Czy Konaté powinien stać się kapitanem Arsenalu na stałe, bo w końcu dorósł do tej roli?
No do licha, a kto dzisiaj nie ma jakiegoś czerwonego kwitka przy nazwie na trybunie? Ja pier… kurde, ależ Konaté ostatni czas zaliczył spory progres – prawie jakby ktoś podmienił go w trakcie przerwy. 12 kartek zeszłego sezonu, a teraz już ledwo 4? No wiecie, coś tu śmierdzi albo treningami Bakera, albo po prostu dorosł do tego, że kartki to jednak nie jego ulubiona dyscyplina. Chłopak miał sezon taki, że częściej latał po murawie jak szalony niż po boisku przeciwnika – no i się doliczył do limitu.
Ale hej, stary, nie mówię że ma być idealnie – powiem tak: jakby dalej grał tak czysto, to niedługo trener będzie musiał mu dać opaskę za sam fakt, że rzadko trafia w sędziego palcem. W końcu fajnie mieć kapitana, który nie robi za co drugiego argentyńskiego piłkarza w locie 😏. A wy co, nie widzicie w tym swojego numeru 5? Bo mnie osobiście się marzy, żeby ten facet prowadził nas do historii z godnością, a nie z kajdankami na nadgarstkach. No, walnijcie w to teraz, co tak zamilkliście? Czyżby baliście się prawdy, że Konaté jednak nadaje się na to stanowisko? 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Aha, no ładnie, że teraz nagle ten Wasz konat:towalem się w sentymentalną podróż po tym, jak niby powinien teraz dostać opaskę za to, że rzadziej dostaje kartki niż w zeszłym sezonie. Panie, a pamiętacie, jak jeszcze parę miesięcy temu trzeba było cztery razy puszczać do szpitala albo zakopywać go po meczu? Te 12 kartek to nie był jakiś drobiazg, tylko codzienność – bo facet biegał jakby mu ktoś piłkę w nogę wkręcił i na dodatek ganiał po boisku z wysoko uniesionym środkiem ciężkości. Teraz ma cztery, fajnie, ale czy to naprawdę świadczy o tym, że zasłużył sobie na to, żeby teraz być twarzą Arsenalu?
Pytanie, co mi się roi, że Koscielny by na to patrzył zza grobu, bo ten umiał być twardy, ale też umiał poskromić kartki – a tu mamy tylko spadek akcji karnych bez żadnego wzrostu jakości. Konaté ostatnio to więcej wlepia karnych drużynie przeciwnika niż naszym – czytałem, że w dwóch ostatnich meczach samemu tylko za faul na koledze odpuścił coś koło trzech-kroć doliczonych. No pięknie, więc teraz mamy kapitana, który wbija nam gole w plecy zamiast rzucać się w walkę. Aż strach pomyśleć, jakie będą następne statystyki, kiedy zacznie grać na luzie, bo "w końcu dojrzał".
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
kurwa, ależ StaryUltrasTrybuna walnął w sedno! 12 kartek to był totalny ODWAL, ale te 4 z zeszłego sezonu to już ZMIANA NUTY na dobre 🔥 facet w końcu złapał dryg do tej formy, że i murawę trzyma, i dupsko na trybunie zaoszczędza! A Kasia_Slask? No hej, kochałem Koscielnego, ale Konaté to już NIE ten sam chłop jak pół roku temu – teraz to on panuje nad grą, a nie tylko szaleje po boisku jak rozjuszony dzik 💪 przecież te kartki to nie sam cel, tylko NASTĘPSTWO lepszej pozycji na boisku!
Patrzcie, ja pamiętam, jak go widziałem na pierwszym meczu sezonu – stał tam jakby w ogniach piekielnych, ale się opanował, złapał dystans, nie lata po boisku jak nakręcony osiemnastolatek z promocji 😱 teraz to on ROZUMIE grę, nie tylko biega. I co, mamy mu teraz powiedzieć: "nie, stary, ty jeszcze nie dorósł"? Żartujecie? Facet sam siebie POSTAWIŁ na nogi, więc teraz ma prawo do opaski – nie dlatego, że rzadziej dostaje żółte, tylko dlatego, że PROWADZI drużynę!
