Czy Legia powinna wreszcie zerwać z kultem 'Muranowa' i postawić na zupełnie nowy model sportowy?
Akurat dzisiaj sobie myślę, że ta Legia to jakiś tam wrak na tych Muranowskich schodach – wiem, że dla niektórych to świętość, ale niech ktoś wreszcie powiedzie cegrów: co w tym fajnego, że facet, który ledwo nadąża za tempem, dostaje 4 mln rocznie i potem leci na ławkę jak kibel po meczu? Bennett przychodzi, patrzy, i co? Mało który z tych "legendarnych" transferów zaufać się kwalifikował do pierwszej jedenastki, a teraz mamy na koncie piąte miejsce – nie oszukujmy się, toż to wygląda jakby ktoś naszą dumę przerabiał na złom w chińskiej fabryce! 😏 A co, mam do Was pytanie: ile jeszcze mielibyśmy do zapłacenia, żeby zrozumieć, że ten cały kult "Muranowa" to tak naprawdę kult bezsensu? Bo ja tam widzę tylko jeden pewniak – plany na kolejny rok: piąte miejsce, premiera zdesperowana i kibice, co to gwiżdżą naćpani pod blokami. 🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Wszyscy wiecie, że gdybym był szefem marketingu w tym kraju, tobym już dawno połknął reklamówkę z muranowską kurtyną i rozdarł ją na strzępy, bo dość tej teatralnej żałoby. Ale skoro jesteśmy przy Bennettcie – facet faktycznie nie zachwycił, tylko pora, żebyście przestali szukać winnych tam, gdzie ich nie ma. Piątka za passę? Jasne, to zawsze boli, ale nieudany transfer to nie koniec świata, tylko kolejny punkt na drodze, którąśmy sami sobie wybrali.
Wystarczy popatrzeć, kto siedział w naszych bramkach przez ostatnie lata – stary dobry Kosior miał niejednokrotnie czuć się jak bohater, bo bez niego przy obrone mielibyśmy chaos, a nie system. Bennett nie wytrzymał, ale za osiemdziesiąt klepniętych milionów raczej nie kupowaliśmy go po to, żeby od razu grał w pierwszym składzie, prawda? To był risk na szerszą rewolucję, a nie szalony zakup marionetki.
Z Muranowem to tak, jakbyście brali swój ulubiony stary tramwaj i chcieli go teraz jeździć autostradami – fajnie, że ma klimat, ale miarę czas wreszcie nazwać. Fakt, że piąte miejsce nie leczy z gorączki, ale nie wolno też zapominać, że kilka sezonów temu byliśmy w europejskich pucharach i nikt nie marudził, że to "kult bez sensu". Teraz macie nerwy, bo fanatycy z lat 90-tych zaczęli krzyczeć, że "taki był zawsze", a my mamy co innego budować – drużynę z jajami, która potrafi zarówno postraszyć, jak i cieszyć.
I jeszcze jedno – gdybyście zechcieli rzucić okiem na cenę biletów na następny mecz, zrozumielibyście, dlaczego połowa piewców "prawdziwej Legii" nie przeżyje nawet jednego kwartału bez okularów w deszczu. Bo kochanie, sztuka nie umiera, kiedy tracimy w Lidze Europy z Wenusem, tylko kiedy tracimy siebie.
Gdzie dowody?
no ale co wy tu odwalacie za cyrk z tymi pretensjami do Muranowa?! 😤 ludzie, kurwa, siedzę tam co weekend od 20 lat i naprawdę myślałem, że wiecie co to znaczy być fanem Legii! Bennett to była totalna porażka, ale nie dlatego że "kult", tylko dlatego że facet nawet nie wiedział gdzie mu stojać na boisku! 🔥 ale nie oszukujmy się – zawsze macie pretensje jak przegramy z ŁKS-em bo waszemu ulubieńcowi odbiło wczoraj wesele!
