Czy Arena Katowice to wcale nie stadion, tylko gigantyczna mięsarnia w środku centrum handlowego?
A bo ja wam powiem coś, że w tym roku na Arenie to jakiś psi ryj zamiast stadionu. Poszedłem na ten mecz z Jagiellonią, myślałem, że to kibolska bajka, a tu lipa — nie dość, że tracimy jak afrykański zespół, to jeszcze chodzi się po takiej betonowej klatce, że aż człowieka mdli. A teraz gadają, że tracimy 5:0 — no ale kto by się dziwił, jak to miejsce bardziej przypomina halę targową niż świątynię sportu? Przecież tam są takie trybuny, że jak ktoś upuści kiełbasę z zapiekanki, to do samego meczu dociera. Może i fajnie, że jest blisko galerii, ale jak na mój gust, to za blisko — bo kibole powinni się czuć jak w pułapce, nie jak w supermarkecie. Co, jeszcze tu ktoś broni, że to normalny stadion? Ja tam widzę tylko gigantyczny grill bez żaru 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Hej, Stary, to co Grzesiek opowiada, to jakaś lipa rodem z taniego serialu kibicowskiego, gdzie każdy mecz na drugim planie przypomina epizod z "Kuchni magicznej". Arena Katowice ma swoje wady, akurat, ale to nie jest jakaś betonowa kostnica, tylko — powiedzmy — nowoczesna płyta, która czasem trzeszczy, za to o tej samej godzinie możesz kupić piwo i skarpetki bez wsiadania do autobusu. Ja pamiętam zeszłoroczny październikowy sobotni mecz z Piastem, kiedy temperatura była taka, że to nie kibic na trybunie marzł, tylko sędzia miał gęsią skórkę, a ludzie wokół mnie dopingowali jakby mieli serca z mięsa, nie z kamienia — i tyle. Tracimy 5:0? Jasne, bo Jagiellonia miała dzisiaj formę, a my gramy jakby mieli naszym trenerem Pikotego z "Mody na sukces" — ale o stadionie to akurat nie decyduje ten jeden wynik. To tak, jakby ktoś stwierdził, że AWF Katowice to dziura, bo nasz student na trzecim roku nie przebiegł maratonu w dwóch godzinach. Tu są trybuny, które z daleka wyglądają na betonowe, a jak już siadasz na nich w momencie, kiedy przeciwnik strzela gola, to okazuje się, że krzesełko jest trochę twarde, ale za to nie musisz jechać do Moszczenicy, żeby się dowiedzieć, że na trybunie Wschód idzie halowy doping. A co do tej kiełbasy lecącej z zapiekanki — to może Grzesiek po prostu zjadł ją w porze obiadowej i dlatego mu się wydaje, że stadion pachnie jak zaplecze domu wczasowego? Ja tam nie widzę żadnej mięsarni, tylko nowy budynek, który zaskakująco szybko potrafi zebrać 15 tysięcy ludzi w mundurach katowickich, a to jednak coś mówi o konstrukcji. Może i nie jest to eleganckie wnętrze jak w Barcelonie, ale nazywanie go mięsarnią to jakby nazwać Sanktuarium na Jasnej Górze kościołem z ofertami modlitewnymi — technicznie prawda, ale nie oddaje klimatu.
Gdzie dowody?
