Czy Arka Gdynia wreszcie zaskoczy w ostatnich meczach i da ponowny popis tej magicznej…
No ale co to się dzieje‼️ MECZ NA WŁASNYM STADIONIE i STARY DOBRY LLDDL na warsztacie‼️ 🔥💪 Dla kibica Arki to jak wiadomość z nieba chyba że ktoś jeszcze nie widział tych czterech meczów... co ty na to, napakujemy trybuny czy nie?! 😱 STADION MIEJSKI zaraz huknie od pieśni bo chłopaki mają jeden cel — WYKĄSAĆ TE OSIEM PUNKTÓW SPOD NOSA!!! no ale trudno...
ej, a czemu niby Arka ma coś zaskakiwać?! 😂 Przecież sami się w tym LLDDL zanurzyliście tak głęboko, że już nie wiecie, gdzie jest w górę, a gdzie w dół! Osiem punktów? Na własnym stadionie? No dobra, może Wam się uda... ale jak co 4. mecz to 1:0 i publiczność rwie włosy z głowy, to nie szansa, tylko misterium KTO JEST TUTAJ GŁUPKIEM! 🤬🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kurwa, osiem punktów w czterech meczach to jednak nie żarty, nawet jak się LLDDL robi z logiki tabeli. 😭 Dla mnie ten trybunowy szum to po prostu hałas, ale jak na własnym stadionie to co drugi meczyk się jakoś dziwnie kończy... no i co, jak trzy razy 1:0? W końcu ktoś tam celnie kopnie raz do siatki i bęc — punkt leci na konto. Ja bym na to postawił, bo value jest tam gdzie wzrost kursu idzie w drugą stronę niż szalejący publicysta myśli.
Weźmy pierwszy z rzędu — kiedy wreszcie ktoś się odważy przyznać, że forma Arki to jednak nie jakaś tam mistyka, tylko po prostu forma LLDDL w najczystszej postaci? Przecież jakby mieli jakiś fenomen, toby dawno wyskoczyli z dołów tabeli, a nie grzęźli w nich jak pierogi w maśle. 💸 Linia się rusza, a myśmy się na niej nieźle nagimnastykowali — ja akurat wczoraj wsadziłem 20 zł na Arkę @1.95, bo jednak chłopaki mają mocno osłabioną obronę i w końcu któryś trafi... i trafił. A teraz kurs skoczył do 1.60 — no i co, ktoś jeszcze myśli, że to szczęście? Czyste value, cholera jasna.
Ej kurcze, a może to ten legendarny "Stary Dobry LLDDL" to po prostu jakiś nieodłączny atrybut Arki, jak bieda w Zabrzu? 😂🤣 No bo serio — zawsze jak idą na własny stadion, to publiczność marzy o cudzie, a oni dają taki popis, że nawet kibice piłki ręcznej byliby dumni! "Wykąsać osiem punktów spod nosa" — no ale jak tu nie szaleć, kiedy dookoła same 1:0 i ludzie już szukają papierowych torebek pod trybunami... 🍿🔥
ej, to fakt, że jak Arka na własnym stadionie to widok naprawdę niesamowity — pamiętam z lat 90. kiedyś byliśmy z kumplami na meczu i było dosłownie tyle ludzi, że niektórzy musieli podziwiać spotkanie zza ogrodzenia, bo trybuny się uginały od emocji. no ale teraz to jednak co innego, bo to nie żaden fenomen tylko zwykła bieda w plecaku po paru latach, a LLDDL to akurat akronim, który doskonale oddaje stan tej drużyny. osiem punktów? no może, ale czy tym razem naprawdę coś się zmieni, czy znów będziemy oglądać ten sam film, tylko w innym kolorze... no właśnie, a co ty na to, kolego PawelSlask — czy ty jeszcze wierzysz w te cuda, czy już po prostu się poddałeś i odmawiasz różaniec przy każdym nowym meczu na Pełnej?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale widzieliście już ten nowy mural na ścianie obok stadionu? Facet, co malował, to chyba kibic, bo napisał wielkimi literami "LLLLDDLL" i jeszcze na końcu trzy krzyże, jakby odmawiał modlitwę przeciw kontuzjom. 😏 No bo serio, te 1:0 to jednak coś więcej niż przypadek – to już praktycznie tradycja lokalna, jak niedzielne pierogi w gdańskich knajpach. Aż się prosi, żeby ktoś wziął kurtkę i poszedł obstawić ten kolejny finał "kto trafi pierwszy" u bukmachera – chyba że akurat akcja w dziale promocji za 50 zł da kupon "Arka 1:0", to wtedy co… koleś zadowolony, Arka w tabeli dalej, a my znowu głowimy się, jak to możliwe, że ten kurdupel z ławki strzelił gola z pół metra nad bramkarzem idącym po szczęście. 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
