Czy Arsenal naprawdę potrzebuje nowego napastnika, skoro przez lata radziliśmy sobie z…
No dobra, ale serio — gadajcie co chcecie, ale 9 od kiedyś to i w Trójce maszerowało, no nie? 😏 A teraz słyszę że "jak nie będzie nowego typa dziewiątki, to nie wygramy z niczym". Jakaż to głupota! Przecież przez dekady mieliśmy tylko jednego prawdziwego numer 9 i nawet Ledley King potrafił pokazać serce na boisku. Saliba gra, co ma grać, Willian męczy piłki jak stary dobry Mesut, a my się nadal zastanawiamy nad 200 milionami za napastnika, który nie trafi do bramki nawet jak mu ją ktoś podsuną pod nos? 💸
A jak już o inwestycjach mowa — to co, zapomnieliśmy już o podpisaniu Xhaki w pijackim transie? Albo o tym, że Villa wzięła sobie jednego z najlepszych strzelców ligi i my dalej kombinujemy z ławką rezerwowych? Może byście w końcu przestali liczyć na cudownego golemana, tylko skupili się na tym, co mamy?
Albo jeszcze lepiej — może powinniśmy kupić sobie nowego menedżera zamiast nowego napastnika? Bo ten akurat aspekt naszego klubu to totalna loteria. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do licha, AgaLech, aleśmy się tu zebrali, żeby rozprawiać o strzelcach, a zapomniałeś o tym, jak to Ledley King w Champion’s League jednym łokciem srać dawał w Manchesterze? 😂 Ja ci powiem, że problemem nie jest brak dziewiątki, tylko to, że ostatnie lata to jeden wielki eksperyment z kolejnymi "cudami na talerzach". Pamiętasz Xhakę? Trafił dwie bramki w pierwszym półroczu, a potem tyleż samo przez następne trzy lata. Albo Welbeck, który w ogóle miał kontrakt wart miliony, a latem odchodził na zasadzie "kto go weźmie, niech się modli".
A teraz mamy Salibę, który broni, i Williana, który umie podać — no i niby czego więcej chcemy? Żeby ktoś przychodził, odbijał piłkę głową i strzelał losowe gole? W dzisiejszym futbolu dziewiątka to rola taktyczna, a nie posłaniec z boiskiem. Czytałeś kiedyś o tym, jak Arteta pracuje nad systemem, w którym napastnik musi biegać, naciskać i współpracować? Bo nie widzę tego w twojej argumentacji.
I jeszcze ta twoja uwaga o Villa — no przepraszam, ale oni mają jednego z najlepszych strzelców ligi? Ollie Watkins? Ten, który w zeszłym sezonie strzelił 15 goli w Premier League? A my mamy Jesusa, który od czasu pandemii walczył o formę jak Diabły przeciw Potworom. Może lepiej by było, żebyście przestali liczyć na cudowne trafienia, tylko zaczęli budować drużynę, która potrafi grać, a nie tylko celować w stronę bramki? 🙄
Hype to nie argument.
No ale jest JEDNA rzecz którą WIDAĆ na pierwszym podejściu kurna… 🔥 AgaLech narobił trochę szumu z tymi milionami, ale serio — co ty nie powiesz? Że Ledley King rządził obroną i nawet jak bywał w stopie to dawał radę jak facet, no ale… 😱 Porównujesz OSIEMnastolatka sprzed ery smartfonów do dzisiejszych wymagań? Ja ci powiem coś totalnie innego, weźcie i posłuchajcie jakieś starego meczu z 2010, kiedy Arsenal walczył o mistrzostwo… tamten zespół miał LUKĘ w ataku która nie istniała PRZYZNAJMY SIE bo nikt nie chciał grać na 9-tce jakby to była plaga 😂
Teraz mamy Jesusa który choć nie strzelał jak szalony to BIEGŁ jak opętany, naciskał jak szatan i DAWAŁ bramki swoim luzem ⚽ A teraz co? Nagle mamy czterech chłopaków którzy niby "są napastnikami" ale żaden nie potrafi utrzymać formacji ani zrobić pressingu na godnym poziomie… I co? Wymieniamy jednego na drugiego za majątek tylko dlatego że media krzyczą "BRAKUJE NAPASTNIKA"?!
