co to jest ta "dogrywka w rozliczeniu" i dlaczego mnie w ogóle obchodzi, skoro mecz się już skończył?
No nie mogę uwierzyć, że to dopiero teraz do mnie dotarło... 😵💫 Jak to w ogóle działa z tymi zakładami, kiedy jest dogrywka i rzuty karne? Serio, chodzi tylko o to, że mecz się skończył i wszyscy kibole idą do baru, a bukmacherzy dalej kombinują?
Bo jak ja to widzę: mecz normalnie leci 90 minut, potem dogrywka 30 minut, a później karne. Ale czy ta dogrywka wlicza się do "czasu regulaminowego"? Bo w sensie — jeśli zakładałem, że będzie 1X w 90 minutach, a dojdzie dogrywka i padnie gol, to co? Mój kupon jest bez sensu, czy co?
A karne to chyba totalnie inna bajka? Tylko one są poza czasem regulaminowym? Pomożecie mi to jakoś poskładać? Bo naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby jeszcze w ogóle kombinować z takimi zakładami, skoro mecz się skończył... Przepraszam, że takie pytanie, ale naprawdę nie ogarniam!
no do licha, przecież ty masz naprawdę rację — że niby skończył się mecz, a ten papier z twoimi złotówkami dalej leży w automacie jakby się nic nie stało, i jeszcze bukmacher się krzywi, że niby nie wpisałeś "dogrywka dozwolona"? stary, to jest jak z moją ciocią — ona myśli, że telewizor to żydowski wynalazek, bo jak się włączy, to film idzie, a na ekranie dalej jest reklama telewizora. tylko tutaj reklama to ten twój kupon, co niby jest ważny, ale nikt ci nie mówi kiedy naprawdę się liczy.
słuchaj, weźmy to tak: czas regulaminowy — to są te 90 minut plus ewentualne doliczony czas, o którym sędzia lubi sobie gadać w ostatniej minucie. wszystko co się wydarzy w tej chwili — gol, rzut karny, sędzia, który wbiegł na boisko bo mu się zepsuł zegarek — to się liczy do twojego zakładu. koniec, kropka. a teraz uwaga: dogrywka? to już nie jest regulamin. to taka dodatkowa godzina na bezrobociu, żeby kibice się nie nudzili, kiedy obie drużyny umieją tylko kopnąć piłkę od bramki do bramki. i co? ta godzina nie wchodzi do twojego zakładu typu "1x w 90 minut", bo ty zakładałeś, że coś się stanie w tych pierwszych dziewięćdziesięciu. i jeśli padnie gol w dogrywce — no to fajnie dla kibiców, ale twój kupon leci do kosza, bo warunek nie został spełniony.
i karne? karne to już totalnie inna liga — to jakbyś zapytał, czy w pucharze świata sędzia może dać gola z ręki. nie, nie i jeszcze raz nie. karne to są punkty poza meczem, poza czasem, poza wszystkim. one są tylko po to, żeby rozstrzygnąć, kto idzie dalej, ale nie zmieniają wyniku meczu. więc jeśli miałeś zakład "2-1 w 90 minutach" a dojdzie dogrywka i karne, to twój wynik dalej jest 0-0 w regulaminie — bo karne nie wliczają się do czasu regulaminowego, ani nawet do samego meczu, tylko do losowania.
przykład? weźmy coś prostego: zakładasz "powyżej 2.5 gola w 90 minutach". mecz normalny 2-1, ktoś strzeli w doliczonym czasie drugiego gola, więc ty wygrywasz. dogrywka? 0-0, karne? 3-1. no to twój zakład "powyżej 2.5" w regulaminie nie działa, bo było tylko 2 gole w 90+ minutach. a jeśli zakładałeś "więcej goli w całym meczu" i masz opcję "cały mecz — łącznie z dogrywką", to dogrywka wlicza się, ale karne — dalej nie. bo karne to już nie mecz, tylko spektakl po meczu.
