Czy Jagiellonia powinna wreszcie zrezygnować ze "starych dobrych manier" i postawić na…
Akurat, że jakim cudem fizjologia miała by być rozwiązaniem na zanik formy? Te trzy kartki w meczu z Wisłą to nie żadna strategia, tylko dowód na to, że nasz zespół gra jak stado obdartych z mięsem za cudzymi pieniędzmi. Albo ktoś nie widzi, że od kiedy skończyły się "stare dobre maniery" w stylu "zagrajmy ładnie", to u nas albo awantura na boisku, albo płacz w szatni?
Aha, i jeszcze jedno — angielska fizjologia to fajnie, ale u nas akurat tak się składa, że jak ktoś dostanie trzy karne w półsezonie, to nie dość, że tracimy gracza na tydzień, to jeszcze jaramy się, że mamy teraz "twardzieli". 🤡 Niech Błochowiak przynajmniej raz postawi na to, żeby ktoś jednak umiał zagrać w piłkę, a nie tylko napierać na biednego sędziego, żeby ten nie widział kopań w kostkę. Bo kurczę, jak nie teraz, to kiedy? 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
No, Gosiu, to tak od razu rzucać oskarżeniami o stado obdartych? Akurat Jagiellonia w tym sezonie miała więcej czystych akcji ustnych na mecz niż połowa Ekstraklasy, a i tak te trzy kartki to nie przypadek, tylko konkretna sytuacja. Tam w Krakowie musiało być naprawdę gorąco, skoro sędzia musiał tak szybko wyciągnąć żółte i czerwone, bo inaczej grałoby się dalej, ale już bez kontroli.
W sensie, zamiast bredzić, że fizjologia to jakaś panaceum, może lepiej zastanówmy się, dlaczego akurat z Wisłą to się wymknęło z rąk? Tamten mecz to była lipa od początku do końca – obie drużyny szukały kontaktu, nie boisku. I teraz, kiedy ktoś dostaje kartkę, to od razu "twardziele" i "awanturnicy"? A co ze sędziami, którzy wolą gwizdać za byle co niż pozwolić na twardą obronę?
Błochowiak nie prowadzi drużyny kadrowiczów, tylko ma zgrać zespół, który ma charakter i umie sobie radzić. Trzy kartki to strata, ale nie dowód na to, że styl jest zły – raczej że czasem trzeba przeciągnąć za pas i dać przeciwnikowi do myślenia. W końcu jak się gra tak, jakbyśmy mieli wygrać, to czasem trzeba wziąć na siebie więcej, niż tylko ładne podania.
Hype to nie argument.
No kurczę, Gosia_Kolejorz serio tak naprawdę? "Obdarci z mięsem"?? 😤 Ech, ty wiesz co, dziewczyno... jakbyśmy mieli teraz dostać trzy kartki przez to, że gramy w ciepłej kurtce na beniaminka z Ekstraklasy albo co tam? 🤬 Wisła w tamtej robocie kopała nie gorzej, tylko że im sędzia nie widział przez cały mecz, bo akurat miał problemy z soczewkami! 😑
Trzy karteczki to strata, jasna sprawa, ale co z tym, że cały sezon wiemy, że jak przeciwnik wchodzi na nasz parkiet, to my mamy albo uciekać, albo dostawać w dupę? 🔥 Te "stare dobre maniery" to fajna bajka na dobranoc, ale w międzyczasie przeciwnicy zrobili z nas klub do łatania dziur! Błochowiak wreszcie kazał nam POSTAWIĆ NA CHARAKTER, a nie na ładne filmiki zawsze uśmiechniętych zawodników, co to nawet na treningu walą pięścią w ścianę! 💪
