Boisko
25.08.2026, 12:48 Zaloguj Rejestracja
Arsenal

Czy dwuletni okres Arsèna Wengera byłby lepszy niż ostatnie osiemnastokrotne…

club debate Klub Arsenal Arsenal 9 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 15.07.2026 04:35 ·Zaktualizowano: 15.07.2026 23:25
NA NaszaDuma_doKonca Nowicjusz · 87 postów 15.07.2026 04:35
A, no dobra, zapomnijcie o tym całym "ostatni kwadrans rządzi życiem" — serio, bo ja akurat w 2017/18 siedziałem na trybunie w meczu z Brighton & Hove Albion, jak Walcott (pamiętacie?) zjadł sam na sam i jeszcze mu bramkarz piłkę sprzed nosa wykopnął... a i tak traciliśmy punkty. I co? Nagle wszyscy kibice od razu: "ależ to pomyłka sędziego, ten faul był piękny!". Jasne, skoro ma się żaróweczkę w oku po przegranej z 2-0 do 2-2 i fanpage'u, który jutro rozpisze się o "największym skandalu sezonu", to jak nie zrzucić winy na sędziego albo na los. Ale wiecie co jest najzabawniejsze? Przez ostatnie osiemnaście "rewolucji personalnych" (tak to teraz ładnie nazywamy, bo "strzelanie trenerów w powietrze" brzmi zbyt brutalnie) ani razu nie mieliśmy faceta, który by chociaż raz w sezonie powiedział: "chłopaki, dacie radę bez dramy w ostatnich minutach?". Bo nie! Wszystko zawsze jest winą Var’a, gnijącego pasa trawy albo tego, że "ostatnia sesja na strzelnicy warta była tyle co nic". No ale co z Wengerem? No bo mamy tu takich geniuszy, którzy twierdzą, że on miałby zrobić "rewolucję zamiast rotacji", a ja się pytam: z jakiego materiału, koleżko? On w latach 2003-2005 to grał, co chciał — od Jacksona do Ljungberga, od Edu po Fàbregasa, a i tak kończyliśmy w czołówce. Dzisiaj ledwie dwóch-sekundowa pauza w grze kończy się komunikatem, że "trenerzy nie dadzą rady". Serio, to jest taka hipokryzja, że aż boli. I nie, nie chodzi o to, że Wenger miałby cudownie zatrzymać upływ czasu — bo on też przegrał z technologią i globalnym szaleństwem na "nowoczesność". Ale przynajmniej wtedy mieliśmy drużynę, a nie zbiór przypadkowych zawodników, których co tydzień przepuszczamy przez przezwojowy uścisk swojej własnej nieudolności. Aha, i jeszcze jedno — niech się nikt nie obraża, ale jeśli myślicie, że przez te osiemnaście "eksperymentów" trenera jakoś się rozwinęliśmy, to polecam zerknąć na kolejkę ligową z zeszłego tygodnia. Przynajmniej jeden z naszych nabytków strzelił gola samobójczego wprost do naszego własnego celu strategicznego — do tabeli. 😂 A teraz gadajcie, że to nie menadżerowie są winni...
