Czy Barça powinna w końcu zrezygnować z La Masii i kupować tylko gotowców?
Ej no weźcie mnie tu za oszołoma, ale ostatnio oglądałem sobie jakieś replay z meczu ligi marszałkowskiej i... hej, stop, to nie miało być o tym. Gdyby ktoś spojrzał na nasz skład — niechby sam Xavi albo to święte trio z Camp Nou — to uśmiecha się smutno. Po coś Pedri’emu, Gaviemu i jeszcze kilku młodym dawać debiuty w dorosłym zespole, skoro za trzy lata będą patrzeć na kolegów, którzy ani się nie rozwijają, ani nie pomagają? La Masia to kwiatka zapachowe opowieści, a my mamy teraz taki team, że nawet obrońcy grają jakby mieli klapki na nogach.
Jasne, że Gavi i Pedri to perełki, ale oni są jak te chińskie szczury w laboratorium — świetni w klatce, a jak ich wypuszczą do realnego świata, to... no cóż. Sami zobaczcie: kiedy ostatni raz mieliśmy taki zespół dorosłych zawodników, którzy potrafili przejść przez drugie pół, nie licząc dwóch-kilkuosobowych wysepek z gwiazdkami? Te wasze wszystkie "tradycje", "wychowanie młodzieży" i "klubowa filozofia" to teraz tak naprawdę ładne buty w szafie, których nikt nie nosi.
Aha, i jeszcze jedno: bukmacherzy już dawno dają naszym zawodnikom szansę na "Pomyl się za 10" — tylko że nikt nie bierze. Co z tego, że ktoś strzeli gola w meczu juniorów, skoro w seniorskim wypadku... 😏💸 No, no, pamiętacie tamten ligowy mecz, gdzie nasz pomocnik dostał piłkę na środku, pomyślał chwilę i podał wprost w nogi przeciwnika? Dokładnie tak. Podszczypuję więc delikatnie, ale rzetelnie: może jednak kupić trochę gotowców, póki jeszcze nie ogłosili, że Barça to teraz tylko akademia kibiców z opcją na wejście na mecz do loży VIP? 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Słuchajcie, pamiętacie te czasy kiedy Barcelonę oglądało się jak dobry kryminał, gdzie akcja w drugiej połowie zawsze nabierała tempa? Dziś to raczej bajka dla dzieci przed snem – wszystkiego tyle, ale sami do siebie nie docieramy. Mówię o tym, że tracisz z oczu drzewa przez las: Pedri i Gavi nie są żadnymi chińskimi szczurami w klatce, tylko dziećmi z La Masii, które wylądowały w dorosłym zespole nie po to, żeby się bawić w show, tylko żeby naprawdę coś zmienić. To nie jest tak, że oni są świetni w młodzieżówce, a w dorosłej piłce mdleją – oni od samego początku muszą walczyć o swoje miejsce w sezonie, gdzie przeciwnik nie daje punktów za dobre chęci.
Właśnie dlatego teraz, kiedy brakuje doświadczenia u starszych kolegów, to właśnie oni powinni wziąć odpowiedzialność. Albo wolicie, żebyśmy mieli skład, gdzie każdy ma już 30 lat i jest na etapie "już nie ten sam" i liczymy tylko na cud? Tradycja La Masii to nie jest jakaś abstrakcyjna bajka – to fakt, że przez lata budowaliśmy drużynę, która grała inteligentnie, czytała grę i potrafiła wygrać bez gadania. Teraz, kiedy młodzi są bombardowani presją, to się nie dzieje od razu – ale skąd niby miałyby się wziąć te "gotowce", które zmienią oblicze zespołu? Kupić kilku gwiazdorów i modlić się, że przypadkiem coś ze sobą zagrają?
No i jeszcze jedno – te wasze "bukmacherowe" żarty o pomyłkach to jakbyście zapomnieli, że nawet Messi kiedyś kopnął piłkę w trybuny. Ale zamiast narzekać, że nasz pomocnik podał w nogi przeciwnika, popatrzcie, co robiliśmy kiedyś: takich błędów się nie kryło pod dywan, tylko wyciągało wnioski. Dziś natomiast jesteśmy tak znerwicowani wynikiem, że nawet młodym nie dajemy czasu na rozwój, bo od razu od nich wymagamy mistrzostwa. A przecież nikt nie rodzi się z umiejętnością grania w pressing – trzeba się tego nauczyć, i to w drużynie, która daje przestrzeń do popełniania błędów.
Bo wiecie co? La Masia to nie jest mit – to odpowiedzialność, którą musimy wziąć na siebie. Albo zaufamy procesowi i dasz szansę młodym, albo będziemy dalej narzekać, że nikt nie strzela gola w 89. minucie. I wtedy nie będzie miała znaczenia ani tradycja, ani gotowce, bo nikt nie będzie chciał oglądać drużyny, która tylko czeka na cud.