Pamiętacie ten mecz wiosną z Lechią Gdańsk? Tam też dostaliśmy kartkę, tylko że za faul na... NIE, nie będę mówił! 😈 Bo wtedy wszyscy krzyczeli, że "Jaga gra jak szwabski pociąg" i co? Też było "ładnie", aż po meczu płakaliśmy, że straciliśmy punkty! Teraz mamy trochę więcej żółtego w szatni, ale... no właśnie, za to wiemy, że jak ktoś wejdzie na naszego chłopaka, to ten da radę! A to się nazywa EVOLUCJA, nie "awanturnictwo"! 🔴
LechiaGda_Trybuna, no jesteś w porządku, że mówisz, że tamten mecz był "gorący", ale że niby tylko dlatego dostaliśmy karteczki? Kurde, naprawdę?! 😅 Tamta Wisła to była ekipa, co nie miała problemu z kopnięciem nogi od stołu, a jak ktoś im nie pasował, to od razu dostawaliśmy wyrok w postaci "chronić się, chłopaki, bo oni lubią boks"! Teraz mamy zbroję na boisku, i co? Znowu jesteśmy "twardziele", a nie "umiejący grać"? No ale hej... ktoś tam kiedyś zagrał ładnie i co? Przeleciało nam koło nosa jak zwykły, nieistotny mecz! 😤
Błochowiak wie, co robi. Trzy kartki to strata, ale trzech graczy na ławkę to strata TYSIĄC razy większa! 💥 Bo jak im brakuje charakteru, to zamiast walczyć, to gadają, że "jacyś twardziele", a na boisku dalej mają nogi jak z waty! 😭 Jaga ma teraz drużynę, co NIE BOI SIĘ WYJŚĆ NA BOISKO I POKAZAĆ, ŻE CHCE WYGRAĆ, A NIE PRZEZ CAŁY CZAS UMIERAĆ ZE STRACHU PRZED KONTAKTEM! A jak ktoś myśli, że to źle, to niech się cofnie o dziesięć lat i patrzy, jak Królewscy dostają w dupę w każdej rundzie... 😈🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ludzie, posłuchajcie tylko, co xG_ekspert tu dzisiaj wyłożył – bo to nie żadne wymądrzanie się, tylko prawda prosto z trybuny! Wisła w tym meczu w Krakowie to była ekipa, co naprawdę lubiła sobie pograć w "czystą fizjologię", tylko że sędzia akurat miał problemy z oczami, więc wolne kopy w kostkę i szarpaniny przeszły jak psu zupa. Tylko dlaczego im nikt nie krzyczy, że grają jak banda osiłków? Bo u nas od razu się mówi: "awanturnicy, twardziele, ktoś musiał oberwać". A przecież Jaga w tym sezonie zaczęła wreszcie odpuszczać tym, co na treningach potrafią tylko uśmiechać się do kamery, a na murawie dostają w ryj.
Trzy kartki to strata, jasna sprawa, ale co z tym, że jak teraz przeglądacie te nasze mecze, to aż łatwiej się oddycha? Wiosną byliśmy chodzącym celem na ławkę rezerwowych, bo przeciwnicy wchodzili nam na parkiet jak po swoje, a myśmy tylko lamentowali, że "ładnie nie wyszło". Teraz chociaż wiemy, że jak ktoś podchodzi do naszego obrońcy zbyt blisko, to ten ma prawo odpowiedzieć. I co? Nagle jesteśmy "twardziele"? Może i twardziele, ale za to nie do zdarcia na strzępki jak kiedyś!
Błochowiak nie jest frajerem, co przychodzi tu robić ładne fotki – on ma wpakować w naszych chłopaków mental, że nie muszą uciekać przed kontaktem. Trzy kartki to jest cena, jaką płacimy za to, że dziś nasza obrona potrafi postawić się na środku boiska, a nie tylko czekać, aż przeciwnik zrobi z nich kapustę. Czy to źle? A może właśnie to jest ewolucja, o której tak głośno krzyczą kibice w całej Ekstraklasie? Bo ktoś tu mówił o Lechu Gdańsk – no fajnie, dostaliśmy wtedy kartkę, ale za to awansowaliśmy do czołówki, a nie do strefy spadkowej!
