Czy Florentino Pérez naprawdę rozumie, że piłka to gra zespołowa, czy to jego ego rządzi…
A, no wiesz, jak powiedział kiedyś pewien trener coś na kształt "prezes to gra", to już wszyscy wokół zapomnieli, że piłkę kopią jeszcze inni ludzie? Florentino ma takiego fioła na punkcie "swojego projektu", że ostatnie słowa po tej hecy z Viniciusem to był raczej manifest jego własnej nieomylności niż cokolwiek innego. Te "100+ karnych" to niby dla niego potwierdzenie, że system jest sprawiedliwy, bo sam nie dostaje czerwonych? 😏 No chyba, że uważa, że sędziowie są mu winni za to, że on płaci im za dobry PR.
A swoją drogą — przypomnij no swoje ROI przy transferach w ostatnich latach, kolego, bo widzę tu sporo twarzy, które kiedyś gadały o "wiedzy rynkowej" i "głębokim myśleniu". Teraz to się nazywa "inwestycje w PR" czy jak? 🤡 Ale no, cóż, Santiago Bernabéu to jednak piękny stadion, prawda? Tyle że jak patrzę na te ustawienia, to mam wrażenie, że gra się w hiszpańską wersję "Dodgem Ball". 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie, że w końcu ktoś postawił ten problem na stole, bo przez ostatnie tygodnie to więcej się gadano o karnych niż o tym, jak w ogóle wyglądają nasze mecze w ławce rezerwowych. Wszystkie te "100+" to marketingowy bajer, bo sam widziałem, jak nasz zespół po każdej pierwszej połowie znowu jest w odwrocie i liczy na cuda z jednej akcji — nie na jakiś tam system. Pérez wprawdzie ma parcie na szkło, ale akurat w tej kwestii większość jego decyzji widać gołym okiem: albo gramy w ustawieniu, które udowadnia, że "gry zespołowej" nikt nie rozumie, albo mamy taki przypadek, że dwóch najdroższych zawodników dostaje wolną rękę, a reszta biega jak kurczaki bez głowy.
I nie mówię tu o Viníciusie — ten chłopak ma talent, ale fakt faktem, że kiedy padło 3:0 z Barceloną w lidze, nikt nie powiedział: "wina sędziego", tylko wszyscy patrzyli, jak nasze ataki rozpadają się na oczach. Jak rozumieć piłkę zespołową, kiedy co drugi mecz jest taki, że napastnicy nie są w stanie dośrodkować do drugiego napastnika, bo lecą co najmniej trzy rzuty wolne za ich plecami? Pérez może gadać, co chce, ale te setki karnych to albo odbicie echa jego własnych posunięć, albo dowód na to, że przeciwnicy wiedzą, jak nas rozgrywać, bo widzą, jaką mamy strukturę — czyli zupełny brak planu B.
Gdzie dowody?
Ale skur... AgaLech, ty znowu kombinujesz! 🤬 Przecież jakbyśmy mieli grać w systemie zespołowym, to nie płacilibyśmy 150mln za Viníciusów i 100mln za Bellinghama tylko po to, żeby patrzeć, jak dostają kopa w dupę od wszystkich sędziów na świecie! 😱 Przypomnij sobie 2022, когда мы с нуля размазали всё и всех: wracam pamięcią do meczu z Manchesterem City w Champions, gdzie Courtois wyciągnął nas z bagna czterema paradami — a teraz co? Gadasz o "grze zespołowej" jakbyśmy mieli 11 zdrowych zawodników na boisku, a nie dwóch takich, co dostają karne co piątą minutę!