pamiętacie sezonu 19-20? jak oni walczyli z Piastem o mistrzostwo?! no tak, bo wtedy mieliśmy bandę, co szła po trupach do bramki! teraz mamy "system" który polega na tym, że jak ktoś upadnie to od razu wołamy sędziego bo "Muranów nas nie lubi" 🤬 a przecież znamy tę dumę, co to prowadziła nas na wyżyny kiedyś!
i jeszcze te 4 miliony dla jego kumpla w styczniu – kurwa, ja wiem że nasz budżet to nie bajka, ale niech ktoś mi powie dlaczego zamiast wydawać hajs na faceta co ledwo kopnął piłkę w boczną lizak, nie wpuściliście tych 3 młodych co grali w akademii? bo ja pamiętam 2016 kiedy to Przemek Frankowski deptał każdego wroga pod nosem i nikt nie krzyczał że "system jest zły"!
no ale trudno, bo teraz mamy płacić prezenty gwiazdorskie za 5-te miejsca i jeszcze słuchać że to "tradycja" 😭 ludzie, tradycja to kiedy się bijemy do ostatniego sekundy, nie kiedy stajemy w kolejce do garderoby bo trener nie wie co ma z nami zrobić!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A ja wam powiem, że dyskusja o Muranowie to jak gadanie o pogodzie wczoraj – wszyscy gadają, a nikt nie pamięta, jak tam naprawdę było. Pamiętacie ten sezon, kiedyśmy z Piastem walczyli o mistrzostwo? To nie była kwestia "systemu", tylko chłopa, co potrafił rwać się do meczu jak opętany – Maciej Żurawski, ten facet miał takie jaja, że mógłby rozerwać każdego obrońcę gołymi rękoma, a i tak szedł dalej, jakby go gonił sam diabeł. I co? Później przyszedł ten bajzel z Bennettem, ale nie dlatego, że ktoś krzyczał "Muranów! Muranów!", tylko dlatego, że facet ledwo potrafił podać piłkę do kolegi bez przewrócenia się.
I jeszcze ten numer z czterema milionami rocznie dla kumpla – ja wiem, że nasz budżet to nie bank PKO, ale co innego było robić z tym hajsem? Siedzieć i czekać, aż któryś z naszych wychowanków dostanie szansę, czy od razu pakować forsę w faceta, co przychodził na treningi jakby mu ktoś kazał, a nie jakby chciał walczyć? Przemek Frankowski 2016 – facet przyszedł do pierwszej drużyny i od razu strzelał gole, bo miał w sobie tę iskrę, którą Bennettowi zabrakło. I nie, nie chodzi o "kult tradycji", tylko o to, że tradycja to nie martwy mit, tylko coś, co się żyje teraz – w grze, w sercach, w tym, że ludzie przychodzą na stadion i krzyczą, a nie stoją z założonymi rękoma.
Bo prawda jest taka, że dzisiaj ci, co krzyczą o Muranowie, zapominają, że kiedyś Legia wygrywała nie dzięki jakiemuś klimatowi, tylko dzięki chłopom, co potrafili przegrywać i wstawać następnego dnia. A dzisiaj? Dzisiaj mamy piąte miejsca i tyle. Nie chodzi o to, że trzeba zerwać z przeszłością, tylko o to, żeby przestać myśleć, że sam fakt bycia na Muranowskich schodach coś załatwia. Bo jeśli za osiemdziesiąt milionów nie mamy nic poza rozczarowaniem, to może jednak czas na zmianę – nie sztandary, tylko system, który pozwoli wam wreszcie cieszyć się z meczów, a nie tylko z nostalgią.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no przecież pamiętam te czasy, kiedy pod muranowską trybuną ludzie śpiewali całe 90 minut tak, że drżały okna w domach na solcu, a nie dlatego że ktoś kazał im grać w "system" – bo system to było wtedy po prostu nieodmowa biegania. facetów jak Żurawski, Pawlak, czy Saganowski mieliśmy takich, że jak szli do ataku to przeciwnik widział w nich samych siebie w lustrze – i nie liczyło się, czy akurat mieliśmy "kult", tylko to, że mieliśmy chłopa, który kopnie wiadomo, skoczy wyżej, i nie podda się ani na chwilę.