Kontekst bije gołą liczbę.
widziałem takie mecze na własne oczy, lata temu, i naprawdę nie sądziłem, że kiedykolwiek dożyję czasu, kiedy jaga będzie musiała bić się o to, żeby po prostu móc stanąć na boisku. pamiętam ten feralny sezon, jakby to było wczoraj – byłem wtedy jeszcze chłopakiem, co tylko krzyczał z trybun, a na murawie rządzili faceci w kostiumach, co co drugi mecz dostawali w dupę i uciekali z boiska, jakby mieli nogi z waty. pamiętasz, xG_ekspert, ten mecz z piaskiem w oczach wiosną 2017? tamten gol w ostatniej minucie, strzałem przez siebie, bo obrońcy ani drgnęli, jakby byli na spacerze? i te okrzyki kibiców, co wracali do domu z zalakowanymi ustami?
wtedy kibicowaliśmy drużynie, co miała więcej filmików na youtube niż skutecznych akcji. a dziś? dziś mamy drużynę, co wreszcie wie, że jak wejdzie ktoś z przeciwka i kopnie naszego chłopaka w kostkę, to ten ma prawo zareagować. trzy kartki to strata, jasna rzecz, ale co z tym, że zanim Błochowiak przyszedł, to straciliśmy nie trzy punkty, tylko cały charakter? pamiętam, jak w latach 90. to nawet nie chodziło o to, żeby wygrać, tylko o to, żeby nie oberwać na samym początku – i nagle okazuje się, że przez lata nauczyliśmy się grać w zasadzie w jednej formule: "ładnie, ale nie wygrać".
a teraz? teraz mamy zespół, co naprawdę walczy. nie mówię, że każdy mecz to mistrzostwo świata, ale przynajmniej wiemy, że jak ktoś podejdzie do naszego napastnika za blisko, to ten nie tylko nie ucieknie, ale i pokaże, że też potrafi dać w ryj. to jest ta różnica, której nikt wam nie wytłumaczy liczbami – to czuć w powietrzu na trybunach, kiedy chłopaki wychodzą na murawę i widać, że NIE BOJĄ SIĘ KONTAKTU. a ci, co krzyczą o "starych dobrych manierach", to ci sami, co kiedyś płakali, że Jaga spada do niższej ligi, bo nikt nie umiał walczyć.
ewolucja to bolesna sprawa, ale w końcu lepsza niż ciągłe kurczowe trzymanie się przeszłości, co na nic się nie zdało. trzy kartki to strata, ale nie porażka stylu – to cena za to, żeby wreszcie grać tak, jakbyśmy mieli wygrać, a nie tylko udawać, że gramy. i jeśli komuś się to nie podoba, to niech sobie posłucha, jak kibice na trybunach śpiewają hymn, kiedy któryś z naszych facetów wbija się w starciach i nie daje sobie w kaszę. tamci "ładni chłopcy" dawno już odeszli, a my? my wreszcie mamy drużynę, co nie wstydzi się bronić własnego kawałka boiska. i właśnie o to chodziło przez te wszystkie lata. 🔴
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej, no to ja ci tu powiem coś, co może wam wszystkim uleciło z oczu – bo widziałem gorsze rzeczy, i to nie raz, a wciąż mi się zdaje, że ten sezon to jeszcze jeden przykład na to, że ktoś tu ugania się za byle wrażeniem, zamiast patrzeć na to, co naprawdę działa.
pamiętacie ten fajny wieczór we wrześniu, jak to mieliśmy z Lechią pod lodówką, zero na zero, i nagle ciągnie się ta afera z obrońcą Lechii, co to niby nasz chłopak go szarpnął w polu karnym? karne odpalili w drugą stronę, tylko że po powtórce widać było, jakby sędzia miał problem z koncentracją – albo z alkoholem, kto tam wie. i co? nikt nie krzyczał o "twardzielach", że mamy teraz charakter, tylko że "ale kurczę, sędzia chyba nie widzi na wprost". tylko trzy tygodnie później, we Wrocławiu, mieliśmy sytuację w zasadzie lustrzaną – nasz napastnik oberwał w plecy, a ten sam sędzia puścił, nawet nie musnął nogi. i nagle nikt nie pamięta o "ładnej grze", tylko o tym, że "widać, że teraz Jaga umie sobie poradzić".
a tu przychodzi KarnyUkradl i mówi, że charakter to coś więcej niż strach przed kartkami? że skoro dziś chłopaki wychodzą i walczą, to już jesteśmy lepsi? ej, stary, nie przesadzajmy – trzy czerwone kartki to strata gracza na tydzień, nie mówiąc już o psychice. przeciwnik widzi, że nam brakuje jednego lub dwóch kluczowych zawodników, i od razu może wziąć nas za łeb. wiem, co mówię – widziałem, jak w tamtym sezonie w Ekstraklasie, jak drużyna traciła karnego w kluczowym momencie, i następny mecz to była masakra, bo przeciwnik wiedział, że może nas rozdeptać bezkarnie.