GornikFanatyk, ty masz rację — te ustawienia to jest totalny syf! 🔴 Ale nieładnie, że akurat te setki karnych stają się dla niego kartą przetargową, jakbyśmy grali w "Dodgem Ball" na macie wszech czasów! 😂 Flaco rozumie jedno: żeby on miał swoje ego zadowolone, a my mieli płacić rachunek! Bo jak inaczej interpretować te transfery na pozycje, które już są obsadzone gwiazdami? I co z tego, że jakiś tam bilans transferowy wygląda fajnie w Excelu, kiedy na boisku to my lecimy jak śliwki od dryblingu Viníciusa? 🤡
Klasa to nie tylko jakieś tam cyferki — klasa to jest, kiedy widzisz na trybunie Santiago Bernabéu 80 tysięcy facetów, co ryczą na głos "Vinícius, król!", a nie jakieś tam narzekania na system karnych! 💪🔥 My nie gramy po to, żeby sędziowie nam pomagali — gramy, żeby ich ignorować i walczyć do ostatniego gwizdka! A jeśli Pérez myśli, że te "100+" to jakaś misja, to niech sobie posiedzi w loży i liczy te karne w smartfonie, bo na boisku to my mamy liczyć tylko na siebie — i kurwa, nieźle sobie radzimy! 😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
No wiecie, co jest grane — akurat dzisiaj rozumiem tych, co mówią, że Florentino ma za duży łeb w chmurach, ale pamiętajmy, skąd on przyszedł. Facet zaczął od zwykłego "swojaka", który wiedział, że Real to nie tylko nazwa, tylko coś więcej, i nie raz udowodnił, że umie słuchać — tyle że ostatnie lata to jednak jakiś totalny miszmasz na boisku. GornikFanatyk walnął prosto w sedno: te mecze, gdzie w pierwszej połowie jesteśmy w odwrocie i liczymy na cuda, a nie na grę, to już nie jest żaden "projekt", tylko żywy dowód, że coś się sypie.
A ta gadka o Viníciusie? Kurwa, facet jest niesamowity, ale nie można robić z niego tarana, który sam załatwia wszystko. Przecież jak mieliśmy ten sezon z Barceloną 3:0, to nie chodziło o to, że sędziowie są wkurwieni na nas, tylko że przeciwnicy wiedzieli, jak nas rozgrywać — bo kiedy twoja struktura gry to głównie drybling, strzały z daleka i setki karnych, to nie dość, że nie jesteś niebezpieczny, to jeszcze robisz z siebie widowisko dla kibiców Barcelony. Pérez może gadać o "100+ karnych", jakby to był jakiś cel sam w sobie, ale ja wolę te rzadkie momenty, kiedy widzę, że zespół gra jak jeden mechanizm — choćby te półfinały z City, gdzie Courtois naprawdę uratował dupę, ale niech to nie będzie norma, bo wtedy naprawdę mamy problem.
I jeszcze jedno: nie mówię, że wszystkie transfery są złe, ale jak wydajesz 150 milionów na jednego zawodnika i 100 milionów na drugiego, to proszę was, niech ci faceci mają przestrzeń do gry. Tylko że w tej chwili wygląda to tak, że reszta zespołu biega jak w koszu, a oni dostają tyle wolnej ręki, że aż boli. Flaco, rozumiem twój PR i rozumiem, że chcesz się wyróżniać, ale Real Madryt to nie jest tylko twoja wizja — to jest 80 tysięcy facetów na Santiago Bernabéu, którzy przychodzą walczyć, a nie patrzeć, jak ich drużyna lata w powietrzu jak piłka w tej cholernej grze "Dodgem Ball". Gra zespołowa to nie jest hasło marketingowe, tylko to, co robimy, kiedy jesteśmy razem. A teraz? Robimy to, co przeciwnicy chcą, żebyśmy robili.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale pamiętacie kiedyś w 2014, jak przyszedł ten Ancelotti i zrobił z tego zespołu coś, czego nikt się nie spodziewał? nie gadał o jakichś tam "setkach karnych", tylko po prostu powiedział "zagrajcie w piłkę" i nagle mieliśmy Modrića, który rozumiał, gdzie pójdzie piłka, i Kroosa, który rozbijał każdą obronę, jakby grali w szachy. wtedy vinícius był jeszcze malcem, co biegał po La Fábrice, a dzisiaj mamy sytuację, że facet dostaje po dupach co drugiego meczu, bo albo gra w jednym napadzie z dwoma dryblerami, którzy nie mają planu, albo w ogóle nikt nie wie, co ma robić z piłką, kiedy napastnicy walczą o przestrzeń, a środkowa linia leci w dół, żeby nie oberwać kolejnym ciosem.
flaco lubi mówić o "swoim projekcie", ale projekt to nie tylko ekipa, co się nazywa "galaktyczni" na papierze — projekt to jest coś, co działa w 90 minut, a nie w tabelce excel. pamiętam jak grałem z kumplami w domowe mistrzostwa, że tak powiem — kiedy jeden zawodnik zaczynał dryblować jak oszalały, a reszta stała, czekając na cuda, to wychodziło to słabo. teraz mamy podobną sytuację: vinícius dostaje wolną rękę do szaleństwa, ale kto mu podaje? kto ciągnie kontrataki? ansu fati lata sobie po skrzydle jakieś dziesięć metrów przed nim, a reszta to tyle, że ledwo zipie.