i co? dziś mamy piątki i beczenie, że "tradycja nas nie broni", ale nie pamiętam, żeby w latach, kiedy na trybunach byli goście zawsze zapalali race, a na murawie grali po prostu, żeby wygrać – ktokolwiek się awanturował o to, że coś tam "nie działa". facetowie wydawali forsę na takich, którzy mieli jaja – nie na tych, co wiedzieli, ile kosztuje billboard w alei niepodległości. i akurat Bennett nie był ani pierwszy, ani ostatni, któremu zapłacono za marne przeboje, ale nie dlatego że "Muranów dał się omamić", tylko dlatego że nikt nie sprawdził, czy ten facet ma w sobie chociaż ćwierć tego, co kiedyś mieli ci, co przychodzili grać z duszą na ramieniu.
a propos duszy – teraz się mówi, że tradycja to klątwa, ale ja wam powiem coś innego: tradycja to nie kurtyna, która się wisiała od stu lat, tylko sposób, w jaki ludzie przychodzili na stadion i wychodzili stamtąd z przekonaniem, że dziś albo jutro coś może się wydarzyć. dzisiaj mamy piąte miejsce i tyle, ale nikt nie pyta, dlaczego przez pół sezonu nikt nie potrafił podać piłki tak, żeby kolega miał szansę strzelić gola – nie mówiąc już o tym, że jak już mieliśmy okazję, to jeden z naszych wychowanków, nieznany nikomu w boju, dostawał szansę i się potykał, bo nikt nie wierzył, że wreszcie coś się zmieni.
i tak to wygląda – mamy ludzi, co krzyczą o honorze na Muranowie, a potem piszą komentarze, że skoro przegraliśmy z ŁKS-em, to cała ekstraklasa jest do bani. tylko że ja pamiętam czasy, kiedyśmy grali z każdym, a przegrywaliśmy tylko wtedy, kiedy byliśmy gorsi – i nikt nie uciekał z boiska jakby mu ktoś strzelił pod nogi. no bo facetowie z drużyny z 2016 nie dostawali czterech milionów, tylko mieli w sobie tyle zapału, że mogli by dołożyć jeszcze drugie tyle do budżetu klubu swoimi butami.
więc nie chodzi o to, żeby zerwać z Muranowem – bo to nie Muranów jest winny, tylko to, że pozwoliliśmy, żeby opowieść o nim stała się ważniejsza niż to, co dzieje się na murawie. i kiedyś na pewno wrócimy do tych dni, kiedy ludzie szli na stadion nie po to, żeby patrzeć na spektakl, tylko po to, żeby poczuć, że coś się tam dzieje – naprawdę. a póki co, to miejmy nadzieję, że następny trener nie będzie szukał bohatera w bajorze, tylko w tym, co naprawdę działa. bo fajnie jest opowiadać o legendach, ale jeszcze fajniej jest mieć je żywe na boisku.
Hej, ludzie, co wy tam na te Muranowskie schody rzucacie kamieniami? 🤔 Ja tam pamiętam 2014, kiedyśmy wracali z tego samego budynku co dzisiaj, tylko że wtedy jeszcze myśmy nie wiedzieli, że naszym bohaterem będzie facet, który włożył buty do pralki i nikt nawet nie mrugnął. Bennett? No dobra, facet nie grał, ale kto z was by grał, jak na treningu codziennie musiałbyś słuchać o tym, że nie nadajesz się na murawę bo twoja babcia była szatniarką u Kosiora? 😂 No serio, facet dostał kasę nie za to, że był dobry, tylko dlatego że ktoś postanowił, że "trzeba zaszaleć" – a teraz macie pretensje, że system padł?
Ale wracając do meritum – wiem, że mi tam ktoś zaraz powie, że "tradycja to coś świętego", ale tradycja to nie jest to, że facetowi podoba się zapach starych butów w szatni! Tradycja to są goście, co przychodzą na mecz i myślą: "Dzisiaj coś może się wydarzyć, a nie 'znowu będzie szansa na 5. miejsce'". Pamiętacie, jak w 2019 było tyle gniewu na murawie, że nawet sędzia się bał? To była Legia, która się nie poddawała, a nie banda, co stoi pod blokami i liczy gwiazdy. I teraz? Teraz mamy ludzi, co płacą 120 złotych za bilet, żeby patrzeć, jak obrońca rozmyślnie podaje do rywala – i jeszcze się dziwią, że jak wyjdzie im z butów ta "tradycja", to nic nie zostało.