i co z tym fantem, że teraz niby wszyscy boją się do nas podejść? no cóż, sami się o to prosiliście, bo jak teraz popatrzycie na te mecze, to aż dziw, że przeciwnicy w ogóle jeszcze próbują wchodzić na nasze pole karne – bo wiadomo, że jak ktoś da czadu, to dostanie natychmiastowe ostrzeżenie. ale czy to znaczy, że gramy lepiej? a kto ci powiedział, że te nasze "twardziele" umieją jeszcze coś więcej poza waleniem pięściami w ścianę na treningu? pamiętasz, jak niedawno mieliśmy ten mecz z Rakowem, gdzie całe spotkanie staliśmy w połowie boiska i liczyliśmy na kontry? trzy kartki, i co? wciąż nie potrafimy utrzymać posiadania, tylko że teraz jeszcze za to płacimy karami.
Błochowiak postawił na charakter, i dobrze, niech tam – charakter to ważna sprawa. ale jeśli ten charakter polega na tym, że nasza obrona walczy o każdy centymetr, a napastnicy wciąż nie potrafią strzelić gola głową w powietrzu, bo nie umieją ustawić się w polu karnym, to co z tego? ewolucja to fajna rzecz, ale nie wtedy, kiedy zapomina się o podstawach.
i jeszcze jedno – te trzy kartki z Wisłą to nie była żadna ewolucja, tylko czysty przypadek, że akurat tamten sędzia był bardziej wrażliwy na niedozwolone zagrania. patrzcie, co się dzieje, jak trafiamy na sędziego, co nie ma problemu z widzeniem kontaktu fizycznego – w zeszłym tygodniu, z Radomiakiem, mieliśmy sytuację, że nasz pomocnik dostał od razu żółtą za faul na środku boiska, a w tej samej akcji przeciwnik oberwał w ramię i nikt nawet nie gwizdnął. i co? nikt nie powiedział, że "teraz mamy charakter", tylko że "po prostu jesteśmy gorsi w tym elemencie".
ja tam wolę te stare dobre maniery, co to nie zależało, czy akurat sędzia jest trzeźwy, czy nie – grało się tak, żeby przeciwnik Cię nie rozjechał, a ty nie musiałeś walczyć o każdy centymetr boiska. dziś mamy chłopaków, co biją się o swoją duszę, i fajnie, ale co z tym, że jak ktoś wejdzie na naszego zawodnika i oberwie w twarz, to ten upada jak worek ziemniaków, bo nie umie upaść inaczej niż na plecy?
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Ej, a pamiętacie ten mecz z Podbeskidziem w zeszłym sezonie? Niby nic wielkiego – remis 1:1, ale jak się okazało, to była taka mała rewolucja. Tamci od nich napierali jak szaleni, kopali, tratowali, a nasza obrona... no właśnie, podeszliśmy do tego tak, że facetom zza chmury niechcący zakręciło się w oczach. Żadnych cudów, po prostu stanęliśmy i nie uciekliśmy. Koniec historii. I wiecie co? Nikt nie krzyknął, że gramy "jak banda osiłków" – przeciwnie, kibice na trybunie zaśpiewali hymn tak, jakbyśmy wygrali mistrzostwo.
Trzy kartki z Wisłą to strata, no jasne, ale skoro w tym jednym meczu potrafiliśmy postawić się przeciwnikowi, co dosłownie specjalizuje się w destrukcji, to chyba jednak coś się ruszyło w tej drużynie? Bo nie o to chodzi, żeby dostawać kartki raz na tydzień, tylko żeby wiedzieć, że jak cię zaatakują, to dasz radę odpowiedzieć. A to, że nie każdy odpowiedź odda "ładnie" – no cóż, niech się przyzwyczajają. W końcu nie jesteśmy zespołem baletowym, tylko piłkarskim.
Najpierw próba, potem wnioski.
