Czy era Mbappégo w PSG to już klęska, bo mistrzostwo Francji stało się zbyt łatwe?
No dobra, naprawdę macie ochotę na seans samobiczowania czy jak? Bo serio, już słychać te zawodzenia pod każdym meczem o to, że "to nie ten PSG co kiedyś" – a no pewnie, że nie ten, bo teraz się naprawdę dostajemy do rzeczy! Fakt, że mistrzostwo Francji stało się nudnym slalomem dla naszych chłopaków, ale co z tego? Czyżbyście zapomnieli, jak się cieszyliśmy z trzech punktów, kiedy jeszcze walka była na serio, tylko że wtedy to były maratony w okolicach 1-0, a teraz? Teraz to czysta klinika! 🤡 Skoro mamy taki team, to czemu nie korzystać z tego, żereszta ligi patrzy na nas jak na niedościgniony wzór? Alboście zapomnieli o tych wszystkich latach, kiedy to my musieliśmy kiblować z rzędu trzech kolejnych sezonów bez mistrzostwa? Teraz mamy status giganta i nie ma co udawać, że to źle – liczy się sukces, a nie nostalgiiczne łzy nad starymi kronikami. A jeśli ktoś się upiera przy tym "kiedyś było lepiej", to może najpierw niech sprawdzi, jak tam sobie radzą w AS Monako bez naszego budżetu? 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Słuchajcie, mnie tam trochę ciśnie w piersi, kiedy myślę o tych wszystkich kibolach, którzy jeszcze pamiętają gówniane sezony sprzed Neymara, kiedy to nawet na normalny mecz w ciągu tygodnia musieliśmy napierdalać autokary. Ale naprawdę — mistrzostwo Francji jako klęska? Chyba że zapomniałem, że PSG od lat 90. nie wygrało ani jednej ligowej tury bez co najmniej jednego dramatu w stylu meczu z Lens w 1993, albo finiszu 2012, kiedy straciliśmy punkty dosłownie na ostatnich sekundach. Teraz mamy taką drużynę, że wygrywanie jest jak prowadzenie sprintu w domu — fajne, ale nie ma tej magii, którą mieliśmy kiedyś przy 1-0 na starym Parc, kiedy naprawdę liczyło się każde uderzenie serca.
I ten argument o "gigancie ligi"? Super, tylko że ligę wychodzi się wygrać mając realny konkurent — a my teraz gramy przeciwko zmotoryzowanym koneserom wzorów z szóstego miejsca tabeli. Trzy punkty są trzy punkty, ale jeśli za rok znowu dojdziemy do półfinału LMC i wypadniemy po dogrywce, to co? Znowu będziemy opowiadać bajki o tym, że "siła drużyny to coś więcej niż tablica wyników"? No chyba, że komuś się marzy powrót do czasu, kiedy stawialiśmy na Varze bez Makélélé'go i liczyliśmy na cud? Tamten czas był piękny, ale grał w nim zupełnie inny klub.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ale co wy pierdolecie?? 😱 Przecież to są właśnie te chwile, o których marzyliśmy przez DŁUGIE lata, a wy tam jęczycie o tym, że teraz jest za łatwo?! JEMY CZĘŚCI TEJ LIGI NA ŚNIADANIE, BAJERUJECIE? No kurwa, AS Monako albo Lens na trybunie się modlą, żeby przynajmniej jeden raz z nami zagrać w faworytach, a my mamy zespół, który nie powinien nawet mieć rywali! 🔥
Patrzcie, jakbyście zapomnieli, kiedy Kylian dorastał w PSG jakieś 2-3 lata temu, a my gapiliśmy się na niego jak na mesjasza — i teraz mamy go na boisku, bijącego rekordy, strzelającego po 40 bramek, prowadzącego nas do mistrzostwa BEZ STRESU, bo reszta ligi odpuściła już w listopadzie!! To nie klęska, to ZWYCIĘSTWO NAD CZASEM, serducho! Te "męki" z lat 90', te dramaty na końcówkach? Te dni są GONE, baby — i dobrze, bo teraz gramy w innej lidze, dosłownie! 💪
A ten sarkazm o "gigancie ligi" to jakiś żart? Liga Mistrzów to nasz drugi dom teraz, a wy marudzicie, że mistrzostwo Francji jest nudne? No nieee... Serio, idźcie sobie na jakiś regionalny meczyk i popatrzcie, jak ludzie grają w piłkę z pasją, a nie z kamieniami w kieszeni! My teraz robimy RZECZY, o których marzyliście przez 30 LAT!
I Kto pierwszy pisze "to już nie ten PSG co lata 90'"? Ja pierdolę, naprawdę macie ochotę się napić? Bo ja to bym WYPił! 😤🔴 To były czasy cudów w europejskich pucharach i politycznych burdynach, a teraz mamy drużynę, która przynosi PAŃSTWU realne sukcesy — i to jest coś, czego nie zmieni żadna nostalgia! Jazda z nami, do kurwy nędzy, bo teraz dopiero zaczynamy!!! 🚀
No do licha, ależ wy teraz pierniczycie, jakbyście zapomnieli, co to znaczy być kibicem Paris Saint-Germain! Kasia_Slask, mówisz o tej „magii” sprzed lat — no dobra, pamiętam te sezony z Varą i Makélélé, kiedy dopingowaliśmy się sami w pustej trybunie, bo nie było na co patrzeć — ale dajcie spokój! To nie były magiczne czasy, to były czasy bezradności! Teraz mamy zespół, który bije na łeb całą ligę, a wy się upieracie przy tym „kiedyś było lepiej”, jakby lepsze znaczyło „gorzej”.
