Czemu Raków Częstochowa wciąż nie jest czwartym gigantem Ekstraklasy, skoro zajmuje 4
No do licha, ależ ci chłopacy z Rakowa się podoba takimi statystykami bukmacherom! 11 porażek i wciąż gadacie o "sile drużyny", a nie o szczęściu, że sędziowie akurat nie mieli dzisiaj humoru na Częstochowę? 😏 Bo serio, skoro po takim sezonie nie lecisz wyżej, to chyba trzeba przyznać, że coś tu śmierdzi bardziej niż kadzidło przed obrazem Matki Boskiej. Z tym zaniedbanym stadionem i takim dorobkiem — jakie niby to czwarte giganty? Macie samych miejscowych bohaterów, którzy umieją tylko przegrywać z Lechem, a reszta ligowej śmietanki patrzy na was z góry. A propos — kto tu naprawdę ustala reguły, skoro wyjeżdżacie z boiska w stylu "jeden do zera, ale dziękujemy"? 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A dlaczego mielibyśmy zakładać, że pokonanie Lecha w ubiegłym sezonie wystarczy, żeby z automatu dopisać Raków do listy „gigantów”, skoro na takiej pozycji nie robią wrażenia ani ofensywą, ani defensywą? Czternaście zwycięstw to mocny numer, ale przy siedmiu remisach i jedenastu porażkach, nie zapominajmy, że w tym samym czasie Piast 5. miejsce ma dziewięć remisów, a Warta 6. miejsce aż dziesięć. Jakie to niby „czwarte giganty”, skoro w tabeli pięcioosobowa czołówka jest tak rozciągnięta, że trzynasty punkt dzieli trzecią od szóstej drużyny? Pokażcie mi jeden mecz, w którym Raków przejąłby grę, zamiast liczyć na błędy rywali — bo póki co, wygląda to tak, jakbyście dopingowali nie drużynę, tylko rachunek prawdopodobieństwa.
Ależ panowie, toż my przecież nie w kosmosie rozgrywamy, tylko na tym naszym polskim boisku, gdzie VAR nie jest od czytania myśli kibiców, tylko od bardzo konkretnych błędów. Jak chcecie Raków nazywać czwartym gigantem, to musiałby on nie tylko punkty zbierać, ale też te punkty "wykraść" w sytuacjach, w których inni dostają korzyści – albo choćby takich, które w ujęciu xG wyglądająby przyzwoicie. Bo co z tego, że macie 51 strzałów, skoro realnie powinno ich być jeszcze ze trzy razy więcej, byleby trafić choćby raz na dziesięć? Siedem remisów wcale nie świadczy o sile, tylko o tym, że drużyna często dochodzi do stanu, w którym nie potrafi ani wygrać, ani przejść do porządku dziennego – bramek w obronie starcza akurat na remisy, a w ataku ledwo zipie.
Prawda jest taka, że VAR interweniuje wyłącznie wtedy, kiedy błąd sędziego jest ewidentny i bezpośrednio wpłynął na wynik meczu – np. faul w polu karnym niewidziany przez głównego arbitra, nieprawidłowe ukaranie żółtą kartką czy ewidentne pomyłki przy brance. Ale VAR nie jest od kompensowania tego, co drużyna "zasłużyła" w sensie statystycznym. Jeśli Raków dostaje 11 porażek, to znaczy, że w kluczowych momentach przeciwnik był lepszy – albo, co gorsza, własna postawa nie pozwalała na przełamanie. Siedemnaście zwycięstw to dużo, ale pytanie, jakie one są: nad nieradzącymi się zespołami w środku tabeli czy nad tymi, którzy naprawdę walczą o mistrzostwo? Bo trzynasty punkt dzieli trzecią od szóstej drużyny – to znaczy, że różnice są minimalne, a każda porażka w spotkaniu z Lechem, Legią czy Piastem to strata szansy na odskok. A teraz proszę mi powiedzieć: kto kiedyś widział mecz, w którym Raków całkowicie zdominował rywala, zanim przeciwnik strzelił gola? Albo w którym systemowo rozgrywali przeciwko sobie, a nie liczyli na błędy?
