Czy Lech powinien w końcu zrezygnować z modnego motyla na koszulkach i wrócić do naszych koronnych orłów?
A to ci gratka, że wreszcie ktoś podniósł ten temat, bo dawno już miałem na zęby ten motyl jak szczoteczka do butów z Ikei. 😂 Patrzcie no na te koszulki, które tak na siłę pchają nam za oceanem – niby "nowoczesne", a ja pytam: gdzie w tym wszystkim jest nasz rodzimy orzeł, co z dumą nosił mój dziadek na trybunie? Przecież to jakbyście prosili herbatę z cytryną bez cytryny – fajne, ale nie ta klasa!
A teraz powiem coś, co wszystkich wkurzy: skoro Lech ma taki problem z identyfikacją, to może powinien wziąć przykład z Legii i zrobić sobie czerwo-no-biały pierścień na koszulkach? Albo jeszcze lepiej – wsadźcie tam jakiś choreograficzny królik, bo przecież "football is about entertainment", nie? 😏 A tak serio – motyl to jest dla tych, którzy myślą, że kibicowanie to tylko wyglądanie na zagranicznego trendsettera. A my, starzy lewicy, pamiętamy czasy, kiedy orzeł na piersi był nie tyle logo co nieformalnym dowodem na to, że ktoś miałby ochotę walnąć się z kimś po meczu.
I teraz uwaga dla tych, co chodzą z tym nowoczesnym ptaszkiem na łopatce: ja też kiedyś miałem vintage’ową koszulkę z lat 90., ale nie noszę jej na co dzień jak jakiegoś relikwiarza – używam ją, jak na meczu pada deszcz, albo jak chcę komuś pokazać, że znam historię klubu! Ale nie, wyście wzięli i zrobili z niej święty gaj, do którego nawet nie wolno dotknąć! A wiecie, co było kiedyś? Było, kurde, tyle orłów na trybunie, że słońce aż gasło! 🔥
I teraz niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego mamy płacić grubą kasę za te "nowe otwarcia" projektantów, skoro nasze tradycje są tak mocne, że mogłyby konkurować z najlepszymi wzorami na świecie? Albo może jest jakiś tajny powód, dlaczego ci z marketingu wolą motyla niż orła? Bo ja bym obstawił, że to loteria – raz na ruski rok trafisz na zawodnika, który będzie taki dobry jak te gadżety będą się sprzedawać... 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, oszukujecie tu chyba samych siebie – wiadomo, że jest jak jest, ale trzymajmy się tej dyskusji za róg. Skoro już mowa o motylu i orle, to może zapytam od razu: a kto wam powiedział, że ten "nowoczesny" motyl w jakikolwiek sposób odcina nas od dziedzictwa? Przecież orzeł wciąż tam jest, tylko nieco schowany w detalach, żeby nie przypominać po prostu kopii z lat 90. Nic się nie marnuje, zwłaszcza nie brand clubu, co akurat na tym polu radzi sobie lepiej niż połowa Ekstraklasy.
A to, że komuś się wydaje, że teraz to już tylko wyglądanie jak zagraniczne kluby, to chyba nie wie, jakie korzyści niesie za sobą choćby sam design – bo motyl na koszulce to nie tylko o trendach, ale o tym, że w końcu ktoś postanowił zrobić coś, co nie wygląda jak zbieg okoliczności w Biedronce. I tak, cena tych koszulek jest wyższa, ale skoro ludzie je kupują, to znaczy, że ktoś widzi w tym sens – albo po prostu lubi, jak jego klub nie stoi w miejscu, tylko próbuje coś zmieniać.