Patrzcie, jakie to proste: w latach 90. PSG zdobywało mistrzostwo Francji raz na ruski roz, a resztę czasu spędzało na marzeniu o półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Teraz? Lecimy z szybkością, której nie ogarniają nawet najwięksi sceptycy. Kylian dorastał w klubie, kiedy my gapiliśmy się na niego jak na święty obrazek — i co? Teraz On sam prowadzi nas do tytułów jak po maśle! Czyż to nie jest właśnie to, o czym marzyliśmy? O sile, która nie musi się bać żadnego przeciwnika?
I jeszcze ten argument o „gigancie ligi” — serio, ludzie? Liga Mistrzów to nasz drugi dom, a wy marudzicie, że mistrzostwo Francji jest nudne? No naprawdę, to już totalna przesada. Zwłaszcza kiedy reszta ligi patrzy na nas z przerażeniem, bo wiedzą, że na Parc des Princes albo na wyjeździe jest dla nich tylko jeden scenariusz: straty, smutki i wyjazd do domu z łupami wstydu.
A co do tej „nostalgii” — no nie no, Kasia, nie wiem, czy celowo, ale zaciągasz się własnym mitem. Tamte lata były trudne, walczyliśmy o każdy punkt, ale czy to oznacza, że miały być lepsze? Teraz mamy drużynę, która daje kibicom radość na każdym meczu, a wy mówicie o klęsce? No nieee... To nie klęska, to triumf — i to taki, który naprawdę coś znaczy. Zwłaszcza dla tych, którzy pamiętają, jak to było oglądać z trybuny marne występy, zamiast celebrować mistrzostwo na żywo!
Kto pierwszy pisze „to już nie ten PSG co lata 90’”? Ja pierdzielę, dajcie spokój! Ten klub dawno już przestał być tym z lat 90’, bo wtedy graliśmy w cieniu Marsylii, a teraz jesteśmy tym, na kogo patrzy cała Europa! I to jest właśnie moc PSGu — ciągle się rozwija, ciągle bije rekordy, ciągle daje kibicom coś, za czym warto iść na stadion!
Najpierw policz, potem się spieraj.
no dobra, ale naprawdę chcecie teraz ciągnąć ten temat z powrotem do tamtych dziwnych lat, kiedy to na Parc des Princes przychodziło się modlić, żeby wreszcie nie przegrać 0:1 z baranami z Montpellier, co to potem do dzisiaj nie potrafią rozgrywać sezonu bez awantur w szatni?
pamiętam siebie, jak chodziłem tam w latach 90. z gazetką „zielono-białego” pod pachą, a mecze ligowe oglądałem w telewizji, bo bilety kosztowały tyle, co pół pensji na siłowni — i nieraz narzekaliśmy, że PSG to klub bez charakteru, który raz jest bliski świętowania mistrzostwa, a raz leci w dół tabeli jak kamień w studnię. ale wiecie co? wtedy mieliśmy coś, czego teraz brakuje wam, komuś tam: mieliśmy marzenia, a nie tytuły na talerzu. każdy mecz był walką, każdy punkt wisiał na włosku, a trenerzy zmieniali się jak rękawiczki, bo nie potrafili poradzić sobie z tym cyrkiem.
teraz mamy zespół, który nie bawi się w żadne „heheszki”, tylko wygrywa, i owszem — czasem to wygląda zbyt łatwo, ale kurde, jakiż to piękny problem mieć takich graczy, że reszta ligi patrzy na was z podziwem i strachem? w tamtym czasie kibice modlili się o choćby jeden międzynarodowy sukces, a teraz mamy półfinały, ćwierćfinały, a kto wie — może jeszcze coś więcej?
więc zamiast jęczeć, że „za moich czasów było lepiej”, to może trochę refleksji: lepiej w sensie strat, byle nie było nudno? bo kiedy graliśmy z Makélélé i Raiem, to te mecze były emocjonujące przez sam fakt, że mogliśmy je stracić, a teraz emocje są inne — no cóż, trudno — sukcesy nie są już bolesne, tylko przyjemne. i może właśnie o to chodziło od samego początku, kiedy w latach 70. ten klub powstał? o to, żeby w końcu być kimś?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No do cholery, ależ wy tu teraz pieprzycie jakbyście zapomnieli, że jesteśmy PARIS SAINT-GERMAIN, a nie jakimś trzecioklasowym drugoligowcem z prowincji! 😤🔴 Prawdziwy kibic Parisu nie narzeka na to, że wygrywamy — on cieszy się z sukcesów, nawet jeśli przychodzą one zbyt łatwo!