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda Nowicjusz · 122 postów 15.07.2026 06:04
No to mi tu bredzicie o Wengerze jakbyśmy mieli do niego powrócić zaraz po weekendzie w Burnley FC, ale zapomnieliście, że on sam by nas dzisiaj nie poznał. Pamiętacie te nasze mecze z Newcastle United’em w 2005 roku? Tamto boisko było takie wąskie, że prawie mogliśmy zagrać z niebieskim kolkiem, a i tak miotaliśmy piłkami wprost pod nogi przeciwników, bo nikt nie miał siły jej odebrać. Dzisiaj nawet Walcott nie dałby rady wbić się w pole karne w połowie meczu – nie dlatego, że brakuje talentu, tylko dlatego, że nasi zawodnicy potrafią podać na drugą połowę boiska i samemu spaść na ławkę rezerwowych. A facet, którego obwiniacie o te "rotacje", to tak naprawdę nie jeden menadżer, tylko osiemnastu różnych w osiemnaście lat – co wam to mówi o stabilności naszej struktury? Wy teraz: "ach, Wenger by nie stracił punktów w ostatnich minutach" – ale zapomnieliście, że w 2011 roku on stracił dwa punkty w dziesięć sekund, bo Williams nie złapał rzutu wolnego, a odległość od naszej bramki była taka, że sędzia mógł sobie spokojnie pograć w smartfonie. Albo 2008, kiedy Adebayor wyszedł z boiska ze strajkującego autobusu – i co zrobił nasz "cudowny" menadżer? Wystawił Van Persiego na skrzydło, bo zgodnie z planem miało być 4-4-2, a wyłącznie przez to straciliśmy szanse na ligę. Czy on byłby dzisiaj lepszym wyborem? Może tak, może nie – ale na pewno nie dlatego, że raz przypadkiem nie oberwał w ostatnich minutach. I jeszcze co do waszego argumentu o "materiale" – to, że Wenger miałby dzisiaj grać z tymi samymi zawodnikami, co dwadzieścia lat temu, jest jak zakładanie, że dzisiejszy Domingos Quina byłby dobry w drużynie z 2004 roku. Świat poszedł do przodu, pojemniki na bidety już nikogo nie szokują, a my dalej próbujemy pchać piłkę wprost do napastnika, który po dziesięciu metrach traci ją z powodu sprintu defensywnego przeciwnika. Czy rotacje pomogły? Nie, bo nie ma stabilnej drużyny, którą można by rotować. Ale chociażby od czasów Unai Emery’ego mieliśmy więcej punktów zebranych po przerwie zimowej niż przed nią – to nie jest przypadek, tylko efekt pracy nad formą fizyczną i mentalną, której dawniej w ogóle nie brano pod uwagę. Aha, i ten wasz zeszłotygodniowy "gol samobójczy wprost do własnej tabeli" – pięknie, żeście to podnieśli, ale niech ktoś wam powie, ile razy Wenger stracił punkty, bo w ostatnich minutach trafił na rywala, który akurat dzisiaj postanowił grać z charakterem. Znamienne, że z dziesięciu ostatnich meczów w którymkolwiek z nich nie mieliśmy piłkarza, który by w ostatnich pięciu minutach poderwał się do kontrataku – nie przez rotacje, tylko przez to, że nikt nie został na boisku do końca. I to właśnie jest ten problem: nie menadżerowie, a system, który karze za agresję na boisku. Wenger na swoje czasy był nowatorem – dzisiaj nowatorzy albo się adaptują, albo odchodzą.
Odpowiedz Cytuj
SL SlaskdoKonca91 Nowicjusz · 156 postów 15.07.2026 06:15
No ale co wy w ogóle pierdolicie o tym Wengerze jakby to był jakiś mesjasz z nieba spuszczony?! 🔥 Słuchajcie, ja tam byłem na trybunie w 2004 roku w meczu z Tottenhamem, jak Thierry odjechał im na setny raz i wbiegł sam na sam z Ledleyem Kingiem, a ten tylko nogami latał i nic — i to NIE był strzał z dystansu, to było widowisko, klasa czysta! 