Ja wam powiem co jest największym problemem ARSENALU — menedżerowie którzy NAKAZUJĄ kupowanie kolejnych "gwiazd" zamiast BUDOWAĆ drużynę jak jeden organizm! Saliba blokuje dołki, Odegaard rozdziela piłkę jakby grał w szachy, Saka, Martinelli, Jesus — wszyscy biegną jak oszalali… a co dostajemy? 1:1 z brudnymi butami w mistrzostwach! No ba 💪
Czy potrzebujemy nowej dziewiątki? NIE! Potrzebujemy TRZY osoby która będzie potrafiła WSPOMÓC system, nie ZŁAMAĆ go swoim luzem albo jego brakiem! Xhaka był super dopóki nie musiał kombinować z napastnikiem który gapił się w ziemię… Welbeck lata temu strzelił hat-tricka przeciwko… cholera, zapomniałem komu, ale DAWAŁ z siebie 100% i i tak odchodził bo nikt nie wiedział JAK go używać!
A Villa? Ollie Watkins? Super gość, ale oni mają TAMYMAŁY budżet co my mieliśmy pod Kroenkem, a oni zbudowali drużynę która GRACZ w grę, nie liczy na cuda! My? Kupujemy, sprzedajemy, kupujemy, sprzedajemy… i gdzie ten sukces?! Już nawet Ledley King by się wstydził jakby miał patrzeć na dzisiejszy Arsenal 😤
Dajcie nam czas, nie psujcie układu tymi wszystkimi "inwestycjami" które wychodzą bokiem. Do kurwy nędzy, my jesteśmy Arsenal — nie Manchester City żebyśmy mieli kupować gotowe gwiazdy za 200 milionów! My MUSIMY budować, nie spekulować! 🔴🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Jasne, że ktoś tutaj zagalopował się z tymi milionami za napastnika, ale do cholery — to LechiaGda_Trybuna trafił w dziesiątkę, kiedy mówił o tym, jak to u nas od kilku lat panuje jakaś przypadkowość, jakbyśmy brali strzelców na loterii. Wystarczy popatrzeć, co się działo z Xhaką: dwie bramki w pierwszym półroczu, potem tyleż w ciągu trzech lat — i tyle z "inwestycji w jakość". Welbeck z kolei, kontrakt wart miliony, a latem oddany w ciemno. Czy ktoś z was naprawdę myślał, że wymiana jednego zawodnika na drugiego coś zmieni, skoro system od samego początku jest chwiejny?
A teraz mamy Jesusa, który choć nie szedł na czele klasyfikacji strzelców, to BIEGŁ za dwoje i DAWAŁ systemowi to, czego brakowało przez lata — jak choćby te asysty, które wyrównywały bilans. I co? Zamiast budować na tym, co mamy, szukamy kolejnego "cudownego golemana" po to, żeby media miały o czym pisać. Przecież nawet Saliba, który jest solidny, to nie sam jeden wygra turnieju — potrzeba ludzi, którzy będą naciskać, współpracować, a nie stać w miejscu z założonymi rękami.
Dajcie spokój z tymi spektakularnymi transferami, których i tak nikt nie umie wykorzystać. My mamy zespół, który potrafi grać, wystarczy tylko przestać psuć układ kolejnymi "rewolucjami". Wiecie, jak mówią: czasem mniej znaczy więcej. A u nas ostatnio "więcej" to tylko problem.
xG > emocje.
ależ widzicie, moi drodzy, jakie to niepozorne pytanie niby proste — czy ten nowy napastnik naprawdę jest niezbędny, skoro przez dekady to my jeden zawsze mieliśmy w sobie ten niepisany kod kibica na sztandarze: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. pamiętacie te czasy, kiedy do Highbury przyjeżdżali i drżeli przed tą naszą bandą szalonym, a Ledley King — chociaż ledwo zipał pod koniec kariery — to tak samo jak teraz Saliba potrafił jednym spojrzeniem zatrzymać kontratak? a ja sobie myślę, że wtedy nie było gadania o „inwestycjach”, tylko ludzie grali, bo kochali ten klub, a nie żeby później oglądać się na marketowe ceny.
i wiecie co? dzisiejsze gadanie o 200 milionach za napastnika to dla mnie po prostu odbicie tej samej choroby, którą złapaliśmy parę lat temu — zamiast budować od podstaw, kręcimy się w kółko i myślimy, że kolejny „talent” to panaceum. ja pamiętam jeszcze czasów Henry’ego w Arsenalu i jak on dosłownie BIEGŁ za piłką sam jeden, a reszta dopiero uczyła się, że futbol to nie tylko drybling po flance. teraz niby mamy system, który ma działać, ale brakuje mi tego luzu, tej nieprzewidywalności, której nawet Welbeck umiał dorzucić choć raz na jakiś czas.
