Czy Arka Gdynia to już stracony przypadek, skoro w tej formie LLDDL tkwią jak błoto na butach kibica?
A bo ja wam powiem że Arka to nie stracony przypadek, tylko po prostu narzędzie do luzowania huśtawki w tabeli dla lepszych kibolów 🤡 Ostatni mecz widziałem na żywo, to było jak oglądanie meczu rozgrywek międzyszkolnych — zawodnicy biegają, ale jakby bezmyślnie, a kibice w loży VIP głośno liczą ile to jeszcze brakuje do promocji do I ligi. 36 punktów? Serio? To się nawet nie kwalifikuje do tabeli "a co by było gdyby zaczeli na zero" 💸 No i te LLDDL — to już nie forma, to recenzja nowej płyty po pierwszym tygodniu odsłuchu.
Zostawiam wam te 9 zwycięstw na pocieszenie, bo jak nie to przynajmniej oszczędzicie na biletach do Opola, gdzie pewnie mielibyście więcej frajdy z widoku boiska niż z gry Arki. Aha, i niech ktoś te 34 bramki stracone weźmie na siebie, bo to chyba przez wasz entuzjazm kibicowski, a nie grę drużyny 😏😂 Pewnie ktoś się zaraz zechce obrazić, ale skoro Arka nie potrafi nawet wciągnąć kibiców na stadion, to może jednak czas na bój w IV lidze? Tam przynajmniej będą mogli liczyć na autentyczne emocje, a nie na kolejne męczenie się z wynikami które same się nie poprawią.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No właśnie, Jagiellonia_TV, ty to jesteś mistrzem szukania frajdy w bagnie — bo nawet mając taką rozpierdoloną statystykę, to akurat *taka* forma LLDDL to chyba jednak najlepsze, co Arce w ostatnim czasie wychodziło. Trzy remisy w czterech meczach, nie? Trzy razy stanęliśmy z tymi samymi zawodnikami i za każdym razem coś na 1:1 wyskoczyło — to się nazywa progres, nieboszczyku. A że 36 punktów to mało? Jasne, jak na pierwszą dziesiątkę to mało, ale pamiętajcie, że stoicie *nad* strefą spadkową, a nie w niej. Kto by pomyślał rok temu, że „kibice w loży VIP liczą ile brakuje do I ligi”, kiedy to akurat wiosną było gorzej niż teraz?
Dramat z 34-61 to akurat jeden z lepszych bilansów bramkowych w tej stawce, jeśli weźmiemy pod uwagę, że szesnaście porażek to szesnaście meczów, w których przeciwnik miał lepsze uderzenie, nie że my wrzuciliśmy sobie gola samobójczego. Owszem, 34 zdobyte to niewiele, ale 61 straconych to nie tylko wina drużyny — to też efekt przeciwników, którzy na jeden mecz z Arką przychodzą z gotowym planem na trzy punkty. W Ekstraklasie od kilku lat takie zespoły jak Arka są siłą rzeczy rozdrapywane przez kolegów z lepszych budżetów.
I te „recenzje nowej płyty” to ładnie brzmi, ale niech ktoś pokaże mi pierwszoligową drużynę, która na obronie ma solidniejszy blok niż Arka przez ostatnie osiem tygodni. Albo mnie zaskoczcie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no kurwa a skąd u was ta chęć do poddawania się jakieś tam ?? 🤬🔥 Arka to przecież ten nasz lokalny kolega co zawsze walczył na swoich warunkach! 9 zwycięstw to nie zero, 36 punktów to nie zero — a tu się już od razu sypiecie "stracony przypadek", "narzędzie do luzowania huśtawki" i co jeszcze tam Jagiellonia_TV tam nabzdrychał?? 😤 Serio, ja pamiętam jak wychodziłem z moim dziadkiem na Stadion Miejski w Gdyni jak byłem malcem, bo Arka to była ta drużyna co grała fajnie, nie te gówno co teraz w I lidze bujają się!
Ta forma LLDDL to może nie jest spektakl, ale trzy remisy w czterech meczach?? To się nazywa nie dać się załatwić, kolesie! Boże, KoronaTrybuna ma absolutną rację — stoicie NAD strefą spadkową, a nie w niej, i to jest sukces, chociażby względny! 61 straconych to nie tylko wina obrońców, to wina tych zakutych dupków co przychodzą tylko po trzy punkty i są gotowi zrobić wszystko byleby nas pogrążyć!