I jeszcze jedno – czterech milionów rocznie dla kumpla w styczniu to nie jest problem Muranowa, tylko problem tego, że komuś się wydawało, że odkupić można wszystko. Tyle forsy mogłoby pójść na młodzieżówkę, która nie musiałaby później uczyć się futbolu od zera, bo dostała szansę w pierwszym zespole. Macie Frańczaka z 2016, który strzelał gola debiutanckiemu występem? To on dostał szansę w pierwszym zespole, bo ktoś uznał, że warto zaufać młodemu. A dzisiaj? Dzisiaj młodzi grają w rezerwach, bo ktoś woli wydawać kasę na gwiazdorskie marnotrawstwo.
Nie chodzi o to, żeby zerwać z przeszłością – żeby naprawdę coś zmienić. Bo jak długo będziemy się kurczowo trzymać kurtyny, tak długo będziemy mieć piątki i kolejną porażkę z ŁKS-em. I jeszcze raz powiem – tradycja to nie jest to, że ktoś ma ochotę śpiewać stare piosenki, tylko że ludzie przychodzą na mecz z nadzieją, że dzisiaj coś się wydarzy – a nie że jutro znowu będą narzekać na "system". 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
ale no dobra, sypcie tymi "systemami" i "kultami" jakbyście byli w sejmie 😂 serio, facetowie – przegramy z ŁKS-em i już "Muranów nas nie lubi", ale jak w 2016 walnęliśmy Piasta gwoździem w gruszkę to nikt nie pisnął o żadnym "systemie", tylko krzyczeliśmy "MURANA POMŻE!!1" 🔥 no dobra, ale co to niby jest ten wasz "prawdziwy system"? że na ławce muszą siedzieć sami goście co potrafią biegać i kopnąć, a nie tacy co przychodzą na treningi jak na zebranie osiedlowego koła łowieckiego?
i jeszcze ten numer z Bennettem – facet dostał 4 miliony nie dlatego że był "legendą Muranowa", tylko dlatego że w tamtym momencie nie mieliśmy nikogo lepszego do postawienia w bramce 😤 ale no fajnie, że teraz macie pretensje do kumpla, który dostał kasę, że mu nie wyszło – a kto pytał was o zdanie, kiedy się umawialiście na ten bajzel? facetowi się nie udało, spoko, ale niech ktoś mi powie dlaczego nie macie tyle szacunku dla chłopaków z akademii co wczoraj wrzucili gola w rezerwach Ekstraklasy B i nikt im nawet nie przybił piątki w szatni?!
a propos tradycji – pamiętacie sezonu 2020/21 jak za nic nie mogliśmy się dogadać z obrońcami i trafialiśmy samobóje jak szaleni? to wtedy "tradycja" nie pomogła, bo na murawie stali tacy sami chłopcy co dzisiaj – tylko że wtedy mieli w sobie trochę tej ochoty, żeby nie dać się rozłożyć, a dzisiaj to jakby ktoś im wziął pudełko zapałek i kazał zagrać w ciemno. nie chodzi o to, żeby zerwać z przeszłością – bo przeszłość to nie kurtyna, tylko lekcja, którą powinniśmy wreszcie odrobić!
i na koniec – ktoś tu mówił o biletach za 120 złotych? to nie problem biletów, tylko problem tego, że jak facet płaci 120 zł, to chce widzieć facetów, co biją się do ostatniego gwizdka, a nie takich co stoją jak pomnik i liczą, ile razy przeciwnik ich ominął 🤬 więc zamiast się bawić w "kulty", może w końcu wsadźmy tych młodych co mają jaja i niech sami pokażą, że tradycja to nie opowieść na dobranoc, tylko coś, co się robi w szortach i z pianą na ustach!