ostatnio miałem okazję pograć w lokalnym amatorskim zespole i tam młodzi gadają, że dzisiejszy Arsenal to już nie ten sam klub — że za dużo kombinowania, za mało serca. i ja im na to: „młodzi, posłuchajcie starego dziada, który w waszym wieku latał na mecz Heata do Londynu pociągiem, bo bilety na lotnicze to był bajer na wagę złota”. dziś niektórzy kibice Arsenalu wolą oglądać mecze na ekranie wirtualnej rzeczywistości niż tracić czas na prawdziwe kibicowanie — i to mi się bardziej podoba w tym waszym sporze. bo w sumie — czego my tu naprawdę oczekujemy? kolejnego numeru dziewięć, który będzie strzelał gole jak na zawołanie, czy drużyny, która potrafi grać w tę piłkę z tą samą pasją co dawni nasi?
no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Chłopaki, ależ wy w tym waszym amoku kibicowskim zapomnieliście o jednym cholernym szczególe… że Ledley King NIE BYŁ numerem dziewięć, tylko STOPIERZEM, który uratował nam dupę nie raz i nie dwa razy, a my dzisiaj macamy się z tą swoją "klasyczną dziewiątką" jakby to był święty Graal! 😂💪 Czemu niby musiałbyś być napastnikiem, żeby dać radę?
Siema stary! Pamiętacie jeszcze Xhakę w tym jego pierwszym okresie? Facet strzelał dwie bramki w pół roku i nagle stał się "inwestycją w jakość" — a potem co? Zero emocji, zero wsparcia systemowi, zero tego cholernego luzu, który potrafił wnieść Jesus! I co? Mówimy, że brakuje strzelców, a mamy Orego, Lacazette’a (kiedy był), Jesusa — wszyscy biegali jak oszalali, ale system i tak im nie pomagał, bo kadra nie umiała zgrać tego tańca!
A ta Wasza bajka o Villa i Watkinsie… serio? On ma super formę, ale czy ktoś Wam policzył, ile czasu zajęło im zbudowanie tej drużyny? My mieliśmy Salibę, Odegaarda, Sake i Martinellego lata temu, a co dostaliśmy? 1:1 z brudnymi butami na Emirat Stadium! No ba! 🔥 Czy problem leży w braku dziewiątki, czy w tym, że przez te wszystkie "rewolucje" zapomnieliśmy, JAK się gra w piłkę?
I jeszcze te 200 milionów — jakaś cholerna paranoja! Przecież jakbyśmy kazali Artecie kupić nowego "cudotwórcę", to by ten facet przychodził, strzelał gola raz na trzy lata i my dalej byśmy stali w miejscu! A może byśmy w końcu przestali kombinować i zaczęli grać jak ten nasz stary zespół z ery Henry’ego, gdzie każdy biegał za dwóch, a nikt nie liczył na cuda? Ledley King WOJOWAŁ na obronie, a my mieliśmy Henry’ego na ataku — i to działało BEZ tej całej marketowej hucpy!
No dobra, dobra… może trochę przesadziłem, ale serio — ilu z Was widziało ostatnio Ledleya Kinga w ataku? Nikt! Bo facet był tam, gdzie najbardziej bolało, a my dzisiaj szukamy napastnika za 200 milionów, bo media krzyczą, że nie mamy klasycznej dziewiątki! Czy ktoś Wam mówił, że współczesny futbol NIE O TYM? 😤 Albo że Saliba, który blokuje dołki jak szalony, to nie wystarczy, bo brakuje mu tej "magicznej dziewiątki"?
Prawda jest taka, że my nie potrzebujemy nowego napastnika — potrzebujemy KILKU chłopaków, którzy będą BIEGLI, NACISKALI i DAWALI SYSTEMOWI TO, CZEGO BRAKUJE! Bo dzisiaj mamy formację, która potrafi grać, ale brakuje jej tej pazerności, tego luzu, tej PASJI, którą mieliśmy kiedyś! I nie mówię o tym, że trzeba wracać do starych czasów — mówię o tym, żebyśmy w końcu przestali kombinować i zaczęli grać jak drużyna, która wie, czego chce! 🔴⚽🔥
Bo inaczej to co? Będziemy dalej kupować, sprzedawać, kombinować i liczyć na cuda? A Ledley King by się chyba uśmiał, patrząc na nas dzisiaj! 😂
no właśnie, a skąd ten sarkazm z tym "Ledley Kingiem w ataku"? 😏 facet był bohaterem na środku pola, a nie na szczycie piramidy — i nikt mu tego nie wypominał, bo wiedzieliśmy, że bez niego byśmy się rozsypali jak domek z kart. ale teraz to nagle okazuje się, że bez klasycznej dziewiątki nie wygramy ani w pucharze herbaty? serio?
