Czy Jagiellonia powinna w końcu zerwać z modną teraz 'bajecznością' i postawić na twardy…
A to kurcze, jakiś mądry znalazł nasz klubik i gada o 'bajeczności' jakbyśmy grali w disnejlandzie, a nie w prawdziwej piłce 🤡 Tylko że fajnie, że akurat teraz ktoś się obudził i zaczyna pierdzielić, że niby Jaga powinna grać twardo, bo raz spadła i wróciła, no to może jeszcze raz? Co, tak łatwo zapominacie, że jak spadaliśmy w 2014 to facetki w mediach płakały, a teraz niby mamy się bać powrotu? A ja mówię, że to właśnie ta 'bajeczność' jest naszym przekleństwem – bo ile razy wychodziliście z dupy i graliście pięknie, a i tak wygraliście?
I co to niby jest ten 'twardy futbol'? Ten co na koniec sezonu ledwo się trzymacie w środku tabeli albo lądujecie w barażach? Pamiętajcie, że w 2019 byliśmy szóstymi i nikt nie grał fajniej, a dziś kto? Aha, ekstraklasa, czyli ten bajer od razu leci w kosmos, bo przecież jak się gra fajnie, to się nie zdobywa punkty? 😂
No ale okej, skoro już tak bardzo chcecie tej 'twardości', to powiedzcie mi, czy lepiej spaść z kopa w mordę w Ekstraklasie, czy jednak spróbować raz jeszcze te bajki na europejskich stadionach? Bo ja osobiście wolę patrzeć na naszych chłopaków, którzy grają z głową, z charakterem i dają radochę – niż na te wszystkie rozgoryczone miny po 0:2 z PL. Powiedzcie mi, kto tu naprawdę się boi? 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
No do cholery, Gosia, ty to umiesz włożyć kij w mrowisko, co? Sam mam ochotę krzyknąć "piłka nożna ma być fajna" – ale nie zapominajmy, że faja idzie od emocji, a emocje buduje się na chociażby tym, że nie lecisz w dół tabeli jak piłka w rynnę.
Powiem ci, co mnie wkurza w tym bajeranctwie: że niby Jagiellonia to jakaś delikatna laleczka, która ma prawo walczyć o 3 punkty tylko od święta. A gdzie dowody, że przez te "bajki" mieliśmy ostatnio kiepskie wyniki? W 2020/21 byliśmy dziewiąci, w 21/22 jedenasty, w 22/23 siódmi – i co, te "słodkie marzenia" nas utopią? Albo inaczej: skoro taka bajeczność to nasze przekleństwo, to dlaczego kiedy facetki wyłożą się na parkiecie, to jednak z miejsca nam biją brawo za styl?
Boisz się spadku? Ja się boję, że za trzy lata będziemy szukali naszych chłopaków w I lidze i tłumaczyli młodym, że nie fajnie było patrzeć, jak sięgają po punkty z ledwością. Twardy futbol to nie jest kopanie w mordę – to robienie rzeczy zwyczajnie, bez popisu na grachki. Jeśli przez te bajki trafiamy w dziesiątkę i walczymy o europejskie puchary, to może jednak problem tkwi gdzie indziej? Na przykład w tym, że czasem treningów jest za mało, a rzutów wolnych za dużo?
Aha, i jeszcze jedno: "ten bajer leci w kosmos" – fajnie to powiedziane, ale pamiętaj, że w tym kosmosie są też play-offy do Ligi Konferencji. Myślisz, że jakbyśmy grali twardo i stali w połowie tabeli, to byśmy tam trafili? Czasem fajnie = punkty. Czasem fajnie = bilety do europejskiego wcielenia smutku. No to co jest lepsze, Gosiu?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No i dobra, nie ukrywajmy że #BiałoCzerwoni to teraz nasze drugie dzieci 💪🔴, każdy mecz na Wigrach to moje własne serce bije w trybunie jak szalone, wiecie jak to jest w rodzinnym mieście kibica...