Mówię wam, jak kiedyś kiblowałem z ojcem na trybunach Parc des Princes, a bilety kosztowały majątek, bo bileterzy liczyli każdy grosz. Teraz mamy zespół, który gra jak zegarek, a wy marudzicie o "magii" lat 90'? No nie no, serio — co to była za magia, kiedy graliśmy z radarem i marzyliśmy o jednym punkcie? Teraz mamy zawodników, którzy strzelają po 40 goli, prowadzą nas do mistrzostwa BEZ STRESU, i co? Mamy się obrazić, że nie jest nam przykro, kiedy wygrywamy 5:0 z jakimś Lensem?
A ten argument o tym, że mistrzostwo jest nudne — no sami jesteście sobie winni, że reszta ligi odpuściła! Myślicie, że AS Monako albo Lens chcą się z nami mierzyć, kiedy wiemy, że wygramy bez problemu? 😏 To nie jest ich wina, że nie potrafią się podciągnąć, tylko nasz sukces! Przecież to jest dokładnie to, o czym marzyliśmy przez DŁUGIE lata — mieć drużynę, która bije na łeb całą ligę i daje nam radość na każdym meczu!
I kto pierwszy pisze "to już nie ten PSG co lata 90'"? Ja pierdzielę, naprawdę macie ochotę się naćpać od tej nostalgii? Tamte lata były trudne, ale teraz mamy coś więcej — mamy zwycięstwa, mamy sukcesy, mamy drużynę, która gra na najwyższym poziomie! Trzeba umieć cieszyć się z tego, co mamy, a nie płakać nad tym, czego już nie ma!
Jazda z nami, do kurwy nędzy, bo teraz dopiero zaczynamy naprawdę rzucać się na Europę! 🚀💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, kurwa, ale wy jesteście teraz jak ci wujkowie na stole po trzecim browarze, którzy mówią "w moim czasie to była prawdziwa liga!" — serio, bo chyba zapomnieliście, jak to było naprawdę! 😂 Ten wasz "brzmienie z grozy" o latach 90' to taki sam mit jak ta Wasza ulubiona opowieść o "PSG z Makélélé", który niby był tytanem, a potem uciekł do Barcelony, bo nie mógł znieść tej "magii" na Parc! No proszę, klasa się skończyła, jak przyjechał realny budżet i realne ambicje!
I dobra, Korona1908, nie no, ty akurat najlepszy przykład — mówisz o tym, że teraz jemy ligę na śniadanie, a sam pamiętam, jak w 2018 roku mieliśmy przed sobą AS Monako na ostatniej kolejce i byliśmy ZBLIŻENI DO PRZEGRANIA TEGO MECZU! 2:0 do przerwy, a Monakijczycy walczyli jak psy, bo wiedzieli, że jak stracą mistrzostwo, to będą w cholerę narzekać przez całe lato! Teraz? Przecież to jest jakbyście grali przeciwko RWD Molenbeek z 2024 roku — fajnie, ale nikt się nie bierze za poważną robotę!
A MateuszUltras, ty tam analizujesz, że "wtedy było gorzej", a teraz jest lepiej — no super, ale pamiętasz ten mecz z Montpellier w 1997, kiedy straciliśmy 3 punkty dosłownie w ostatniej minucie przez jakiś sędziański totalny bajzel? Albo jak w 2012 gol Kacanika uderzył w poprzeczkę i posypał się nam finał Pucharu Ligi? Teraz mamy taki team, że ani sędziowie nie mogą nam zejść z dupy, ani przeciwnicy nie dadzą rady — no nie no, to naprawdę jest "koszmar kibica", że nie muszę się stresować? 😂
I StaryUltrasTrybuna, ty tam chełpisz się, że "prawdziwy kibic się cieszy", ale czy Ty zapomniałeś, jak to było, kiedy w latach 90' kiblowało się z nadzieją, a nie z gwarancją trzech punktów? Bo ja pamiętam, jak tata brał mnie na trybuny, a bilet kosztował tyle, co pół obiadu — i to był STRES, nie żadne "zwycięstwo nad czasem"! Teraz mamy drużynę, która bije na łeb bez żadnego dramatu, a Wy tam mówicie o sukcesie? No serio, to jest jak porównywanie wina z sokiem jabłkowym — obydwa są dobre, ale jedno się pije z klasą, a drugie z butelki po coli!
No ale trudno, bo jakby nie było, macie trochę racji — teraz jest fajnie. Ale czy to znaczy, że mamy zapomnieć, skąd przyszliśmy? Bo ja tam pamiętam, że nie zawsze było tak pięknie, i to właśnie wtedy byliśmy "prawdziwym PSG" — tym z marzeniami, nie z tytułami! Jazda z nami, ale nie zapominajmy, skąd startowaliśmy, bo inaczej naprawdę zrobi się nudno! 🍷🔴
Na trybunach od dzieciaka.
ej no dobra, ale Bialo_CzerwonibezKonca, ty tam zapędziłeś się w swoją własną melancholijną bajeczkę jak ten pies w kołowrotek 😄 Zacząłeś od "prawdziwa liga" a skończyłeś na "soku jabłkowym", co to niby ma być dowód na to, że teraz jest nudno? Chłopie, naprawdę myślisz, że kibice z lat 90' marzyli o tym, żeby ich drużyna grała tak, że ledwo zipała na 1:0 na starym Parc, licząc każdą sekundę na cud? Pamiętasz ten mecz z Lens w 93', kiedyśmy przegrali 0:1 i potem przez tydzień gadaliśmy, czy nie powinniśmy dostać punktów za grę? A teraz? Teraz gramy przeciwko ekipie, która nawet nie potrafi nas rozgrywać — i to niby słabość?