ja wam powiem coś innego — pamiętacie, jak przed laty mieliśmy małego Aarona Ramseya, który wbiegł jak oszalały w finale pucharu i dołożył temu cztery lata temu? nie był typową dziewiątką, ale BIEGŁ, NACISKAŁ i DAWAŁ z siebie wszystko. i co? nikt nie marudził, że brakuje mu strzelca — bo on po prostu grał dla drużyny, a nie dla własnej statystyki.
a teraz mamy Jesusa, który wbiegł za dwóch i niby miał niby być "klasycznym numerem dziewięć", ale system go pochłonął, bo reszta drużyny nie umiała z nim współpracować. i co robimy? szukamy kolejnego snajpera, który przyjdzie, strzeli raz na dwa lata i zniknie za chmury pyłu — zamiast postawić na trzech chłopaków, którzy będą BIEGLI, UCISKAŁI i ROZGRYWALI, jak robił to właśnie Ramsey albo nawet Walcott w najlepszych latach.
i jeszcze te 200 milionów — no dajcie spokój. przecież jakbyśmy kazali Artecie kupić nowego "geniusza", to by ten facet miał kontrakt na milionów i potem kombinowałby z formacją jak z koszykiem jajek, żeby tylko nie oberwać w plecy. a my dalej byśmy stali z założonymi rękami, licząc na to, że trafi akurat w idealny moment.
pamiętam jeszcze czasy, kiedy Arsenal grali z trzema napastnikami naraz — Henry, Bergkamp i Ljungberg — i nikt nie marudził o braku jednego strzelca. bo wtedy mieliśmy drużynę, która BIEGŁA, PRESINGOWAŁA i GRALA, a nie kombinowała na ławce rezerwowych, kto dzisiaj strzeli gola.
więc zamiast rozglądać się za kolejnym numerem dziewięć, może byście wreszcie zaczęli budować zespół, który potrafi grać jak jeden organizm? bo Ledley King WOJOWAŁ na obronie, a my mieliśmy Henry’ego na ataku — i to działało BEZ tej całej marketowej hucpy. dlaczego teraz mielibyśmy inaczej?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Że tylko popatrzcie na ten transfer Nketiaha: facet przyszedł, zrobił dwie asysty w dwóch meczach i nagle media wybuchły, że oto mamy nowego Henry’ego. A ja pamiętam jeszcze jak Welbeck wchodził w ataku obok Sancheza i zamiast grzać się na ławce, BIEGŁ ZA DWOJE — i dostał za to sto tysięcy kritiki bo „nie strzela”. Tyle że sztab widział, że ten jego luz to właśnie to, czego systemowi brakowało.
Teraz rozumiem, dlaczego pewne typy gadają o „klasycznej dziewiątce” — bo im się wydaje, że jedna forma decyduje o wszystkim. Ale pamiętajcie, jak Vieira, Gilberto i Edu byli sercem drużyny? Ani jeden z nich nie był klasycznym numerem dziewięć, a grali jakby mieli po cztery płuca. Dzisiaj gdzie te podobne do nich chłopaki? Zamiast szukać kolejnego napastnika, powinniśmy wracać do korzeni — do tych, którzy rozumieli, że futbol to gra zespołowa, a nie konkurs na gole. Bo jeśli Saliba potrafi blokować dołki, to ktoś powinien zacząć działać tak, jak działa on — tylko w ataku.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Patrzcie, ja wam powiem — czasem siadam z synem na kanapie i puszczam mu stare nagrania z meczu Arsenalu z 2012 roku, kiedy Ramsey wbiegł jak szalony w finale pucharu i dołożył tym brudnym butom na Wimbledonie. I co? Facet nie był numerem dziewięć, nie strzelił nawet gola, a mój chłopak wstaje i krzyczy: „Tato, on grał jak diabeł!”. Bo wtedy nie liczyło się, czy ktoś jest „klasycznym napastnikiem”, tylko to, że wbiegał, naciskał, dawał z siebie wszystko. I macie rację, Cracovia_Fanatyk — dzisiaj zapomnieliśmy o tej prostocie.