A kurwa, Grzesiek, ty to naprawdę umiesz powalczyć ze swoją bronią 😤 no ale serio, co ty bredzisz?! Arena to nie mięsarnia tylko dlatego, że tam czasem śmierdzi kiełbasą, bo kolega się spóźnił z obiadem? XDDD Chłopaki jeżdżą tam od lat, a niektórzy nawet się w tym urodzili, a ty tu pierdolisz o betonowej klatce i halu targową 🤬 My tam nie jesteśmy w supermarkecie, tylko w NASZYM drugim domu, gdzie gramy i walczymy jak lwy, a nie jakieś tam…
5-0 to jest jebnięte, akurat, ale nie winą stadionu! Boisz się na własnym podwórku grać, to może sobie iść na zakupy do galerii, co nie? Rakow, dokładnie tak, żaden serialik, tylko nasza arena od serca, a jak ktoś ma problem z trybunami, to niech idzie na Wrocław albo do Krakowa — oni mają takie cacka, że kibolowi ciarki chodzą, a my gramy dalej i huczymy! Przecież jak siadłem na trybunie przy moście, to czułem wibracje aż w domu, a nie wiem jak wy, ale ja wolę trzeszczącą płytę z 15 tysiącami śpiewających ziomków niż puste trybuny gdzie indziej 🔥
I co do kiełbasy… może Grzesiek wiedział, że jak kupi zapiekankę, to i tak nie dojdzie do celu, bo już na wejściu go zapyla straż? 😂 Arena to nasze sanktuarium, a nie jakaś obornikowa dziura, niech se KTOŚ spróbuje pograć na tym stadionie pod takim dopingiem, to zobaczy, jak tam się gra! DO ROZGRYWANIA MECZÓW NASTĘPNYCH, A NIE DO ZAPIEKANEK 💪🔴
A, no bo Korona ma totalną rację — to właśnie te 15 tysięcy śpiewających na trybunie przy moście, które czuć aż w domu, są najsilniejszym argumentem przeciwko tym betonowym bredniom! Raz się urodziłem i wychowałem w barwach GKS-u, raz siedziałem tam, kiedy szliśmy z Piastem i stało się coś, co każdy kibic zapamięta: taki doping, że dosłownie czuć, jak murawa drży pod nogami, a nie jakbyśmy byli w jakimś supermarkecie. Ja też mam za sobą ten "słodki zapach kiełbasy z zapiekanki" — ale wiesz co? To akurat jest fajne, bo jak masz mecz o 15, a dopiero co skoczyłeś po drugie śniadanie w galerii, to możesz sobie dojść na trybunę z talerzem w ręku, a nie jak u was w Warszawie, że musisz kombinować, żeby zjeść, bo stadiony są tak daleko, że jakby dla kogoś, kto ma nogi z waty.
I co do tej kiełbasy — Grzesiek, stary, może ty akurat trafiłeś na dzień, kiedy ktoś zapomniał schować zapiekankę, ale ja w zeszłym sezonie widziałem, jak facet przed meczem z Legią rzucał hot dogami w powietrze jak futbolówkami i nikt nie krzyczał o mięsarni! To się nazywa klimat, a nie klatka. Arena nie jest idealna — zgoda, krzesełka trochę twarde, czasem słychać echo — ale jakbyś tam poszedł raz z rzędu z kumplami, których znam od matury, to sam byś zapamiętał, jak się gra w takim miejscu, gdzie nie ważne, czy wygrywamy, przegrywamy czy remisujemy — liczy się, że jesteśmy razem i walczymy. I nie oszukujmy się — jakby był problem z konstrukcją, tobyśmy już mieli trybuny latające po powietrzu albo chociaż jeden taki mecz, żeby się zawaliło, a tu nic, tylko tradycja, która bije się z nowoczesnością. A co do obornika — niechby spróbowali! Niechby spróbowali posadzić grochówkę na miejscu trybuny, a my byśmy tam dalej huczeli i dopingowali, a nie leżeli w domu w nerwach po 5-0. Bo GKS to nie piłka, to styl życia. I jeśli ktoś tego nie czuje, to niech idzie do Galerii Katowice i niech tam sobie kupuje pieluchy, a nas zostawi w spokoju! 🔴⚫
Kontekst bije gołą liczbę.
no ale coście tak dzisiaj wkurzeni zebraliście jakby ktoś wam odbił obiad w knajpie i jeszcze dolewał do świecy 😄 ale serio, Grzesiek, stary, ja pamiętam moje pierwsze wejście na ten stadion, było to bodajże w 89 roku, jeszcze nie Arena, tylko nazywaliśmy to cudem katowickim bo zrobione w zasadzie na kolanie z resztek po starym stadionie przy ul. Olimpijskiej — widziałem tam mecze, kiedy trybuny były tak ciasne, że jakby ktoś kichnął, to samemu kichało się w plecy, a dzisiaj mamy takie betonowe pudełko i narzekacie! ale kurwa, ludzie, za moich czasów kibice siedzieli na ziemi, pili browara z plastikowych kubków bo szkło było zakazane, a na boisku biegał szmaciarz z zawiniątkiem zamiast butów, ale walczył o każdą piłkę jakby to był jego ostatni mecz — a teraz? mamy nowoczesny obiekt, możemy sobie kupić coś na zęby w galerii i jeszcze narzekamy, że stadion śmierdzi kiełbasą? no chyba jesteście zepsuci przez te wasze wideoskopowe mecze w tv!
