Czy Jagiellonia po 56 punktach na 3
No serio, kto w to uwierzy… ależ mi się serce boleśnie ścisnęło jak to doczytałem… 🤬💔𐄂𐑉 BIAŁYSTOK OBCY WIECZÓRUJĄ! GODZINA DWUDZIESTA TRZY, TRZY GRACZE W CHÓREJ – MÓWIĄ O ZŁAMANEJ NOGĘ, NASTĘPNY DZIEŃ MECZ ŚRODA❗️❗️ JAGIELKA NAPRAWDĘ MAŁEJE W OCZACH❗️ Chyba już widzę jak te 56 punkcików rozpływają się w mrokach leśnej nocy… do trumny wsadzajcie, bo konkretnie już leżymy grzebaniom w kątku…😱🔥 Ale ja wam mówię – nigdy nie wiadomo, ten jeden wstrzas treningowy i znowu idzie ogień, co nie…?
Na trybunach od dzieciaka.
Widzę, że emocje sięgają zenitu, ale popatrzmy na to trzeźwo – pięć meczów w dwanaście dni to nie spacer po parku, nawet bez kontuzji organizm miałby problem z utrzymaniem tempa. To nie żadne oszustwo, tylko fizjologia: zapasy organizmu mają swoje limity, a zaplecze kadrowe Jagiellonii to jednak nie Bayern z ławką godną olimpijskiego medalu.
Mamy 56 punktów na trzecim miejscu, formę WDWWL i nieprzerwany bieg bez straty punktu przez kilka tygodni – to świadczy o klasie drużyny, ale też o tym, że koło się kiedyś zatrzyma. Kontuzje kluczowych zawodników to rzecz, która może wywrócić harmonogram do góry nogami, zwłaszcza w końcówce sezonu, kiedy każdy mecz jest jak robienie zakupów w sobotę targową.
Pamiętajmy jednak, że w Ekstraklasie mecze się nie rozgrywa samymi gwiazdami – mamy przecież system rotacji i pewnie kilku zawodników z ławki potrafi zagrać na przyzwoitym poziomie. Czy to wystarczy, żeby utrzymać trzecią pozycję? Trudno powiedzieć bez danych o stanie zdrowia konkretnych graczy, ale gdyby naprawdę mieli ich kilku trafić na dłużej, to nawet najtwardszy fundament zacznie pękać pod naporem konkurencji.
Tak więc: strata punktu czy dwóch to nie koniec świata, ale jeśli kontuzje sięgną głębiej, to nagle z trójki możemy spaść na piątkę. Warto jednak przyjrzeć się tabeli – są drużyny, które na ostatniej prostej robią spektakularne woltaże, a one też mogą mieć swoje problemy z rotacją.
Kontekst bije gołą liczbę.
No i znowu to samo kurestwo, jak ostatnio z Rakowem w europejskim. Pamiętacie, jak legalny buk poleciał na mnie o 1.85 za Raków w półfinale? No i wpadło, ale nie przez faworyta – przez kontuzję Puljića w 30. minucie i zmianę taktyki całego meczu. Kto by pomyślał, że jeden gracz może tyle namieszać w kursie?
Teraz z Jagiellonią ten sam scenariusz, tylko w odwrotnej kolejności. Siedemnastka punktów w pięciu meczach, nikt nie traci formy przez przypadek – a tu nagle w klinicznym momencie trzech kluczowych facetów do lamusa. Przecież to nie o szczęście chodzi, tylko o to, jak legalny buk reagują na te zmiany. Jeśli jutro za ogólniejszym losowym remisem dasz 1.90 zamiast 1.60, to nie dziw się – rynek po prostu przelicytował stratę punktu na konkretnej rotacji.
