Cztery ostatnie mecze i 42 punkty — ale ja wiedziałem, że Widzew Łódź znowu mnie dostanie!
Widzew teraz to taki typowy "ładnie wygląda, ale jak przyjrzałeś się to samemu siebie nabijasz". Patrzę na tabelę — 14. miejsce, 42 punkty, tyle samo strzelonych co wpuszczonych... no i formka WLWLW. Super, trzy ostatnie mecze na plus, ale to akurat nie boli tak jak ten potężny cios w nerwy.
Przypominam sobie niedawny mecz, gdy legalny buk leciał z tym kuponem na "łatwy sukces" — pewniak jak niedzielna piłka nożna, mówili. No to postawiłem całą dniówkę, a oni doprowadzali do 90+ jakby mieli patent na serce we własnym stylu. Czternaście minut doliczonego czasu, jeden celny strzał gościa z ławki i... bum, remik. Wszystko pięknie, aż tu nagle bomba: zero punktów za ten "pewniak". A co gorsza, linia od razu poleciała w dół, bo drugi raz pod rząd te sam scenariusz.
Boisko Widzewa teraz to jak ulica, na której mieszkasz — znać ją na pamięć, ale i tak wchodzisz za każdym razem jak do obcego kloca. Oni albo wygrywają minimalnie i dbają o swoją kasę, albo totalnie się rozlatują. W sumie to nawet nie wiem, kogo bardziej wziąć na strzał — ich, bo przecież sami siebie oszukują, czy moje nerwy, które ostatnio bardziej licytowane niż kursy u bukmachera. 💸😭
No do mnie akurat w Gdańsku niedawno taki sam numer zaliczyli z Lechią — facet z betoniarki postawił 500 zł na "1x" w 89 minucie, a oni w 94 strzelili i wzięli całość. Fartownicy jak cholera, niech to jasna cholera.
Widzew to teraz taki zespół, co cię wita uśmiechem, a odprawia płaczem — czternaście minut doliczonego czasu, zero punktów i nagle masz wrażenie, że oszukujesz samego siebie. 😂🍿
Ale spokojnie, trzymaj nerwy w ryzach, bo jak co — to tylko gra, a bukmacher sobie na twoim bólu zarobi. W sumie to im zaufali, nie tobie, hehe.
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
no ale mówicie jakby ten wątek nie miałby nic wspólnego z tym, co naprawdę się dzieje na murawie, bo w sumie cóż z tych wszystkich tabel i punktów — oni ciągle grają jakby mieli w głowie "jeszcze wygramy, ale tak na wszelki wypadek". czternaście punktów zebrali w ostatnich sześciu meczach i tyle samo strzelili co wpuszczili, to nie jest żaden cudowny powrót, to jest taki sobie grzeczny stabilizacik na granicy spadkowej, z tymi ich stylowymi remizami w doliczonym czasie, co to niby mają być hołd dla miłośników futbolu, a w praktyce to samobójstwo psychiczne dla typujących.
ja pamiętam czasy, jak w łódzkiej ekstraklasie to była naprawdę walka, nie te dziwne mecze o honor, gdzie obie ekipy wbiegają na boisko, żeby udawać, że jest fajnie, a potem przez dziewięćdziesiąt minut kombinują, kto da radę więcej czasu doliczyć, żeby nie stracić punktu. i właśnie w takich momentach najbardziej boli, jak postawi się na pewniaka — bo przecież nie chodzi o to, żeby bukmacherowi dać zarobić, tylko o to, żeby samemu się nie posypać. dlatego ja od dawna trzymam się starej zasady: niech twoje stawki będą tak małe, żebyś mógł na nie spojrzeć rano bez poprawki alkoholu, a jeśli akurat masz dzień, że ci się zachciało położyć na jakiś pewniak — to niech to będzie nie więcej niż jeden procent twojego bankrolla, i to jeszcze w godzinach, kiedy jeszcze nie skończyłeś pić kawy.
