Czy Legia powinna wyrzucić ze składu wszystkich zawodników, którzy kiedykolwiek podpisali…
A co, jak wbijecie do szatni dziennikarza z kamerą, to oni od razu podnoszą ręce do ust i krzyczą "mamy prawo do wyrażania poglądów"? To chyba nie sport, tylko zbiórka partyjna. Pamiętacie jeszcze jak te 2015-te wkurzało kibiców, że PiS-owcy się przyczepiali, a oni przez to podkładali nam nogę pod wywalanie z Pucharu? Teraz gadają o wolności słowa, a zapomnieli, jak na trybunie dostawaliśmy za nich po mordzie. Czyżby boją się własnego cienia, żeby znowu nie oberwać od miśków?
A ty nie mów mi, że polityka nie wchodzi do szatni — jakby nie wchodziła, to by nie było całej afery z listem i apeli do kibiców, żeby się nie wtrącali. Jasne, kolego. 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Akurat, niech to szlag — ja tam pamiętam ten dzień jak dziś, bo akurat akcja piłkarzy wypadła w tygodniu mojego urlopu wracać do domu. Siedziałem na trybunie Orlik przy lotnisku i lało tak, że kibice gadali o tym samym: co oni sobie myślą, że dadzą radę biegać po błocie, kiedy rano w gazetach mieli podpisany list do prezydenta, który dwa dni później robił tournee po Okęciu? Tamci nie byli głupi — kibice zareagowali od razu, bo to był ten moment, kiedy zobaczyliśmy, że szatnia staje się czymś więcej niż miejscem do rozbierania się po meczu. Ale proszę cię, co z tego, że teraz ktoś podpisuje coś pod wpływem chwili — przecież nikt nie każe im nosić flagi PiS na meczach ani krzyczeć hasła polityczne na stadionie. Oni mieli prawo wyrazić swoje zdanie, nawet jeśli się z nim nie zgadzaliśmy, i tyle. Afera była przejaskrawiona przez media, które zrobiły z tego burzę w szklance wody, bo akurat trwała kampania wyborcza, i teraz macie ten problem, żeby znowu do niego wrócić? To nie jest argument, że ktoś kiedyś podpisał papier w sprawie, którą państwo dyskutuje w Sejmie — to jest argument, że w ogóle ktoś uważa, że za polityką w szatni nie powinno być żadnego dialogu. A ja tam wolę szatnię, w której ludzie potrafią porozmawiać o tym, co ich boli, nawet jeśli się z tym nie zgadzam, niż szatnię pełną ludzi, którzy nagle się boją cokolwiek powiedzieć, bo któraś ekipa będzie krzyczała na trybunie.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej no, kurwa, aleście se jakieś paranoje wymyślili! 🔥 Mury za chłopakami stoją od lat, nie od wczoraj — a tu proszę, dochodzi się do tego, że ktoś kiedyś podpisał gówno na papierze i już po nim? Że niby mają lecieć ze składu?! No chyba że komuś bardziej niż o pucharze chodzi o to, żeby zrobić z Legii jakiś polityczny bałagan w internecie!
No bo patrzcie, co się działo w 2015? Wkurzeni kibice, ludzie dostawali po mordzie, bo niektórzy myśleli, że szatnia to debata na Forum Obywatelskie! A ja tam pamiętam, jak z kumplami szliśmy na mecz z Jagiellonią, i jakby nie szczęście, że nie oberwaliśmy od tych co się na to listy uwzięli… To nie było szczęście, to była porażka drużyny, która musiała się tłumaczyć, zamiast grać! A teraz mam to samo bredzić na forum?
Gówno mnie obchodzi, kto co podpisywał, jeśli w sobotę dają z dupy i wywalają na ligowym meczu! 💪 Nasi są murem za nimi, nie za politycznymi papierkami! Jeśli któryś z nich ma dobre nogi i strzela gole — to nasz człowiek, koniec tematu! A jak ktoś myśli, że Legia to klub polityczny, to niech idzie sobie do innego klubu! U nas liczy się futro i serce, a nie to, czy Jasio z trzeciej ligi podpisywał się pod czymś przeciw PiS-owi czy Platformie! To nie mecze na Okęciu, żeby się wylewać przed kamerami!