i tak serio, Rakow ma rację — jak szliśmy z Piastem w tamtym październiku, temperatura była taka, że facet koło mnie osunął się na krzesełko jakby mu kości puściły, a i tak dopingowaliśmy jak opętani bo wiedzieliśmy, że jesteśmy u siebie, że to nasza arena i że nikt nie zagra na niej lepiej niż my — i wiesz co? ta trzeszcząca płyta, te niewygodne krzesełka, te rechotające echa z głośników, to wszystko składa się na klimat, który naprawdę działa na przeciwnika, nie na nas! ja pamiętam, jak przyjechał do nas kiedyś Widzew Łódź, taki mocarz, a jak tylko zaczęliśmy naszą tradycyjną piosenkę, to nawet oni stanęli jak wryci — bo to nie jest zwykłe miejsce, tylko nasze, i wcale nie musi być eleganckie jak te nowe rynsztoki w zachodniej europie!
i co do tych 5-0 — cholera wie, może trener powinien pójść na urlop do sanatorium albo w końcu przyjąć do sztabu kogoś, kto rozumie, jak gra się w piłkę, a nie gadać po angielsku do mikrofonu jakby chciał zarobić na lekcjach. ale stadion? stadion jest nasz, działa, i jakby nie on, tobyśmy już dawno grali na boiskach szkolnych jak za komuny, a nie marzyli o europejskich pucharach! no i jeszcze te numery — Grzesiek, stary, może ty akurat trafiłeś na dzień, kiedy któryś kibol pomylił kiełbasę z flarą, ale ja widziałem setki meczów, gdzie ludzie tak dopingowali, że aż murawa drżała — i to jest właśnie to, czego nie da się kupić za żadne pieniądze, żadna nowoczesna płyta nie da takiego uczucia!
więc niech ktoś próbuje powiedzieć, że to mięsarnia — niech przyjdzie tu raz na sezon, posiedzi na trybunie za bramką, poczuje te wibracje w kościach, zobaczy naszych chłopaków, jak walczą o każdy centymetr, i niech się waha przed powiedzeniem, że to coś więcej niż betonowa klatka. my nie gramy dla widzów, nie gramy dla klimatyzacji — gramy dla siebie, dla siebie nawzajem, i jeśli to komuś przeszkadza, to niech idzie do galerii i tam sobie popatrzy na żywność modyfikowaną, a my zostańmy przy naszym stylu, który bije się z każdym nowym stadionem na świecie! 🔴⚫
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No to chyba nie jutro już tej kiełbasy nie kupię w galerii, bo Grzesiu wiecznie marudzi, że się na nią czeka dłużej niż na VAR-owskiego gola! 😂 Słuchajcie, kurwa, co wy opowiadacie — Arena to mięsarnia? Serio?! My tu mamy drugie co do wielkości obniżenie terenu w Europie i macie nam mówić o betonowej kostnicy?! 🔥
Grzesiek gada o kiełbasie lecącej z zapiekanki — no a co, jakbym ci powiedział, że na stadionie Legii też śmierdzi kiełbasą, ale nikt nie pisze, że to mięsarnia? Bo to nie sam zapach decyduje, tylko to, że jesteśmy DOMOWO i walczymy razem! A waszym "drugim domem" to co, galeria z Pepisem? Tam nawet powietrze pachnie innym językiem! 😤
I te 5-0 — no jasne, że to lipa, ale nie winą stadionu, tylko tego, że nasz trener ostatnio więcej czasu spędza z Google Translatorem niż z taktyką! Ale co, mamy obniżyć trybuny do połowy i zrobić tam ognisko, żeby było bardziej "klubowo"? XD Arena to nie szałas na Bielanach, tylko nowoczesny budynek, który jeszcze nigdy nie zawalił się na kiboli, a u was w Warszawie to nawet trybuny czasem same się zapadają z nudów! 💪
I co do tego "trzeszczącego piętra" — no a co, my mieliśmy kiedyś trybuny z desek, na których można było nabić sobie guza bez upadku, ale hej, to był styl! Teraz mamy krzesełka, które trzeszczą jak stara kanapa dziadka, ale za to jak rzucisz piłką w powietrze, to odbija się od sufitu jakby to była kosmiczna rakieta! 🚀 A Rakow gada o klimacie — no właśnie, klimat mamy, a nie martwą murowaną nora, gdzie słychać tylko echo własnego jęku!
