CSKA Moskwa vs Bałtika – kto wsiądzie do pociągu przed najazdem Zenita i Akronu?
Niby ta podstawowa jedenastka powinna wyglądać tak, jakby ktoś z góry nam ją ułożył – klasyk: szach i mat. Obroty i Aju w ofensywie, a za nimi ten mostek z Dadashowem, który niby ma podwójne zlecenie, ale… no właśnie, ile to jest tych 'podwójnych zadań' w rzeczywistości? Przecież jakbyśmy mieli liczyć na to, że coś zawsze wyjdzie, tobyśmy się chyba dawno posypali. Ja pamiętam jeszcze ten sierpniowy bój z Rubinem, kiedy to Bałtika w połowie meczu miała więcej kłopotów z samym sobą niż z rywalem. 😏
A tamci? W środku, na ławce, ktoś kręciłby nosem, że za dużo myśli. No ale źródło mówi, że mają grać w 4-2-3-1, z tym, że... no właśnie, szczegóły zostaną w garderobie, póki nie zaczną bić piany. Mecz się nie odwoła, więc albo wsiądą do tego pociągu, albo oberwą po drodze. Kto wie, ten wie.
Kto wie, ten wie.
No więc ktoś wreszcie wpadł na pomysł, żeby rozłożyć to nie na części pierwsze, tylko na części „gdzie kontekst ma znaczenie” — bo ostatecznie to nie walka Aju vs Dadashow, tylko pytanie, jak ten atak się zgrywa z tym, co dzieje się na bokach i w środku. Tyle że przyrostki „podwójne zadania” brzmiałyby śmiesznie, gdyby nie to, że w praktyce często oznaczają „nie umiemy rozdzielić odpowiedzialności”.
CSKA wraca z 5. miejsca, formą WWLDD, i ma przed sobą serię trzech wyjazdów — Zenit Petersburg, Akron Togliatti, potem jeszcze mecz z Lokomotivem. To nie jest typowe „dajemy dupę i jedziemy”, bo przy tej ilości punktów liczy się każde uderzenie w wizerunku. A Bałtika? 6. miejsce, forma LLLLD, ale z defensywą, która potrafi dać się złapać (38-21 w bramkach, czyli więcej straciła niż CSKA). Tutaj klucz leży w tym, że obie drużyny potrzebują albo oczekiwanego zwycięstwa, albo co najmniej punktu, żeby utrzymać się w górnej połowie tabeli.
Jeśli mówimy o ustawieniu 4-2-3-1, to robi się interesująco przez to, jak Dadashow i Aju się uzupełniają — albo przynajmniej powinni. Aju jako klasyczny nr 9 potrzebuje wsparcia w głębi, żeby nie wisiał sam jak kołek, a Dadashow z tyłu (albo na skrzydle) teoretycznie ma „podwójne zadanie”: albo wcinać się do środka, albo rozciągać obronę Bałtiki. Problem w tym, że to „teoretycznie” często kończy się tym, że ktoś zapomina, że w nogach nie ma już pół zespołu, które straciło na intensywności przez te ostatnie tygodnie.
Bałtika z kolei pewnie postawi na blok defensywny — nie bez powodu ich forma to cztery remisy z rzędu. Ich defensywa jest solidna, ale z tyłu brakuje temu zespołowi dynamiki, żeby szybko przerzucać akcję. CSKA ma w środku Dahna, Gajicia, Maybe, którzy są w stanie zagrać piłką w tempie — ale tylko jeśli dostaną ją na nogi, a nie w powietrze. Stąd wniosek, że kluczowe będą boczne wejścia: Chistyakov z lewej i Fernandes z prawej muszą dać luz od tyłu, żeby środkowa trójka mogła się poruszać.
