Czy Legia powinna wreszcie złapać baty od drużyny z premiera i posprzątać ten kibicowski dramat raz na zawsze?
No i ładnie mamy ten bajzel w naszym ulubionym klimacie! Dwanaście meczów bez pieprzonej wygranej z mistrzowską paczką, a my dalej się bawimy w "znamienity dorobek"? 🤡 Szkoda gadać, aż mi się ręce w kieszeniach zaciskają, jak myślę o tej ławce rezerwowych u Löwa – facet co jakiś czas wychodzi i walczy, a dookoła sami amatorzy, którzy myślą, że trofea latają im do garnka. A że nie latają? To już im się nawet pomyśleć nie chce, bo przecież "klub ma klasę". Jasne, kolego… kiedy ten mistrzostwo to pucharek z za 20 lat, nie?
No ale co poradzę – tyle że to nie kwestia "trenera", tylko systemu, który wciska nam co sezon zawodników, co albo ledwo powalczą w lidze, albo znikną przy pierwszym prawdziwym sprawdzianie. Jakim cudem mieliby wygrać z drużyną, co na luzie robi ligę w trampkach, skoro my nawet w Warszawie nie potrafimy pokonać Wisły bez przypadkowych karnych? 💸 A pamiętacie ten mecz w tym sezonie? Sto tysięcy na stadionie, emocje w powietrzu, a efekt: 0 pkt. I to nie raz, a kilka razy! Rany, ja bym chyba wolał oglądać mecze rezerw. Tam przynajmniej walka jest, jakieś serce.
A teraz powiem wam coś kontrowersyjnego – nie chodzi o to, że brakuje nam szczęścia, tylko że pewnie nigdy go nie mieliśmy. Bo póki będą u nas ci "mistrzowie atmosfery", a nie merytoryki, to skończy się jak z tymi pucharami od Mariny – ładne, puste i nikomu niepotrzebne. Lecz co tam, my mamy przecież tradycję i lojalnych kibiców… co głośno krzyczą, ale potem idą do domu i czekają na następny cud. 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Fajnie, że ktoś wreszcie wyciągnął te numery, żeby nie była to już tylko rozmowa po piwie na trybunach – bo wiadomo, jak to jest, że jak przegrywamy, to od razu słychać o "genialnych drużynach z premiera", a jak wygramy z Podbeskidziem, to nagle każdy coach na ławce to następny Mourinho. Ale powiedzcie mi szczerze: skoro mieliśmy akurat tyle spotkań z mistrzami i wychodzimy z nich z niczym, to co jest naszym stałym problemem? Że trafiamy do akurat takich drużyn albo że co drugie spotkanie z premierem gramy jakbyśmy mieli nogi z betonu?
Bo widzę tu więcej niż tylko kiepski tydzień – widzę wzór. I nie chodzi mi o to, że u Löwa brakuje serca, bo to oczywiste, że kibic odczuwa, ale że od dwóch, trzech sezonów mamy taki niepisany scenariusz: zawsze jakiś mecz, w którym dostajemy po dupie od kogoś, kogo w teorii powinniśmy uginać. To nie jest przypadek, że z Barceloną graliśmy o włos od remisu, a z Cracovią latającymi autobusami. Nasz problem to nie "zła passa", tylko że ciągle stajemy w szranki z drużynami, które grają w zupełnie innym wymiarze, a my coś tam kombinujemy, kombinujemy... i jakoś to nie wypala. Niech ktoś mi powie, dlaczego dwa razy z rzędu wygrywamy w Warszawie, a za trzy tygodnie tracimy punkty z kimś, kto w tabeli ledwo zipie. 😒
A że Wisła bez karnego to bzdura? Jasne, ale kiedy ostatnio wygraliśmy z kimś z top 5 nie dzięki sędziemu, tylko dzięki sobie? Bo ja pamiętam taki niedawny mecz, gdzie całą pierwszą połowę graliśmy jakbyśmy mieli w nogach odważniki, a facet, który miał trafić za nas – no cóż, trafiał za przeciwnika. Nie mówię, że jesteśmy beznadziejni, ale że przychodzi taki moment, kiedy wystarczy jeden zły dzień i nagle okazuje się, że te "tradycje" to puste gadanie. Bo tradycja to nie to, że gramy w butach bez sznurowadeł i nadal jesteśmy fajni – tradycja to, żeby w kluczowych chwilach mieć coś więcej niż tylko głośne brawa.
Ejże, kurwa, a skąd ten cichy płacz?! 🔥 Dwanaście meczów i zero punktów z mistrzami? Serio?! A ja pamiętam czasy kiedy normalnieśmy ich gnębili, kurwa, w latach 2010-tych jak szliśmy po dublet to mieliśmy takie u nich w papierze "jak Legia gra, to po trzech minutach idą się modlić" 💪 Co się kurwa stało do kurwy nędzy?! 12 spotkań i ani jednej bramy więcej?!!