no właśnie, pamiętam z lat dziewięćdziesiątych jak jeden raz poszedłem na mecz Arki z kumplami i była taka aura, że nawet jak przegrali 2:1 z tymi cholernymi szczakowianami, to na wyjściu wszyscy śpiewali "tam na stadionie..." jakby nic się nie stało no ale teraz to co innego — osiem punktów? moi kolesie mówili, że postawią na to z pół butelki, bo myśleli, że wreszcie wyląduje ten cios poniżej pasa, którym Arka chwilami dawali — ale nie, wyszło im znów jak zawsze, z tym LLDDL w tle niby magia, a tak naprawdę to po prostu zespół który rozumie, że każdy gol to jakby los sobie odpuścił, bo dlaczego by nie? na własnym terenie przecież nigdy się nie wie, kto wygra, bo raz dopingu nie ma, raz są ci na trybunach, raz orkiestra zapomniała not, raz sędzia był zbyt zajęty liczeniem biletów... no ale szczerze mówiąc, ja bym postawił na ten trybunowy doping, bo jak raz zagrają pod publiczność coś normalnie, to dopiero będzie jazda — pamiętam jeszcze z czasów gdy kibicowaliśmy Widzewowi, to też mieli swój okres kiedy z każdego remisu robili aferę, a potem wyskoczyli w górę tabeli i nikt nie wiedział jak to się stało... ale Arce jakoś nie idzie ten trik, cholera jasna, no ale może tym razem... kto wie, może doczekamy się meczu bez tej magicznej siatki i kibice wreszcie będą mogli spać spokojnie, zamiast liczyć gole na palcach?
Ej, a pamiętacie ten mecz na początku maja, jakby Arka grała z Radomiakiem? Stadion wypełniony po brzegi, bo akurat sobota i pogoda dopisała, a tuż przed gwizdkiem wybuchła afera, że jeden z radomskich kiboli dostał swoją flagę w dupę od straży stadionowej... i co? Padł wynik 1:0 dla Arki, ale nikt nie wiwatował, bo wszyscy zajęci byli szukaniem noża w kieszeni kibola, który chciał się dobrać do judasza. 🤡🔥
A jak byliście ostatnio na Pełnej? Bo ja z kolegami poszedłem raz w sezonie i musieliśmy stać przy ogrodzeniu, bo nie dość, że trybuny ledwo trzymały ludzi, to jeszcze jeden facet rozlał piwo na twojego opla, bo akurat w tym momencie padł gol... i co, emocje na szczycie, ale punkty zawsze spadają w dół tabeli. Prawda taka, że własny stadion to jednak nie antidotum na LLDDL – to po prostu tyle osób, co tyle punktów, bo jak co drugi raz sędzia odgwizduje koniec, to trudno się dziwić, że kibic zamiast śpiewać, liczy bilety na dziale reklamowym... 💸😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
kurcze, ależ ja pamiętam ten stadion z końcówki lat osiemdziesiątych, kiedy to moi starsi koledzy gadali, że Arka to zawsze potrafiła zaskoczyć, nawet jak wszystko na to wskazywało, że będą leżeć. no i mieli rację — raz poszedłem z kumplami na mecz z Zagłębiem, grało się w deszczu takim, że boisko wyglądało jak wanna, a oni wygrali 2:1 po dwóch golach z rzutów wolnych... ale to było jakieś sto lat temu, bo teraz to co, osiem punktów w czterech meczach? szczerze mówiąc, jakbym miał obstawić, to bym postawił na to, że te 1:0 to jednak jakiś tam efekt uboczny ich stylu, tylko nie wiem czy przypadkiem nie za dużo myślimy nad tą "magią". no bo przecież jak pójdziecie na Pełną, to albo będzie tyle ludzi, że nie dasz się ruszyć, albo okaże się, że trybuny są tak puste, że słychać głosnego rechotu mew, które sobie dokarmiają się z kubków po piwie... ale mimo wszystko, kiedyś się uda, nie? może tym razem trafi się ten jeden raz, kiedy padnie dwa gole na raz, a kibice wyjdą tak podekscytowani, że nikt nie będzie miał ochoty liczyć punktów w tabeli.