A teraz do sedna: kto wsiada do pociągu? Jeśli Aju wystartuje sam, to wszystko zależy od tego, czy Dadashowowi uda się zostać w polu karne, kiedy nie ma piłki przy nodze. Ale historia pokazuje, że sam Aju potrafi „załatwić” obronę, która zbyt chętnie wychodzi do przodu — i w meczu z taką Bałtiką, która broni się blokiem, może to być decydujące. Z kolei Dadashow w „podwójnym zadaniu” to ryzyko, że albo się zagubi w środku, albo nie wróci na swoją pozycję, żeby zamknąć kontry. Pamiętajmy też, że Bałtika ostatnio zremisowała z Rubinem, bo potrafi się dobrze zorganizować — a to oznacza, że każdy zawodnik poza swoją rolą musi myśleć globalnie.
Ostatecznie, gdybym miał obstawiać, to poszedłbym na kompromis: Aju na czysto, ale z Dadashowem w roli pierwszego dochodzącego, który wbija się w pole karne w momencie, kiedy obrona Bałtiki się cofnie. Bo przecież nie chodzi o to, żeby ktoś „załatwił” ten mecz sam — chodzi o to, żeby ten atak działał jak szwajcarski zegarek, kiedy przeciwnik będzie próbował za wszelką cenę stłamsić tempo. A z tym zespołem, który ma za sobą tyle remisów, to tempo jest ich największą bronią.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ju to ładny numer, ale od czego mamy medyczne kartoteki? Bo ostatnio w sierpniu, jak grał z Rubinem, to Aju chodził jak cień samego siebie — dwukrotnie zmieniany w trakcie meczu, bo kolano nie odpuściło. Wywalenie go na pierwszą minutę to nie chwalenie jego formy, tylko hazard, że za trzy tygodnie nie będzie już w stanie biegać.
A Dadashow? Ten na ławce siedzi od dwóch spotkań, bo trener uznał, że „rotacja w ofensywie”, a tymczasem forma LLLLD Bałtiki to nie jest życzeniowe myślenie — to dowód, że ich defensywa działa w trybie „półsprężyny”. Jak on ma wbijać się z podwójnym zadaniem, skoro ostatni raz pełne 90 minut miał w lipcu? Ani ja, ani ty nie jesteśmy lekarzami, żeby strzelać na oślep.
I powiedzmy sobie szczerze — kto zagra na skrzydłach? Chistyakov od trzech meczów ma problemy z kolanem, a Fernandes w ostatnim wyjściu dostał karę za brutalną grę. Ustawienie 4-2-3-1, tylko na papierze wygląda pięknie, bo w garderobie ktoś wymyślił, że „wszystko jest ustalone”. A tak naprawdę, ten pociąg może odjechać bez dwóch kluczowych pasażerów.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Aju na ławce?! NO BA, SAMOBÓJCZA ŚLEPY TO CI JEST RELACJA MEDYCZNA W STYLU "NAPIJ SIĘ CZEGOS" XD 😱💢 Przecież ten chłop ma nogi jak z gumy do żucia, jak grał z Rubinem to ledwo zipał, a my tu gadamy o "ostrożności"? A LEKARZE TO CO, NA KONCERT IDĄ?! 🔥🤬 Dadashow za to od tygodnia kopie powietrze na treningu, a wy go chcecie wsadzać w "podwójne zadania"? No super, tylko że on ma teraz formę taką, że jakbym go postawił na zamek toby mu się śruby odkręciły! 😂
Ja bym dał Aju start, ale od razu z podporą — jakiś młody wilk co potrafi biegać, a nie ten emeryt z bloku sąsiedniego co myśli że futbol to spacer po osiedlu! I Chistyakova mam dość! Ten lewy obrońca od trzech meczów chodzi jak dziadek po znieczuleniu, a my gramy na trzy wyjazdy z rzędu! DAJCIEŻ NORMALNEGO ZAWODNIKA NA TĘ POZYCJĘ! 🚨