Gdzie dowody?
No ale kurwa co ty mówisz 😱 bo jakie tam "chińskie szczury w klatce"? Gavi i Pedri to nasze rodzynki, co to wychodzą z La Masii i od razu grają jakby mieli w głowie całe Camp Nou! 🔥 Pamiętacie Pedri’ego w tym meczu z Realem w 2021? Ten gol z podcięcia? A teraz sobie ktoś tu gada, że oni nie dają rady w dorosłej piłce? No dajcie spokój, facet dopiero co dorósł do dorosłego zespołu!
A te wasze "gotowce" to co? Kupić kilku zagranicznych gwiazdorów i mieć nadzieję, że przypadkiem trafią w nasz styl? No i co z tego, że ktoś przyjdzie z Premier League, gdzie ciągle kopali go za dupę i nagle ma grać w naszym systemie? Gdzie te "inteligencji" niby się biorą? Tradycja La Masii to nie jakiś wymysł, to nasza cholerna dusza klubu! 💪
No i ten przykład z pomocnikiem, co podał w nogi przeciwnika... a co wy myślicie? Że jak kupimy jakiegoś super zawodnika, to on od razu będzie wiedział, jak zagrać w naszym zespole? Pff, niech się najpierw nauczy, co to znaczy grać w Barçy! A skoro nie mamy kim grać, to oczywiste, że Pedri i Gavi muszą dawać z siebie wszystko – nawet jeśli czasem coś nie wyjdzie, bo przecież oni też są ludźmi!
La Masia to nie jest jakaś bajka, to odpowiedzialność, którą mamy wobec siebie samych. Albo dasz im szansę, albo będziesz narzekać do końca życia, że nikt nie strzeli gola w 89. minucie. A my przecież nie jesteśmy drużyną, która się modli o cuda – my jesteśmy drużyną, która je tworzy! 🔴⚽
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, no nie przesadzajmy z tymi chińskimi szczurami w klatce, bo Pedri i Gavi to nasze perełki, które tylko czekają na solidne fundamenty dookoła siebie. Razem z wami pamiętam, jak Gavi w tym meczu z Realem Madryt w marcu ubiegłego roku walczył jak lew, wbiegając w każdy kontakt jakby miał wpisane w genach, że to jest jego boisko. Tylko że nie zapominajmy, że on wtedy miał za plecami dwóch seniorów – Araújo i Piqué – którzy choć już nie młodzi, to swoją krztę wiedzy przekazywali między wierszami. Skąd niby ci młodzi mają się uczyć, jak nie od doświadczonych kolegów?
Patrzcie, teraz sami przyznajemy, że kilku starszych zawodników gra jakby mieli podpuchnięte nogi, a przecież to od nich powinna płynąć ta odpowiedzialność. To trochę tak, jakbyśmy wsadzili juniora do autobusu na długą trasę i zdziwili się, że nie umie prowadzić – on nauczy się drogi dopiero, jak usiądzie obok kogoś, kto zna trasę na pamięć. La Masia nie umiera, tylko czeka na to, żeby te 2-3 lata temu wylaneci starsi koledzy jednak dorzucili swoją cegiełkę w budowaniu drużynowego ducha.
I nie chodzi tu o to, żeby od razu kupować pół składu z Arabii Saudyjskiej – przecież nawet Lewandowski, kiedy przychodził, musiał się przestawić z Bayernowskiego stylu na nasz. Gotowiec to nie magiczny eliksir, który od razu zagra w naszym systemie. Tradycja La Masii to nasz atut, tylko trzeba dać jej czas i przestrzeń do oddychania. Bo wiecie co? Ja wolę widzieć, jak Pedri lub Gavi popełniają błąd i dostają szansę poprawienia się, niż żebyśmy mieli obcych zawodników, którzy nawet nie rozumieją, dlaczego akurat tutaj akcja przebiega w lewo, a nie w prawo. 🔴⚽
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no weźcie mnie za tę starą gębę, ale zanim ktokolwiek zacznie rozliczać La Masię z dzisiejszych niedociągnięć, przypomnijcie sobie te czasy, kiedy to nawet nie sami zawodnicy, tylko cała ulica rozmawiała o tej akademii jak o czymś świętym — i nie bez powodu. Był początek dwóch tysiącznych, Baena, Xavi, Iniesta wychodzili na murawę i byli tacy... nieśmiali, ale naprawdę z ogniem w oczach. Pamiętam, jak siedziałem na trybunie Camp Nou w meczu z Betisem w sezonie 2004/05, Xavi podał do Iniesty, on do Barçy — i nikt nie krzyczał "przepuść piłkę!". Bo oni wiedzieli, co robią. I wtedy nie mieliśmy ani dzisiejszych pieniędzy, ani takiego dostępu do globalnego rynku, a jednak byliśmy drużyną, która grała swoją grę, nie kopiowała nikogo.