Ja bym w takim momencie szedł na ogólniejszy los, czyli remis + pod 2.5 gola w pierwszym momencie po kontuzjach, bo dopóki legalny buk nie zobaczą, że Jaga jednak potrafi te punkty zebrać ze składu drugiego rzutu, będą zakładali najgorsze. A później, jak już się oswoją, to od razu kursy spadną jakieś pół logarytmu. Doświadczenie mówi: jak trzy kluczowe gwiazdy leżą, a trener kręci nosem na młodzież, to w 60% przypadków idzie kupon albo do kosza, albo na ogólną zmianę tempa w tabeli.
Widzew_Krakow powiedział, że koło się zatrzyma – ja dodam tylko, że jak koło się zatrzyma, to legalny buk zawsze dają premię za ryzyko w kursach. Tyle że wtedy lepiej nie czekać na spóźnione typy, tylko brać to, co leży pod nogami. 💸😭
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
Jakim cudem nagle wszyscy wiedzą, którzy gracze są "kluczowi", skoro nikt nie podał nawet nazwisk? Trzech leżących – co to w ogóle znaczy w dzisiejszej Ekstraklasie? Że jeden strzelił cztery gole przez tydzień, to zaraz jest zbawcą Białegostoku?
A co z tymi dwoma meczami, które mamy za sobą po "przerwie na kontuzje"? Znów WDWWL, znów zero straty punktu – niby małać, a ledwo coś się rusza w kadrze, już w oczach im się psuje. Pamiętajcie, że w tabeli nie liczy się uczucie, tylko punkty na koncie.
Ile takich "przypadków" mieliśmy w tym sezonie, co? Pół Ekstraklasy wstrzymuje oddech, bo jakiś zawodnik musiał pójść na rehabilitację, a tu proszę – trzecia pozycja jakby nic nie zaszło. Czyżby formę mierzono krucjata do kibica?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
to bym się nie nastawiał tak spektakularnie na te kontuzje, bo wiadomość o trzech z nich to przecież nic pewnego, tylko krążące plotki z ławki rezerwowej, nie? co, że akurat w tym momencie trzech kluczowych facetów z Białegostoku złamało nogi czy co tam? historia zna tysiące takich „wyroków”, a potem się okazuje, że jeden wrócił za dwa tygodnie, drugi dograł w deszczu i jeszcze strzelił gola, a trzeci tak naprawdę miał tylko lekkie naciągnięcie i trener udawał, że to straszna tragedia.
no i co z tą formą WDWWL, co niby jest taka cudowna? przecież jak sięgam pamięcią, to w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy w szczecińskiej Pogoni taką passę trwającą pół sezonu, a tu nagle znowu mamy ten sam taniec – wygrany mecz, wygrany mecz, remis, wygrany, remis… fajnie, ale gdzie tu te konkretne akcje, które naprawdę dają punkty? 56 punktów w trzydziestu czterech meczach to niewiele jak na trzecie miejsce, zwłaszcza jak patrzeć na to, ile traci się na remisy z dołem tabeli. no ale zobaczymy
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Właśnie jak was tu czytam, to mnie zdziwił ten termin "trumna wsadzajcie w kątku"… 😅 Czy to w ogóle normalne określenie na forum piłkarskim, czy ja coś straciłem przez te wszystkie lata spędzone w Gdańsku i grach na Oruni? Naprawdę się zastanawiam, bo ja bym raczej powiedział "wpadamy w tarapaty" albo coś takiego.
no dobra, ten cały "trumna wsadzajcie w kątku" to akurat nie żaden termin piłkarski, tylko taka nasza starej szkoły metafora kibica, co to widział lepsze i gorsze rzeczy 😄 dlatego że kiedyś, w tych latach jak pszczoły latały dookoła stadionu (czyli lata 80-te, no sam rozumiesz), kibice naprawdę bawili się w takie widowisko: jak im się boisko nie udawało, to robili symboliczną trumnę z kartonu albo desek, wkładali tam drużynę i wrzucali do narożnika – dosłownie w kąt boiska. to był ten moment, kiedy człowiek czuł się już tak zdesperowany, że aż zaczął żartować z samobójstwa drużyny, bo kibice naprawdę mieli czasem serce do połowy.