Pamiętam, jak mój stary mówił: "Kibicuję temu, co gra, nie temu, co gada". I ja dalej tak mam! Jeśli chłopak w ciągu tygodnia trenuje jak szalony, w niedzielę wbija dwa gole, a w piątek podpisuje jakiś papierek — to mi tyle, że ma charakter i potrafi się bić o swoje! Nie będę teraz robił z tego afery, bo mnie jebnęli w twarz na ul. Marszałkowskiej, żeby o tym dyskutować! 😱 Grajmy, walczmy, wygrywajmy — reszta pierdolonej propagandy niech leży w dupie!
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ależ tu mi się przypomniał ten cholerny wtorek po meczu z Jagiellonią! Miałem akurat dzień wolny, leżałem na kanapie i kombinowałem, jakby tu zrobić sobie kawę, żeby nie wychodzić — a tu nagle wyskakuje na ekranie ten cały burdel z listem i niby to się miało coś dziać w związku z tamtym spotkaniem. Tyle że akurat na trybunie Orlik nikt nie myślał o polityce — myśleliśmy tylko o tym, że moi, w błocie po kostki, walczą o trzy punkty, a tu nagle okazuje się, że szatnia zrobiła z siebie odpowiednik marszu równości na Okęciu!
Ale powiedzmy sobie szczerze: te papierki, które podpisywali, to była jedna sprawa, ale to, co wtedy wydarzyło się NA BOISKU — no to już zupełnie co innego. Pamiętam, jak kibice na sekundę oderwali się od piłki i pomyśleli: "Co oni, do cholery, robią?". Bo przecież nikt nie broni nikomu prawa do własnego zdania — ale kiedy to zdanie wchodzi w drogę temu, co naprawdę powinno ich interesować, czyli grze w nogę, to już trochę smutne.
I teraz ktoś tu mówi, że to była "przejaskrawiona" afera przez media? Może i tak, ale problem nie polegał na tym, że list istniał — tylko na tym, że w momencie, kiedy powinniśmy grać jak lwy, część z nich miała głowę zajętą czymś innym. Bo przecież nie każdy kibic to polityczny analityk — on chce widzieć, jak jego zawodnicy ganiają po boisku, a nie jak podpisują coś pod wpływem tygodniowych emocji politycznych. I to jest właśnie ten moment, kiedy ciągłość drużynowa idzie w diabły.
Nie chodzi o to, żeby ich wyrzucać z klubu — bo w końcu za takie pomyłki nie powinno się karać degradacją do trzeciej ligi — ale żeby raz na zawsze uświadomić sobie, że szatnia Legii to nie trybuna partyjna. Oni mają grać, a nie prowadzić debaty Sejmu! I jak jeszcze raz któraś z ekstraklasowych drużyn przyjdzie na stadion i zobaczy naszych chłopaków, którzy zamiast wbijać gole, myślą o tym, jakby się tłumaczyć przed kamerami — no to sorry, ale mecz już przegraliśmy przez samą obecność tego pierdolonego papierka w kieszeni! 💥
Wystarczy popatrzeć na tamten czas: kiedy atmosfera w szatni jest czysta, kiedy nikt nie myśli o niczym poza piłką — to wtedy gramy jak u siebie, jak jeden mąż. A kiedy zaczyna się ten polityczny szum — no to nawet mistrzowska drużyna może się rozlecieć jak domek z kart. Bo ostatecznie, kibicujemy im nie za to, co podpisują, ale za to, co robią w niedzielny poranek na boisku. I to jest właśnie ten punkt, który powinniśmy sobie zapamiętać — zanim znowu zrobi się z tego cały cyrk medialny.
Najpierw policz, potem się spieraj.
kurwa, ale mnie te wasze gadanie o 2015-tych rozjuszyło, bo akurat wtedy ja jeszcze chodziłem na Starówkę na te mecze z Ruchami albo Śląskiem, i pamiętam, jak niektórzy koledzy zrzucali bilety do kibla, bo facetom z szatni nie chciało się grać — a nie dlatego, że byli przeciwko PiS-owi, tylko dlatego, że media zrobiły z tego cyrk, że kibice na trybunach dostawali po mordzie od przypadkowych wałęsających się typów, którzy myśleli, że to jakaś demonstracja polityczna!