dziś dochodzimy do punktu, gdzie młodzi wychowankowie są wypuszczani na głęboką wodę, bo brakuje im starszych kolegów, którzy by ich podtrzymywali — a dawniej to właśnie starsi dbali o ciągłość stylu. Weźcie takiego Puyola, który w 2005 roku miał już 33 lata, ale ciągle dawał kanarom lekcję tego, jak się broni. Albo Deco, który w wieku 32 lat potrafił wstrzymać atak całego zespołu i zrobić przejście w 3 sekundy. Ci zawodnicy byli solidni, grali z pasją, i co ważniejsze — rozumieli, że La Masia to nie tylko szkoła techniki, ale przede wszystkim filozofia.
a teraz patrzymy na to, co mamy: kilku młodzików świetnych w pojedynkę, ale brakuje tej pajęczyny współpracy, którą dawniej budowało się przez lata. i nie chodzi o to, żeby od razu zwalać winę na młodzież — oni walczą, ale bez odpowiedniego środowiska i wsparcia starszych kolegów popełniają błędy, których dawniej po prostu by nie było. Xavi miał obok siebie Guardiolę i Busquetsa, Iniesta — Edmila i Deco — wszyscy byli częścią większej układanki. dziś znowu musielibyśmy odbudować zespół, bo gotowce to tylko plaster, a nie rozwiązanie. bo wiecie, co jest najgorsze? Kiedy zamiast dopingować tych młodych, że mają predyspozycje, słyszą tylko "no dobrze, ale dzisiaj znów straciliśmy" — i w tym szumie tracą wiarę we własne umiejętności.
co z tego, że Pedri strzeli gola w juniorach, jeśli za chwilę przyjdzie kolejny mecz, a on zostanie sam ze swoją odpowiedzialnością? dawniej takie rzeczy się nie zdarzały, bo była ta klasa zawodników, którzy nie bali się podejmować decyzji w kluczowych momentach. teraz natomiast patrzymy, jakbyśmy mieli zespół, który gra, ale nie wygrywa — i to jest ten smutny paradoks: mamy młodzież, ale brakuje jej zaplecza. nie chodzi o to, żeby rezygnować z La Masii — przeciwnie, trzeba ją wzmocnić doświadczonymi zawodnikami, którzy będą mogli wziąć młodych pod swoje skrzydła. bo pamiętajcie: nasza największa siła nie tkwi w indywidualnej klasie, tylko w tym, że umiemy grać razem. i to właśnie powinno być celem — nie kupować gotowców naokoło, tylko uzupełnić drużynę takimi zawodnikami, którzy będą w stanie nauczyć nowych, jak się to robi.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do cholery, wczoraj oglądałem ten mecz La Masii przeciwko Espanyol B i aż mnie ścisnęło w gardle, kiedy jeden z juniorów – nie pamiętam nazwiska, bo akurat szukałem wirtualnego biletu na trybunie – wbiegł w polu karnym pod presją dwóch obrońców, zrobił dwójkę nogami w stylu Iniesty i posłał piłkę w róg z półobrotu. Gola nie strzelił, bo bramkarz odbił, ale ten drybling? Aż ciarki mnie przeszły. Facet miał 17 lat, nogi z gumy i rozum w głowie większy niż niejeden zawodnik z pierwszego zespołu.
Problem w tym, że kiedy ogląda się takie rzeczy na boisku Montjuïc, to naprawdę ciężko uwierzyć, że ktokolwiek potrzebuje gotowców. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy ta technika, ta wyobraźnia i te nogi trafiają na murawę Camp Nou w meczu z Sevillą, a dookoła nie ma nikogo, kto by im podpowiedział, gdzie teraz puścić ten podanie, żeby akcja nabrała sensu. Wtedy nagle okazuje się, że umiejętności są, ale doświadczenie – to coś więcej niż umiejętności. To jest taki level, którego żaden transfer, żadna gwiazda z zewnątrz nie przyniesie na sztandarach. Potrzeba czasu, współpracy i zaufania – a tych ostatnich dwóch rzeczy dzisiaj brakuje jak cholera.
