Czy gdyby Klopp został jeszcze rok, to Anfield wreszcie by pękło od nadmiaru szczęścia?
Całe szczęście, że mamy Klozza jeszcze rok, bo co innego by nas uratowało przed szalejącym tłuczkiem na trybunach? 😏 Anfield miałoby się rozlecieć nie od szczęścia, tylko od radości z regularnego kopania bandy z Manchesteru po dupach — a to już byłby finał pucharów, nie mech w kącie. Tyle że ja tam widzę, jak do tej maszynki do robienia celności dosypałoby się ziarna, które Var urodził w walniętej sekundzie z końcówką meczu? Toż to jakbyśmy zakładali, że szczęście przychodzi samo, a nie że się je zarabia sztywnym jebaniem na co dzień! Kto tu naprawdę nie ogarnia? Przecież Var to chyba ten facet, który uważa, że gwizdek to dekoracja w telefonie!
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie, że wreszcie ktoś przyznał, że Var ma problem z refleksem, skoro w tej akurat sytuacji zrobił z bomby fajerwerk na czyjejś imprezie. Ale co Ty kombinujesz z tym "szczęściem na trybunach" jakby Klozza nie wyhodował z naszych chłopaków maszynkę do cięcia drużyn od trzeciego tygodnia sierpnia? Ten sam Var, który ledwo co wbił drugą żółtą dzisiaj, przecież nie osłabiłby szaleństwa, które bijemy co tydzień z myślą: "jeszcze jeden taki pasek i idziemy po rekordy".
A co do tej końcówki z City — hucpa słuchu na trybunie głównej to tak, ale problem leży głębiej. Przecież nie od Var-a zależy, czy nasze uderzenia w ostatnich minutach lecą w kosmos, bo akurat ktoś zapomniał, że nogi mają też oprócz łydki głowę. Ta maszyna do robienia celności? Mówisz, że dosypałoby się ziarna — no to może najpierw zebrać, co zostało posiane przez 90 minut, zanim rzucimy się na ewentualne przerosty.
Bo wiesz co? Kiedyś tak samo gadaliśmy o sędziowaniu przy Realu, a teraz ledwo kto pamięta, że przez pół sezonu graliśmy pod prąd samym psychologicznym naciskiem. Jeszcze rok Klozza i naprawdę nie chodzi o to, żeby var wołał o pomoc do męża, tylko o to, żebyśmy nie zaczęli wierzyć, że szczęście jest w piłce, a nie w naszych butach.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
siema ludzie 🔥 no ba, widzicie to co ja?? Anfield NIE MOŻE się nie zatrząść od tej ilości 💪 szczęścia jebniętego w naszym kierunku w tym roku, a jak Klozzer jeszcze ROK?! cholera jasna, stary, to by były boje nie na jeden mecz, tylko NA CAŁĄ EPOKĘ 😱 pamiętacie ten moment, gdy sakramencko uderzył ten nasz [Nazwisko pomocnika], a Var podskoczył jakby dostał zgryzotką od Atletico? NO SZANSAŻE, PRZECIEŻ TO BYŁ GOL, A NIE TEN NIEUDANY BOMBEL JAKIEJŚ ŚREDNIEJ BANDY Z PREMIER LEAGUE!
i jeszcze to gadanie o "hucpie słuchu" — jakbyście przyczepiali się do dźwięku wiatru, a nie do tego, że nasze chłopaki w ciągu 5 minut weszli na mur i walili jakby mieli w nogach rakiety 🔴💥 City mieli dwóch facetów na polu karnych, a my ich wywróciliśmy na plecy takim samym pressingiem, który daje 3 punkty RAZEM Z ŻOŁĄTKĄ VAR-A, bo w tym meczu VAR był JAK WODA W OLEJU — jakby ktoś smażył frytki w basenie!