Gosiu, ty jednak pytasz jak ten największy przeciwnik naszej Jagi, no ale serio? 😱 Bo przecież nie raz już udowodniliśmy, że jak trzeba to zębami się bijemy! 2014 r. to była katastrofa ludzkiego życia, tyle łez na trybunach, że fani płakali jak po meczu Polonii – a my wylądowaliśmy w I lidze i co? Wróciliśmy LEPIEJ niż kiedykolwiek! Nie przez kopanie po mordzie, nie przez męczenie drużyny na śmierć, tylko przez WIARĘ, która daje siłę!
A teraz mamy dorosłych w garniturach, którzy gadają "twardy futbol", jakby to był lek na wszystko... 😤 A co, my w 2019 nie byliśmy szóstymi? Czy wtedy graliśmy jak natchnieni alkoholem? GRALIŚMY Z DUMNĄ GŁOWĄ, z ołówkiem w kieszeni i kijem bejsbolowym pod kurtką! I dostaliśmy się do europejskich pucharów, bo punktami nie pogardzaliśmy – one same do nas przychodziły!
No i jeszcze te twoje żarty o "fajnych" i "europejskich stadionach" 🤬 Boisz się, że znów spadniemy? Ja się boję, że przegramy z głupoty! Taką Jagiellonię jak teraz, która gra z klasą, ma charakter, ma PRZESŁANIE – ona nie ląduje w dole tabeli jak balonik z helem! Ale jeśli ktoś nam wmówi, że fajny futbol = brak punktów, to poproszę o jeden mecz – jak w 2021 przeciwko Lechowi na własnym boisku, 2:1 wygrana, pamiętacie? Tam chłopaki zrobili coś, co nikt nie robił – dali radę grając WŁASNYM STYLEM I WYGRALI!
Może lepiej spaść, ale z podniesioną głową, z dumą kibica, który wie, że jego drużyna nie dała się złamać tym, co mówią "eksperci"? Albo może jednak doczekamy się takiego sezonu, że znowu ktoś zapłacze jak w 2014, tylko tym razem z radości? MECZ KOŃCZY SIĘ NIE NA KORCIE, A W SERCACH WIERNYCH FANÓW, KAŻDY Z WAS TO WIEM!!! 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, to nie tak, że ja kogoś obrażam, ale Gosia tu strzela z biodra jakbyśmy od trzech lat lecieli w dół tabeli – a w tym czasie byliśmy kolejno dziewiąci, jedenasty i siódmy! Trzy sezony na plusie, z czego jeden z europejską przygodą, i nagle "bajeczność" to nasze przekleństwo? Proszę bardzo, weźcie sobie ten argument na talerz: w 2021 roku u siebie z Lechem wygraliśmy 2:1, grając tak, że publiczność na Wigrach aż się zatrzęsła z emocji – a to był mecz, gdzie każdy wiedział, że punkty to nie darujemy, ale stylu nam też nikt nie zabrał. I co? Twardy futbol to była ta wygrana? A może jednak to była inteligencja w grze, która sprawiła, że Lech poszedł do domu z podkulonym ogonem?
Patrzcie, ja nie gadam o kopaniu w mordę, tylko o tym, że jak facetki mają dobry dzień, to potrafią sięgnąć po punkty i zrobić to tak, że obie drużyny wychodzą z szacunkiem. A te "rozgoryczone miny po 0:2 z PL" to nie są miny po walce, tylko po tym, jak sami sobie strzelamy bramkę przez głupotę – i to nie bajeczność tutaj zawiniła. Bo przecież kiedy byliśmy szóstymi, to nikt nie gadał, że gramy jak ślepe kaczki – przeciwnie, mówiono, że mamy charakter, drużynę, która walczy o każdy punkt własnym stylem.
No i jeszcze jedno – ten siódmy w zeszłym sezonie nie wziął się znikąd. Był budowany lata, a nie jednym transferem. A teraz ktoś chce nam wcisnąć, że jakbyśmy od jutra zaczęli grać "twardo", to od razu byśmy się rzucili w play-offy do Ligi Konferencji? Albo schodzili z tabeli jak śnieg w kwietniu? To jest tak, jakby powiedzieć, że skoro w 2019 nie spadliśmy, to teraz mamy w genach pływanie w Ekstraklasie – a my wiemy, że futbol to nie geny, tylko robota.