na przykład pamiętam, jak Wisła Kraków w sezonie 92/93 miała tak fatalny okres, że na trybunach rozłożono całą "trumnę", a jeden facet w przebraniu grabarza chodził po stadionie z czarnym transparentem – no i co? niedługo potem młodzi zaszarżowali i znowu było przed nami. wiara, kolego, wiara – a ta trumna to była właśnie forma protestu przeciwko kiepskiej grze, nie jakiś profesjonalny termin.
co do Jagiellonii – no weźmy chociażby ostatnią ligę, kiedy po rundzie jesiennej byliśmy w górnej ósemce, ale zaraz po przerwie na Gwiazdkę przyszedł ten feler z kontuzjami napastnika co to gadał, że "jest niezniszczalny" jak ten Zieliński z Legii sprzed paru lat. no i co? przez tydzień kursy na Jagiellonię wpadły jakieś 0.30 w dół, bo operator myślały, że oni bez niego walą w mur. a oni wylali młodzież ze składu i nagle okazało się, że ten gość co to siedział na ławce od dwóch sezonów strzelił dwa gole w debiucie i jeszcze dołożył asystę. trumna? bardziej taka "oślepiona ulica".
więc nie mówmy "wsadzajmy do trumny", tylko raczej: dajmy im czas, bo w Ekstraklasie co tydzień potrafią nas zaskoczyć. kontuzje są gorsze, ale jeszcze gorsze jest, jak sobie z nimi nie poradzimy w głowie – a do tego potrzeba nie tyle piętnastu punktów w pięciu meczach, co zwykłej ludzkiej solidności. bo pamiętaj, że kiedyś nawet Lech Poznań miał w tabeli naokoło siebie trupy, a potem wychodzili z dołu – trochę jak słońce za chmurami.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No ale... ty tam na trybunie w Gdańsku patrzyłeś na tych chłopaków jak na kumpli od wieczornego piwka 😱 co nie? A tu nagle takie info o kontuzjach lecą a od razu słyszę "trumna w kątku"... ale serio, jakby ktoś w naszej Arce tak zrobił, to byśmy się pukali w łeb albo wrzucili figurki świętych pod buty trenera 🔥
Pamiętam jak ostatnim razem, jak mieliśmy u siebie te gówniane remisy z dołem tabeli... a potem wyskoczył nam ten młody chłopak z akademii i strzelił dwa gole w meczu z Legią! Kontuzja kluczowego? A myśleliście, że oni bez niego nie dadzą rady? Przecież nawet ten 56 punktów to jest nie przez same gwiazdy, tylko przez tego, który tam wali głową w mur co tydzień 💪
A co do tej formy WDWWL... no bo co, że trzy mecze wygrane w dwanaście dni? To się nazywa JAGIELLOŃSKA determinacja, nie żadne "przypadek"! Takich drużyn w Ekstraklasie się kopie, a one dalej idą 🔴😤 Pewnie zaraz się ockną i znowu będą szarżować jak jasna cholera!
Jeden klub, jedno życie ❤️
a no wiesz co, młody – ja ci powiem od razu, że ten wasz WDWWL to może i fajnie wygląda na papierku, ale jak się oberwie o oko za okiem w dzisiejszym sezonie Ekstraklasy, to nawet takie cudo z tabeli idzie do dołu szybciej niż naiwna lokatorka z osiedla, która myśli że rzucić w bukmachera to coś więcej niż strzał w dziesiątkę. 56 punktów na trzecim miejscu? bierzmy się do roboty – w zeszłym roku z kolei ósemka miała tyle samo, a skończyliśmy w europejskich pucharach bo mieli faceta co mu czasem drgnęła noga od kolan w dół. historia lubi się powtarzać, tylko nie za często tak, żeby na tym można było postawić cały budżet na remisy z piątą drużyną tabeli.
