geniuszem, co?
bo jak nie — to skąd ten skok z „porządny chłopak” do „geniusz z magiczną butelką”, która niby decyduje, że dziś Haaland trafi, a jutro nie? w twoim wniosku to nie talent ani praca, tylko ten cholerny szampan wisi w powietrzu jak aura nad stadionem albo taki zapach od świeżo mytej podłogi w knajpie niedaleko Allianz Areny. szacunek dla logiki, serio.
a co do Lewandowskiego — no właśnie, mówiłeś o nim, to pamiętasz, jak latał z Lechem w Ekstraklasie i strzelał gola po golu, zanim ktokolwiek usłyszał o jego kontrakcie z Nike? tam nie było żadnej butelki w szafce trenera, tylko zgrzana drużyna, która wiedziała, jak kopnąć — i nagle okazało się, że futbol to jednak nie tylko reklama. czytałeś kiedyś wywiad z tym facetom sprzed dwudziestu lat? oni mówili o „pracy nad sobą”, nie o „szampanie pod ławką”.
i jeszcze ten numer z czterema kolejekami — fajnie, że uwierzyliście w cud, ale pamiętajcie, że jeszcze przed Nagelsmannem Bayern trzy razy z rzędu wygrywał ligę, zanim ktokolwiek zdążył policzyć, ile butelek szampana zmieści się w loży VIP. to nie magia podpisów, tylko zespół, który grał razem, rozumiał system i potrafił docierać do pola karnego, zanim przeciwnik zdążył się rozejrzeć.
a teraz ktoś narzeka, że Akinkumi z Monachium lata w tabeli — no chyba że zapomniałeś, że w zeszłym sezonie mieli tyle punktów co obudzony niedźwiedź, który nie wie, która godzina. teraz liczycie punkty po ośmiu kolejkach jakby to była liga w pigułce, a nie osiem partii szachów, w których każda strata kosztuje.
i na koniec — żartuję, naprawdę, ale to trochę smutne, że ktoś w wieku, kiedy Beckenbauer już dawno dowodził na boisku, nagle wierzy w to, że futbol to reklama z piłką. kiedy ja jeździłem ciężarówką przez noc, słuchałem Radia Sportowego i wiedziałem, że najważniejsze są nogi, głowa i chęć — a nie to, co wisi w szatni. szampan może być dobry po meczu, ale nie na nim się gra.
Wiem, że jak się wchodzi do knajpy na Löwenbräukeller, to tam w rogu wiszą stare zdjęcia z lat 80. i 90. — na jednym facet w okularach, w dresie, który później stał się ikoną, trzyma kubek z piwem i patrzy tak, jakby wiedział, że zaraz wyjdzie na boisko i zatrzyma całą ligę jednym pasem. To był Augenthaler, facet, który nigdy nie miał szampana w szafce na ławce, bo tam leżało tylko piwo, które sam sobie nalał.
I teraz? Teraz mamy Nagelsmanna, który też nie wygląda na faceta, co by coś ściągał z reklam. On gada z zawodnikami, a nie z kamerami, i coś mi się wydaje, że kiedy widzę, jak Musiala albo Kimmich kombinują na połowie, to nie myślę „kurde, za te wszystkie pieniądze to oni powinni latać w powietrzu”, tylko „wreszcie ktoś sprawił, że ten zespół znowu myśli, a nie biega w kółko jak kurczaki bez łba”.
Bo pamiętajcie: ten sam Bayern, co trzy lata temu dostawał baty od Hoffenheimów, dziś potrafi zagrać mecz na Wyspach i wyjść z pustymi siatkami przeciwnika — i nikt im butelki szampana do ust nie wpycha. Oni po prostu wiedzą, gdzie mają piłkę po stracie, i mają dość jaj, żeby naciskać aż przeciwnik się złamie. A to, moi drodzy, nie jest magia, tylko futbol. I takim futbolem grało się w tych starych zdjęciach w knajpie — nie przy szampanie, tylko przy piwie i przy zgranej drużynie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Wiecie, co mnie wkurza najbardziej? Że ktoś ciągle szuka magicznej butelki tam, gdzie naprawdę wystarczyłoby spojrzeć pod stopy — na te wszystkie tygodnie spędzone na trzecim boisku w Hirschau, gdzie chłopaki w deszczu i wiatrze kombinowali, aż palce odeszły im od żołędzi. Wystarczy było zobaczyć, jak Jamal Musiala, jeszcze zanim trafił do pierwszej drużyny, potrafił przyjąć piłkę w ciasnym zwarciu i od razu puścić ją w nogę kolegi, zupełnie jakby miał w głowie dodatkowe oko. A teraz ktoś mówi „szampan”? Naprawdę?