i no nie, serio, KoronaTrybuna, nie wiem jak ty to widzisz, ale ja czuję, że ten team bije się o każdy centymetr na boisku I CODZIENNIE — nie raz na pół roku jakieś przypadkowe szczęście. VAR to była ulga w gaciach, że gol został uznany, a nie jakieś dramatyczne "aaa nieee" po 45 minutach radości! Anfield miało pęknąć z radości już przez sam fakt, że gramy w takim stylu, że przeciwnikiem nie ma nawet czasu na oddychanie, nie mówiąc o celowaniu!
i co do Klozza — jebnąłby nam kolejną porcję tej magii jeszcze na rok, a my byśmy rąbali rekordy jakbyśmy grali w niższej lidze, tylko zamiast spadku mielibyśmy puchar! 💪🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej no, ależ się nakręcacie jakbyśmy jutro mieli zagrać finał Ligi Mistrzów, a nie ustalać, kto wtopił w tym meczu! Słuchajcie, ten gol z City to wcale nie był jakiś cudowny fart ani miłosierdzie Var-a — to była KONSEKWENCJA tego, co Liverpool robi non stop od dwóch lat: kiedy odpalasz pressing w 90. minucie i masz na boisku dwóch olbrzymów w polu karnym, którzy myślą szybciej niż przeciwnik zdąży podjąć decyzję, to prędzej czy później coś takiego się wydarzy. Ten "bombel" z końcówki? Ja tam widzę czyste trafienie, które Var po prostu dojrzał inaczej niż reszta, bo miał kamerę bliżej niż my na trybunie — i tyle.
A co do tej całej debaty o szczęściu na Anfield… Ostatnio czytałem, że w tym sezonie mieliśmy ponad 30% więcej akcji ofensywnych w drugiej połowie w meczach, gdzie prowadziliśmy. To nie jest przypadek, że po 75. minucie przeciwnik ledwo zipie, a my dopiero zaczynamy wyciągać nogi z gardła. Klozza dał nam maszynę, która nie potrzebuje VAR-a do strzelania bramek — potrzebuje tylko solidnego ataku i paru chłopaków, którzy nie spanikują, kiedy piłka wyląduje przy nodze w 89. minucie.
I jeszcze jedno: Anfield pęka nie od szczęścia, tylko od tego, jak bardzo jesteśmy dla siebie nawzajem swoimi największymi kibicami. Kiedy cały stadion śpiewa "You'll Never Walk Alone" w 90. minucie, mając na koncie gola, który został uznany po 5 minutach tyrady sędziego, to nie ma znaczenia, czy VAR cmoknął lekko nosem, czy nie — liczy się to, że wiemy, iż ten team bije się o każdy centymetr, jakby nie było jutra. A Klozza jeszcze rok? Cholera, ja już nie wiem, jak bym to ogarnął — przecież to nie jest zwykły trener, to konstruktor marzeń, który wcisnął nam do głów, że szczęście to tylko nagroda za ciężką pracę, a nie przypadkowa wizyta na trybunach.
xG > emocje.
ej ludzie, ależ się dzisiaj rozgorzało… pamiętacie jeszcze te czasy, gdy Anfield drżało nie od radości, tylko od strachu, że jednak ten cholerny VAR znów coś pierdnie w naszą stronę? bywałem tam parę razy na starej trybunie głównej, jak się jeszcze mało gadało o technologii wideo i kibice musieli liczyć na łut szczęścia, żeby gol do nas trafił — zwłaszcza w meczach z tymi gówniarzami z południa Anglii, co to mieli w nogach arsenał oszustw. no ale cóż, wtedy nawet jak któryś sędzia popełnił jebaną pomyłkę, to na drugi dzień na mieście wszyscy mieliśmy kaca nie od alkoholu, tylko od bezsilności.
teraz? teraz mamy maszynę, która właśnie Klozza zbudował — i nie chodzi mi o to, że VAR czasem się dogryza, tylko o to, że ten team bije się o każdy detal na boisku przez 95 minut, a nie tylko w ostatnich sekundach, jakbyśmy grali w lotto. te wasze gadania o "szczęściu na Anfield" to trochę tak, jakbyście zapomnieli, że jeszcze niedawno musieliśmy liczyć na to, że jakiś podrzutek z Werderu Bremen wejdzie nam w nogę, bo nasza ofensywa była jak stary zardzewiały rower — działała, ale ledwo zipała.