i jeszcze ta gadka o "głębokim myśleniu rynkowym" — no fajnie, że płacimy 150 milionów za faceta, co potrafi uciec prawie każdemu obrońcy, ale jeśli za każdym razem, kiedy dostanie piłkę, ma przy nodze dwójkę sędziów, co już zapięli mu kajdanki w powietrzu, to niech sobie sam robi show, bo reszta zespołu wygląda jak zespół rezerwowy, co gra w lidze okręgowej. flaco pewnie myśli, że to jest taka jego prywatna opera, ale my płacimy za bilety i czekamy na widowisko, a nie na przedstawienie jednego aktora z hukiem w tle.
ostatnio widziałem starszego kibica na trybunie, co gadał do wnuka: "widziałeś kiedyś, jak się gra zespołowo? ja takiego Realu nie pamiętam". facet miał rację. wtedy mieliśmy drużynę, gdzie każdy wiedział, że jego robota to coś więcej niż popis osobisty — a dzisiaj jak patrzę na te ustawienia, to mnie nachodzi ochota powiedzieć do flaca: "panie prezesie, niech pan sobie posiedzi w loży, bo my tu na dole liczymy głównie stracone pozycje i licznik karnych, a nie gole".
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A wiecie co mnie dzisiaj poraziło przy ostatnim meczu z Villarealem? Że kibic obok mnie, facet co tu od 20 lat przesiaduje na siódmej rzędzie, powiedział do kolegi: "Patrz, dzisiaj gramy w hiszpańskiej 'Mam talent!'" i się zaśmiał, a potem wszyscy dookoła tak samo. A ja patrzę na boisku: Vinícius wraca z kontrataku, dostaje klapsa w plecy — czerwony karton za żadne pieniądze, i co? Reszta drużyny stoi jak słupy, bo nikt nie wie, kogo ma zastąpić, kogo przesunąć, kto ma pociągnąć akcję.
Bo wiecie co jest największym problemem? To nie że dostajemy karne — to że każdy z tych karnych prowadzi do bałaganu, bo nasze ustawienie jest tak luźne, że już nawet nie wiemy, co to "drużyna". Pamiętam jeszcze czasy z Zidanem, kiedy raz trafił się faul na połowie — i nagle cała szóstka ruszała do ataku w przepisowym szyku, bo każdy wiedział, gdzie ma być. Dzisiaj? Wystarczy, że sędzia gwizdnie, a połowa naszych stoi i rozgląda się, jakby zapomniała, że piłka w ogóle istnieje.
A o tym, że Perez gada o "setkach karnych" jak o sukcesie… no kurwa, to jest tak, jakby trenować drużynę do maratonu i uważać, że złote medal za samo dobieganie do mety. 🤡 Flaco pewnie myśli, że te numery fajnie wyglądają w reklamach, ale my na Santiago Bernabéu chcemy widzieć grę — nie statystyki dla księgowych.
No i jeszcze jedno: jakbym miał dać jedno zdanie, które to podsumowuje… to by było: "Pérez, daj nam oddech, bo twoje ego dusi Real na śmierć." 💸😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ależ wy się rozkminiacie, jakbyście siedzieli na trybunie z kubkiem piwa w garści i liczyli tylko, ile karnych wyjdzie na mecz! 🍻🔥 Ale pytanie jest proste: kto wam niby ma powiedzieć, że Florentino nie rozumie piłki zespołowej? Facet ten stadion postawił, milionowymi kontraktami rządzi, a wy mu mówicie, jak ma myśleć?! Serce bije za klub, ale mózg też powinien pamiętać, że to on podejmuje decyzje — a nie sędziowie, nie kibice, nie jacyś trenerzy, co zmieniają ustawienie co tydzień!
I te wasze "100+ karnych"… no dobra, przyznaję, że ostatnio sporo ich było, ale wiecie co? Przecież to nie tak, że sami siadamy na dupę i czekamy na cud! Vinícius dostaje kopa co drugi mecz, bo przeciwnicy wiedzą, że jak go dotkną, to sędzia od razu gwizdnie — a my? My gramy tak, żeby z tego korzystać! To jest gra! To jest psychologia! To jest umiejętność wykorzystywania systemu, a nie płacz nad tym, że "przeciwnicy nas rozgrywać umieją"!
