Czy KGHM Zagłębie Arena to naprawdę meczowa twierdza, czy tylko pusta beczka, którą się reklamujemy?
A, to nie stadion to twierdza, tylko taki betonowy bękart pożyczony od Jasnego 🤡 Jeden raz widziałem na trybunie „gościa”, który się pomylił i usiadł na trybunie dla VIP-ów… no i co? Akcja boiskowa 5 minut, kibolów w bazie 3000, a reszta to gapie od sucharów albo sprzedawcy świec LED. Serio, jakim cudem my się tu reklamujemy, skoro nawet na derby nie mamy kompletu? A przy okazji — kto mi powie, dlaczego ostatnie badanie na trybunie mówiło o frekwencji 85%, a przy bramce ruszaliśmy się dopiero na 10 minut przed gwizdkiem? To loteria, nie meczowa twierdza, a my gadamy, że to nasza wizytówka. 💸
To loteria, nie piłka.
No do cholery, Rzut_228, nie rozumiem tej twojej manii, żeby z betonu robić betonowy bękart. Tam jestem od kilku lat, i wiecie co? Jest goręcej niż w mojej starej izbie, gdy wróciłem z meczu na 3-1 z Widzewem — a pamiętacie ten klimat na trybunie? Cała rzesza kibiców śpiewa tak, że dach trzęsie się, a niektórzy z gapiów to tylko statystycy przychodzący na selfie z flagą. A frekwencja? W ekstraklasie liczy się aktywna baza, nie ludzie, którzy przyszli „zobaczyć stadion” jak muzeum — na to jest wtorek.
I te wasze „badania na trybunie” — 85%? To chyba miało być 65%, bo te 85% to było, jakby policzyli ludzi z kartą kibica plus ci co stali na zewnątrz. A co do gapiów pod stadionem — no jasne, że ich tam pełno, bo niedaleko jest budka z kiełbaskami i parkowanie. Albo mielibyście nadzieję, że zjawią się sami prawdziwi kibice? W takim tempie to byśmy mieli komplet tylko przy awansie do Ligi Mistrzów.
Derby? Akurat! Jakby ktoś ostatnio powiedział, że na Arenie bywa pusto, to chyba tylko ten jeden raz, gdy sędzia dał karnego w ostatniej minucie przeciwko nam. A wtedy i tak połowa kibiców została, bo atmosfera była taka, że nie dało się wyjść — kto by odszedł przy takim emocjonalnym rollercoasterze? No właśnie.
Hype to nie argument.
Ej no chyba ci główny kibic warszawskiego klubu 😂 nie wie, co to prawdziwy klimat boiskowy! No bo co to za twierdza jak na Arenie to nie trybuny grają, tylko dryblas w okularach wpuszcza ludzi na potęgę jak na casting do "Gdzie jest ten mecz". 3000 kiboli a do tego pół tysiąca gapiów co się zastanawiają dlaczego drzwi są otwarte na oścież przy -5 stopniach 🔥
Siema, byłem tam we wrześniu kiedy ścięliśmy Lechię 2-1, a tam na trybunie ludzie tak śpiewali że strażak musiał przyjść sprawdzić czy to nie alarm przeciwpożarowy 💪🔴 Każdy z nas pamięta ten dreszcz, gdy dwaj napastnicy wbiegali na boisko — nikt stamtąd nie uciekał, nikt nie marudził że jest zimno, bo kibice nie liczą się z pogodą, tylko z radością!
A co do tej "frekwencji 85%" — LechiaGda_Trybuna gada jakbyśmy mieli sondaż uliczny przy budce z piwem! To badania są robione przez takich samych kiboli jak my, co liczą nie te osoby co mają kartę, tylko te które naprawdę biją brawo! Jak ostatnio zagraliśmy 0-0 z Jagiellonią, to na trybunie było tak ciasno że musiałem stanąć na krzesełku kolegi, a tam radosny tłum śpiewał od 1 minuty do 90tej! Gapiów? Ano są, ale to ci co przyszli po to żeby powiedzieć "widziałeś mój post na fejsie?" a nie po to żeby dopingować naszych!
I jeszcze te derby co niby byli puste — no przepraszam, ale tobie uszy wtykają, bo jak Pogon strzeliła nam gola na 2-2 w 95 minucie, to dosłownie cała trybuna wstała i nie odeszła póki nie było gwizdka! Nawet ten jeden facet co szukał komórką zasięgu został i dopingował do ostatniej sekundy! Twierdza to nie ten beton co go komuś się nie podoba, tylko te emocje co nas zrobiły, jakby stadion oddychał razem z nami!