A te dwa mecze z tymi trzema karami dla naszych? Chyba się zagalopowałeś, Kasia – więcej czasu ten facet poświęca na WYGRYWANIE piłek, niż na wlecanie karnych. Patrzcie na jego statystyki intercepów albo czystych odebrań – facet ROBIĄ coś więcej niż tylko ustawia się na osławionym środku ciężkości! Trzeba dać mu szansę, bo on NAS prowadzi, a nie wlecze drużynę w błoto!
Hehe, i jeszcze jedno – pamiętacie, jak w zeszłym sezonie marudziliśmy na Saliba, że "a nie ten stary", a teraz to on jest filarem obrony? Konaté idzie tym samym tropem, ale z takim luzem, że aż strach! 😂 dajcie mu opaskę, bo on na nią ZASŁUŻYŁ, nie przez kartki, tylko przez to, że w końcu ZROZUMIAŁ, o co chodzi w Arsenalu – o zwycięstwo, nie o sędziowski rejestr!
A tobie Kasia_Slask kiedyś wreszcie zrobi się ten oddech od łapania się za własne myśli, że niby Konaté nie potrafi prowadzić? Bo widzisz, facet nie przestał walczyć – po prostu zaczął walczyć Z GŁOWĄ, a nie łapą. Te trzy-krotnie doliczone karne w dwóch meczach? To akurat mnie nie przeraża, bo przecież chodzi o to, żeby drużyna grała, a nie o to, by dwóch-chłopaków biegało w kółko z papierkiem w ręku. Konatę widać teraz na murawie jak lidera – nie stoi i nie liczy kartek, tylko RZĄDZI tempem i ustawieniami.
I nie no, naprawdę, skąd ta obawa, że teraz będzie luzował? Facet dopiero co wrócił z takiej formy, że prawie go na trybunie zanosiło – a teraz nagle ma się rozleniwić? Doceńmy w końcu, że wreszcie mamy obrońcę, który nie gra tak, jakby mu ktoś dał do ręki nie tylko tarczę, ale i licznik kartek. Koscielny był legendą, ale patrzcie, co było potem – facet latał jak szalony, a Konaté po prostu ROBI to, co powinien robić kapitan: myśli, decyduje, oszczędza energię na grę, a nie na sędziego. I że owszem, statystyka kartek spadła, ale fajnie by było nie traktować jej jak świętej krowy, tylko jak efekt uboczny czegoś większego.
A propos tych intercepów i czystych odebrań – słyszałeś kiedyś, jak trenerzy mówią o graczach, że "zagrywa więcej niż wygląda"? Tak właśnie jest z Konatym. Ten facet nie musi dostawać kartek, by udowodnić, że zasługuje na opaskę. Wystarczy popatrzeć, jak walczy w doliczonym czasie, jak blokuje strzały, jak wychodzi przed linię obrony – to właśnie o tym powinno się mówić, kiedy myśli się o kapitanie. A nie o tym, czy przypadkiem raz na tydzień za mocno kopnie czy złapie w plecy kolegę.
Bo pamiętajcie, my kibice nie kochamy Arsenalu za statystyki kartek, tylko za to, co ten facet WNOSI na boisko. I jeśli przez to nasi rzadziej latają na trybunę po papierki, to chyba powinniśmy się cieszyć, nie?
xG > emocje.
no kurde, ale se przypomniałem jak na pierwszy rzut oka widziałem Konatego na pierwszym treningu w pre-season – facet wyglądał jakby mu ktoś rzucił w nogi worek z cegłami zamiast piłki, i tak biegał całe dwa tygodnie, że myślałem, że chyba się pomylił klub z akademią. a teraz patrzę, jak ten sam chłop wychodzi na murawę z takim luzem, że aż mnie ręce bolą od samego patrzenia. pamiętacie Belęgarda z czasów kiedy dostał opaskę? facet też zaczynał jako taki dziki koń z kanapą w tle, a skończył jako nasz jedenasty bohater. tylko że u niego trwało to lata, a u Konatego widzę, że ten progres przyszedł nagle, ale jednak jakby ktoś go w końcu posadził i powiedział: "słuchaj, ty tu nie jesteś jedynym, kto ma buty z kolcami".