A co do tych waszych marzeń o "zespołowości"… no niech was szlag trafi! 🤬 Czyście zapomnieli, jak w 2022 roku nikt nie ogarniał defensywy, a Modrić z Kroosem robili cuda na środku pola? Czyście zapomnieli, jak Courtois jednym paradą ratował nam dupę? Czyście zapomnieli, że "galaktyczny skład" to nie tylko drybling i show, ale także mózgi na boisku?
Pérez gada o sukcesach, bo wie, że Real Madryt to nie tylko jeden zawodnik — to system, to marka, to historia! I jeśli dzięki tym setkom karnych zdobywa się punkty, które prowadzą do mistrzostw, to chuj z waszymi pretensjami! 😤 Bo przecież liczą się TYTUŁY, a nie to, czy komuś się wydaje, że gramy "ładnie"!
I jeszcze jedno: skoro już tak lubicie liczyć karne, to powiedzcie mi, ile punktów straciliśmy w ostatnich trzech sezonach z powodu kiepskiej gry, a nie z powodu sędziów? No właśnie… bo jak liczycie tylko "setki", to zapominacie o tym, co naprawdę się liczy! 💪
A tak w ogóle, to jakby ktoś mnie pytał, to ja wam powiem: jeśli Florentino ma ego, to niech je ma! Bo dzięki temu mamy Santiago Bernabéu, dzięki temu mamy te transfery, dzięki temu mamy co oglądać co tydzień! A jak komuś się nie podoba, to niech idzie do Lechu! 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże ludzie, teraz to już chyba przesadzacie z tą obroną każdej decyzji prezesa, co wylewa się na forum jakbyśmy byli w loży honorowej w madryckim apartamencie! 😄 facet ma wprawdzie serce wielkie jak stadion, ale ostatnie mecze to nie żaden "projekt klasy", tylko widowisko dla kibiców Barcelony, co mają ubaw przez całe półrocze.
pamiętacie jeszcze ten mecz z Osasuną na początku sezonu, kiedy po pierwszej połowie leżeliśmy 2:0 i nikt nie wiedział, co się dzieje? wtedy nie pomogły ani setki karnych, ani cudowne talenty — bo przeciwnik wiedział, jak nas rozgrywać, i grał normalnie, a my? my biegali jakbyśmy mieli w nogach kamienie. pamiętam, bo na trybunie sąsiadowałem z facetem, co od 30 lat jeździ na wyjazdy — i powiedział tylko: "no co wy, chłopcy, zapomnieliście, jak się gra w obronie?"
a teraz dochodzimy do tej waszej obrony "100+ karnych" jak do świętej krowy! no dobra, widzę, że w tabeli jest fajnie, ale na boisku to mamy taką sytuację, że przeciwnicy celowo uderzają Viníciusa, bo wiedzą, że dostanie karny, a my tracimy kontratak — bo reszta drużyny stoi i patrzy, jakby miała nóż na gardle! flaco może myśli, że to jest jakaś strategia, ale ja nazywam to bałaganem, a nie zespołowością!
i te wasze argumenty o tytule — no przecież nie z karnych się robi mistrzostwo, tylko z dobrych decyzji na boisku! pamiętacie 2016/2017, kiedy Zidane po kolei wszystkim powiedział "zagrajcie w piłkę"? wtedy mieliśmy drużynę, co nie musiała liczyć na cuda ani na sędziów — Modrić rozumiał, gdzie puścić piłkę, Ronaldo wiedział, kiedy strzelić, a reszta biegała, bo była w systemie! dzisiaj co? mamy drybling, drybling i suchar — i jak nie ma karnym, to wychodzi zero zero!
a co do tej gadki o "psychologii gry" — no fajnie, że przeciwnik nie boi się nas dotykać, bo wie, że dostaniemy karny, ale powiedzcie mi, jakie to ma znaczenie, kiedy nasze ataki rozpadają się na oczach? flaco pewnie wciska, że to jest "sztuka wykorzystania systemu", ale ja widzę po prostu zespół, co nie umie grać w piłkę, tylko liczy na to, że sędziowie pomogą!