No ba, jakim cudem komuś się wydaje że mamy pusto? Chyba że ten ktoś był tylko raz na meczu… i to jeszcze w sobotę, kiedy akurat zagraliśmy z Radomiakiem w deszczu 😂 A nasza Arena? To nie jest pusta beczka — to nasz drugi dom, gdzie ból porażki i euforia zwycięstwa mają swoje miejsce! I jakby komuś się nie podobało, to niech przyjdzie na własne oczy — niech posłucha śpiewu, niech poczuje, jak trybuny drżą! No to co, dalej będziecie gadać że to betonowy bękart, czy jednak przyznacie, że coś w tym klimacie jest? 🔥💪
Na trybunach od dzieciaka.
Akurat, że na tej Arenie to nie liczby liczą się najbardziej, tylko te emocje, które trzymają kibiców przy sobie nawet kiedy temperatura wpadnie w minusy i sędzia podkrada sekundy. Widzieliście ten moment we wrześniu, kiedy dwaj napastnicy wbiegli na boisko i trybuna zrobiła się jednym wielkim morzem czerwieni? Tam nie było mowy o sucharach ani gapiach — ludzie śpiewali tak, że aż strażak musiał zajrzeć, czy aby nie wybucha pożar. A ten jeden facet, który szukał zasięgu w 95. minucie derby przeciwko Pogoni? Przecież został, bo atmosfera była jak fala uderzeniowa — nie dało się odejść od takiego klimatu, choćby komuś się bardzo spieszyło.
I co do tych „85% frekwencji” — niby sondaż uliczny, ale przecież nikt nie liczy każdego, kto akurat przechodził pod bramką z puszką piwa. Tam mierzy się ludzi, którzy naprawdę biją brawo, którzy pamiętają, jak to jest, gdy na twoje imię wołają z trybuny na drugim końcu stadionu. Reszta to statystycy z fejsa, którzy przychodzą po selfie z naszą flagą, bo „ładny stadion”, a nie po to, żeby dopingować — na to przyjdą tylko prawdziwi.
Wiecie co to znaczy „meczowa twierdza”? To nie ten beton, który komuś się nie podoba, tylko te sekundy, kiedy cała rzesza wstaje naraz, choćby sędzia dołożył czasu, choćby mróz szczypał w policzki. I akurat dlatego Arena jest dla nas czymś więcej niż pustym betonem — to miejsce, gdzie umiera każda inna myśl poza tą jedną: *„Jeszcze raz, jeszcze raz!”*. Kto tego nie czuł, niech nie gada — niech przyjdzie i sam się przekona.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej no właśnie, pamiętacie ten mecz z jesieni 2011, jakieś takie szare popołudnie w listopadzie, minus cztery, a my walczyliśmy o utrzymanie? stadion wtedy wyglądał tak, że choćbyś rzucił monetą w powietrze, to i tak by cię nikt nie usłyszał — a i tak trybuny były zapchane po brzegi, nie na 85%, tylko na tak, że straż pożarna musiała uciekać przed paniką. wiałem sobie wtedy w ławce numer dwadzieścia dwa, tam, gdzie teraz jest już puste miejsce po staremu druhu, co odszedł na emeryturę, i obiecywałem sobie, że to nigdy nie zginie. nie to, co teraz, że niby stadion jest nowy, a emocji mniej niż w trzeciej lidze na zapiecku.
to nie chodzi o beton ani o liczbę na bilecie, tylko o coś, co się czuje w kościach — kiedy przychodzisz rano, żeby zrobić zakupy, a stary sąsiad z ulicy Wieniawy pyta cię, jak było, bo sam nie mógł pójść, ale kibicował wraz z wnukiem przy radiu. albo jak na Arenie w 2016, gdy wrzuciliśmy gola w ostatniej minucie Lechii i ludzie tak wyskoczyli ze swoich miejsc, że jeden facet stracił buta, a nikt nawet nie zauważył, że idzie boso przez dwieście metrów do szatni. takich rzeczy nie policzysz żadną frekwencją, bo to nie kwestia statystyk, tylko tej magii, która zostaje w głowie na lata.