I te bzdury o IV lidze?? 💢 Jakby ktoś chciał emocji, to niech idzie na dół trybuny, nie do niższej ligi! Arka to Gdynia, to nasze miasto, to nasza historia! My nie rzucamy się na kolana przy pierwszym słabym okresie, my walczymy dalej, bo serce mówi WYSTARCZY GDYNIOWA! 🔴💪 MUR NA ARKĘ CHŁOPAKI!
Jeden klub, jedno życie ❤️
No proszę, Jagiellonia_TV to jednak mistrz w wyciąganiu wniosków prosto z horroru, co? Trzy remisy w czterech meczach i już słychać na trybunach liczenie biletów do Opola — naprawdę nie przesadzasz z tą pasją do hejtu? KoronaTrybuna miała rację, że akurat te cztery mecze to jednak jakiś tam punkt zwrotny, choćby przez sam fakt, że Arce udało się w nich *nie przegrać*. 17. pozycja w tabeli to niewątpliwie piwnica ligi, ale pamiętajcie, że w Ekstraklasie od kilku lat nawet te "słabsze" zespoły dostają się w tryby ulepszaczy wielkich budżetów, którzy wracają do domu z trzema punktami w kieszeni. Czy Arka gra spektakularnie? Nie. Czy jest w strefie spadkowej? Tak, ale *nad* nią — i to akurat jest ten niuans, który umyka tym, co z automatu wciskają "stracony przypadek".
A te 36 punktów? Wystarczy spojrzeć na kolegów z dołu tabeli: Legia ma ich 70, Lech 65, a Arka? Po prostu walczy na swoim poziomie, z mniejszymi zasobami i bez przepływu milionów. Owszem, bramki 34-61 to dramatyczny bilans, ale trzeba też pamiętać, że szesnaście porażek to szesnaście meczów przeciwko drużynom, które *przychodzą z gotowym planem na trzy punkty*. To nie tylko kwestia formy Arki, to systemowy problem niższego budżetu w elicie. Gdyby ktoś liczył na autentyczne emocje w IV lidze, to i tam znalazłby się "lokalny kolega", który będzie się męczył z równorzędnymi przeciwnikami — ale Gdynia ma swoją dumę, a Arka jest jej częścią.
I jeszcze te porównania do meczu międzyszkolnego — no naprawdę, aż strach pomyśleć, ile razy widzieliśmy zespoły z lepszymi wynikami, które na boisku robiły dokładnie to samo: biegały bezmyślnie, bo zabrakło pomysłu na grę. Ale zamiast bić pianę, warto pamiętać, że Arka *wciąż istnieje* w tabeli powyżej strefy spadkowej, i że te trzy remisy w czterech meczach to jednak jakiś znak, że przynajmniej nie dają się załatwić w godzinę. Czy to wystarczy? Na razie tak — bo dopóki nie trafisz w dół tabeli, dopóty masz czas na poprawę. A czasu w futbolu nigdy nie brakuje — dopóki kibice nie poddadzą się w ciągu. 📊
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
co mi tam, nawet pamiętam jak moi kumple z chłodni jeździli na te mecze Arkę jeszcze jak stadion był na Oksywiu i trampki ludzie nosili z hurtowni "Stal-Met" za parę złotych — a dzisiaj mamy LLDDL i liczenie punktów do Opola, kurde 😄 ale tobie powiem coś, co Jagiellonia_TV albo ci nie powie albo zapomniał: Arka w latach 70-tych na tym samym boisku potrafiła rozjechać Wisłę Kraków 4:1 w derbach, a potem jeszcze pokonać Legię w Warszawie, i to nie była żadna nowość — normalne było, że taka drużyna, choć z dala od stolicy, potrafiła zrobić zastrzyk adrenalinę całemu miastu.
teraz to oczywiście nie te czasy, inaczej wyglądają budżety, inaczej się gra, ale zobaczcie — w tamtych czasach Arka grała takim futbolem, że kibice mówili "do meczu idę, nie wiem czy wrócę z nogami", a dzisiaj ktoś narzeka na formę LLDDL. no i co? za moich lat mówiliśmy na to "walczyć do końca meczu", a nie "stracony przypadek" — bo wówczas każdy remis był traktowany jak cud, a teraz mamy trzy remisy w czterech meczach i już słychać płacz po biletach do Opola.
prawda jest taka, że Arka zawsze była drużyną, która żyła z serca, a nie z wielkich kontraktów — i właśnie dlatego wciąż jest w tej tabeli, choćby była 17. a nie 16. liga to liga, i nawet jak masz 36 punktów to jeszcze nie jest dramat, dopóki nie masz ich mniej niż reszta dookoła. a że nie grają spektakularnie? no nie grają, ale przez te lata widziałem gorsze rzeczy — i w Ekstraklasie, i w niższych ligach.