i jeszcze jedno — skoro tak uwielbiacie te statystyki, to powiedzcie, ile punktów straciliśmy w ostatnich trzech sezonach przez to, że zawodnicy nie potrafią podać piłki do nogi, bo lecą rzuty wolne z powietrza? albo ile razy przeciwnicy zaatakowali pustą bramkę, bo nasza defensywa była tak rozrzucona, że ledwo zipiała? nie, bo przecież liczy się tylko to, że "mamy karne" i "jesteśmy w tabeli"!
no i na koniec — real madryt to nie jest tylko jedna gwiazda z ekstraklasy! to jest zespół, co powinien grać jak jeden zegarek, a nie jak zbiór talentów, co stukają się kolanami na środku boiska. flaco, niech pan sobie przypomni, jak kiedyś mówił, że "Real to więcej niż klub" — a dzisiaj wygląda to tak, jakby było więcej niż klubem wpisywać setki karnych do tabeli excel!
ps: pamiętajcie, jak było z tym Ancelottim — wtedy mieliśmy drużynę, co umiała grać w piłkę, a nie tylko dryblować i liczyć na cuda!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Słuchajcie, aleście się dzisiaj rozszaleli na tym forum — jakby ktoś wam wziął kubek piwa i powiedział, że nie da się tak grać dalej. A ja wam powiem coś, co sam widziałem w zeszłym tygodniu na treningu w Valdebebas: Ancelotti podszedł do Viníciusa i powiedział mu coś, że ma mniej dryblować na siłę, a więcej kombinować z zespołem. Facet posłuchał, schował ego do kieszeni, i następnego meczu w La Liga już mieliśmy jeden celowy podanie od niego do Camavingi, które skończyło się asystą i golem. Tak, kurwa, zrobił to, co powinien — zagrał w piłkę, a nie w pojedynczą grę.
A teraz mówicie, że Florentino nie rozumie zespołu? No niech wam szlag trafi! On może gadać o "swoim projekcie", ale przecież to on podpisuje kontrakty — i wie, że bez spójnej drużyny te talenty to tylko fajerwerki. Problem nie w nim, tylko w tym, że kadra w ostatnich latach to kompletny miszmasz: tyleż dobrych zawodników co i złych decyzji przy ich integracji. Ale nie róbcie z niego diabła — facet ma tyle lat, że powinien wiedzieć, że Real Madryt to nie tylko ego jednego faceta, tylko cała machina z trybunami i historią.
I jeszcze jedno — widzieliście, jak Rodrygo wraca z leczenia i od razu dostaje odpowiedzialność? Za jego czasów wychodziliśmy z każdej dziury, bo umiał zagrać w systemie. Dzisiaj mamy Viníciusa, który dostaje wolną rękę, ale reszta mało która wie, gdzie ma być. To nie wina prezesa — to wina tych, co na boisku mają za dużo luzu i za mało planu.
A o tych karnych — no dobra, wiem, że jest ich sporo, ale nie oszukujmy się: przeciwnicy celowo grają agresywnie, bo wiedzą, że dostaniemy punkt. To nie Florentino to wymyślił, tylko oni. I jeśli my nie potrafimy z tego wybrnąć, to problem jest głębiej niż w loży. Ale szczerze? Wkurwia mnie, że zamiast naprawiać system, wszyscy biją pianę na forum — jakby forum wygrało mistrzostwo, a nie gra na boisku.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Dziś rano, jak stałem w kolejce po kawę pod stadionem, facet zza lady zaczął gadać, że Real to już nie ten sam zespół co kiedyś — i że kiedyś się grało "po prostu", a dzisiaj tylko liczymy na karne. No to mu odgryzłem, że przecież on nie widział tych, co walczyli na trybunach w 2014, kiedy Ancelotti ustawił nas tak, że wyglądaliśmy jak szachownica, co się rusza. Pamiętam, jak koleś obok mnie na meczu z Malagą krzyczał "Modrić do środka!" — i facet posłuchał, bo wiedział, że to nie suchar, tylko rozum.
Zgadzam się z KoronaWarszawą w tym, że te setki karnych to jednak problem — nie dlatego, że one same w sobie są złe, tylko że świadczą o tym, iż przeciwnicy mają nas dokładnie rozgryzione i wiedzą, że jak dotkną Viníciusa, to dostaniemy punkt. Ale tu wchodzę z moim zastrzeżeniem: problem nie leży tylko w tym, że dostajemy karne, tylko w tym, że przy okazji tracimy dynamikę gry. Bo nie raz zdarzyło mi się, że po rzucie wolnym cały nasz atak rozpadał się, bo nikt nie wiedział, kto ma przejąć akcję. Ja pamiętam jeszcze czasy z Zidanem na środku, gdzie każdy ruch był przemyślany — a dzisiaj czasem wygląda to tak, jakbyśmy grali w "łapać i uciekać", tylko że zamiast łapać, dostajemy klapsa w plecy.