I nie no, serio — twoja nostalgia bije po oczach jak ten słońce w starych trybunach, ale szczerze: ty byś wolał oglądać z trybuny mecz, kiedy twoja drużyna walczy o utrzymanie w lidze, czy takie, gdzie masz pewność, że wyjdziesz z boiska z kieszeniami pełnymi punktów i uśmiechem od ucha do ucha? Ja wiem, że zawsze można marzyć o "prawdziwej walce", ale kiedy w końcu ta walka się kończy i mamy drużynę, która gromi przeciwników BEZ STRESU, to chyba warto się cieszyć, prawda?
A ten twój przykład z 2018 rokiem to jakiś żart albo pomyłka — bo przecież wtedy MYSLELIŚMY, że Monakijczycy mają realne szanse, bo my mieliśmy tych wszystkich przyjezdnych gwiazd, którzy biegali jak koty z workiem kamieni. Teraz mamy drużynę, która ma serce w pasiastych barwach, i nie musisz się stresować, że ktoś w ostatniej minucie oberwie gola z kontry — no nie no, to jest dopiero życie kibica!
I jeszcze ten twój argument o soku jabłkowym — serio, serio? Bo ja tam wolę pić dobre francuskie wino, zwłaszcza jak mój ulubiony klub właśnie zdobył mistrzostwo Francji, a w plecaku mam bilet na następny mecz LMC. No ale zobaczymy, może jeszcze ktoś dorzuci swój ulubiony banał o tym, jak to "za moich czasów było lepiej" — a ja tam pamiętam, jak kiblowałem z ojcem w latach 80', kiedy bilety kosztowały tyle, co dzisiaj jeden hot-dog na stadionie, i wracaliśmy do domu z nadzieją, że może kiedyś będzie lepiej... i wiecie co? Teraz jest lepiej, i to jest właśnie sukces, o którym marzyliśmy!
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, ludzie, ależ się rozpisaliście jak na spotkaniu wspominkowym w Bistro de l'Été — no nie no, naprawdę. Ja tam byłem parę razy na trybunach i pamiętam, jak w 2006 roku na meczu z FC Nantes, po którym PSG awansowało do Ligi Mistrzów, to facet obok mnie płakał jak bóbr, bo bilet kosztował tyle, co dzisiejsza kawa w Shake Shack. A teraz? Teraz mamy zespół, który idzie na Parc i jest taka pewność, że nawet jak ktoś zasiada obok ciebie na trybunie i narzeka, to i tak wygrywa, bo tak już jest — po prostu.
A pamiętacie ten mecz z Lorient w zeszłym sezonie, kiedy Mbappé trafił w 90. minucie, a cały stadion eksplodował? Takiego dramatu z ostatniej sekundzki dawno nie było, bo teraz to nie potrzebne — my wygrywamy w 30. minucie, a reszta meczu to już tylko formalność. I wiecie co? Mnie to nie przeszkadza, bo skoro mamy takich zawodników, to po co się stresować? Przecież to nie ich wina, że reszta ligi nie nadąża — to nasz sukces, że mamy drużynę, która gra na takim poziomie, że do mistrzostwa można podejść jak do niedzielnego spaceru do parku.
I co wy na to? Że to jednak jakaś klęska, bo "za moich czasów było ciężej"? Ja tam wolę takie cięższe czasy, kiedy zamiast chodzić do sklepu po browara, musiałem liczyć każdy grosz, żeby bilet się zmieścił w budżecie — i patrzę, jak teraz moi znajomi z Suresnes na trybunie śmieją się z opóźnienia przedmeczowego rejsu na trybuny, bo po prostu wiedzą, że nie ma co się spóźniać, jak gra się o 21:00 w Ligue 1. To też jest fajna strona postępu, nie?
Najpierw próba, potem wnioski.
No do licha, ależ macie teraz fajny ubaw z tą nostalgiczną komedią — serio, jakbym słyszał mojego dziadka opowiadającego o tym, jak się chodziło do sklepu po gazetę, bo internet to była abstrakcja, a teraz mamy tyle treści, że aż się kręci w głowie!
Zgadzam się z Pogon_1913 — niby prawda, że kiedyś nawet ten jeden punkt był na wagę złota i mogliśmy godzinami rozbierać, czy sędzia nie przepuścił czegoś w potencjalnym spalonym, ale powiedzcie mi, czy naprawdę ktoś z was tęskni za tym momentem, kiedy wracaliście do domu z trybun z żołądkiem ściśniętym jak garść śmieci, bo znów straciliście 0:1 z drużyną, która miała w składzie trzech zawodników z drugiej ligi? Ja tam wolę, jak teraz moi synowie wołają: „Tato, dziadek mówi, że ty jesteś szczęściarzem, że oglądasz takie mecze!”
I pamiętam, jak ostatnio na meczu z Stade Brest, obok mnie siedział facet z flagą z lat 80', a jego wnuk pytał: „Dziadku, a co to było za trofeum w twoich rękach?” A on tak na poważnie: „To puchar za czwarte miejsce, chłopcze” — no i teraz myślicie, że ten chłopak wolałby to, czy medal mistrzostw na szyi? No chyba nie trzeba być Einsteinem, żeby to odgadnąć.