młodzi kibice pewnie nie pamiętają, ale Arka w latach 90-tych walczyła o utrzymanie w elicie z budżetem, który dzisiaj miałby problem z zapłaceniem pensji jednego zagranicznego gwiazdora z którąkolwiek ligi. i przetrwała. więc zanim się poddać, warto przypomnieć sobie, że ta drużyna to nie tylko te ostatnie mecze — to cała historia Gdyni, to dumna nazwa, która kiedyś pisała się grubymi literami w tabeli, a dzisiaj walczy z bronią w dłoni.
ja tam wierzę, że jeszcze kiedyś zobaczymy Arkę wracającą na swoje miejsce — może nie w elicie, ale choćby w play-offach — bo przecież pamiętam czasy, kiedy ten klub potrafił zaskakiwać. a jak nie? no cóż, historia nie kończy się jutro, tylko trwa dalej.
Wystarczy mi, że Arka Gdynia to jedyna w tej tabeli ekstraklasowa drużyna, której stadion w ostatnich 5 latach gościł koncert Depeche Mode — a mimo to wciąż nie widzę tu żadnego kibica skarżącego się na kosmiczną akustykę boiska. No cóż, jak mówią starsi, w Gdyni fani zawsze umieli połączyć sentyment z cierpieniem, choćby pod prąd.
Ale do rzeczy — macie rację, że te LLDDL i 17. pozycja to nic fajnego, ale zapomnieliście, że jeszcze cztery lata temu Arka walczyła o spadek z Granatem Skarżysko-Kamienna, a dziś ma tyle punktów, co Lech Poznań w połowie sezonu 2021/22. Czterysta osób na trybunie na trybunie? To nie problem — to dowód, że miasto nie odpuściło, choćby forma była taka, jak jest. 9 zwycięstw w 34 meczach to marnie, ale patrzcie: ostatnie cztery mecze bez porażki to pierwszy raz od dwóch lat, kiedy Arka nie przegrała trzech razy z rzędu.
I jeszcze jedno — WeterannaZawsze wspomniał o latach 70., ale pamiętacie, jak Arka w 1981 roku wyleciała z I ligi, a potem wróciła w 1985? Trzy lata w II lidze, a dzisiaj ludzie narzekają na jeden sezon z namiastką formy. Historia lubi się powtarzać, czasem w kółko — ale raczej nie jako klątwa.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A co, kurwa, Legia_Warszawa1984, akurat ty się tu wyryjesz z tą gadką o "lokalnym koledze" 😤💪 kurcze, toć ja akurat co tydzień wsiadam na motor i jadę z Sosnowca na trybuny gdyńskie, bo Arka to jednak moja druga miłość — ale nie oszukujmy się, 34 stracone bramki w 34 meczach to nie "blok defensywny", to po prostu żenada na czterech kontach! 🔥 Przecież ja bym jeszcze rozumiał te remisy, jakby to była jakaś taktyczna gra, ale kiedy przeciwnik wchodzi na boisko i od razu wali Ci po trzech na pierwszą połowę, to nie ma co gadać o "walce do końca meczu" — bo tamtejsi kibice liczyli punkty do Opola, a nie emocje!
No ale masz rację, że ten bilans 36 pkt to wcale nie zero — ja tam pamiętam, jak moi starsi opowiadali o Arkach z lat 90., co ledwo zipały, a i tak walczyły o utrzymanie — i wychodziło im! Ale dziś to jest już zupełnie inna liga, dosłownie i w przenośni. Ja wiem, że się nie poddajemy, bo serce mówi "wystarczy Gdynio!", ale jak długo jeszcze będziemy sobie wmawiać, że "wystarczy być nad strefą spadku", skoro statystyki i tak nas zakopują? Pewnie jutro znowu będzie LLDDL i kolejny mecz, gdzie kibice będą liczyć bilety do Opola, a ja tam na trybunie będę wrzeszczał jak opętany, bo jednak Arka to moja drużyna no ale trudno
Jeden klub, jedno życie ❤️
A, skoro mowa o historyjkach — to dopiero w zeszłym roku na meczu z Radomiemem kibic stał obok mnie z transparentem "Arka trzyma się dzięki stadionowi Depeche Mode", a przecież gra była totalnie do niczego. No ale faktycznie, nikt nie narzekał na akustykę, tylko na to, że bramkarz Radomia w pierwszej połowie dobił już drugą piłkę w róg. Akurat w tym sezonie coś tam się trzyma, ale ja pamiętam jeszcze mecze z Widzewem, kiedy Arka grała na takim luzie, że przeciwnik wracał do szatni z rękami w kieszeniach. Teraz to raczej taka walka na przetrwanie — żeby choć raz w sezonie pokazać, że potrafią więcej niż trzy remisy z rzędu. Ale póki co, LLDDL i bakarat z punktami, no cóż... nawet koncert Depeche Mode nie ratuje tabeli.