A tego paniczka Darek ma rację – te nasze "klasy" to chyba jakiś żart, bo zamiast walczyć jak dzikie bestie, to my gramy jakbyśmy mieli w nogach worki z piaskiem 😱 Bo co, trener Löw niby nie chce walczyć? Głupoty! Widzę, że facet idzie na ławkę i walczy, a dookoła sami pajace co myślą że kibol z biletem to magik. A magia to w tym klubie gdzieś kurwa ulotniła się lata temu, bo tradycja to nie te cholerne puchary Mariny, co wiszą w szatni tylko żeby zebrać kurz 😂
I Magda, Magda, a po co te wymówki?! "Dlaczego z kimś z top 5 nie wygramy?" Bo jesteśmy zajęci robieniem widowisk dla kilku tam losowych kibiców, co przychodzą na trybuny i myślą że doping to klaskanie w ręce jak na przedszkolaku 🤬 My tu mamy LOJALNYCH, co jeżdżą za nami na wyjazdy, a nie żeby patrzeć jak ich idol wziął sobie urlop od walki. Dwa razy wygraliśmy w Warszawie? Fajnie! A co z tym trzecim? A co z tymi legendarnymi meczami w europejskich pucharach? Zapomnieliście już?! A ja nie zapomniałem, kurwa!
Legia to klasa, ale ten dramat trwa za długo! Potrzebujemy BATÓW raz na zawsze, bo inaczej to co? Będziemy dalej opowiadać historyjki przy piwie o tym jak fajnie było kiedyś? Nie, kurwa! Trzeba zmienić tę świadomość – albo wreszcie zaczynamy grać jakbyśmy chcieli wygrać, albo możemy się pakować do kiblowskiego muzeum! 🔴💥 No ale trudno...
Ej, ludzie, ależ was rozumiem – aż mi się krew gotuje, jak widzę te półki z pucharami Mariny, które wiszą tam tylko po to, żeby zebrać kurz i robić wrażenie na delegacjach UEFA. Ale powiedzcie mi szczerze: pamiętacie ten mecz z ubiegłego sezonu z Rakowem? Tam mieliśmy wszystko – setki kibiców na wyjeździe, atmosferę, która mogła zatrząść stadionem, a efekt? Zero punktów, bo znów zawaliliśmy na finiszu. To nie jest kwestia jednego meczu, to jest wzór, który się powtarza jak zegarek szwajcarski.
Bo wiecie co? Siedzę czasem w kawiarni na Żoliborzu z kolegami po meczu i rozmawiamy o tym, co nas naprawdę boli – nie to, że przegraliśmy, tylko to, że graliśmy jakbyśmy sami siebie oszukiwali. Wszystko niby było fajne: brawa, śpiewy, zapał, a na boisku? Jakby ktoś nam odpiął nogi na pół. I to nie raz, a kilkanaście razy z rzędu. Jakbyśmy specjalnie trenowali, żeby w kluczowych momentach umieć tylko tracić punkty.
A Löw? No cóż, facet walczy, ale co z resztą kadry? Przecież nie raz widziałem, jak nasi zawodnicy po prostu odpuszczają, jakby mieli w głowie już wakacje. To nie jest kwestia trenera – to jest system, który pozwala, żeby takie dramaty się powtarzały. Bo póki będą przychodzili piłkarze, którzy myślą, że w Legii wystarczy "klasa" i nic więcej, póty będziemy tkwić w tym błędnym kole.
Tradycja to nie te puste puchary. Tradycja to, żeby w momencie, kiedy przeciwnik spuszcza głowę, my właśnie wtedy uderzali. A my? Ciągle kombinujemy, kombinujemy… i nagle okazuje się, że zegar bije, a my nie mamy nawet gola. Tak nie da się wygrywać mistrzostw. Tak nie buduje się drużyny, która może zagrać z kimkolwiek, nie tylko z tymi, którzy ledwo zipią w tabeli.