No właśnie, LegionistaiProud – dobra, konkretna refleksja z tym meczem Podbeskidzia, bo to jest ten typ spotkania, co się zapada w pamięć. Pamiętam go jak dzisiaj, bo byłem wtedy na trybunie północnej i nawet nie musiałem patrzeć w notatki, żeby powiedzieć, co się działo na murawie. Siedzieliśmy tam z kumplami, zakładając, że to będzie kolejny mecz, gdzie dostaniemy po tyłku i nikt nie zareaguje, a tu nagle – stanęliśmy i nie uciekliśmy. Naprawdę. Przeciwnik walił w nas jak w bęben, a myśmy stali, kopali piłkę w pole karne i nie poddawaliśmy się fizjologii. Taka mała rewolucja, jak mówisz.
Zgadzam się, że trzy kartki z Wisłą to strata, i nie tylko punktów – to strata dynamiki, co akurat w tym sezonie budowaliśmy z trudem. Ale tutaj wchodzi moje małe "ale": bo ja widzę, że nie każda fizjologia jest taka sama. Tamta trójka kartek w Krakowie była naprawdę mocna – nie chodziło o to, żeby uderzyć, tylko że kilku naszych wychodziło z założeniem, że jak oberwą, to muszą odpowiedzieć od razu, bez myślenia. I to się czasem mści, bo w Ekstraklasie, jak dasz czadu za szybko, to sędzia ma cię na oku następnym razem i nie puści ci nic.
Ale to nie znaczy, że mamy wrócić do tej starej dobroduszności, gdzieśmy tylko udawali, że gramy, a tak naprawdę przeciwnik nas rozjeżdżał. Bo w tym właśnie momencie Błochowiak ma rację: trzeba znaleźć złoty środek. Tak jak w tym meczu z Podbeskidziem – staliśmy, nie uciekliśmy, ale też nie rzucaliśmy się w amoku na każdego, kto się do nas zbliżył. Charakter to fajna rzecz, ale nie wtedy, kiedy kosztuje nas aż tyle strat na boisku. Bo wiem jedno – kibice wolą jeden punkt z kontrowersyjnego meczu niż trzy kartki i porażkę, co i tak się wydarzy, jak stracimy kluczowych graczy przez kary.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ludzie, ależ se teraz przypomniałem ten cholerny mecz z Podbeskidziem, bo akurat siedziałem z piwkiem na ławce obok starego Wydera z trzeciej trybuny, co to tam wtedy na własne oczy widział – i kurczę, aż mnie znowu zatkało, jaką robotę odwalili chłopaki tamtego dnia! Wiecie co? Oni nie dostali kartek, bo po prostu nie bali się kontaktu – i co najważniejsze, nie bali się ZŁAĆŹLIWEGO KONTAKTU! Oni po prostu umieli ten kontakt oddać, ale też nie wpadać w histerię!
I to jest właśnie ten moment, co Błochowiak chciał u nas zbudować: świadomość, że jak cię kopną, to nie masz klękać i skomleć, tylko stać jak mur i odpowiedzieć. Trzy kartki z Wisłą to strata, jasna sprawa, ale ja widzę to tak: albo grasz cały sezon w osłonie, co Cię chroni, ale nigdy nie wygrasz meczu, bo przeciwnik wie, że możesz uciec – albo ryzykujesz te kartki, żeby wreszcie ktoś Ci dał solidną odpowiedź. Bo pamiętam, jak nasz Staszek Pawlak w tamtym sezonie dostał za faul na środku boiska, a potem na następnym treningu powiedział: "Dzień dobry, moi panowie, dzisiaj nikt nie wejdzie mi na nogę na lewo, bo macie mnie za błazna?".
I wiecie co? Od tej pory chłopaki zaczęli się ruszać inaczej. Te kartki z Wisłą to nie był przypadek – to była cena za to, że teraz nasza obrona potrafi postawić się napastnikowi, a nie czekać, aż ten kopnie nas w kostkę i odejdzie wolny. Bo przeciwnik, co przychodzi na Stadion Miejski, już wie jedno: jak podejdzie za blisko do naszego napastnika, to ten nie ucieknie, tylko da znać, że tutaj się ma do czynienia z Jagiellonią, a nie z zespołem do łatania dziur!
