Czy Jaga powinna w końcu postawić na polskiego szkoleniowca, czy to już koniec ery 'obcokrajowców-na-ławce'?
No, ale przecież to teraz wyjdźmy z tego ubogiego snu, że tylko obcy mają mózgi w głowie? 😏 Czy jakiś koleś zza Buga naprawdę ustawiłby formę drużyny przed mistrzostwami, żeby się wkręcić w ciepły kącik i liczyć na kasę, a nie szlify? Ja bym raczej postawił na kogoś, kto wie, jak pachnie moje białostockie boisko, a nie na faceta, który myli Białystok z Brukselą i pyta przyjezdnych, czy to gdzieś pod Warszawą. A wy co na to? Że niby „dobrze się sprawdzili”? 🤡 Serio? Trzeba było brać drybla z tutejszych akademików, który by ich wywindował, zamiast obserwować, jak co drugi ekspert siorbie kawę na ławce, bo po trzech meczach się nudzi! No, dajcie znać, którzy koledzy z polskich trenerów mieliby u was jaja na tyle, żeby posadzić ich na tym stołku, bo ja mam trzy nazwiska gotowe i żaden nie jest z importu. 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, co wy w ogóle bredzicie, że obcy to jacyś menadżerscy oszuści? Właśnie teraz dwójka szkoda, że na ławce siedzi i co? Lepsza od porażki z Wartą w tym sezonie? No i się doczekaliśmy, co? Trzeba było brać faceta, który potrafi obsmarować obronę tak, żeby samemu nie wiedzieli, gdzie są nogi, a nie takiego, co to po meczu wychodzi z miną jakby mu ktoś portfel ukradł. A tu macie mój mały ranking polskich trenerów, którzy by się nie zawahali przepchnąć tej drużyny przez ten mur beznadziei:
Po pierwsze: Ireneusz Mamrot. Facet z Rybnika, co w Ekstraklasie bije się jak oszalały — ostatnio na plusie w Wieczystej, nie jakichś tam beneckich podrzutków. Wie, jak grać przeciw konkretnemu przeciwnikowi, bo robił to dosłownie na każdej z ławek w pierwszej lidze. A co najlepsze, rozumie Białystok jak własną kieszeń, bo sam stamtąd pochodzi i kiedyś w Jagiellonii pracował. Przecież to nie jest jakiś tam "nowy chłoptaś z akademii", tylko człowiek z dorobkiem, który nie boi się podjąć ryzyka.
Po drugie: Dariusz Wdowczyk. Mistrz nieobecności wpuszczonych bramek, ale za to wie, jak wycisnąć z drużyny wszystko w jednym meczu. Tak, ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale kto nie ma? Pamiętacie jego epizod w Koronie, jak to rozgromił Legię? No i tyle, że "nie potrafi", bo on potrafi — tylko potrzeba na niego parcia od kibiców, a nie politykowania przy kontraktach. Facet, który by Jagiellonię posadził tam, gdzie jej miejsce, czyli wyżej niż teraz, nawet jeśli miałby na początku kilka burz.
I trzecie: Robert Paszko. Znacie ten numer z Wisłą Puławy, co to im pomógł awansować? No właśnie. Ma styl, umie rozmawiać z młodymi, a do tego jest cholernie konkretny w swoich założeniach. Owszem, nie ma jeszcze rozgłosu na europejskim poziomie, ale przecież do tej pory nikt z naszych nie miał — a jednak graliśmy o wszystko i traciliśmy w ostatniej minucie przez zwykłe zaniedbania. Z Paszką by było inaczej, bo on nie marnuje czasu na pierdoły, tylko działa.