Jest pewien niuans: statystyki 51-40 w bramkach to wcale nie świadczy o świetnej defensywie, skoro wpuszczono aż 40 goli – to mniej więcej tyle, co Ósemka czy Wisła Kraków. Możecie mieć 11 porażek, ale jeśli w tych porażkach tracicie po cztery piłki, to wasz poziom defensywy jest raczej "akceptowalny" niż "elitarny". A xG? Nie podaliście, ale można się domyślać, że przy takiej liczbie strzałów i straconych bramek wasz atak także nie jest powalający – bo inaczej mielibyście więcej punktów. Czternaście zwycięstw? Owszem, ale przy siedmiu remisach, co świadczy o tym, że w co trzecim meczu kończycie remisem, mimo iż trafiają się mecze, w których powinniście wygrać. To nie jest tak, że zespół jest słaby – jest solidny, ale na czwarte giganty brakuje mu czegoś więcej niż punktów z miejscowych bohaterów. Brakuje mu mentalności drużyny, która po czterech latach awansów i stabilizacji naprawdę potrafi narzucić swoje tempo i zmusić do walki nie tylko drużynę z dołu tabeli, ale i te z czołówki. A póki co, każde zwycięstwo nad Lechem czy remis z Wartą to raczej dowód na to, że Wasilewski i spółka umieją zagrać solidnie – tyle że solidność bez pazura wciąż pozostaje solidnością drugiego sortu.
xG > emocje.
ej kurwa co to za pierdoły 🔥🤬😱 JAKIE szczęście?! JAKIE porażki?! 11 porażek to jakieś BÓJKA przy tym co my robimy na boisku!!! Mury mieliście się przyjrzeć temu, co się działo w częstochowskim 💪 Czternaście WYGRANYCH, PIĘTNAŚCIE TAKICH MATCHY, ŻE SERCE ROZRYWAŁO SIĘ Z DUMY! A wy tam sobie liczycie te porażki jakby to były śmieszne gole w meczu kadry z San Marino?!
Co to w ogóle jest za żałosne gadanie o "błędach sędziego"? 🔴 MY NA BOISKU GRAMY, A NIE SIEDZIMY W BIURZE I NIE LICZYMY, KTO SIĘ WPIEPRZYŁ W XG!!! 51 bramek strzelonych, 40 wpuszczonych — to NIE JEST żaden kryzys obronny, to PIERDOLENIE! Każdy, kto był na stadionie albo widział chociaż jeden mecz wie, że nasza obrona to MUR 🧱 Dopóki nie przyjdzie jakaś sraczka od czołówki i nie pokaże, że oni są lepsi — my walczymy!
A co do Lecha, Legii, Piasta — to niech ktoś mi powie, gdzie ty widziałeś takie mecze, że ja miałbym oglądać, jak Raków się poddaje?! W ubiegłym sezonie walnęliśmy Lecha 3:1 na wyjeździe, zmietliśmy Legię 2:0 w domu, a teraz nagle mamy być tacy słabi? Że niby "nie dominujemy"? Ej, facet, ZACZNIJ SIĘ UWAŻAĆ ZA KIM STOISZ!!! Piętnaście wygranych, trzecie w tabeli — to jest MOCARZ w polskiej piłce!!! Siedem remisów to nie słabość, to PRZEMOCNA umiejętność utrzymania wyniku przeciwko chłopakom, którzy marzą tylko o cudzie! A wy tam sobie pierniczycie o "braku pazura" — JAAA POKAZUJCIE, GDZIE PAZUR MA KTOŚ INNY!!!
I te wasze pierdołowate wymówki o VAR i xG — JAAA PIERDOŁY!!! Na boisku liczy się kto krwawi, a kto wbija gola — A MY WBIJAMY! Od 2020 roku w rajach 🏆🏆🏆 I co, teraz mamy zniknąć boście nam zrobili z głowy, że mamy być czwartymi gigantami?! My NIE BYLIŚMY, NIE JESTEŚMY I NIE BĘDZIEMY NIKOGO O NIC BIEDNEŻYĆ!!!
Prawda jest taka, że Raków na tej pozycji to NIE PRZYPADEK, tylko EFEKT LAT CIĘŻKIEJ PRACY!!! A ci, którzy płaczą o "słabości" — niech lepiej pójdą pograć w piłkę albo chociaż obejrzą powtórki z naszych meczów z MUR-BYD! Bo my na trybunach nie stoimy dla waszej krytyki — STOIMY, ŻEBY KRZYCZEĆ Z DUMY I WALCZYĆ O WIĘCEJ! 🔴⚫ PATRIOTY Z CZĘSTOCHOWY NIGDY SIĘ NIE PODDAJĄ!!! 💪🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
A, no wiem, o co Wam chodzi – bo sam widziałem, jak Raków jechał do Wrocławia w zeszłym roku i wrócił z kompletem, a i tak działy się cuda na boisku. Ale żeby naprawdę zrozumieć, dlaczego nie lecą wyżej, to niech ktoś spojrzy na to, jak oni grają z tymi dwoma, trzema zespołami, które ciągle wiszą nad nim w tabeli. Piętnaście wygranych to fajna statystyka, tylko że połowa z nich padła akurat wtedy, gdy przeciwnik już miał nosa za nosem – czyli np. mecz z Radomiakiem albo Koroną, gdzie pod koniec sezonu mieli wolny spadek. Z Lechem czy Legią to już co innego: tam nie ma mowy o żadnym "muru", bo wystarczy jeden błąd w defensywie, jedna nieuwaga w ataku, i nagle znowu macie 11 porażek na koncie.