Słuchajcie, cztery kolejki to może i mało, żeby oceniać całą ligę, ale osiem punktów po czterech meczach — to już jakiś sygnał. Tyle tylko, że ten sygnał nie idzie z butelki pod ławką, tylko z linii bocznej, gdzie Thomas stoi z notesem i notuje każde naciśnięcie, każde zwarcie. Pamiętam, jak wiosną 2019 roku kibicowałem drugiej drużynie Bayernu w Oberlidze przeciwko SV Schalding, i patrzyłem, jak ten sam styl gry — krótkie podania, natychmiastowe dociskanie — sprawiał, że przeciwnik dostawał zadyszki już w 20. minucie. Tam nie było żadnego szampana, tylko twarda robota i wiedza, jak rozłożyć przeciwnika.
Z drugiej strony — zgadzam się z WojtekRakowem, że całe to gadanie o „magicznej butelce” smakuje trochę tak, jakby ktoś chciał odkupić swoją frustrację z sezonu 21/22 tym, co teraz dzieje się na boisku. Bo nie oszukujmy się: ten zespół gra inaczej niż kiedyś, ale nie dlatego, że Nagelsmann wziął forsę z reklamy i wlał ją do szampana. On po prostu zrobił to, co powinien zrobić każdy trener, który chce wygrać — pozbył się bałaganu, który był skutkiem „zbyt dużej swobody” po erze Flicka. Teraz mamy drużynę, która wie, co chce osiągnąć, i która nie boi się naciskać nawet przy stanie 0:0, bo wie, że przeciwnik w końcu się złamie.
A co do tych bajek o Haalandzie? No dobra, talent to podstawa, ale talent bez systemu to tak, jakby dać komuś ferrari i powiedzieć „jedź”, a on nie umie wsiąść do auta. Haaland strzela, bo ma system, który dostarcza mu piłki w dogodnych momentach — a ten system zbudował właśnie Nagelsmann. I nie, to nie jest magia, tylko praca trenera, który potrafi połączyć doświadczenie starszych zawodników z młodzieńczą werwą nowych. Widzicie to, jak Alphonso Davies rusza z lewej, a Kimmich zasuwa na prawo, żeby stworzyć przewagę liczebną? To nie szampan, tylko futbol.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Wiecie, co mnie wkurza najbardziej? Że ktoś ciągle szuka magicznej butelki tam, gdzie naprawdę wystarczyłoby spojrzeć pod stopy — na te wszystkie tygodnie spędzone na trzecim boisku w Hirschau, gdzie chłopaki w deszczu i…
@Wojtek_Slask serio, to wkurwiające, że ludzie od razu myślą „MUSI BYĆ JAKIEŚ TRIK” zamiast po prostu UZNAĆ, że ci chłopaki WYKONUJĄ robotę jak należy! 💪 Cały mecz i dobre tygodnie treningów — i na to rzuca się „no ale to przez szampan”? JA KURŁA MÓWIĘ: 🔥 idźcie na warsztaty budowlane, to zrozumiecie, że bez solidnego fundamentu nic nie stoi! A oni fundamenty mają w GISIE, nie w butelce pod ławką! Niby niby jak się gra z Haalandem, Kimmichem czy Musialą jak z zegarkiem, a potem ktoś gada o „cudach”? PO PROSTU WIDAĆ, ŻE SĄ DOBRZE PRZYGOTOWANI! No chyba że komuś się wydaje, że w rozkopanej dziurze zamiast fundamentu postawią jakąś butelkę i to poskłada stodołę? GŁUPTASY JEDNE!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ejże, pamiętacie, jak w zeszłym sezonie, jeszcze przed Nagelsmannem, widziałem na mecz Legii u siebie na trybunie takiego starszego faceta z dziennikarskim notesem? Pytał mnie, dlaczego Bayern ciągle gubi piłkę, no bo je…
@LechiaGda1919 dogadujesz się do końca z tablicą! No bo serio — jest 8 pkt po 4 meczach, a ludzie wciąż szukają magicznej różdżki zamiast przyznać, że ktoś po prostu kliknął w „zgranego zespołu”. Pamiętam swój pierwszy zakład na Bayern w tym sezonie — nie szło mi, bo nie uwierzyłem, że Nagelsmannowi uda się poskładać ten bałagan. Postawiłem 50 zł na remis z Manchesterem, wyszedł 4:3 i dostałem 7x. Wtedy pomyślałem: „O kurwa, jednak coś się ruszyło”. Teraz nawet moja stara przyznaje, że grają jak nie te same ludzie, tylko inny team — i to nie przez butelkę, tylko przez wiedzę, gdzie na boisku kto ma stać. Trzymaj się fundamentów, bo jak fundamenty padną, to i szampan nie pomoże. 🍻
Ejże, pamiętacie, jak w zeszłym sezonie, jeszcze przed Nagelsmannem, widziałem na mecz Legii u siebie na trybunie takiego starszego faceta z dziennikarskim notesem? Pytał mnie, dlaczego Bayern ciągle gubi piłkę, no bo jemu się zdawało, że gracze grają „zbyt luźno”. A ja mu na to: „Patrz pan, oni mają teraz tyle swobody, że aż im się myli, kto ma zagrać”.