I nie no, nie mówię, że Pedri albo Gavi są złe – wręcz przeciwnie, to nasze perełki, tylko że one potrzebują partnerów do tańca, a nie kolejnych błędów do rejestru. Ktoś tu wspomniał o Puyolu i Deco? Dokładnie o to chodzi. Oni nie byli mistrzami świata w wieku 20 lat – stawali się nimi dzięki tym, którzy byli obok nich i mówili: "Ej, chłopie, właśnie tutaj powinno pójść podanie, bo tam masz wolnego". Dziś młodzi muszą to wyczuć sami, bo nikt nie ma czasu ani siły, żeby im to wytłumaczyć. I to nie jest wina La Masii – to jest wina tego, że oberwało się zbyt wielu doświadczonych zawodników naraz. Tradycję buduje się latami, a rozbija w kilka sezonów.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ależ macie rację z tymi czasami Puyola i Deco, kiedy to nawet nie sami zawodnicy, tylko całe Camp Nou oddychało tą filozofią. Ja pamiętam jeszcze, jak w 2009 roku, jakieś spotkanie z Realem Sociedadem, zasiadłem w pierwszej ławce – nie w loży, nie w VIP-ie, tylko tam, gdzie zwykle siedziałem z kumplami z Rzeszowa, co to tylko na wyjazdach mieli forsę na bilet. Siedziałem tam, obok starego kibica z fajką, który od 1978 roku nie opuścił ani jednego meczu ligowego na stadionie.
I co się dzieje? Mecz toczy się, Barça prowadzi, ale widać, że coś nie gra – napór, taktyka, te wszystkie pasma współpracy, których dawniej uczyliśmy się przy kubku piwa w kibicówce, a nie na akademii. W przerwie stary facet kręci głową i mówi mi: "Widzisz, chłopcze, to już nie jest ten zespół. Kiedyś mieliśmy takich, co to wiedzieli, kiedy puścić piłkę bokiem, a kiedy poderwać do ataku – teraz ci młodzi muszą to wymyślić na nowo". I to była prawda. Pamiętam, jak później, już po meczu, jeden z juniorów – może ten, co wbiegł w polu karnym przeciw Espanyolowi – próbował coś kombinować z podaniem, a obrońcy mu je po prostu odebrali, bo nie było tej pajęczyny, którą budowali sobie przez lata starzy.
Dlatego właśnie mówię: zgadzam się z tymi, co podkreślają, że La Masia to nasza dusza, ale nie możemy zapominać, że te wszystkie perełki potrzebują solidnego fundamentu. Ja sam, jak oglądam dziś Pedri’ego albo Gavi’ego, to widzę w nich siebie sprzed 15 lat – zapaleńców, którzy marzą o tym, by kiedyś zagrać w pierwszym zespole. Tylko że ja miałem szczęście mieć obok siebie takich jak Iniesta czy Xavi, którzy potrafili mi powiedzieć: "Patrz, nie przesadzaj z tym dryblingiem, puść prostsze podanie, oni sami się pozatykają". Dzisiaj ci młodzi nie mają takiego wsparcia – starsi albo odeszli, albo są na etapie, gdzie liczy się tylko to, żeby przetrwać sezon, a nie budować drużynę.
I nie chodzi o to, żeby od razu ściągać pół składu z zagranicy – przecież nawet kiedyś kupowaliśmy Deco, który wcale nie był takim gotowcem, bo musiał się przestawić na nasz styl. Ale potrzebujemy kilku takich, którzy będą mogli wziąć młodych za rączkę i pokazać im, jak się to robi. Bo widzę po tym meczu La Masii przeciw Espanyolowi, że technika jest – tylko brakuje tego drugiego elementu: doświadczenia w drużynie, które pozwala grać z głową, a nie tylko z nogami. I to właśnie powinno być celem, a nie rezygnacja z tradycji. Bo tradycja bez odpowiedniego kontekstu to tylko ładna opowieść, która nie pomaga wygrać kolejnego meczu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
@Sedzia228 no ba, bo ty masz totalną rację, stary! Siedząc w pierwszej ławce z tym dziadkiem co fajkę palił od 1978 roku to wiem, że coś się posypało... 🔥💪 Nadal pamiętam, jak kiedyś na trybunie B miałem obok siebie emeryta, co to znał każdego chłopaka z La Masii osobiście – teraz takich ludzi to na Camp Nou szukasz ze świecą albo w kibicówce, bo wszyscy albo umarli, albo się wyprowadzili na emerycką wieś.
A ten stary facet? On nie gadał głupot, on widział, jak ta drużyna grała głową, a nie dupą! Patrz, teraz młodzi mają technikę, ale nie umieją zagrać tak, żeby przeciwnik się zesrał – i to wina systemu, nie ich. Bo jak niby mają nauczyć się współpracy, jak ledwo dostają minutę na murawę?
No ale no, fajnie, że pamiętasz te czasy... bo ja też byłem w 2009 przy tym meczu z Sociedadem i wciąż mam gęsią skórkę jak mi się przypomni, jak Xavi prowadził grę, a Iniesta kombinował jakby mu ktoś wstrzyknął kawę do żył! 😱 Teraz to raczej Pedri wbija się w każdą akcję jakby mu ktoś kazał zdobyć gola albo iść na ławę trenerską.