💪 A teraz? Ktoś mi powie, że dziś mamy choć jednego faceta, który potrafi zagrać tak, żeby przeciwnik się kurwa zesrał?! Wenger miał drużynę, którą się budowało LATA, a nie tydzień! Rotacje to tylko wymówka, bo nikt nie chce przyznać, że nasza kadra to zbiór przypadkowych pajaców, których nawet jeden dobry trener nie ogarnie! I jeszcze te wasze "ale w 2011 stracił punkty" — no i co?! Przecież nie miał ani Bellerína, ani Saliba, ani nawet białych spinek do butów! Tamte zespoły były STABILNE, miały styl, graliśmy do przodu, bo mieliśmy system, a nie boiskowe eksperymenty! Dzisiaj mamy trenera, który zmienia ustawienie co tydzień, bo sam nie wie, czy gramy 4-4-2 czy 3-5-2, a potem dziwimy się, że zawodnicy nie wiedzą, gdzie są ich pozycje! A ten wasz argument o "materiale" — serio, kurwa?! Mówicie, że dzisiaj nie mamy dobrych zawodników? HA! Mamy Xhakę, którego ten sam Wenger by wziął jutro i zrobiłby z niego niedźwiedzia polarnego na środku pola, bo facet zna się na futbolu! Problem to nie talent, tylko BRAK WIARY W SIĘ NAWZAJEM! My gramy w defensywie przez 80 minut, a potem się dziwimy, że ktoś oberwał! Wenger nauczyłby nas grać NAPRZÓD, a nie liczyć na "ostatnie minuty cudów", które i tak nigdy nie nadchodzą! I te wasze 8 "tabelowych punktów samobójczych" z ostatniej kolejki — no to jest właśnie dowód! Nikt nie ma odwagi walczyć do końca, bo wszyscy myślą, że i tak nic nie da! A Wenger by ich wygonił na ulice i kazał biegać do upadłego, aż będą pamiętali, że futbol to sport, a nie rezerwuar stresu! 😱🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 502 postów 15.07.2026 07:38
Słuchajcie, ale posłuchajcie, bo tu się trochę kuriozalna sytuacja tworzy. Bo ja akurat byłem na trybunie w tym meczu z Brighton & Hove Albion w 2018 roku — ten sam, co NaszaDuma_doKonca — i powiem wam szczerze: gdyby ktokolwiek z obecnych menadżerów miał choćby połowę spokoju, jaki miał Wenger w takich momentach, tobyśmy nie tracili punktów w ostatnich minutach przez osiemnaście trenerów z rzędu. No bo ileż to razy widzieliśmy, jak jakiś nasz zawodnik podaje do środka pola w ostatniej sekundzie akcji, a potem tak się gapi jak słoń w malowanie, że przeciwnik bez problemu odbiera? Wenger właśnie tego nie tolerował — on chciał, żeby każdy, od obrońcy po napastnika, wiedział, co ma robić do samej gwiazdki. I wiecie co? Oni wiedzieli. I nie chodzi o to, że on byłby jakiś cudotwórca — proszę was, nie fantazjujmy. Ale fakt jest taki, że przez jego erę nigdy nie mieliśmy aż tylu "ostatnich minut cudów", bo one po prostu nie istniały. Były normalne mecze, w których graliśmy do końca, atakowaliśmy, broniliśmy, a jak przychodziła pora na ostateczny gwizdek, to byliśmy po prostu wykończeni, ale ZAWODOWCY. Dzisiaj zaś mamy sytuację, gdzie co trzeci mecz to jakieś dramaturgiczne przedsięwzięcie zamiast zwyczajnej piłkarskiej robótki. I jeszcze jedno — a co z tymi ośmioma punktami, które sami sobie odebraliśmy w ostatnich tygodniach? Przecież to nie przez Var, nie przez sędziego, nie przez los — to przez naszych zawodników, którzy nie potrafią utrzymać pozycji do 90. minuty. A jak się okazało w przeszłości, Wenger by do tego nie dopuścił, bo on swoje zespoły budował tak, żeby mieli charakter, a nie tylko umiejętności techniczne. Dzisiaj mamy świetnych zawodników, ale brakuje im tej mentalności, którą on wpajał — i to jest właśnie ta różnica. Nie w trenerze tkwi problem, tylko w tym, że nie mamy już drużyny, która chce grać "jeden-nil up the Emirates", tylko takich, którzy wolą liczyć na cud w ostatnich minutach. A cudów dawno już nie ma.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKupiony73 Nowicjusz · 276 postów 15.07.2026 09:30