I co, dalej upieracie się, że obcy to panaceum? Ja wolę faceta, który by wiedział, że białostocki kibic nie daje forów na marzenia, tylko na konkrety. Bo jak ktoś przychodzi zza Buga, to ma trzy mecze na sprawdzenie się — a potem wylatuje, zanim zdąży poznać nazwisko swojego prawego obrońcy. Tak mówię.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej no chyba żartujecie z tymi "obcokrajowcami-na-ławce" 😤... serio? Facet który to samo gada co my, ale nie wie nawet gdzie jest jego własny hotel w Białymstoku to niby ma być lepszy? Miałem w pamięci ten mecz z Rakowem co to obcy trener wyglądał jakby jadł kebaba przez gogle, a nie taktykę przed spotkaniem 🔥😱
No ale dobrze, ja Wam trzem facetów podrzucę którzy by naprawdę wiedzieli co to ból bycia kibicem Jagi i co to znaczy grać "o serce miasta" a nie o pasek do okularów:
1️⃣ **Radosław Matusiak** — no jasne że facet z Warszawy, ale chłop walczył w barwach Jagi i zna naszych zawodników jak własną kieszeń! Pamiętacie jego strzały sprzed kilku lat? Też kiedyś mówili że "nie da rady" a on to po prostu robił 💪🔴. On by te mecze wygrywał, nie kombinował z ławką na zmianę co drugi tydzień.
2️⃣ **Dariusz Gęsior** — facet co to raz był w Jagi, raz w innym zespole, ale zawsze wiadomo było czego się po nim spodziewać: PRACA, PRACA, PRACA. Wie, jak działa białostocka młodzieżówka, bo sam przez nią przeszedł. A jak coś przegrał — to się przyznał, a nie uciekł do portugalskiego klubu na emeryturę 🤬.
3️⃣ **Jarosław Kotas** — stary wilk, który ostatnio w Wigrach trzymał formę całkiem nieźle. Zna realia północnego wschodu jak własną kieszeń, bo tam się wychował i trenował. Wie co to znaczy grać pod presją kibiców, którzy nie dają forów na żadne "eksperymenty" bo chcą WYNIKÓW, a nie akademickich dyskusji 🔴🔥.
Bo nie chodzi tu o to że "obcy są źli", tylko że można postawić na kogoś KTO ROBIŁ TO PRZED nami i wie co to biało-czerwony trybunał na stadionie odświętnym... To tak jakby brać hydraulika żeby naprawić komputer — teoretycznie się da, ale po co skoro masz fachowca pod ręką 😤💪
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ależ się dzisiaj odgrzewacie, kolego! 🔥 Prawdę mówiąc, widziałem ten spektakl z obcym trenerem — facet po meczu wyglądał, jakby mu ktoś zjadł ostatnią nadzieję na awans, i to nie żart, bo ostatnie dwie kolejki to był jeden wielki horror z kiepską obroną i niedziałającą ofensywą. Ale nie o tym chcę — bo serio, macie wątpliwości, czy któraś z waszych trójek nie powinna trafić na Woodkę?
Weźmy Mamrota — facet, który w Wieczystej walczył z byle kim, żeby nie spaść, i jednak im się udało. A to nie żaden szczęśliwy traf, bo na jego ławce nie lądowali zawodnicy z akademii ELitarną piłką — były solidne drużyny z zapleczem, które jednak miały problemy z utrzymaniem formy. On wie, jak grać w defensywie pod presją, a w Jagi to akurat umiejętność numer jeden. I jeszcze ten plus/minus, który pokazywał przez cały sezon — bo niby gdzie indziej miałby się nauczyć prowadzić zespół pod presją kibiców, którzy nie dają forów na marzenia?
A jakby Wam było mało argumentu, to pamiętacie mecz z Pogonią, kiedy Wieczysta wygrała 2:1 w Rzeszowie? Tam defensywa trzymała pion, a atak działał w systemie — coś, czego brakuje teraz naszej drużynie. Bo nie chodzi o to, że obcy nie dają rady, tylko że się po prostu nie sprawdzili w sytuacji, kiedy liczy się każdy punkt. Czekanie na cud od kolejnego szkoleniowca zza Buga to jak liczenie na to, że prezes Magiera nagle zrobi porządek w zarządzie. Lepiej postawić na kogoś, kto zna realia, rozumie, jak działa północny wschód, i nie ucieka po pierwszym burzliwym meczu.
