Czy Legia powinna ZAWSZE grać 11 listopada, bo marszałek Piłsudski by tego chciał – nawet…
A ja Wam powiem, że jak Legia ma zagrać 11 listopada to niech gra, nawet jakby to był poniedziałek! Po co się tak kurczowo trzymać harmonogramu UEFA, skoro święto niepodległości to nasze, narodowe. Marszałek Piłsudski na pewno by kibicował, a nie liczył niedzielnych oferty bukmacherów na "dalsze remonty Stadionu".
Że co, to niby kibice mieliby siedzieć cicho w nocy? A kto im broni hałasować? Póki nie rozbijają okien, to niech śpiewają "Legiony" tak głośno, żeby usłyszeli ich nawet w Rzymie. Przecież my wiemy, jak się świętuje – i nie chodzi tu o żadne "cisze nocne" po jedenastej.
No a co do meczu środą... Ech, kto normalny by się umawiał na ligówkę w środku tygodnia, kiedy większość miasta i tak jest na urlopach albo w pubach od piątku? Ale jak już mamy – to niech się dzieje! Zawsze może być gorzej, choćby i finał w Warszawie na szóstą rano.
Każdą statystykę da się nagiąć.
Słuchajcie, wam się zdaje, że to Legia ma być przez całe wieki narodowym teatrem emocji na zawołanie, jakbyśmy byli rezerwowym oddziałem orkiestry państwowej? Piłsudski na pewno wolałby, żebyście doceniali wagę terminów, a nieście jego pomnik. Akurat ten 11 listopada to nie data, którą się arbitralnie przestawia pod kalendarz kibica – to koncert UEFA, Ekstraklasy, pucharów, a na koniec tygodnia jeszcze europejskie puchary z nieprzesuwalnymi terminami. Jak Legia wypadnie w środę, to co – mamy recytować "Legiony" o siódmej rano przed wyjściem do pracy, bo akurat Marszałek miałby dziś urodziny?
A ten harmider? Może i fajnie ryknąć w nocy, ale kiedy dookoła są bloki, dzieciaki się budzą na jutrzejsze szkoły, a sąsiedzi dzwonią po ochronę, to harmider staje się tylko kolejnym powodem do narzekań na Legię w mediach. Raz jeden niech wyjdzie się policzyć, ile osób dostaje mandaty za hałas w Warszawie podczas meczu, a potem zobaczymy, jak sympatycznie to brzmi. Póki co, dla większości to po prostu strata czasu i nerwów.
I jeszcze ten argument o "kto normalny się umawia na ligówkę w środku tygodnia" – no jasne, skoro komuś marzy się, żeby w środowy wieczór klepać dodatkowe km w korkach, bo akurat mieliśmy "święto narodowe" zamiast normalnego weekendu. Kibice mają przecież pracę, szkoły, życie, a nie tylko śpiewanie w ciemnościach. Jakby Piłsudski widział, że jego duch zagania ludzi do bloków o dziesiątej wieczorem z głośnikami pod pachą… chyba by się obraził, że zrobiło się z tej idei kolejny powód do picia piwa na siłę.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A niech to, Lech_Fan ma chyba nieźle w głowie skoro tak walnął w sedno! 🔥😱 Święto niepodległości, marszałek, Legia na boisku – to przecież taka zgrana paczka, że nawet when's w środę nie ma znaczenia! Bo pamiętajcie, jak było w '18 roku? Tam też nikt nie pytał, kiedy grać, tylko że GRAC! I to głośno, do samego rana!
No dobra, niech będzie, że środowy mecz to lipa dla większości, ale spoko – my mamy zawsze WOJNA POD TRYBUNAMI! 💪 Nie liczymy godzin, nie oglądamy kalendarzy UEFA, bo dla nas święto to święto, a Legia to nasza drużyna, co walczy zawsze, niezależnie czy w niedzielę czy w środę. A te "Legiony" w nocy? No jasne, że hałasujemy, ale kto powiedział, że kibicowanie musi być ciche jak w kościele?! Jakby Piłsudski słyszał te opowieści o ciszy nocnej, toby się chyba przewrócił w grobie, że my mamy siedzieć cicho jak myszki!
I jeszcze ten KoronaTrybuna z tymi mandacikami – no dobra, może jeden-dwa są, ale co z tego? My nie biegamy z głośnikami pod blokami o trzeciej w nocy, ale jak już jest mecz, to jest HAŁAS, i tyle! Bo jak się chce świętować, to się świętuje, a jak ktoś ma problem, to niech się nie dziwi, że budynek naprzeciwko mu się trzęsie od emocji!
No i co z tych argumentów? Że w środę są korki? No ba, bo wszyscy chcą jechać do domu po meczu, ale to nie nasza wina! My gramy, a reszta świata niech się dostosuje! 😤 Murem za chłopakami, bo to nie piłka, to NASZE święto, NASZE miasto, NASZA Legia! A jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości – to przypominam, że w historii bywało różnie, ale jak Legia miała zagrać 11 listopada, to grała, i tyle! Koniec tematu! 🔴💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No, a co to komu zrobi ten środek tygodnia, jak cała Polska wie, że 11 listopada to nie byle jaki termin? Lech_Fan jak zwykle trafił w dziesiątkę – święto narodowe, Piłsudski, a tu nagle "ej, ale harmonogram UEFA". Przecież my mamy we krwi to, że święto się świętuje, punkt. I niech nikt nie próbował wciskania bajek, że za późno czy za wcześnie – jak jest święto, to jest święto, i tak się robi od stu lat. A że wypadnie w środę? No i co? Mamy może jakoś mniej emocji przez jeden dzień roboczy? Wiemy, kiedy podnosić państwo!
Bo serio, spójrzcie na to, co mówi KoronaTrybuna: "żebyście doceniali wagę terminów". Waga terminów? Ale o jakie terminy chodzi, kolego? O terminy piłkarskiego kalendarza, czy o to, żeby nie zapominać, co obchodzimy? Akurat 11 listopada to data, która nie od dzisiaj jest w kalendarzu – i niech się nikt nie dziwi, że kibice chcą co roku świętować w ten dzień, bo to przecież nasze święto! A jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to niech przypomni sobie, jak było w zeszłym roku albo dwa lata temu – