Czy Jaga powinna wreszcie postawić na rodzimy talent z Podlasia, czy nadal wołać legendarnych obcokrajowców?
No a co, znowu te zakłady biorą was za mordę? Tyle pompy wokół nowych obcokrajowców, a przecież mamy własne złoto pod bokiem — przez 6 miejscowych chłopaków w pierwszym składzie to jakbyście zapomnieli, że na Podlasiu potrafią piłkę kopnąć. Jasne, że czasem trzeba kombinować z gotowców, ale skoro aż tyle rodzimych talentów pcha się do góry, to może jednak nasze pójdzie dalej niż chińska inflacja. 😏 Swojskie w żyłach grać umieją, a tu cały czas czekamy na ten moment, w którym ktoś wreszcie powie: "no dobra, dajcie im szansę i niech się sprawdzą". A wy? Cały czas wołacie obcych i liczycie, że ci coś uratują — a oni tylko co drugi mecz trafiają do bramki, nie do siatki. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A toś ty dzisiaj przyjął na siebie rolę ojca chrzestnego nowej Jagi? Można by pomyśleć, że nie oglądasz składu od tygodni, a tymczasem co czwartek wychodzi ten sam numer. Sześć miejscowych w pierwszym składzie to nie żaden eksperyment, tylko dowód, że trener nie buja w obłokach — raczej sprawdza, co z tego wyrośnie, nim pójdzie na całość. A co do tych obcokrajowców, których niby nigdy nie ma: kto ci powiedział, że nie mieliśmy ich przez lata zamiast rodzimych talentów? Teraz akurat mamy zespół z charakterem, a nie z papieru.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
no ale wam to wciskać dziwne tezy to nie daj Boże 😱 przecież od kilku lat Jaga BIJA SERCEM nie żadnymi superobcokrajowcami co to raz na jakiś tam mecz coś kopną — pamiętacie jeszcze te lata jak się modliliśmy o jeden gol rodzimy? A teraz mamy 6 miejscowych w pierwszym składzie i ktoś tam jeszcze marudzi?! 💪 szlag by trafił tych co ciągle patrzą na obcych jak na zbawienie a zapominają że nasze chłopaki z lasów podlaskich od małego w boisku się tłuką!
i jeszcze te gadania o "charakterze" — a co, mieliśmy charakter kiedy to byli obcy co to co drugi raz nie wiedzieli gdzie jest północ w tym Białymstoku?! 🤬 miejscowi grają z ogniem w oczach bo wiedzą że kibice ich WIDZĄ i rozumieją każdy ich krok! to nie papier to żyły co pulsują w stadionie 🔴🔥
i co wy na to — że niby nasze złoto ma mniej do powiedzenia niż jakiś tam dopiero co ściągnięty napastnik który pierwszy raz widział trawę w Ekstraklasie?! ROZUMIEMIE?! 😡
W radości i smutku, do końca z nimi.
No dobra, zaraz wam powiem co mnie właśnie uderza, kiedy czytam te wieści o naszych chłopakach z Podlasia.
Widzicie, byłem kilka tygodni temu na meczu rezerw — normalka, powiedzmy trzeci poziom, niedziela rano, nikogo poza rodzinami nie ma. Siedzę sobie na trybunie, patrzeć jak nasz prawy obrońca, ten Nowak z Sokółki, robi jeden drybling za drugim po bandzie. Dość powiedzieć, że chłopak całkiem niedawno wychodzi z grup juniorskich, a grał tak, jakby miał za sobą sto występów w Ekstraklasie. I wiecie co? Kibice na trybunie zagrzewali go, że aż echo szło po trybunach. A on się nie speszył, nie odpuścił — po prostu normalnie, swojsko, z tą naszą jagiellońską zaciekłością. I tak dalej, jeden po drugim: paru innych też było, no i pomyślałem sobie: chwila, jeśli tacy młodzi, niedoświadczeni jeszcze, potrafią tak grać na boisku, które ledwo się widzi w telewizji, to jak oni zagrają, kiedy na trybunie będzie tysiąc osób krzyczących "Do przodu, do boju!"?
To nie jest takie, że trener eksperymentuje — to jest dowód na to, że nasza akademia naprawdę działa. Mamy teraz drużynę, która gra w konkretnym stylu, z charakterem, i to nie dlatego, że ktoś ją poskładał z gotowców, tylko dlatego, że te sześć miejscowych chłopaków ma w oczach ten sam ogień, który my wszyscy czujemy. Aż strach pomyśleć, co będzie, kiedy ten Nowak albo któryś z kolegów zrobi pierwszy krok w podstawowym składzie na jednym z większych stadionów. Obcokrajowcy nie mają czego szukać w tym mechanizmie — oni są albo szlifierkami do formy, albo rezerwą na ostatnią chwilę. A my? My mamy coś, czego nie da się kupić: serce i tożsamość. I to się czuje na każdym meczu, nawet jak gra nie idzie po naszej myśli.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no cóż, widzicie, kiedy ja byłem jeszcze tym młodym chłopcem co to zajeżdżał rowerem pod białostocki stadion na pięcioletnie derby z Wartą, to nawet nie śniło nam się, że kiedyś na murawie będzie mogło stanąć sześć miejscowych chłopaków z jednego regionu. w tamtych czasach to byliśmy zdani na obcokrajowców co to albo od razu uciekali jak im zagrało się zbyt ostro, albo sadzali się na ławce i patrzyli na zegarek. pamiętam jak dziś naszego Jacka Bayera — fana czwartej ligi niemieckiej co to nie umiał powiedzieć dwóch słów po polsku, a dostał kontrakt bo ktoś mu zapłacił za przyjezdne. no i oczywiście nikt nie pamięta jego bramek, za to wszyscy pamiętają jak wpuścił piłkę do własnej bramki w meczu z Wisłą, bo nie zrozumiał sygnału trenera. hah! dziś bym się z tego uśmiał, ale wtedy to była tragedia narodowa.
a teraz? teraz mamy Nowaka, który biega po bandzie jakby całe życie spędził na boisku, i takich jeszcze kilku. i wiecie co? to nie jest tak, że nagle się obudziliśmy w nowej erze — to jest efekt pracy, którą zaczęliśmy lata temu, kiedy to ktoś wpadł na pomysł, żeby wreszcie postawić na tych co grają z duszą, a nie z papieru. pamiętacie jeszcze tych wszystkich juniorów co to latami jeździli na turnieje w ubraniach co wisiały na nich jak worek, albo jak ten Krzychu z Sokółki co to po meczu schodził z boiska i zaraz brał się do malowania ogrodzeń wokół stadionu, żeby mieć na benzynę? no i teraz się doczekali — ich wychowankowie grają w pierwszym zespole i robią za wzór dla reszty.
i nie mówię, że obcokrajowcy to zło — oni mają swoje miejsce, zwłaszcza jak trzeba dorzucić do składu trochę doświadczenia. ale kiedy słyszę, że ktoś jeszcze marudzi, że "może jednak ten jeden zagraniczny napastnik by coś uratował", to aż mi się chce zaśmiać. bo dziś nie chodzi o ratowanie — chodzi o budowanie czegoś trwałego. coś co przetrwa, kiedy tamci obcy już dawno wyjadą z miasta z powrotem do swoich ciepłych krajów. a nasze chłopaki? oni tu zostaną, oni będą dalej grać z ogniem, nawet jak gra nie pójdzie — bo to jest ich dom, ich kibice, ich pieprzona Jagiellonia. i na to nie ma ceny.
więc nie, nie wołajmy więcej obcych. niech tamci się sprawdzają, niech dostają szansę, a my patrzymy, jak nasze podlaskie złoto rośnie razem z drużyną. i kiedyś, zobaczycie, to oni będą tymi co poprowadzą Jagiellonię do czegoś wielkiego — nie dlatego, że ktoś im to podarował, tylko dlatego, że na to zapracowali. tak jak my kiedyś zapracowaliśmy na każdy gol i każdą sekundę na trybunach. stara szkoła, moi drodzy, stara szkoła.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No do licha, aleście się zebrali dzisiaj jak na sejmik podlaski — a ja tu sobie myślałem, że pójdę pograć w piłkę na Orliku, a trafiłem prosto w ogień! 🔥 Ale dobra, skoro już jesteście tak rozpaleni, to powiem wam coś, co mnie wkurza najbardziej: że w tej dyskusji nikt nie mówi o tym, że tych sześciu chłopaków z Podlasia w pierwszym składzie to nie żaden przypadek ani kaprys trenera, tylko efekt długiego tygodnia w knajpie u "Ziutka" przy ulicy Legionowej, kiedy to stary Wierzbicki (ojciec jednego z nich, nie mylcie z trenerem Wierzbickim, bo ten to akurat jest z Piotrkowa) powtarzał swoim synom i kumplom: "Słuchajcie, wy macie coś, czego ci obcy nigdy nie mieli — dom, kibiców, którzy was rozumieją bez słów i boisko, które czujecie pod stopami".
I wiecie co? Oni to wiedzą. Wczoraj widziałem ich na treningu, jak się żegnali z kolegami, bo jeden z nich miał przyjechać na mecz ze swoją dziewczyną — normalna sprawa, prawda? No ale proszę bardzo: jeden z miejscowych, ten z Janowa, zerwał się z ławki i poszedł zrobić jej zdjęcie na tle tablicy z napisem "Białystok — Jagiellonia". A potem jeszcze wziął jej telefon i nagrał sobie swój głos mówiący: "Dzisiaj gramy dla was, dziewczyno, pamiętaj — bo za rok to ty możesz być na trybunie i krzyczeć na mnie, jak nie strzelę gola". I ja wam mówię — to jest ta różnica między naszymi a tymi co to przyjeżdżają tu na dwa lata, liczą kasę i uciekają z hukiem, kiedy sprawy idą źle.
A teraz pytanie do was: ilu z tych obcokrajowców, których ściągaliście w ostatnich latach, znało trasę autobusu od stadionu do szpitala miejskiego? Albo wie, że w Białymstoku nie ma metra, więc jak się spóźnisz, to będziesz biegł piechotą przez całe miasto? Bo ja wiem, że moi kumple z Sokółki, których akurat znam osobiście, potrafili opowiadać całą historię stadionu Dojlidy — nie z książki, tylko z własnego doświadczenia. A teraz powiedzcie mi, jakie to ma znaczenie, kiedy idziecie obstawiać zakłady? 💸
Bo w końcu co jest lepsze: facet, co zna Białystok lepiej niż swoją kieszeń, czy taki co dopiero się pyta, gdzie jest tu najbliższy market? Mnie osobiście nie trzeba więcej argumentów. No chyba że ktoś ma ochotę mi jeszcze raz wytłumaczyć, dlaczego wolimy importować frustrację w kształcie obcokrajowca, który wraca do domu po trzech miesiącach z niczym? 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No ale co wy właściwie WAMIELCIE🔥😱 boście tak rzygacie tą nostalgią po starych dobrych czasach że aż się boję że następne pokolenie chłopaków z Podlasia będzie grało w koszulkach z napisem "pamiętamy Jacka Bayer'a" zamiast "Jagiellonia"🤬
Siema Wojtku, fajnie że Ci się teraz podoba nowiutki Nowak co to biega jak szalony, ale pamiętaj że rok temu ten sam Nowak jeszcze kopał piłkę na boisku rezerwowym w piątkowy wieczór przy ośmiu kibicach i dwóch psach, no i teraz niby nagle stał się tym rewelacyjnym talentem co to sam wszystko rozwiązuje? A gdzie byli ci kibice co dopingowali kiedy był mniejszy niż lokalny kiełbasa? 🤡
I Aga, stara szkoła to stara szkoła, ale teraz ten Nowak nie startuje na Orliku przeciwko jakiś amatorom z okolicznej wsi — on startuje z tymi obcymi co mają po trzy ligowe lata więcej i wiedzą jak wycisnąć ostatni procent z ciała. I co? Będzie mu wolno podejść do autu, rozłożyć ręce i powiedzieć "ja tu jestem taki urodzony"? No ale trudno, bo jak ktoś nie umie w okrutną walkę na boisku, to niech lepiej idzie grać do ligi okręgowej i nie marnuje naszego czasu!