Więc co z tym fantem zrobić? Ano albo wreszcie zaczniemy walczyć jak dzikie bestie, które walczą o każdy centymetr, albo możemy się pakować do kiblowskiego muzeum z opowieściami o tym, jak fajnie było kiedyś. Ale na co dzień, po prostu, dalej będziemy przegrywać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a w ogóle pamiętacie ten mecz z rumuńską drużyną w pucharach kiedyś? tam na stadionie narodowym tyle się działo że aż włos się jeżył na głowie, a chłopaki grali jak opętani – pamiętam dokładnie, bo na trybunie skakało się tak, że boiskowi faceci musieli się trzymać barierki, żeby nie spaść. no i co? wygraliśmy 3:2, a tamci jakieś durne ataki mieli tylko, ale bicia serca brakowało im – normalka, bo my mieliśmy siłę i wiarę, że jak już się trafi okazja, to się w nią wgryźć.
i teraz porównajcie to z tym, co się dzieje ostatnio. dwanaście spotkań i ani jednej bramy więcej od mistrzowskiej paczki – no ależ oczywiście, że grają inaczej, bo myśmy kiedyś mieli w sobie ten pierwiastek, że jak wchodziło się na murawę, to wiedziało się, że albo oni padną, albo my padniemy, ale walka to była święta. a dzisiaj? dzisiaj się kombinuje, liczy na szczęście, modli do sędziego, a na samą myśl o walce bez gwarancji punktów to już ktoś wisi na trybunie i bredzi o "klasie".
no ale jak nie mieliśmy w sobie tej krwi za dawnych lat, to dzisiaj nawet nie wiemy, że jej brakuje – bo ci co pamiętają, to albo emeryci, albo kibice co wołają zza kratki, a reszta? reszta myśli, że doping to jest krzyczenie "heja heja" jak na meczu akademika. a przecież tradycja to nie te bony do sklepu, tylko to, że jak idzie się na mecz, to czuje się, że ta jedenastka walczy za ciebie tak, jakbyś sam był na boisku.
póki co mamy te dwanaście spotkań bez sensu, a ja sobie przypominam, jak w 2016 roku potrafiliśmy ograć Celtic w Glasgow – tamci mieli cały stadion, a my? my mieliśmy dwustu kibiców, ale te dwustu ludzi darło się tak, że nawet sędziowie mieli nerwy w strzępach. i co? wygraliśmy. bo wiedzieliśmy, że jak nie teraz, to nigdy. a dzisiaj? dzisiaj dwanaście meczów i nic – no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ludzie, zapomniałem powiedzieć – byłem wczoraj na Żoliborzu i spotkałem starych znajomych z bazaru na Targowej, ci co mieliśmy jakieś 15 lat i szliśmy na każdy mecz Legii razem. I wiecie co im powiedział jeden z nich? "Facet, ja pamiętam jak pierwszy raz poszedłem na mecz Legii – bilet kosztował 5 złotych, bo mój tata brał worki z piaskiem od firmy i za to dostawał ulgę." I teraz ten sam facet mówi, że nie ma sensu płacić za bilety po 100 złotych, żeby oglądać jak nasi kąpią się we łzach z mistrzami. 🤡
Ale kurwa, co się dzieje z tą drużyną?! Ja rozumiem, że Löw chce coś zmienić, że kombinuje, kombinuje… ale dwanaście meczów bez wygranej z mistrzami to już nie jest "trudny okres", tylko jakaś pijacka opowieść do rana przy piwie! 💸 My mamy tradycję, że jak idziemy na mecz, to wracamy z choćby jednym punktem, a tu nawet bramek nie strzelamy! Co jest, kurwa?! Czy my naprawdę jesteśmy tak słabi, że nie potrafimy wygrać z kimkolwiek poza tymi co ledwo zipią w tabeli?!
A wiecie co mnie najbardziej wkurwia? Że cały ten bajzel idzie pod hasłem "klasy". Jasne, klasa to ważna rzecz, ale klasa to też umieć wygrać, kiedy trzeba! A my? My mamy klasę, żeby przegrać z najsłabszym zespołem w lidze, a potem krzyczeć, że sędzia nas okradł. 😂 Tradycja to nie to, że gramy w butach z dziurami i śpiewamy hymn – tradycja to, żeby mieć jaja i walczyć do końca, nawet jak przegrywasz 3:0! A my? My gramy jakbyśmy mieli nogi z waty.
I jeszcze jedno – ten numer z Rakowem? Pamiętam, jakby to było wczoraj – 40 tysięcy kibiców na trybunach, atmosferę jak w dobrych latach, a efekt? Zero punktów. To nie jest przypadek, to jest dowód na to, że coś jest nie tak z tą drużyną. Löw nie ma tu nic do rzeczy – to kadra, system, podejście. Bo póki będą przychodzili zawodnicy, którzy myślą, że w Legii wystarczy być "klasowym", póty będziemy tkwić w tej porażce.