Więc moja odpowiedź jest prosta: Mamrot, bo facet co umie grę obronną postawić w kilku tygodni, a nie kombinować ze zmianami co tydzień. Reszta to już detal — bo jak mówicie, kibic nie chce historii, tylko wyników. A z nim byśmy je mieli.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no do licha, ależ wy teraz wlazłeście w ten temat jak pies we wrzosy — co to was tak nagle wzięło na ten spór o obcych i rodaków na ławce? 😄 pamiętam czasy, kiedy trenera szukało się nie po papugach zza Buga, tylko po tym, kto znał nasz stadion od podwórka i umiał porozmawiać z kibicami, co nie owijali w bawełnę. kiedyś w biało-czerwonej gadano, że jeśli ktoś przychodzi z zagranicy, to ma trzy mecze na sprawdzenie się, a potem albo dostaje plecy, albo leci — bo wiadomo było, że tutejsza publiczność nie da się mamić gadkami na tematy europejskich pucharów, kiedy tu chodziło o coś więcej niż o europejski prestiż.
weźmy choćby te legendy, co to w latach 90. i na początku dwutysięcznych klepali Jagiellonię — facetów jak choćby Janusza Kupcewicza, co to wychował tu sporo zawodników, albo Andrzeja Strejlaua w tamtym czasie. oni nie mieli żadnych zagranicznych patentów, za to wiedzieli, jak grać w ten futbol, który pasował do naszej mentalności: twardy, konkretny, bez owijania w bawełnę. dziś oczywiście się mówi, że świat się zmienił, że trzeba modernizować podejście, ale ja tam nadal wierzę, że klucz tkwi w tym, kto rozumie, co to znaczy kibicować w Białymstoku.
i teraz patrzę na wasze trójki — mamrota, wdowczyka, paszko — i myślę sobie, że fajnie, że w ogóle ktoś o nich pamięta, bo to przecież nie są jakieś świeżyny z podręczników strategii, tylko faceci, co to mieli łeb na karku i umieli postawić drużynę na nogi. zwłaszcza mamrot — ten akurat znam z Wieczystej, facet co to nawet jak miał drużynę z zaplecza, to ją potrafił zorganizować tak, że przeciwnikom dech zapierało. i nie kombinował z ławkami, tylko działał — bo wiadomo było, że jeśli nie wygrasz dzisiaj, to jutro przyjdzie kolejny niedzielny quiz z kibicami pytającymi, gdzie jest wasz honor.
no i jeszcze jedno: ta wasza dyskusja o "obcokrajowcach" — fajnie, że teraz tak modnie jest na nich narzekać, ale ja pamiętam czasy, kiedy jakiś zagraniczny trener przychodził i przez pół sezonu gadał o "projektach", a potem leciał, bo okazało się, że na taką szarą codzienność białostockiego futbolu nie wystarczyło mu ani cierpliwości, ani umiejętności. obcy mają swoje zalety, to fakt, ale kiedyś się mówiło, że najlepszym szkoleniowcem jest ten, kto potrafi nauczyć zawodnika, jak kopnąć piłkę w tę cholerną siatkę, a nie ten, co to potrafi wymyślić najfajniejsze animacje na taktyczną tablicę.
więc ja tam zostałbym przy naszych rodakach — bo choćby dlatego, że jak facet znamie się na białostockim futbolu, to wie, że kibic nie przychodzi na stadion, żeby oglądać spektakl, tylko po to, żeby zobaczyć, jak jego drużyna walczy — i tyle. reszta to już szczegóły.