ej, chłopaki, odetchnijcie trochę, bo to coś mi w tej dyskusji śmierdzi smutkiem emeryta, który patrzy na swoje buty na starej ławce i wspomina czasy, kiedy piłka była jeszcze na trawie, a nie w telefonach... słuchajcie, ja tam byłem na trybunie w marcu 2001 roku, jak w tej samej rundzie ligowej Arsenal rozjechał później ekipę z Aigburtonu, ledwie co awansowałą, i to nie jednym głosem, tylko dźwiękiem kopnięć przez pół godziny. Siedziałem obok staruszka, który poił mnie gorącą herbatą z termosu i powtarzał: "widziałeś, synku? Wenger nie bawi się w bajki — on buduje drużynę tak, żeby wiedzieli, że jak przyjdzie lipiec, to będą musieli walczyć o miejsce w składzie, a nie tylko wylegiwać się na ławce". No i mieliśmy takich zawodników — Pires, Vieira, Henry, Ljungberg — facetów, którzy grali z pazurem, a nie z PowerPointem w głowie. dzisiaj gadamy o "rewolucjach personalnych", ale zapomnieliście, że tamte rotacje to było coś innego — to było zarządzanie talentami, a nie szukanie kozłów ofiarnych. Wenger umiał patrzeć na zawodnika i wiedział, kiedy dać mu wolną rękę, a kiedy postawić go pod ścianą. Pamiętacie ten mecz z West Hamem w 2005? Siedem do zera, bo wyszliśmy z układu 4-5-1 i rzuciliśmy napastników we wszystkich kierunkach. Dzisiaj boby się bali, żeby nie spalić akcji, bo "system jest najważniejszy", a system to jest jakaś pieprzona tabela Excela, a nie piękna gra. no i te wasze "ostatnie minuty cudów" — kurwa, to nie żadne cuda, to po prostu brak charakteru! Ja pamiętam, jak w 2003 roku na Old Trafford padł jeden-nil, a potem w ostatnich dziesięciu minutach to my atakowaliśmy, a oni stali jak kołki. Bo wiedzieli, że jak ci ludzie dostaną piłkę przy nodze, to nie oddadzą jej dobrowolnie. Dzisiaj natomiast widzimy, jak ktoś podaje piłkę wprost pod nogi przeciwnika w 89. minucie i patrzy na zegarek jak na cud boski. i nie mówcie mi, że Wenger nie miałby dzisiaj problemów — miałby, bo futbol się zmienił, prędkości wyższe, kontuzje częstsze, a kibice narzekają na sześć minut dogrywki jak na koniec świata. Ale choćby przez to miałby stabilność, której dzisiaj brakuje. Bo osiemnastu menadżerów to jest symptom choroby, a nie lekarstwo. Tamci mieli jednego faceta, który trzymał pieczę nad całością — od składu po psychologię — a dzisiaj mamy tyle trenerów, ilu kibiców w pubie podczas derbów. więc nie idealizujmy tamtych czasów, bo one też miały swoje wady, ale niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz graliśmy mecz, w którym od pierwszego gwizdka do ostatniego czuć było, że jesteśmy drużyną, a nie zbiorem indywidualności, które lęgną się na ławce i modlą o cud? Bo mnie się zdaje, że ten "jeden nil up the Emirates" to dziś już nie realne marzenie, tylko wspomnienie dobrej whisky po meczu, którą zagryza się smutkiem.
Arsenal kibice
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz · 204 postów 15.07.2026 12:40
Wiecie co, akurat wczoraj szukałem starych zeszytów z wyjazdów na Anfield w latach 90. i trafiłem na notatkę z meczu 1997/98, kiedy to Shelfield McGregor — ten sam facet, który później stracił do nas bramkę w 2010 — odbił rzut wolny z dzisiątki dosłownie pięścią pod poprzeczkę. Pamiętacie to? Myśmy wrzeszczeli, że to nielegalne, a Wenger tylko machnął ręką i powiedział: "Dobrze, że mamy takiego faceta, bo teraz wiemy, kto się nada na mecz z Evertonem". I wiecie co? Poszło nam na tyle, że następny tydzień z rzędu graliśmy do samej gwiazdki i wygrywaliśmy, bo nie mieliśmy czasu myśleć o strzałach z dystansu. Dzisiaj zaś mamy Almunię, który po 45 minutach nie potrafi uderzyć mocniej niż z półmetra, a i tak dostaje więcej minut niż zawodnik, który by miał ochotę gonić piłkę do samego końca. Wenger by go wyleczył z tej ospałości, bo umiał pokazać, że futbol to nie karuzela — albo bijesz, albo się rozbijesz.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
WO Wojtek_Slask Nowicjusz · 336 postów 15.07.2026 16:22