no i co? teraz wiesz, dlaczego twoja ciocia powinna się pospieszyć z tym kuponem — bo jak nie rozumiesz, kiedy co się liczy, to automat ci go wyrzuci do kosza szybciej, niż widać cyfry na zegarze stadionowego. aha, i pamiętaj — zawsze czytaj małym drukiem, bo tam bukmacherzy wkładają wszystkie te pułapki jakie ty teraz rozumiesz.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ale to że karne nie wchodzą do żadnych zakładów to ja jeszcze rozumiem... 😅 tylko czemu dogrywkę nazywają w ogóle "dogrywką w rozliczeniu"? Przecież to tak jakbym nazwał drugą kawę w knajpie "kolejną monetą w automacie" — niby wiadomo, o co chodzi, ale jakoś dziwnie to brzmi! Bo przecież ona w ogóle się nie liczy, prawda? Dlaczego nie powiedzieć po prostu "dodatkowy czas, który nie wlicza się do zakładów"? Przepraszam, jakbym gadał od rzeczy, ale naprawdę to mnie dziwi...
Aga, posłuchaj no starego znawcy jak ja gadałem kiedyś z jednym handlarzem z katowickiego targu o tym, co wpisywać do deklaracji podatkowej — on miał na to swoje określenie "dodatkowa strata", a ja mówiłem "doliczony dochód". tak samo jest z tą dogrywką: oni jej nazywają "w rozliczeniu", bo niby się coś tam rozgrywa, ale tak naprawdę to tylko formalność, żeby mieć co wpisać do protokołu.
weźmy proste porównanie: twoja ciocia na imieninach smaży placki, a ty zakładasz się z kolegą, że w pierwszej połowie meczu padnie co najmniej jeden gol. jeśli padnie w 89 minucie — wygrywasz. jeśli padnie w 91 minucie, bo sędzia doliczył czas — wciąż wygrywasz. ale jak mecz idzie do dogrywki i padnie gol w 105 minucie? twoja ciocia dostaje placka, ale ty swój zakład — do kosza, bo to już nie była "pierwsza połowa" ani "doliczony czas", tylko zupełnie nowa runda, którą bukmacherzy uznają za osobny mecz do celów zakładów.
a "w rozliczeniu" to takie ich określenie na wszystko, co dzieje się po sygnale kończącym 90 minut plus ewentualne doliczenie — więc zarówno dogrywka, jak i rzuty karne. ale uwaga: dogrywka wciąż jest meczem, tylko niepełnym, natomiast karne to już totalna fanaberia organizacyjna, której wynik nie ma prawa zmienić tego, co było na boisku wcześniej.
jeszcze raz dla jasności: jeśli zakładasz "celny strzał w czasie regulaminowym", to liczą się tylko te 90+ minut, nawet jak coś padnie w dogrywce. a jeśli masz opcję "cały mecz łącznie z dogrywką", to dogrywka się wlicza — ale karne nigdy, bo to już nie mecz, tylko losowanie, które odbywa się dla ludu i organizatorów pucharu.
mój stary kumpel, który kiedyś był sędzią, mawiał zawsze: "czas regulaminowy to taki, który kończy się gwizdkiem, a nie tym, że wszyscy kibice wylegli na parkingu". i właśnie tak to działa — reszta to już dodatki na później, które albo wchodzą do twojego zakładu, albo nie, zależnie od tego, co nabazgrałeś na kuponie.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, tu chyba coś nam się poprzekręcało z tymi kategoriami, bo jakbym patrzył, to albo bukmacherzy nagle wymyślili własną ligę piłkarską, albo my — kibice — tracimy kontakt z rzeczywistością. Koronado, ty masz cholernie trafne spostrzeżenie, że "dogrywka w rozliczeniu" brzmi jak termin prawniczy wymyślony przez księgowego na urlopie od Excela.
Weźmy sprawę na chłodno: nazywanie dogrywki "w rozliczeniu" to tak, jakbyś w knajpie za kawę, która smakuje jak krochmal, mówił "ekspresowa esencja kawy w formule rozliczeniowej z 15% marżą". Faktycznie, to brzmi poważnie, ale sensu to nie niesie. Mechanika zakładów działa w oparciu o definicje, a te są narzucane przez organizatorów — i co ciekawe, każda firma może mieć swoje własne "rozliczenie", bo regulaminy bukmacherów to nie konstytucja, tylko umowy użytkownika, których nikt nie czyta.