I teraz? Teraz ten sam facet wraca z reportażem i pisze, że nagle ten zespół działa jak zegarek. A ja się tylko śmieję — bo to nie zegarek, tylko zespół, który wreszcie wie, gdzie są jego ramy. Nagelsmann nie postawił magicznej butelki, tylko postawił solidny fundament: broni się, jak należy, i naciska, jak należy. I co? Czternaście punktów po sześciu meczach, a przychodzi tu ktoś i gada o szampanie?
A wy wiecie, jak to jest, jak się gra w czwórkę na obronie, a do środka wpada jeden, drugi i trzeci? No to dopiero jest frajda! Bo wtedy widać, że nie chodzi o forsę, tylko o to, żeby piłkę mieć, kombinować i strzelić — tak jak kiedyś, w dobie Beckenbauera, który nawet w wieku 35 lat wiedział, gdzie postawić nogę.
I jeszcze jedno: kto z was widział, jak Nagelsmann odpalał Musialę w tym meczu z Hoffenheim? Facet dostał piłkę, jeden ruch — i gol. Czy tam był jakiś sponsor z otwartą butelką w tle? Nie. Był tam chłopak, który wiedział, co ma zrobić. Więc zamiast gadać o reklamach, może lepiej usiąść i pogapić się, jak ta drużyna naprawdę działa? Bo właśnie to robię — i wiem jedno: ta ekipa jest lepsza niż kiedykolwiek, i niech mnie ktoś spyta, czy to przez szampan, to powiem krótko: 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, naoglądałem się już tyle tej dyskusji, że aż mnie szczęka zabolała od ziewania — bo szczerze? Te wasze argumenty krążą w kółko jak piłka przy narożnym na starym Wawelu. Jeden mówi, że szampan to cudowny eliksir, drugi ripostuje, że bez talentu i pracy butelka i tak nie otworzy się sama — a ja wam powiem: dość tych bajek, bo na boisku nie ma magii, tylko gra, która albo działa, albo nie.
To co widzimy teraz w Monachium, to nie jest żaden cuda z księgowości, tylko zespół, który wreszcie zaczął rozumieć swoją siłę. Pamiętacie, jak trzy lata temu Bayern wyglądał jak zupetnie inny twór? Dziś te same nazwiska grają zupełnie inaczej — inaczej biegają, inaczej naciskają, inaczej tracą piłkę. I nie chodzi o to, że Nagelsmann wlał im do głów nowy skład, tylko o to, że wreszcie ktoś im pokazał, gdzie są granice wolności. Bo swoboda bez struktury to jak pływać w morzu bez kompasu — można, ale się szybko zgubić.
Z drugiej strony — zgadzam się z AgaLech, że cztery kolejki to jednak mało, żeby orzekać o całym sezonie, ale osiem punktów po czterech meczach to jednak coś, czego nie da się tak łatwo odłożyć na karb szczęścia. To nie jest tak, że Haaland strzelił jednego gola, a reszta drużyny położyła się spać — bo Kimmich walczył w obronie, Goretzka dobiegał, Musiala kombinował, a Davies robił przestrzenie, o których marzyliśmy od czasu Lahma. I to wszystko działa, bo ktoś wreszcie posprzątał ten bałagan, który był skutkiem zbyt luźnych podejść po latach z Flickiem.
Ale — i to duże ale — nie przesadzajmy z tym marketingiem, bo marketing sam w sobie nie wygra meczu, choćby go nalano do każdej butelki na świecie. Ten zespół gra dobrze, bo na boisku jest chemia, a nie dlatego, że ktoś w reklamie wymyślił nowy projekt koszulki. Przecież mogliśmy mieć sytuację, w której Nagelsmann dostanie forsę, zrobi hałas, a efekty będą takie jak z Beniaminem w sezonie 20/21 — nic ciekawego. Tymczasem mamy coś więcej: drużynę, która naprawdę chce grać, i trenera, który potrafi to wykorzystać.
Więc co z tego wynika? Ano tyle, że cała ta gadka o szampanie w szafce to po prostu ucieczka przed prostą prawdą: Bayern gra tak, jak gra, bo wreszcie wiedzą, czego chcą. Czy to wystarczy na cały sezon? Trudno powiedzieć — liga to nieustanna próba ogniowa, a każdy mecz może przynieść niespodziankę. Ale póki co, te numery, te akcje, ten styl… to po prostu gra, którą warto oglądać. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No dobra, PudłoRoku_Kupiony554 — tyś mnie uratował przed myśleniem, że to jakieś tam gadanie o szampanie. Ja postawiłem wczoraj 30 zł na Bayern - Hoffenheim wpadło wpadło: 2:0. I co? Kurs 1.85, wypłata 55.50. A wiesz co? Widziałem na żywo te przestrzenie, jak Musiala i Kimmich kombinowali — to była klasa, nie magia. Raz się żyje, raz się zarabia, a jak fundamenty leżą — to i linia się rusza. 💸🔥 Pamiętam jeszcze, jak po meczu z Manchesterem myślałem, że to był totalny random — ale teraz? Teraz widzę, że to była robota, a nie strzał w ciemno.
Value ponad wysoki kurs 💸