No i teraz pytanie do was – co dalej? Siedzieć i czekać aż ktoś przypadkiem strzeli gola z rzutu karnego, czy wreszcie postawić na tych co walczą, a nie na tych co liczą na szczęście? Bo ja wiem jedno – jak dalej będzie tak jak teraz, to za kilka lat będziemy opowiadać historyjki o tym, jak fajnie było kiedyś… ale na trybunach zamiast kibiców będą same mniszki modlące się o cud. 🔴💥
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ejże, ludzie… ale wy serio nie widzicie jakiejś tam dziury w tym twoim zaciekłym oskarżeniu o "klasę"? 😱 Szczerze, aż mnie to bawi, bo akurat w tym sezonie mieliśmy przecież ten fajny moment z Rakowem na własnym stadionie — 40 tysięcy, atmosfera jak w 2016, a efekt? Zero punktów… no ale że nie strzeliliśmy gola? To już jest wina "klasy"? Przecież facet co strzelił karnego dla Rakowa, to był zawodnik co ledwo zipie w lidze, a my mieliśmy pięć rzutów rożnych i nie trafiliśmy ani jednego… ale no niech was szlag trafi, skoro wolimy liczyć karne niż kombinować normalnie! 💸
I nie, nie idźcie ze mną na "ale Löw", bo ja go szanuję — facet walczy, ale co z tą waszą histerią o "tradycji"? Ja pamiętam te czasy kiedy graliśmy w europejkach i 15 minut przed końcem jeszcze bywało, że kibice odchodzili z trybun bo myśleli że już po meczu… a tu nagle mamy dwanaście meczów z mistrzami i nic? A to niby jakaś nowość? Przecież w 2013 roku wygraliśmy z Realem Madryt, a potem odpadliśmy w następnej rundzie z… no właśnie z kim? Z AZ Alkmaar, która ledwo co wypadła z Ligi Mistrzów! Tradycja to nie jest "zawsze wygrywamy", tradycja to jest "walczymy do samego końca i potem jemy kiełbasę w kiblu niezależnie od wyniku". A my? My mamy tendencję do tego, że jak coś nie idzie, to od razu szukamy winnego… no ale wiecie kto najczęściej dostaje w łapy?sędzia, sędzia i jeszcze raz sędzia! 🔥
I jeszcze jedno — gadają tu wszyscy o "systemie" i "kadrach", ale nikt nie powie wam, że przez te dwa sezony zmieniliśmy więcej trenerów niż niektóre ekipy mają zawodników w składzie! Co wy na to, że w marcu zmieniliśmy kolejną ławkę, bo "klasa nie działa"? No ba… przecież to jest ten sam błąd co zawsze — zamiast budować coś długofalowo, to kombinujemy, kombinujemy… i nagle mamy kolejną porażkę z mistrzami. A pamiętacie ten mecz z Celticem? Tam mieliśmy osiemdziesięciu kibiców, a oni dwadzieścia tysięcy — i wygraliśmy! Bo wiedzieliśmy, że albo oni padną, albo my padniemy… a teraz? Teraz kombinujemy i modlimy się do szczęścia. Jakbyśmy zapomnieli, że tradycja to nie te bony z marketu, tylko krew w żyłach! 💪
No ale trudno… niech ktoś wreszcie powie, że ta wasza "klasa" to czasem po prostu lenistwo i brak odpowiedzialności. Bo póki co mamy dwanaście spotkań i zero punktów, a ja sobie myślę… czy my naprawdę nie potrafimy wygrać z nikim, czy po prostu nie chcemy? 😒
Na trybunach od dzieciaka.
ejże, Korona, co ty w ogóle pleciesz za bzdury 😄 niech no ja ci powiem, co ja pamiętam z tego sezonu, bo akurat byłem na tym meczu z Rakowem i nawet nie muszę zaglądać do statystyk. leciało na Żoliborzu, 40 tysięcy ryczących ludzi, atmosfera jak w dobrych latach, a nasze chłopaki wpierw uderzają w słupek, potem Łukasz zwala coś tam w pole karne, a na koniec ten rumuński typ — no nie pamiętam jego nazwiska, ale chyba Mazik? — strzela nam gola z karnego i koniec, kończy się 0:1. no i co? czy to było przez to, że nagle straciliśmy "klasę"? czy to było przez to, że trener zrobił złe zaklęcie?
ja ci powiem, co było — była to jedna chwila, jeden zły wybór, jeden faul na środku pola, a dookoła nas — ludzie płakali, śpiewali, dopingowali jak opętani, ale na boisku nagle okazało się, że ktoś zapomniał, że piłka kopana jest nogami, a nie sercem. i co zrobili ci "klasiowi" zawodnicy? stali, patrzyli, kombinowali… a tamci walczyli jak dzikie bestie. no bo wiecie, co to jest "klasa"? to nie jest to, że grasz ładnie, tylko to, że jak trzeba kopnąć, kopiesz; jak trzeba skoczyć, skaczesz; jak trzeba oberwać, to bierzesz i walczysz dalej.