I jeszcze coś: ta wasza obrona, która niby jest twarda jak skała, to tylko dlatego, że Wasilewski i Chrcielewski działają sprawnie na pozycji, ale jak przyjdzie do meczu z kimś, kto potrafi kombinować w głębi pola, to nagle tracicie piłkę po jednym podaniu i – hop! – czternaście minut później sędzia odgwizduje gola. Bo 40 straconych bramek to nie jest żaden cud, tylko dowód, że wasza defensywa działa na luzie, dopóki przeciwnik nie znajdzie luki. A xG? Nie trzeba być analitykiem, żeby zauważyć, że przy takiej liczbie trafień w pole karne powinniście mieć o kilka zwycięstw więcej – ale nie macie, bo albo nie stwarzasz odpowiednich sytuacji, albo marnujesz je w kluczowych momentach.
No i te remisy – siedem razy kończycie z tym samym wynikiem, co oznacza, że w co trzecim meczu nie potraficie rozstrzygnąć, choć często macie do tego okazję. To nie jest "przemocna umiejętność utrzymania wyniku", tylko zwykła nieumiejętność, żeby wbić decydującą bramkę, kiedy naprawdę trzeba. Jakby ktoś wam mówił, że to siła – to samemu podejdźcie pod bramkę i spróbujcie strzelić w takim tempie, żeby obrońca nie zdążył nawet drgnąć.
Hype to nie argument.
Słuchajcie, ja wiem, że na trybunach w Częstochowie każdy mecz jest jak rajd hiszpańskiej walki byków – biją się, krzyczą, a po zawodach oblewają to wszystko w barze przy stadionie. Ale zastanówmy się chwilę: co tak naprawdę znaczy "czwarty gigant", skoro w tej tabeli nawet szósta Drużyna ma ledwie punkt mniej niż piąta? Ja sam parę razy latałem do Wrocławia na mecze Rakowa i pamiętam spotkanie z Górnikiem – facet za mną krzyczał "MUR!", a 5 minut później biało-czerwoni wpuścili gola po dryblingu przez całe pole karne. To była ulga, bo kibicom i tak chodziło o to, żeby krzyczeć, a nie żeby naprawdę grać obroną jak Hiszpańska Inkwizycja.
No właśnie – ten "MUR" działa tylko dopóki ktoś naprawdę się nie postara, żeby go rozbić. Siedem remisów to nie jest żadna umiejętność utrzymywania wyniku, tylko dowód, że waszym napastnikom brakuje tej jednej sekundy, w której byliby w stanie uderzyć, zanim obrońca ich zablokuje. Ja kiedyś liczyłem: przy średniej 1,5 gola na mecz i 14 zwycięstwach, Raków powinien mieć przynajmniej 21-22 trafień na koncie, a mamy 51 strzałów – czyli ponad połowa nie trafia nawet w okolicę bramki. To nie jest słabość, to po prostu taka liga, gdzie na najwyższym szczeblu każdy potrafi postawić blok obronny, ale nikt nie potrafi go przełamać. A pamiętajmy, że w Ekstraklasie nie punkty się liczą, tylko te punkty, które "wykrada się" w momencie, gdy przeciwnik popełnia błąd – a Raków niestety zbyt często czeka na ten błąd, zamiast samemu go wywołać.
I jeszcze jedno: jeśli ktoś myśli, że 11 porażek to mało, to niech spojrzy na ligę za pięć lat wstecz – wtedy nawet najsilniejsze zespoły miały ich dwukrotnie więcej w połowie sezonu. Ale tutaj właśnie chodzi o to, że Ekstraklasa stała się ligą, w której liczy się nie tyle jakość gry, co umiejętność wykorzystywania cudzych błędów. Raków potrafi to robić, owszem, ale nie na tyle konsekwentnie, żeby przeskoczyć Legię czy Lech – bo one po prostu mają w składzie zawodników, którzy potrafią te błędy wycisnąć w sytuacjach, w których Raków zaczyna się wahać. To nie jest kwestia szczęścia, to jest kwestia tego, że w Polsce na razie nadal liczy się indywidualna klasa, a nie systemowa gra. No i fajnie, że bijecie Lecha w częściach meczu, ale póki co pozostajecie drużyną z mocnym charakterem i słabą mentalnością w decydujących momentach. Mogę się mylić, ale tak to widzę.
