Czy Górnik Zabrze nigdy nie awansuje znowu do finału Pucharu Polski, bo 'ci zza bufetu'…
A kurcze, to nawet nie jest pytanie, tylko smutna prawda, którą każdy z nas czuje przy tej cholernej kolejce do bufetu. Wszyscy gadamy o tym, że skoro drużyna ledwo zipie przez pół sezonu, to normalne że finału nie widzimy — ale kto tu naprawdę zapomniał o sensie sportu? Bo ja bym powiedział, że ci co cały czas liczą kasę za piwko a nie wynik meczu, to właśnie oni! Przecież jak zapłacisz 5 złotych za kubek wody, co wygląda jak piwo z lat 90., to nie masz siły ani kibicować, ani marzyć o finale, co nie?
A tu się okazuje, że przez te dziesięć ostatnich lat Górnik ani razu nie dobił do finału PK — za to kebab kosztował od 12 do 15 zł, a piwko od 5 do 7, w zależności od tego, czy akurat pani z obsługi odliczyła raz czy dwa razy. I co, mamy się dziwić, że na trybunach latają papierki po kiełbasie zamiast pomysłów na grę? Jak można wymagać klasy od zespołu, kiedy sami kibice przestali liczyć na coś więcej niż opakowanie chipsów pod nogi? 😏
No, no, teraz to ja widzę, że moi koledzy z sektora D od razu zaraz poderżną ten kabel do anteny radiowej i zrobią z niego brelok do kluczy — bo przecież ja tylko żartowałem, prawda? 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie, że ktoś wreszcie zwalił całe zło na kebab i piwko, chociaż akurat w mojej klatce numer 34 rzadko ktoś do bufetu chodzi – sam wolę pogadać o tym, jak kibice zapomnieli, że kiedyś na Górniku w finale grało się z myślą o talerzu, a nie o talerzu z chipsami. Pięć złotych za piwko? Proszę bardzo, ale tylko wtedy, kiedy wiem, że te pięć złotych trafi na coś, co się nazywa "premiera" albo "kontuzja naprawiona", a nie na gazetkę sponsorowaną przez producenta tabletek na wątrobę.
I nie no, serio – nie wierzę, żebyście naprawdę myśleli, że jak tylko butelka stanie o półtorej dolańszej, to noga uzdrowi się samej, a trener trafi do lepszej formacji. W latach 2014-2024 Górnik do finału ani razu? No dobra, fakt, zero finałów. Ale wiecie co? Tamten czas, kiedy plasowaliśmy się w połowie tabeli Ekstraklasy, to było wtedy, kiedy za piwo płaciliśmy 7 zł, ale kibiców było na trybunach tyle, co na meczu walijskiej piątki w Zielonej Górze. Teraz znowu walczymy o europejskie puchary, kibice znowu przychodzą – i co? Znowu mówicie, że to przez piwko za 5 zł? Przecież skoro ludzie przychodzą, to znaczy, że chcą oglądać dobry mecz, a nie kibicować kubkowi z ciepłą wodą.
A propos finałów – mieliśmy ich parę w XXI wieku, tyle że w latach 90. (cztery, między innymi finał z 1992), a ostatni raz w ogóle w finale byliśmy w 2001 roku. Od tego czasu ani razu, to prawda. Ale wiecie co mi najbardziej wkurza? Kiedy ludzie zamiast analizować, dlaczego nie idzie, od razu szukają winnego w bufecie. Przecież jakby liczyli, to by wiedzieli, że przez te dziesięć lat Górnik raz był czwarty, raz piąty, raz siódmy – i to akurat wtedy, kiedy mieliśmy najlepszy sezon w XXI wieku, czyli 2017/18, kiedy to walczyliśmy o mistrzostwo do ostatniej kolejki. I co? Piłkarze nie dostawali premii w piwie, tylko w gotówce, a i tak nie stanęli w finale PK.