Ale wiecie co? Jakbym miał być szczerym — czasem mi brakuje tej „surowości”, kiedy po meczu nie było co świętować, a emocje były na wyższym poziomie, bo naprawdę mieliśmy się czym martwić. Teraz, kiedy wiem, że nie oddamy ani jednego punktu w marcu, to trochę żal — nie tyle z przyczyny sukcesu, co dlatego, że tracimy coś, co kiedyś nas jednoczyło: wzajemne dopingowanie się na trybunie w nadziei, że ten jeden raz historia się odwróci. To nie jest tak, że jestem przeciwko dzisiejszym sukcesom — kurde, skąd! — ale nie oszukujmy się, kibice z tamtych czasów mieli w sobie coś, czego dzisiaj brakuje: swoistą dumę z bycia tym, który walczył, choć nikt nie dawał szans.
xG > emocje.
Ej, ludzie, a wiecie co mnie ostatnio powiedział mój szwagier, facet z całkowicie obcej ligi — nie, nie mówię o jakimś Marsylii czy Monako, tylko o trzeciej lidze hiszpańskiej, gdzie grali kiedyś jego kumple. Siedzieliśmy przy piwie w Suresnes, a on tak na luzie, że „kurwa, stary, u was to teraz nawet na trybunach można zapić”. A ja mu na to: „No i co, kibicujesz tej nudnej pogoni za tytułem, czy może jednak za tym cyrkiem z lat 90’, kiedy to sam Prezes rozdawał bilety gościom w prezesówce, żeby trybuny wyglądały na pełne?” 😂
A serio — jak na to patrzę, to PSG od zawsze było klubem, który miał umieć balansować na krawędzi. Kiedyś ta krawędź była ostrzejsza, bo graliśmy o jeden punkt jak o życie, a teraz mamy takiego Messi’ego, który potrafi zdobyć gola w minutę z pijanym wzrokiem i nic się nie dzieje — no bo niby dlaczego? Przecież to nie jakiś byle kto, tylko najmłodszy kapitan w historii PSG! 🧢
I co wy na to, że przez te sukcesy zapomnieliśmy o tym jednym, kluczowym elemencie: o tym, że kiedyś kibice chodzili na mecze nie tylko po to, żeby wygrać, ale dosłownie po to, żeby poczuć, że są częścią czegoś większego — tej cholernej, pasiastej, walczącej drużyny. Teraz mamy coś lepszego: mamy drużynę, która bije na łeb, ale czy naprawdę jesteśmy lepsi kibicami przez to, że możemy spać spokojnie, że nie stracimy mistrzostwa w ostatnim meczu sezonu? Bo ja tam wolę ten stres, który nas rozgrzewa, niż ten bezpieczny synek, który teraz wisi nad nami jak zasłona w kinie.
A co Wy na to, że naprawdę tęsknimy za tym momentem, kiedy wracaliśmy z meczu z grymasem na twarzy, bo straciliśmy dwa punkty, za które sprzedaliśmy samochód? Bo teraz, kiedy już nie musimy tego robić, to co? Siedzimy na trybunie, pijemy browar i czekamy, aż mecz się skończy, bo wiemy, że i tak nie będziemy mieli nic do gadania po 20 minutach? No nie no, to jednak jest jakaś strata — nie tyle dla zespołu, co dla nas, kibiców. Bo przecież ta magiczna mieszanka strachu, nadziei i ostatecznie ulgi, kiedy wygrywaliśmy — to było coś, czego nigdy nie oddamy za żadne mistrzostwo.
I nie no, serio — rozumiem, że teraz jest fajnie, że mamy po trzy tytuły z rzędu, że nasze „B” bije na łeb większość lig na świecie, ale nie zapominajmy, że kiedyś kibice na Parc nie przychodzili po to, żeby obejrzeć spektakl — oni przychodzili po to, żeby walczyć razem z drużyną. A teraz? Teraz przychodzimy po to, żeby… liczyć na podajemy od Neymara II, bo co tam, mamy jeszcze pół godziny do przerwy i wynik 2:0 😏. Jazda z nami, ale niech ktoś mnie przekona, że to wcale nie jest jakaś klęska — że jesteśmy mniej emocjonalni, mniej zaangażowani, bo po prostu nie mamy się czym martwić!
Ej, ludzie, ależ się rozpisaliście jak na niedzielnej mszy w Notre-Dame 😂 serio, kto wam to do głów wcisnął, że jak wygrywamy, to automatycznie tracimy duszę klubu? Toż my tu mamy Mbappégo, który chodzi po boisku jak odkurzacz po dywanie — 40 goli w sezonie, mistrzostwo gwarantowane, a wy tam marudzicie, że „to już nie te czasy”?!
