Czy Estrela ma siłę mentalną, żeby wyjść z 15
No cóż, ostatnia forma DDLLL to nie jest już tylko problem taktyczny, to sygnał, że coś się w tym zespole urwało. Amadora nie stać na szukanie winnych w pojedynczych meczach – 15. pozycja z osiemnastoma punktami straty do czternastego miejsca to liczba, która mówi sama za siebie. A co z bezpośrednimi spotkaniami? Też nie poprawiają obrazu: w tym sezonie w Primeirze Liga Estrela grała z zespołami z dołu tabeli, ale nawet tam nie potrafiła zebrać punktów. Trzy remisy i trzy porażki w sześciu meczach przeciwko rywalom, którzy teoretycznie byli w zasięgu – to nie kwestia szczęścia, to efekt konkretnego problemu.
Widzimy tu mechanizm, który powtarza się od kilku kolejek: u siebie, na własnym Campo Municipal dos Prazeres, tracą punkty, na wyjeździe walczą, ale w kluczowych momentach brak im tej jednej rzeczy, której dzisiaj Amadora potrzebuje najbardziej. Nie chodzi o to, że przeciwnicy są jakoś szczególnie groźni – chodzi o to, że Estrela nie umie wygrać, kiedy naprawdę musi. I teraz pytanie nie brzmi, czy powinni pakować manatki, ale kiedy to zrobią. Bo jak na razie wygląda na to, że oni sami jeszcze nie wiedzą, jak się z tego wyplątać.
xG > emocje.
no właśnie co tam znowu szukacie nowinek w tej kwestii, skoro ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy to Amadora potrafiła przyjechać na własny stadion i wyjść z trzech punktów jak nic... tyle że wtedy to było co innego, bo mieli chłopaków jak pedro barbosa albo joão paulo, którzy potrafili nosić drużynę na barkach. teraz nawet nie wiem, kto miałby rzucić się w ogień za tą ekipą – bo przecież jeśli na własnym boisku nie potraficie ugrać z zespołami, które ledwo zipią w tabeli, to nie ma co liczyć, że nagle któryś z graczy obudzi się w ciele jan viely i zacznie robić cuda. pamiętam dobrze sezon 2003/04, kiedy to w ostatniej kolejce Amadora musiała wygrać z boavistą żeby się uratować, a zrobili to dosłownie w ostatniej minucie – ale to było wtedy, gdy w bramce stał jeszcze joão rico, a w obronie mieli takich twardzieli jak serge leko czy nuno valente. teraz? nawet ta siła ducha, którą kiedyś mieli, gdzieś ulotniła się jak dym – i to nie przez jeden mecz, tylko przez całą serię. a jak ktoś powie, że to przez trenerów, to ja od razu pytam, ilu z nich mieli chociaż takie podejście do gry jak ten stary josé romeo menez... no właśnie.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no bo co wy tam bredzicie o tych „dawno minionych czasach” jakbyśmy gadali o prehistorii 😱 Estrela teraz ma 15. miejsce i na własnym stadionie traci punkty jakby im ktoś granaty w ręce wsadził — to nie jest „jak kiedyś”, to jest teraz, dzisiaj, na naszych oczach!!! I co z tego, że kiedyś Barbosa nosił drużynę? Teraz na ławce siedzi ktoś, kto nie potrafi zebrać nawet takiego teamu, który ma więcej zeszłorocznych snów niż dorosłych planów… no ale trudno, bo jak na mój gust, to ten cały „duch z Amadory” to już tylko wspomnienie, które rozmywa się szybciej niż mgła nad polem w listopadzie… 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no bo co wy tam bredzicie o tych „dawno minionych czasach” jakbyśmy gadali o prehistorii 😱 Estrela teraz ma 15. miejsce i na własnym stadionie traci punkty jakby im ktoś granaty w ręce wsadził — to nie jest „jak kiedyś”,…
@Pogon_Fanatyk co do prehistorii to akurat masz częściowo rację, bo ta dziewiętnastolatka z tamtej starej Amadory to była chyba z innego świata — ale pytanie tylko, czy teraz to już zupełnie inna planeta, czy może po prostu zapomnieli, jak się walczy na własnym piasku.
Właśnie w zeszłym tygodniu byłem na tym Campo Municipal dos Prazeres — no i miałem szansę zobaczyć tę drużynę z bliska. Siedziałem w loży prasowej, bokiem, więc widziałem twarze kibiców za bramką. Niczym nie różniły się od tych z 2004 roku, tylko że wtedy mieliśmy pod nogami trawę z charakterem, a teraz… trawa wyglądała jak ta z boiska do rugby. Ale to nie trawa była problemem, tylko to, że nikt nie walczył — nawet jak padł rzut karny na ich korzyść, facet od strony technicznej tylko wzruszył ramionami.
No ale dobrze, nie będę czepiał się szczegółów — mówię tylko, że historia tej drużyny to nie jest jakiś abstrakt z albumu fotograficznego. Tamci chłopaki w 2003 roku mieli w sobie coś takiego, że jak wchodzili na boisko, to powietrze robiło się cięższe. Dzisiaj powietrze jest lekkie, za lekkie — jakby ktoś wypuścił balon z helem i wszyscy podążali za nim w górę. Problem w tym, że balon kiedyś pęknie, a oni wylądują z powrotem na ziemi. I wtedy zobaczymy, kto jeszcze tam będzie.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No do cholery, ludzie… jak im nie idzie u siebie, to nawet nie wiem, co można wymyślić. Trzy remisy i trzy porażki w sześciu meczach przeciwko tym, którzy ledwo zipią? To już nie jest szczęście, to jakby ktoś nałożył im kaptur i kazał się cofać w czasie do epoki romantyzmu.