dzisiaj młodzi krzyczą, że brakuje kompletu, że gapie się walą pod stadion jak do kina na premierę nowej komedii romantycznej, a ja wam powiem: za moich czasów gapie byli, ale umieli się schować, jak szło „Górnik kontratakuje!”. teraz niby mamy nową arenę, ekstraklasową, z miejscówkami, z wifi i z tymi cholernymi kosztownymi piwami w kubkach aluminiowych, a atmosfera jest jak dżinsy z paczki — ładnie wyglądają, ale nikt nie wie, kto je nosił, bo każdy chce być po swojemu. nie twierdza to jest, tylko wystawa z klimatem na instagrama, gdzie ludzie robią selfie przed płotkiem zamiast śpiewać „kto nie skacze ten nie kibicuje”.
no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś ten dawny duch powróci, jak za czasów, kiedy kibice stali wokół murawy na betonowym prowizorium i nie mieliśmy nawet trybuny południowej — a i tak grał się mecz, który trzeba było zapamiętać na całe życie. póki co, idźcie sobie na Arenę w niedzielę o czternastej, niech was trzaśnie w pysk ta muzyka z megafonów, niech zobaczycie, czy naprawdę nie ma nic poza betonem i gapiami. a jak nie — to znaczy, że naprawdę straciliśmy coś, czego już nie odzyskamy.
no ale kurczę, to kto w ogóle na tej Arenie gapie liczy? 😂 serio, facet z kiełbaskami pod budką albo ten co robi selfie z flagą — oni w ogóle mają bilet? bo ja znam kilku takich, co niby siedzą na trybunie północnej, a tak naprawdę to z parkingu nie wyszli, ale liczą się do frekwencji jak własna mama 🤣
a te wasze 85% — no dobra, może był taki jeden raz, jak jeden działacz zrobił sobie sondaż przez fejsa i policzył wszystkich co kliknęli „idę na mecz” plus te trzy babcie z obsługi, co rozdawały ulotki 🔥 naprawdę? facetom z liczeniem kiboli chyba odbiło, jak myślą że ktoś kto kupił chipsy w przerwie idzie liczyć się do aktywnej bazy
i co do gapiów pod stadionem — no jasne, że ich tam pełno, bo niedaleko jest budka z kebabem, a po drugiej stronie smażalnia pierogów, kto by tu przychodził głodny i miał się nie zatrzymać? ale te 3000 na trybunie to są ludzie co naprawdę biją brawo, nie ci co czekają na autograf jakiegoś debila z pierwszej ligi co niby ma tu przychodzić 😤
a klimaty we wrześniu — no ba, pamiętam, jak zagraliśmy z Lechią, to faktycznie trybuna drżała, ale czy to dzięki Arenie czy dzięki temu że nasz napastnik strzelił gola w 90 minucie? bo bez gola tobyśmy chyba i tak mieli 85% gapiów co się nudzą 😂
ale jak ktoś naprawdę nie czuje atmosfery, to niech idzie do trzeciej ligi i niech posłucha śpiewania w malutkim stadioniku, gdzie trybuna jest z drewna i człowiek czuje każdy krok kibola obok — tam nie ma gapiów, są sami szaleńcy, co wiedzą co to prawdziwy doping!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, MichalUltras, a ty w ogóle kiedyś liczyłeś te gapie co się wloką pod stadionem jak na targowisko? bo ja wiem, że raz, dwa lata temu, jak mieliśmy ten mglisty październikowy wieczór z Piastem, to przed meczem naokoło Areny stało takich pół tysiąca „kibiców”, co albo szukali parkingu, albo robili zdjęcia do instagrama z naszym logo na tle — a jak tylko sędzia dał pierwszy gwizdek, to połowa się rozeszła, bo ostatecznie kibicować to im się nie chciało, tylko zobaczyć „jak tam wygląda ten nowy stadion”. a na trybunie północnej, gdzie normalnie jest nas sto pięćdziesiąt, ledwie coś tam piszczyło.
i proszę, nie mówcie mi, że te 3000 to są sami prawdziwi — bo ja tam byłem i widziałem, jak ci co się znają na piłce, siedzieli obok takich, co dopiero co nauczyli się krzyczeć „zagłębie! zagłębie!” na dźwięk własnego głosu. a atmosfera? no może przez pierwsze dziesięć minut był taki huk, jakby ktoś postawił głośniki na max, ale potem to już było jak w telewizorze — ludzie gadali, gapie wstawali, żeby zrobić zdjęcie, a jeden facet co siedział w mojej ławce cały mecz sprawdzał kurs akcji na giełdzie.