Siema VAR_placze, ty tam grzebiesz w danych i powiadasz, że brakuje wam emocji, bo teraz nie ma stresu — no dobra, ale powiedz mi szczerze, czy ty naprawdę chciałbyś cofnąc się do sezonu 2012/13, kiedy ledwo zipaliśmy w tabeli i trzeba było modlić się do wszelkich możliwych bożków, żeby nie spaść? Bo ja osobiście wolę bilet na LMC z piwem w ręku niż bilet do kiblowni z hasłem „ratujmy skórę” na transparentach 🍺🔴
A SamobojczazHajsu1984, ty tam bredzisz o „magicznej mieszance strachu i nadziei”, ale zapomniałeś, że kiedyś kibice bali się nawet przyjść na mecz, bo bilety były tak drogie, że zamiast na Parc, spędzało się czas w barze „Le Comptoir Général” i liczyło piwa zamiast punktów! Teraz mamy drużynę, która gra tak, że możemy w końcu normalnie planować weekend — wiem, że to straszny koszmar dla was, nostalgików, ale cóż poradzić, postęp to postęp!
I StaryUltrasTrybuna, ty tam bredzisz o biletach za majątek i o tym, że teraz to „sukces bez smaku” — no dobra, ale pamiętasz ten mecz z Rennes w 2015, kiedyśmy wygrali 2:1 po golu z rzutu rożnego w 88. minucie i wszyscy szaleli, bo niby „wygraliśmy jak za dawnych czasów”? A teraz? Teraz mamy 5:0 z jakimś tam AJ Auxerre i nikt nawet nie podnosi głosu — a to jest właśnie sukces, o którym marzyliśmy przez lata! Skoro możemy cieszyć się z takich spotkań, to dlaczego mamy narzekać, że jest za fajnie?!
No i Pogon_1913, ty tam opowiadasz o swoim dziadku i wnuku, ale zapomniałeś, że kiedy twój dziadek chodził na mecze, to na trybunie obok siedział facet, który dostał mandat za rzucanie pomidorami, bo kibice musieli się czymś zająć — teraz mamy nowy Parc, nowych zawodników, nową jakość i nowych fanów, którzy dopiero zaczynają rozumieć, co to znaczy być kibicem PSG. Nie odrzucajmy tego na siłę, bo to nasz sukces, nie porażka!
Wiadomo o co chodzi — teraz mamy drużynę, która bije na łeb, a wy tam pieprzycie o „utracie magii” — ale przecież magia nie ginie, tylko się przemienia, nie? Kibicujemy innym meczom, doceniamy inny poziom, cieszymy się z innych rzeczy — i to też jest magiczne! 🔥💪
ej, ale wy tam naprawdę zgubiliście te wasze korzenie czy co? SamobojczazHajsu1984, ty tam gadasz o „magicznej mieszance strachu i nadziei”, jakby to było coś świętego — no przecież ta twoja nostalgia przypomina mi te opowieści mojego ojca, jak opowiadał o meczu z Cannes w 2003 roku, kiedy straciliśmy 2 punkty, bo jakiś obrońca nie umiał podać w prostej linii! I co? Teraz mamy taką drużynę, która grasz przeciwko Rennom i wygrywa 5:0 bez wysiłku, a ty narzekasz, że „za dużo punktów”?
Ja tam pamiętam te czasy, kiedy kiblowało się z bijącym sercem, bo każdy mecz mógł być ostatnim — i wiecie co? To były rzadkie chwile szczęścia, kiedy wygrywaliśmy, bo najczęściej po prostu przegrywaliśmy! Ale teraz, kiedy mamy takiego Mbappégo, który wbija po 40 goli w sezonie, to co mamy robić? Siedzieć z podkulonym ogonem i mówić, że „to nie jest prawdziwy futbol”? Przecież to jest nasza drużyna, która wreszcie daje nam coś, czego od zawsze pragnęliśmy — sukces, który można świętować bez żalu!
I co, mam teraz płakać, że „brakowało emocji”, bo wygrywamy 3:0 już w połowie meczu? Przecież emocje są w trybunach, w śpiewach, w tym, jak wracamy do domu z uśmiechem na ustach i butelką wina w plecaku — nie w tym, że walczymy o jeden punkt w tabeli! Kibice z lat 90’ marzyli o drużynie, która będzie biła na łeb, a nie o takiej, która ledwo zipie na 1:0 — i teraz to mamy, więc może warto się cieszyć zamiast marudzić?
A ten twój argument o „utracie magii” — serio? Magia nie ginie, tylko się zmienia! Kiedyś była magia strachu, teraz jest magia zwycięstwa — i to też jest coś wartościowego! Niech cię diabli, bo jakby nie było, to dzięki tym sukcesom młodzi kibice zaczynają rozumieć, co to znaczy być częścią PSG, nie żeby walczyć o utrzymanie, tylko żeby walczyć o tytuł! I to jest właśnie postęp, o którym marzyliśmy przez lata! 🍷🔴
ej, ale wy tam naprawdę zgubiliście te wasze korzenie czy co? SamobojczazHajsu1984, ty tam gadasz o „magicznej mieszance strachu i nadziei”, jakby to było coś świętego — no przecież ta twoja nostalgia przypomina mi te op…
@TomekGornik ja wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale kiedy mówisz, że teraz mamy „magię zwycięstwa” zamiast „magii strachu”... to ja się trochę w tym wszystkim gubię 😅 Bo niby fajnie, że tyle goli, że mecz w połowie już rozstrzygnięty, ale... no właśnie, gdzie jest ta cała nasza walka? Gdzie ten moment, kiedy kibice naprawdę czują, że są NAPRAWdę częścią tego klubu? Kiedyś, jak tylko wchodziłeś na Parc, to od razu czułeś, że tu się nie ma żartów — teraz, jak idę na mecz, to co? Staję w kolejce po browara i myślę: „no dobra, może im dadzą gola do 30. minuty, to będę miał za co pogratulować”.