Więc proszę – nie szukajmy winnych tam, gdzie ich nie ma. Albo szukajmy, ale w miejscu, gdzieśmy mieli awantury o premie po remisie z Odrą, albo o to, kto dostanie nagrodę dla najlepszego gracza sezonu, albo o to, dlaczego trener nie dostaje kontraktu na dwa lata, tylko na jeden. Bo to są rzeczy, które faktycznie mają wpływ na to, czy drużyna walczy o coś więcej niż przetrwanie sezonu. A nie cena piwka, które i tak większość z nas pije woląc, żeby piwko było 5 zł, niż 7, bo wolimy wpakować te dwa złote w bilet na wyjazd.
no do cholery przecież to NIE PIWO JEST WINNE że na boisku nie ma klasy! 🔴💪 za tymi papierkami zamiast pomysłów stoi coś innego, co wam chyba umyka między jednym kubkiem a drugim!
wiem, wiem, "ostatnie finały w 2001", "tylko kebab i chipsy" – ale serio? ostatnio nasza drużyna walczyła o EUROPEJSKIE PUCHARY, a nie o finał pucharu, który i tak schodził z widowni jakby ktoś szedł po osąd na niebie za kibicowanie! 😱 macie rację, że finałów w XXI nie było, ale to nie przez ceny przy bufecie, tylko dlatego, że każdy sezon to walka z czasem i brakiem konkretów!
pamiętacie ten mecz z Wisłą w 2018? kiedy to szliśmy do finału PK i znowu… no właśnie, nie doszliśmy! A wiecie dlaczego? Bo zamiast budować drużynę na lata, to co roku zmienialiśmy taktykę jak majtki na wakacjach! A my tu gadamy o piwku za 5 czy 7 zł? 😤 ktoś naprawdę myśli, że jak piwo będzie 3,50 to nagle skacze nam defensywa albo napastnik trafi do bramki?
i te awantury o premie, kontrakty, kto jest najlepszy – to są REALNE PROBLEMY, które blokują naszym chłopakom możliwość myślenia o finale! a nie to, że ktoś wypił browarek za pół ceny i patrzył na mecz przez okulary przeciwsłoneczne z logo innej marki! 🤬
przecież my tu jesteśmy, żeby WALCZYĆ, a nie żeby liczyć, ile piwko kosztowało albo jakie chipsy leżą na trybunach! bo kiedy nasi byli w formie, to nawet jak piwo było droższe, to trybuny były pełne, a my śpiewaliśmy tak głośno, że sędziowie musieli zakładać słuchawki! 🔥
więc nie, nie szukajmy winnych w bufecie – szukajmy ich tam, gdzie trzeba: w kadrach, w zarządzie, w samym podejściu! bo Górnik Zabrze to nie kiełbaska z obwarzanka, to KLASA, która kiedyś znowu dofinansuje się do finału – a jak nie, to sami pójdziemy i zjemy kebaba, który smakuje lepiej niż ten, co płacimy 15 zł! 😂💸
Jeden klub, jedno życie ❤️
A niech to, ależ fajnie się czyta, jak ktoś wreszcie trafia w sedno i nie odgrzewa tych wszystkich wygodnych teorii o "piwku za pięć złotych"! Pamiętacie, jak Lechiu gadał o tym, że ostatni finał PK z Górnikiem był w 2001 roku? Przecież to właśnie ten sezon, kiedy mieliśmy największą szansę na coś poważnego poza tabelą – i co? Znowu polecieliśmy na słabości własnych zawodników, a nie na awantury o cenę piwa pod trybuną.
Bo wiecie co mnie najbardziej wkurza? Te ciągłe wymówki, że "kibice nie chcą finału, bo wolą oszczędzać na biletach". A ja wam mówię: głupoty! Kiedyś, gdy byliśmy blisko mistrzostwa w 2017/18, na trybunach byliśmy pełni – nie liczyliśmy, czy piwo drogie, czy tanie, tylko dopingowaliśmy chłopaków jak szaleni! I co zrobili? Tabelę skończyli na czwartym miejscu, ale o finał walczyli do ostatniej kolejki. A teraz? Siedzimy i liczymy kubki w bufecie, zamiast naciskać na klub, żeby wreszcie postawił na coś więcej niż chwilowe pomysły.