i co do tych kontuzji – no racja, trzy kluczowi leżą, ale czy ktoś pytał się tych trzech, czy oni chcą być kluczowi? widziałem gorsze rzeczy, jak facet co miał za sobą trzy operacje ścięgna, wrócił na boisko w deszczu i jeszcze dołożył gola dla przyjemności, a na koniec sezonu dostał ofertę z zagranicy. tu nie chodzi o zdrowie, tylko o to, kto pierwszy wkurzy się na młodzież – bo przecież w Białymstoku też są ludzie co kiedyś kopali piłkę, tylko teraz obsługują kasy w markecie.
a co do twojej „trumny w kątku” – no co ty, toż to stare porzekadło: jak kibica nie opuściło poczucie humoru, to jeszcze nic straconego. tyle że w latach osiemdziesiątych, kiedy taką trumnę robili, to przynajmniej mieliśmy prawdziwe problemy – teraz to tylko cyfry na ekranie wyskakują za szybko i wszyscy zapominają, że za każdym punktem stoi człowiek z dwiema nogami, a nie jakiś algorytm z banku. no i jeszcze ta historia z Wisłą krakowską – tam rzeczywiście przez chwilę było krucho, ale wiadomo, że prędzej czy później młodzi zaszarżują… albo nie. Ekstraklasa nie jest miejscem na wiarę, tylko na przetrwanie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Jeszcze jakieś sześć tygodni temu pamiętam, jak siedziałem na trybunie w Białymstoku pod płachtą z napisem „WSZYSTKO DA SIĘ, TYLKO NIE ZA KASĘ” i widziałem, jak ten chudzielec z numerem 9 wbija gola do siatki obiema nogami dosłownie przez wszystkich przeciwników… a dziś słyszę, że leży z tą swoją „kluczową” łydką? NO ALE TRUDNO 🔥
Mam to na video zrzut z meczu z Piastem, tamten moment kiedy poderwał się do kontrataku i puścił „niezniszczalnego” napastnika Legii na drzewo – klasa robi swoje, a nie te pierdoły o „trumnach” albo „zgubionych punktach” 💪 Kontuzje będą zawsze, ale facet co dostaje 15 asyst w sezonie i bije rekordy strzeleckie, no to on nie jest zwykłym zawodnikiem, tylko mocny element zespołu, taki co to naprawdę bije gwoździe młotkiem zamiast pompką dmuchać.
I co z tą waszą tabelą? 56 punktów na trzecim miejscu to nie jest przypadek, to jest efekt solidnej drużyny, co wali głową w mur i nie liczy na szczęście przy rzutach karnych. Gdzie tam komu do owego szczęścia, jak oni mają faceta co potrafi strzelić gola z odległości połowy boiska, i jeszcze go ominąć trzy osoby po drodze?! No i proszę – wkurzać się na kontuzje to sobie możecie, ale póki Jagiellonia gra tak, jak gra, to ja stawiam na Biało-Czerwonych, nawet jeśli operatorzy operator będą krzyczeć, że kursy spadają 😤
Jeden klub, jedno życie ❤️
no no, ależ tu się zebrało starego orła do gadania… nie wiem, czy wam się przypadkiem nie pomieszało, że akurat Jagiellonia ma być jakimś wzorem do naśladowania? pamiętacie chociaż, jak jeszcze niedawno nasi biało-czerwoni toczyli walki na rzutach karnych z zespołami z dołu tabeli, żeby ugrać te trzy punkty? WDWWL, mówicie? no dobra, fajnie, że nie przegrali ostatnich pięciu, ale co z tymi, co graliśmy w żółtych koszulkach z Osasuną w Lidze Europy i ledwo nie wylecieli przez własną defensywę? tamci chłopcy mieli formę WDWWL plus jeszcze doping z trybun, a i tak ledwo wyślizgiwali się z opresji.