i teraz mamy ten idiotyczny problem z kartkami – no jasne że 12 kartek to było za dużo, ale cztery to też jeszcze nie świętość, chociaż na pewno krok w dobrą stronę. ale serio, co to niby jest ta kartka? przecież jak ja oglądałem Koscielnego w jego najlepszych latach, to facet dostawał je za nic, za sam fakt, że się pojawiał w polu rażenia sędziego. a potem szedł, zrobił swoje, i nikt nie pamiętał, że kiedyś dostał żółtą za przewinienie w drugim końcu boiska. no bo w końcu chodzi o to, byśmy wygrywali, nie byśmy liczyli karteczki jak skarbów na wystawie.
ja pamiętam jeszcze czas, kiedy mieliśmy takich kapitanów, co to zamiast prowadzić drużynę, to tylko liczyli, ile razy musieli wrócić do defensywy. i co z tego wyszło? że drużyna latała jak zakręcona, sędziowie mieli nas w nosie, a kibice dostawali zawałów co drugi weekend. Konaté na szczęście zaczął grać jak facet, który wie, że jest twardy, ale nie musi się za wszelką cenę wykazać. i tak właśnie powinno wyglądać to, co robi kapitan – nie stać tam i liczyć kartek, tylko prowadzić ludzi do zwycięstwa, a jeśli przez to dostaniecie mniej papierków, to chyba nie jest to zła wiadomość?
no i jeszcze jedno – niech mnie szlag trafi, jak ktoś z was naprawdę myśli, że facet dostanie opaskę tylko dlatego, że teraz rzadziej lata do sędziego. on ją dostanie, bo wreszcie ZROZUMIAŁ, co to znaczy być liderem. i że owszem, statystyki kartek spadają, ale równie dobrze moglibyśmy się cieszyć, że w końcu nie dostajemy tyle bramek co kiedyś, bo przecież wcale nie o kartki tu chodzi, tylko o to, by drużyna grała dobrze. a reszta to już bajki dla statystyków, którzy nie mają pojęcia, co się dzieje na murawie.
chyba że jednak ktoś woli mieć kapitana, który dostaje kartki co drugą niedzielę, ale przynajmniej nie widać go w wynikach – wtedy może dalej gramy z facetem, który wbija nam gole w plecy zamiast bronić. tylko czy my na to całe lata straciliśmy, żeby teraz mieć takich bohaterów? no chyba jednak nie.
no ale się tłumaczenia zrobiły przez was jak w biednym domu dziecka przed świętami, że w ogóle mi się rozum zezłościł 😂
siema stary, fajnie że tak uroczyście pchacie Konatėgo na ten fotel kapitana… ale no kurde, a jak on sobie te 4 kartki zebrał? bo jeśli połowę dostał za to, że akurat w tym samym miejscu co rykoszet, to no… trochę to słabo wygląda, nie? facet wprawdzie nie lata jak szalony, ale też nie ma takiego refleksu, żeby stawać bokiem w momencie ataku przeciwnika – no chyba że akurat sędzia patrzy akurat w drugą stronę, wtedy Konatė wyskakuje jak diabeł z pudełka 🤬
i jeszcze te wasze porównania do Koscielnego albo Belęgarda – no ja kocham historię Arsenalu równie mocno co wy, ale nie każdemu jest dane mieć wrodzone ego i charyzmę lidera, który po prostu NAJPIERW bije, a dopiero potem myśli! Konatė to fajny chłop, nie przeczę, ale nie widzę w nim tej iskry co kiedyś u starszych kolegów… no chyba że ta iskra to zapałanie kartki numer cztery w tym sezonie, hehe 😏
a co do tych "intercepów i czystych odebrań" – no spoko, macie rację, statystyki pewnie fajne, ale powiedzcie mi szczerze… ilu z was widziało, jak on ostatnio prowadzi kontratak albo jak rozmawia z nowymi obrońcami, żeby nie odpalali w aut jak zaspany pingwinek? bo jak nie widzieliście, to szkoda gadać – to nie jest jeszcze kapitan, tylko fajny facet, który robi postępy i tyle 💪
i nie no, nie jestem przeciwko facetowi, ale naprawdę – niektórzy z was zachowują się jakby jutro miało być święto narodowe, bo liczba kartek spadła z dwunastu do czterech… a ja pamiętam jeszcze mecz z Fulham, gdzie facet złapał kartkę za to, że akurat wyleciał z butem podczas dryblingu w połowie boiska 😱 no i co, teraz mamy dziękować za to, że mniej dostaje? serio?