A ty Kolejorzu z twoim facetem co zna trasę autobusu od stadionu do szpitala... no super, ja akurat w tym tygodniu pytałem się dwóch obcokrajowców, gdzie jest szpital, bo jeden z nich zwymiotował na trawę przed rozgrzewką, no i oni WYŚMIENICIE wiedzieli że obok stadionu jest, bo akurat mieli problem z trawienicm 😂 Ale serio, facet co nie umie zagrać w piłkę, tylko zna drogę do apteki, to jaki jest sens w ogóle go kupować? No nie?
ej kurde, aleście dziś wzięli się za naprawianie świata na siłę no ale co wam zrobię — posłuchajcie starego wyjadacza, który jeszcze pamięta czasy jak to sięgano po obcokrajowców dopiero jak cała piłkarska okolica wyliże się wzajemnie
pamiętam ten słynny sezon jak do nas przyjechał ten jeden napastnik, co to miał przywiezionego z Holandii, głośno było że "nasz ratunek". facet nie umiał złapać piłki w powietrzu, za to perfekcyjnie potrafił kopnąć w krzak za linią boiska — i wiecie co? dostał szansę przez cztery kolejki, bo trener liczył że się "zaadaptuje". a adaptował się tyle co nasz koń Jagoda w tramwaju warszawskim, czyli w ogóle. za to miejscowi chłopaki, ci z Podlasia, tamci co to od lat się tłukli na boiskach od Sokółki po Bielsk, byli wtedy o krok od rezerw — i nikt ich nie dopingował, nikt nie wierzył że mogą coś ugrać, bo niby kto miałby im wierzyć jak się nikogo nie zna?
i teraz co? teraz mamy Nowaka, który strzelił gola w derbach z Wigrami — gola, który przesądził o wyniku, i zrobił to tak, że wszyscy od razu wiedzieli: "a to jednak coś więcej niż tylko lokalny chłopaczek". a dlaczego? bo ten gol nie był przypadkiem, tylko skutkiem pracy dziesięciu lat, kiedy to ci sami chłopacy jeździli na turnieje w autobusie bez klimatyzacji, spać wychodzili w szatni na drewnianych pryczach i marzyli tylko o tym żeby kiedyś usłyszeć, że ktoś na nich czeka przy wejściu na stadion.
teraz mówisz Sedziu, że rok temu Nowak kopał na rezerwach z ośmioma kibicami i dwoma psami — no i co z tego? przecież dziś nie gramy dla tych ośmiu kibiców, tylko dla całego miasta, i właśnie o to chodzi! ten chłopak nie dostawał szansy przez lata nie dlatego że nie umiał, tylko dlatego że w systemie nie było dla niego miejsca. a teraz, kiedy wreszcie jest, to nagle wszyscy mówią że to magia — nie, to po prostu sprawiedliwość, która nadchodzi wolno, ale przychodzi.
i jeszcze ten twój przykład z obcokrajowcami co to znają drogę do apteki — no super, niech sobie znają, tylko czy to dzięki tej wiedzy strzelali gole w derbach z Arką? czy może dlatego że mieli w plecaku milion euro kontraktu i myśleli tylko o tym jakby tu szybciej zwinąć manatki? miejscowi mają coś więcej — mają w oczach to co my wszyscy czujemy na stadionie: że gramy nie dla pieniędzy, nie dla sławy, tylko dla siebie nawzajem. i to się czuje w każdym meczu, nawet jak gra leci nie po naszej myśli.
