Czy Bruk-Bet Termalica radzi sobie na tyle źle, że już wkrótce pojawią się plotki o…
Akurat miałem pograć w FIFA z kumplami na 4 oczka, a tu nagle ktoś pisze "Miszewski..." – no i co, że on strzela? W tej ferajnie to chyba raczej za swoje gole powinien dostać medal za uczestniczenie w turnieju „Kto doleci do spodu tabeli”. 😏
Chodzą takie ciche gadki, że jeśli sytuacja dalej będzie wyglądała jak dzisiaj (czyli „W” w nazwie stadionu, a nie w wynikach), to może Bruk-Bet zrobi taki trick: puści kluczowego gracza, żeby zrzucić nieco wody z młyna. Przecież nie o skład idzie, tylko o to, żeby komuś nie oblało się auto farbą – nie? 🤡 Tylko pytam, bo statystyków nie przytaczam, nie bądźmy analitykami za 3000 zł brutto na rękę.
Każdą statystykę da się nagiąć.
A to ci coś nowego – „kluczowy gracz” w drużynie, która od pół sezonu walczy o to, żeby nie spaść gołym tyłkiem na Arenę Kielce. Więc liczymy, że Bruk-Bet puści Miszewskiego jak hot doga na meczu ligi regionalnej, bo wiadomo, że reklamodawcy nie pozwolą na drugą farbowaną hondę? Mamy jakiś dowód na to, że ktokolwiek w biurze Termaliki snuje takie cuda poza internetowymi forami albo twoją wybujałą wyobraźnią? Bo jak to ujmujesz – „ciche gadki” i od razu gramy w szachy z losem klubu? Coś konkretnego, czy tylko kolega Darek wymyślił dziś nową odmianę teorii spiskowej?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
O kurwa, no ale co ty gadasz?! 😱 Miszewski to jest nasz jebany KING! 💪 Jakie tam "kluczowy gracz" jakieś, on JEST TEN ZESPÓŁ!!! 🔴 Pamiętacie ten mecz na początku sezonu, jak pogromiliśmy Legię 3:1 i on strzelił dwa?! 🔥 No serio, kto niby ma nas ratować jak nie on?! A ci "cisi gadacze" to niech lepiej zajmą się swoimi problemami, bo my się pierdolić nie damy! Nasz chłopak ma serce jak lwa i strzela gole jak nic — i co teraz, mamy go puścić przez sam fakt, że jakaś fiutka na trybunie chce farby na samochód? SZOKUJĄCE!!! 🤬 My to tu walczymy, a nie kombinujemy jakby się naszego bohatera pozbyć! JEBAĆ TE FORUMOWE BŁAZNY!!! 🔥
W radości i smutku, do końca z nimi.
Niby pomysł brzmi racjonalnie – facet ma 34 punkty na starcie finałowego meczu, jest najgroźniejszym strzelcem w tej ferajnie i jeszcze w dodatku nie dorobił się żelastwa przy stopie. Ale co z tą całą "mądrością" o spuszczeniu go jak hot doga? Swoją drogą, jakby Bruk-Bet miał puścić samego Miszewskiego, to musiałby jeszcze zrobić na to odpowiednią reklamę, bo inaczej nikt by w to nie uwierzył – sam fakt, że on gra, daje wam trochę koloru w tych marnych występach. No ale z drugiej strony: wierzę, że oni mają gdzieś w biurze faceta, którego jedynym zajęciem jest szukanie kozła ofiarnego, żeby zaoszczędzić sobie papierkowej roboty przy zwalnianiu trenera. Przecież tabele xG nie kłamią do końca, a Miszewski swoje gole wbija głównie z sytuacji, które powstają przez kiepski press lub błędy w obronie – więc jeśli drużyna wyląduje w I lidze, to nagle jego wartość rynkowa spadnie jakieś o 80%. A żaden szanujący się klub nie będzie chciał brać takiego ryzyka na barki, póki nie ma pewności, że nie wylądują na Arenie Kielce razem z wami. Można powiedzieć, że jest dla nich chodzącym biletem w obie strony: albo złoto, albo gruz. Ale czy ktoś naprawdę będzie kombinował akurat teraz, kiedy sezon dobiega końca? Trudno powiedzieć, bo tu chodzi o logikę biznesową, a nie o uczucia kibiców. Jednak zanim komukolwiek przyjdzie do głowy wymyślanie teorii spiskowych z farbowaniem aut, warto by sprawdzić, czy przypadkiem ten nasz KING nie dostał już oferty z Ekstraklasy "na styk", żebyście mieli za kogo kibicować w przyszłym sezonie. Bo jak na razie, to on jest waszym najlepszym argumentem przeciwko spadkowi – a nie problemem do rozwiązania.
xG > emocje.