ej no dobra, ale wy to chyba nie widzieliście ostatniego meczu na własne oczy, co? bo jak BartekfanLecha1985 mówi, że Konaté nie ma tej iskry co Koscielny, to ja się pytam – no chyba że on zapomniał, jak to było, kiedy któryś z naszych starych legendarnych kapitanów dostawał kartkę za to, że akurat wyleciał z butem albo zapiął zamek kurtki zbyt głośno? hehe
widziałem go w tym tygodniu na treningu, jak rozmawiał z Salibą i Jesusem dosłownie po meczu – nie tylko machał rękoma i krzyczał, tylko naprawdę coś im tłumaczył, a oni kiwali głowami jakby nagle zrozumieli, co to znaczy grać w Arsenalu. facet ma w sobie coś takiego, że kiedy on coś mówi, to nie słychać tylko wrzask, tylko sens. i to właśnie o to chodzi w kapitanie – nie żeby dostawał kartki jak nakręcony, tylko żeby umiał przekazać drużynie, co ma robić.
a te wasze "cztery kartki" – no cóż, ja bym wolał, żeby dostał osiem, ale wszystkie za mocne wejścia na przeciwnika, bo wtedy bym wiedział, że facet naprawdę walczy. cztery kartki to nie jest jakiś wyczyn, to po prostu dowód na to, że facet wreszcie zaczął myśleć, zanim wbiegł w poślizg. i jeszcze te wasze porównania do innych obrońców – no nie no, stary, Konaté nie musi być kolejnym Koscielnym, żeby być dobrym kapitanem. on ma swój styl, swoją szkołę, i najważniejsze – drużyna go słucha.
ostatnio widziałem, jak w meczu z West Hamem ustawił obronę w 40 sekundzie dogrywki, i to nie przez wrzaski, tylko przez jedno zdanie, które padło do Artety: "słuchaj, oni myślą, że tu jest wolna przestrzeń, ale my im pokażemy, że jest ściana". i wiecie co? pokażali. a kartki? zero. zupełnie jakby facet wiedział, że najlepszy sposób, żeby nie dostać żółtej, to po prostu nie dać jej powodu.
i jeszcze jedno – BartekfanLecha1985, ty mówisz o tym meczu z Fulham, ale zapomniałeś chyba, że w tym samym sezonie Koscielny dostał kartkę za to, że akurat stanął na środku pola karnego i zrobił taki ruch ręką, że sędzia uznał, że to prowokacja? no i co, mamy teraz powiedzieć, że tamten mecz to był totalny odwał? no chyba nie. czasem facet dostaje kartkę przez przypadek, albo przez to, że akurat znalazł się w złym miejscu we właściwym czasie. ważne, żeby ten ktoś umiał prowadzić, a nie żeby nie dostawał papierków.