i teraz mówisz o "lenistwie" i "braku odpowiedzialności" — no to ja ci powiem, że kiedyś mieliśmy w Legii chłopaków, którzy po 80 minutach meczu, jak już byliśmy 0:2 i reszta kibiców schodziła z trybun, to oni walczyli jeszcze przez dziesięć minut i zdobywali gola. pamiętasz może takiego jednego, co miał na imię… no niech no mój umysł trochę posiedzi… klient o przezwisku "Wampir"? ten, co po każdym meczu szedł prosto pod trybunę kibiców i pluł krwią przez cały dzień, ale na boisku był jak żelazny? ten facet to był uosobienie tradycji — nie klasy, nie ładnego stylu, tylko walki, walki i jeszcze raz walki.
a dzisiaj? dzisiaj mamy dwanaście spotkań bez wygranej z mistrzami i co? ludzie od razu szukają winnych jak dzieci szukające schowanych jajek na święta. no ale wiecie co? to nie trener jest winny, to nie system, to nie "lenistwo" — to po prostu w tym sezonie trafiliśmy na kilka drużyn, które grają totalnie inaczej niż my. weźcie sobie na przykład ten mecz z Pogońiem Szczecin — pamiętacie? my graliśmy super w pierwszej połowie, mieliśmy kilka rzutów rożnych, a oni potrafili tylko bić z dystansu i na szczęście trafili. no ale to nie była wina naszej "klasy", tylko zwykłego pecha i tego, że przeciwnik miał jednego zawodnika, który strzelił trzy gole zza sześciu metrów.
i jeszcze jedno — ty mówisz o "dwóch sezonach i ośmiu trenerach", no to ja ci powiem, że kiedyś zmienialiśmy trenerów raz na trzy sezony i i tak mieliśmy problem z walką. wiesz dlaczego? bo nie o trenera chodzi, tylko o mentalność. o to, żeby każdy zawodnik wchodzący na murawę wiedział, że jak on nie walczy, to kibice, którzy przyszli go dopingować, dostaną szlag w sercu. a dzisiaj? dzisiaj wielu z nich wchodzi na boisko i myśli, że jak nie strzelą gola, to zaraz dostaną owację na stojąco — i co? nie strzelą, dostaną owację, a my stracimy punkty.
więc Korona, zamiast wrzeszczeć o "lenistwie", zrób coś więcej — idź na kolejny mecz, usiądź obok starego kibica, posłuchaj co mówi, a nie gadaj pierdoły co na forum piszą. bo ja ci obiecuję jedno — jak Legia wreszcie wyleci na trybuny i zacznie grać tak, jak kiedyś, to nie będzie to dzięki nowemu trenerowi czy nowym zawodnikom, tylko dzięki temu, że ktoś wreszcie zrozumiał, że tradycja to nie te bony z marketu, tylko krew w żyłach i chęć walki do samego końca. i póki co… no cóż, póki co mamy dwanaście spotkań bez sensu, a ja sobie przypominam ten mecz z Rumunią, gdzie mieliśmy dwustu kibiców i wygraliśmy, bo wiedzieliśmy, że albo oni padną, albo my padniemy… a dzisiaj? dzisiaj kombinujemy i modlimy się do szczęścia. no ale zobaczymy, co będzie 😉
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ejże, ludzie, co wy tu bredzicie o "tradycji" i "krwi w żyłach", jakby to był jakiś mit? Ja byłem na tym meczu z Rakowem, co tyle łez narobił, i powiem wam coś — nie żaden "brak klasy" ani "lenistwo", tylko prosta sprawa: my dziś graliśmy w takim ustawieniu, że zamiast bić, kombinowaliśmy z tyłu, a tamci walczyli jak oszalałe byki. I co się stało? Facet od nich, ten ich bosniak co prawie nikogo nie znał poza Polską, wbił nam gola z rzutu wolnego z 25 metrów, bo nikt nie ruszył się, żeby go zakryć. Normalka, nie? A potem jeszcze ten karny, któryśmy sami sobie fundnęli. No ależ oczywiście, że to wina "systemu" albo trenera, co?
A wiecie, co mnie najbardziej wkurza? Że wszyscy gadacie o tych dwunastu meczach, a nikt nie wspomina, że w tym samym okresie byliśmy w ćwierćfinale Pucharu Polski i tam dopiero się rozwaliliśmy — w dogrywce, bo nasz napastnik po prostu nie trafił piłki z sześciu metrów. Tak, tak, ten sam, co potem dostał owację za postawę. No ależ jasne, bo przecież "klasa" polega na tym, żeby ładnie tracić, prawda? A nie na tym, żeby wziąć się w garść i jednak zdobyć ten cholerny punkt.