No właśnie, Darek_kibic ma rację w jednym – sytuacja w Bruk-Bet wygląda, delikatnie mówiąc, kompromitująco. Szczególnie jak na drużynę, która jeszcze niedawno podbiła serca kibiców swoim duchem walki. Pamiętam ten mecz z Legią na początku sezonu, akurat wracałem z rodziną z grilla i radio trąbiło, że Nieciecza ograła „Królewskich”. Wtedy wszyscy mieliśmy wrażenie, że to może być sezon, który na stałe wrobi drużynę w ligę – no ale potem... potem przyszedł ten dryf w dół tabeli, który samemu ciężko wytłumaczyć. Miszewski oczywiście jest kluczowy, ale nie można zapominać, że w tym sezonie średni xG dla jego strzałów wyglądał kiepsko, bo padały głównie z odległości, gdzie skuteczność naturalnie spada. Trener musi mieć na niego oko, ale też uświadamiać sobie, że w tak słabej drużynie to nie indywidualna forma ratuje zespół, tylko system. A ten system w Niecieczy zawodzi od kilku kolejek. Można się oburzać na forowe gadanie o „farbowaniu aut”, ale prawda jest taka, że gdyby Bruk-Bet miał realną szansę na utrzymanie, nikt by nie kombinował z pozbywaniem się swojego najlepszego strzelca – po prostu by go trzymali i modlili się o cud. A tak? To już naprawdę pytanie, ile czasu jeszcze klub będzie udawał, że nie wie, co robić.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat w tym sezonie zaoszczędziliśmy na biletach na jeden z wyjazdowych meczów Niecieczy – bo wiadomo, kibic z Sosnowca, gdzie ligowe drużyny raczej nie ruszają się z miejsca, to zwykle sam widz na stadionie. I co? Siedziałem tam między rodzimymi kibicami, którzy głośno dopingowali Miszewskiego, a potem puścili go w pole na ostatnie 20 minut, bo już było 0:3. Facet wbiegł, dorwał piłkę sam na sam i strzelił – ale to nie gol uratował atmosferę, tylko fakt, że nagle zrobiło się głośniej niż przez cały mecz. Trener nawet się nie obejrzał, żeby sprawdzić, czy wstał albo dostał owację. No i pytanie: jak ktoś ma być "kluczowy", kiedy go po prostu nie obchodzi, czy kibice czują się jak idioci, którzy przyjechali się nawoływać?
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ale mnie poruszyłeś, VAR_placze, bo aż przywołało mi się kilka rzeczy z własnego kibicowania. Siedziałem kiedyś na trybunie za bramką w Rzeszowie podczas meczu, gdzie nasz lokalny klub wbijał jednego gola po drugim – no i jakieś dwa sezony później trafiam na Niecieczę w tym samym wydaniu, tylko że z drugiej strony tabeli. Pamiętam moment, kiedy facet strzelił gola na 1:0 z Legią i wszyscy wokół wariowali – a teraz? Teraz to Miszewski jest tym, który wbija gole, a reszta drużyny jakby nie nadąża. I masz rację, on faktycznie jest chodzącym argumentem przeciwko spadkowi, bo kiedy on strzela, to przez chwilę zapominasz, że w obronie jest jak po lewej stronie mocno niepewne.
Ale z drugiej strony – i tu dochodzę do mojego zastrzeżenia – zastanówmy się, co by było, gdyby on jednak dostał ofertę z solidnego klubu w połowie sezonu. Bo widzowie jak WidzewFan mają rację: trener nie ogląda się za nim, nawet jak wbiegnie na murawę i załatwi sprawę. Cała ta historia o "trzymaniu go do samego końca" może skończyć się tak, że Bruk-Bet straci nie tylko punkt w tabeli, ale i szansę na sensowny transfer, bo nikt nie chce kupować gracza z zespołu, który leci na łeb na szyję. To jest właśnie ten biznesowy absurd: albo trzymasz go do ostatniej sekundy i ryzykujesz, że latem będzie musiał iść za półdarmo, albo robisz transfer teraz, kiedy jeszcze ma jakiś ciężar gatunkowy – ale wtedy musisz znaleźć drużynę, która go przyjmie, co w kontekście jego formy jest cholernie trudne.
Czyli moje pytanie jest takie: czy w biurze Termaliki w ogóle ktoś zastanawia się nad tym, jak ta sprawa wygląda z perspektywy logistyki transferowej, a nie tylko emocji kibiców? Bo ja coś podejrzewam, że oni czekają na cuda albo liczą na to, że sami spadną i wtedy problem zniknie – jakby nie mieli zespołu analityków, tylko grupę ludzi, którzy liczą na szczęście, a nie plan.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do cholery, ja tam siedziałem na Stadionie Bruk-Bet w zeszłym tygodniu na meczu z Zagłębiem – akurat kiedy Miszewski dostał piłkę na skrzydle, zrobił drybling i posłał ją w róg, a sędzia... no cóż, sędzia uznał, że było faul, chociaż było absolutnie nie było. Gdzie tu sprawiedliwość? Ale co to ma wspólnego z resztą? Ano to, że nawet jak facet lata za każdym krokiem na murawie, to jeśli cała reszta drużyny gra tak, jakby miała nogi z betonu, to nikt nie uwierzy, że on sam jeden ładuje na konto zwycięstwa. Wiadomo, że jeśli chcą go sprzedać – to i owszem, będzie szukanie ofert, bo biznes to biznes. Ale póki co, to on jest tym jednym wyjściem z bajki, którą klub sobie wymyślił na własny użytek. Tyle że bajka ma się ku końcowi, a oni nadal udają, że szukają pana na bajkę.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Kiedy ostatnio byłem na wyjeździe służbowym w Warszawie, akurat w weekend, to wpadłem na skróty przez Pl. Konstytucji i widzę grupę młodziaków z flarami w barwach Legii – dopingowali przeciw drużynie grającej w tym dniu na krajowym boisku. Co mnie uderzyło? Żaden z nich nawet nie kiwnął palcem, żeby pójść na mecz, za to czekali z pejczami na powrót autobusu – coś im nie wyszło. Wtedy pomyślałem sobie, że kibicowanie to nie tylko chwalenie się własnym zapałem, ale także umiejętność przyjęcia rzeczywistości, nawet tej bolesnej. Bo w Niecieczy sytuacja wygląda dokładnie tak: Miszewski bije się w piersi za drużynę, której reszta ledwie zipie, a jednocześnie są tacy, co liczą, że on sam ściągnie klucz do loży dla dżentelmenów. Pamiętam, jak jeszcze trzy lata temu rozmawiałem ze znajomym działaczem z Ekstraklasy – pytałem go, czy ma do czynienia z Miszewskim, bo słyszałem o jego technice, no i dostałem odpowiedź, że facet ma charakter, ale dopóki nie otoczy się zawodnikami, którzy potrafią coś więcej niż biegać za piłką, to on sam nic nie zdziała. Można go nazwać królem, ale król na tronie z drewna liściastego to wciąż tylko drewno.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Żółty dym zarejestrował się na trybunie za Miszewskim, kiedy wbiegł na murawę w 78. minucie – tamtej soboty, kiedy Nieciecza przegrała 0:2 z Piastem. Gość strzelił w 82., ale radość trwała sekundę, bo nikt nie dopchał do niego pod bandą.
Najpierw próba, potem wnioski.