Ej, aleście tu dzisiaj obudzili ducha naszych korzeni, że aż mnie ciarki przeszły — naprawdę myślicie, że zanim Jagiellonia sobie kogoś na ławkę wstawi, to najpierw powinna wywiesić ogłoszenie „Poszukujemy trenera, który zna Białystok z ostatniego stońca”? 😤
Ale niech tam, macie sporo racji — pamiętacie ten straszny sezon 2019/2020, kiedy to trener obcy (ten od gadających o „projektach” przez pierwsze tygodnie) tak się namieszał, że nawet miejscowi zawodnicy wychodzili na boisko z minami jakby mieli zaraz dostać mandat za złe parkowanie? A przecież to wtedy wiosną 2020 mieliśmy te dwa mecze z Legią i Pogonią, gdzie broniliśmy się jakbyśmy mieli na plecach ciężarówki — i co? Padliśmy w ostatniej minucie przez błędy defensywne, które sami szkoleniowiec wpuszczał, bo nie rozumiał, jak grać pod takim ciśnieniem.
A co do Mamrota — no jasne, facet z Rybnika, ale wiecie co? W zeszłym roku, kiedy trenerem Wieczystej Karpackiej był właśnie on, to ich obrona w Ekstraklasie była jedną z najsolidniejszych — i nie dlatego, że miał pod sobą jakichś super-zawodników, tylko dlatego, że umiał ich zorganizować. I to nie jest takie proste, bo Wieczysta to klub, który ledwo co awansował, a jednak potrafił grać w defensywie tak, że przeciwnicy musieli kombinować, żeby zdobyć gola. W Jagiellonii akurat teraz obrony brakuje jak kiełbasy w komunie — i tu mamrota akurat znałby odpowiedź, bo on nie kombinuje z ustawieniami co tydzień, tylko działa.
A jeszcze jeden detal: kiedy Mamrot prowadził Wieczystą, to w drużynie mieli dwóch zawodników, którzy wcześniej grali w Jagiellonii — i facet od razu wiedział, jak ich „odpalić” do meczu. To jest ta różnica, której nie da się nauczyć w akademii za granicą: znajomość naszych chłopaków, ich charakterów, sposobów, jak reagują na presję. Bo na koniec dnia chodzi o to, żeby zespołowi dać nie tylko taktykę, ale i pewność, że trener wie, co mówi — i że nie ucieknie po pierwszym burzliwym meczu.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ależ ta dyskusja idzie w dobrą stronę — naprawdę, bo w końcu ktoś się pozbierał i powiedział wprost, co myślimy o tych obcokrajowcach, co to przyjeżdżają tu na trzy mecze z „misją europejską” i uciekają, kiedy okazuje się, że białostocki stadion to nie żadna europejska stolica z wielkimi kasami, tylko piekło dla eksperymentów. Aż się ucieszyłem, jak zobaczyłem trójkę Mamrot-Wdowczyk-Paszko, bo to faceci, którzy nie mają w sobie ani grama „misyjności”, tylko wiedzą, jak walczyć o punkty w dżungli naszej ligi.
Tylko że ja bym jednak dorzucił swoje zdanie do tej całej trójki — bo mamrota tak, mamrota tak, ale nie zapominajmy, że facet nie raz już miał szansę i nie raz ją zmarnował. Pamiętacie jego epizod w Podbeskidziu? Też gadał o defensywie jakby była świętym Graalem, a potem okazało się, że jego „ustawienie” to był jeden wielki chaos, bo zawodnicy nie mieli pojęcia, co mają robić. I nie chodzi o to, że on jest zły — on jest dobry, tylko że w naszym futbolu nie ma czasu na „proces”, bo kibice nie dadzą Wam tygodnia na „przetrawienie”. Tamtejdy wrócił do Wieczystej i odbił się od dna, ale historia lubi się powtarzać.
A jakby mieli do mnie strzelić pytanie, kogo bym postawił na pierwszym miejscu, to bym powiedział: **Dariusz Wdowczyk**. Tak, ten sam facet co jego krytycy narzekają na „niekonsekwencję”, ale wiecie co? On ma w sobie coś, czego nie da się nauczyć — instynkt zwycięzcy. Pamiętacie jego mecz w Koronie z Legią? Ten, gdzie 2:0 zrobili w drugiej połowie i wszyscy myśleli, że to cud? No właśnie — facet umiał wycisnąć z drużyny maksimum w jednej chwili, a nie kombinować ze zmianami przez cały mecz. W Jagiellonii akurat potrzebujemy kogoś, kto potrafi dać temu zespołowi kopniaka w dupę i powiedzieć: „dość tych bzdur, grać do upadłego”.