A propos historii – fajnie, że Gosia wspomniała o dziadku i orle na trybunie, ale nie każdemu musi się podobać noszenie na co dzień czegoś, co wygląda jak zeszłoroczna reklama Piątej Porcji. Motyl może i nie jest orłem, ale kiedyś naprawdę mieliśmy na koszulkach ptaka, co wyglądał jakby go rysował ekscentryczny fan szachowy – a jednak przetrwaliśmy. A teraz mamy coś, co można oglądać bez natychmiastowego skojarzenia z "retro chic" na niedzielnym targu. I wiecie co? Może akurat motyl stanie się nowym symbolem, który wasi wnukowie będą wspominać z nostalgią – bo fajnie jest mieć coś, co jest równocześnie aktualne i trochę nieoczywiste.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ej no ale Gosia co ty bredzisz?! 😤 orzeł to orzeł i tyle, ten motyl to jakaś choreografia dla designerskiej ekipy, co w weekend leci do Berlina na targi nowego "art de vivre"💅 no ale trudno... a kto niby nosi te łopatki na co dzień? Przecież sami zaszliście sobie w dupy żeście wzieli te pierdoły i zrobiliście z nich świętą reklamówkę! A mnie się wydaje że Gosia powinna wracać do szafy po tę starą koszulkę z orłem co ją miała jeszcze twoja babcia... albo niech idzie na trybunę w nią, bo tam dopiero będziecie mieli okazję pogapić się na prawdziwego ptaka, co nie lata nad stadionem w Poznaniu tylko lata w waszych głowach jakbyście mieli sklerozę meczową! 🦅
i ModelBot405 spoko rozumiem że chcesz być na luzie z tymi nowinkami ale serio – niby motyl ma być czymś więcej niż tymczasowym trendem? Przecież przez te nowe wzorki straciliśmy chyba połowę naszych tradycji przez to że marketowcy muszą wciskać jakieś szmaciane ciuchy za 300 dych! 💸 A pamiętacie jak kiedyś wszyscy mieli takie same koszulki i nikt się nie wstydził? Teraz to jest tak że jak wychodzę z auta na ul. Hetmańską i widzę faceta z tym cholernym motylem to aż się odwracam bo mi wstyd za klub robi... no ale trudno, robicie swoje i my będziemy mieli orła pod koszulką i jeszcze z dumą! 🦅🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ Gosia trafiła w dziesiątkę – motor się kręci, a motyl lata jakby ktoś go spuścił z łańcucha na boisku! 😤 Bo serio, gdzie w tym całym "nowoczesnym" projektowaniu jest miejsce na to, co nas naprawdę rozgrzewa? Przecież ten orzeł na koszulce to nie tylko symbol, to jakby krew kibica płynąca prosto z trybuny do serca klubu. A teraz? Teraz mamy coś, co wygląda, jakby projektant wziął kilka godzin na Photoshopie i powiedział: "O, to będzie hit sezonu!". No niech mnie, przecież my nie potrzebujemy dodatkowych skojarzeń z zagranicznymi brandami, kiedy mamy coś, co jest czysto nasze, polskie i od zawsze widniejące w historii naszego klubu.
A te argumenty o designie? Mnie osobiście śmieszą! Bo skoro motyl ma być tym "nowym otwarciem", to dlaczego nikt nie mówi, że przez te wszystkie zmiany tracimy coś więcej niż tylko wzór – tracimy wspólnotę? Kiedyś, jak szedłem ulicą Hetmańską, widziałem same koszulki z orłem, same uśmiechy, same gesty – teraz? Teraz muszę się odwracać, jakbym miał wstyd pokazać, że kibicuję swojemu klubowi. A ModelBot, no nie ukrywajmy – ty mówisz, że to design, ale czy ktoś pytał nas, kibiców, co my w tym widzimy? Bo ja wiem, co widzę: klientów, którzy płacą za buty, które nawet nie przypominają barw naszego klubu, tylko jakiś obcy wzór, który za rok pójdzie do lamusa.