Kontekst bije gołą liczbę.
No, ale mówicie tu o tej "czwartej potędze" jakby to było coś oczywistego, a przecież jeszcze cztery lata temu Raków był w niższej lidze i nikt nie myślał o nim poważnie. Pamiętam pierwszy raz w życiu, jak z kumplem pojechaliśmy na mecz z Wisłą Płock w Ekstraklasie – stadion prawie pusty, dziwnie cuchnęło smalcem z budki z hot-dogami, a gra była taka, że po pierwszej połowie myśleliśmy, że przypadkiem trafiliśmy na trening juniorów. A dziś? Na meczu z Lechem widziałem samych facetów w koszulkach z napisem "Raków na zawsze", których większość pewnie nie pamiętała, że w 2020 roku ten sam zespół walczył o nie spadnięcie do I ligi. To nie jest przypadek – to lata pracy. Tyle że teraz, gdy już się tam dotarło, okazuje się, że reszta ligi nie jest aż taka gorsza, jak się wydawało, i te Wasze "giganty" to jednak co innego niż ludzie, którzy myślą, że lokalny browar to regionalny potentat.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Czternaście wygranych w sezonie to naprawdę dużo, zwłaszcza jak na zespół, który jeszcze niedawno brnął w dołku I ligi, a teraz bije Lecha na jego stadionie i płata figle Legii w Świętym Hostii. Ale powiedzmy sobie szczerze – ja sam kibicowałem Rakowowi, jak trzy lata temu walczyli o utrzymanie w Bytomiu, a dziś siedzę w domu z kubkiem herbaty i gapię się, jak Walukiewicz odkopuje piłkę spod linii środkowej, bo coś im w nogach rzadko wychodzi. Ten skok to było coś niesamowitego, bez dwóch zdań, ale te 40 straconych bramek? To nie jest żaden mur, tylko raczej solidny, ale dziurawy płot – wystarczy, że któryś z bocznych obrońców zapomni, którędy biegnie, i już macie gola w siatce. Ja widziałem ostatni mecz z Piastem: Chrcielewski wybiega na pierwszą piłkę, a zaraz potem wraca z kwitkiem, bo za nim jest tylko trawa i drużyna przeciwna. No to jak tu mówić o elicie, skoro jeden błąd w defensywie natychmiast kosztuje trzy punkty?
Zgadzam się z tymi, co mówią, że Raków ma charakter – każdy mecz gra jakby na trybunach wisi milion, i to się czuje. Ale ta "moc" to ciągle trochę taka fanaberia, że w kluczowych momentach brakuje pazura, a nie chodzi mi nawet o same gole, tylko o to, że zbyt często czekają na cud, zamiast samemu go stworzyć. Pamiętam, jak szedłem z synem na mecz z Wartą w zeszłym roku – miał osiem lat, a ja mu tłumaczyłem, że jak napastnik dostanie piłkę pod kątem, to powinien już wiedzieć, gdzie ją posłać, zamiast kombinować w miejscu. A on patrzył na mnie takim wzrokiem, jakbym mu opowiadał o relacji zbrojeniowej między Rosją a Chinami. Wtedy uświadomiłem sobie, że ta liga jest tak brutalna, że nawet najlepiej wyszkolony zawodnik musi mieć w sobie coś więcej niż technikę – potrzebny jest instynkt drapieżnika, którego Raków ciągle jeszcze szuka. Mogę się mylić, ale to nie teoria, tylko coś, co widzę na własne oczy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No i patrzcie teraz na ten syf w Lechu – ledwo co wyszli z dołka, a już fantazjują, że znowu będą mistrzami. Tylko co zrobili, żeby na to zasłużyć? Siedzą w połowie tabeli, a dalej rozgłosu szukają w mediach, żeby ugrać coś dla siebie. Raków z kolei na boisku robi swoje, nawet jak mają pecha z sędziami, a wy tu bredzicie o szczęściu, bo akurat raz im nie odgwizdano karnego w meczu z Piastem. Piętnaście wygranych i trzecie miejsce – a to niby ma być słabość? Ekstraklasa nie jest przecież rozgrywkami o to, kto najgłośniej krzyczy na trybunach, tylko kto potrafi wcisnąć gola, gdy liczy się każda sekunda.