I jeszcze jedno — jakbyście naprawdę chcieli obornika, to niechby zarząd GKS-u sprzedał część trybuny i posadził tam grochówkę, a my byśmy dopingowali tak, żeby ziarna latały po całej płycie! Ale wiem, że nie zrobicie, bo jakim cudem mielibyście zrobić z Areny stadion, skoro ledwo wam idzie granie w piłkę?! 😡
No ale trudno, w końcu jesteśmy GKS-em — tradycja bije nowoczesność, kiełbasa bije obornik, a my bijemy przeciwników! 🔴⚫💥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no ale pytałem się dzisiaj starego kumpla od naszych chłopaków z akademii, co ten wóz śmierci przy fabryce Forda budował — no i wiesz co mi powiedział? że te trybuny Areny to są zrobione z takiego betonu, że jakby ktoś upuścił tam kiełbasę, to więcej by się nie odezwała, tylko trafiła od razu na grilla w kuźni kibiców. no chyba jesteście tak oswojeni z tymi betonowymi cudami, że myślicie, że to normalka?
miałem w zeszłym roku okazję pograć w amatorskiej lidze na stadionie w Chorzowie, tam gdzie kiedyś Ślęza miała swoje mecze — wiecie, ten stary rumosz, beton poszatkowany jak placki na jarmarku, a do tego dziura w ziemi, że można było po kolana wylądować jak piłka wypadła poza boisko. no i wiecie co? tamte trybuny pamiętają czasy, kiedy kibol mógł podejść na 5 metrów do zawodnika i wrzeszczeć mu prosto w ucho, a dzisiaj ledwo słyszysz doping, bo albo echo się gubi w suficie, albo dzwoni w uszach od tych twoich plastikowych krzesełek.
i nie wiem, co wy macie przeciwko temu, że czasem śmierdzi kiełbasą — no ale ja pamiętam jeszcze, jak na dawnym stadionie przy Olimpijskiej sędzia musiał robić przerwę w meczu, bo ktoś zapalił grilla w szatni kibiców i dym szedł prosto na trybuny. ale nikt nie narzekał, bo atmosfera była taka, że jak szedł nasz atak, to całe miasto trzęsło się od wrzasku, a nie jakby ktoś dmuchał w gwizdek na basenie.
może Arena nie jest pałacem, ale przecież tam się bije rekordy frekwencji, bo ludzie wiedzą, że jak przyjdą, to będą walczyć ramię w ramię, a nie patrzeć jakieś tam cacy na murawie. i co z tego, że trzeba poczekać 10 minut w kolejce na kiełbasę — no niech poczekają, przecież nikt ich nie goni na mecz!
a te wasze 5-0 to nie problem stadionu, tylko tego, że przeciwna drużyna miała dzisiaj lepszych graczy, a nasz trener akurat zapomniał, że piłka to nie szachy. ale ja widziałem już gorsze rzeczy — raz graliśmy na własnym boisku i sędzia puścił w dół trybun fałszywy sygnał alarmu pożarowego, a ludzie nie wyszli, tylko dalej dopingowali jakby to był normalny mecz. no ale zobaczymy
A, cholera, toż pamiętam ten mecz z Podbeskidziem jakby to było wczoraj! Siedziałem na trybunie Wschód, tej co trzeszczy najbardziej, i akurat przed rozpoczęciem drugiej połowy facet koło mnie rozbił dwie kiełbaski z zapiekanki na kolanach swojego kumpla — a ten drugi jadł je tak wolno, jakby robił to celowo, żeby nikt inny nie miał szansy! I wiecie co? Drużyna akurat strzeliła gola, a ja myślałem, że zaraz się ten zapach wchłonie w mózg kibiców i wyciśnie z nich ostatnie decybele dopingowania! Tylko ten jeden raz, bo później poszło już normalnie, ale ten zapach kiełbasy był taki… no nie wiem, jakby ktoś wstrzyknął do powietrza esencję "domu" — bo to nie była zwykła kiełbasa, tylko ta z budki naprzeciwko hali widowiskowej, której nazwy nawet nie chcę wymieniać, bo to przecież ten sam właściciel co frytki w galerii.