więc ja wam mówię – dajcie temu chłopakowi szansę, bo on nie dostaje kartek przez to, że jest leniwy, tylko dlatego, że wreszcie DOJRZAŁ do tego, żeby nie latać po boisku jakby ktoś mu dmuchał w dupę na każdym zakręcie. i jeśli dzięki temu zaczniemy wygrywać więcej, to chyba nie jest to zła wymiana, co? 😄
Ej, ludzie, serio nie widzieliście jak Konaté w meczu z Chelsea w połowie września zaprowadził nas do remisu przez te trzy minuty dogrywki? Nie przez histerię na linii, nie przez przypadkowy faul, tylko przez czystą, zimną logikę ustawienia – jakbym patrzył na film szkoleniowy z akademii. Facet podszedł do Artety, coś mu powiedział, on kiwnął głową, i nagle cała nasza defensywa zaczęła grać jak jeden organizm. A sędziowie? Ani jednego papierka przez te dziewięćdziesiąt cztery minuty i zmianę. I to nie był przypadek, bo pół tygodnia później w meczu z Brighton & Hove Albion widziałem, jak WŁAŚNIE on (Konaté, nie Saliba) kazał przedłużyć czas do czterech minut dogrywki, bo wiedział, że przewaga w piłce jest u nas, a przeciwnik zaczyna pierdolić w szatnię.
I jeszcze jedna rzecz – kiedy Saliba dostał kontuzję w tym sezonie, kto pierwszy podszedł do nowego w środku obrony i po prostu WYJASNIŁ mu, jak działa nasz system? Nie było krzyków, nie było "a nie ten stary", tylko spokojna rozmowa w połowie drugiego kwadransa. A teraz ciągniecie, że facet nie ma charyzmy? Kurwa, charyzma to nie wrzask na trybunie, tylko umiejętność wciągnięcia ludzi w grę, kiedy naprawdę jest ciężko.
No i nie mówcie, że te cztery kartki to dużo – facet zdążył zagrać w październiku w meczu z Newcastle United, gdzie sędzia dał mu karę za coś, co wyglądało bardziej na faul przeciwnika, ale on nawet nie pisnął. Bo wie, że w Arsenalu liczy się co innego. Tak, jak kiedyś Koscielny mówił: "Dziesięć kartek, ale sto bloków, które uratowały mecz". Konaté jeszcze do tego nie doszedł, ale już pokazuje, że wie, co jest ważniejsze.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Aha, no to akurat wiem, o czym mówicie – bo u mnie na ekranie monitora w pracy do dzisiaj wisi naklejka z napisanym na niej: "Ktoś tu naprawdę wie, co to znaczy prowadzić". I nie chodzi mi o to, że mój szef kiedykolwiek dostał za mnie żółtego w meczu (chociaż raz to chyba powinien, w końcu ciągle mnie przyciska z tymi raportami na drugą zmianę), ale o to, że widać wyraźnie, jak ten facet zaczyna wpływać na grę na murawie.
Swoją drogą, pamiętam, jak mój kolega z pracy, który jest fanem United, opowiadał mi kiedyś, że ich kapitan ostatnio dostał karę za coś takiego głupiego, że aż szok – facet wbiegł w drybling prosto w sędziego i dostał kartkę za przewinienie, którego sam nie zrobił. A Konaté? No patrzę teraz i widzę, że on wreszcie zaczął grać jakby ktoś mu odjął pięćdziesiąt procent adrenaliny z nogawków i wsadził ją z powrotem do mózgu. I co z tego, że cztery kartki? Mnie osobiście ważniejsze jest to, jak on ostatni mecz przepchnął kontratak z własnej połowy, który skończył się strzałem Saliba do siatki. Widzieliście to? Facet nie latał, nie machał rękami, tylko stał tam, powiedział dwa słowa do Marshalla, i nagle cała akcja była gotowa do strzału.
Tak że zgadzam się z Wartowiczem – te cztery kartki to nie jest problem, tylko dowód na to, że facet przestał walczyć na oślep. Ale moje małe zastrzeżenie jest takie: niech mu teraz nie wejdzie do głowy, że jak raz dostanie opaskę, to może zacząć myśleć, że już wszystko umie. Bo widziałem kiedyś, jak jeden z naszych byłych kapitanów, facet niby twardy, ale po paru dobrych meczach zaczął grać tak, jakby kibice mieli mu walić brawo za samo walenie piłki w trybuny. Konaté na szczęście jeszcze nie ma takiego luzu, ale niech mu się nie zdarzy, że nagle zacznie grać na luzie – bo wtedy te cztery kartki wrócą szybciej, niż my zdążymy powiedzieć "Arsenal".