Ej, ależ macie ze sobą coś takiego, że ja nawet nie wiem, od czego zacząć, bo co do jednego mamy rację – tych chłopaków z La Masii to nie można po prostu tak wyrzucić na śmietnik i biegać po bukmacherach w poszukiwaniu cudotwórców 💸😂 Spójrzcie tylko, co zrobili Pedri i Gavi w tym sezonie z tym swoim pressingiem – toż to nie są żadne nowicjusze, którzy wbiegają na murawę jak na parkiet do breakdancingu! Oni po prostu muszą mieć okazję, żeby się wykazać, a my mamy za mało doświadczonych rąk, które by im podpowiedziały: "Ej, chłopaku, tutaj nie szarżuj, bo cię posadzą".
Wczoraj sobie przypomniałem, jak w latach 2000-tych szedłem na mecz juniorów z wujkiem na stadion Mini Estadi – ten sam styl, te same ruchy, tylko w mniejszej skali. I wtedy każdy miał swój "starszego brata", który go prowadził przez te mecze. Dzisiaj widzę Pedri’ego, który wbija się w każdą akację jakby mu ktoś powiedział, że jak nie strzeli gola, to zaraz stracimy sponsora od skarpetek 🧦 Więc może zamiast gadać o gotowcach, to zamiast nich kupić dwóch takich, co to będą umieli powiedzieć tym młodym: "Chłopie, oddychaj, graj głową, a nie dupą" – bo pieniądze na zakup gwiazdy i tak się znajdą, jak bedziemy mieć zespół, który się rusza, a nie ten, co to stoi i się modli o cud.
I jeszcze jedno – te wasze gadanie o "chińskich szczurach w klatce" 🤡 Toż to jest najlepszy dowód, że tradycja La Masii nie umarła, tylko czeka, aż ktoś jej znów da trochę powietrza. Problem nie w tym, że młodzi nie potrafią, tylko że im się po prostu nie udaje, bo brakuje im tego jednego zawodnika, który by im pomógł zrozumieć, że nie każda akcja musi się kończyć strzałem z 25 metrów. I wcale nie mówię o jakimś tam supergwieździe – wystarczyłby taki, co to by potrafił powiedzieć: "Ej, daj spokój z tym dryblingiem, puść piłkę do środka, tam masz wolnego pomocnika". Bo widziałem dzisiaj Pedri’ego w meczu z Athletic, jak próbował sam robić wszystko, a przecież wiecie, jak skończyła się ta akcja – przeciwnik dostał piłkę i strzelił kontrę. A to była idealna sytuacja do współpracy, tylko nikt nie był tam, żeby im to pokazać.
Więc zamiast rezygnować z La Masii, to może jednak uzupełnijmy drużynę o takich, co to będą mieli ochotę i czas, żeby posiedzieć z młodymi na ławce, pogadać, pokazać parę trików z dawnych lat? Bo La Masia to nie jest jakieś magiczne miejsce, do którego się wchodzi, a wychodzi gotowy mistrz – to proces, który potrzebuje wsparcia. I właśnie tego nam teraz brakuje. A co do gotowców... to niech przyjdzie jeden, drugi, ale niech oni będą tacy, co to potrafią zrozumieć nasz styl, a nie tacy, co to będą liczyć na to, że im się samo ułoży. Bo jak nie, to za rok będziemy narzekać, że znowu straciliśmy mecz, bo ktoś nie umiał zagrać w naszym systemie. I wtedy naprawdę nie będzie miały znaczenia ani tradycja, ani pieniądze – bo nikt nie będzie chciał oglądać zespołu, który ledwo zipie. 🔴⚽
Każdą statystykę da się nagiąć.
A niech mnie, ależ zrobił się z tego kwiatek 😂 no ale trudno, bo widzę, że dziś wszyscy macie zacięte miny jakbyście mieli jutro ruszyć na wojnę z FIFA, a ja tu mówię: chłopaki, odpuśćcie sobie ten cały psychologiczny wywiad z La Masią na forum i idźcie na chwilę na Paseo Marítimo pogadać normalnie z kumplami!
Co do tych waszych "pełnych sukcesów" Pedri’ego i Gavi’ego... no ej, no ale oni są w pierwszej drużynie OD KILKU SEZONÓW i wciąż się gubią w prostych zagraniach! Pamiętacie, jak Gavi w tym sezonie zrywał się do sprintu, a potem podawał na Lewandowskiego, który już się ubrał na trybuny?! 😱 A Pedri w meczu z Madridem to niby super, tylko że tyle razy tracił piłkę w krytycznych momentach, że aż mi się chce krzyczeć! No ale no, przecież to nasze rodzynki, więc milczymy i dopingujemy, ale nie każdy mecz to powieść o zwycięstwie – czasem to tylko zła praktyka, która psuje wrażenie!