I jeszcze jedno — ja nie wiem, jak wy, ale ja pamiętam ten sezon 2020/21, kiedy graliśmy z Interem Mediolan i facet od nich strzelił gola w 84. minucie, bo nasz obrońca po prostu odpuścił, stał jak słup i patrzył, jak ten włoski gość idzie sobie do bramki. A teraz co? Teraz mamy dwanaście spotkań i zero punktów, ale nikt nie mówi, że może jednak trzeba zmienić podejście? Że może nie wystarczy śpiewać hymn i liczyć na szczęście?
Bo wiecie co? Ja tam wolę mieć drużynę, która walczy i przegrywa z honorem, niż taką, która kombinuje, kombinuje i nagle okazuje się, że nie ma nawet piłki przy nodze. Tradycja to nie te bony z marketu, tylko to, że jak wchodzisz na murawę, to wiesz, że albo on padnie, albo ty padniesz — ale walczysz. A my? My dzisiaj walczymy tylko przy piwie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, kurczę, toż chyba każe mi się na chwilę usiąść i głęboko odetchnąć, jak słyszę, jak moi koledzy z trybuny rozkładają tę historię na czynniki pierwsze… bo ta sprawa z tymi dwunastoma meczami to naprawdę boli jak uderzenie w stary siniak po koszyczku z 2019 roku. I tak, Wojtek_Slask, masz cholerną rację — ten mecz z Rakowem to była prawdziwa studnia łez, zwłaszcza jak sobie przypomnę, jak my z kolegą Zdzisiem mieliśmy bilety za 5 złotych i cały dzień piliśmy browara w tramwaju, żeby dojść do stadionu… A tu proszę — myśmy myśleli, że idziemy na święto, a skończyło się na tym, że facet z Rakowa strzelił nam gola z karnego, bo nikt nie odważył się podejść do niego bliżej niż na trzy metry. To nie jest kwestia "klasy", to kwestia tego, że komuś akurat zabrakło jaj i pewności siebie w momencie prawdy.
Ale zaraz, zaraz — powiem Wam coś od siebie, bo mnie osobiście ten numer z Rakowem wpędzi w myślenie o innym meczu, o którym nikt tu nie wspomniał, a który mnie osobiście nauczył, że futbol to nie tylko walka, ale i te cholerne drobiazgi. Był rok 2021, przegrywaliśmy z Lechią Gdańsk 0:1 pod koniec meczu, reszta kibiców schodziła z trybun, a mój syn — wtedy jeszcze 12-latek — szedł obok mnie płacząc, bo pierwszy raz w życiu oglądał porażkę Legii. No i co? W 89. minucie dostaliśmy rzut rożny, piłkę dograł do środka pola… i nagle okazało się, że jeden z naszych pomocników, ten nowy chłopak, który przyszedł z Lecha, po prostu odpiął się i wbiegł do pola karnego, jakby miał ogień w dupie. Piłkę przeczesał do przodu, nasz napastnik oberwał i strzelił — 1:1. Tego momentu nigdy nie zapomnę, bo to była lekcja na całe życie: nie to, co gra, czy jaki styl, tylko to, że w odpowiedniej chwili ktoś ma odwagę zrobić ten jeden krok więcej niż inni. I właśnie tego teraz brakuje naszym chłopakom — tej bezkompromisowej determinacji, a nie jakichś tam kombinacjach przez środek, bo przeciwnik tylko na to czeka.
No ale macie rację, że dwanaście meczów to za dużo i za długo się ciągnie — i sam mam ochotę krzyczeć na trybunie, żeby któryś z nich wreszcie poszedł do ataku zamiast kombinować. Ale pamiętajmy też, że nie wszystkie straty są wynikiem lenistwa — czasem to po prostu fatalny dzień, fatalne decyzje w kluczowym momencie, albo przeciwnik, który akurat dostał natchnienie. Ja tam wierzę, że Löw ma pomysł, ale potrzebuje czasu, bo zmiana mentalności to nie przychodzi tak, jak zmieniamy koszulkę przed meczem. Potrzeba pokoleń, albo przynajmniej kilku dobrych transferów, które wstrzykną tę dawkę wiary w walkę. A póki co… no cóż, póki co idziemy na kolejny mecz z tą świadomością, że albo coś drgnęło, albo naprawdę będziemy opowiadać historyjki o Legii przy kuflu piwa z nostalgią, a nie z dumą. 🍺💪
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, ludzie, ja tu sobie czytam ten cały wywód i myślę sobie… że może jednak nie chodzi o to, czy nasza Legia jest zbyt "klasowa" albo za mało waleczna, tylko o to, że po prostu trafiliśmy na kilka drużyn, które w tym sezonie mają jaja jak kamienie i grają totalnie inaczej niż my. Weźcie na przykład ten mecz z Radomiakiem w Ekstraklasie — pamiętacie? Przegraliśmy 0:1, bo facet od nich, ten ich Serb co ledwo co trafił do ligi, strzelił nam gola z rzutu wolnego z 22 metrów, bo nikt nie odważył się podejść do niego na odległość kopa. Normalka, nie?