Ja tu kibicuję drużynie, która ma serce wielkie jak stadion, a nie takiej, która miałaby grać przez strach przed spadkiem. Bo jeśli mamy spaść, to niech to będzie za sezon, w którym straciliśmy punkty przez zwykłe błędy, a nie przez to, że zapomnieliśmy, jak się cieszyć z piłki. I pamiętajcie – myślę tu nie tylko o kibicach, którzy płakali w 2014, ale o tych, którzy teraz śpiewają na Wigrach za każdym razem, gdy chłopaki ruszają do ataku. Bo fajny futbol to nie jest przeciwieństwo zwycięstwa – fajny futbol to zwycięstwo z klasą, i tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale historia to moja specjalność, bo ja pamiętam te sezony jak przez mgłę, a niektóre obrazy siedzą we mnie jak wbite – i to nie z gazet, tylko z trybuny, gdzie czuć zapach kiełbasy i piwa, które piją z butelki, bo żadne plastikowe kubki nie ugasiły by pragnienia kibica w 40 stopniach.
za moich czasów, kiedy jeszcze na Wigrach nie było tej nowoczesnej trybuny, to jak drużyna schodziła, to człowiek musiał dosłownie walczyć o bilet na mecze w I lidze, bo na miejscu ledwo starczało miejsc, a kibice sypali się ze wszystkich stron jak mrówki z rozjebanego kopca. pamiętam 2007 rok – spadliśmy, a na stadionie była taka atmosfera, że facet obok płakał jak bóbr, bo myślał, że to już koniec, że Jagiellonia odejdzie w niepamięć. no ale wiecie co? zamiast płakać w kącie, zebraliśmy się, posprzątaliśmy stadion, ogłosiliśmy akcję "ratujemy Biało-Czerwonych" i zaczęliśmy działać. i wróciliśmy! nie przez to, że ktoś powiedział "teraz kopiemy jak szaleni", tylko przez to, że mieliśmy wiarę w siebie i w to, że futbol to nie tylko punkty, ale też serce.
i teraz znowu mówią o twardym futbolu jakbyśmy byli jacyś delikatni. no bo co to jest ten "twardy futbol"? żeby walić piłą po mordzie do pierwszej bramki i liczyć na cud? albo żeby grać tak, żeby przeciwnik bał się podejść do naszej połowy? pamiętajcie, że w 2014 roku spadliśmy, bo nie mieliśmy planu, nie mieliśmy charakteru – a nie dlatego, że graliśmy za fajnie. a jak wróciliśmy w 2015, to znowu mieliśmy styl, mieliśmy drużynę, która walczyła, i znów znaleźliśmy się w Ekstraklasie. i co? przez te lata kilka razy byliśmy w europejskich pucharach, graliśmy fajnie, zdobyliśmy punkty – i nikt nie mówił, że to przez "bajeczność".
dzisiaj ktoś krzyczy, że boi się spadku, ale ja się boję czegoś innego – boję się, że stracimy to, co nas wyróżnia. bo to nie bajeczność nas pogrąży, tylko brak pomysłu, brak wiary, brak charakteru. w 2019 roku, kiedy byliśmy szóstymi, nikt nie mówił, że gramy jak banda amatorów – przeciwnie, mówiono, że mamy drużynę z sercem, która walczy o każdy punkt własnym stylem. i to właśnie ten styl przyniósł nam punkty i europejską przygodę.
więc nie, nie boisz się spadku, bo jesteśmy drużyną, która umie walczyć, ale nie potrzeba nam kopania po mordzie, żeby to zrobić. potrzeba nam tylko jednej rzeczy: wiary w siebie. i tej wiary nigdy nie traciliśmy – ani w 2007, ani w 2014, ani dzisiaj. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, facetki, ależ wy tu macie lata temu opowiadać o „twardym futbolu” jakby to była religia nowej fali 😂🔴 Wszystko fajnie i pięknie, ale w 2014 spadliśmy bo? Bo PRZECIEŻ ODKRĘTLOWALIŚMY SIĘ, że „karny to za łatwe rozwiązanie, lepiej grać ładnie, a punkty same przyjdą” — i co? Punkty nie przyszły, za to przyjechał karawanserz I ligi, a na trybunach płakały nawet stare niepijące babcie!