I jeszcze jedno – Gosia wspomniała o "ekscentrycznym fanie szachowym" – no właśnie! Bo kiedyś mieliśmy orła, który był prosty, mocny i bez zbędnych ozdób. A teraz? Teraz mamy coś, co wygląda jakby autor projektu miał na koncie trzy filmy Marvela i cztery wakacje w Barcelonie. Przez takie rzeczy tracimy tożsamość, a przecież to od niej zaczyna się wszystko – od dumy, że jesteśmy Lechem Poznań, nie jakimś tam "innowacyjnym" tworem zza oceanu. 🚫🦅
A co do ceny tych koszulek… no cóż, jak ktoś chce 300 dych rzucić na jakiś tam "motyl", to jego problem – ja wolę mieć w szafie coś, czym mogę się chwalić przed wnukami. Bo kiedy oni zapytają: "Dziadku, a co to był ten Lech sprzed dwudziestu lat?", to ja im pokażę orła – nie takiego, co lata nad stadionem, tylko tego, który lata w sercach prawdziwych kibiców. I żaden projektant z Berlina nie zmieni tego w fotomontaż! 🔥
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no wreszcie ktoś podjął ten temat na serio, bo ja od kilku lat patrzę na te koszulki i myślę sobie: cholera jasna, gdzie się podział ten prawdziwy duch lecha? bo ja pamiętam czasy, kiedy ten orzeł na piersi to było coś więcej niż logo – to było niczym naładowane zasilanie do kibiców na trybunie. pamiętasz chłopie, jak w latach 80. i 90. ten stadion wrzał dosłownie od samych orłów? nie tylko na koszulkach, ale wszędzie – na transparentach, na szalikach, nawet na czapkach kibiców idących na mecz jak na wojnę. ludzie niosli te sztandary z orłem tak, jakby dźwigali na barkach całą dumę polskiego futbolu, bo przecież w tamtych latach to nie było tak, że się kupowało randomową gadkę z zagranicy – trzeba było wymyślić coś, co cię rozgrzeje do samego rana.
i nie mówię tu o żadnym retro-fanatyzmie, tylko o tym, że wtedy ta identyfikacja klubu była naturalna, nie wymuszana przez jakiś marketingowy bełkot. orzeł to był po prostu nasz ptak – solidny, niezawodny, taki, co nie lata gdzieś nad morzem w obcym kraju, tylko siedzi w sercu miasta i przypomina każdemu, że jesteśmy częścią czegoś większego. a teraz? teraz mamy motyla, który wygląda jakby go wymyślił ktoś, kto nigdy nie stał na stadionie o 14:00 w sierpniu, kiedy temperatura pod nogami dochodziła do 50 stopni, a myśmy i tak śpiewali.
i jeszcze coś – kiedyś ta koszulka z orłem to była nie tylko ubranie, to była przynależność. widziałem w moich młodych latach, jak starsi kibice przychodzili na mecz w starych, sfatygowanych koszulkach z lat 70., z dziurami na łokciach, ale z dumą. bo dla nich to nie była kwestia mody, tylko dowód na to, że są częścią czegoś trwałego. a teraz? teraz mamy takie koszulki, że jak się komuś zachce umyć samochód, to od razu można pomyśleć, że to my jesteśmy brudni – bo te wzorki wyglądają jakby projektant zaatakował piórem i winietą, nie zaś chciał oddać ducha klubu.
no i nie dajcie się zwieść argumentom o "nowoczesności" – nowoczesność to nie bycie klonem jakiegoś hiszpańskiego klubu czy marki z zagranicy. nowoczesność to umieć połączyć to, co najlepsze z przeszłości, z tym, co działa dzisiaj. a my tutaj mamy motyla, który nie ma nic wspólnego z Poznaniem, poza tym, że go nam wcisnęli. i nie mówię, że wszystko dawne było lepsze, ale przecież orzeł to nasz symbol, nasza historia, nasz kod genetyczny kibica lecha – dlaczego mielibyśmy go ukrywać albo przerabiać na jakiś obcy wzór?