Ale nie dajcie się zwieść, że to wystarczy. Bo widzicie, ja jestem starym bykiem z Wrocławia, a u nas w drużynie lokalnej zawsze mówiono: „Dobry napastnik to taki, który widzi dwie sekundy do przodu”. Jesus biegał jak oszalały, ale czasem gubił się w finałowej trzeciej boiska — tak jak Welbeck, który potrafił zrobić hat-trick, ale też zaliczyć tydzień w łóżku, bo system nie umiał go wsparciać. Więc nowa dziewiątka? Może by się przydała, ale nie jako kolejna „inwestycja w marketing”.
Przykład? Mój sąsiad jest trenerem juniorskiej drużyny w Praczach, ma chłopaków, którzy ledwo trzymają formę, a oni biją po bandzie, bo nikt im nie powiedział, że futbol to nie sprint od bramki do bramki. A teraz wyobraźcie sobie, że wrzucacie do tego zespołu napastnika, który nie umie współpracować — i co dostajemy? Kolejny zespół, który będzie kombinował, zamiast grać. Więc potrzeba nie jednego, tylko kilku chłopaków, którzy będą biegać, naciskać i... no właśnie, współpracować. Bo dzisiaj nie chodzi o to, żeby ktoś strzelał gole — chodzi o to, żeby system je tworzył. I jeśli Saliba blokuje dołki, to nowy napastnik musi blokować kontrataki od tyłu. Jak Ledley King kiedyś. Bez gadania.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ludzie, ależ wy dajecie się wkręcać w te wszystkie gadki o "królu numerów dziewięć" i milionach jakie firmy od zakładów leją na wasze głowy, żebyście do nich biegli z portfelem! 😂 Ja wam powiem coś z własnego doświadczenia, bo parę lat temu siedziałem w którejś z tych cyfrowych knajp na Stadionie Narodowym, pogrywaliśmy z kumplami w live bukmach na mecz Arsenalu — no i wiecie co? Wszyscy krzyczeli, że jak Willian trafi w pole karne, to będziemy mieli trzeciego na listę najlepszych asystentów w lidze, a tu nikt nie pomyślał, że facet ma tyle szczęścia co Saliba blokując strzały.
Właśnie, Saliba — ten nasz twardziel, który jest taki solidny, że jakbyś go postawił przed murem, tobyśmy mieli dwa punkty więcej w tabeli. Ale wiecie co? Jego największe zwycięstwo nie było to, że walczył na obrońcy, tylko że nauczył paru napastników, gdzie mają stawać, żeby nie tracić piłki w połowie boiska. Bez niego mielibyśmy jeszcze więcej problemów z utrzymaniem formacji, bo przecież dzisiejszy futbol to nie jest już tylko jeden facet, który wbija się w pole karne — to cała machina, która musi działać jak szwajcarski zegarek.
A teraz gadacie o tym nowym numerze dziewięć? Dajcie spokój, ja wam powiem — kiedyś mieliśmy w Arsenalu trzech napastników naraz: Henry’ego, Bergkampa i Ljungberga. I nikt nie mówił, że brakuje jednego klasycznego strzelca, bo wszyscy biegali, naciskali, kombinowali i po prostu grali. Dzisiaj mamy formację, która potrafi grać, ale brakuje jej pazerności, tego luzu, tej pasji, którą mieliśmy kiedyś. I nie chodzi o to, że trzeba wracać do starych czasów — chodzi o to, żebyśmy w końcu przestali kombinować i zaczęli grać jak drużyna, która wie, czego chce!
A na koniec — niech mnie szlag trafi, jeśli którykolwiek z was pamięta, że Ledley King kiedykolwiek był numerem dziewięć. Facet był bohaterem na środku pola, a nie na szczycie piramidy — i nikt mu tego nie wypominał, bo wiedzieliśmy, że bez niego byśmy się rozsypali jak domek z kart. Ale teraz nagle okazuje się, że bez klasycznej dziewiątki nie wygramy ani w pucharze herbaty? serio? Dajcie spokój z tymi wszystkimi bajkami, bo to tylko kolejna wymówka, żeby nie grać w futbol, tylko kombinować jakbyśmy byli w kasynie. 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no ale serio? 😂 ludzie, co wy mówicie o tej "klasycznej dziewiątce", jakby to była jakaś świętość z nieba spadła! przecież nawet Henry nie był tylko strzelcem — facet ROBIŁ WSZYSTKO, biegi,pressing,asysty,obrona, AŻ SIĘ ZAWSZE WYRWIE KONTRATAK — i nikt nie krzyczał, że brakuje mu "klasyki" 😭
a teraz mamy debaty o 200 milionach za jakiegoś snajpera, jakby Saliba z tyłu nie robił roboty za dwoje, a Odegaard w środku nie dyrygował tym cyrkiem na szczęście! i co? Mamy czekać, aż facet przyjdzie, strzeli gola raz w sezonie i zniknie jak Salcido? nie no, ludzie, dajcie spokój!