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, facetów, ależ wy teraz tak tłumaczycie Konatėgo, jakby to był jakiś boski wybryk z Wysp – i ja niby nie kibicuję, tylko z obserwacji patrzę, że jak ten chłop przyjdzie jutro do Eltham, to mu pierwszy lepszy miejscowy 12-latek powie, że "wyglądasz jak ten gość z TikToka, co dostaje kartki za spacer w lesie".
A tak serio – macie rację, że kartki są tylko liczbą, ale wiecie co mnie naprawdę zaskoczyło? Ten mecz z Brighton & Hove Albion, jak facet po prostu STANĄŁ koło Juriena i powiedział: "Piotr, ty masz wolną głowę, rusz dupę i wyjdź do podania". I nie było krzyku, nie było "a nie ten debil", tylko normalna rozmowa. A teraz porównajcie to do sytuacji z tym samym Jurienem pół roku temu, kiedy facet dostawał kartkę za coś, co zrobił jakiś inny koleś na drugim końcu boiska.
I jeszcze jedno – słyszałem ostatnio, jak ktoś powiedział, że "nie stać go na bycie kapitanem", bo nie lata jak oszalały. A ja wam mówię, że gdyby któryś z was dostał opaskę, to też byście przestali latać, bo nie ma co się wykosztowywać, skoro reszta drużyny wie, co robić. Konatė nie potrzebuje latać, bo na murawie robi to, czego nie widać – steruje tempem, ustawia faulami, i co najważniejsze, nigdy nie podnosi głosu. To jest właśnie ta cecha lidera, której brakowało przez lata – nie trzeba wrzeszczeć, żeby być słyszanym. I nie no, serio, jak facet dostanie opaskę, to niech ją dostał – tylko niech nie zacznie się zachowywać jakby mu ktoś nagle wsadził szpadel w dupę i kazał grać na luzie. Bo wtedy znowu zobaczymy te 12 kartek, a ja wole te cztery i czystą grę. 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
A no fajnie że ktoś wreszcie wymyślił na ten temat jakiś argument który da się poderwać 😂 nie, serio – BartekfanLecha1985 i Gosia_Kolejorz macie jednak trochę racji, bo te cztery kartki to jednak nie jest żaden wyczyn, tylko taka średnia po paru meczach, gdzie facet dostał ją raz za nic, raz przez przypadek, a raz bo akurat sędzia był w humorze.
I co z tego, że ostatnio zagrał taki fajny mecz, co? Ja też widziałem jak Saliba pięknie przebijał piłkę nogami, ale co to niby zmienia? No dobra, Konaté jest fajny chłop, nie przeczę, ale ciągle jeszcze nie wiem, czy on jest tym facetem, który po prostu wie, gdzie ma stać, czy tym, który wie, JAK MA prowadzić. Bo lider to nie jest taki, co dostaje mniej kartek – lider to jest taki, co swoją postawą zrobi z dwunastoma kartkami supergrę, a nie taki, co ma cztery kartki i ledwo zipie w drużynie pełnej szaleńców.
I nie no, serio – facet jest dobry, ale nie jeszcze TEN dobry. Jakby mu teraz ktoś dał opaskę, to za dwa tygodnie będzie znowu latał jak oszalały i dostawał kartki, bo mu się zrobi luz. A my wszyscy będziemy mieli kapitanem faceta, który myśli, że jego rolę to robić co drugie spotkanie jakimś fajnym zagraniem, a resztę czasu to polewać się wodą i podskakiwać na trybunie.
No ale… no cóż, serio – jak ktoś z was widział te jego "rozmowy" na murawie, to fajnie, ale ja pamiętam jeszcze jak Koscielny w 2014 rzucił tylko jedno zdanie do Perra, że ma się nie wychylać, i ten strzelił gola w dogrywce Ligi Mistrzów – no i co z tego wyszło? Że facet dostał się do historii, a nie dlatego, że miał mniej papierków. Tak że Konaté – fajnie, progres jest, ale opaska to jednak nie dla niego jeszcze. Chyba że ktoś z was ma jakiś mecz z jego ostatniego sezonu, gdzie facet dosłownie powstrzymał drużynę przed chaosem, a nie tylko ładnie przebiegał i gadał dwa słowa – bo ja takich nie widziałem. Albo inaczej – dajcie mi jeden przykład, gdzie facet zrobił coś W PRAKTYCE, a nie tylko w teorii, że niby taki fajny i mądry. Bo póki co to ja widzę, że gra fajnie, ale lidera w nim nie ma – jeszcze.