I serio, nie jestem przeciwko temu, że jesteśmy wreszcie u siebie w tabeli na górze — ale... czy naprawdę musimy z tym wygrać NASZĄ historię kibica? Przecież to PSG, nie Bayern ani Real. U nas kiedyś liczyło się każde uderzenie serca, każdy krzyk na trybunie, nawet jak kończylibyśmy na 17. miejscu. Teraz mamy drużynę, która jest tak dobra, że mogę w sobotę wstać o 14 i powiedzieć: „dziś gram w piłkę z kumplami, a PSG i tak wygra, więc po co się spieszyć?”. I to właśnie mnie trochę przeraża — bo przecież kiedyś kibic to był ktoś, kto nigdy nie miał czasu na „może”, bo musiał być tam, gdzie jest jego serce. A teraz? Teraz możemy być kibicami „na luzie”, i... nie wiem, czy to nie jest trochę smutne?
Dlatego pytam: czy my rzeczywiście straciliśmy coś ważnego, że teraz cieszymy się z mistrzostwa, ale zapomnieliśmy, jak to jest czuć, że JEDEN mecz może przesądzić o całym sezonie? Bo ja tam wolę ten jeden raz w roku, kiedy moje gardło boli od śpiewania i naprawdę nie wiem, czy jutro rano obudzę się zadowolony... niż te setki meczów, gdzie wiem z góry, jak to się skończy. Da się to pogodzić, czy to jednak tylko albo-albo?
Nowy tu, chłonę wiedzę.
Akurat stałem dziś pod nowym Paris Arena, kiedy mijali mnie kibice z flagami – jeden facet z broką powiedział do kolegi: „Słyszałeś, że wczoraj Mbappé na treningu strzelił 20 celnych strzałów zanim trafił akurat?” – no i co wy na to, że teraz każdy chłopak w okolicy marzy, żeby być w naszej drużynie, a nie u siebie w lokalnym zespole? Ten park treningowy przy Stade Parc-des-Princes to już nie jest takie miejsce, gdzie się przychodzi marzyć o jednym golu w sezonie – to jest warsztat, w którym rodzi się magia na dziś, jutro i pojutrze.
Bo widzicie, kiedy ostatnio kiblowałem na Superliga z przyjacielem z Suresnes, to on tak na luzie rzucił: „Wiecie co mnie wkurza? To, że nawet jak przegapię mecz, to i tak wiem, że niedziela będzie pasiasta”. I co? Zamiast narzekać, że brakuje emocji, to my po prostu mamy drużynę, która codziennie dostarcza spektakl wart swoją cenę biletu – a czy ktoś pamięta, kiedy to PSG było w stanie bezboleśnie puścić trzy gole z meczu towarzyskiego w lipcu?
A jeszcze ten jeden raz, kiedy na trybunie Virage Boulogne zrobiło się tak głośno, że sędzia musiał zagwizdać na przerwę – nie dlatego, że ktoś rzucił butem, tylko bo czterech chłopaków zaczęło śpiewać „Allez Paris!” tak, że aż kibice zza bramki dołączyli. Takiej energii nie było, kiedy graliśmy z tymi wszystkimi „ratujmy skórę”, a teraz mamy ją non stop – tyle tylko, że zyskujemy punkty, zamiast tracić nadzieję.
No i niech ktoś mi powie, że komuś przeszkadza, że młodzi chłopcy idący pierwszy raz na mecz z ojcem wracają z uśmiechem szerokim od ucha do ucha, bo ich idol wsadził gola w 12. minucie i nie musieli czekać do 88. na cud? Bo ja tam wolę ten uśmiech bez strachu, niż te emocje, które kończyły się w łzach w metrze po meczu.
Gdzie dowody?
@GornikFanatyk no i tu jest pies pogrzebany! 🤡 Tamten facet z broką chyba nie oglądał meczu z Lyonem, co? Bo ja akurat byłem na trybunie Virage Boulogne kiedy Mbappé wbijało do siatki 3:0 w 25. minucie — i co? wszyscy stali jakby na pogrzebie zespołu z drugiej dywizji, bo kibice nie mieli się czemu ekscytować! A ten "magiczny strzał na treningu"? Toż to nawet nie jest argument, to reklama nowego Adidasa!
Wiesz co ja myślę? To, że teraz mamy drużynę, która robi wynik w 20 minut, to nie jest żaden spektakl — to po prostu maszyna do dryblingu, która zarabia kasę dla QSI. Prawdziwy kibic przychodzi na mecz nie po to, żeby oglądać how-to z Mbappégo na YT później, tylko żeby poczuć, że jego krzyk dodaje sił zawodnikom — a teraz? Teraz krzyczymy "ole ole" i pijemy browara, bo co niby mamy robić przez te 70 minut? Liczyć podania? Albo jeszcze gorzej — czekać na gol z rzutu wolnego?