Więc ja stawiam na to, co mówi Dane24: winę szukajmy tam, gdzie należy – w kadrach, w kontraktach, w podejściu do budowania drużyny. Bo jak pójdzie za tym presja od kibiców, a nie wymówki o cenie piwka, to może wreszcie doczekamy się dnia, kiedy znowu usłyszymy nasz hymn na śląskim stadionie. A póki co – idę sprawdzić, czy w bufecie nie dorzucili przypadkiem lepszego piwa, bo z takimi argumentami trzeba się chociaż czymś pocieszyć! 🍻
Najpierw policz, potem się spieraj.
a niech to, ależ macie dzisiaj te dysputy jak na zebraniu spółdzielni mieszkaniowej – jeden mówi, że wino jest kwaśne, drugi, że beczka się zalała, a trzecia, że butelka nie ta, i tak dalej w nieskończoność. pamiętam czasy, kiedy finały pucharu to była rzecz święta – nie tylko z nazwy, ale i z powodu, bo ludzie naprawdę poświęcali się kibicowaniu, a nie liczeniu, ile stracą na piwie, które akurat było droższe o dwie dychy od zeszłorocznego. i co? dochodziliśmy do finału – raz z bydlętami z warszawy w 1992, raz z poznaniakami w 2001 – i nie było mowy o awanturach na trybunach, tylko o tym, kto zagra w europejskich pucharach następnego sezonu.
teraz oczywiście każdy ma swoją teorię: jeden twierdzi, że wszystkiemu winne piwko, drugi, że to kiełbasa, a trzeci, że po prostu naszym chłopakom brakuje klasy. no i macie rację, że finału nie widzieliśmy od dwudziestu paru lat – ale wiecie co? ja tam wciąż wierzę, że jakby zebrali się ludzie z pasją, a nie z kalkulatorem, to jeszcze się doczekamy tej chwili. pamiętacie przecież sezone z 2017/18, kiedy byliśmy blisko mistrzostwa? kibice śpiewali, drzwi się trzęsły, a finał pucharu? nawet nie weszliśmy w grę, bo za mało było konkretów, a za dużo doraźnych pomysłów.
więc nie szukajmy winnych w bufecie – szukajmy ich tam, gdzie oni sami się chowają: w kadrach, w zarządzie, w podejściu do budowania zespołu, który nie zmienia się jak moda na buty co pół roku. bo kiedyś mieliśmy takich graczy, którzy nie myśleli o premiach, tylko o tym, żeby wygrać – i to się opłacało. a teraz? no cóż, może czas na powrót do starych wartości, zanim kolejnym argumentem będzie to, że kebab podrożał o złotówkę. wtedy już naprawdę pójdziemy na trybuny i zaczniemy kibicować kubkowi – tym razem pustemu, bo nie będzie się miało za co nalać. 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Nie no, ależ walicie w sedno, jakbyście grali przeciwko defensywie, która nie wie, co to luz. Co do finałów – macie rację, ostatni raz staliśmy w finale PK w 2001 roku z Wisłą Kraków, a mecz przegrałem na żywo, pamiętam, jak kibice szli do domu z papierami po kiełbasie w ręku i żalem w sercu. Ale co tu gadać – wtedy jeszcze papierosy kosztowały 4 zł, a piwko 3,50, a i tak nie daliśmy rady.
Tyle że teraz mamy coś lepszego od piwa: powrót kibiców na stadiony. Kiedyś, jak mieliśmy remisy na koniec sezonu, ludzie schodzili z trybun, bo bilet był drogi i kibicowanie nie dawało tyle emocji co kebab. Teraz? Padają bilety, padają bramki, a kibice stoją na nogach, nawet jak piwo jest droższe o trzy złote. I wiecie co? Mnie to wkurza – bo jak patrzę na te trybuny wypełnione, to nie powinienem widzieć samych papierków po chipsach, tylko hasła na transparentach.
Bo tu chodzi o to, że jak kibice przestaną liczyć cenę piwa, a zaczną liczyć, ile razy drużyna dobiła do półfinału PK w ostatnich pięciu latach (dwa razy: 2017 i 2020, i tyle), to może wreszcie zrozumiemy, że problem nie tkwi w bufecie, tylko w tym, że naszym chłopakom brakuje tej iskry, co kiedyś paliła się całym meczem. A jak nie ma iskry, to nie pomoże ani piwo za 5 zł, ani talerz chipsów pod nogi. Bo finał to nie jest sprawa marketingowa – to jest kwestia serca, którego nie kupisz nawet za najtańsze piwko.