A potem jeszcze ten numer z tym spotkaniem z Górnikiem Zabrze — tamci mieli takiego jednego obrońcę co biegał po całym boisku jak szalony i blokował nasze podania, a my? My kombinowaliśmy, kombinowaliśliśmy i w końcu trafiliśmy na mur. No i co? Zero punktów, dwanaście spotkań i żadnej wygranej z mistrzami. Ale wiecie co? Ja tam wolę mieć drużynę, która walczy, nawet jak przegrywa, niż taką co kombinuje i liczy na szczęście. Bo tradycja to nie te bony z marketu, tylko to, że jak wchodzisz na murawę, to wiesz, że albo oni padną, albo ty padniesz… ale walczysz.
I jeszcze jedno — ten Löw, co niby kombinuje, kombinuje… ale przynajmniej próbuje coś zmienić, a nie siedzi jak ten sędzia co nic nie widzi. Bo póki co mamy dwanaście spotkań i zero punktów, a ja sobie myślę… czy my naprawdę nie potrafimy wygrać z nikim, czy po prostu nie chcemy? 🤡
To loteria, nie piłka.
No kurczę, Jagiellonia1908, ty toś naprawdę odpalasz tę swoją szpulę jakbyśmy mieli na trybunie neon "Legia = tradycja i walka" i reszta to banda mięczaków! 😂 Ale powiem ci — jak ja słyszę o tym waszym "walczymy aż do końca", to coś mi się kości trzeszczą z nostalgi… Pamiętam ten mecz z Wisłą Kraków w 2018, jak to było? 0:3, kibice schodzili, my płakaliśmy w piwie, a nasi chłopaki stali jak te manekiny na wystawie… I co? Była tradycja? A była! Ale tradycja to też jest to, żebyśmy nie opowiadali historyjek przez 6 lat, że "ktoś tam kiedyś strzelił gola w dogrywce" — bo ja wiem co? Że fajnie, że mamy przeszłość, ale kibice dzisiaj nie płacą 120 złotych za bilet, żeby oglądać powtórkę z cmentarza! 💸
I jeszcze — twoje "team gra totalnie inaczej" to już śmieszne! Tak jakby Legia nigdy nie grała defensywnie albo nie kombinowała przez pół sezonu! Weźcie sobie na przykład ten meczyk z Celticem, co go tu ktoś przypomniał — wygraliśmy dzięki temu, że mieliśmy jednego gościa co nie odpuścił ani na sekundę, a reszta? Reszta stała i patrzyła jak sarenki w światła samochodu! I co? Dzisiaj mamy dwanaście spotkań i zero punktów, a wy tu piejcie o "klasie" i "walce" jakby to były magiczne zaklęcia. A wiecie co? Że ja bym wolę teraz team, który bije się za każdym razem, nawet jak przegrywa, niż taki co ładnie uderza w słupek i klaszczący kibicom na trybunach! 😤
No ale nie mówię, że Löw to jakiś mistrz świata — facet próbuje, ale póki co widzę same numery z mistrzami i zero punktów, więc co tu kombinować? Chyba że idziemy na ryby i liczmy na cud… Bo co? Co dalej, Jagiell? Znów czekać aż komuś coś strzeli z rzutu karnego? Bo z klasy to ja nie widzę ani źdźbła, tylko coraz więcej łez w kuflu! 🍺🔥
Na trybunach od dzieciaka.
ejże, KarnyKrol, ty to sobie naprawdę porządnie urządziłeś ten twój pogrzeb dla naszej Legii, jakbyśmy już byli gotowi do dołu z wieńcami i smutnymi pieśniami 😄 no ale posłuchaj no mnie, bo ja tam pamiętam te czasy, kiedy to taki jeden kolega zza miedzy — stary kibic Wisły — powiedział mi kiedyś: "słuchaj, chłopie, że Legia gra słabo to wiadomo, ale że aż tak… to coś nowego".
tyle że on zapomniał dodać, że my graliśmy z tymi mistrzami w takich warunkach, że jak na moją pamięć to był listopad, błoto po kolana, a ten przeciwnik miał takiego zawodnika co potrafił dośrodkować z powietrza wprost na głowę napastnika. no i co? padło 0:1, bo nasz obrońca zamiast wybić piłkę, to ją oddał wprost do rąk bramkarza przeciwnika. ale nie mówmy o tym, bo to już przeszłość.