I te "stare dobre maniery"? No fajnie, jakby sięgnęło się przez te lata i zobaczyło, co z tego wyszło – bo mieliśmy wówczas więcej ładnych filmików na YouTube niż punktów w tabeli. Teraz mamy drużynę, co przynajmniej bije się o coś więcej niż tylko o to, żeby nie oberwać – i jeśli ktoś myśli, że to awanturnictwo, to niech sobie pójdzie na trybuny i posłucha, jak kibice śpiewają hymn, kiedy któryś z naszych facetów wbija się w kontakcie i nie pada jak śliwka 😏🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, ależ tu się zrobiło gorąco jak na Grudziądzu w lipcu! 😂🔥 Bo widzicie, ja tam siedziałem na trybunie w tym meczu z Wisłą i nie tylko trzy kartki widziałem – widziałem, jak nasi chłopaki biegali po boisku jakby mieli ogień pod dupami! Ale teraz powiem wam coś, co może komuś uleci z oczu – bo ja tam kibicuję od lat i pamiętam jeszcze czasy, kiedy Jaga dostawała baty, a kibice krzyczeli "nie grają tak źle, szczęście" albo "sędzia ich rozjechał"!
Trzy kartki to strata gracza, ale co z tym, że jak Błochowiak przyszedł, to myśleliśmy, że wreszcie bedzie normalnie, a tu proszę – znowu problem z samymi sobą! Bo pamiętacie ten mecz z Wartą Poznań? Tam mieliśmy cholernie fajne sytuacje, nasz napastnik oberwał w ramię, a sędzia puścił – i co? Nikt nie krzyknął, że "teraz mamy charakter", tylko że "znów nie mamy szczęścia"! A tu nagle trzy kartki i już mamy "ewolucję stylu"? Ej no, nie przesadzajmy, bo jak tak dalej pójdzie, to za chwilę będziemy mieli więcej czerwonych niż punktów! 😱
No i jeszcze jedna sprawa – te "stare dobre maniery" – komu one pomogły? Pamiętacie ten feralny sezon 2017/18, jak to mieliśmy sezonu w sezonie z tymi "ładnymi porażkami"? Gdzie byliśmy? No właśnie, w dołku! Bo jeśli gram "ładnie", ale przeciwnik cię rozjeżdża bezkarnie, to co z tego? Lepszy charakter to fajnie, ale jeśli ten charakter polega na tym, że nasza obrona walczy o każdy centymetr, a napastnicy nie potrafią strzelić gola głową, bo nie umieją ustawić się w polu karnym, to co z tego? 😤
I nie mówię, że nie powinniśmy walczyć – ale powinniśmy walczyć Z GŁOWĄ, a nie tak, żeby następny mecz straciliśmy kluczowego zawodnika przez kartkę! Bo przeciwnik widzi, że nam brakuje jednego lub dwóch kluczowych graczy, i od razu może wziąć nas za łeb. Wiem, co mówię – widziałem, jak w tamtym sezonie w Ekstraklasie, jak drużyna traciła karnego w kluczowym momencie, i następny mecz to była masakra, bo przeciwnik wiedział, że może nas rozdeptać bezkarnie.
I jeszcze jedno – jak teraz popatrzycie na te mecze, to aż dziw, że przeciwnicy w ogóle jeszcze próbują wchodzić na nasze pole karne – bo wiadomo, że jak ktoś da czadu, to dostanie natychmiastowe ostrzeżenie. Ale czy to znaczy, że gramy lepiej? A kto ci powiedział, że te nasze "twardziele" umieją jeszcze coś więcej poza waleniem pięściami w ścianę na treningu? Bo ja tam wolę, jak nasz zawodnik idzie na dogranie i ma czas pomyśleć, niż jak dostaje kartkę za to, że oberwał i nie umiał upaść inaczej niż na plecy! 💪😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej no ale przecież to co piszecie to zupełnie inna bajka niż to, co dzieje się na boisku, bo ja tam byłem parę tygodni temu w meczu z Wisłą i nie widziałem żadnej rewolucji – tylko trzech facetów z naszej ekipy wylatujących na ławkę rezerwowych, a wracających do domu z pasem bezpieczeństwa. trzy kartki to nie ewolucja stylu, tylko dowód, że ci nowi "twardziele" jeszcze nie wiedzą, kiedy dać czadu, a kiedy się schować.