więc no ale zobaczymy, czy wasz entuzjazm nie opadnie kiedy zobaczycie, jak Nowak w środku sezonu dostanie ofertę z GKS-u i nagle okaże się że nie każdy z naszych chłopaków ma ten sam ogień — bo ogień trzeba pielęgnować latami, a nie kupić za grosz.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Mówię wam, w tym tygodniu byłem na meczu juniorek i co tam zobaczyłem? Maluchy z naszej akademii, te co mają po dziesięć lat, kopały piłkę tak, jakby na szali wisiała drużyna seniorów, a nie zwykłe treningowe podania. I wiecie co je napędzało? Nie nagrody, nie kontrakty — tylko to, że ich starsi koledzy, tacy jak Nowak czy ten chłopak z Janowa, grali w pierwszym zespole i dawali im cel do którego trzeba dążyć. Wystarczyło, że któryś z nich wziął ze sobą medal z derbów albo koszulkę po meczu w Gliwicach, a maluchy od razu grały jak oszalałe. To jest ta magia, której nigdy nie kupicie za granicą — to nie tylko technika, to przekonanie że tutaj się coś buduje, a nie tylko zarabia. I właśnie o to chodzi w tych sześciu miejscowych w pierwszym składzie: nie chodzi o to, że teraz od razu jesteśmy mistrzami, tylko że mamy drużynę, która wie dlaczego nosi tę samą koszulkę co my.
Najpierw próba, potem wnioski.
Wiecie co mnie dzisiaj rano uderzyło, jak otworzyłem oczy i na ekranie telefonu wyskoczyła mi notyfikacja: "Jagiellonia wygrała w rezerwach 4:1 — Nowak strzelił dwa". Najpierw pomyślałem, że to jakiś kolejny fejkowy portal albo stary news z innego sezonu, bo akurat wracałem z nocnej zmiany w aptece i miałem wrażenie, że spałem może dwie godziny. Ale nie — to był dzisiejszy mecz, i ten Nowak, o którym tyle się mówi, rzeczywiście drugi raz z rzędu trafia do siatki. No ale co mnie w tym najbardziej poruszyło? Że niedawno jeszcze kopałem z nim razem w niedzielę na Orliku w Błoniach, kiedy nasza miejscowa ekstraklasa juniorska rozgrywała swoje derby z Wigrami II. Siedziałem wtedy na ławce rezerwowych i miałem przy sobie swoją starą puszkę po napoju, bo akurat byłem na papierosa — no, nie oszukujmy się, nie zrezygnowałem z nałogu, ale teraz noszę ze sobą już nie puszkę, tylko butelkę wody i notes, żeby móc zanotować te wszystkie obserwacje.
Zgadzam się z Pogonem w stu procentach — ta sprawiedliwość, która w końcu przyszła dla miejscowych chłopaków, to jest coś, co się nazywa. Mnie osobiście uratowało w młodości to, że znalazłem mentora w osobie starszego kibica z Białegostoku, który kiedyś pracował jako mechanik w miejskiej comunicaciónie i woził piłkarzy juniorskich na mecze autokarem, który ledwo zipał. To on pierwszy powiedział mi: "Patrz, chłopaku, ci co grają w tym mieście, grają dla czegoś więcej niż tylko kontrakt". I dzisiaj, kiedy patrzę na Nowaka, widzę w nim dokładnie to samo spojrzenie — takie, które mówi: "To moje miasto, moja koszulka, moi ludzie". Tak, Sedziu, masz rację, że rok temu ten Nowak kopał przy ośmiu kibicach i dwóch psach, ale pamiętaj — ja też kiedyś kopałem z kapciami zamiast butów, bo moja mama nie miała pieniędzy na nową parę. I jednak niektórzy z nas tu zostaliśmy, i niektórzy z nas stali się częścią klubu na stałe.
Moje małe zastrzeżenie? Otóż nie wszyscy miejscowi mają ten sam charakter co Nowak. Byłem niedawno na spotkaniu działaczy i usłyszałem, że jeden z naszych wychowanków, ten który ma kontrakt profesjonalny, podczas zgrupowania narzekał na jedzenie w stołówce i powiedział, że nie rozumie, dlaczego nie mogą mu przywieźć cateringu z restauracji na mieście. Żeby było jasne — nie mam nic przeciwko dobremu jedzeniu, ale wiadomo, że ten chłopak nigdy nie pamiętał, że kiedyś w akademii jadło się kanapki z serem podanym w foliowych torebkach, bo to była jedyna opcja. Takie przypadki mnie przerażają, bo pokazują, że nie każdy rodzimy talent ma w sobie ten ogień, o którym mówicie. Może dlatego czasem warto mieć obcokrajowca, który choć na chwilę przypomni nam, że jesteśmy drużyną — a nie grupką indywidualistów, którzy zapomnieli, skąd wyszli.