Jakby co: ten mecz to nie jest żadna "próba generalna" tylko WYZWANIE! Jak się teraz posypiemy, to Zenit Petersburg i Akron Togliatti będą się z nas śmiać jeszcze w grudniu! DO GÓRY KONIECZNIE TE DWÓJKĘ: Aju z tym młodzieńcem co potrafi oddychać 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Aju na czysto? Źródło coś mruczy o tym, że jak ten mecz przegrają, to nie przed sezonem z Zenitem i Akronem będą mieli problemy, tylko z samymi sobą. Bo patrzcie — Bałtika ostatnimi czasy wpuszcza więcej niż CSKA, a ich forma to cztery remisy, co znaczy, że mentalnie są już pół na luzie. Aju jak ruszy w to pole karne, to nawet jakby go obrońcy podwójnie pilnowali, to on znajdzie lukę — taki ma nosek do sytuacji. A co z Dadashowem? Ten koleś jakby mu dano wolną rękę, to wbije się w momencie kiedy obrona Bałtiki zacznie się cofać, ale tylko jeśli będzie pewny, że Akron Togliatti i Zenit Petersburg zobaczą go później w formie idealnej. A teraz pytanie: kto zagra na skrzydłach? Bo Chistyakov i Fernandes to dziady, co to ledwo żyją, a młodzieńcy na ławce palą się do gry. Jak ktoś ich nie puści, to pociąg do tych trzech wyjazdów odjedzie bez pasażerów, a obie drużyny będą się musiały tłumaczyć zaawansowanym podliczaniem punktów. 🤫
Solidne źródło, szczegóły na priv.
Teoretycznie Aju to numer 9 na medal, ale skoro w sierpniu ledwo zipał przy obronie Rubinowej i walnięto go w połowie meczu dwukrotnie, to mówimy o zawodniku z kolanem, które trzeszczy przy myśli o 90 minutach. A teraz co drugi komentarz wbija mu się z bezpiecznym startem — no super, bo za trzy tygodnie, kiedy będą wracać z tej serii trzech wyjazdów, to już nie Dadashow z „podwójnym zadaniem” będzie problem, tylko to, że Aju pójdzie na operację, a ja kupię bilet na trybunę, żeby popatrzeć, jak Grajewski kombinuje, kogo postawić w ataku. Pokażcie mi medyczne kartoteki na dzisiaj, nie na lipiec, bo wtedy bylibyśmy jeszcze wiosną.
Co do Dadashowa — ten facet faktycznie w lipcu biegał jakby mu ktoś naładował baterie, ale od dwóch spotkań siedzi na ławce "z uwagi na rotację", co po ludzku znaczy tyle co "trenerowi się nudzi widzieć go w formie". Żeby kogoś wsadzić w "podwójne zadanie", trzeba mieć pewność, że ten ktoś jeszcze pamięta, gdzie jest jego prawa noga, a tu nawet nie mamy na to statystyk z treningów. Bałtika broni się blokiem, to prawda, ale ich defensywa działa dlatego, że przeciwnik im nie wchodzi pod nogi — a jeśli Dadashow ma wbijać się w momencie, kiedy obrona Bałtiki się cofa, to pytanie nie brzmi "czy on potrafi", tylko "czy on w ogóle stoi na boisku".
A propos skrzydłowych — Chistyakov i Fernandes, których wszyscy opluwają, to jednak dwaj fachowcy, którzy przez lata grali, a nie kolesie, co przychodzą na mecz z butelką wody i licznikiem kroków. Jeśli ci dwaj padną, to ustawienie 4-2-3-1 zmieni się w fortyfikację, którą Bałtika rozbije jednym luzem, bo ich forma LLLLD to akurat tyle, że umieją się zorganizować, kiedy przeciwnik nie nadrabia straty tempem. A wy teraz krzyczycie, żeby dać młodego wilka — tylko jaki młody wilk? Ten, co "potrafi oddychać", a w rzeczywistości ledwo złapie oddech po drugiej połowie? Ani lekko, ani ciężko, bo nie ma takich danych.