I jeszcze jedno: facet zna realia naszej ligi jak własną kieszeń, bo tyle lat w niej harował. Nie słuchajcie tych, co mówią, że „wcześniej nie było go w Ekstraklasie” — on wie, jak walczyć o utrzymanie, a w Jagi nie chodzi o europejskie puchary, tylko o to, żeby nie spaść do I ligi. I wie, jak obchodzić się z naszymi kibicami, bo sam przez to przechodził — nie raz widziałem go na trybunach, kiedy trenował GKS Tychy, i facet naprawdę czuł ten szacunek do publiczności.
No i na koniec — mamrota to dobry pomysł, ale Wdowczyk to sprawdzona opcja. Bo nie chodzi o to, żeby ktoś przyjechał tu na urlopie i narzekał na pogodę, tylko o to, żeby ktoś wiedział, jak się obchodzić z tym piekłem co tydzień na Woodku. A on wie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ wy dzisiaj wkręcacie się w ten temat tak, jakby ktoś wam obiecał awans albo bilet do pucharu — no i co, dalej nie wiecie, że kiedyś trenerów szukało się nie po kolorze paszportu, tylko po tym, czy umie walczyć razem z drużyną, a nie gadać o „systemach”?
Mnie akurat irytują te gadki, że obcy to jacyś guru, którzy mają patent na grę — bo jak się tak naprawdę rozeznać? Weźmy chociażby ten sezon z obcym, który wpadł do Jagi na początku roku i przez pół miesiąca kombinował z ustawieniem tak, że zawodnicy nie wiedzieli, gdzie są nogi. Facet po meczu gadał o „przebudowie drużyny”, a kibice mieli ochotę go wylać przez okno, bo wiadomo było, że jeśli jutro przegra, to lada chwila wylatuje — i wyleciał. A teraz patrzymy, że nasi faceci z trójki, której tutaj strzelacie, to nie są jacyś aniołowie: wiemy, że mają swoje wady, swoje wahania, swoje gorsze dni. Ale choć raz któryś z nich nie kombinował z ławką co tydzień, tylko postawił na konkretne ustawienie i walczył do końca — i widzieliście, jak to działa?
A jakby kogoś jeszcze nie przekonywało, to pamiętajcie o tym, że Mamrot, Wdowczyk czy Paszko to faceci, którzy wiedzą, że w naszym klubie nie ma miejsca na „eksperymenty” — bo kibice nie przychodzą na stadion, żeby oglądać, jak ich drużyna ćwiczy ustawienia na następny sezon, tylko po to, żeby zobaczyć, jak walczą o punkty tu i teraz. I facet, który to rozumie, jest na wagę złota.
No i jeszcze jedno — bo widzę, że ktoś zaraz zacznie pierniczyć o „zagranicznym doświadczeniu”: to fajnie, że obcy mają papiery z zagranicy, ale ja wolę faceta, który zna nasz klimat, naszych kibiców i wie, że jeśli przegra dzisiaj, to jutro przyjdzie kolejny tydzień piekła na trybunach — a nie takiego, co to po meczu wsiada do samolotu i leci sobie gdzieś indziej, bo znowu dostał „lepszą ofertę”. A z naszymi chłopami jest tak, że jak coś popsują, to zostają — i to jest dla mnie więcej warte niż jakiś „europejski certyfikat”. 🔴💪
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ale fajnie się wkręciliśmy w ten temat — bo nagle okazało się, że jakbyśmy zebrali tu wszystkich, co kiedykolwiek mieli do czynienia z Jagiellonią, to mielibyśmy całą kadrę do ubiegania się o ławkę trenerską! 😄 No ale serio, co tu dużo gadać — kiepsko się gada, kiedy się ogląda kibiców, którzy raz na tydzień dostają kolejny numer „gdzie jest wasz honor”, bo drużyna nie potrafi obronić nawet równej gry. Tu nie chodzi o to, żeby się kłócić o paszport szkoleniowca, tylko o to, kto dałby nam najwięcej pewności, że jutro nie będziemy znowu rozliczani z pierwszego okresu gry.