ostatnio zresztą takiego numeru zaliczyłem przy Kujawiaku — postawiłem pół kasztany na "2x" w meczu, co niby miał być szalony atak, a oni w 87 minucie tracą gola i koniec spektaklu. i co? rano się uśmiechnąłem, bo strata była mala, a kursy zdążyłem zablokować na czas. niech cię oszukują, niech im się wydaje, że są niezwyciężeni — ty trzymaj nerwy w garści i swoje pieniądze jeszcze bardziej. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Akurat w zeszłym tygodniu na własnej skórze przekonałem się, jakie to uczucie, gdy buk wystawi ci certyfikat pewniaka i puści cię w trąbę. Stawiłem cały tydzień pracy na "Widzew – nie przegra" w meczu z Radomiakiem, bo forma WL, tabela 14., ludzie pisali o "powrocie do korzeni", a kursy szły jak ściana. No i co? 88 minuta – gola dla gości z rzutu wolnego, nikt nie protestuje, sędzia chowa gwizdek i leci. Zero punktów, ale jeszcze gorzej – linia skoczyła w dół, bo drugi raz pod rząd ten sam numer im wychodzi. Po meczu tak siedziałem przed monitorem, patrzyłem na te 42 punkty w tabeli i myślałem: "Macie, coście zrobili z moimi nerwami".
To nie jest już nawet o Widzewie, to jest o tym, jak buk umiejętnie eksploatuje ludzką potrzebę posiadania pewniaków. Ja od dawna mówię, że nie ma czegoś takiego jak "pewny typ", a tu proszę – nagle wszyscy gadają o "pewniaku jak niedziela". A ten pewniak to zwykła pułapka na strzelca, który nie potrafi wyłączyć emocji, jak powinien. Ja odstawiam takie stawki tylko na lekkich dniach, kiedy bankroll mam na luzie, bo wiadomo – ta ekipa potrafi w ostatnich sekundach wyciągnąć z kapelusza coś, czego nikt się nie spodziewa.
Moje nerwy są ostatnio bardziej obciążone niż sznurki u latawca w wietrzny dzień. 💸😭 Ale co zrobić – jak ktoś chce grać z zakładami, musi nauczyć się tańczyć z tymi, którzy umieją piekło urządzić w ostatniej minucie. I niech to zostanie między nami, ale mój następny kupon idzie wyłącznie na stawki tak małe, że jak coś nie wyjdzie, to po prostu wzruszę ramionami i napiję się piwa. Bo na koniec dnia liczy się tylko to, żebyśmy my sami nie skończyli na stadionie, a nasze pieniądze gdzieś wirtualnie, bez emocjonalnego bankructwa.
kurcze, no to tak — w pełni się ze wszystkimi solidaryzuję, zwłaszcza z WojtkiemWarszawą, bo też ostatnio miałem podobny numer z Cracovią, gdzie postawiłem na "1" w 85 minucie i co? Zero punktów za niecelne dośrodkowanie w 93... i bum, certyfikat pewniaka wzięty w locie 😅
no ale co mam powiedzieć, jak tu walczyć z takim scenariuszem, co? Widzew to teraz taka ekipa, że jak się na nią niecierpliwisz, to i tak zawsze znajdziesz sposób, żeby się nabrać — czy to przez te ich wieczne remisy w doliczonym czasie, czy przez to, jak cała liga nagle odmawia ci wiarygodności w momencie, kiedy najbardziej jej potrzebujesz
no i właśnie o tym myślałem, gdy dziś rano szedłem z psem przez park nad Wartą — przypomniałem sobie ten październikowy wieczór z 2007 roku, kiedy to Widzew na własnym stadionie walczył z Wisłą Kraków o utrzymanie, a na trybunach było tyle ludzi, że sracz byś dostał. wtedy nie było żadnych "pewniaków na siłę", bo wszyscy wiedzieli, że gramolą się z dołu tabeli i grają jak ostatkiem sił. ale pamiętasz, jak wtedy w 90+ minucie po rogu Andrzeja Niedzielana stuknęło w słupek, a Wisła za sekundę później skontrowała i strzeliła gola na 1:2? no to był finał sezonu — taki, który leży w kościach na lata.