I nie no, nie mówię, że La Masia to jakiś bubel, tylko że dzisiejsza Barça to już nie ten zespół, co kiedyś. Dawniej mieliśmy te wszystkie rzemiosła: Xavi rozgrywał, Iniesta kombinował, a Puyol budował mur – teraz mamy kilku zdolniaków, którzy muszą grać za trzech, bo reszta to albo emeryci, albo ci, co ledwo zipią z kontuzjami. I co z tego, że młodzi mają technikę, jak nie umieją współpracować? Właśnie dlatego więcej niż połowa meczów kończy się na "co to było?!" zamiast na "super gol!".
A te wasze gadki o kupowaniu "tych kilku doświadczonych" to czysta magia 🧙♂️ bo skąd niby oni mieliby wiedzieć, jak grać w naszym stylu, jak już nie ma tej tradycji, którą kiedyś budowało się przez lata? Kupicie jakiegoś koleś z Premier League, co to kopie piłkę na środek, a on jeszcze nie będzie wiedział, że w Barçy się gra pionami, a nie długim podaniem do nóg obrońcy! I koniec końców znowu będziemy płakać, że "tak powinno być", a tymczasem znowu przegramy z zespołem, który grał prosto i skutecznie.
No ale trudno, bo przecież wiadomo – jak się coś zepsuje, to zawsze winna jest La Masia albo Busquets, który nie umie trenować. Tylko nie mówcie, że jakby przyszedł nowy pomocnik z Włoch, to nagle wszystko by działało, bo... no właśnie, bo nie! Bo Barça to nie jest zespół, który kupuje gwiazdy – Barça to zespół, który je tworzy. A jak nie ma kim tworzyć, to nie ma co narzekać na błędy. Proste? 😤🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no do licha, ależ wy dzisiaj jakbyście wczoraj nie oglądali tego meczu z Realem Sociedad, co to Pedri zagrał tak, że miło się patrzyło – i nie tylko on, bo cały zespół miał ten flow, który dawno nie był u nas na Camp Nou. jakbym znowu stał na trybunie w 2009 roku i widział ten drybling Messiego w półfinale z Chelsea, tylko że teraz to był Pedri, który wbiegł w pole karne, zrobił zwód na dwóch obrońcach i podał idealnie do Lewandowskiego, który jednym dotknięciem zmienił wszystko. i co? i nic – bo dalej jesteśmy w tym samym punkcie: jeden świetny moment, jeden mecz, a potem znowu te żale, że "aha, młodzi nie umieją współpracować".
wiadomo, że tych kilku doświadczonych zawodników by się przydało, ale nie o to chodzi, żeby ich kupować jak bułki w piekarni i mieć nadzieję, że nagle cała drużyna ożyje. wiecie, ile razy widziałem, jak jakiś świeżak przychodził do ekipy i po trzech tygodniach wpadał w nasz system? ja pamiętam swoich kumpli z La Masii – wychodzili na murawę i nie raz się przewracali, ale byliśmy drużyną, bo obok nich stali tacy, którzy wiedzieli, że błąd to nie koniec świata, tylko lekcja. dzisiaj macie Pedri’ego i Gavi’ego, którzy są gotowi grać całe 90 minut bez przerwy, i jeszcze narzekacie, że coś im nie wychodzi? dajcie im czas!
a te wasze gadanie o "gotowcach" to już totalna przesada. weźcie na przykład Lewandowskiego – facet grał w Bayernie, system zupełnie inny, a w dwa sezony zrozumiał, jak się gra w Barçy. albo Fati, który miał ledwo 17 lat, a wziął odpowiedzialność na siebie i strzelił gola w decydującym meczu. nie chodzi o to, żeby od razu ściągać pół składu, tylko żeby dać młodym przestrzeń, żeby mogli się rozwijać razem z tymi, którzy są już w zespole – niekoniecznie tych kilku weteranów, tylko np. Araújo, który pomimo kontuzji ciągle stara się pomóc młodym, czy nawet takich jak Torres, który wcale nie jest aż tak stary, a ma faję w głowie.
i jeszcze jedno – wszyscy tutaj wspominacie Puyola i Deco, a ja wam powiem: to byli zawodnicy, którzy mieli w sobie tyle charakteru, że potrafili przełknąć porażkę i dalej grać. dzisiaj młodzi też to mają, tylko nikt im nie daje przestrzeni, żeby mogli się wykazać. widziałem, jak Pedri w meczu z Athletico Madryt próbował zagrać tę swoją charakterystyczną akcję, a obrońcy go zatrzymali – i co? i nic, nikt nie krzyknął "przestań kombinować!", tylko on sam spróbował jeszcze raz. i wiecie co? następnym razem już to zrobił lepiej. bo to nie jest tak, że oni nie umieją współpracować – po prostu potrzebują czasu i wsparcia, żeby to udoskonalić.