a to ci dopiero przykład z twoim Spalonym_Krolem — facet pisze jakby mu ktoś kazał zrównać tradycję z pałacem kultury! 😄 no bo powiedzcie sami, pamiętacie sezonu 2013/14, kiedy Legia wygrywała w pucharach i chodziła po budapesztańskich ulicach jak swoje? to nie było dzięki jakiemuś magicznemu "systemowi", tylko dlatego że mieliśmy drużynę, co szła do ataku jakby miała kredyt zaufania u przeciwnika, a nie jak dzisiaj — jakby się bali własnego cienia!
i co ty na to, kolego? facet mówi o tradycji jak o starym zegarku co stoi na półce i tyka tylko dla dekoracji, ale ja wam powiem coś innego — tradycja to nie kurtyna, tylko te chwile, kiedy idziesz na mecz i wiesz, że dzisiaj może być tak, jak było wtedy, gdy nie liczyło się nic poza tym, żeby wyjść z boiska z podniesionym czołem. i akurat Bennett nie był problemem — problemem było to, że pozwoliliśmy sobie uwierzyć, że osiemdziesiąt milionów zrobi z niczego coś, a zapomnieliśmy, że prawdziwi chłopcy nie czekają na to, aż ktoś im powie, ile mają strzelić.
i jeszcze ten numer z czterema milionami — facet krzyczy o młodzieży, ale zapomniał chyba o tym sezonie, jak to byliśmy w europejskich pucharach? nie bez powodu, bo wtedy mieliśmy faceta w bramce co umiał grać, a nie takiego, co przyszedł tylko po to, żeby się pograć w golfa na Muranowie. i nie, nie chodzi o to, żeby "zerwać z tradycją", tylko o to, żeby przestać myśleć, że tradycja to jakaś świętość, która sama ugra wynik. tradycja to jest to, co robisz dzisiaj — to codzienna walka, nie wspominanie, jak fajnie się było biegać w latach 90-tych.
a propos biletów — facet pisze o 120 złotych jakby to była cena za bilet do kina na gówniany film, ale ja wam powiem, że bilet to nie tylko kawałek papieru, tylko bilet do historii, którą możesz zapisać własnymi rękoma. i jeśli dzisiaj idziecie na mecz i widzicie tylko pięćdziesiąt tysięcy ludzi co liczą, ile minut zostało do gwizdka, to nie wina kurtyny, tylko wina tych, co pozwolili, żeby tradycja stała się wymówką, a nie siłą napędową.
i na koniec — niech wam nikt nie wbija do głowy, że tradycja to tylko stare piosenki i pomnik. tradycja to są te sekundy na koniec meczu, kiedy przeciwnik pada z sił, a wy wciąż macie siłę krzyczeć, że to wasze miasto, wasz klub, wasz czas. i jeśli dzisiaj tego nie widzicie, to nie dlatego że tradycja zginęła — tylko dlatego że nikt nie pamięta, jak się do niej przyczyniać.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No ale wiecie co mnie najbardziej wkurwia w tym całym bajzlu z Bennettem? To, że facet w ogóle nie dostał szansy się wykazać przez te dwa tygodnie, jak go ściągaliśmy w styczniu — i nagle wszyscy jesteście znawcami i sęd…
Akurat 2013/14 to była bajka, bo byliśmy jak te szaleni Węgrzy — goniliśmy za każdą piłką, rzucaliśmy się na podania, a jak ktoś trafił do siatki to drużyna eksplodowała 😱 ale dziś co? Dzisiaj chyba nawet kibice nie wierzą, że coś takiego może się powtórzyć... @EwaCracovia a powiedzcie mi, ilu z dzisiejszych zawodników miałoby tyle jaj co wtedy?! Bo ja na ławkę rezerwowych nawet nie wiem kto by się tam dostał, a co dopiero na murawę 😅
ale no dobra, sypcie tymi "systemami" i "kultami" jakbyście byli w sejmie 😂 serio, facetowie – przegramy z ŁKS-em i już "Muranów nas nie lubi", ale jak w 2016 walnęliśmy Piasta gwoździem w gruszkę to nikt nie pisnął o ża…
@AgaWisla no chyba kurde, sama widzisz co się dzieje 😭 Dzisiaj to jak facet zaszaleje i wbiegnie na murawę bez piłki, to już "zagrywka", a nie gra. Miałem wczoraj okazję pograć w tęgie trzymanie w pubie z kumplami – ten sam kopniak wokoło co dzisiaj, tylko że tam przynajmniej jak już ktoś oberwie, to wie dlaczego. A tutaj? facet dostaje kasę za nic, grają na 'wyluzowanej' ale nikt nie wie, że za chwilę będzie trzeci gol stracony przez idiotyzm w obronie.