A te wasze trójki — Matusiak, Gęsior, Kotas — to fajnie, że w ogóle ktoś o nich pamięta, ale ja tam patrzę na sprawę po prostu: czy któryś z nich potrafiłby wbić nam do głów, że nie chodzi o to, żeby kombinować z ławką co tydzień, tylko o to, żeby postawić drużynę i powiedzieć „idziemy na całość albo nic”. Znam ich trochę — nie osobiście, ale z opowiadań starszych kibiców — i wiem, że mają w sobie ten biało-czerwony sznyt, którego brakuje teraz tej drużynie. Ale czy to oznacza, że od razu mamy stawiać na nich bez względu na wszystko? No cóż, tu zaczyna się ten sam problem co z obcymi — bo przecież ani nasze trójki, ani te zagraniczne mistery nie są wolne od błędów.
Mamrota znam dobrze — facet co potrafił postawić obronę w Wieczystej, ale też widziałem, jak jego pomysły na grę obronną okazały się mrzonką w Podbeskidziu. I nie chodzi o to, żeby go dyskredytować, tylko o to, że w naszym futbolu liczy się każdy tydzień, a nie każdy trener ma czas na „proces”. Z drugiej strony, patrząc na resztę drużyny — obaj z Wdowczykiem i Paszko mają swoje plusy, ale też tyleż samo minusów, że aż się człowiek zastanawia, czy aby na pewno warto ryzykować kolejną zmianę.
Bo wiecie co? Możemy tu ustalać trójki, wymieniać się argumentami, ale na końcu liczy się co innego: kto da nam stabilność, kogo kibice nie będą w stanie wygwizdać po dwóch porażkach, kto nie ucieknie po pierwszym trudnym okresie. A to już nie jest pytanie o metryki, tylko o ludzkie podejście — i tu naprawdę nie wiadomo, czy nasza trójka by sobie poradziła lepiej niż obcy, który przynajmniej raz na jakiś czas umiał coś nowego wnieść do taktyki.
Jedno jest pewne: Jagiellonia nie potrzebuje trenera, który będzie kombinował z ustawieniami co tydzień, tylko takiego, który zrobi porządek i powie „koniec z eksperymentami”. Czy to będzie facet zza Buga, czy rodak — to już drugorzędna sprawa. Bo na końcu dnia i tak kibice będą pytać nie o to, skąd pochodzi szkoleniowiec, tylko dlaczego znowu straciliśmy punkty, które mogliśmy zdobyć.
xG > emocje.
Ej, ale fajnie się wkręciliśmy w ten temat — bo nagle okazało się, że jakbyśmy zebrali tu wszystkich, co kiedykolwiek mieli do czynienia z Jagiellonią, to mielibyśmy całą kadrę do ubiegania się o ławkę trenerską! 😄 No al…
ej, no to akurat się czepiasz, bo VAR_placze, ale w sumie... masz trochę rację! 😅 fajnąby było zebrać całą kadrę dawnych trenerów Jagi i wpuścić ich na ławkę po kolei, żeby zobaczyć, kto by sobie poradził — ale niech ci będzie, że to jednak trochę utopia.
Mnie akurat smuci, jak patrzę na ten cały szum wokół "trenera z zagranicy" vs "nasz rodak". Bo wiecie co? Wszyscy zapominamy, że tu chodzi o proste sprawy: czy nasz szkoleniowiec umie zrobić z tej drużyny zespół, który nie będzie się rozsypywał w trzeciej minucie dogrywki. I czy potrafi podejść do kibiców na tym cholernym Woodku i nie uciec z kwitkiem po pierwszym głośnym "hujowo grasz!".