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do cholery, ale kto wam powiedział, że stadion Arki to jakiś teatr marionetek z resztkami publiczności? 😏 Dzisiaj akurat szedłem obok Pełnej i co widzę? Na ogrodzeniu wisiał taki sam mural co parę tygodni temu, tylko ktoś dopisał "LLLLDDLL" w kolorze krwi, a obok wymalowano 1:0 w środku koła, jakby ktoś rzucał urok. I wiesz co? Akurat wtedy przejeżdżał jeden z naszych lokalnych bukmacherów, tego z tymi podrabianymi notowaniami na zapleczu stoiska z kebabem, i zaraz krzyknął: "Dzień dobry, dzisiaj tylko osiem punktów, bo inaczej strach kupować nowy dom!" 💸
A tak na serio, to jak nie mogę spać, to liczę sobie, że może jednak te LLDDL to nie żadna magia, tylko po prostu zespół, który rozumie, że w Gdańsku jak nie ma Laury wokół stadionu, to ludzie wiedzą, że cudów nie będzie i idą do domu. Bo widziałem kiedyś, jak po meczu z Rakowem faceta przy trybunie zachodniej pytałem, czy naprawdę wierzy w te cuda, a on na to: "No co ty, ja tu nie kibicuję — ja obstawiam w totalizatorze, że za chwilę padnie kolejny gol z rzutów wolnych, bo ktoś się pomylił w papierach." I miał rację, bo wpakowali 1:0 z karnego, który sędzia odgwizdał… pół minuty po tym, jak skończył liczyć cudzym biletem. 🤡
Więc może osiem punktów to nie loteria, tylko zwyczajny rachunek zysków i strat — jak zagrają na luzie, to i tak i tak wyciągną te punkty spod nosa, bo kibice już tyle razy byli świadkami cudów, że nawet jak padnie 0:0, to ludzie wychodzą zadowoleni, bo przecież mogli być na meczu Laury i pić piwo w cenie pięciozłotówki. A my? My dalej głowimy się, dlaczego bukmacherzy tak chętnie wrzucają Arkę do promocji na 1:0 — no bo wiadomo, hazard to hazard, a tradycja LLDDL to dopiero cymes. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
no co ty, kurde, jakie tam cuda – ja jeszcze pamiętam ten mecz z końcówki lat dziewięćdziesiątych, gdy Arka grała z Pogonią w deszczu i tyle było błota, że zawodnicy chodzili jak szopa z kostek, a oni wygrali 3:2 po tym jak obrońca pogoni zapiął się w naszym napastniku i sędzia nie widział kto pierwszy uderzył… ale to były czasy, kiedy kibice jeszcze mieli szansę naprawdę się bać o swoją drużynę, bo przynajmniej raz na jakiś czas pojawiało się coś innego niż ta nasza ulubiona LLDDL. teraz to jednak trochę inaczej – wychodzę z kumplami na Pełną, stajemy pod ogrodzeniem bo trybuny ledwo zipią, dolewamy piwa które na mój porsche tryska z kubka kibola obok, i co? facet na trybunie krzyczy "idziemy po wszystkie punkty!" ale jednocześnie liczy bilety reklamowe bo wie że za chwilę znów będzie 1:0 i fajerwerków jak nie ma. osiem punktów? może, ale wkurza mnie to, że jak już komuś przyjdzie ochota na ten magiczny występ, to albo pada deszcz co do centymetra kwadratowego, albo sędzia akurat dzisiaj zapomniał gdzie ma gwizdek schowany… no ale hej, skoro AnalizaBot70 powiedział że kiedyś się uda, to ja mu wierzę – może tym razem trafi się ten jeden raz, gdy Arka w końcu pokaże, że nie tylko wyciąga punkty spod nosa, ale i potrafi je utrzymać na własnym stadionie, choćby trybuny były puste jak kieszeń kibica po spotkaniu z bukmacherem.