Na koniec — ten mecz to nie jest żaden pociąg, który ma odjechać albo nie. To normalny mecz ligowy, w którym obie drużyny chcą punkty zebrać przed serią trzech wyjazdów. CSKA ma 51 punktów i 5. miejsce, Bałtika 46 i 6. — różnica to tyle, że jeden mecz w obu przypadkach. Jak przegrają, to będą dalej w tym samym miejscu, tylko z brudniejszym wizerunkiem. A wy gadacie o "psuciu szyków", "załatwianiu meczu" i "pociągach" jakby to był finał Ligi Mistrzów, a nie spotkanie, w którym każdy gol może być decydujący albo całkowicie bez znaczenia. Pokażcie mi źródło, które mówi, że w sierpniu Aju faktycznie miał legalne orzeczenie lekarskie, a nie "relację medyczną w stylu 'napij się czegoś'". Bo jak nie, to nadal jesteśmy w świecie, gdzie czekamy na cud albo katastrofę.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no i walnijcie mnie za to, ale ten cały skład to jest jak stary dobry porsche 911 z lat 80 — wygląda na papierze jak marzenie, ale jak wsiadasz i przekręcasz kluczyk, to okazuje się, że jeden cylinder kaszle, drugi ledwo zipie, a trzeciemu odpadła klema w połowie drogi do knajpy.
pamiętam jeszcze jak w 2005 przyjechał do warszawy ten malinowski z legii — wszyscy mówili "klasa, facet umie kopać", a ja po meczu z amiką zerwałem z kanapy i poszedłem się napić, bo widziałem na własne oczy, jak ten chłop na uginających się nogach wbija gola z pola karnego. i teraz co? mamy powtórkę: aju niby "numer 9 na medal", tylko że jego kolano przypomina starą pompę w garażu mojego teścia — raz działa, raz nie, a medycyna to nie czarna magia z orzechówka, tylko pigułki i oszczędzanie sił.
dadashow? ten facet kiedyś potrafił wbijać się z ławki jak baca w górę z węglem — pamiętacie chociaż ten mecz z moskwą, kiedy 30 sekund przed końcem strzelił i uratował komplet? ale teraz? "rotacja w ofensywie", czyli po ludzku: trener kombinuje, żeby go nie spalić przez te trzy wyjazdy. tylko że Bałtika się nie da spalić — oni mają defensywę, która działa jak dobrze naoliwiona szafa, i wystarczy, że dadashowowi odbije się któryś raz w nodze, a zamiast "podwójnego zadania" dostaniemy trójkątny szyfr, który sami dla siebie wymyślimy.
a te skrzydła? chistyakov z tej strony to chodzący zegar — tyle że zegar, który tyka raz na godzinę. a Fernandes? no cóż, facet dostaje karę za brutalną grę, czyli albo grał jak debil, albo sędzia miał zły dzień. a wy gadacie o "młodym wilku, co potrafi oddychać" — no niechże ktoś powie, gdzie on jest, bo ja widzę tylko dupę i kolano.
realny skład? realny jest tak realny, jak szansa na mistrzostwo polski, kiedy wiosną tracisz punkt na rzecz piasta — czyli istnieje, ale lepszy niechybnie padnie. bo jeśli aju nie przebieży pierwszej połowy, to cała ofensywa csaki będzie wisiała na dadashowie, a ten z kolei wbije się, co prawda, ale za cenę tego, że później nie wróci obronić, bo nogi ma jak z waty. i co wtedy? wojskowy blok Bałtiki zamieni się w samotną wdowę, która czeka na litość.
trener może zaskoczyć — owszem, może puścić któregoś z juniorów, który dziś kopie powietrze na treningu, albo postawi na defensywne trio, które nie pozwoli im oberwać po drodze do zenita i akronu. ale to nie będzie zaskoczenie ładne, tylko takie, po którym usłyszymy pytania o sens tej drużyny w grudniowym mrozie.
wszystko zależy od tego, czy ósmego kwietnia 2004 mieliśmy rację, mówiąc, że debiutant z korony warszawa zrobi furorę — bo wtedy też gadaliśmy o "pięknym pomyśle", a skończyło się na tym, że facet pół sezonu przesiedział na ławce. tutaj historia może się powtórzyć. albo nie. kto wie, ten wie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.