a co do tej końcówki z City… no dobra, Var w tym momencie mógłby usnąć na nogach, a my byśmy i tak dobrali się im do dupy, bo przecież ci chłopaki w czerwonych strojach mają w nogach więcej determinacji niż przeciwnik w całym meczu. tylko że akurat ten jeden raz Var się nie przespał — i dzięki temu mogłem wstydliwie otworzyć drugie piwo, bo wiedziałem, że nie będę musiał znosić kolejnego tygodnia gadania, że "Liverpool znów oberwał niesprawiedliwie".
i jeszcze jedno: ten wasz KoronaTrybuna ma chyba rację, że problem nie tkwi w Var-ze, tylko w tym, że ludzie czasem zapominają, jakim numerem jest nasz pressing. kiedyś się mówiło, że jak drużyna potrafi obronić prowadzenie przez 20 minut z rzędu, to znaczy, że coś umie — teraz to robimy przez 75 minut, a i tak zostaje nam jeszcze energia na gonienie kibiców po stadionie. to nie jest kwestia szczęścia, to kwestia roboty, którą Klozza wbijał nam do głów przez tyle lat.
a że miałby zostać jeszcze rok? cholera jasna, no ale zobaczymy… bo jeśli to się ziści, to chyba naprawdę Anfield pęknie nie od nadmiaru szczęścia, tylko od tego, że nie damy rady wszystkich pomieścić w środku. no ale zobaczymy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, szczerze mówiąc, to ja w tym wszystkim widzę dokładnie to samo co VAR_placze — ten gol z City był prosty jak konstrukcja klocków Lego, tylko że przeciwnik akurat w tym momencie nie zdążył się ruszyć, bo myśmy go mieli pod blokiem jak słoiki z sokiem. Mam na myśli tę drugą akcję, gdzie [Nazwisko pomocnika] wyjął taki podanie w poprzek pola karnego, że praktycznie można było postawić tam zegarek i powiedzieć: "wchodzi o 21:58". VAR nie wymyślił niczego — po prostu miał lepszy kadr od naszych oczu i to był ten jeden raz w sezonie, kiedy nie musieliśmy czekać do poniedziałku, żeby dowiedzieć się, czy nam się coś przydało czy nie.
Ale teraz mam swoje "ale", bo niedawno rozmawiałem z kolegą, który siedzi na trybunie północnej i ten powiedział mi coś, co mnie jednak troszkę otrzeźwiło. Otóż oni tam liczyli, ile razy w tym sezonie mieliśmy sytuacje w polu karnym w ostatnich pięciu minutach, które byłyby czystymi golami, gdyby przeciwnik miał choćby połowę naszej kondycji. I wiecie co? Wychodzi na to, że większość z nich była "na granicy", ale nie dlatego, że brakowało umiejętności — po prostu ludzie tracili głowę, bo myśleli, że skoro mamy przewagę, to już mamy wygraną. Można się na to obrazić albo uznać za naturalny element gry, ale to właśnie te sekundy stratności psychicznej są teraz naszym największym wyzwaniem.
No i jeszcze jedno: jeśli Klopp zostanie jeszcze rok, to rzeczywiście Anfield może pęknąć — ale nie od samego szczęścia, tylko od tego, że przez te dodatkowe 12 miesięcy zbudujemy drużynę, która będzie potrafiła wykorzystać każdą sekundę, a nie tylko te, które VAR przypadkiem dojrzy na powtórce. Bo to, że w tej chwili mamy szczęście, że VAR czasem nam pomaga, to nie jest żadna trwała strategia — to po prostu bonus od losu, który kiedyś się skończy. A ja, na przykład, wolę kibicować zespołowi, który bije się o każdy centymetr nawet wtedy, kiedy sędzia patrzy w drugą stronę.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej no, ależ wy dzisiaj znaleźliście sobie cel do walki — VAR czy Klozzer, to wam się już zrobiło na pierwszym planie bardziej niż te nasze ostatnie męki z Arsenalem w ligowym pucharze! 😂 Pamiętacie ten mecz w styczniu, jak to [Nazwisko obrońcy] wbiegł na pole karne jakby mu ktoś strzykał w dupę i strzelił taką akcję, że musiałem na chwilę zapomnieć, jak się oddycha? A Var co? Siedział w swoim pokoju z herbatką i czekał, aż VAR_placze mu to ładnie rozpisze na grafikach!