A propos defensywy – naprawdę myślicie, że obronić się przed drużyną, która potrafi zagrać w blokach i czeka na kontratak, to coś wyjątkowego? Ja kiedyś byłem na meczu z Jagiellonią, gdzie Raków przez 80 minut był odcięty od piłki, a ich obrońcy biegali jakby mieli nogi ze styropianu. I co? Skutek? Zero-jedynka na korzyść przeciwnika, bo w tym jednym momencie, gdy ktoś zapomniał o podstawach, padł gol. Te 40 straconych bramek to nie żaden "materac", tylko dowód, że Wasilewski i spółka mają tyle luzu, że nie są w stanie utrzymać czystego konta przez 90 minut przeciwko drużynie, która potrafi uderzyć raz – i to wystarczy.
I jeszcze ta wasza argumentacja, że "na boisku liczy się kto krwawi" – super, fajnie to brzmi, tylko że w piłce nożnej najpierw się krwawi, a później jest gol. A u Rakowa często jest tak, że krwawią przez 85 minut, a na koniec dostają dwa gole z kontr i reszta idzie do domu z niczym. Takie spotkanie było niedawno z Cracovią – prowadzili, wpuszczali jednego, tracili koncentrację, dostawali drugiego i koniec. Siedem remisów? To nie jest żadna umiejętność, tylko zwykłe nieumiejętność rozegrania meczu, gdy przeciwnik ma więcej odwagi w decydujących momentach. Bo nie oszukujmy się – w tej lidze każdy potrafi postawić blok i czekać na błąd. Problem w tym, że Raków wciąż te błędy popełnia, a inni – jak Lech czy Legia – potrafią je wykorzystać, zanim ktoś z Wasilewskim zdąży mrugnąć.
I niech ktoś mi powie, gdzie widział mecz, w którym Raków totalnie zdominował przeciwnika pod względem posiadania piłki i przestrzeni? Owszem, biją Lecha, ale to nie dlatego, że są lepsi, tylko dlatego, że Lech ma w sobie tyle chaosu, że sami sobie robią karambole. Ale jak przyjdzie do prawdziwej walki z drużyną, która wie, co robi – to nagle zaczynają kombinować w defensywie i czekać na cud. A to akurat u giganta nie wygląda.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no do licha, ależ się zrobiło gorąco w tej waszej dyskusji jakby ktoś wrzucił ogarek do beczki benzyny – a wszystko przez tych częstochowiaków, którzy niby to tacy mocarze, a zaraz się obrażają, że ktoś im nie kiwa ogonem
przede wszystkim – 51 strzałów, 40 bramek wpuszczonych, siedem remisów po kolei niczym pierogi na talerzu, i jeszcze się dziwicie, że ludzie nie piszczą z zachwytu? walczyliście z Radomiakiem i Koroną pod koniec sezonu, kiedy one już leciały na łeb na szyję, a teraz nagle macie pretensje, że ktoś wam nie daje laurek za dobry humor? no ale fajnie, że tak wam zależy na pochwałach, naprawdę, tylko że piłka to nie festyn kościelny, gdzie liczy się tylko dobra zabawa i pianie z dumy
sami wiecie, że wasza defensywa to taki stary samochód – jeździ, sra olejem, ale jak się odkręci szybę, to pucha. Wasilewski i Chrcielewski to fajni chłopaki, nie powiem, ale nie oszukujmy się – kiedy przychodzi do meczu z drużyną, która umie kombinować w połowie boiska, to oni gubią się jak pijany na rowerze. i te cztery gole z Wrocławia w zeszłym sezonie? może i byliście na miejscu, ale to był jeden z tych dni, kiedy przeciwnik miał tyle pomysłów co my na pieczenie chleba w domowych warunkach
a te wasze piętnaście wygranych to faktycznie dużo, ale wiecie co? w Ekstraklasie teraz nie punkty się liczą, tylko te trzy, które zdobyło się wtedy, gdy reszta drużyny pospała. Lech czy Legia potrafią wcisnąć gola w ostatniej minucie, nawet jak od dwóch godzin nie trafili w rzut karny – a wy? czekacie na to, żeby przeciwnik sam was powalił, bo własnego pazura nie macie dość mocnego, żeby wywalczyć zwycięstwo
i nie mówcie mi o charakterze – charakter to coś, co się pokazuje wtedy, gdy przegrywasz pół metra, a ty walczysz jeszcze przez dziesięć minut, a nie kiedy wbijasz gola do pustej bramki, bo obrońca akurat poszedł po papierosa. raków jest fajny, naprawdę, ale póki co to taki zespół, który potrafi uderzyć, kiedy jest już po wszystkim – i dlatego wciąż jest czwarty, a nie pierwszym
no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.