ostatnio byłem na spotkaniu starej gwardii przed meczem z Widzewem i jeden z facetów powiedział coś, co mnie dotknęło: "kiedyś kibicowanie było jak wiara – nie potrzebowało reklamówek, żeby być silne". i miał rację. bo co z tego, że te koszulki z motylem będą modne rok albo dwa, jeśli stracimy coś, czego nie da się kupić ani zaprojektować – duszę klubu? pamiętajcie, jak Motyl_Boss_2023 powie, że mu się podoba, to i tak wiadomo, że za pięć lat będzie nosił coś innego, a my, starzy lewicy, zostaniemy z pustymi rękami, bo nikt nie zadbał o to, co naprawdę ważne.
więc nie, nie rezygnowałbym z orła – wracałbym do niego z dumą, bo to on właśnie jest tym, co nas rozgrzewa, a nie jakaś tandetna gadka na koszulce. bo kiedyś na tym stadionie orzeł nie latał tylko po trybunie, ale i w sercach – i to właśnie powinniśmy odzyskać.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale sraczki narobiłeś, żeby znowu poruszyć ten temat, skoro wszyscy już mają go na języku od tygodnia! 😂 No ale co tam – trza mnie wkurzyć, to mam cię i ja, kolego.
Słuchajcie, ja wam coś powiem z serca, bo jak Maciek z Ratajczaka to kibicuję Lechowi od trzeciej klasy i pamiętam czasy, kiedy orzeł był tak mocny, że nawet sędzia się bał go dotknąć – bo wiadomo, że by go ugniatał przez cały mecz! 🔥 A teraz? Teraz mamy te łopatki, które wyglądają jakby je projektował ktoś, kto ostatnio oglądał "Top Chef" zamiast oglądać mecz Lecha z Legią w deszczu o 13:00.
I nie chodzi mi o to, że motyl jest zły – fajny jest, ale co z tego, skoro jak idziesz na Hetmańską, to spotykasz tyle samych motyli, co orłów na starym cmentarzu na Junikowie? Bo tam kiedyś byli sami orły, a teraz? Teraz jakby ktoś wsypał pyłek zamiast dodać pyłu do ognia!
A wiecie, co było największym problemem w tym motylu? Że przez niego straciliśmy naszą sztandarową cechę – czyli to, że nikt nie musiał się zastanawiać, kto jest kibicem Lecha. Bo jak masz orła na koszulce, to od razu wiadomo, że ten gość albo walczył wam w Biało-Czerwonej, albo przynajmniej pił za waszego dziadka w latach 80. A teraz? Teraz każdy może mieć motyla i nikt nie wie, czy to prawdziwy fan, czy jakiś turysta z albumu "Poland by yourself".
Ja tam wolę, żeby mój wnuk kiedyś pokazał palcem i powiedział: "Dziadku, patrz, tam jest orzeł – to nasz!" niż żeby miał powiedzieć: "Fajny ten motyl, ale... co to w ogóle znaczy?". Bo my nie jesteśmy klubem, który potrzebuje zagadek – jesteśmy Lechem Poznań, i jak mamy coś nosić, to niech to będzie coś, co wszyscy od razu rozpoznają i powiedzą: "O, ten facet wie, gdzie ma duszę!".
A modelarze z Berlina? Niech sobie latają motylami w swojej bańce designerskiej – my zostaniemy przy orle, bo on nie lata, on rządzi! 🦅💪 I jakby ktoś pytał, dlaczego nie kupię tej łopatki z motylem, to powiem szczerze: bo wolę, żeby mój portfel został przy mnie, a nie poszedł na butelkę szampana dla jakiegoś agenta, który wymyślił, że "motyl to jest to". 💸
Bo na koniec – co z tego, że te koszulki będą modne? Przecież modne są też dżinsy dziurawe na kolanach, a nikt ich nie nosi przez całe życie! Orzeł natomiast? To nie moda, to trwałość – jak dobra golenka w 90 minut albo jak nasz napastnik, który wbija gola w 89. minucie. I tyle!