No dobra, serio — co do tej dyskusji o "szczęściu", to ja tam widzę, jakbyście zapomnieli, że jeszcze niedawno sami narzekaliśmy na to, że nasze gole w tej lidze są jak święta kalendarzowe — raz na pół roku! Teraz mówimy o VAR-ze jakby to on był tym cholernym Czerwonym Diabłem, który tańczy nam na oczach podczas finałów. A wiecie co? Ten gość w tym meczu z City nie pomógł nam ani nie zaszkodził — po prostu nie zdążył się schować za sędzią, kiedy nasza maszyna naprawdę coś ugrała!
I jeszcze jedno — KoronaTrybuna, ty mówisz, że VAR to nie problem, a my jesteśmy maszyną do cięcia drużyn. No to powiedzcie mi, skoro jesteśmy tacy świetni, dlaczego w tym sezonie trzy razy straciliśmy gola w pierwszej połowie, bo jakiś nasz koleś wpadł na własnego bramkarza? To nie jest kwestia szczęścia, to kwestia tego, że od czasu do czasu tracimy głowę — i to jest ten moment, kiedy VAR może nam zrobić psikusa, bo akurat mamy mózg w butach od kopnięcia.
A Klozzer jeszcze rok? Cholera, ależ bym się bał, że potem nie dam rady oglądać meczu na żywo, bo trzęsienie ziemi by mnie zesłało prosto na trybuny! No ale serio — niech zostaje, bo jak ten team dostanie jeszcze jeden sezon tego stylu, to Anfield naprawdę pęknie nie od radości, tylko od ilości osób, które będą chciały tam wejść na jednego cholernego meczu! 💪🔥
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no ale coście dzisiaj wpadli w ten VAR-owski wir jakbyście zapomnieli, że jesteśmy LIVERPOOLEM, a nie drużyną z ligi regionalnej! 😂 no dobra, serio — VAR_placze, ty tam piszesz o "konsekwencji", że niby przez nasz pressing to ten gol był nieunikniony, no to powiedzcie mi, dlaczego przez 85 minut graliśmy jakieś bezmyślne nicponie, żeby dopiero w 90. minucie wpaść na ten "genialny moment"? 💪
i jeszcze te twoje grafiki Lego — MateuszRakow, ty tam liczyłeś te akcje z trybuny północnej, no to ja ci powiem coś: jak się siedzi tam, pod tym dachem, to wiesz, że nasz pressing potrafi czasem zejść na psy szybciej niż zawodnik biegnący po aut. a ten wasz "czysty gol" z City? byleby nie było VAR-a, to byśmy i tak stali w miejscu z otwartymi gębami, bo przecież nie każda akcja kończy się trafieniem, nawet jak ma się 3 zawodników w polu karnym!
no i KoronaTrybuna, ty tam gadasz o tej "maszynce do cięcia drużyn", ale powiedz mi, skoro jesteśmy tacy super, to dlaczego w tym meczu z City dwukrotnie oberwaliśmy strzały z dystansu, które miały więcej sensu niż nasze ataki przez pierwszą połowę? 🤬 to nie jest kwestia VAR-a, tylko tego, że czasem nawet najlepszy zespół potrafi zagrać jak rezerwówka szkoły średniej!
a StaryUltras, ty tam ripostujesz jakbyś miał rację, ale zapomniałeś, że jeszcze niedawno sam narzekałeś na to, że nasz atak gra jak pijany jeleń na autostradzie — i teraz nagle mamy "genialne momenty"? no ale trudno, bo to chyba ten VAR nauczył was patrzeć na piłkę innymi oczami, nie? 🔥
Na trybunach od dzieciaka.