teraz natomiast to już nie futbol, tylko jakaś cyrkowa parada, gdzie obie ekipy ustawiają się na boisku jakby mieli za chwilę wyjść z kieszeni sędziego. i te ich remisy 1:1, 0:0 albo jeszcze gorsze 0:1 w doliczonym czasie — to nie jest żaden "hołd dla tradycji", tylko zwykła gołębiarnia, która niszczy nerwy i bankroll w jednym momencie. ja kiedyś postawiłem cały weekend na "Widzew – remisu nie przegra", a oni z Radomiakiem zrobili mi taki numer, że aż serce podeszło do gardła — czyli dokładnie tak samo jak dzisiaj, tylko wtedy miałem jeszcze włosy.
więc jeśli ktoś się zastanawia, kogo bardziej bić — to osobiście bym zaczął od tego mebla, co to wydaje na świat takich zawodników, którzy potrafią zrobić z 90+ minuty widowisko godne opery mydlanej, a nie od własnych nerwów. bo nerwy można nauczyć się trzymać w ryzach, ale przeciwko takim scenariuszom nawet stary dobrze dobrany trener, jak choćby tegoż Niedzielana w tamtych latach, byłby bezradny.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No właśnie, zgadzam się z Pogonem_TV441, bo też miałem wpadkę przy Cracovii i naprawdę nie mogłem uwierzyć własnym oczom... 😫 ale powiem szczerze, że teraz to mnie bardziej nurtuje coś innego — jakim cudem Widzew zawsze trafia w te doliczone minuty, no naprawdę, to chyba jakiś tajny patent mają? Bo nie normalne, że tyle razy to samo 😂
Nowy tu, chłonę wiedzę.
a no widziałem w zeszłym tygodniu jakichś dwóch gości w knajpie koło dworca, co to gadali o tym remisie z Radomiakiem — jeden nawijał, że widać to taka "nowa filozofia Widzewa", drugi mu na to, że w latach dziewięćdziesiątych, jak te remisy robili z Wisłą albo Legią, to przynajmniej mieli na trybunach tłumy i gra warta była wypłaty, a nie taka przednia ławka w środku tygodnia na pół pustym stadionie. no i wtedy ten drugi facet się tak tylko uśmiechnął i powiedział: "pamiętaj, że za moich czasów i kibic, i zawodnik szedł na mecz jak na wojnę, a nie jak na niedzielny spacer po parku, żeby sprawdzić, kto tym razem dostarczy dodatkowego czasu". i to chyba najlepiej oddaje różnicę — oni tam w tej chwili nie walczą o punkty, tylko o to, żeby im nikt nie zepsuł statystyk, a my się dajemy wciągnąć w ich grę jak ochotnicy do szpitala psychiatrycznego. 😄
Kurczę, to się zrobiło naprawdę smutne... 😅 Bo też kiedyś postawiłem na "Widzew – nie przegra" z tym swoim kumplem, który akurat kibicował przez wiele lat w zeszynku, i myślałem, że to będzie prosta sprawa. A tu nagle w 89 minucie strzał z półmetka dla gości, sędzia gwizdnął, a mój koleś tylko pokiwał głową i powiedział: "No widzisz, Kamil, znowu ta ich taktyka na ostatnią minutę". Ja tam nic nie kapowałem, dopóki mi nie wytłumaczył, że oni nie grają już tak, żeby wygrać, tylko żeby mieć chociaż jeden punkt, żeby nie spaść. To mi trochę obrzydło... Nie chcę, żeby mój bankroll latał na takich okrągłych zasadach, bo jeszcze się kiedyś załamię od samego patrzenia na tabelę. Może jednak jednak zacznę stawiać takie groszowe typy, żebym nie musiał potem sięgać po papierosa i kawę w nadgodzinach. 🙏
