Boisko
25.08.2026, 07:27 Zaloguj Rejestracja
Wisła Płock

Czy ktoś jeszcze pamięta ten smak piwa z kubka pod Orlen Stadionem w latach, kiedy Wisła…

nostalgia Ogólny Wisła Płock 7 postów ·13 wyświetleń ·Utworzono: 06.08.2026 08:19 ·Zaktualizowano: 07.08.2026 05:44
TI Tipster_24 Nowicjusz · 217 postów 06.08.2026 08:19
o kurczę, ależ mnie coś złapało za serce jak tu ktoś o tych kubkach z piwem pod stadionem pisze... no bo ja tam byłem, bodajże z dziesięć lat temu, na tym cholernym meczu, kiedy to słońce akurat zaczęło zachodzić nad wiślaną doliną, a powietrze pachniało jeszcze smarem z traktorów i skwarem z betonu. pamiętam, jak ten kubek z żółcią w dłoni trzymałem — nie było tam żadnego wyrafinowanego piwa z reklamy, tylko zwykła szlachetka z automatu, która smakowała jak niebo z ziemią, bo wtedy kibice i drużyna byli jednym kramem, nie tak jak teraz z tymi ławkami VIP i tymi co to patrzą na mecz jak na kawę w pracy. i jeszcze ten wieczór po awansie, o którym tu ktoś wspomniał... cholera, to była szalona noc! całe miasto wyległo na ulice, a tamci chłopcy ze szkółki mieli takie miny, że aż im się włosy na grzbiecie jeżyły. pamiętam, jak się wtuliłem w tłum, a jakiś staruszek w berecie śpiewał razem z nimi hymn, tylko trochę fałszował, ale kto by się tym przejmował — wszyscy mieli łzy w oczach, nawet ci, co normalnie na piwo nie piją. i te tańce na rynku, pod latarnią, która mrugała jak stare oko... no wiecie, jak tam było, nie? jakby ktoś wziął całą dumę miasta i wsypał ją do jednego garnka.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
MA Mateusz_Legia Nowicjusz · 144 postów 06.08.2026 10:13
no ależ ta woń smażonych kiełbasek pod stadionem toż to było coś!!! byłem tam bodajże w 2005, akurat na derbach z łódzkim Widzewem, a powietrze aż się trzęsło od smarków i piwa z automatu—prawdziwej żółci, nie tej z reklam z "piwem rzemieślniczym" które teraz serwują, kurwa, gdzieś na dachu VIP-ów 😤🍺 SEKUNDĘ! ten wieczór po awansie w 2006 to była JEBUĆ MACIĘ ZA SERCE tak prosto, że aż mi dech zaparło! całe osiedle zebrało się przed sklepem monopolowym na Nowym Mieście, facetki z piwnicami, staruszkowie z patykami, a ja z moim kumplem weszliśmy na dach bloku jak na trybunę boiskową—i widzicie, dalej pamiętam ten huk głosów jakby cała Wisła Płock się zebrała w jednym gardle!!! tańcząca gromada, łzy w oczach, a hymn grający z megafonu coś rozstrojonego, bo ktoś tam podłączył ten cholerny sprzęt do domofonu sąsiada… i nikt się nie przejmował, NIGDY 🎉 wszyscy byli jedną sforą, pijani nie alkoholem, ale dumą i tym pierdolonym "my tu jesteśmy KURWA!", no i te cholerne tańce na rynku… ludzie, ja do dzisiaj mam gęsią skórkę jak sobie przypomnę, jak jakaś staruszka w berecie złapała mnie za rękę i krzyczała "DALEJ CHŁOPAKU, SKACZ Z NAMI!!!"—a ja, stary dureń, skakałem jakby mnie diabli opętali 😂💪 pamiętam jeszcze, jak jeden z chłopaków z akademika wyskoczył na rampę policyjną i machał chorągiewką—kurwa, to był PIĘKNO, naprawdę PIĘKNO, i nigdy nie będzie takie samo…
Swoich się nie zostawia.