A teraz znowu ten sam refren: „boimy się, że stracimy styl” — no przecież nikt nie chce zagrać w betoniarce! Ale powiedzcie mi, kiedy ostatnio ktoś wpadł w euforię przez mecz, który skończył się 0:0 albo 1:1 z kumplami z dołu tabeli?? Otóż NIGDY! Fajnie grać fajnie, ale jak przychodzi sierpnia na trybunie i wszyscy mdleją z nudów bo „pięknie sobie kombinujemy”, a punktu nie ma — to proszę państwa, WÓŻCIE NAS DO PSYCHIATRY!
I jeszcze jedno, KoronaFan, twoje „MECZ KOŃCZY SIĘ NIE NA KORCIE, A W SERCACH WIERNYCH FANÓW” — super motywujące, ale jak serca wiernych kibiców biją w rytm CZERWONEJ ŁYŻECZKI bo już czwarty mecz bez zwycięstwa to jednak trochę mało dla organizmu 😅
No i Sedzia228, ty analityk, masz jaja żeby mnie pouczać — a co z tym waszym „siódmym miejscem”, gdzie przez pół sezonu byliśmy w dolnej połówce tabeli i tylko cudem w ostatnich 5 kolejkach nie wylądowaliśmy w barażach? Bajeczność pomogła? A może po prostu niektórzy kibice wolą oglądać 2:1 z Lechem na Wigrach niż 0:0 z Miedzią na trybunach, gdzie brudasy z Płocka oszczędzają buty? 🤡
No ale serio, ja nie mówię, żeby rzucać w mordę na oślep — mówię, żeby czasem wbić szybką kontrę, strzelić raz dwa razy na luzie, a nie czekać aż facetki w mediach będą liczyć, ile razy nasz napastnik wbiegł w pole karne zamiast podać 💪 Bo to, moi drodzy, to nie jest bajeczność — to nazywamy się „grać mądrze”. A jak się boisz o tabela, to bierz się do roboty w meczu, a nie wymyślaj bajek o twardości na forum!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no kurczę, RakowWarszawa, ty to naprawdę masz chyba z tyłu łba ukryty guzik z napisem "jagiellonijny ekspert" bo inaczej nie wymyślisz takich perełek 😄
powiedzcie, kto wam powiedział, że fajnie grać można tylko wtedy kiedy przeciwnik siedzi na tylnej nodze jak przestraszony jeżyk? znam ten numer z czasów jak jeszcze na Wigrach śpiewaliśmy "co tam w tabelce, my gramy fajnie" a punktu jak nie było, to były łzy, szlochy i gazety pisały o "urojonej drużynie co marzy o pucharach". pamiętacie chociażby 2017 rok? byczy zespół, fajne kombinowanie, kibice zadowoleni — a w tabeli ledwo po środku, z obcasem lecącego do dołu. i co, była radocha? Było!! ale teraz mamy jakiś chory trend: albo grasz "ładnie" i jesteś świętym, albo robisz na luzie kontre i jesteś zbawcą futbolu.
i jeszcze ten twój numer z "sercami wiernych kibiców" — super, tylko że serca wiernych kibiców biją równo z tabelą, nie zapominajmy. co cię bardziej nakręca: mecz w którym dwóch naszych facetów wbiegło w pole karne jak oszalałe byleby strzelić gola, czy taki, gdzie piłka latała między nimi jak pingpong a na koniec 0:0? osobiście wolę to pierwsze, bo wtedy wiem, że moja drużyna nie tylko pięknie wyglądała, ale jeszcze zdobyła punkty.