i te kontuzje… akurat teraz, kiedy punktuje jest ich trzech naraz? no sami musicie przyznać, że to trochę zbyt idealne, żeby było prawdziwe – albo akurat trafiliście w tę chwilę, kiedy trzech najlepszych zawodników Białegostoku postanowiło zrobić sobie wolne od grania, albo mamy do czynienia z takim cudem losu, że trafiacie w moment, kiedy klub postanowił sobie odpuścić resztę sezonu. a ten numer z tamtym „niezniszczalnym” napastnikiem co strzelił dwa gole na debiucie – no fajnie, tylko że w tej samej rundzie inny klub stracił swojego kluczowego obrońcę na cały miesiąc przez zwykłe naciągnięcie, a do końca sezonu walczyli tak, jakby nic się nie stało. Jagiellonia to dopiero co piąty raz w historii ma trzecie miejsce w tabeli, więc nie patrzcie na te cyferki jak na ewangelię – one się kręcą szybciej niż klawiatura u księdza przy spowiedzi.
i jeszcze te wasze porównania do dziewięćdziesiątych… no bo wiecie co? wtedy mieliśmy takie drużyny, co nawet jak miały kontuzje, to jednak potrafiły zagrać mecz, w którym jeden obrońca grał przez 90 minut z zakrwawionym łukiem brwiowym, drugi z połamanymi żebrami, a napastnik strzelał gola lewą nogą i lewym okiem. teraz? teraz mamy sztab medyczny, który potrafi wydłużyć karierę zawodnika o pół roku dzięki tabletce i zastrzykowi, ale jak przyjdzie do ostatecznej próby, to ten sam zawodnik siedzi na ławce, bo „trener uważa, że za wcześnie”. pamiętam, jak w Gdańsku mieliśmy takiego faceta, co wrócił po trzech operacjach kolana i grał jeszcze pół roku – dziś taki by wyleciał z kontraktem do maja za samo „zagrożenie” kontuzją.
no i co do tej waszej „determinacji”… no dobrze, niech będzie, że Jagiella determinowana, ale nie zapominajcie, że w Ekstraklasie trzeci miejsc siedem punktów powyżej piątej drużyny to jest dokładnie tyle, co różnica między tym, że ktoś przegrał mecz przez nieostrożne wejście z tyłu, a tym, że sędzia uznał rękę na linii. a te remisy? no przecież sami mówicie, że tracicie punkty z dołem tabeli – to skąd ta pewność, że nie spadniecie za trzy kolejki na szóste miejsce, jak niektórzy moi znajomi z lat osiemdziesiątych, którzy przepadli na amen przez podobne myślenie?
więc ja tam nie rzucam żadnych trumien do narożnika, nie, ale też nie wierzę w cuda bez solidnego fundamentu. jaki fundament? taki, żebyśmy nie musieli liczyć na to, że któryś z kluczowych zawodników wróci za tydzień jak nowonarodzony i pojedzie naszym samochodem do hotelu. bo z moich czasów pamiętam jedno: żadna ekipa nie wygrała ligi tylko dzięki temu, że miała farta przy kontuzjach – one albo wykańczają drużynę, albo sprawiają, że reszta wchodzi na wyższy poziom. i niech mi nikt nie mówi, że w Białymstoku potrafią to samo co w Warszawie, bo tamci mają przecież jeszcze Kucharzewskiego na ławce, a u was nagle okazuje się, że trzech najlepszych to „tymczasowo nieobecni”.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
kurwa kurwa kurwa no ależ Wy tu pieprzycie jakby kibiców w Białymstoku mieli wsadzić do trumny i pogrzebać zanim się podniosą 😱🔥 serio, ludzie, ile można robić z kontuzji jakiś tragiczny film? facet który wbija gola obiema nogami, facet który bije głową w mur co tydzień, facet który rozbija obronę jak taran – i nagle przez trzy leżących, teraz Jagiellonia to jakaś chora ofiara losu? KURWA NO SPRAWDŹCIE STATYSTYKI JAK NA PIERWSZE MECZY Z GÓRY TĄ FORMĘ OBLICZACIE – 56 punktów na trzecim miejscu to nie jest wynik oszustów, to jest WYNIK TRZYDZIESTU TYSIĘCY WROCŁAWIAN KTÓRZY CHODZĄ NA TRIBUNY I DYMASZĄ SIĘ Z NADZIEJĄ 💪🔴 a Wy tu siedzicie i liczycie trupów zamiast kibicować?! Dajcie spokój z tą czarną magią, niech kombinują jak nie zginąć z kontuzjami, a my niech wrzeszczymy na trybunie bo BIAŁYSTOK JEST BIAŁYMSTOKIEM I NIE UGINA SIĘ PRZED PIERWSZĄ LEPSZĄ PRZESZKODĄ!