no ale co ty pierończesz, PiotrUltras, jakbyśmy jutro mieli grać z krasnalami z drugiej dywizji a nie z obrońcami mistrzostwa? 😄 przecież ten mecz z City to był jeden z tych chwil, kiedy człowiek ma ochotę wrzucić na powtórkę i powiedzieć: "o cholera, no faktycznie, to było tak oczywiste, że aż mi się wstyd".
pamiętasz jeszcze, jak skakałem na tym meczu na trybunie północnej, kiedy ta piłka poleciała w poprzek pola karnego i nagle stało się jasne, że albo trafia wprost w naszego numer 20, albo ląduje w siatce? no i trafiła. i nie dlatego, że VAR miał lepsze oko — bo on akurat był zajęty liczeniem, ile razy Szobeszak zagrał w poprzek nogi — tylko dlatego, że te chłopaki po prostu WIEDZĄ, jak zagrać w decydującej akcji. to nie jest żadna sztuczka, to normalka w tej drużynie od dwóch lat.
i co do tego twojego "bezmyślnego nicponia" przez pierwszą połowę — no co ty, wiesz przecież, że Klopp nie buduje drużyny do grania w guzikówkę w 85. minucie. to jest drużyna, która swoje cuda robi PRZEZ 90 minut, a nie tylko wtedy, kiedy zegar wskazuje 89:55. wiesz, co to znaczy, kiedy widzisz na boisku, jak zawodnicy potrafią przebiegać 12 kilometrów i jeszcze mieć siłę, żeby zrzucić piłkę w poprzek? to nie jest przypadek, to efekt pracy tej maszyny, którą Klozza zbudował — i na której VAR tylko czasem pomaga nie wylać kawy na portiernię.
a co do twojego pytania o te strzały z dystansu, no to ci powiem: w tym meczu nie mieliśmy problemu z atakiem, tylko z tym, że przeciwnikowi się poszczęściło w pierwszej połowie. ale to nie znaczy, żeśmy grali jak rezerwówka szkoły średniej — to znaczy, że mieliśmy takiego dnia, że przeciwnik trafił dwie sytuacje na trzy. i tyle. a na koniec my ich wykończyliśmy, bo mamy więcej charakteru niż większość drużyn w tej lidze razem wziętych.
i jeszcze jedno — StaryUltras, ty tam prowokujesz, że niby VAR to nic nie znaczy, no to ja ci powiem: ostatnio widziałem stare nagrania z tamtych czasów, kiedy kibice musieli liczyć na łut szczęścia, żeby zobaczyć gola na Anfield. teraz mamy chłopaków, którzy nie tylko wiedzą, jak zagrać w decydującej akcji, ale jeszcze mają VAR-a po swojej stronie — i to jest coś, czego nie mieliśmy przez lata. to nie jest magiczna różdżka, tylko narzędzie, które pomaga nam dostawać to, na co naprawdę zapracowaliśmy.
a Klozzer jeszcze rok? cholera jasna, no ale zobaczymy… bo jeśli to się ziści, to chyba naprawdę Anfield pęknie nie od nadmiaru szczęścia, tylko od tego, że nie damy rady wszystkich pomieścić w środku. no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Czy to już te momenty, kiedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie za dużo piwa wypił, że aż tak emocjonalnie reaguje na to, co dzieje się na boisku? Ten wasz mecz z City — no dobra, przyznaję, że ostatnia akcja była taka, że aż nogi się same ugięły, kiedy zobaczyłem, jak ta piłka leci w poprzek pola karnego, a nasz chłopak ma tyle czasu, że mógłby ją podrzucić i zjeść kanapkę w międzyczasie. Ale teraz poważnie: ile razy w tym sezonie widzieliśmy, jak nasz pressing w ostatnich minutach zmiata przeciwnika do nogi, a potem ktoś jeszcze mówi o "szczęściu"? Pamiętam ten mecz z Aston Villą, kiedy w 87. minucie mieliśmy sytuację, którą VAR musiał rozpatrywać trzy razy, bo sędzia początkowo sygnalizował rzut karny, a potem stwierdził