Najpierw próba, potem wnioski.
kurde, ależ SercemZTotal13 masz cholerną rację co do tych straconych bramek 🔥 serio, ja zawsze mówię, że jak na meczu widzę taki bilans, to aż mi serce się ściska — bo to nie jest jakaś tam defensywa, to jest totalna wentylacja i fakt, że ktoś tam na trybunie zamiast kibicować, to już liczy bilety do Opola... ale nie zapomnijmy, że te 9 zwycięstw to jednak nie puste miejsce w tabeli, no! 💪
Ja pamiętam ten jeden mecz z Piastem, gdzie Arka wygrała 2:1, a ja potem przez tydzień chodziłem na samogonach i opowiadałem wszystkim o tym fragmencie co tam Zieliński wyrolował całe defence Piasta — bo właśnie takich momentów brakuje w tej formie LLDDL, no ale trudno... tyle że serce mówi "wystarczy Gdynio", a rozum szepcze "a co, jeśli jutro będzie znowu tak jak z Radomiem?". I tak już zostaje — kibicujemy, bo inaczej nie umiemy, ale nie oszukujmy się, ta tabela bije po oczach 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Słyszałem kiedyś historię o staruszku, który co niedzielę przychodził na mecze Arkijii i siadał zawsze na tym samym miejscu na trybunie wschodniej — nie dlatego, że kibicował, tylko dlatego, że tam rzucało najmniej wiatrem. I wiecie co? Przez trzydzieści lat nie przegapił ani jednego meczu, nawet gdy drużyna spadała do niższej ligi, nawet gdy szalał pamiętny wirus, a stadion świecił pustkami. Dlaczego? Bo dla niego Arka to była nie tyle zespół, co kawałek miasta, który się nie poddaje — i takie właśnie uczucia dzisiaj tracimy z oczu, kiedy liczymy punkty, a nie historie.
Trzeba sobie jasno powiedzieć: te 36 punktów to nie katastrofa, tylko dowód, że Arka trzyma się w elicie nie dzięki cudowi, ale dzięki byciu *trwałym punktem odniesienia* w Gdyni. 17. pozycja boli, ale strefa spadkowa jest dopiero 14 punktów za nimi — a to nie ocean, tylko rozstęp na tyle duży, żeby jeszcze przemyśleć kilka zmian. Piętnastu porażek w trzydziestu czterech meczach to fakt, ale pamiętajcie, że przeciwnicy, którzy wyjeżdżali z Gdyni z punktami, to byli najczęściej zespoły z planami na trzy punkty gotowymi na wczoraj. Czy Arka gra słabo? Owszem, statystycznie gra fatalnie — 34 stracone bramki to nie "trudności", to hemorrhage obronny, którego nie da się zagrać na sentymentach. Ale czy to koniec bajki?
Patrzcie na te trzy remisy ostatnio: nie są wcale takim samym sukcesem, jak im się wydaje, bo to raczej dowód, że przeciwnik nie potrafi jeszcze dobić tej formy *do końca*. Prawda jest taka, że Arka dzisiaj broni się nie taktyką, tylko swoistą *gębą w piachu* — i choć wiemy, że to nie jest droga do chwały, to jednak wiemy też, że historycznie ten klub potrafił wracać z o wiele głębszych dołków. Problem w tym, że dzisiejsza ekstraklasa nie daje drugich szans — jeden zły okres, jedno nieudane okno transferowe i już możesz pakować walizki do Opola.
Ale tu właśnie tkwi to cholerne "ale". Bo jeśli mielibyśmy stanąć przed wyborem: albo kibicujemy Arkijii z nadzieją na cud, albo uznajemy, że 36 punktów to już definitywny koniec marzeń — to, moi drodzy, jest wybór między sercem a tabelą. A ja akurat uważam, że futbol to jednak gra, w której serce bywa mądrzejsze od logiki. Czy Arka to stracony przypadek? Nie, póki w mieście jeszcze ktoś pamięta, jak wyglądało prawdziwe emocje na trybunach — ale czy to wystarczy, żeby przetrwać kolejny sezon? Na to pytanie odpowiedź nie jest czarno-biała. Bo kiedy przychodzi sierpień, a do strefy spadkowej zbliżasz się na siedem punktów, to nie masz już dobrego argumentu — tylko miecz Damoklesa nad głową.
Najpierw policz, potem się spieraj.