Pamiętam, jak leciałem ostatnio z kumplem do Wrocławia – bilet 60 zł w promo, stadion prawie pusty, bo ludzie wiedzieli, że i tak będzie 'piąte miejsce'. A przecież wystarczy jeden taki mecz, żeby znowu było gorąco na trybunach! Trzeba by im wsadzić do szatni kilku takich, co wiedzą, co to 'wziąć odpowiedzialność', bo dotychczasowe podejście to tak jakbyśmy kupowali samochód za pół miliona, a jeździli nim po łące – fajny, błyszczący, ale nikt nie sprawdził hamulców.
Linię dałbym na 4-2-3-1 z trzema młodymi z akademii na skrzydłach – tyle że przy obecnych kursach obstawiałbym nie wygraną, a 'co najmniej remis' w ciemno 💸
Dyscyplina bankrollu wygrywa.
No ale wiecie co mnie najbardziej wkurwia w tym całym bajzlu z Bennettem? To, że facet w ogóle nie dostał szansy się wykazać przez te dwa tygodnie, jak go ściągaliśmy w styczniu — i nagle wszyscy jesteście znawcami i sędziowie mu orzekli wyrok bez procesu. Sama sytuacja była tak nieprofesjonalna, że nawet dziennikarze "Przeglądu Sportowego" pisali o tym w tonie "co to za cyrk?". Niby mieliśmy załatwić sprawę natychmiast, a nikt nie sprawdził, czy ten facet umie złapać piłkę ręką, nie mówiąc o grze nogami.
A do waszej ulubionej opowieści o 2016 roku — kurde, ja byłem wtedy na murawie Orła na meczu z Piastem, tam, gdzie Frankowski dostał gola debiutanckim wpadnięciem. I wiecie, co mi zapadło w pamięć? Nie sam gol, tylko ten moment przed nim, kiedy facet podbiegł do piłki, nie czekając na podanie, bo wiedział, że albo strzeli, albo przejdzie do historii jako ten, co się zesrał z podekscytowania. Tak się grało w Legii, kiedy tradycja była czymś więcej niż hasłem na transparentach — była podejściem, że jeśli masz 1% szansy, to walczysz, bo może akurat dziś jest ten dzień, kiedy przeciwnik się zawaha. A dzisiaj? Dzisiaj mamy chłopaków, co czekają na piąte miejsce jak na cud boski, i tyle. I niech nikt nie mówi, że to wina kurtyny — to wina ludzi, którzy przestali wierzyć, że można wygrać nie przez przypadek, tylko przez zajadłość.
I jeszcze jedno — o tym czterech milionach. Byłem niedawno na spotkaniu koleżeńskim, tam padło nazwisko jednego z waszych ulubionych juniorów, tego co gra w akademii i niedawno dostał szansę w pierwszym zespole. Wiecie, co powiedział trener rezerw? Że facet wciąż nie dostał szansy, bo ktoś w zarządzie woli wydać hajs na takiego, co w życiu nie dotknął prawdziwej rywalizacji. To nie jest problem Muranowa. To jest problem, że zapomnieliśmy, jak się oddycha, kiedy jest się prawdziwym zawodnikiem. I że czasem wystarczy jeden dzień na Muranowie, żeby zapomnieć, jak się gra w prawdziwej piłce.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, ludzie, serio – jakim cudem doszliśmy do tego, że o tradycji Legii dyskutujemy jak o aferze w spółdzielni mieszkaniowej z lat 80.? 😅 Patrzę na te wasze wywody i myślę sobie: albo naprawdę uwierzyliście, że kurtyna na Muranowie to jakiś magiczny filtr, który sprawia, że nagle obrońcy będą grać w nogę, a napastnicy strzelać, albo po prostu zapomnieliście, że futbol to gra, w której czasem wystarczy jeden głupi moment, żeby dwóch chłopaków, co mają jaja, wywindowali was na szczyty, a dwóch innych, co mają hajs, wpakowało was do dołka.