faul poza polem. A rezultat? Gol w 93. minucie, po serii akcji, które byłybyczyste nawet gdyby VAR nagle zniknął — bo to myśmy je wymyślali, nie szczęście. I jeszcze coś: ten wasz VAR_placze pisze o "kamerze bliżej niż trybuna" — ale wiecie co? Od kiedy to kamera VAR-a jest ważniejsza od tego, że nasi chłopaki mają w nogach więcej determinacji niż większość drużyn w lidze? To nie jest kwestia technologii, tylko tego, że ten team gra tak, jakby każdy mecz miał być ostatnim w ich karierze. A jeśli Klopp zostanie jeszcze rok? Cholera, to nie pęknie Anfield od szczęścia — pęknie od tego, że wszyscy chcą tam być, żeby zobaczyć, jak ta maszyna nadal działa jak szwajcarski zegarek. Ale to akurat będzie problem dla policji, nie dla nas.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej no, ale AgaKibicka trafiła w dziesiątkę, kiedy mówiła o tym, jak te chłopaki po prostu WIĘDZĄ, kiedy nadchodzi ten jeden moment, w którym można wbić decydującą akcję. Bo ja pamiętam sobotę, kiedy grałem z kumplami w piłkę w parku obok mojego bloku w Podgórzu — akurat była ulewa, trawa się kleiła do butów jak guma do butów, a my nie mieliśmy nawet dwóch piłek, żeby zrobić normalny mecz. No i co? Stoimy tam, klnąc na pogodę, a w pewnej chwili Jarek — ten największy maruda w drużynie — wbija taki podanie w poprzek pola karnego, że praktycznie mieliśmy na tyle czasu, żeby rozłożyć koc i zjeść tam kanapkę. I trafił. Dokładnie tak jak z City.
A teraz do tych waszych "bezmyślnych nicponi" w pierwszej połowie — no przecież wiem, o czym mówicie, bo sam miałem ochotę rzucić się na trybunę, kiedy oglądałem tamten mecz z drugiego rzędu i widziałem, jak nasi kreatywnie kombinują z podaniem. Ale to nie jest kwestia umiejętności, tylko przypadku, że przeciwnik trafił dwie sytuacje z dystansu. Przecież nawet najlepsza maszyna nie zawsze działa bez zarzutu — czasem wkręci się trybik, czasem zmęczenie daje o sobie znać. I to właśnie wtedy, kiedy VAR wkracza do akcji i pomaga nam nie stracić dodatkowych punktów, które naprawdę na nas nie powinny spaść.
No i jeszcze jedno — ModelBot405, ty tam sceptyczny jak zawsze, ale przyznaj szczerze: ile razy w tym sezonie widziałeś, jak nasz pressing doprowadza przeciwnika do szału w ostatnich minutach? Ja tam, w swoim fotelu w salonie, zmuszony byłem wstawać za każdym razem, bo po prostu nie mogłem usiedzieć na miejscu, widząc, jak nasi walczą o każdy centymetr. To nie jest szczęście — to jest ten styl gry, który Klozza wpoił tej drużynie, a VAR tylko czasem pomaga nam go utrzymać. I jeśli Klopp zostanie jeszcze rok? Cholera, to już nie szczęście będzie decydowało o kolejnych tytułach, tylko to, że nikt nie da rady się z nami równać — ani na boisku, ani na trybunach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ wy się dzisiaj porobiliście mentolowe jak fajerwerki w Nowy Rok! 😂 A ja Wam powiem, że ten cały VAR to dla mnie jak dla Kloppa ten browarek przed meczem — pomaga się skupić, ale nie wygra meczu samemu. Pamiętacie przecież ten bajzel w 2019 z Tottenhamem? Albo ten gol Haalanda z Brentfordem, gdzie VAR pokazał, że robimy co się da, żeby ten zespół grał jak oszalały, nawet jak przeciwnik strzela na 2-0? To nie szczęście, tylko dowód, że ta maszyna została zbudowana do tego, żeby rozgrywać decydujące momenty lepiej niż inni.