Odpowiedz Cytuj
PU PudloRokuKupiony73 Nowicjusz · 276 postów 06.08.2026 16:53
ej, a wiecie co mnie jeszcze goni za oczami jak sobie na to wszystko patrzę? ta szalona noc na koronie w 2004, jakby ktoś wywrócił pudło wspomnień — było tak ciepło, żeśmy pół butelki "żywca" z automatu w plecaku mieli i piliśmy po kolei, a temperatura jakby ktoś ustawił piecyk w niebie. pamiętam, jak ten sam staruszek co pewnie później śpiewał hymn na rynku, stał przy bramce i pokrzykiwał na arbitra, żeby nie psuł chłopcom szału — facet miał na sobie koszulkę wisły sprzed dziesięciu lat, całą w dziurach, ale co tam, ważny był ten głos i ten zapach benzyny z zapalniczki, którą komuś pod nogami strzelał. i ten jeden raz, jak komuś się kubek oberwał od rzutu monetą z trybuny, a ten się nie obraził, tylko podniósł, wytarł ryj i powiedział: "idziecie dalej, chłopaki?" — a myśmy ryczeli ze śmiechu i jeszcze więcej piwa dobywali z automatu. tyle tam było tej dziwnej, szorstkiej czułości, że jak bym dzisiaj tam wrócił, toby mnie serce nie wytrzymało, bo nic takiego już nie ma. naprawdę, nic.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
VA VAR_placze Nowicjusz · 502 postów 06.08.2026 17:50
Ej, no sami wiecie, że to porównanie nie wyjdzie na korzyść dzisiejszej ekipy. Tamci chłopcy grali, jakby mieli ogień pod dupą – każdy mecz to była wojna, a kibice siedzieli na koronie, że aż płyty betonowe drżały. Teraz? No, statystyki i tak dalej, ale emocje… jeśli na Orlenie coś się rusza, to raczej od siódmego piwa na ławce przy bufecie niż od samej gry. Pamiętam, jak jeden z lokalnych chłopaków, który wtedy nosił buty za dwadzieścia złotych, teraz siedzi w zarządzie i patrzy na doping jak na dodatkowe zadanie do sprawozdania. Tamten awans w 2006? To było coś więcej niż sportowe wydarzenie – to był karnawał miasta, który trwał tydzień. Dzisiaj ludzie na trybunach częściej sprawdzają notowania na giełdzie niż licznik na zegarze meczy, a jak kibic trafi na niezły moment, to i tak za pięć minut ma ważniejszy telefon do odebrania. Wisła Płock zawsze była drużyną serca, a nie portfolio – teraz bardziej wygląda na firmę, która stara się sprzedać kilka biletów więcej, niż na klub, który oddycha razem z miastem. Można się smucić, można ironizować, ale fakt jest taki: tamci goście grali, jakby mieli w duszy ślad po tym mieście, a dzisiejsi… cóż, liczy się, żeby kontrakt się opłacał. Trochę szkoda, ale cóż, czas leci, a my z kubkiem żółci pod stadionem – także.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
KA KarnyUkradl Nowicjusz · 237 postów 06.08.2026 19:46
ale ten jeden raz, jak ja pierwszy raz poszedłem na mecz z chłopakami z pracy do płockiego — to było chyba w 2003, akurat na grudniowy wieczór, mróz taki, że rzęsy cięłały, a myśmy mimo wszystko tkwiłem na koronie z kubkami z automatu, które lizały palce, ale nikt nie marudził. pamiętam, jak ten stary dziennikarz sportowy, co to potem był prezesem, opowiadał przed meczem, że kiedyś traktorzysta z okolic wsi siedział na samej górze i dopingował tak, że słychać go było nawet na boisku — i wtedy pomyślałem sobie: tutaj nie chodzi o to, czy piwo jest zimne, czy stadion lśni, tylko o to, żeby ten huk ludzkich głosów nie zginął w żadnym luksusowym pawilonie. i wiecie co? tamci goście na boisku biegali tak, jakby mieli krew w żyłach, a nie kontrakt w portfelu — i tyle. później, kiedy Wisła wracała z meczu z Warszawy, całe osiedle wyległo na skrzyżowanie, żeby ich powitać, a ja stałem przy sklepie z gazetami i widziałem starą panią, która machała niebieską chorągiewką, którą zrobiła sama z kawałka firany. tańczymy teraz w pracy przy okazji imprez, ale nigdy nie było tak, żeby ktoś z nas tańczył z takim przekonaniem, jak ci faceci i baby na rynku w płocku tamtej nocy. i nie chodzi o to, że było tanio — chodziło o to, że było prawdziwie. jak dzisiaj na obiad jadłem kiełbasę z automatu pod stadionem i patrzyłem, jak młodzi robią selfie z kubkiem, to się uśmiechnąłem, ale w duchu trochę zapłakałem, bo te lata już nie wrócą — i nikt nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego ten smak piwa pod Orlenem smakował jak coś więcej niż chmiel i słód. to była magia miasta, a magia nie sprzedaje się na akcjach.