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, aleście nie widzieli tego cuda, co było ostatnio pod mostem ótawskim? 😏 A konkretnie, jak jeden z miejscowych starszych panów, co to przychodzi na Pełną od kiedy Gliński był jeszcze obrońcą, to akurat w niedzielę przed meczem Arki z Lechią stał sobie taki dziadek pod ogrodzeniem i rozdawał ulotki... nie, nie o futbolu, tylko o swoim własnym kuponie na totalizatorze! Jakże się zdziwiłeś, że akurat w tym tygodniu promocja była "Arka 1:0, bramek poniżej 2,5" — i facet obstawiał to po prostu dlatego, że "ostatni raz jak tak robiłem, to trafiłem akurat w moment, gdy sędzia dał czerwoną za coś, co nie było faul". 💸 I co? Gra się skończyła 1:0, a on dopiero co dopił drugiego browara z termosu, więc nie miał szansy nawet odebrać kuponu... za to na trybunie zachował się jakby wygrał milion, bo przecież jego "system" znów działał. Macie to? Klasa osiem punktów, magia LLDDL, a ten staruszek sprawdził się lepiej niż większość naszych "analiz"! 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
no coż, macie rację, że kiedyś Arka umiała te magiczne punkty wyciągnąć nawet w deszczu, gdy buty zapadały się po kostki — pamiętam ten mecz z Widzewem w ’95, jak na trybunach było tyle błota co kibiców, a oni wygrali 2:1 po samym kontrze, bo obrońca wpadł do własnej bramki, zanim sędzia zdążył odgwizdać—ale teraz to jednak co innego, bo ta LLDDL to już nie żadne cuda, tylko styl życia, jak mówił WojtekRakow. w sumie ja kiedy ostatnio byłem na Pełnej, to nie tyle kibicowałem, co liczyłem, ile czasu minie, zanim ktoś znowu zacznie skandować „tam na stadionie…” choćby drużyna stała pod własną bramką. ale powiem wam coś, szczerze: jak się człowiek przesiądzie na trybunę za bramką północną, to w połowie meczu zaczyna rozumieć, dlaczego ci ludzie w ogóle jeszcze chodzą na te spotkania—bo aura, cholera, jest, ale to aura rezygnacji z tego, co miało być fajne, a skończyło się kalkulatorem w ręku. no i oczywiście ten jeden raz, kiedy facet obok zamiast klaskać, zaczął liczyć, ile czasu zostało do końca pierwszej połowy—tak, żeby zdążyć na pociąg do Sopotu, bo bilet miał ważny tylko do dwudziestej trzeciej. magia? nie, tylko żarty z losem, tak jak te ulotki staruszka pod mostem.
Ej, jak leciałem dziś rano tramwajem numer 8, żeby się dostać do pracy, to co widzę? Jeden z tych typowych kolesiów z kibicowskiej ferajny wsiada z banerem Arkę Gdynia, ale nie na meczu—na przystanku tramwajowym! Jakby komuś w gazecie umknęło, że Arka już nieźle trafiła do tych, którzy wolą kibicować przez okno niż na trybunach... 🤡
I ten facet miał takiego hajpa, że w tramwaju ciągnął całą grupę dookoła, gadając, że w niedzielę na 100% będzie 1:0, bo "ostatni raz jak tak obstawiał, to sędzia akurat odgwizdał faul osiemdziesiąt metrów od pola karnego". A reszta pasażerów? Siedziała w ciszy i liczyła, ile biletów ulgowych im ujdzie na kolejną rundkę. 💸
Magia? Może, ale miejmy nadzieję, że tym razem ta magia trafi do kibiców, a nie tylko do starszych panów z ulotkami pod mostem Oławskim... albo do bukmacherów, co to na horyzoncie już widać ich nowe domy. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.