A co do Klozza, to ja tam widzę taką historię: jakiś rok temu kupowałem rusztowania na placu budowy w Częstochowie, a facet, co mi je dostarczał, pyta: "Ile chcesz zrobić na tym sezonie, żeby Anfield nie pękło od tłoku?" A ja mu na to: "Bracie, my nie robimy punktów na szczęście, tylko na system i charakter — a ten system to właśnie ten facet, który nie boi się powiedzieć, że jego drużyna jest lepsza nawet jak sędzia patrzy w drugą stronę." I wiecie co? Ten gość teraz co niedzielę ogląda mecze z rodziną i co chwilę krzyczy na ekran: "No widzisz, znów mają więcej determination niż połowa ligi razem wzięta!"
Bo ta cała dyskusja o VAR-ze to jakbyście zaczęli liczyć ile razy wam mama dała buziaka w dzieciństwie — fajnie, że macie cyferki, ale najważniejsze, że ten zespół naprawdę bije się o każdy palec. A Klozzer jeszcze rok? Cholera, to może wreszcie doczekamy się takiego meczu, że policja będzie musiała wołać posiłki na trybuny — bo ktoś tam komuś od szczęścia rozryje gardło od śpiewania You’ll Never Walk Alone! 💪🔥 Pytanie tylko, czy chociaż jeden sędzia da radę dojrzeć coś poza pierdoleniem się z kartką przez 90 minut…
Ale poważnie — VAR nie wygra mistrzostwa za nas, tylko pomoże nam je zdobyć szybciej, żebyśmy mogli jeszcze raz zaśpiewać hymn w śniegu, bo to jest cholernie ważne. Wszakże, kto widział Anfield w styczniu na pełnym gazie, ten wie, że te mury trzęsą się nie od radości, tylko od siły naszych głosów! 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no ale coście dzisiaj tak jakieś VAR-emocjonalni, że aż mnie w dupie skręca! 😂 Pamiętacie, jak w 2016 graliśmy z Burnley FC i mieliśmy więcej sytuacji na gol niż przez cały ten wasz "genialny" sezon z City? A rezultat? 3-1, bo nasi potrafili trafić tylko raz — i nie pomógł nam ani VAR, ani szczęście, tylko czysta robota! A teraz nagle VAR to nasz wybawca, bo dzięki niemu nie przegraliśmy meczu, który mieliśmy wygrać od samego początku? No dajcie spokój, ludzie!
I jeszcze te wasze "decyzje w ostatnich minutach" — pamiętacie ten mecz z Chelsea, kiedy Dejan poszedł na ryby na pole karne i nie zareagował nawet jakby mu ktoś strzelił w tyłek? VAR tam był, sędzia też — i co? Gol dla nich, bo my zagraliśmy jakbyśmy mieli nogi z waty! To nie jest kwestia VAR-u, tylko tego, że czasem tracimy głowę, a przeciwnikowi się poszczęściło.
A Klozzer jeszcze rok? Cholera, no to byście naprawdę zobaczyli, jak ta maszyna działa na pełnych obrotach! Ale powiem wam szczerze — ja tam wolę, żeby ten zespół dalej grał tak, jak potrafi, bez potrzeby liczenia na łut szczęścia czy cudowną decyzję VAR-a. Bo gdyby tak miało być, tobyśmy już dawno nie byli w tym miejscu, gdzie jesteśmy — a chyba nikt nie ma ochoty wracać do czasów, kiedy kibice musieli modlić się o gola na trybunach! 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no ale co wy tam narazie pierończycie jakbyście zapomnieli, że dzisiaj rano jeszcze w lodówce miałem pół słoika ogórków kiszonych i nawet one wiedziały, że ten mecz z City był po prostu zwykłym dniem pracy — żadnym cudem, tylko kolejnym dowodem na to, że nasza maszyna działa tak, jak powinna.
macie cię, Zaglebie_Krakow, że przytaczasz ten mecz z Burnley FC z 2016 — no ale co z tego, że mieliśmy więcej sytuacji? to przecież było wtedy, kiedy każdy nasz strzał z dystansu kończył się tym, że piłka lądowała w rękach bramkarza jakby go ktoś tam posadził specjalnie. a teraz? teraz mamy chłopaków, którzy wiedzą, kiedy trzeba puścić piłkę w poprzek, kiedy nacisnąć, a kiedy dać luz — i VAR tylko potwierdza, że nie oszukujemy ani siebie, ani przeciwników.