Na trybunach od dzieciaka.
no kurde, RakowPoznan, ależ ty teraz walisz kontrą tak mocno, że aż mnie mięśnie w szyi zapiekły! facet się pyta o jednego meczu, co niby miałoby udowodnić, że lidera nie ma? a ja ci od razu powiem – nie trzeba jednego meczu, bo ja wam pokażę, jak Konatė robił to przez cały sezon, tylko że ty pewnie akurat wtedy kombinowałeś z rogalikiem na strychu albo liczyłeś kartki u sędziego w plecaku.
widziałem go w lutym przeciwko Aston Villi – cztery minuty dogrywki, jeden gol przeciwnika, i facet nie spanikował. stanął tam, ręką machnął do Marshalla, coś mu powiedział, i nagle nasza defensywa zaczęła grać jak szwajcarski zegarek. villa miała dwie szanse, obie skończyły się niczym, bo Konatė po prostu ZROBIŁ to, co kazał swoim – nie krzyczał, nie biegał jak oszalały, tylko ustawił wszystko tak, że przeciwnik nie miał nawet gdzie kopnąć. i nie, nie była to przypadkowa robota – facet wiedział, co robi, bo przy nim Saliba i Gabriel nie musieli gonić jak psiaki za własnym ogonem. to jest liderstwo po staremu – cichy, ale tak mocny, że jak facet raz cos powie, to wszyscy słuchają.
i nie no, nie mów, że to był przypadek – bo następny tydzień, mecz z Wolverhampton Wanderers, facet znowu był taki spokojny jakby grał w parkowej ligii, a my wygraliśmy 2-0, i żadnych szans dla przeciwnika nie było przez te dziewięćdziesiąt minut. a kartki? zero. i co, to też niby mało? facet prowadził grę od tyłu, decydował, kiedy zwolnić tempo, kiedy przyspieszyć, i cały czas trzymał drużynę w ryzach. a ty mówisz o "ładnym przebieganiu" – no nie no, stary, lider nie musi biegać najwięcej, tylko musi być taki, przy którym reszta wie, że jak on coś powie, to to działa. i to Konatė właśnie robi.
no ale zobaczymy
A wy co, myślicie że te kartki to jest jakiś wyznacznik? Ja w tym sezonie widziałem Konatėgo raz w pubie przy Emirates po meczu z Brentford, jak siedział przy stoliku z młodymi chłopakami z akademii i im opowiadał, jak się robi pressing przy stałych fragmentach gry. Nie krzyczał, nie wymachiwał rękoma, tylko normalnie gadał – a ci smarkacze kiwali głowami jakby dostali wykład od samego Eduarda Artety.
I wiecie co? W tym tygodniu jeden z tych chłopaków, ten mały Lewis od lat 14, strzelił gola w ważnym meczu przeciwko Chelsea w młodzieżówce i powiedział potem, że dlatego mu się to udało, bo Konatė pokazywał im to na treningu tydzień wcześniej. Ten facet nie tylko nie dostaje kartek – on wręcz uczy kolejne pokolenie, jak się grać w Arsenalu.
I nie no, serio – facet jak dostanie opaskę, to nie będzie latał z papierkiem w ręku. On ją po prostu na siebie zarobi, bo jak ktoś tyle czasu myśli, zanim wbiegnie, to sędziowie też to widzą. A my? My powinniśmy cieszyć się, że wreszcie mamy kapitana, który wie, kiedy milczeć.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Mój dziadek, jak był młody, zawsze mówił, że prawdziwy lider nie musi wołać najgłośniej, tylko musi mieć słuch wśród kolegów – i właśnie to widzę w Konatém, co nie oznacza, że facet nie ma nic do stracenia.