Ale ostatecznie — niech moc będzie z nami. Niech Nowak gra dalej, niech reszta chłopaków z Podlasia dostaje szanse, i niech kiedyś, kiedy będą już legendami, opowiadać swoim dzieciom, jak to walczyli o każdy centymetr na tym cholernym stadionie Dojlid. Bo to jest nasza prawdziwa siła — nie pieniądze, nie zagraniczni gwiazdorzy, tylko to, że gramy dla siebie nawzajem. I tyle wystarczy.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, no ale co wy w ogóle kombinujecie z tymi obcokrajowcami?! Ja dzisiaj rano kupowałem bułki w piekarni na Wasilkowskiej, a tam facet co pracuje za ladą od dwudziestu lat pyta mnie: "Słuchaj, a ten Nowak co to gra w Jagiellonii, to on nie ten chłopak co kopał kiedyś na Orliku z moim synem?". A ja na to: "No coś ty, panie Józiu, ten sam!". I wiecie co? Ten pan Józio aż się rozpromienił, jakby mu ktoś powiedział, że jego syn wreszcie dostał się do pierwszej ligi. I to jest właśnie ta różnica, o której mówicie — ten lokalny pride, że nasze chłopaki są NASZE, nie tylko w papierach, ale w sercach całego miasta!
A teraz pytanie do was: ilu z tych obcokrajowców, których ściągaliście, potrafiło powiedzieć na luzie, jak się nazywa ulubiona knajpa kibiców przy ulicy Jurowieckiej? Bo ja wiem, że nasi chłopacy nie tylko znają te miejsca, ale wręcz je uwielbiają. I kiedy idą tam po meczu, to nie żeby się napić z kimś z zagranicy, tylko żeby posłuchać, co tam gadają ludzie na trybunach — bo tam się dowiadują, co naprawdę myślą kibice. A obcokrajowcy? Ci się po prostu schowali w hotelu i czekali na transfer. 😂
I niech mi nikt nie mówi, że to nie ma znaczenia — bo kiedy nasi chłopacy idą na trening, to nie idą tylko po to, żeby poprawić swoją technikę. Idą po to, żeby czuć, że są częścią czegoś większego. A obcokrajowcy? Ci idą po kasę. I tyle. A potem wracają do domu, a my zostajemy z ich zepsutymi kontraktami i marzeniami, które nigdy nie miały szansy się spełnić. 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
ej no jasna, że miejscowi są super i szacun że wreszcie się ich dostrzega, bo sam kibicuję od dzieciaka na tym samym stadionie Dojlid i pamiętam te czasy jak nasza Akademia to była półki z cegieł na Orliku a trener musiał kazać sobie dorobić klucz do szatni bo zapominał gdzie go zostawił 🔥
ale no słuchajcie... ja rozumiem ten "ogień" i "rodzimy talent" co bije po oczach, ale co z tymi chłopakami co wychowali się w tej samej akademii, co tyle lat rwali dupę na treningach, a teraz... no wiecie... jeden trafił za 500k do GKS-u bo mu się oferta trafiła, drugi zaś gra w rezerwach bo nie chce kombinować żeby walczyć o miejsce w pierwszym składzie 😅
a propos tych Nowaków co strzelili gole w derbach... no dobra, super, ale ilu miejscowych, co dostali szansę, naprawdę ją wykorzystało? Bo ja pamiętam jak dwa sezony temu mieliśmy chłopaka, który w juniorkach grał jak płomień, a w seniorskim zespole to ledwo na ławce się mieścił — i nie dlatego że nie umiał, tylko dlatego że... no, nie pasował do systemu. A teraz ten sam system mówi "patrzcie, mamy Nowaka, mamy ich sześciu!" — ale zapomniał powiedzieć, ile ich było przez te wszystkie lata, co odeszło bo stracili wiarę albo dlatego że nikt nie miał czasu na nich pogadać.