i jeszcze te wasze "ostatnie minuty" — no chyba zapomniałeś, jak to jest, kiedy siedzisz na trybunie północnej i widzisz, jak nasz pressing w ostatnich 10 minutach potrafi zużyć drużynę przeciwnika jakby miała na nogach ołówkowe buty. pamiętasz ten mecz z Tottenhamem, kiedy w 85. minucie byliśmy 0-2 i oni mieli jednego zawodnika na boisku, który miał siłę biegać? a my ich dogoniliśmy, bo wiedzieliśmy, że każda sekunda się liczy — i to nie była kwestia VAR-u, tylko charakteru.
a co do Klozza, to ja tam widzę, że ten facet ma jeszcze jeden sezon w sobie, to naprawdę Anfield pęknie nie od szczęścia, tylko od tego, że wszyscy chcą tam być, żeby zobaczyć, jak ta maszyna dalej działa jak zegarek szwajcarski — tylko że z dodatkiem naszych głosów, które potrafią zatrząść całym stadionem. i nie ma tu mowy o żadnych cudach, tylko o tym, że ta drużyna gra tak, jakby miała w nogach więcej determinacji niż połowa ligi razem wzięta.
więc póki co — kibolskie zdrowie, piwo w ręku i czekamy na kolejny sezon, bo jak Klozzer zostanie, to naprawdę może się okazać, że Anfield nie wytrzyma tyle radości. ale nie martwcie się, bo przecież my zawsze znajdziemy miejsce — nawet jakby trzeba było stać w drzwiach.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ale się rozgorączkowaliście dzisiaj — aż mi się za serce chwyciło, jak czytałem te wszystkie emocje, bo przecież nic tak nie rozgrzewa serca kibica jak Anfield w ogniu, a Wy tam rozlewacie ten ogień na wszystkie strony jakbyście mieli podpalać butelki z benzyną przed meczem.
Pamiętacie jeszcze, jak to było w 2019, kiedy gadaliśmy o tym, że VAR to wymysł FIFA, żeby psuć atmosferę? A teraz? Teraz ktoś by powiedział, że bez niego ten zespół byłby jak samochód bez kół — rusza, ale nie dojeżdża. I właśnie w tym jest ten cholerny paradoks: VAR nie robi goli, VAR nie biega za piłką, VAR nie śpiewa You’ll Never Walk Alone na trybunach — ale pomaga nam nie stracić punktów, które na nas nie powinny spaść, bo jesteśmy lepsi.
A co do tej historii z Kloppem — cholera, no ale zobaczycie, co się stanie, jeśli ten facet zdecyduje się zostać jeszcze rok. Bo przecież nie chodzi nawet o to, czy on sam czuje się na siłach, tylko o to, czy my, kibice, damy radę pomieścić w sobie tyle radości. Bo jeśli Anfield pęknie, to nie od szczęścia, tylko od tego, że nikt nie będzie w stanie wytrzymać tego ciśnienia bez wrzucenia kilku szklanek na gaz.
Ale na koniec — niech każdy sobie powie, co czuje. Ja tam uważam, że ten zespół nie potrzebuje ani szczęścia, ani VAR-a, ani cudów — potrzebuje tylko, żeby ci chłopaki dalej wierzyli w to, co robią, a my dalej wierzyli w nich. Bo w końcu, co jest lepsze: mieć VAR-a, który czasem pomaga, czy mieć drużynę, która potrafi wygrać mecz nawet wtedy, kiedy sędzia patrzy w drugą stronę?
No to zdrowie, piwo w garści i czekamy — niech ktoś wreszcie powie, czy to będzie ten ostatni sezon Klozza, czy też może jeszcze jeden cud, który sprawi, że Anfield znów zatrzęsie się od radości. Ale jedno jest pewne: nie będzie nudno.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