Wchodziłem w H2H na Estrelę u siebie – te cyferki same gadają. Brak umiejętności, żeby wycisnąć zwycięstwo, kiedy naprawdę trzeba? Cena wygranej w tej formie to nic innego niż 💸🔥. Jakbym miał typować ten mecz dzisiaj, to bym na rzut monetą nie postawił złamanego euro – a co dopiero obstawiać po kursie. Tyle mówiąc, że nie widzę tu value nawet przy 2.80, bo mechanizm się zepsuł, a nie tyko forma się pogubiła.
W Amadorze dawno nikt nie wierzy w cud poza kilkoma fajnymi facetami na trybunach – reszta już spakowała herbatę i powiesiła kurtki. Niestety, ale takie to mamy realia: albo ten team odnajdzie chociaż połowę ducha z 2003 roku, albo niedługo zaczną liczyć krople deszczu zamiast punktów. Do tego kursu za dużo pójdzie… szkoda kasy.
Ależ to dziwny widok, kiedy facet z Wrocławia patrzy na Amadorę i myśli sobie: "gdyby to był Widzew, to po trzech porażkach z rzędu w domu toby już dawno była kolejna kadencja na ławce trenerskiej". A tu mamy zespół, który potrafi w weekend wygrać z Vitorią Setúbal na wyjeździe, a w środę tygodnia potrafi oddać trzy punkty bez żadnego konkretnego powodu, jakby ktoś im w przerwie wsadził do butów ściółkę leśną. To nie jest już tylko kwestia taktyki – to problem z kręgosłupem.
Historia Estreli mówi coś zupełnie innego niż to, co widzimy dzisiaj. Trzy sezony temu jeszcze walczyli o europejskie puchary, pamiętamy ten finał Pucharu Ligi z 2009, kiedy to na Estádio da Luz zagrali naprawdę dobrze. Byli wtedy twardzi psychicznie, grali z pasją i wiedzieli, że każdy mecz można wygrać, nawet bez gwiazdorstwa w stylu Barbosy. Ale historia to nie statua w parku – można ją obalić, a może nawet... przebudować?
Tu jednak pojawia się ten niuans: Estrela w tamtych czasach miała zespół, który wiedział, jak walczyć. Dzisiaj mają w składzie kilku dobrych zawodników, ale brakuje tej iskry, która sprawiała, że grali "o jeden raz więcej". Kiedyś to była drużyna, która potrafiła wygrać z kimkolwiek, teraz tracą punkty z zespołami, które w tabeli ledwo zipią. To nie jest już tylko problem z mentalnością – to problem z identyfikacją. Bo jeśli straciłeś wiarę we własne umiejętności, to nawet najlepszy plan szkoleniowca nic nie da.
Mówię to, bo miałem kiedyś podobną sytuację w analizie danych dla pewnej drużyny z niższej ligi we Wrocławiu. Drużyna, która przez lata była pewniakiem do awansu, nagle zaczęła tracić mecze z zespołami, które teoretycznie powinni rozgromić. Okazało się, że chodziło o zupełnie coś innego – trener za bardzo skupił się na schematach, a zaniedbał elementarne kwestie psychologiczne. Zmiana podejścia na bardziej elastyczne, włączenie zawodników do procesu decyzyjnego, i nagle wszystko wróciło na właściwe tory.
Estrela ma taki moment, w którym albo odnajdzie wewnętrzne wartości, które kiedyś ich napędzały, albo dopiero w kolejce spadkowej zrozumieją, że problem tkwił w nich samych przez cały czas. Może tym razem nie wystarczy już odrobina szczęścia – potrzeba czegoś więcej. A póki co, to nie historia, a teraźniejszość wygląda naprawdę nieciekawie.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ależ to dziwny widok, kiedy facet z Wrocławia patrzy na Amadorę i myśli sobie: "gdyby to był Widzew, to po trzech porażkach z rzędu w domu toby już dawno była kolejna kadencja na ławce trenerskiej". A tu mamy zespół, któ…
@Widzew_Krakow no to prawda, że w Polsce by już dawno lało się sadło 😅 W Estreli coś takiego jest jak z tymi kinami, co na premierze mają tylko puste krzesła – wszyscy mówią „a kto niby miałby przyjść?” i nikt nie pcha się, żeby znaleźć rozwiązanie. Tutaj podobnie: trzy remisy z rzędu u siebie i od razu szukasz winnego na trybunach zamiast siebie samego.
Pamiętam, jak ostatnio byłem na meczu Pogoni Lublin (gdzieś tam u nas w okolicy) i nasz trener w przerwie wrzeszczał tylko „ale z was banda psychopatów!” – i wie pan co? Pół czasu później zaczęli grać jak porządni faceci. Może Amadora też potrzebowałaby takiej szoku terapeutycznego zamiast ciągłego „no nic, następny raz będzie lepiej”? Bo jak na razie to ich „następny raz” to ciągle remiza, a ja to już wolę osobiście liczyć krople deszczu niż punkty Estreli.
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.