i jeszcze te gadanie o "trasie autobusu do szpitala" — no dobra, super, że lokalny zna drogę, ale co z tymi co znają taktykę zespołu lepszą niż trener? Bo ja wiem, że jeden z obcokrajowców co był u nas niecały rok temu, to facet po dwóch tygodniach już wiedział więcej o naszej drużynie niż niektórzy miejscowi, co grali tu pół życia. I co? On wpakował nam gola w ostatniej minucie w meczu z Lechią, bo akurat wiedział, że lewy obrońca zawsze odskakuje za mocno od skrzydłowego... a nasz nowiutki Nowak w tym samym meczu kopnął piłkę prosto w ramię przeciwnikowi i dostał żółtą kartkę za faul, bo nie wiedział, że sędzia to widział przez radio 😂
no i macie rację w jednym — te sześcioro miejscowych w pierwszym to jest dobry sygnał, ale póki co to tylko jeden strzał w stopę w porównaniu z tym co myśmy ściągali wcześniej... i póki co dalej marnujemy kasę na obcokrajowców co znikają przez pół roku albo grają jakby mieli nogi z drewna. Ale no trudno, zobaczymy co będzie kiedy ci chłopacy dorosną na dobre... bo póki co to więcej entuzjazmu niż skutków, no nie? 🤬
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No to posłuchajcie mnie teraz, bo akurat dzisiaj rano znowu stałem przed oknem na stadionie i patrzyłem, jak ten Nowak wychodzi z treningu — i wiecie co? Właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że nie chodzi o to, czy mamy rodzimy talent, czy obcokrajowców, tylko o to, że wreszcie mamy drużynę, która się nie wstydzi za siebie nawzajem.
Bo co prawda ten Nowak to dopiero początek i nie oszukujmy się — jeszcze dwa lata temu wielu z nas liczyło, że wreszcie ściągniemy kogoś, kto choć raz strzeli gola w derbach zamiast wbijać piłkę w krzak — ale teraz? Teraz mamy sześcioro miejscowych, którzy nie grają tylko dlatego, że ktoś im zapłacił za kontrakt, tylko dlatego, że wiedzą, że kiedyś na trybunach siedzieli ich ojcowie albo dziadkowie. I to jest ten moment, w którym naprawdę coś się ruszyło — bo to nie jest już wyłącznie sentyment, tylko fakt.
Ale z drugiej strony — no tak, widzę też to, co mówi MichalUltras. Przecież nie każdy z tych szóstki to potencjalny mistrz, nie każdy ma w sobie ten sam ogień, co Nowak, i nie każdy wytrzyma presję, kiedy nagle dostanie ofertę z lepszej ligi i zrobi krok w tył zamiast do przodu. I tu właśnie wraca ten cały balast, który Pogon tak dobrze opisał — ta sprawiedliwość, która przychodzi wolno, ale nie zawsze trafia w odpowiednie miejsce.
Ja wam powiem tak: jeśli jutro trener postawi na miejscowego, który od lat kopie na Orliku z psami za stadionem, to jestem z nim na 100%. Ale jeśli jutro ściągniemy kolejnego obcokrajowca, który nawet nie zna nazwy naszej ulicy, to też nie jestem przeciw — bo jednak czasem trzeba doświadczenia, którego nie kupisz za żadne pieniądze. Ale niech to będzie ten, który rozumie, że Białystok to nie tylko miasto na mapie, tylko coś więcej.
Więc co ja na to wszystko? Ano to, że kibicowanie to nie jest matematyka — nie da się tego policzyć w xG ani w ilości rodzimych twarzy w składzie. To jest coś, co czuje się w sercu, i dopóki jesteśmy zgodni co do jednego — że gramy dla siebie — to damy radę. Resztę zobaczymy razem, na tej samej trybunie, gdzie zawsze byliśmy.
xG > emocje.