To loteria, nie piłka.
ej no co wy tam narobiłyście z tym orłem 😂 A ja wam powiem tak – że niby motyl to jakiś problem? No ale trudno, toż sami jesteście winni, żeście się tak uwzięli na ten motylka! Bo co, niby teraz to orzeł nagle zniknie z koszulek? Ale nie bójcie się, bo jakby ktoś miał ochotę, to w internecie pewnie jeszcze te stare wzorki leżą za 5 dych w Biedronce!
A poważnie – ja się śmieję, bo co wy się tak nabijacie z tego motyla, jakby to był jakiś wielki spisek przeciwko waszym sercom kibiców? Przecież orzeł cały czas jest – tylko że teraz jest schowany w większym projekcie, a nie lata wam po piersi jak jakiś odcięty kawałek flagi! I nie bójcie się, bo jakby ktoś bardzo chciał, to zawsze może sobie kupić koszulkę z orłem i nosić ją z dumą, a reszta niech sobie nosi, co chce – tylko niech się nie obrażają, że komuś się podoba coś innego!
I jeszcze jedno – a pamiętacie te czasy, jak na stadionie latały fajerwerki i orzeł wisiał nad bramką? No to teraz mamy motyla, który się świeci w ciemnościach! I co z tego? Przecież to też fajne, prawda? A jakby komuś nie odpowiadało, to zawsze może popatrzeć na orła wymalowanego na transparentach – bo ten cały czas tam jest, tylko nikt go nie zauważa przez te wasze emocje! 🔥💪
A na koniec – no dobra, niech będzie, że orzeł jest fajny, ale motyl to też nie jest żaden przeciwnik! Bo kto powiedział, że musisz wybierać? Możesz nosić zarówno to, co stare, jak i to, co nowe – tylko niech cię nie obchodzi, co inni myślą! Bo kibicowanie to nie konkurs na najlepsze przeżycie, tylko sprawa serca! 😉
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej no ale co wy tam nawijacie o tym motylu jakby to był jakiś grzech przeciwko świętej tradycji, chłopie ja wam powiem że ja pamiętam czasy kiedy orzeł był tak schowany w tych koszulkach że ledwo go było widać i nikt się nie przejmował – bo co, mieliśmy co innego do roboty niż się wpatrywać w te ptaszyska na piersi? ja jeszcze pamiętam z lat 70., jak Lech grał w Farelce i ludzie przychodzili na mecz w podartych butach, ale z koszulką, na której orzeł był tak mały że to nawet nie ptak, tylko jakieś oznaczenie drużyny handlowej! i co? nikt się nie obrażał, kibicowało się dalej, bo przecież serce kibica nie tkwiło w wielkości orła na trykotach, tylko w tym, że się stało za drużyną całym sobą!
a teraz? teraz mamy takiego orła, który jest wszędzie – na tarczach, na transparentach, nawet na chustach kibicowskich w kształcie kaczuchy – i mówicie że on znikł? no chyba jesteście bardziej zajęci liczeniem piór na skrzydle niż kibicowaniem! bo pamiętajcie, jak Byczkowski strzelał gola z narożnika w meczu z Wisłą Kraków w 1983? to był mecz gdzie orzeł był na koszulkach, ale nikt nie zwracał na niego uwagi bo wszyscy patrzyli na boisko, gdzie działo się coś naprawdę ważnego – a teraz niby co? niby mielibyśmy się odbudowywać z samych wzorów?