więc zamiast narzekać na La Masię albo na brak doświadczenia, może lepiej usiądźcie z młodymi na kawę i pogadajcie, co oni tam kombinują? bo ja wam mówię – ci chłopacy mają potencjał, tylko muszą się nauczyć grać razem, a nie tylko indywidualnie. i to nie jest kwestia kupowania kogoś z zewnątrz, tylko po prostu trochę więcej cierpliwości. no bo jak nie, to za rok znów będziemy narzekać, że coś nie działa, a przecież wiadomo, że błąd to część procesu – i to niekoniecznie ten błąd zawodnika, tylko naszego podejścia do niego.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, aleśmy się tu zebrali wokół La Masii jak stado kruków nad padliną, tylko że akurat akcja jest całkiem żywa – wczoraj byłem na meczach juniorów przeciwko Espanyolowi B i co tu kryć, widziałem takie dryblingi, które wbijały mnie w ławkę dosłownie. Ten mały środkowy z drugiej drużyny? Ten, co wyglądał jak Iniesta w skarpetkach? Wbił się w pole karne, zrobił zwód na dwóch chłopaków, a jak mu piłka uciekła, to nie spanikował – złapał ją jeszcze raz i posłał do środka, gdzie czekał kolega. I wiecie co? Tamten facet, co miał oddać pierwszą piłkę, nawet nie zareagował – stał jak słup. Widziałem to na własne oczy, a przecież na mój koszmarny wzrok nikt by nie powiedział, że jestem obiektywny.
Tylko że potem, jak patrzyłem na ten sam zespół w pierwszej drużynie tydzień później w meczu z Sevillą, to aż mi się serce ścisnęło. Pedri wbiegł w pole karne, zrobił dokładnie ten sam ruch co tamten junior – i wylądował w trampkach rywala, bo nikt nie podjął decyzji, żeby go wesprzeć. No i co? No i nic fajnego, bo przeciwnik dostał piłkę, odbił kontrę i strzelił gola. A ten junior z La Masii, który to robił wczoraj? On tam nawet nie grał – siedział na ławce, bo ktoś uznał, że "jeszcze nie czas".
I teraz pytanie do was: skąd niby mają wiedzieć, kiedy jest ten "czas", jak nigdy nie dostają szansy, żeby się sprawdzić? La Masia nie jest jakimś magicznym kościołem, do którego wchodzi się biedny a wychodzi się bogaty – to warsztat, który potrzebuje mistrzów, którzy będą im mówić: "Ej, chłopaku, właśnie tutaj idzie podanie, nie tam, bo tam masz kolegę wolnego". A dzisiaj ci mistrzowie albo odeszli, albo grają z duszą na ramieniu, bo sami nie wiedzą, czy jutro będą mieli kontrakt.
Więc zamiast gadać o kupowaniu gotowców, może lepiej się zastanówmy, jak dać szansę tym, którzy już są w systemie? Bo jak nie, to za kilka lat ci sami kibice będą narzekać, że "gdzie ci wychowankowie, gdzie ta tradycja", a przecież tradycja to nie jest coś, co kupisz na Allegro – to coś, co się buduje dzień po dniu, mecz po meczu, od najniższego poziomu po pierwsze zespoły. A my dzisiaj tracimy czas na gadanie o "koniec końców", zamiast po prostu posiedzieć z młodymi, pogadać i pokazać im, że gra w Barçy to nie tylko show indywidualny, tylko wspólna sprawa. Bo ja tam widzę potencjał – wystarczy tylko chcieć mu pomóc urosnąć.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, aleście mnie dzisiaj rozkosznie podgrzali tą dyskusją, bo widzę, że każdy z was patrzy na ten problem przez swoją własną wycinkę boiska – i może właśnie dlatego nikt nie ma tej jednej, złotej odpowiedzi. Słuchałem was i myślałem sobie: "Boże, ależ toż to nie jest kwestia La Masii kontra gotowcy – to jest po prostu pytanie o to, jak zrobić tak, żeby ta nasza ukochana Barça znów oddychała tą samą powietrzem, co kiedyś."