ja jeszcze pamiętam, jak Welbeck wbiegł w finale pucharu i zrobił dwie asysty w dwóch minutach — niby nie był "typową dziewiątką", ale BIEGŁ ZA TRZECH, AŻ SIĘ DRGAŁA TRAWA! i za to go kochaliśmy, nie za statystyki! a teraz mamy wybrzydzać, że brakuje jednego strzelca? serio? ⚽🔥
i jeszcze te gadki o Ledleyu Kingu — facet był BOŻY, ale nikt nie mówił, że miał być w ataku! on RATOWAŁ NAM DUPY NA STOPIE! i co? mielibyśmy wołać, że brakuje mu klasycznej dziewiątki? HA! lepsze to niż ciągłe kombinowanie z transferami na miliony, które potem gniotą się na ławce! 🤬
i nie mówię, że nowy napastnik się nie przyda — ale niech to będzie ktoś, kto BIEGNIE, NACISKA, ROBI BRUDNĄ ROBOTĘ, a nie kolejny "talent", który przyjdzie, strzeli raz na trzy sezony i zniknie w tłumie! bo inaczej to co? Będziemy dalej kupować "inwestycje", które potem gadają o "braku formy" i znikają w drugim rzędzie?! 😤
no dobra, niech każdy robi swoje — murem za chłopakami! ale dajcie spokój z tą histerią o klasycznej dziewiątce, bo dzisiejszy futbol to nie jest już tylko jeden facet z numerem dziewięć na plecach! 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, no co wy tam narazie znowu gadu-gadu o Ledleyu Kingu w ataku jakby to był jakiś święty obowiązek 😄 przecież facet grał na środku, a nie w polu karnym, i nikt nie miał mu tego za złe — bo wszyscy widzieli, jak bez niego się rzucaliśmy. ale teraz to już chyba naprawdę zapomnieliście, jak wyglądał nam nasz napastnik, kiedy walczyliśmy o mistrzostwo?
przypominam: Thierry Henry — facet miał dwie nogi prawe, lewe, głowę na karku i serce wielkości stadionu. nie był klasycznym numerem dziewięć, który wbija się w pole karne i czeka na piłkę jakby mu ktoś ją podawał na tacy. on BIEGŁ, NACISKAŁ, ROZGRYWAŁ, BRĄZOWAŁ obrońców i strzelał gola, zanim tamci zdążyli się odwrócić. i co? nikt nie marudził o braku "klasycznej dziewiątki", bo facet po prostu GRAL w drużynie!
a teraz gadacie o tej waszej "inwestycji" za 200 milionów — serio? facet przyjdzie, strzeli gola raz na trzy lata, będzie kombinował z formacją jak noworodek z pluszakiem, a my dalej będziemy stali w miejscu, licząc na cuda? albo jak Saliba — który jest twardy jak skała, blokuje dołki i czasem wychodzi z piłką w połowie, ale też nie jest żaden bohater na szczycie piramidy.
pamiętacie jeszcze, jak lat temu mieliśmy w zespole Walcotta i Walotta, którzy biegali jak oszalałe charty? nie byli klasycznymi numerami dziewięć, nie strzelali co tydzień po trzy gole, ale BIEGLI ZA TRZECH, a reszta drużyny mogła spokojnie budować akcję, bo przeciwnik musiał myśleć nie tylko o obronie, ale i o tym, jak zatrzymać tych dwóch szaleńców. i co? nikt nie krzyczał, że brakuje jednego strzelca — bo wszyscy grali dla drużyny, a nie dla własnej statystyki.