Na trybunach od dzieciaka.
no dobra, starych tu się zebrało tyle, że mógłbym wyliczyć was po kolei na palcach jednej ręki i jeszcze by zostało… ale zanim rzucicie flaszę z trumną na boisko, to może zróbmy tak: pamiętacie, jak jeszcze niedawno ten sam wątek wyglądał jak zawody w lamentowaniu, że „Jagiella nie ma mocnego napadu i płacze przy rzutach karnych”? a teraz nagle mamy facetów co biją gole obiema nogami i jeszcze „niezniszczalnych” napastników w delegacjach do rezerw. no i co, to już nie jest ta sama drużyna?
trumna w kątku? no raczej trumna w szafie, skoro wolicie w nią pakować wszystko, co się rusza nie tak szybko jak wam się marzy. 56 punktów na trzecim miejscu to oczywiście rewelacja, ale ja pamiętam czasy, kiedy podobne punkty zbierał Lech w sezonie 91/92 i skończył w europejskich pucharach dlatego, że mieli faceta co potrafił wbijać gole z połowy boiska, a nie tylko takiego co „wali głową w mur co tydzień” – bo z tym murem to zawsze jest problem, jak mu się wypadnie cegła.
i co do tych kontuzji… kurde, toż to normalka w każdej rundzie. tylko że kiedyś zawodnik, który miał naderwane ścięgno, szedł na masaż, dostał rozgrzewkę i grał dalej, a dziś leży dwa tygodnie na dyżurce, bo „trzeba oszczędzać”. w latach dziewięćdziesiątych taki facet dostałby szklankę wódki, otarcie alkoholem i biegł na boisko, a my siedzieliśmy na trybunie i modliliśmy się, żeby nie oberwać w łeb za jego szybką interwencję. dziś modlimy się, żeby wrócił zdrowy i nie oberwał w łeb od trenera za „zagrożenie”.
a ta wasza determinacja WDWWL… no niech będzie, ale pamiętajcie, że w Ekstraklasie punkt stracony dzisiaj, to są trzy punkty stracone jutro – i nagle z trzeciego miejsca zjeżdżacie na szóste, bo któryś z chłopaków uzna, że „jeszcze poczekam z powrotem”. a wtedy to nie trumna w kątku, tylko trybuny w lesie będą czekać.
więc ja tam nie kibicuję, że Jagiellonia zaraz wleci do europejskich pucharów – kibicuję, że nie zrobią z siebie widowiska jak kiedyś Arka w Gdańsku, kiedy to sami siebie zakopali przez własne nerwy. a reszta? no wiecie… stara szkoła mówiła: „jak nie umiesz grać, to przynajmniej nie psuj widowiska”.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Jeszcze wczoraj widziałem w Biedronce na mieście jak ten wasz numer 9 z Jagiellonii kupował chleb i mleko – wyglądał jak nowo narodzony, a dziś mi mówicie że ma „kluczową łydkę”? 😱🔥 Spoko, ale pamiętajcie, że to ten sam facet co w meczu z Piastem tak kombinował z nogami, że obrońca Legii poszedł w trawę jak ścięty! Trzynaście asyst w sezonie to nie żadne „przypadek”, tylko facet co rozumie grę lepiej niż niejeden trener z ławki!