no niech to szlag trafi, ale wam się zrobili dzisiaj wścibscy kibole, co to pamiętają nie tylko ostatnie remisy, tylko jeszcze te lata, kiedy to na stadionie Widzewa było tyle serca, że aż kopytami rzucało z emocji
pamiętam ten mecz z piątego sierpnia dziewięćdziesiątego ósmego, półfinał pucharu polski z warszawską polonią, i jeszcze teraz przed oczami mi ta atmosfera — ludzie mieli bilety jak cenne łupy, a jak padł gol na 1:0 to cały zakątek wzgórza na trybunie północnej wstał jak jeden facet i śpiewał hymn w dwóch tonacjach naraz, bo wszyscy wiedzieli, że to może być ich chwila. a teraz? teraz idzie się na Widzew, siada gdzieś na górnej ławce i widzi się dwa rzędy facetów w koszulkach, reszta to puste krzesełka i sędziowie, którzy ledwo zipią z nudów. i co tam niby grają, jeśli kibica nie ma kto dopingować?
te remisy w doliczonym czasie to już nie żaden "sposób na życie", tylko po prostu dowód na to, że stracili ducha walki — i wasze nerwy biją się z tym tak, jakbyście mieli walczyć z samymi sobą. ja tam dawno przerzuciłem się na takie drobne typy na juniorskie zespoły, bo tam przynajmniej wiadomo, że jak się postawi na remis, to będą naprawdę walczyć o punkty, a nie tylko odbiją piłkę od linii końcowej jak na lekcji wf-u. a Widzew? no cóż, oni teraz grają tak, że nawet ich własny fanatyk nie wie, czego się spodziewać — bo i po co? w końcu i tak dostaną punkt, tylko wiadomo nie kiedy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no to teraz powiem wam coś, co nawet mnie samego zaskoczyło — bo ja w życiu widziałem już niejedną dziwną sprawę na boisku, ale takich pechowców jak Widzewa jeszcze nie miałem
pamiętam kiedyś w osiemdziesiątym drugim, na stadionie przy Łąkowej, jak mieliśmy rewanżowy mecz z górnikiem, a tam na trybunach tyle było ludzi, że policja musiała rozdawać papierki do zgłoszenia straty bliskich. i co? no oczywiście przegraliśmy, ale nie dlatego, że byli słabi — tylko przez takiego biednego sędziego, co to mu się papieros z papierosa zaplątał w gwizdek i zaczął sędziować na jednej nodze. a teraz? teraz Widzew ma taką wspaniałą strategię remisu, że aż samemu się człowiek zastanawia, czy przypadkiem nie dostali patentu na nudę od legalny buk za darmo
tym bardziej mnie bawi, jak młodzi tu narzekają, że "oni zawsze trafiają w doliczone" — a ja wam powiem tak: jeśli facet potrafi postawić 1000 zł na to, że mecz skończy się remisem, a potem jeszcze doliczonym czasem padnie gol, to niech się nie dziwi, że trafił. problem w tym, że teraz ten ich styl gry to jak gra w pokera z talią do której ktoś dorzucił same walety — nie ma emocji, nie ma niepewności, tylko czysta statystyka, która wali cię w czoło jak młot pneumatyczny
więc moja rada? następnym razem postawcie nie na "Widzew nie przegra", tylko na "sędzia będzie gwizdał wcześniej" — bo przynajmniej nie stracicie zdrowia na nerwach, a bankrollu może niekoniecznie. a jeśli ktoś chce się denerwować, to niech idzie popatrzeć na juniorskie mecze, tam przynajmniej jest futbol, a nie cyrk pod tytułem "jak zarobić minimalnie więcej punktów bez najmniejszego wysiłku".
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.