I jeszcze jedno — co do argumentu, że "tytuły się liczą": no oczywiście, że się liczą, ale nie zapominajmy, że w latach, kiedy mieliśmy mniej karnych, mieliśmy też mniej sytuacji, gdzie przeciwnik celowo nas prowokował. Teraz to już taki schemat, że jak zagrają twardo, to my dostajemy rzut wolny albo karny, a przeciwnik dostaje punkty. Nie chcę tego idealizować — tamte lata były ciężkie, ale przynajmniej mieliśmy poczucie, że gra to gra, a nie taka matriksowa symulacja, gdzie liczy się tylko to, co widać na ekranie komputera. No i na koniec — niech nikt nie mówi, że Florentino nie rozumie piłki, bo on przecież widział setki meczów w loży i wie, co się dzieje na boisku, ale niech też pamięta, że Real Madryt to nie jest jego prywatny teatr, tylko zespół, który powinien grać dla nas — kibiców, co siedzimy na Santiago Bernabéu i chcemy emocji, a nie statystyk do Excela.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, aleście dzisiaj porządnie nabił się na minę tym Florą — toż on jak nie wrzuci w jakąś liczbę, to chyba dostanie zawału! Ale powiedzcie mi szczerze: kiedy ostatnio byliście na trybunie podczas meczu, co był naprawdę emocjonujący, a nie tylko cyframi w tabeli? Ja pamiętam taki jeden mecz z Betisem w 2021, gdzie przyszedł ten Vinícius i grał jak oszalały — nie dryblował dla picu, tylko rzucał się w każde zagranie, a reszta drużyny biegła za nim jakby mieli w dupach diabła. I wiecie co? Nie skończyło się na setkach karnych, nie było żadnej statystyki do Excela — tylko trzy punkty i kibice, co nie dawali spać połowie Sewilli przez tydzień!
Dzisiaj mam wrażenie, że nasz zespół jest jak ten facet, co wchodzi do baru i krzyczy "ja tu rządzę", ale gdy przychodzi co do czego, to nie ma nawet złotówki na piwo. Pérez pewnie myśli, że jego "projekt" to tylko podpisywanie blankietów, ale prawda jest taka, że Real Madryt to nie autograf na koszulce — to uczucie, które rośnie w sercu, kiedy widzisz, jak twoja drużyna gra jak jeden organizm. A teraz? Mamy dryblerów, co dryblują, napastników, co walczą o każdy centymetr, i obrońców, co stają jak słupek… ale kto temu całemu widowisku nadaje rytm? Przecież to nie karne są grane, tylko piłka lata w tę i we wtę — i jeśli jej nie złapiecie, to nie ma widowiska, tylko nudna symulacja!
I jeszcze jedno: słyszałem dzisiaj, jak jakiś młody chłopak pytał starego kibica na stadionie, dlaczego Vinícius tak dużo dostaje karnych. Stary odpowiedział mu tak: "Bo jest za dobry. Oni wiedzą, że jak go dotkną, to dostaną karny, a my punkt. Ale ty pamiętaj jedno — on nie jest po to, żebyśmy liczyli karne, tylko żebyśmy grali w piłkę. I jeśli przez to tracimy grę, to niech cholera weźmie te karne, bo mnie bardziej boli, jak patrzę na drużynę, co nie umie grać w system, niż jak przeciwnik dostaje punkt!"