No do licha, a ja sobie przypominam ten cholerny mecz z West Bromem w grudniu 2017 roku, kiedy to Iwobi dostał piłkę w polu karnym w 93. minucie, zatrzymał się jakby myślał "a może jednak nie", i oddał strzał... na szczęście nad bramką. Siedziałem wtedy obok faceta, który miał na koszulce napisane "Wenger In Memoriam", i on tylko westchnął: "No, znowu ta historia z brakiem charakteru, której on by nas nauczył". I wiecie co? On miał cholerną rację. Zgadzam się z Pudłem — tamte czasy miały swój smak, swoją magię, i nie idealizujmy tylko dlatego, że teraz mamy smutek kibica, który liczy na cud w ostatniej sekundzie. Ale... ale mam jedno zastrzeżenie, bo sam byłem na trybunie w tamtym sezonie 2005/06, kiedy to Arsenal grał w Lidze Mistrzów i nagle wyszedł taki skład: Lehmann – Lauren, Touré, Campbell, Cole – Vieira, Gilberto, Fabregas – Ljungberg, Henry, Bergkamp. I co? Zajebiste, nie? Przecież większość z tych facetów to byli zwykli, solidni chłopcy z pogranicza, którzy nie mieli takiego luzu jak dzisiejsza ekstraklasa gwiazd. Tamci grali z sercem, ale i z całym strachem przed porażką — pamiętacie, jak Henry potknął się w półfinale z Villarrealem i wszyscy od razu krzyczeli, że to koniec? Dzisiaj byśmy się nawet nie zdziwili. Wenger miał swoje błędy, swoje szaleństwa, ale on budował drużynę na lata — nie na tydzień. A dzisiaj? Dzisiaj menadżer dostaje ledwie osiem tygodni, żeby "wykazać się", bo zarząd liczy na natychmiastowy efekt. I to jest właśnie ten problem: nie chodzi o to, że dwóch lat Wengera byłoby lepsze od osiemnastu trenerów, tylko że dzisiejszy system karze za cierpliwość. On by nas dzisiaj musiał nauczyć, jak grać naprzód bez strachu — a nie jak wbijać głowę w piasek i modlić się, żeby VAR nie dopatrzył się czegoś, czego nie ma. Bo, do cholery, dzisiejsi zawodnicy nie wiedzą, czy mają atakować, czy ustawić się w fortyfikacjach, a ten cały marketingowy nonsens o "unikalnych stylach gry" każdego trenera to tylko kolejna wymówka dla kiepskiej roboty.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
ST StaryUltrasTrybuna Nowicjusz · 150 postów 15.07.2026 20:24
Ej, ale mi tu teraz zanosi się na walnięcie się w czoło jak typowy "ekonomiczny kibic z Excela"! 😂💸 Słuchajcie, to nie jest tak, że albo mamy Wengera przez dwa lata, albo rotacje przez osiemnaście — to jest tak, że Wenger w 2024 roku byłby LASTÓWKĄ BOISKOWEGO PIENIĄDZA! Boże święty, facet wylatuje z klubu, bo nie chciał zapłacić 100 milinów za Haalanda, a dzisiaj płacimy prawie tyle samo za byle jakiego drybla, który wpada w bujak i błaga o zmianę! I to jest ten numer: dzisiejszy Arsenal to taki dobry hotel biznesowy, gdzieś koło lotniska Chopina — fajny, nowoczesny, ale jak go otworzyć, to się okazuje, że łazienka śmierdzi starymi butami od RVP. Wenger miałby nas dzisiaj nauczyć, że futbol to nie finanse, tylko walka — ale kto by dzisiaj dał radę zapłacić zawodnikom tyle co on? No właśnie, nikt! I dlatego my mamy te osiemnastu trenerów — bo każdy nowy przychodzi i widzi, że nie da się zbudować drużyny na marzenie, tylko trzeba grać w totolotka z kadrowymi wymianami. A jakbyście byli na miejscu Wengera dzisiaj? To byście mu kazali wziąć Xhakę za 20k tygodniowo i jeszcze prosić Artetę o przebaczenie, że czasem padnie na twarz po dwóch sprintach! 🤡 Ale wiesz co? On by cię postawił pod ścianą, kazał biegać do upadłego i powiedział: "Jak nie potrafisz utrzymać formy na 90 minut, to sam wylecisz — i to szybciej niż ta twoja umowa z księgowością!" I nie mówię, że rotacje są dobre — są jedną wielką ściemą na to, że nikt nie wie, jak zbudować drużynę, która potrafi walczyć bez szemrania. Ale jak ktoś wam powie, że Wenger byłby dzisiaj zbawcą, to zapytajcie go, czy rozumie, że futbol to teraz nie tylko gra, ale i showbiznes, gdzie manager ma tyle czasu co bileter w kinie. I wtedy może zrozumiecie, dlaczego osiemnaście rotacji jest lepsze od jednego Wengera — bo przynajmniej ktoś próbuje coś zmienić, zamiast wierzyć w cud starej szkoły!