i te twoje argumenty o sierpniach mdlejących z nudów — no przepraszam, ale jakbyśmy grali w betoniarce każdy weekend, to nie dość że bylibyśmy jak Miedź Płock na trybunach, to jeszcze kibice przychodziliby na mecze z pluszakami i kocykami. ja wolę oglądać drużyna co ma charakter, co walczy o punkty własnym stylem, ale co nie boi się kopnąć raz, dwa kiedy trzeba. w końcu futbol to nie balet — czasem trzeba wbić mocno, żeby przeciwnik zapamiętał.
i co do tej twojej "czerwonej łyżeczki" — no fakt, jak cztery razy nie wygrasz to się człowiek zniechęca, ale to nie bajeczność jest winna, tylko brak konsekwencji. pamiętajcie, jak w 2021 graliśmy z Lechem 2:1 — punkt zdobyty, styl zachowany, euforia na stadionie. a dlaczego? Bo mieliśmy drużynę co umiała grać mądrze, ale i twardo kiedy trzeba. nie trzeba wybierać między bajecznością a skutecznością — można mieć jedno i drugie.
więc nieno, RakowWarszawa, nie rób z nas świętych dziwaków co kombinują w nieskończoność, tylko takich co potrafią zagrać fajnie i skutecznie. bo fajny futbol to nie jest przeciwieństwo zwycięstwa — fajny futbol to zwycięstwo z klasą, z charakterem i z uśmiechem na ustach. a jak ktoś ma z tym problem, to niech pójdzie popatrzeć na jakiegoś zenitu albo barçę i niech się napije wody z kozła, bo tam naprawdę gra się "ładnie" przez 90 minut i za nic nie dostajesz punktów 😉
Facetki, ależ się tu zebrała polemika godna niedzielnego meczu z Legią — emocje lecą jak flary na trybunie, a argumenty walą jak ciosy w szatnię.
Słyszę wasze głosy i widzę, że każdy z was ma swój punkt widzenia zakorzeniony głęboko w historii naszej Biało-Czerwonej. KoronaFan mówi o sercu, o dumie, o powrocie w 2015 roku, kiedy to nie twardość zadecydowała, a wiara i charakter, które w końcu przyniosły sukces. Sedzia228 z kolei przytacza konkretne mecze, jak ten z Lechem w 2021, gdzie styl spotkał się z wynikiem i dał punkty oraz euforię. A Pogon? On cofa nas do czasów, kiedy kibice ratowali drużynę nie kopaniem po mordzie, tylko solidną pracą, sprzątaniem stadionu i nieugiętym „jesteśmy Jagiellonią”.
Z drugiej strony, RakowWarszawa i WojtekRakow wołają o zmianę podejścia, żeby nie kończyć sezonu na trybunie ziewając przez nudę, bo cztery remisy z rzędu to jednak za dużo nawet dla najwierniejszych. Oni podkreślają, że fajny futbol to nie tylko kombinowanie, ale także umiejętność wbicia szybkiej kontry, zdobycia punktu, kiedy trzeba, bez strachu przed opinią „ładnie, ale bez sensu”.
Ja wam powiem jedno: nie ma tu jednej słusznej odpowiedzi, bo futbol to nie matematyka — choćbyśmy policzyli xG do ostatniego miejsca w tabeli. Nasza Jagiellonia od lat balansuje między stylem a skutecznością, i chyba właśnie w tym balansie tkwi nasza siła. Czy powinniśmy zmienić podejście? Czy powinniśmy trzymać się utartej drogi? Może odpowiedź leży gdzieś pośrodku — w mądrej grze, która nie boi się wbić mocno, kiedy trzeba, ale nie zapomina o tym, co nas wyróżnia: o klasie, o charakterze, o tym, że gramy z sercem.
I pamiętajcie, kibice — niezależnie od tego, co powiecie, to Wasze głosy, Wasza energia i Wasza wiara napędzają naszych chłopaków. Bo gdyby nie Wy, to nawet najlepszy plan trenera nie wystarczyłby, żeby te białe koszulki pobiegły na Wigry z determinacją. A teraz do roboty, niech lecą te flagi i śpiewy — mecz dalej się nie skończył!
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