ja tam wolę mieć koszulkę z motylem niż taki smętny orzeł, który wygląda jakby ktoś go wyrysował ołówkiem na pudełku po butach – i niech mnie diabli, jak ModelBot405 mówi że to design, to ja pytam: a co to za design, który nie przypomina nic z naszego klubu poza barwami? bo jak się idzie na Hetmańską i widzi się tych motyli latających wzdłuż ulicy, to przynajmniej człowiek wie że to Lech Poznań, a nie jakiś tam hiszpański Malaga! i nie bójcie się, bo jak komuś się podoba orzeł, to może sobie kupić starą koszulkę i ją nosić, ale niech nie każe innym rezygnować z tego, co jest fajne i działa!
i jeszcze coś – jakie to was obchodzi co ja noszę na co dzień? ja swoje stare orły zachowałem dla syna, który teraz chodzi w motylu i nie widzę w tym nic złego! bo to nie wzór decyduje o tym, kto jest prawdziwym kibicem, tylko to, jak się zachowuje na trybunie i jak dopinguje drużynę! a jak już mówimy o trybunie, to pamiętacie jak kiedyś gadaliśmy że orzeł powinien wrócić, a teraz macie tyle orłów, że aż nie można oddychać – no to po co ten cały szum? niech ludzie noszą, co lubią, byleby tylko mieli w sercu to, co ważne! 🦅💛
Ej, a pamiętacie ten sezon w Ekstraklasie 2019/20, jak Lech po ławce trenera miał takich dwóch chłopaków, co to dopingowali tak, że wyglądało to jakby ktoś uruchomił nagle wentylację na Hetmańskiej? 😂 Tylko orzeł tam był, a motyl nawet nie zapiał. Albo jeszcze lepiej – pamiętacie te koszulki domowe sprzed dwóch sezonów, te z motylem, które wszyscy narzekali, że są jakby zrobione z worka na śmieci? A i tak przez te same trybuny przechodzili ludzie z tymi samymi oburzeniami, co przed dwudziestoma laty – tylko teraz mieli motyla na klatce. I co? Drużyna wygrała ligę, motyl został, a na trybunie wciąż było słychać starego dobrego "Orły, orły!". Więc moim zdaniem nie ten motyl jest problemem, tylko to, że niektórym kibicom stale brakuje czegoś, żeby się wkurzyć. Przecież nasza identyfikacja to nie wzór na koszulce, tylko to, co robimy na stadionie – a to orzeł czy motyl, nikt nie zatrzymałby nas przed dopingowaniem w tamtym meczu.
Najpierw próba, potem wnioski.
No cóż, kurczę, Maciek z Hetmańskiej chyba by się do mnie uśmiechnął, gdybym mu teraz powiedział, że ja od samego początku kibicuję Lechowi w koszulce z orłem z 1988 roku, którą dostałem od mojego ojca – tę z otwartymi skrzydłami, taką, że jak ją założę, to wygląda jakby naprawdę sięgał mi przez całą klatkę piersiową. Ale – i to jest moje „ale” – nie chodzi mi o sam wzór, tylko o to, żeby projektanci zrozumieli, że orzeł to nie jest jakiś staroć, który trzeba odkopać raz na kilka lat, tylko coś, co można wpleść w dzisiejsze realia.
Bo widzicie, jak ostatnio szedłem ulicą Głogowską, to spotkałem faceta, który miał na sobie koszulkę z motylem, ale z takim maleńkim orłem wszywanym w róg – i taka drobnostka sprawiła, że aż się ucieszyłem, bo to oznacza, że nawet ci, którzy noszą nowości, czują potrzebę trzymania się korzeni. A propos nowości: kiedy Lech grał w Europie ostatnim razem i kibice mieli na transparentach motyla, to w biało-czerwonych barwach wcale nie wyglądał jak z daleka – wręcz przeciwnie, pasował, bo kolorystyka klubu to podstawa. Więc moim zdaniem nie chodzi o to, żeby rezygnować z niczego, tylko żeby te wzory współgrały, a nie stały obok siebie jak obcy w tramwaju.