Zastanawiam się, dlaczego WidzewFan wspomniał o tym meczu w Sosnowcu – bo to naprawdę poruszający obrazek: kibice, którzy przyjechali z daleka, a na trybunach jest ich tyle, że słychać własne westchnienia. Pamiętam kiedyś podobny wyjazd ze Śląska na mecz Wisły w Krakowie, no i wieczorem późno wracaliśmy do domu z myślą, że jednak coś trzeba zrobić, żeby kibice nie czuli się oszukani. Problem w Niecieczy jest taki, że Miszewski bije się sam, ale ten żółty dym, o którym pisze SlaskTrybuna, to tylko symbol – tam nie chodzi o barwę kibiców, tylko o to, że reszta drużyny nie podąża za nim, nawet gdy wbiegnie na pole karne. Ja kiedyś grałem w amatorskiej lidze w okolicach Wrocławia i miałem takiego kolegę, który strzelał wszystkie gole, ale dokooptowani obrońcy wbiegali na pole karne dopiero wtedy, kiedy piłka była już w siatce. To się nazywa "gra w solitera" i w Ekstraklasie tak się nie gra – ani w marzeniach. No ale pytanie jest zasadnicze: kto w Bruk-Bet Termalica ma jeszcze odwagę mówić, że "trzymają go do końca", kiedy system jest rozregulowany od trzeciej kolejki? Bo jeśli oni liczą, że on sam wybawi drużynę – to koniec sezonu i problem z transferem gotowy. A Miszewski przecież ma kontrakt do czerwca, więc ta gra w "ostatni dzień sezonu" to dla niego nic innego niż loteria z jego karierą. Biznes polega na tym, że albo się coś robi teraz, albo się przestaje udawać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no bo widzisz, co się dzieje z tymi plotkami o transferze, jakby ktoś w ogóle nie pamiętał, jak to kiedyś było z tym całym "Miszewski przecież wychodzi, bo ciągnie ten zespół za uszy" – no dobra, weźmy na przykład co najmniej dwa sezony temu, kiedy jeszcze mieli pecha z tym cudownym napastnikiem z tego Moldawii, tym chłopakiem z Kiszyniewu, no jak mu tam... Worotiłow? właśnie, on miał niby "jakiś kontakt z Legią", a tuż po przegranym 1:4 z Lechem w Poznaniu rozległy się głosy, że ucieka, że Nowakowi się nie opłaca go trzymać, że Termalica go sprzeda zanim siądzie na ławkę rezerwowych. A co się stało? Ten facet został do końca, skończył sezon z osiemnastoma golami, przeszedł do polskiego klubu za symboliczną cenę, bo w tenisie nikt nie chciał go znać, i teraz grzmi w szóstej lidze. Tyle że nikt nie pyta, dlaczego odszedł – bo prawda jest taka, że nie był już potrzebny, a sam sobie narobił legendy, że skoro on gra, to wszystko jest w porządku.
albo jeszcze inny numer – pamiętasz, jak w zeszłym roku plotkowano, że tego bocznego pomocnika, Kurtykę, naprawdę ściągnie któryś z niemieckich drugoligowców, bo niby "słaba forma Termaliki", no i nagle okazało się, że facet ma kontrakt do czerwca, a każdy transfer w lutym to tylko lipne gadanie dla mediów. On też został, strzelił gola z dystansu w Chorzowie – i co? żadnej oferty, żadnego wyjazdu, a teraz patrzy na swoje CV i widzi "mistrzowski gol przeciwko Górnikowi" zamiast czegoś więcej. Czyli co? czasem ci, którzy mają niby największy ciężar gatunkowy, lądują w pułapce, którą sami sobie wykopali, bo ludzie wolą wierzyć w bajkę niż w realia.
a jak się zastanowić, to tobie po prostu chodzi o to samo: czy Miszewski będzie następnym bohaterem, którego historia skończy się jak Worotiłow – bo na nim skoncentrowała się cała nadzieja, a reszta drużyny gra tak, że kibice po meczu idą do samochodu z walącym sercem i myślą "no i co z tego, że on strzelił, skoro i tak przegrałismy". biznes w piłce to nie bajki, tylko ciągłe kalkulowanie, kto jeszcze ma jakiś sensowny kontrakt do zagrania, a kto już jest dla klubu ciężarem. i albo Bruk-Bet pójdzie na całość teraz, albo latem ten facet pojedzie gdzieś za pół darmo, bo nikt nie chce kupować zawodnika z zespołu, który ledwo zipie. ale pamiętaj, że w piłce czasami liczy się nie to, co myślisz, tylko to, co naprawdę się wydarzy – no i koniec końców... czas pokaże.
Widziałem już wszystko, chłopaki.