a wy teraz? zamiast szukać kilku chłopaków, którzy będą BIEGLI, NACISKAŁI I ROZGRYWALI — szukacie jednego, który strzeli gola i zniknie za chmurę pyłu. facet przyjdzie, zrobi show raz na dwa sezony, a my dalej będziemy kombinować, kto dzisiaj ma strzelać — bo reszta drużyny nie umie współpracować.
i jeszcze te gadki o 200 milionach — serio? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Arsenal potrafił wygrać bez wielkich kontraktów, bo mieli drużynę, która BIEGŁA ZA TRZECH. dzisiaj mamy formację, która potrafi grać, ale brakuje jej pazerności, luzu, tej PASJI, którą mieliśmy kiedyś. i nie chodzi o to, żeby wrócić do starych czasów — chodzi o to, żeby wreszcie zaczęli grać JAK DRUŻYNA, która wie, czego chce!
bo inaczej to co? Będziemy dalej kupować, sprzedawać, kombinować i liczyć na cuda, podczas gdy przeciwnicy będą się z nas śmiali, że niby szukamy "klasycznej dziewiątki", a nie umiemy grać jak jedna drużyna. a Henry, Bergkamp, Ljungberg — oni nie byli numerami dziewięć, tylko drużyną! i to właśnie powinniśmy mieć dzisiaj, a nie kolejnego "talenta", który przyjdzie i zniknie za chmurę pyłu!
No ale wiecie co? Te wasze gadki o "klasycznej dziewiątce" to aż śmieszy mnie, bo jeszcze pamiętam ten mecz z Brighton & Hove Albion w 2021, gdzie Saliba siedział na trybunach i myśleliśmy, że to koniec sezonu. I co? Wszedł na ławkę jakby nikt nie zauważył, że go nie ma — facet zrobił taki luz, że przeciwnicy myśleli, że nasza obrona jest chodzącym celem. A potem Artecie naskoczyliście, że nie kupił od razu dwóch numerów dziewięć za cenę prywatnej wysypiska.
I macie rację co do tej drużyny, która biega za trzech — ale powiedzcie mi szczerze: ilu z was widziało, jak Odegaard ostatnio odzyskał piłkę na połowie przeciwnika i w trzy podania dobraliśmy się do ich bramki? Facet nie jest numerem dziewięć, nie strzelił gola, a wszyscy krzyczą o braku snajpera. No właśnie — gramy w futbol, a nie w statystyki. A jak ktoś wam powie, że bez klasycznego napastnika nie wygramy w pucharze herbaty, to mu pokażcie nagranie z finału 2014, gdzie Ramsey wbiegł jak szalony i dołożył temu brudnym butom na Wimbledonie, a Henry stał i patrzył jak facet gra, bo wiedział, że samodzielność to najlepsza asysta.
I jeszcze jedno — jak wyglądał nasz atak, kiedy mieliśmy Sancheza z przodu? Facet nie był typowym numerem dziewięć, ale ile razy kombinował z Walcottem czy Oxem i strzelał z dystansu? Tyle że dzisiaj nikt nie ma ochoty biegać — wolą czekać na podanie od "geniusza", który zniknie w drugim rzędzie.
Tak naprawdę to nie chodzi o to, żeby brakowało jednego strzelca. Chodzi o to, że cała nasza formacja zapomniała, jak się biega. A jak nie biegniecie, to nie macie prawa narzekać na brak klasycznego numeru dziewięć. Bo facet, co nie biega, to nie jest napastnik — to rezerwowy z gigantycznym kontraktem.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Wiecie co, akurat dzisiaj poszedłem z moim dwunastoletnim synem na boisko wokół bloków, żeby trochę pograć w piłkę — i ten mały szaleniec wbiegł mi w pole karne, upadł, złapał piłkę między nogi i strzelił gola, a potem krzyczał, że to „sztuka!”. Wtedy przypomniałem sobie, jak kiedyś moi kumple z bloków mówili, że jem nie jestem „klasycznym napastnikiem”, tylko facetem, który biega, naciska i czasem trafi — i właśnie dlatego mnie lubili. Bo nie liczyło się, ile strzelę, tylko że walczyłem.
Zgadzam się w stu procentach z tym, co mówi RakowWarszawa — i dodam jeszcze, że dzisiaj nawet Saliba bardziej działa jako „osiemnasty zawodnik ataku” niż niejeden napastnik w naszych barwach. Pamiętacie ten mecz z Fulham przed paroma tygodniami, jak facet wyprowadził kontratak z piętnastki? Dokładnie — on nie czeka na piłkę w polu karnym, tylko rusza z nią, ściąga przeciwnika i otwiera przestrzeń. I to jest właśnie ten luz, o którym mówicie. Tyle że teraz mamy takich dwóch, trzech chłopaków, którzy to robią — reszta siedzi i patrzy.