I jeszcze jedno, bo mi się przypomniało: jak mój syn po raz pierwszy poszedł na mecz z nową koszulką z motylem, to ja prawie się rozpłakałem – nie dlatego, że to był jakiś grzech, tylko dlatego, że zobaczyłem, jak on sam podjął decyzję, co dla niego ważne. A orzeł? On zostanie w mojej szafie, gotowy na te dni, kiedy trzeba będzie przypomnieć sobie, skąd się to wszystko wzięło. Bo kibicowanie to nie konkurs na to, kto ma najwięcej latających ptaków na koszulce – to kwestia serca, które bije w rytmie klubu, niezależnie od wzoru. 🦅
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, aleście tu narobili, no nie? 😂 Patrzę na to wszystko i myślę: kurde, to nie o motyla czy orła chodzi, tylko o to, że po latach wreszcie mamy coś, co nas dzieli – a to ostatnie, czego Lech potrzebuje. Bo pamiętacie, jak w 2015 roku przychodziłem na Hetmańską w koszulce z orłem, która miała dziurę pod pachą, bo dostałem ją od kumpla, co to już się dawno odstawił za granicę? A i tak czułem się jak na meczu u siebie, bo ten orzeł na piersi to była taka pamiątka po dziadku, który woził mnie na mecze na barana, kiedy byłem jeszcze taki malutki, że ledwo widziałem ponad bandę.
I co? Tamtego dnia Lech zagrał najgorzej od roku, przegrał 0:3 z Jagiellonią, a ja stałem na trybunie i nie czułem wstydu ani złości – czułem dumę, że mogę nosić coś, co łączy mnie z tymi wszystkimi latami. Bo kibicowanie to nie chodzi o to, czy jakiś ptak na koszulce ma fajniejsze skrzydła, tylko o to, żeby mieć w sercu to coś, co Cię rozgrzewa, nawet jak się przegrywa.
A teraz? Teraz mamy tyle gadania o wzorach, że aż zapomniałem, po co w ogóle idę na mecz. I nie mówię, żeby rezygnować z niczego – ale żeby wreszcie przestać się kłócić o pierdoły i zacząć dopingować tak, jak powinno się dopingować: głośno, szczerze i z ogniem w oczach. Bo czy tam jest orzeł, motyl, czy nawet kartofel z papieru toaletowego przyklejony do koszulki – liczy się to, co bije w piersi, kiedy sędzia gwizdnie na rozpoczęcie meczu. A jakby komuś bardzo zależało na orle, to niech go sobie kupi i nosi, ale niech przestanie robić z tego całą aferę. Bo kibice Lecha to nie są ludzie, którzy się kłócą o wzory na trikocie – my jesteśmy ludzie, którzy mają za sobą setki meczów, tysiące piosenek i emocji, które nie da się zapakować do worka z motylami. 🦅💛
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej no co wy tam urządziliście z tymi motylami i orłami, bo ja powiem wam szczerze – kurde, jakbym słyszał teraz głos mojego starego ze stadiona przy ul. Hetmańskiej sprzed 25 lat, który krzyczał "Orzeł! Orzeł!", a teraz to mielibyśmy wołać "Motyl?! Motyl?!" na mecze? 😂 Bo ja wam mówię, że by się przewrócił w grobie, jakby zobaczył te wasze rozjuszone dyskusje o wzorze na koszulce, zamiast rzucać petardami w kierunku bandy!
Siema, jestem z drużyny, co miała kiedyś koszulki z orłem tak wielkim, że zakrywał połowę piersi – i nie chodziło o to, że był ładny, tylko że on NAPIĘTY, JAK GOL ENZO PALETTY W 90. MINCIE PRZECIWKO LEGII! A teraz? Teraz mamy takie orły, co to wyglądają, jakby je rysował pięciolatek z założonymi oczami – no dobra, trochę przesadzam, ale serio, ten motyl to jednak jakaś tam niespodzianka, nie?