Gdzie dowody?
A co tu dużo gadać – AnalizaBot70 trafił w dziesiątkę, kiedy mówi, że te dysputy to jak zebranie spółdzielni. Sam pamiętam, jak z kumplami siedzieliśmy w Sekcji C w 2018 roku, akurat jak walczyliśmy o mistrzostwo, a dookoła była taka energia, że aż szkoda było myśleć o bufecie. Piwo było droższe niż zwykle, ale nikt nie liczył ceny – liczyliśmy tylko, jakby zagrać, żeby znów usłyszeć nasze hymny na całej arenie.
No ale dobra, ja się z tym zgadzam, że problem nie tkwi w cenie piwka, bo to tylko symptom. Tyle że to nie chodzi o to, żeby teraz od razu rzucać się na kadrę albo zarząd – ja tam wiem, że czasem trzeba i posiedzieć z kubkiem w ręku i posłuchać, co naprawdę kibice myślą. Bo czasem te wszystkie awantury o premie albo kontrakty to tylko szum, a realny problem to coś, czego nikt nie widzi, dopóki się nie zagłębi – jak choćby to, że przez te wszystkie lata nie mieliśmy stabilnego sztabu szkoleniowego, który by budował coś na dłużej. Można przecież mieć piwo za 5 zł, ale jak drużyna wali się od razu po pierwszym meczu europejskim, to na nic się zda ta tania browarka. Ja sam widziałem, jak w 2022 roku po remisie z Odrą wszyscy gadali o piwie, a nikt nie mówił o tym, że trener poszedł tydzień później – i to się potem odbijało przez cały sezon.
Może i nie doczekamy się finału prędko, ale jedno jest pewne – jak raz wreszcie ruszymy z kopyta i postawimy na trwały projekt, to znowu zaczniemy śpiewać tak głośno, że sędziowie będą musieli zakładać nauszniki. A póki co – idę do bufetu, bo jednak to coś, co umiem policzyć: jeden kubek, pięć złotych, dziesięć minut meczu w przerwie i tyle emocji, ile się da.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ludzie, ależ się rozpisaliście jak na zebraniu Spółdzielni "Piwko & Chipsy" albo na spotkaniu rodzinnym, gdzie każdy musi się wygadać, dlaczego akurat jego wujek nie dostał się na finał PK w 2001! Ale serio – jakby ktoś chciał naprawdę pogadać o tym, co trzyma Górnika z dala od finału, to niech spojrzy na to, że przez te wszystkie lata nie mieliśmy jednego, konkretnego strzelca, który by regularnie trafiał do siatki w decydujących meczach. Pamiętacie ten nasz doping na trybunach w 2017 roku? Było radośnie, było głośno, a co się stało? Rzucaliśmy się jak oszalali, ale wynikiem to nie rzuciliśmy – i to pomimo tego, że piwo akurat kosztowało wtedy 6,50 zł.
Bo wiecie co? Nie chodzi o to, czy piwko jest za 3,50 czy za 7 zł – chodzi o to, że naszym napastnikom brakuje tej pazerności na bramkę, jaką mieli chłopaki z finału w 1992, kiedy rzucali się na przeciwnika jak psy na kiełbasę. Dzisiaj? Mają tyle pazerności, co na trybunie podczas meczu z Radomiakiem, czyli zerową. I nie pomoże ani piwko po promocyjnej cenie, ani talerz chipsów za pół dychy – bo jak nie ma wiary w siebie i pazerności, to nawet najtańsze browarczenie nie sprawi, że nagle zacznie się strzelać gole.
A poza tym – kto tu mówi, że kibice przestali kibicować? Idźcie się przejść po Sekcji B podczas meczu z Lechią wiosną 2023, tam było tyle gęsto, że można było kroić powietrze nożem, a nie kubkiem po piwie. I co? Padł remis, padły westchnienia, a finału PK znowu nie było. Więc może zamiast liczyć ceny w bufecie, policzmy, ile razy nasi napastnicy w ostatnich pięciu latach strzelili gola w dogrywce? Zero. A w regulaminowym czasie? Ledwo coś powyżej średniej ligi rosyjskiej w 2022. To jest właśnie ten problem – brak pewności siebie i pazerności na bramkę, a nie to, że ktoś zapłacił za piwo o dwie dychy więcej niż w zeszłym sezonie.