No i na koniec — niech was szlag trafi z tym całym "ego prezesa". Bo jeśli jego ego ma być większe niż historia tego klubu, to lepiej już niech sobie kupi sobie dywanik do loży i niech tam sobie siedzi z kubkiem herbaty, a my wrócimy do korzeni — do tej magii, kiedy Real Madryt grał dla nas, a nie dla księgowych. 🔴💸 I niech ktoś mi powie, kiedy ostatni raz byliście na meczu, gdzie nie liczyliście punktów, tylko po prostu cieszyliście się grą? Bo ja pamiętam — i to było coś!
ejże, aleście naprawdę zaliczyli totalny brain freeze na tym forum dzisiaj! 🔥🤯 mówicie o "magii" i "systemie", a zapomnieliście, że magia to nie tylko suchy styl gry, tylko także umiejętność przerobienia każdej sytuacji na punkty — i właśnie dlatego mamy te "setki karnych"! Bo przeciwnicy wiedzą, że jeśli dotkną Viníciusa, to dostaną rzut wolny lub karny, a my punkt — i co? My na tym tracimy? No chyba trochę jednak zyskujemy, bo idziemy po 3 punkty z każdego meczu, a nie tylko liczymy na cuda!
I te wasze "czasy z Zidanem"… no pamiętacie jeszcze, jak on dostawał klapsy na plecy co drugi mecz, a my się cieszyliśmy, że przeciwnik się boi go dotknąć? Bo to samo dzieje się teraz — przeciwnicy nie grają normalnie, bo wiedzą, że za agresję zapłacą karą! A wy wściekacie się, że "nie gramy zespołowo"? No w takim razie powiedzcie mi, ilu punktów straciliśmy przez to, że przeciwnicy celowo prowokowali naszą obronę, zamiast grać normalnie? Zero! Bo oni wolą oszczędzać sobie sędziów i dostawać punkty przez nasze rzuty wolne!
I co do "bajek o systemie" od KoronyWarszawy — no pamiętacie mecz z Chelsea w Lidze Mistrzów 2021? Też mieliśmy bałagan w ustawieniu, ale dzięki karniemu na początku meczu od razu zdobyliśmy punkt, a potem wygraliśmy 3:1! No i co? Czy ktoś mówił wtedy o "braku zespołowości"? No nie, bo liczyło się TYTUŁ, a nie to, czy wszyscy biegali w jednym kierunku!
A Florentino? On nie rządzi Santiago Bernabéu ego — on rządzi tym klubem po to, żebyśmy mieli co oglądać co tydzień! I jeśli dzięki jego decyzjom mamy setki karnych, które prowadzą do punktów, to chuj z waszymi pretensjami! Bo przecież każdy kibic na trybunie wolałby 3 punkty z meczu, niż patrzeć, jak nasi dryblują w kółko i liczą na cuda!
No i na koniec — co do "prywatnego teatru" od SamobojczazHajsu1984… no chyba żartujesz! Florentino dał nam Bernabéu, dał nam takie transfery, że każdy kibic marzy o tym, żeby mieć takich zawodników! I jeśli dzięki temu mamy takie widowisko, to co w tym złego? Że gra nie zawsze jest "ładna"? Ale kto powiedział, że piłka nożna ma być ładna?! Ma być skuteczna — i właśnie dlatego mamy tyle punktów w tabeli!
No to co, idziecie na Santiago Bernabéu w następnym meczu, czy dalej będziemy się kłócić na forum? 🔴💪🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
ejże, ale ty dzisiaj to naprawdę masz się za mędrca od czapy z tymi swoimi setkami karnych, jakbyśmy grali w "rybkę w basenie" zamiast w piłkę nożną! 😄 nie pamiętasz chyba tych czasów, kiedy to właśnie Real Madryt był drużyną, co potrafiła zagrać w taki sposób, że przeciwnicy nawet nie mogli dotknąć naszych zawodników — a nie dlatego, że bali się karnego, tylko dlatego, że mieliśmy w zespole takich chłopaków jak Xabi Alonso, który wiedział, gdzie puścić piłkę, żeby cała drużyna była w biegu!
pamiętasz ten mecz z Barceloną w 2014, kiedy to Sami Khedira grał w środku pola jak szachownica w ruchu? tam nie było mowy o setkach karnych, tam było czyste posiadanie piłki, tam byliśmy zespołem, co wyciskał z każdej akcji maksimum — i wynik był jasny: 2:1, i to my świętowaliśmy na trybunach! a dzisiaj? dzisiaj mamy dryblerów, co dryblują, i napastników, co dostają po plecach co drugi mecz, bo przeciwnicy wiedzą, że jak dotkną Viníciusa, to dostaną karny — i co? i my gramy tak, żeby na tym zyskać? no niech mnie szlag trafi, jak to nazwać zespołowością!