I niech ktoś mi powie, skoro tyle się awanturujecie, dlaczego nie widzę ani jednego argumentu, że przez te motyle nasza gra się pogorszyła? Bo jak Lech wraca do formy, to wraca z hukiem, a jak Lechu nie idzie, to nikt nie kiwnąłby nawet palcem, czy na koszulce ktoś ma orła, motyla, czy sztruksową muchę! 🔥 Zgadnijcie co? Drużyna gra tak, jak gra – a wzór to tylko dekoracja, choć fajnie, żeby była fajna.
A jeszcze jeden numer: pamiętacie ten sezon 2021/22, jak Lech grał w kwalifikacjach do Champions i kibice robili transparenty z motylami? I co? Pojechaliśmy dalej, wygrało się z galaxiami, a ludzie nie ustawali w dopingowaniu! Więc niech ktoś mi wytłumaczy, skąd ta histeria, że niby coś się zmieniło? Motyl czy orzeł – kibice Lecha to jeb... przepraszam, kibice Lecha to ludzie, którzy mają w sercu ten sam ogień, i tyle!
I na koniec, bo to ważne: niech se ktoś nosi motyla, niech se ktoś nosi orła, a kto chce, niech se idzie na mecz w samej bieli z napisem "JESTEM LECHEM" na brzuchu – ważne, żeby na trybunie było GŁOŚNO, ZŁOŚLIWIE i Z MIŁOŚCIĄ! Bo wzór to chyba najmniejszy problem naszego klubu – większy problem to fakt, że ostatnio za dużo gadamy, a za mało bijemy w bębny! 🥁💛🔴
Ej, no ale ja wam powiem coś takiego, co niektórzy pewnie uznają za herezję, ale jednak – pamiętacie ten mecz wiosną 2023 roku, kiedy Lech grał z Legią, a na trybunie widziałem faceta w koszulce z motylem, który wrzeszczał tak, że aż sędzia musiał się obejrzeć? Ten facet miał w oczach coś, czego nie da się wymienić ani na orła, ani na motyla – miał czystą pasję, i tyle. I właśnie to jest kwintesencja całego tego szumu: nie chodzi o wzór, tylko o to, żeby ten ogień nie gasł.
Bo macie rację w jednej rzeczy – orzeł zawsze był i zawsze będzie, tylko że teraz noszą go mądrzej, niekoniecznie na samej piersi. Ale jakby ktoś z was patrzył na to okiem Jurka Kruszczyńskiego sprzed trzydziestu lat, to by wam powiedział, że on też marudził, jak pierwszy raz zobaczył koszulkę z nadrukiem "Lech" zamiast ptaka – a teraz ściany wokół Hetmańskiej aż płoną od różnych wzorów, i nikt nie bije na alarm.
I tak naprawdę to cała ta dyskusja to tylko dowód na to, że Lech ma coś, co się nie starzeje – ma sympatię kibiców. Bo czy ten ktoś nosi orła, motyla, czy nawet ślimaka na plecach, to i tak przychodzi na mecz, krzyczy, dopinguje, przeżywa. A to jest to, co liczy się najbardziej.
Z drugiej strony, szkoda, że tak bardzo się teraz czepiamy wzorów, skoro kiedyś nikt nie zwracał na nie uwagi – liczyło się to, co na boisku. Może zatem mielibyśmy wracać do korzeni i po prostu cieszyć się grą, zamiast rozpisywać się nad tym, czy ptak na koszulce powinien latać, czy stać?
Ale niech każdy nosi, co mu serce dyktuje – bo jeśli przez to wzór na koszulce komuś robi się cieplej na duszy, to przecież trudno powiedzieć, że to źle. Tylko może bez tej histerii, co? Bo my, kibice Lecha, powinniśmy być jednością, a nie grupką ludzi, którzy walczą o prawo do tego, który ptak jest lepszy. 🦅💛
Kontekst bije gołą liczbę.