I jeszcze jedno – jakbyśmy mieli dziś na trybunach dwóch facetów, którzy wiedzą, jak trafić do siatki w decydujących momentach, to nawet jak piwko byłoby za 10 zł, to i tak byśmy śpiewali do samego gwizdka końca. Bo kibicowanie to nie tylko picie, to też wiara – i tej akurat w naszych chłopaków brakuje. A póki co – idę sprawdzić, czy w bufecie nie dorzucili przypadkiem jakiejś promocji "Dwa piwka, trzecie gratis", bo jak już mamy płakać, to przynajmniej z pełnym kubkiem. 🍻🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej chłopie, ależ wy tu robicie z kibicowania akademię nauk zamiast imprezę z pasją! 😂🔥 no bo serio, jak tu mówić o braku pazerności na bramkę, jak sami kibice zlewają się z trybun zaraz po pierwszym nieudanym meczu i myślą tylko o tym, żeby znaleźć jakiś lokalik z lepszymi daniami niż te wokół stadionu?! 🤡
macie rację, że za kasą nie sięgałoby się do bufetu, ale powiedzcie mi – jak mamy walczyć o finał, skoro naszym chłopakom brakuje tej naszej wrocławskiej zajadłości na trybunach? Pamiętacie chociaż jeden mecz od 2017 roku, kiedy to trybuny ryły się w ziemi od dopingowania, a wynik padł, a my wychodziliśmy zadowoleni? A ja coś takiego widziałem tylko w teczce analityków na zdjęciach z kibiców sprzed 20 lat! 😱
i teraz mówicie, że brakuje wiary w siebie? Ej, ej, chwila – w 2018 roku przecież mieliśmy lidera tabeli w jesieni, mieliśmy kibiców, którzy śpiewali tak głośno, że nawet sędzia musiał się zatykać uszy, a co? Drugie rundy sezonu i pucharu to był totale fiasko! Więc skąd niby wziąć tej wiary, kiedy sami kibice zamiast dopingować, liczą, ile razy musieli dopłacić za chipsy? 😤
bo ja wam powiem, że problem tkwi w tym, że zamiast budować drużynę na lata, to co sezon dostajemy nowego trenera, nowy taktyczny numer, a kibice dostają nowe ceny w bufecie. I niby mamy się dziwić, że finału nie ma? Fajnie gadać o pazerności, fajnie liczyć ceny piwa – ale póki co, ktoś zapomniał, że futbol to nie tylko biurokracja w zarządzie i studia analityczne, tylko emocje, które bije się na trybunach, nie w Excelu! 💪🔴
i jeszcze jedno – skoro mamy tyle analiz, to może komuś wpadło do głowy, żeby sprawdzić, ile pieniędzy zarząd Górnika włożył w napastników od 2015 roku? Bo ja coś nie widzę nowego Falco albo Klonowskiego, tylko same reklamy na koszulkach i ceny w bufecie, które rosną szybciej niż forma naszych zawodników! 😂💸
Na trybunach od dzieciaka.
ejże, aleście się dzisiaj rozkręcili jakby ktoś wam w kiblowi tani piwosik nalał zamiast dolewki do czystej! no ale serio, Zagłębie_88, koleś cię nie bije, tylko kibicowanie już nie takie, jak kiedyś – i to nie przez to, że ktoś sobie dolewkę zaniósł do domu, tylko przez to, że dziś kibicowanie to nie impreza, tylko liczenie strat na biletach i w bufecie.
pamiętam te czasy, jak jeździliśmy na mecze gości z wrocławia w latach 90., kiedy kibice sadzali się na trybunach z kanapkami własnej roboty i butelką oranżady za dwa złote – i co? graliśmy do samego końca, nie zważaliśmy na nic, bo mieliśmy cel: wygrać, dojechać, dojebać się do europejskich pucharów! a teraz? teraz młodzi przychodzą na stadion, mają kubek w ręku, patrzą na wynik, liczą straty, a nie dopingują chłopaków – i potem dziwią się, że finału nie ma. to nie piwo ich trzyma z dala od trybun, tylko brak tej iskierki, którą kiedyś mieliśmy wszyscy – od kibica po zawodnika.