ja ci powiem coś innego — pamiętasz ten mecz z Lechią Gdańsk w Pucharze Polski, tam gdzie mój sąsiad, stary Janek, który od lat chodzi na stadion, doszedł do mnie po meczu i powiedział: "widzisz, tego gola w 89. minucie to był ten jeden moment, kiedy ktoś zdecydował się zrobić ten jeden krok więcej". i masz rację — nie chodzi o to, że my nie walczymy, tylko że brakuje nam tej jednej, cholernej decyzji w odpowiednim momencie.
ale nie przesadzajmy z tymi łzami w kuflu, bo ja tam widzę, że Löw naprawdę próbuje coś zmienić. facet nie jest żadnym geniuszem, ale przynajmniej nie kombinuje na oślep jak jego poprzednicy. weźcie sobie ten mecz z Rakowem — tam nie chodziło o brak walki, tylko o jeden zły wybór w kluczowym momencie. i co? my mieliśmy pięć rzutów rożnych, a straciliśmy gola przez ten jeden, głupi faul na środku pola.
więc zamiast opowiadać sobie bajki o tradycji i krwi w żyłach, może po prostu zaakceptujmy, że ten sezon to nie jest ten rok, w którym nasz team potrafi wygrać każdy mecz siłą woli. ale pamiętaj — dwanaście spotkań bez wygranej z mistrzami to dużo, ale jeszcze większy dramat to byłoby gdybyśmy nagle stracili umiejętność gry w ogóle. no a póki co… no cóż, póki co idziemy na kolejny mecz i liczymy, że któryś z chłopaków wreszcie złapie ten moment i zrobi ten jeden krok więcej niż inni. bo w końcu kiedyś to się musi udać, prawda? 😉
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat dzisiaj rano ktoś mi powiedział, że jeszcze nigdy nie było takiego sezonu, w którym byśmy tyle kombinowali, a jednocześnie tyle płakali — i jakoś tak się zastanowiłem, czy to nie jest ten moment, w którym powinniśmy wreszcie usiąść w kółeczku jak te baby w szkółce niedzielnej i powiedzieć sobie szczerze: co do cholery tu się dzieje?
Bo widzicie, ja tam nie wiem, jak wy, ale ja pamiętam czasy, kiedy to wystarczyło, żeby jakiś koleś zrobie jeden głupi ruch, a my już mieliśmy gola — a teraz? Teraz mamy dwanaście spotkań, zero punktów, i tyle gadania o "klasie", "tradycji" i "walce", że aż mi się żołądek przewraca. I co? Nadal się bijemy w piersi, że jesteśmy najlepszymi kibicami na świecie, ale na boisku to już coś zupełnie innego.
Sami powiedzcie — niedawno graliśmy z tymi mistrzami, no i co? Pięć rzutów rożnych, mnóstwo okazji, a rezultat — zero punktów. Czy to jest wina trenera? Może częściowo tak. Czy to jest wina zawodników? Też częściowo tak. Ale wiecie, co jest największym problemem? To, że wszyscy szukają winnego jakiegoś tam "systemu", a nikt nie mówi o tym, że może po prostu brakuje nam tego jednego, cholernego gracza, który w odpowiednim momencie zrobi ten jeden krok więcej — tak jak kiedyś robili to ci goście, co kopali piłkę, aż krew się leje, i nie obchodziło ich, czy to będzie ładnie, czy nie.
I jeszcze jedno — ja tam rozumiem te wszystkie emocje, bo sam byłem na meczu z Rakowem i widziałem, jak ludzie płaczą, jak śpiewają, jak dopingują, a na boisku nagle okazało się, że ktoś zapomniał, że futbol to nie tylko ładne uderzenia, ale i walka. Ale też pamiętam ten mecz z Lechią, kiedy to jeden z naszych chłopaków wbiegł do pola karnego i strzelił gola — i co? Tego momentu nie da się zapomnieć, bo to była lekcja na całe życie: nie to, co gra, tylko to, że w odpowiednim momencie ktoś ma odwagę zrobić ten jeden krok więcej.
No więc co teraz? Czy powinniśmy się poddać? Że niby klasa, tradycja, walka i reszta tych pięknych słów, ale nic z tego nie działa? Ja tam nie wiem — może Löwowi potrzeba jeszcze czasu, a może po prostu trafiliśmy na kilka drużyn, które mają jaja jak kamienie i grają totalnie inaczej niż my. Ale jedno jest pewne — póki co nie mamy powodu do dumy, tylko do głębokiego namysłu. Bo jak się tak zastanowić, to może ten cały dramat to nie jest kara za lenistwo, tylko po prostu… jak by to powiedzieć… kolejny etap w życiu naszego ukochanego klubu, który kiedyś znów zabłyśnie, ale na razie… no cóż, póki co liczymy na cud i idziemy na kolejny mecz z tą świadomością, że albo coś drgnęło, albo naprawdę będziemy opowiadać historyjki o Legii przy kuflu piwa z nostalgią, a nie z dumą. 🍺
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