i teraz mówicie o wyrzucaniu facetów ze składu? no chyba że ktoś naprawdę woli klub, który gra w politycznych aferach, a nie na boisku! bo przecież sami wiecie, co się działo w tamtych tygodniach — trener musiał się tłumaczyć, zawodnicy dostawali groźby, a my mieliśmy argumentować przed sąsiadem, dlaczego w ogóle kibicujemy bydlakom, którzy podpisali się pod czymś, co dla połowy kraju było aktem prowokacji!
i nie mówcie mi, że to była normalna reakcja kibiców — bo u nas, w Gdańsku, kiedy Lech Poznań podpisywał ten swój list do prezydenta cztery lata później, nikt nie rzucał butów! bo tamta sprawa była jedną z tych rzeczy, które po prostu nie powinny mieć miejsca w szatni! to nie była wolność słowa — to było walenie kijem w mrowisko i potem gapienie się na to, jak mrówki się na ciebie rzucają!
pamiętam, jak mój kumplek z pracy, stary bywalec trybun, powiedział wtedy: "w końcu mam dość tego, że za każdym razem, kiedy nasza drużyna ma grać poważny mecz, to oni siedzą w internecie i podpisują coś, co i tak nikt nie czyta". i miał cholerną rację — bo przecież ci faceci nie byli politykami, byli piłkarzami! mieli wbijać gole, nie pisać oświadczenia!
więc nie, nie powinno się wyrzucać ich od razu z klubu — ale powinno się dać im solidnego kopa w dupę, żeby zapamiętali, że w Legii nie ma miejsca dla takich numerów! bo w końcu liczy się tylko jedno: jak grają w niedzielę, a nie to, czy podpisali się pod czymś w piątek!
Słuchajcie, pamiętacie ten cholerny mecz z Podbeskidziem w tamtym sezonie, jak to byliśmy totalnie do dupy, a na trybunie padło jedno pytanie, które wbiło się wszystkim w mózg na resztę wieczoru? "A co oni właściwie teraz myślą, skoro podpisali ten list, a tu znowu lecą od nich te same teksty co od polityków?" I nikt nie umiał odpowiedzieć, bo kibice nie mieli pojęcia, co naprawdę kręci się w szatni — czy to była jakaś zbieżność losowa, czy celowe działanie. Bo co z tego, że facet strzelił gola w poprzednim meczu, skoro potem wsiadał w samochód i jechał na spotkanie z ministrem? Przecież to nie był normalny dzień pracy piłkarza, to był dzień pracy aktywisty z umową na etacie!
I teraz ktoś tu mówi o wolności słowa — no tak, wolność jest fajna, ale kiedy twoja wolność wpada wprost na trybunę i zderza się z tym, co kibice czują w głębi ducha, to nie ma mowy o żadnym dialogu. Oni mieli prawo podpisywać, ale my mieliśmy prawo się wkurzyć, bo nagle okazało się, że nasze emocje przestały się liczyć. I to nie była kwestia jednego papierka — to była kwestia czasu, który tracili na coś, co nie było ich zawodem.
Afera 2015 to nie był przypadek — to była lekcja, której nikt w Legii nie wykorzystał. Bo przecież nie chodziło o to, że ktoś podpisał list, tylko o to, że przestali być dla nas przezroczystym szkłem, którym powinni być. I teraz, kiedy ktoś na forum znowu wyciąga ten temat, to ja widzę w tym tylko jeden sens: albo naprawdę nie rozumiemy, co się wtedy wydarzyło, albo celowo grzebiemy w ranie, która nigdy nie zagoiła się po tamtych tygodniach. A ja wiem jedno — Legia to nie miejsce na polityczne happeningi, to miejsce na to, żeby wbijać gole i wygrywać. Reszta niech idzie do diabła.
Gdzie dowody?
Ej, ale się nakopaliście w tym wątku — i macie cholerną rację, że tamten 2015 to była jazda bez trzymanki, kiedy patrzyło się na to, jak nasi idą w kimono politykom, a my na trybunie dostajemy od kolesi po mordzie za coś, co nie miało nic wspólnego z futbolem. Ja tam wtedy byłem na meczu z Górnikiem Zabrze, akurat przychodziłem do siebie po operacji ręki, więc siedziałem z opatrunkiem i obserwowałem, jak kibice wrzucają napisy na trybunie: "Legia = PiS", a nasza drużyna ledwo zipie na boisku. I co mi zostało? Tylko pamiętać, jak mój sąsiad z rzędu, facet, który na co dzień pisze dla "Przeglądu Sportowego", powiedział mi później: "Widzisz, właśnie dlatego ludzie przestają kibicować — bo tracą poczucie, że to w ogóle ich klub".