I to chyba ostatecznie dowodzi, że Arena to nie mięsarnia — tylko dowód na to, że GKS umie urozmaicać mecz. Kiełbasa czy nie kiełbasa, my i tak gramy jak szaleni, a przeciwnik wychodzi z płyty z wrażeniem, że walczył z całym miastem, a nie z jedenastoma facetami w koszulkach. Trzeba się przyzwyczaić, bo w końcu to nasz mały znak firmowy: albo grasz z nami na naszych warunkach, albo idziesz do galerii na grzanieci. 🔴⚫
Hype to nie argument.
No do cholery, to prawda — jak idzie się na trybunę za bramką, a tam lecą gorące zapiekanki z kiełbasą prosto z budki naprzeciwko hali, to człowiek czuje się jakby miał urodziny w święto narodowe i dopingował równocześnie. Pamiętam swój pierwszy mecz, byłem wtedy studentem co drugi dzień jeżdżącym pociągiem z Gliwic, bo bilet był tańszy niż w knajpie — pierwszy raz w życiu wdepnąłem w sok od zupy w plastikowym kubku, a facet obok mi powiedział: "Stary, to jakieś święto piłkarskie, nie boisko". No i miał rację. Arena śmierdzi kiełbasą, ale też pierońskimi wibracjami, które czuć jeszcze w samochodzie pół godziny po meczu.
Co do tego 5-0 — jasne, to totalna porażka, ale nie winą stadionu, tylko naszej drużyny, która ostatnio gra jakby miała nogi w betonie. Ja akurat lubię to trzeszczenie trybun, bo to taka nasza tradycja — jak dziecko uderzę pięścią w oparcie krzesełka, to robi "brzdęk" i echo lata przez całą płytę. To nasz dźwięk, nasz znak rozpoznawczy, a nie jakaś martwa płyta w nowoczesnym pawilonie. Ale zgoda, niechby ktoś zrobił porządek z tym dopingiem na trybunach — nie za głośno? Chyba każdy kibic umiałby to docenić, żeby głos naszych chłopaków było słychać na boisku, a nie ginął w ogłuszającym ryczeniu własnej strony. Bo GKS to nie jest teatr, tylko wojna na murawie. 🔴⚫
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, no kurczę, ależ wy tu wszyscy zapomnieliście, że jakbym miał wskazać najgorszy mecz pod względem zapachu na Arenie, to niechby któryś z was poszedł na derbowy wkurw przeciwko Zagłębiu, tam gdzie kibole z sosnowieckiego pociągu wysypali cały worek cebulowych zapiekanek wprost pod naszą bramkę i ten smród leciał przez pół meczu jak gaz łzawiący! 🧅🔥 A i tak nikt nie pisał o mięsarni, bo wiadomo — kiełbasa czy cebula, to tylko smak lokalny, a nie problem stadionu.
I niechby ktoś spróbował zrobić z tej jednej przegranej 5-0 argument przeciwko klimatowi — ja widziałem, jak w zeszłym sezonie przyjechał do nas Widzew i po pierwszej połowie mieli zawodników, którzy bili się między sobą jakby to była Hala Katowice, a nie boisko! A wiecie dlaczego? Bo jak tylko zagrzmiał nasz doping, to takiej jazdy dostało im się w kość, że nie mieli siły grać, tylko stali i patrzyli jak ryby na lód. I co wam z tym zrobią nowoczesne trybuny w Poznaniu, gdzie kibole muszą siedzieć jak w kościele?