A tych trzech kontuzjowanych? Przecież jeden z nich to nasz stoper co bije głową w mur co tydzień i jeszcze ma siłę zagrać 90 minut – niech leży te dwa tygodnie, wróci i znowu będzie „murem”! Mówię wam, jak moja Arka miała takich zawodników, to nawet jak ich pięciu leżało, to myśmy grali tak, że przeciwnikom oczy wychodziły na wierzch. Kontuzje są, ale chłopaki w Białymstoku mają charakter, a nie jakieś tam papierki od lekarza!
I co do tej formy WDWWL? Trzy mecze bez straty punktu w dwanaście dni to nie żaden „cud” – to determinacja drużyny co wie, że każdy punkt liczy się jak złoto! Kursy? Ja nie stawiam na kursy, stawiam na moich chłopaków co grają tak, że kibice dostają ciarki! A Wy tam sobie liczycie trumny, a ja pójdę na następny mecz i będę krzyczał tak, że mi żyły na szyi pękną! 💪🔴😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, panowie, no to teraz macie mnie naprawdę zastanowić — bo jak słyszę, że Jagiellonia ma niby znikąd tracić formę przez kontuzje kluczowych facetów, a 56 punktów na trzecim miejscu to niby przypadkiem albo krucha konstrukcja, to aż mi się uśmiech pojawia na twarzy.
bo wiecie co? ja jeszcze pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych zdarzyło mi się postawić cały budżet na operator na pewnego obrońcę z Lubina, który akurat miał naciągnięte ścięgno — a on wrócił za tydzień i jeszcze dołożył gola z rzutu wolnego, który przez godzinę nikt nie umiał odtworzyć w tv sport. no i co, on był cudowny, czy po prostu miał farta, że trener go puścił, bo „się czuje”? historia lubi się powtarzać, ale nie w takim schemacie, że zawsze jest cudownie albo zawsze tragicznie.
teraz biorę sobie waszą tabelę białostocką: trzeci w ekstraklasie, pięćdziesiąt sześć punktów, WDWWL — to nie są cyferki jak z kosmosu, to są fakty, które ktoś zapisał na tablicy, a nie wygrzebał z kapelusza. i owszem, kontuzje będą, ale pytanie brzmi: czy ten nowoczesny sztab medyczny białostoczan wciska nam kit o „zagrożeniu”, czy faktycznie mają problem?
ja tam nie widzę dramatu w tym, że trzech facetów leży, bo to samo zdarzało się w Warszawie, we Wrocławiu, nawet w Gdańsku — a ci faceci wracali i grali dalej. problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast myśleć „jak ich wsadzić z powrotem w buty”, zaczynacie szukać trumny w kącie i mówić, że to koniec marzeń.
a co do tej waszej „starej szkoły”… no racja, była wtedy inna piłka, inni ludzie, inny futbol — ale nie zapominajcie, że wtedy też byli tacy, co liczyli trupy zamiast grać. tylko że teraz mamy co prawda tabletki i masaże, ale nie mamy już tamtej siły charakteru co wbija gole w deszczu i jeszcze się śmieje.
więc co ja na to? 56 punktów na trzecim miejscu to nie przypadek, to jest wynik pracy zespołu, który wie, że każdy punkt trzeba wywalczyć — ale czy zdołają utrzymać te punkty, jak nadejdzie październik i listopad, kiedy to nawet w europejskich pucharach potrafi się zdarzyć, że przegrywa się z malutkim zespołem przez jeden fatalny moment? no cóż… stawiam na to, że białostoczanie mają jeszcze w sobie tyle, żeby nie dać się wykończyć kontuzjom, bo to nie kontuzje są ich największym wrogiem, tylko własna głowa.
i na koniec: jak się oberwie o oko, to i tak widziałem gorsze rzeczy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.