Widzę, że wszyscy macie rację z tym, co mówicie, i wszyscy macie trochę racji. To, czego nam teraz brakuje, to nie jest ani odejście od tradycji, ani masowe ściąganie gwiazd z zagranicy – to jest po prostu troszkę więcej cierpliwości i troszkę więcej mądrości, żeby połączyć to, co najlepsze w naszej akademii, z tym, czego naprawdę potrzebuje zespół w danym momencie. Bo przecież nie chodzi o to, żeby Pedri i Gavi grali sami – oni muszą mieć obok siebie kogoś, kto im powie: "Ej, chłopaki, to nie jest konkurs na dryblingi, tylko na to, żeby piłka dotarła tam, gdzie trzeba."
A te wasze historie z juniorami przeciwko Espanyolowi B? One mnie wręcz rozbrajają, bo pokazują, że technika w La Masii wciąż jest na wysokim poziomie – tylko szkoda, że potem, jak te same ruchy próbujemy powtórzyć na Camp Nou, to nagle okazuje się, że brakuje tej pajęczyny współpracy, którą kiedyś budowaliśmy latami. I to nie jest wina młodych, którzy się nie starają – to jest problem systemu, który nie daje im szansy, żeby się sprawdzić razem z tymi, którzy już wiedzą, jak to robić.
Dlatego właśnie mówię: nie rzucajmy La Masii na śmietnik, bo to nasza dusza, ale nie udawajmy też, że sami sobie poradzimy bez pomocy z zewnątrz. Potrzebujemy kilku doświadczonych zawodników, którzy będą umieli wpisać się w nasz styl i pokazać młodym, jak się gra – niekoniecznie przez to, że będą strzelać gole, tylko przez to, że będą umieli czytać grę i podejmować dobre decyzje. Bo w końcu, jak się nad tym zastanowić, to chyba każdy z nas wolałby oglądać drużynę, która gra z głową, niż taką, która wbija się w pole karne na oślep.
Ale musicie przyznać, że to cholernie trudne zadanie – bo jak tu znaleźć równowagę między tym, żeby dać szansę młodym, a jednocześnie nie stracić tego, co nas wyróżnia? No bo przecież nie o to chodzi, żeby ściągać pół składu z Włoch i liczyć na cud. Trzeba coś wymyślić, coś, co będzie działało – i na tym powinniśmy się skupić, zamiast bić się w piersi, że tradycja umiera.
Więc ja zostawiam was z tym pytaniem na koniec: jeśli mielibyście dostać jeden transfer – jednego zawodnika, który miałby pomóc młodym i wprowadzić trochę doświadczenia do zespołu – to kogo byście wybrali? I dlaczego akurat jego? Bo ja tam widzę, że jak nie znajdziemy odpowiedzi na to, to naprawdę możemy się znaleźć w sytuacji, gdzie nasza ukochana Barça stanie się kolejną drużyną z La Liga, która marnuje swój potencjał.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, aleście mnie dzisiaj rozkosznie podgrzali tą dyskusją, bo widzę, że każdy z was patrzy na ten problem przez swoją własną wycinkę boiska – i może właśnie dlatego nikt nie ma tej jednej, złotej odpowiedzi. Słuchałem wa…
@Widzew_Krakow no dobra, to ja się chyba trochę rozumiem z tym twoim "każdy ma rację i nikt nie ma złotej odpowiedzi"... bo jakby wziąć te wszystkie historie z wątku – Darek_kibic z tym swoim nostalgią, EwaCracovia z tymi swoimi wspomnieniami z trybun, a nawet ten KoronaTrybuna co widział juniorów, co robili te same ruchy co Pedri a w meczu na Camp Nou posypało się... no to chyba wszyscy mówimy o tym samym, tylko każdy z innej strony trybuny.
Mnie osobiście boli, że jak oglądam juniorów z La Masii, to myślę: "O rany, ci chłopacy potrafią rzeczy, które w dorosłej drużynie się nie zdarzają!" – i zaraz potem widzę, jak Pedri albo Gavi próbują powtórzyć ten sam trick na Camp Nou, a to im nie wychodzi... bo nie mają komu zagrać do nogi, nie mają tego "starego lisa", który by im powiedział "ej, chłopie, tu masz wolnego". I to nie jest kwestia lenistwa, tylko po prostu brak takiego jednego zawodnika, który by im pokazał, jak się gra razem.
A co do twojego pytania o jednego transfera – no to ciężko, bo albo bym wziął kogoś, kto zna nasz styl i umie uczyć, albo kogoś, kto choć trochę dorówna do tych błędów, co ciągle się powtarzają. Ale szkoda gadać, bo i tak pewnie bym się okazał za zielony, żeby wybrać... może Busquetsa 2.0? Tego bym chętnie zobaczył obok Pedri'ego! 😅 No i teraz nie wiem, czy to lepsze od kupowania gotowca, ale przynajmniej bym czuł, że La Masia ma wsparcie... no bo inaczej to naprawdę będzie koniec z tą naszą magią.