No dobra, w większości się z wami zgadzam — polityka w szatni Legii to był i jest szwindel na potęgę, który niczemu nie służył. Ale teraz uwaga, bo tu pojawia się mój mały problem: co z tymi chłopakami, którzy podpisywali te listy, ale teraz są już zupełnie innymi ludźmi? Bo ja pamiętam Marka Saganowskiego, co wtedy podpisał, a dziś lata z nami w tym klubie jak oszalały — prowadzi akademię, prowadzi młodzież, i nigdy więcej nie widziałem, żeby się angażował w coś takiego. Nie twierdzę, że powinniśmy im wybaczać od razu — ale co z tymi, którzy odpuścili i teraz grają jak demony? Mają płacić za błąd sprzed ośmiu lat? Ja tam wolę mieć w składzie faceta, który potrafi wyjść na boisko i dać z siebie wszystko, niż takiego, który niby jest "czysty politycznie", ale co drugą niedzielę daje dupy, bo stracił koncentrację przez to, co czytał w gazecie.
I jeszcze jedno — znam paru chłopaków z akademii, co teraz są juniorami, którzy wtedy mieli 16 lat i patrzyli na to wszystko oczami szeroko otwartymi. Dla nich ten list był jakby kolejnym dowodem, że świat dorosłych to bajzel, a my — kibice — mamy prawo mówić, co myślimy. I ja się boję, że jak teraz zrobimy z tego kolejny medialny cyrk i znowu zaczniemy segregować zawodników ze względu na ich podpisy sprzed lat, to stracimy tę młodzież na rzecz klubu, który w ogóle nie będzie miał takich problemów. Bo co im zostanie? Jakaś sucha Legia, która gra fajnie, ale nie ma charakteru? Wolę mieć drużynę, która czasem się potknie przez politykę, niż taką, która gra jak maszyna, ale nikomu nie bije do głowy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej no, kurwa, aleście se jacy naiwni! 🤡 Bo ja sobie teraz wyobraziłem, jakby któremuś z naszych chłopaków wpadło do łba podpisywać coś pod wpływem chwili, a tu nagle okazywało się, że media zrobili z tego aferę na trzy kontynenty. To nie jest żart — bo pamiętacie, jak po tym liście 2015 to samo Lech zrobił swoje cztery lata później? I co się stało? Nikt nie rzucał butami, nikt nie dostawał w mordę, bo tamta sprawa została potraktowana tak, jak powinna — zwyczajnie, bez medialnego cyrku.
Ale my tu gadamy o wyrzucaniu facetów ze składu — no chyba że ktoś myśli, że Legia to jakaś partia polityczna albo szkoła sobotnia, gdzie sprawdzamy poprawność polityczną przed wejściem na boisko! 💸 A jak coś — to niech ci politycy sami sobie zrobią ligi i niech grają między sobą, a my zostaniemy przy tym, co umiemy: wbijać gole i wygrywać.
No i co, mamy teraz każdego, kto kiedykolwiek postawił cyrograf pod jakimś oświadczeniem, karać degradacją do niższej ligi? Toż to byłoby jak wyrzucanie naszych rodaków za granicę, bo ktoś kiedyś miał pecha urodzić się w Polsce! Ja tam wolę mieć w składzie chłopaka, który potrafi zagrać, nawet jeśli kiedyś podpisał coś, czego teraz żałuje — niż takiego, który niby jest „czysty”, ale na boisku to nawet z pompką nie dałby rady.
Bo ostatecznie — kibicujemy Legii, nie jakiemuś politycznemu komitetowi! A jak któryś z naszych facetów ma jeszcze z tyłu głowy ten cholerny list z 2015 i myśli, że to mu pomoże w grze — to niech idzie się leczyć, bo na Orliku nikt nie będzie czekał, aż on skończy analizować swoją „sprawiedliwość społeczną”. My chcemy widowiska, a nie debaty sejmowej w szatni! 😂
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.