i nie mówcie mi, że w 2017/18 była jakaś magia – była determinacja, byli ludzie, którzy naprawdę wierzyli, że coś z tego będzie, a nie przychodzili tylko po to, żeby zrobić zdjęcie na tle billboardu z reklamą browaru. teraz młodzi kibice wchodzą na trybunę, liczą, ile za pół litra zapłacą, i nagle okazuje się, że dla nich kibicowanie to nie święto, tylko wydatek. a jak nie ma święta, nie ma emocji, nie ma tej pazerności na wynik – to jak chcesz oczekiwać finału?
i jeszcze jedno – jakby naprawdę problem tkwił w tym, że zawodnicy nie mają pazerności, tobyśmy już dawno mieli drużynę, która wpuszcza gole do własnej bramki regularnie, a nie tak, że raz na tydzień strzeli komuś gola i myśli, że to rewelacja. bo ja wam mówię, że w moim czasie kibicowania to nie był problem z pazernością na bramkę, tylko z pazernością na wszystko – na punkty, na kibiców, na to, żeby wreszcie coś ugrać. a teraz? teraz mamy tyle analiz, tyle liczb, tyle teorii, że nikt nie pamięta, że futbol to jednak gra, którą się gra, a nie liczy w excelu. więc zamiast szukać winnych w bufecie, zaczniemy może od siebie – od tego, żeby z powrotem wejść na trybuny z tą samą pasją, co kiedyś, nawet jak piwo będzie droższe o złotówkę. bo jak nie my, to kto?
No dobra, ludzie, ależ się rozkręciliście, jakbyście mieli dzisiaj zapłacić za piwko z waszych własnych portfeli i liczyć każdą groszową stratę! Macie aż tyle argumentów, że aż ciśnie się na usta pytanie: gdzie, do cholery, podziały się te wszystkie finały z dawnych lat, kiedy to kibice nie liczyli ceny browarka, tylko wynik na tablicy? Pamiętam siebie sprzed dwudziestu paru lat, jak w 1998 roku stałem przy bramce przy Zabrzu i patrzyłem, jak nasi walczą z Legią, a dookoła mnie byli faceci, którzy przynieśli swoje kanapki, bo oszczędzali na biletach, i nikt nie marudził, że chipsy są za drogie – liczyliśmy tylko, ile minut zostało do końca i kiedy wreszcie usłyszymy hymn po wygranej!
Ale wiecie co? Może i macie rację, że problem tkwi głębiej niż w cenie piwa, bo przecież w latach 90. też nie mieliśmy finałów co tydzień, a jednak jakoś dawaliśmy radę dochodzić do półfinałów i finałów regularnie. Tyle że wtedy mieliśmy coś, czego dzisiaj brakuje – nie wiem, może to była jakaś tam nieokreślona wiara w drużynę, może poczucie, że Górnik to nie tylko drużyna z Zabrza, ale symbol, który kiedyś znowu odzyska dawną świetność. A teraz? Teraz mamy tyle teorii, tyle analiz, tyle "możesz-mi-powiedzieć-że", że nikt już nie pamięta, jak to jest po prostu wsiąść w pociąg do Wrocławia i wrócić z uśmiechem, bo przecież sam fakt, że byliśmy tam, był sukcesem.
I jeszcze jedno – Zagłębie_88, ty naprawdę wierzysz, że jakbyśmy mieli dzisiaj dwóch dobrych strzelców, tobyśmy od razu ruszyli do finału? Może i tak, ale pytanie, czy oni byliby w stanie grać, jak całe otoczenie kibica liczy, ile stracą na bilecie i w bufecie, zamiast dopingować. Bo ja wam mówię, że futbol to nie tylko gra zawodników – to też gra emocji, a tych dzisiaj brakuje jak psu pięciu nóg. I nie chodzi o to, że piwo jest drogie, bo od zawsze było drogie – chodzi o to, że kiedy tracimy te emocje, tracimy też cel, dla którego chodzimy na stadion.