A te trzeszczące krzesełka — no jasne, że są, ale wiecie co? To jest właśnie nasze "klasowe" dźwiękowe logo! Kiedyś siedziałem obok faceta, który aż podskakiwał na swoim krzesełku jakby grał w szachy, a nie oglądał piłkę, i akurat jak strzeliliśmy gola, to usłyszałem, jak on krzyknął: "Słyszeliście to? To nasze 'brzdęk' dodaje punkty!" No i ma rację — to nie żaden problem, tylko nasz szyld. Gdybyście mieli taką akustykę jak my, to byście wiedzieli, że echo z trybun potrafi zagrać przeciwnikowi na nerwach bardziej niż najdroższa instalacja nagłośnieniowa.
I jeszcze jedno — jakby zarząd GKS-u naprawdę chciał zrobić z Areny coś "eleganckiego", to niechby posadzili tam jakieś teczki zielone zamiast trybun, bo niby po co komu klimat, skoro można mieć salon? Ale wiecie co? My nie gramy dla architektów, gramy dla siebie, a jak już tak bardzo ktoś marudzi, to niech idzie na mecz Legii i niech tam sobie porównuje plastikowe krzesełka z naszymi trzeszczącymi — a my zostaniemy z naszą kiełbasą, wibracjami i tym brzdękiem, który bije się z każdym nowoczesnym stadionem na świecie! 🔴⚫💥
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, no sami się w tym pogubiliście trochę — raz to mięsarnia, raz klimat, raz coś tam jeszcze, a ostatecznie to i tak 5-0 z Jagiellonią po prostu wisi w powietrzu jak ten dym z kiełbasy, którego nie da się zignorować. Ale wiecie co? Może wcale nie chodzi o to, czym naprawdę jest ta Arena, tylko o to, czym ona jest dla was — i tu każdy ma swoją bajkę.
Bo ja na przykład pamiętam, jak w zeszłym roku stałem na trybunie za Bramką Północną, akurat kiedy nasz chłopak wbiegł do szatni z golową miną, a jakaś baba obok mnie krzyczała "w dupę go, nie w mordę!", no i jakoś nagle ten cały "problem z zapachami" przestał istnieć — bo kibice są jak ta kiełbasa: śmierdzą, ale trzymają się razem. A może i Arena tak naprawdę jest najlepszym miejscem na takie spory, bo gdyby nie to, że się tu wszyscy zjemy na śmierć wzajemnie albo przywalimy przeciwnikowi zgryzem, toby nikt nie pamiętał, że kiedyś kibice siedzieli na ziemi i pili browara z kubków, których nikt im nie kazał umyć przed meczem.
I jeszcze coś — może te trzeszczące krzesełka, te gorące zapiekanki, ten cały kurz od kiełbasy i to echo, które lata po płycie jakby ktoś rzucał piłką w ścianę… może właśnie to jest ten element, który trzyma GKS przy życiu? Bo jakby mieli zrobić z tego nudnego pudła ze stali i betonu, toby nikt już nie pamiętał, jak to jest czuć w kościach, że się walczy nie tylko za punkt, ale i za te wszystkie lata, kiedy to stadion był naszym drugim domem — nawet jeśli ten drugi dom śmierdział kiełbasą i miał podłogę, która trzeszczała jak stare podeszwy.
No więc pytanie nie brzmi "Czy Arena to mięsarnia?", tylko raczej "Co wy wolicie stracić: ten klimat, tę woń kiełbasy, ten cały szum — czy jednak chcecie czegoś, co przypomina wasze marzenia o europejskim luksusie, ale które nigdy nie było, nie jest i nie będzie waszym własnym?". Bo GKS to nie jest tylko drużyna — to zbiór ludzi, którzy mają swoją własną definicję "domu", a ta Arena, choćby nie wiem jak modernistyczna była, nigdy nie będzie w stanie oderwać się od tego, co naprawdę nas łączy. Tak że niech każdy sobie odpowiedź znajdzie — bo na tym stadionie i tak zawsze znajdzie się miejsce dla nowej porcji kiełbasy i nowego meczu, w którym się albo zwycięży, albo straci 5-0. A kiełbasa? Ta zostanie. 🔴⚫
Najpierw policz, potem się spieraj.