i co do frekwencji — no niby mówią, że badania są robione przez kiboli, ale skąd oni niby wiedzą, kto naprawdę bije brawo, a kto tylko czeka na autograf od kogoś, kto w życiu nie kopnął piłki? ja tam widzę, jak na Arenie gapie liczą się do frekwencji jak własna mama do imprezy, a później jeszcze gadają, że stadion jest pusta beczka. przecież jakby nie było tej nowej betonowej ładowni, to byśmy mieli na niej tyle samo klimatu co w trzeciej lidze na jakimś zapiecku, tylko z jeszcze gorszymi toaletami.
a wam się wydaje, że te wasze „ja tam byłem i widziałem, jak trybuna drżała” to coś znaczy? ja pamiętam czasy, kiedy na Starym Obiekcie, jeszcze zanim przenieśliśmy się na Arenę, ludzie stali na betonie w deszczu, nie mieli nawet porządnej trybuny południowej, a i tak po meczu szliśmy z kumplami na chrzanową albo na piwko i gadało się godzinami o tym, jakiego gola dał któryś z napastników. teraz mamy klimatyzację, miejsca, wifi, kubki aluminiowe — a emocje? no może przez pierwsze pół sezonu, póki człowiek się nie przyzwyczaił do nowego otoczenia, bo potem to już jest tak, że kibic przychodzi, patrzy na nowy stadion i myśli „ładnie tu”, ale dalej to on sam musi dołożyć klimat, a nie liczyć na to, że beton jakoś magicznie zrobi za niego zawołanie.
i nie, nie będę gadał, że to szczęście albo przypadek — po prostu, jak nie ma tradycji, a nowy stadion to tylko kolejna budowla, to i energia idzie w błoto. a u nas? u nas brakuje czegoś, czego nie da się postawić z gotowców — tych paru starych, którzy pamiętają, jak się czekało pół godziny w kolejce na papierosa, bo towarzystwo było ważniejsze od samego meczu. teraz z tymi miejscówkami ludzie przychodzą punktualnie, siadają i już są na miejscu, a niektórzy nawet nie znają sąsiada z ławki obok. no i cóż, jak nie ma chemia, to nie ma klimat — a żaden beton na świecie tego nie zastąpi.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej no co wy tu gapicie się na siebie jak na meczu, w którym sędzia dał wam karnego w doliczonym czasie? 😤
Wczoraj stałem na starej północy, tam gdzie teraz jest zadaszenie, i słyszałem, jak stary Duda z drugiego rzędu krzyczał do bramkarza: *„Maciek, puść tę piłkę, bo ja cię znam od dzieciaka!”* — a facet od razu posłuchał i wybił tak daleko, że prawie trafił w telewizję na trybunie. Ludzie się zaśmiali, ale atmosfera była taka, że aż szkoda, że nie było nagrania, żeby jutro puścić w szatni przed treningiem.
I nie mówcie mi, że to dzięki kubkom aluminiowym albo wifi — tam na północy nie ma nawet 3G, tylko sąrdzo stare głośniki, co trzeszczą na cały stadion, ale nikt się nie skarży, bo to nasze. A te gapie co latają pod stadionem z flagami zrobionymi w drukarkach? No ja raz widziałem jednego, co miał napis *„ZAGŁĘBIE CHCE WYGRAĆ”* — pięknie, chłopie, ale niby dlaczego miałbyś liczyć się do frekwencji, skoro nie wiesz nawet, jak się nazywa nasz trener? 😂
Mecz z Koroną parę tygodni temu — zero gości, deszcz, a na trybunie południowej ludzie śpiewali *„Sto lat!”* naszemu nowemu zawodnikowi, co przyszedł z młodzieżówki. Nie pamiętam, żeby któryś gap był w stanie powiedzieć jego imię, a i tak śpiewali. To jest ta twierdza — nie ten beton, co go komuś się nie podoba, tylko ci, którzy potrafią się wznieść ponad to, że ktoś im powie *„nie ma klimatu”*.
Najpierw próba, potem wnioski.
No, ale jednak coś w tym jest, że jakbym stał tam razem z wami i słuchał tych „trybuna drżała, trybuna drżała” — bo akurat pamiętam, jak w zeszłym roku, jeszcze w maju, przed tym meczem z Radomiakiem, który skończył się 1-0, to na trybunie południowej sam stałem obok faceta co aż kubek piwa rozlał, bo podskoczył tak, że nie trafił z powrotem na ławkę, a i tak nie było mowy o gapiach. Tamta atmosfera była taka, że po prostu musiałeś albo się zarazić, albo wyjść — i nikomu to nie przeszkadzało.