Wisła Płock stadion
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
WE WeterannaZawsze Nowicjusz · 497 postów 06.08.2026 21:15
A niech mnie, jakbym to ja nie rozumiał tej magii — ale kurczę, pamiętacie, jak dziwnie wszystko wtedy wyglądało? Mówicie o tym "kubku żółci", o nocach na koronie, o awanisie jak karnawał… no dobra, nie neguję, że tam było coś wyjątkowego, ale nie każdy przecież miał farta wsiadać w ten szał na około. Ja tam byłem może z trzy razy w całym moim życiu, bo co prawda Wisłę uwielbiałem, ale te mecze w epoce, o której mówicie, to było jednak trochę jak hazard — albo trafisz na taki wieczór, albo siedzisz dwie godziny w tłumie, który dyskutuje, czy bardziej bolało przy golu, czy przy rzucie wolnym, podczas gdy facet obok rozlewa piwo prosto z plastikowej butelki o pojemności półtora litra, żeby tylko nie marnować czasu na dojście do bufetu. I ten "smak piwa z automatu" — no przepraszam, ale ja wolę porządne Żywiec albo nawet to bezalkoholowe, które teraz leją, niż tę szarą maź, którą serwowano za trzy złote. Ale wiecie co? Może to przez moją wiecznie zmarzniętą gębę — zawsze myślałem, że ten kubek z automatu smakował tak, bo było w nim więcej wody z kranu niż piwa, a i tak się go kupowało, bo "co innego mieliście?". Prawda jest taka, że wtedy kibicowanie było jak stanie w kolejce po bilet — albo przysiądziesz do losu, albo stracisz cały dzień. A dzisiaj? No, można sobie dopić browarek w domu, nie tracąc kontaktu z grą przez wideorozmowę z kolegą, który akurat siedzi na trybunie pod osłoną przeciwsłoneczną, bo słońce nie odpuszcza nawet na Orlenie. I ten awans w 2006 — fajnie wspominacie te tańce na rynku, ale nie każdy miał okazję, żeby tam być. Ja tam stałem akurat przy bramie stadionu, bo moi kumple uważali, że "lepiej będzie widać emocje przez kratkę", i co? Całą noc patrzyliśmy, jak tłum rwie się do centrum, a my gawędziliśmy o tym, ile warty jest ten awans, kiedy tramwajem nikt nie dojedzie do domu. Pamiętam, jak któryś facet zaproponował, żebyśmy przeczekali do rana w samochodzie — i wiecie co? Zrobiliśmy to. Bo nie każdy umie albo chce tańczyć w tłumie, a i piwo z automatu, nawet w plastikowym kubku, nie jest dla wszystkich. Ale hej — nie odbieram wam tych wspomnień. Po prostu mówię, że nie wszyscy mieliśmy szczęście albo ochotę, żeby w nich uczestniczyć w takiej samej formie. I ten jeden raz, jak jakiś staruszek w berecie śpiewał hymn? Może i fajnie, ale jak ja widziałem, to facet raczej klął, bo "sędzia to dureń i nikogo nie obchodzi, jaką on ma dojrzałość do sędziówki". W końcu wiecie, jak to jest — magii się nie da sprzedać na akcjach, ale też nie każdy umie ją dostrzec między butelkami a klątwami.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj
WU WujekKrew Nowicjusz · 61 postów 07.08.2026 05:44
ej no kurwa, a ja sobie przypominam ten jeden koszmarny mecz w 2004, kiedy to ja z kumplem ładowaliśmy się na korone z kubkiem „specjalnie schłodzonego” piwa, które w rzeczywistości było ciepłe jak zupa z bloku przy Trzynastce 😂🍺 facet obok nam doradzał, żebyśmy „przepłukali gardła” tym cudem, bo „za chwilę będą goście walnąć gola”, a myśmy myśleli, że to żart, do czasu aż ten gość naprawdę trafił z pół metra — i wtedy kubek wyleciał mi z ręki jakby ktoś w niego kopnął, a reszta piwa spłynęła po kurtce staruszka, który na to tylko mruknął: „fajna, cholera, zabawa, ale następnym razem kupcie sobie coś, co nie śmierdzi chemią z automatu”… i wiecie co? stary miał rację, bo przez tydzień cuchnęło ze mnie jak z beczki po butach;) ale hej, teraz jak idę pod Orlen, to zawsze kogoś pytają: „wujku, co to za zapach?” — i ja tylko wzruszam ramionami: „kultura starej Wisły, synku, niestety nie do skopiowania” 🤣💪
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.