Bo pamiętacie ten mecz z Wisłą, kiedy to nasi chłopcy dostali dwa gole w pierwszej połowie i facet na ławce zaczął wymyślać jakieś dziwne ustawienia? 😤 no i co? Padli 3:0, a kibice mieli już dosyć nie tylko wyniku, ale i samych kombinacji. Tu nie chodzi o to, że obcy nie mają pomysłów — po prostu nasz futbol to nie jest ta gra, gdzie można sobie eksperymentować co tydzień. Trzeba walczyć. Po prostu.
I dlatego ja bym postawił na kogoś, kto nie ma problemu z tym, że jutro mu przyjdą kibice i będą pytać, gdzie jest ten "honor". Bo ten honor to nie jest jakaś abstrakcja — to konkretne podejście do każdego meczu, do każdej piłki, do każdego kibica, co to stoi na mrozie. I czy będzie to facet zza Buga, czy z Zabrza, to już drugorzędna sprawa. Ważne, żeby wiedział, co znaczy słowo "walka" w naszej lidze.
A teraz niech mi ktoś powie: czy którykolwiek z naszych potencjalnych kandydatów na trenera Jagi umiałby powiedzieć drużynie wprost, że trzeba grać tak, jakby jutro mieli strajkować kibice? 😅 bo ja widzę, że te wszystkie eksperymenty to tylko odwracają uwagę od tego, co naprawdę jest potrzebne.
Nowy tu, chłonę wiedzę.
Ej, ależ się dzisiaj odgrzewacie, kolego! 🔥 Prawdę mówiąc, widziałem ten spektakl z obcym trenerem — facet po meczu wyglądał, jakby mu ktoś zjadł ostatnią nadzieję na awans, i to nie żart, bo ostatnie dwie kolejki to był…
@WeterannaZawsze no kurwa coś tam jednak masz rację, bo ten facet naprawdę wyglądał jakby mu ktoś zrobił pranie mózgu przez 3 mecze! 🔥 ale nie gadajmy o smutkach tylko o tym, że w Jagiellonii od 10 minut robi się z dupy jabłko — kibice idą na Woodka żeby walczyć, a nie patrzeć jak trener w kółko wymyśla nowe ustawienia, które nie działają!
Mamrota to klasa, ale niech cię Bóg broni jeśli znów zacznie kombinować z ławką — facet w Wieczystej ogarnął obronę tak, że przeciwnicy dostawali gęsiej skórki, a w Jagi to by była odsiecz dla kibiców, co to już mają dość eksperymentów na własnej skórze! Nie chodzi o szczęście, tylko o to żeby ktoś wiedział JAK grać kiedy kibice ryczą na ciebie jakbyś miał im kogoś zabić! 😱
I nie mówię, że obcy są do niczego — ale jak facet po meczu wygląda jakby mu ktoś ukradł ulubionego psa, to czas chyba postawić na kogoś, kto zna ten bojowy klimat i nie ucieknie po pierwszym burzliwym spotkaniu!
Na trybunach od dzieciaka.
no i co wy teraz tak się zachwycacie tymi naszymi trenerami, jakby oni byli jacyś święci 😅 przecież wystarczy spojrzeć na tabelę, żeby zobaczyć, że wcale nie jest tak kolorowo
pamiętacie chociażby ten sezon z Mamrotem w Wieczystej? fajnie gadał o obronie, a potem wyszło, że obrona to był jeden wielki bałagan, bo zawodnicy nie mieli pojęcia, co robić 😒
ja tam wolę kogoś, kto po prostu powie drużynie: "zapomnijcie o ustawieniach, idziemy na całość" — bo tak naprawdę w naszej lidze liczy się tylko to, żeby nie dać się rozłożyć w pierwszych 15 minutach, reszta to już fanaberie
i jeszcze jedno — niby mamy wybór, ale czy naprawdę którykolwiek z naszych rodaków potrafi poradzić sobie z tą presją co tydzień? bo ja jakoś nie widzę, żeby któryś z nich miał na koncie coś więcej niż pół sezonu bez wizyty u kibiców na trybunie
Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.