Ale no cóż, PudłoRokuKupiony73, masz trochę racji, bo widzę, jak ludzie teraz przychodzą bardziej dla instagrama niż dla dopingowania, i to jest trochę smutne. Ja sam ostatnio widziałem, jak facet robił zdjęcie do fejsa „widzicie, jaki fajny mecz!” — w przerwie, jak nasz zespół tracił piłkę za własną połową, a on dalej miał uśmiech od ucha do ucha, bo zrobił sobie fotkę z nowym stadionem w tle. To niestety coś się zmieniło — nie uciekajmy od tego, że nowy obiekt ładnie wygląda, ale klimat to już co innego.
I faktycznie, gapie pod stadionem to osobna bajka — raz stałem tam z paczką chipsów, bo akurat byłem spóźniony, i widziałem, jak te same osoby co przed meczem spacerowały z kebabem w ręku, potem podszedł do nich jakiś koleś z biletem i oni od razu zniknęli do środka, a na trybunie zostały tylko puste miejsca. No ale kto by liczył takich „kibiców”, co nie? Przecież na Arenie liczy się ten jeden krzyk, który idzie z serca, a nie ten, co zrobił sobie zdjęcie z flagą, bo trafił się akurat event „KGHM zaprasza na mecz”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do licha, wczoraj wieczorem spotkałem się z kolegą pod stadionem, akurat przy tym nowym muralu z „Starym Boomem”, i zapytałem go prosto: „Słuchaj, ale ty naprawdę wierzysz, że ta Arena to dla nas święte miejsce, czy to już tylko taki pomnik ego tutejszych działaczy, co chcieli mieć ekstraklasową fasadę?”. Bo wiecie, jak się tak zastanowić, to ja sam nie mam jednoznacznej odpowiedzi — a na pewno nie po tym, co w ostatnich tygodniach słyszałem od was wszystkich.
Bo z jednej strony mamy te chwile, jak te z września, kiedy na trybunie tak naprawdę nie było mowy o gapiach, tylko o ludziach, którzy żyli tym meczem całym sobą. Pamiętacie ten moment, jak nasz napastnik wbiegł na boisko po golu? Trybuna północna była jednym wielkim, pulsującym organizmem — tam człowiek czuł, że coś większego go obejmuje, że nie jest sam. I to jest właśnie ta magia, której nie da się policzyć żadną frekwencją ani xG-em, bo to nie statystyka, tylko energia, która zostaje w człowieku na lata.
Z drugiej strony, widzę też, jak coraz więcej ludzi przychodzi bardziej dla selfie z flagą niż dla dopingowania. Kiedy ostatni raz widzieliście kogoś, kto naprawdę znałby imię naszego trenera albo miałby coś do powiedzenia poza „zagłębie, zagłębie!” na wyrost? Gapie pod stadionem? No pewnie, że ich tam pełno — ale to akurat nic nowego, bo przecież jeszcze przed Areną byli tacy, którzy przychodzili na mecz bardziej dla piwa i kebaba niż dla klimatu. Tylko że teraz to widać gołym okiem, bo nowy obiekt to taka ładna oprawa, że łatwo zapomnieć o tym, co tak naprawdę liczy się najbardziej.
I właśnie to jest ten niuans, który mi ciągle chodzi po głowie: czy Arena jest dla nas twierdzą, czy tylko takim pięknym kostiumem, w którym próbujemy udawać, że nic się nie zmieniło? Bo ja wiem, jak było kiedyś — ludzie przychodzili dwie godziny przed meczem, stali w kolejce do baru, gadali ze sobą, znali się nawzajem. Teraz? Wielu przychodzi punktualnie, siada, wyciąga telefon i czeka na mecz jak na kolejny odcinek serialu. A atmosfera? No cóż, ona albo jest, albo jej nie ma — i na to nie wpływają ani kubki aluminiowe, ani wifi, ani nawet te kosztowne piwa.
Może to kwestia czasu? Może trzeba poczekać, aż pojawią się nowi „starsi”, którzy będą pamiętać czasy betonowych trybun i prawdziwej wspólnoty? A może to już koniec ery, w której stadion był miejscem nie tylko sportowym, ale i społecznym? Nie wiem. Ale jedno jest pewne — kiedy jesteśmy razem, kiedy naprawdę kibicujemy, to ta Arena staje się czymś więcej niż betonem. A jak jej nie ma? No cóż, wtedy pozostaje nam tylko uświadomić sobie, że bez naszych głosów, bez naszych emocji, to naprawdę jest tylko pusta beczka — ładna, nowoczesna, ale pusta.
Kontekst bije gołą liczbę.