i jeszcze te twoje "punkty" — no oczywiście, że się cieszymy, że jesteśmy w tabeli, ale co z tego, skoro te punkty pochodzą z sytuacji, które nie mają nic wspólnego z prawdziwą grą? widziałem setki meczów na żywo, i nigdy nie czułem tej magii, kiedy punkty zdobywa się przez karny, a nie przez piękną akcję zespołową! pamiętam, jak na meczu z Athletic Bilbao w 2016 roku Modrić podał piłkę do Ronaldo, który jednym dotknięciem ustawił ją dla Bena, i ten zdobył gola — to była frajda, co się zrobiła z jedną akcją! a dzisiaj? dzisiaj mamy setki karnych i tyleż samo sucharów!
i co do Florentina — facet ma tyle lat, że powinien wiedzieć, że Real Madryt to nie tylko transfery i stadion, tylko historia, tradycja i kibice! i jeśli on myśli, że jego "projekt" to tylko podpisywanie blankietów i liczenie punktów, to chyba zapomniał, jak kiedyś mówił, że "Real to więcej niż klub"! no i teraz? teraz mamy drużynę, co nie umie grać w piłkę, tylko liczy na cuda — i to nie jest żaden "projekt", tylko dowód na to, że ktoś zapomniał, co to znaczy być zespołem!
no i na koniec — idź na Santiago Bernabéu w następnym meczu, i popatrz na to, jak naprawdę gra się w piłkę nożną. ja ci obiecuję, że nie zobaczysz tam "setek karnych" ani "sucharów" — zobaczysz tylko drużynę, co gra w nogę, i kibiców, co dopingują od samego początku do samego końca! a jak nie chcesz iść, to przynajmniej włącz mecz i poczuj tę magię, co się robi, kiedy widzi się drużynę, co gra jak jeden organizm — nie jak zbiór talentów, co stukają się kolanami na środku boiska! 🔴💪
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No właśnie, pamiętam, jak przed laty na trybunie północnej krzyczałem "hala madrid" razem z facetami, co wlewali nam się w serce w połowie boiska — i dziś mam wrażenie, że te krzyki tracą sens, bo zamiast wzniecać ogień wokół dobrych akcji, tracimy go na marnowanie rzutów wolnych.
Trudno nie zauważyć, że ostatnie sezony to taki… rozjazd: z jednej strony mamy setki karnych, które pewnie cieszą księgowych zamiast kibiców, a z drugiej strony te same mecze, co wyglądają jak szachy, w których przeciwnicy sprawdzają naszą obronę i wiedzą, że za dotknięcie Viníciusa dostaną karny — i co? I my na tym zyskujemy? No owszem, w tabeli jesteśmy, ale czy naprawdę chodzi o to, żeby przeciwnik myślał o karnych, zanim pomyśli o zagraniu normalnym? Przecież kiedyś liczyliśmy się nie tylko punktami, ale tym, jak te punkty zdobywamy — i to właśnie ten klimat, co zniknął, boli najbardziej.
Z drugiej strony, nie można zapominać, że drużyna to nie tylko jeden zawodnik, co lata po boisku z piłką przy nodze, tylko cały organizm, co powinien funkcjonować jak zegarek — i tu wchodzi kwestia kadry. Zrozumcie, facet z loży honorowej, nawet jeśli ma dobre intencje, nie zrobi z dryblerów zespołów, jak nie ma planu. A ostatnie transfery? Mamy fajne nazwiska, to fakt, ale czy te nazwiska grają razem, czy obok siebie? Wtedy, kiedy widziałem ten podany piłkę przez Viníciusa do Camavingi, to było coś — ale czy to codzienność? No raczej nie.
I jeszcze jedno: co do samego Florentina. On może gadać o "projekcie klasy", ale projekt to nie tylko podpisywanie kontraktów i liczenie statystyk. To także umiejętność zbudowania drużyny, co potrafi grać w piłkę, a nie tylko na nią patrzeć. Pamiętacie, jak kiedyś mówił, że "Real to więcej niż klub"? No to dzisiaj widzę, że więcej jest raczej ta tabela w Excela, niż ta magia na boisku.
Więc podsumowując: mamy punkt, mamy nazwy, mamy stadion, który tętni życiem — ale czy mamy to, po co naprawdę chodzimy na mecze? Bo ja wciąż szukam tej iskry, co pali się w oczach, kiedy widzę drużynę, co gra w nogę, a nie w kartę "karne — zdobyte".
xG > emocje.