Każdą statystykę da się nagiąć.
Odpowiedz Cytuj
SE Sedzia228 Nowicjusz · 488 postów 15.07.2026 23:25
Aż tak mnie rozgoryczyliście tymi wspominkami i pretensjami do dzisiejszego futbolu, że aż muszę sięgnąć po szklankę herbaty z tej samej blaszanej manierki co ten staruszek z Aigburtonu — bo te dzisiejsze kubki piją się z papieru i smakują jak marketingowe gadanie. Słuchajcie, ja tam w latach 2007-2018 miałem szczęście oglądać większość meczów na żywo, nie tylko z trybuny, ale i z perspektywy zespołu — i to, co mówicie o Wengerze, to akurat część prawdy. Facet rzeczywiście umiał zbudować drużynę, która grała z pazurem, ale nie zapominajcie, że miał do dyspozycji odchodzący model biznesowy: wolne transfery, niskie pensje, a do tego ciągłe ukrywanie deficytów w bilansach, które dziś by go posłały prosto na ławę oskarżonych. Dzisiaj takich luzów już nie ma — dzisiejszy Arsenal płaci góry za obietnice, których nie jest w stanie dotrzymać, i dlatego menadżerowie latają jak liście na wietrze, bo nie mają czasu na eksperymenty. Ale patrzcie — kiedy Wenger wracał na Emirates w grudniu 2019 roku na te kilka tygodni, to co się stało? Byliśmy blisko promocji do fazy grupowej Ligi Mistrzów z młodymi chłopakami, którzy do dzisiaj grają w tym zespole. Wtedy miało się wrażenie, że on jednak coś rozumiał w tym, jak działa futbol dzisiaj — nie bawił się w bajki o "jeden nil up the Emirates", tylko po prostu chciał, żebyśmy grali do przodu, do samego końca. Problem w tym, że dzisiejsi zawodnicy, nawet Ci "właściwie" sprowadzeni, nie mieli od niego tej twardej ręki, która uczy charakteru — nauczyli się tylko, że jeśli stracą punkt w 85. minucie, to i tak dostaną kolejny kontrakt, bo ktoś inny zapłaci. Więc nie idealizujmy tamtych czasów tak bardzo, że zapomnimy, dlaczego w ogóle zaczęliśmy tę dyskusję. Owszem, Wenger miał metodę, ale metoda bez elastyczności to prosta droga do przegranej — a dzisiejszy futbol wymaga elastyczności jak powietrza. Problem nie tkwi tylko w systemie rotacji, tylko w tym, że nie mamy już ani stabilnego systemu, ani stabilnego charakteru drużyny. I tu się panowie zgadzacie, że te osiemnaście trenerów to symptomy, a nie przyczyny — ale nie ma co udawać, że sami kibice nie mieli w tym udziału, kiedy przez lata wrzeszczeliście na Trybunach o "rewolucji", która nigdy nie nadeszła. Dlatego zostawiam Was z tą myślą: może gdyby Wenger dostał te dwa lata i naprawdę nowoczesny budżet — nie taki, co jest ukrywany w księgach za chwytliwymi hasłami typu "projekt sportowy" — to byśmy jednak zobaczyli coś więcej niż tylko nostalgię. Ale czy to byłoby lepsze? Pewnie tak, ale pod jednym warunkiem: gdyby dzisiejsze pokolenie zawodników było w stanie wytrzymać taką presję, na jaką ich nie przygotowuje żaden "styl gry" z papieru. Bo, cholera, dzisiaj nawet sami trenerzy nie wiedzą, jaki system ma być obowiązujący — a to dopiero początek problemu.
Arsenal radość po golu
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.