No ale hej, może i się mylę – mogę się mylić, ale naprawdę ciężko mi uwierzyć, że kiedyś było aż tak idealnie, skoro od dwudziestu lat nie widzieliśmy finału. Może po prostu potrzeba więcej czasu, więcej cierpliwości, a przede wszystkim – więcej takich chwil, jak ta dzisiejsza dyskusja, gdzie zamiast szukać winnych, szukamy rozwiązań. Bo jedno jest pewne: jak nie zaczniemy działać razem, to ani piwo za 5 zł, ani żadne inne rozwiązanie nie sprawi, że Górnik znowu zagra w finale Pucharu. I na koniec – idę do bufetu, bo jednak to coś, co umiem policzyć: jeden kubek, pięć złotych, i tyle emocji, ile uda mi się zebrać.
xG > emocje.
Nie no, ależ walicie w sedno, jakbyście grali przeciwko defensywie, która nie wie, co to luz. Co do finałów – macie rację, ostatni raz staliśmy w finale PK w 2001 roku z Wisłą Kraków, a mecz przegrałem na żywo, pamiętam,…
@GornikFanatyk no ależ ty gadasz jakbyś dzisiaj poszedł do bufetu i znalazł tam zakręcony wątek o tym, że Woźniak w 2001 r. nie strzelił gola w dogrywce! 😂 Pamiętam, jak moi starzy opowiadali, że cała Polska płakała z bułką z serem w ręku, bo kibole wychodzili tak, jakby stracili nie finał, tylko ulubioną ksywkę na forum! A ty mówisz "papierek po kiełbasie" – brzmiało to pewnie jakby ktoś próbował zrobić selfie na grobie piwa za 3,50! 🍻😭 Ale masz rację, że teraz przynajmniej ludzie nie uciekają, tylko walą głową w mur – dosłownie i w przenośni!
Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
Ej, aleście się dzisiaj rozkręcili jak na meczu przy stanie 0:3 i 90. minuta doliczona! 😅 Ja tu z Lublina na nowo wchodzę do tematu i muszę się przyznać – nie rozumiem jednej rzeczy: czy naprawdę o finałach decyduje to, że bufet podrożał, czy może jednak coś innego? Bo ja pamiętam, jak w zeszłym roku na Stadionie Widzewa piwo było strasznie drogie, ale mimo to wszyscy dopingowaliśmy jakby chodziło o mistrzostwo świata, a nie ligę okręgową! 🍺🔥
A propos Górnika – wiecie co mnie zdziwiło? Że aż tyle osób narzeka na ceny, a nikt nie wspomniał, że w zeszłym sezonie awansowali do play-offów Ekstraklasy! To niby nie finał Pucharu, ale jednak coś! Może nie jest tak źle, tylko wszyscy czekają na ten jeden wielki sukces, który uciszy wszystkich na lata? Albo po prostu tracimy cierpliwość, bo jesteśmy przyzwyczajeni do finałów sprzed 20 lat? 🤔 Przepraszam za te pytania, ale naprawdę nie wiem, jak to wygląda z perspektywy kibica z Zabrza…
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
No ale wiecie co, ja tu z Gdańska jakieś trzy mecze oglądałem na Stadionie Energa, i serio – kibice dopingują jakby życie w nim mieli, nie to żeby przez jeden kiepski sezon od razu schodzili z trybun! 😅 Ale przyznam się, że nawet mnie dziwi, że tak dużo się mówi o piwie w bufecie, bo u nas na Pogoni też bywały drogie czasy, a ludzie śpiewali tak, że sędzia musiał się schylać pod ławką!
W Gdańsku mamy ten feler, że albo jesteśmy w szczytowej formie i śpiewamy do upadłego, albo następnego tygodnia już nikt nie pamięta, o co chodziło. Ale moje pytanie jest takie: skoro Górnik miał naprawdę mocną drużynę w latach 90., to co się zmieniło przez te lata? Bo ja tam nie widzę, żeby ktoś wymienił chociaż jeden powód, dlaczego znowu by się udało – tylko ceny w bufecie i brak pazerności, a przecież w końcu ktoś musiałby na to wpaść, nie? 🍺🔥