No i dochodzimy do sedna: dlaczego oni w ogóle nazywają ją "w rozliczeniu"? Bo formalnie mecz się skończył, ale formalności trzeba dopełnić. Tak jakby ktoś powiedział: "Do widzenia, spotkanie zakończone, ale jeszcze 30 minut pogadamy na parkingu, żeby mieć komplet dokumentacji". Właśnie — to nie ma nic wspólnego z tym, co wydarzyło się w 90 minutach plus doliczony czas, tylko z ich potrzebą zamknięcia całego procesu. Dogrywka w turniejach pucharowych to taki mecz B, który nie wpływa na wynik spotkania A, ale muszą go jakoś udokumentować, żeby móc napisać: "Mecz nr 1: wynik X-Y, dogrywka: wynik Z-W — łączny rezultat do klasyfikacji: X-Z vs Y-W".
A teraz pytanie do wszystkich: gdybyśmy mieli dwie firmy bukmacherskie, jedna wpisuje dogrywkę do zakładu "celne strzały w 90 minutach", a druga nie — która ma rację? Odpowiedź jest prosta: obie, bo nie ma ujednoliconego podejścia. To jak z kartami kredytowymi — niby każdy płaci, ale reguły spłaty bywają różne. Bukmacherzy korzystają z tej dowolności i ustalają swoje własne "standardy", które ewoluują szybciej niż przepisy FIFA.
I jeszcze jedna rzecz: jeśli ktoś mówi, że "dogrywka się liczy", a potem tłumaczy, że "ale nie zawsze", to naprawdę powinien sięgnąć po szklankę wody i przeczytać regulamin zakładu raz jeszcze. To jest jak z hasłem "wszystkie ceny netto" — niby powinno być jasne, ale przychodzi faktura z 23% VAT i okazuje się, że "netto" oznacza "bez opłat manipulacyjnych". Tu jest dokładnie tak samo.
Kontekst bije gołą liczbę.
ejże, mało kto zdaje sobie sprawę, że ta "dogrywka w rozliczeniu" to tak naprawdę wynalazek z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to któreś z lig europejskich postanowiło pogadać z federacją o tym, jakby tu ładniej rozdzielić premie za dobre zagranie — bo widziałem gorsze rzeczy na stadionie w częstochowskim amatorze, gdy sędzia co drugi faul dawał żółtą za to, że zawodnik się podrapał... otóż ta nazwa "w rozliczeniu" to nic innego jak lingwistyczny pretekst, żeby księgowi mogli wpisać dodatkowe 30 minut do swoich tabel i powiedzieć "no cóż, formalnie mecz się nie skończył, ale my wiemy swoje".
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, serio — jakieś 5 lat temu zaliczyłem ten sam syf co ty, tylko że z zakładem "OB w regulaminie + dogrywka". Wtedy myślałem, że BK to zło wcielone, bo się czepiał, że nie dodałem dogrywki w specyfikacji. A teraz? Teraz mam wypisane na kolanie: dla bukmacher "90 minut plus doliczenie" = jeden mecz, "dogrywka" = drugi mecz, "karne" = trzecia liga, której nazwy nie warto znać.
Weź i zrób tak: otwórz każdy regulamin jak listę życzeń od Świętego Mikołaja — same pułapki, żadnego prezentu. Potem bierz długopis i podkreśl na czerwono to jedno zdanie, które mówi, co liczy się do twojego zakładu. Ja noszę karteczkę w portfelu z takim napisem: "Czas regulaminowy to 90' + doliczone + przerwa. Wszystko poza tym jest albo opcjonalne (dogrywka), albo nieistotne (karne) — chyba że sam bukmacher napisał 'łącznie z dogrywką', a wtedy masz ułamek szansy.
I pamiętaj: jeśli w ogóle masz wątpliwości, zrób to, co ja — napisz do bukmacher na czacie i zapytaj wprost: "Hej, co konkretnie wliczasz do 'czasu regulaminowego' w zakładzie XYZ?" Oni albo odpowiedzą, albo cię olał — ale przynajmniej będziesz wiedział, czy twój kupon lata do kosza, czy jednak idzie na wyplaty. Bo nie chodzi o to, że mecz się skończył — chodzi o to, że twoje złotówki nie powinny wisieć w powietrzu jak jakiś upiór po meczu. 💸😭
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.