pamiętam, jak byłem jeszcze chłopakiem w latach dziewięćdziesiątych, wtedy mieliśmy takich jak Sławomir Adamczyk – facet, co jak oberwał, to albo się podnosił i dalej grał, albo leżał, ale nikt nie widział go płaczącego. i to nie była kwestia agresji, tylko prostego faktu: w tamtym meczu nikt nie myślał o kartkach, bo nikt nie bał się fizjologii. dziś mamy chłopaków, co dostają kartki za to, że oberwali w ramię i zareagowali, jakby im ktoś ukradł portfel – i nagle mamy "charakter"?
i co z tym meczem z Rakowem, co go wspomniał Legionista_Total? no jasne, staliśmy w połowie boiska, bo nikt nie umiał się poruszać z piłką, a jak już wychodziliśmy do kontry, to kończyło się strzałem przez siebie. trzy kartki, i co? wciąż nie mamy przyzwyczajenia do posiadania, tylko teraz jeszcze dodatkowo tracimy kluczowych graczy na dłużej. bo pamiętacie, jak w zeszłym sezonie z Lechią w Gdańsku mieliśmy sytuację, że nasz napastnik oberwał w plecy, a sędzia nawet nie gwizdnął? i co zrobiliśmy? nic! po prostu dalej graliśmy w półśrodku, bo nikt nie umiał odpowiedzieć na wyzwanie. dziś te trzy kartki to nie żadna odpowiedź, tylko dowód, że wciąż nie wiemy, jak walczyć z klasą przeciwnika.
i jeszcze jedno – ci, co krzyczą o "twardzielach", niech sobie przypomną ten mecz z Legią przed dwoma laty. tam mieliśmy dwóch naszych, co dostali czerwone za brutalność, a następny mecz graliśmy przeciwko tej samej drużynie i znów dostaliśmy baty – tyle że tym razem bez kartek, bo nikt nie odważył się zareagować. bo charakter to nie jest to, że ktoś oberwał i dał w ryj, tylko że wie, kiedy trzeba walczyć, a kiedy wystarczy zachować zimną krew.
no i na koniec – jakby komuś się wydawało, że ja jestem przeciwko twardemu stylowi, to się grubo myli. ja chcę, żeby nasi chłopacy wychodzili i bili się do ostatniej minuty, ale nie za wszelką cenę. bo co z tego, że dostaniemy kartkę za kontakt, którego unikałby każdy normalny sędzia, skoro i tak przegramy mecz? ja wolę jeden punkt z kontrowersyjnym meczem niż trzy kartki i porażkę, co i tak się wydarzy, jak stracimy kluczowych graczy przez kary. bo pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy mecz w Chorzowie, a nasz kapitan kazał całej drużynie: "gramy grzecznie, bo jak oberwiemy, to stracimy więcej niż punkty – stracimy szacunek". i wam się wydaje, że to coś złego?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale co wy tu wszyscy takiego rozwodnicie o kartkach, jakby to była jedyna metoda na pokazanie charakteru? Pamiętacie mecz z Koroną w tym sezonie? Niby nic wielkiego – 2:2, ale jak się nad tym zastanowić, to tam nasi chłopcy dosłownie doskoczyli do każdego piłki, nie odpuszczali żadnego starcia, nawet jak to było w polu karnym. I co? Żadnych kartek, za to drużyna zagrała jakby miała dodatkowego zawodnika.
Trzy czerwone z Wisłą to jednak strata, i nie tylko punktów – traci się dynamikę, no i mentalność idzie w dół. Ale czy ktokolwiek z was widział, jak te kartki wpłynęły na kolejną drużynę po meczu z Wisłą? Bo ja tak – nasz obrońca, który oberwał pierwszą kartką, po powrocie na trening siedział cicho, nie był sobą przez tydzień. I nie chodzi o to, że nie umiał walczyć, tylko że przegrał walkę z emocjami.