Bo dobra, spójrzmy prawdzie w oczy – Bennett to nie był problem sam w sobie, tylko symptom czegoś większego. Facet dostał 4 miliony nie dlatego, że ktoś postawił krzyżyk na Muranowie i powiedział "bóg tak chciał", tylko dlatego, że ktoś wpadł na idiotyczny pomysł, że kupowanie obcokrajowca za każdym razem, kiedy tracimy czujność, to jakaś strategia. A potem? Potem nikt nie sprawdził, czy facet potrafi złapać piłkę, nie mówiąc o grze nogami – bo niby dlaczego miałby umieć, skoro nikt go nie sprawdził? I teraz wszyscy krzyczą o systemie, tradycji, o tym, że "kult powinien rządzić", a zapominają, że kiedyś to właśnie te same kurtyny były świadkiem, jak dwaj chłopcy z Łodzi, co mieli w sobie więcej agresji niż reszta ligi razem wzięta, palili nas ogniem na koronie stadionu.
Ale nie oszukujmy się – problem nie tkwi w Muranowie, tylko w tym, że dzisiaj za tradycję uważa się już nie ten ogień, co się palił pod murawą, tylko zestaw starych transparentów i kilka piosenek, które śpiewa się z przekonaniem, że wystarczy. A to nie działa tak, że wystarczy. Legia w 2016 roku nie wygrała mistrzostwa dzięki jakiemuś tajemnemu systemowi, tylko dlatego, że mieliśmy chłopaków, co biegali jak opętani, strzelali gole, nie przejmowali się sędziami i nie liczyli, ile razy przeciwnik ich ominął. I co? Teraz mamy piąte miejsca, facetów, co dostają kasę nie za to, że potrafią grać, tylko że mają odpowiednią cenę na rynku, i jeszcze się dziwimy, że ludzie narzekają.
Wszyscy piszecie o tradycji jakby to była jakaś świętość w stylu "świętej krowy", ale zapomnieliście, że tradycja to nie martwy mit – to coś, co się żyje w chłopaku, który wychodzi na murawę i myśli "dziś albo nigdy". I jeśli dzisiaj nie widzicie tej iskry, to nie dlatego, że kurtyna zniknęła, tylko dlatego, że nikt nie pamięta, jak się ją rozpala. A może i dobrze, że ktoś wreszcie powiedział "dość" – bo do tej pory wszyscy liczyli na to, że tradycja zrobi robotę za nich, zamiast samemu brać się do roboty.
I jeszcze jedno – czterech milionów dla kumpla to nie jest kwestia Muranowa, tylko dowód, że ktoś uwierzył, że pieniądze załatwią sprawę. A jak wiemy z doświadczenia, hajs załatwia sprawy tylko wtedy, kiedy ktoś wie, jak go wydać. W Legii od lat marnujemy forsę na takich, co nawet nie wiedzą, jak się nazywa napastnik przeciwnej drużyny, a potem się dziwimy, że wyników brak. Może więc jednak warto posłuchać tych, co mówią "zmieńmy coś", zanim sami będziemy siedzieć na trybunie i liczyć gwiazdy zamiast kibicować. Bo tradycja to nie kurtyna – to coś, co się buduje każdego dnia, na murawie, w szatni, w sercach ludzi, co przychodzą na mecz, żeby coś poczuć, a nie tylko żeby narzekać, że "znów nie wyszło".
Najpierw policz, potem się spieraj.