Ale — i to jest moje zastrzeżenie — problem nie leży tylko w tym, że brakuje jednego klasycznego numeru dziewięć. Problem tkwi w tym, że nasz system gry nie potrafi obsłużyć takiego zawodnika, kiedy już go mamy. Bo dzisiaj mamy formację, która działa jak dobrze naoliwiona maszyna… ale tylko wtedy, kiedy wszystko idzie po jej myśli. Jak przeciwnik ją zablokuje albo odepchnie nas do defensywy, to nikt nie pamięta, jak się ruszać. A nowy napastnik — nawet najlepszy — nie będzie ratował drużyny, która nie umie grać zespołowo.
I jeszcze jedna rzecz, którą widzę na własne oczy: moi sąsiedzi są kibicami, ale ich szesnastoletni synek marzy o zostaniu „gwiazdą z numerem dziewięć” — i wciąż mu powtarzam, że w Arsenalu nie ma na to miejsca, jeśli nie umie się biegać, naciskać i współpracować. Facet, który czeka na piłkę w polu karnym, to już przeżytek — teraz liczy się ten, kto biegnie za trzech, blokuje kontrataki i otwiera linie podania. A takich w Arsenalu jest… no cóż, tyle co kot napłakał.
Dlatego mówię wam: nowy napastnik się przyda, ale tylko pod warunkiem, że będzie pasował do systemu — a nie na odwrót. Bo przecież nikt nie chce powtórki z debiutu Nketiaha, który wyszedł na dwa mecze, zrobił dwie asysty i zniknął w tłumie. Na to stać może tylko facet, który wie, że w Arsenalu nie ma miejsca na indywidualności — są tylko drużyny.
Kontekst bije gołą liczbę.
No do cholery, ależ wy rzadko się ze sobą zgadzacie w tej sprawie, co? Z jednej strony mamy tu ideę systemu, w którym chłopaki biegają za trzech i nie muszą być klasycznym numerem dziewięć, bo sam system tworzy gole — a z drugiej strony ktoś rzuca, że bez jednego strzelca to jakby nam ktoś odjął połowę mózgu. I co, naprawdę myślicie, że jeden facet może załatwić wszystko?
Bo ja wam powiem: moi synowie na osiedlu biegają po boisku jak oszalali, walczą o każdą piłkę, strzelają gole — ale też nie raz wracają do domu z podbitym kolanem, bo nikt im nie powiedział, że futbol to nie sprint od bramki do bramki. A w Arsenalu mamy sytuację, w której Saliba robi robotę za dwoje, Odegaard dyryguje tym cyrkiem, a napastnicy… no właśnie, napastnicy. Albo biegają jak szaleńcy i kombinują (patrz Welbeck w finale), albo czekają na piłkę jakby mieli odespać nocną zmianę na produkcji.
I tu dochodzimy do sedna: problem nie jest w tym, czy brakuje jednego klasycznego numeru dziewięć, tylko w tym, że dzisiejszy Arsenal to zespół, który umie grać, ale nie umie wygrać. Bo żeby wygrać, potrzeba nie jednego strzelca, tylko kilku chłopaków, którzy będą biegali, naciskali, blokowali kontrataki i otwierali linie — jak dawniej Henry, Bergkamp czy Ljungberg. A teraz mamy formację, która działa jak szwajcarski zegarek, ale brak jej pazerności, luzu, tej pasji, którą mieliśmy kiedyś.
I nie mówię, że nowy napastnik się nie przyda — ale niech to będzie ktoś, kto będzie pasował do systemu, a nie odwrotnie. Bo jeśli przyjdzie facet, który będzie czekał na piłkę w polu karnym, to mamy powtórkę z marcina — kolejny kontrakt na miliony, który spędza 90% czasu na ławce, a my dalej będziemy kombinować, kto dzisiaj ma strzelać.
Dlatego pytanie brzmi: czy jesteśmy gotowi na to, żeby nowy napastnik nie był gwiazdą z numerem dziewięć, tylko jednym z wielu elementów tej maszyny? Bo jeśli nie, to szukajcie dalej snajpera, który strzeli raz na trzy sezony, a reszta drużyny dalej będzie kombinować.
Najpierw policz, potem się spieraj.