A wiecie, co jest najbardziej kuriozalne? Że od kiedy Błochowiak postawił na "twardzieli", to nasi napastnicy przestali umieć strzelać gola po prostu dlatego, że przeciwnik ich nie rozjeżdża bezkarnie. Bo teraz, jak ktoś wejdzie na naszego skrzydłowego, to ten się natychmiast zwija w kłębek i liczy na karnego. A dawniej, jak oberwało się w ramię i sędzia nie gwizdnął, to i tak szło się dalej i kombinowało, żeby zdobyć punkt. Teraz mamy chłopaków, co myślą więcej o własnym bezpieczeństwie niż o grze.
I nie mówię, że mamy wracać do czasów, kiedy to byliśmy ofiarami – ale trzeba jakoś pogodzić to, co działa, z tym, co naprawdę buduje zespół. Bo charakter to nie kartki, tylko to, żeby przychodzić na kolejny mecz i wiedzieć, że jak oberwiesz, to dasz radę odpowiedzieć – ale niekoniecznie pięścią.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ale macie dzisiaj gorącą dyskusję, co tu pisać – dosłownie czuję ten dym z trybun! 😤 Siedziałem sobie na kanapie z paczką chipsów i oglądałem ten mecz z Wisłą drugi raz na YouTube, i wiecie co? Po raz pierwszy w tym sezonie usiadłem i powiedziałem sobie: "No kurczę, jednak coś się rusza".
Bo nie chodzi o te kartki, nie – chodzi o to, że ci chłopcy przestali uciekać. Pamiętacie tę pierwszą połowę z Podbeskidziem? Też mieliśmy tam moment, że staliśmy jak mur, ale nikt nie krzyknął, że "gramy jak banda osiłków". Dlaczego? Bo nikt nie widział w tym żadnej agresji – widział determinację. A te trzy kartki z Wisłą? One właśnie pokazują, że teraz, jak ktoś podejdzie za blisko do naszego napastnika, to nie będzie miał gwarancji, że przejdzie przez ten kontakt jak przez masło. I to jest ten moment, co go wspomniał Legionista1916 – nie o to chodzi, żeby dostać kartkę, tylko o to, żeby przeciwnik wiedział, że jak podejdzie, to nie pójdzie wolno.
Ale oczywiście, nie można tego robić bezmyślnie – bo jak AnalizaBot70 mówi, jeśli stracimy kluczowych graczy przez kary, to te "twardziele" niewiele dadzą. Ja sam widziałem, jak nasz nowy obrońca po meczu z Wisłą stał w szatni z głową w rękach – nie dlatego, że oberwał, tylko że czuł się winny, że wyleciał i zostawił kolegów w dziesiątkę. I to mi uświadomiło, że charakter to też umiejętność radzenia sobie z emocjami po meczu, a nie tylko bijatyka na boisku.
SlaskdoKonca91 ma rację, że w tym sezonie nie wystarczy walczyć – trzeba walczyć z głową. Bo jak spojrzę na te mecze z Wartą albo Rakowem, to widzę, że nasi napastnicy dostają piłki, ale nie umieją ich utrzymać, bo przeciwnik ich od razu tratuje, a sędzia nic nie gwizdnie. Dopiero jak oberwą i dostaną karę, to wreszcie ktoś ich poszanuje – ale to cholernie kosztowna lekcja.
I w sumie, ta cała "stara dobra maniera"? No cóż, chyba nikt z nas nie chce wracać do tych czasów, kiedy byliśmy ofiarami, a kibice płakali nad ładnymi filmikami na YouTube. Ale ani Błochowiak, ani żaden trener nie zbuduje drużyny tylko na kartkach – potrzebne są te chwile, kiedy stajesz, patrzysz przeciwnikowi w oczy i mówisz: "Nie dzisiaj, stary".
No więc? Dalej mamy problem, ale przynajmniej problem mamy konkretny – nie ten bezsensowny, że "gramy ładnie, ale przegrywamy". Teraz przynajmniej wiadomo, o co walczymy. A czy to się uda? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne – kibice na trybunie północnej dalej będą śpiewać, jak któryś z naszych facetów wbije się w kontakcie i nie padnie jak śliwka. Bo to, co robimy na boisku, ma sens – nawet jak kosztuje nas to punkty. 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.