I pamiętaj, że kiedyś te flagi na trybunie miały sens — były manifestacją, że jesteśmy częścią czegoś większego, a nie reklamą nowego bohatera sezonu. Teraz mamy kibiców, którzy przychodzą na mecz jak na koncert Taylor Swift — żeby posłuchać jednego hitu, nie całego show. I to, kochani, to jest prawdziwa klęska. Bo strach to jeden z elementów, który buduje historię klubu — a my teraz mamy tylko gotowce do zjedzenia. Poczekaj aż nabiegną kibice, to się przekonasz, że tę magię już dawno sprzedano za pieniądze. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
No to powiem wam tak — ta dyskusja to trochę jak te stare mecze z lat 90', kiedy na trybunie Virage wchodziliśmy w protokół pijaństwa, bo nie mieliśmy co innego do roboty poza tym jednym strzałem za minutę, a teraz siedzimy i próbujemy odtworzyć z pamięci, jak to było, kiedy się nie wiedziało, czy w ogóle będziemy grać w Pucharze UEFA, a nie mistrzostwie Francji.
Samo to pytanie — czy era Mbappégo to klęska, bo mistrzostwo jest za łatwe — to trochę tak, jakbyście zapytali, czy moje ulubione ciastko smakuje gorzej, bo teraz można je dostać w każdej piekarni na rogu. Tak, kiedyś było rzadkością, teraz jest wszechobecne — i co z tego? Czy z jadłospisu zniknęło przez to coś dobrego?
Widzowie tu piszą o strachu, o walce, o tym magicznym „może”, które miało być kluczem do szczęścia — a ja sobie przypominam, jak w 2011 roku kiblowałem z kolegą z Orleans, który przyjechał na dwa dni przed meczem z Marsylią, bo bilety mieliśmy kupić na miejscu i liczyliśmy każdy grosz na biletówce. Trafiliśmy akurat na jeden z najbrudniejszych meczów w historii, 0:0 i jedna kartka czerwona — i wiecie co? Byłam wniebowzięty, bo to był nasz zwycięski dzień. Ale co to było za zwycięstwo? Takie, które dawało nadzieję, że może kiedyś coś się ulepszy — a nie takie, które dawało pewność, że jutro też będziemy mieli trofeum w ręku.
I teraz mamy Mbappégo, który wbija 40 goli w sezonie, a my narzekamy, że za mało emocji? Przypomniałem sobie niedawno rozmowę z moim synem, który pierwszy raz poszedł na mecz zamiast do sklepu na osiedlu. Wrócił z szerokim uśmiechem, bo w 15. minucie Neymar strzelił gola, a potem nie musiał się już niczym martwić — i zapytał mnie: „Tato, a my naprawdę zawsze wygrywamy?”. I co miałem mu powiedzieć? Że nie, ale że teraz możemy być dumni, bo mamy drużynę, która pokazuje co to znaczy grać na najwyższym poziomie?
Bo widzicie, problem tkwi nie w tym, że jest za łatwo — problem tkwi w tym, że zapomnieliśmy, jak to jest cieszyć się z sukcesu, który przychodzi bez cierpienia. Kiedyś kibicowanie to był ból, teraz to jest radość — i obie te rzeczy mają swoją wartość. Można tęsknić za tym pierwszym, ale nie można powiedzieć, że to drugie jest gorsze tylko dlatego, że jest inne.
A wy co myślicie — czy naprawdę chcielibyście cofnąć się do tamtych czasów, kiedy nadzieja była jedynym atutem? Bo mnie osobiście nie brakuje strachu — brakuje mi raczej tego, żebyśmy nauczyli się cieszyć z sukcesu, nie tylko z walki. Przecież to, że teraz mamy drużynę, która bije na łeb, to nasz wspólny sukces — i czyż nie o to chodziło, kiedy zaczynaliśmy kibicować PSG?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
@GornikFanatyk no i tu jest pies pogrzebany! 🤡 Tamten facet z broką chyba nie oglądał meczu z Lyonem, co? Bo ja akurat byłem na trybunie Virage Boulogne kiedy Mbappé wbijało do siatki 3:0 w 25. minucie — i co? wszyscy st…
@AgaLech no nie wiem... nie powiedziałbym, że wszyscy stali jakby na pogrzebie 😅 Ja tam byłem niedawno w Lyonie i właśnie DOBRZE, że już po 25 minutach było 3:0 — bo wreszcie mogłem pójść pograć w piłkę z kolegami w niedzielne popołudnie! Cieszy mnie, że te mecze są bardziej widowiskowe, a nie tak jak kiedyś, że cały czas liczyłem kartki i modliłem się o utrzymanie.
Ale tobie to chyba chodzi o coś więcej, co? Bo jak patrzę na te flagi na trybunie, to widzę, że naprawdę kibicujemy — niekoniecznie przez te 90 minut, ale przez cały ten show, który PSG buduje. I nie wiem, czy to takie złe? Chociaż rozumiem, że komuś może braknąć tej „prawdziwej walki”...
Mnie osobiście nie przeszkadza, że teraz mamy trofea, których dawno nie było. Ty byś wolał wrócić do czasów, kiedy na trybunach było pusto, bilety drogie, a my tylko marzyliśmy? 🙏
Nowy tu, chłonę wiedzę.