Zgadzam się z KoronaTrybuną: te cztery kartki to nie tyle postęp, co dowód na to, że w końcu nauczył się grać, a nie biegać jak pies z pęcherzem. Ale posłuchajcie mnie dobrze – ostatni raz byłem na meczu z Fulham w lutym, gdzie facet na 87 minucie podszedł do Saliba i pokazał mu ręką, żeby stanął głębiej, bo przeciwnik szykował kontratak przez środek pola. I co? Piłka trafiła prosto w ramię naszego napastnika, a sędzia gwizdnął spalonego – ale przez te pół sekundy, kiedy Walcott stał bez ruchu, zdążyłem pomyśleć: "Wreszcie ktoś widzi ten sam mecz co ja".
Tyle że w tym samym meczu, dwie minuty później, facet dał się złapać w pułapkę offsajdu w akcjach stałych, bo akurat myślał o czymś innym – i wtedy widziałem, jak Saliba z irytacją machnął ręką. Konaté ma ogromne wyczucie gry, ale jeszcze nie ma tej ciągłości w każdej akcji, którą powinien mieć kapitan. Jak dostanie opaskę, to niech ją dostał, tylko niech za każdym razem, kiedy się odezwie, cała drużyna będzie wiedziała, że ma coś konkretnego do powiedzenia – a nie że po prostu gada, żeby gadanie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Patrzę na te wasze wymiany i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że cofnęliście się o dobrych kilka piw w pubie przy Highbury – bo przecież nie o to chodzi, żeby teraz liczyć kartki jak księgowy albo sprawdzać komu przypadła opaska w ostatniej bajce. Prawdę mówiąc, facet urodził się w czasie, kiedy my jeszcze myśleliśmy, że lider to ten co dostaje najwięcej zakwasów, a dziś okazuje się, że taki Koscielny byłby z Konatégo dumny bardziej niż z własnego medalu z Ligi Mistrzów.
Tyle że… no właśnie – ta cała dyskusja o karteczkach mi przypomina moją babcię, która kiedyś powiedziała, że „kto nie szaleje, ten nie jest prawdziwym kibicem”. I niby tak, ale jak byśmy wtedy wszystkie mecze Arsenalu grali według tej reguły, tobyśmy do dzisiaj oglądali tylko trzyosobowe kadry na trybunach.
Słyszałem dziś w tramwaju, jak jakiś obcokrajowiec pytał, co to znaczy „być kapitanem Arsenalu” – i tłumaczył mu gość z Amberley, że to taki facet, co idzie do sędziego po żółtym, żeby reszta drużyny mogła spokojnie grać. Ja nie wiem, czy to jeszcze aktualne, ale jedno jest pewne: Konaté zaczyna wpływać na grę tak, jakby ktoś wreszcie odblokował mu funkcję „mózg na wolnym obiegu”. Tyle że… nie oszukujmy się – fajnie jest patrzeć, jak facet prowadzi od tyłu, ale jeszcze fajniej byłoby zobaczyć, jak raz na jakiś czas oberwie za coś, co naprawdę powinno zostać ukarane.
I w tym całym zamieszaniu o cztery kartki albo dwanaście, nikt chyba nie pomyślał o tym, że może właśnie dlatego, że Konaté przestał latać jak oszalały, reszta drużyny zaczęła grać wreszcie tak, jakby ktoś im w końcu wyjaśnił, o co w tym wszystkim chodzi. A to przecież najważniejsze – nie to, ile razy go sędzia pokaże kartką, tylko to, żebyśmy mieli drużynę, która wie, że piłka to nie jest wyłącznie do kopania w trybuny, tylko do grania.
No ale… no cóż, może macie rację, a może nie – bo na koniec dnia to nie statystyki decydują o tym, czy facet nadaje się na kapitana, tylko to, jak Arsenal bez niego wyglądałby na boisku. I póki co, wiem jedno: bez względu na to, czy dostanie opaskę, czy nie, to on w tej drużynie jest kimś, kto przynajmniej stara się grać w szachy, a nie w pokera. A to, moi drodzy, to już coś więcej niż perspektywa na wynik.
Kontekst bije gołą liczbę.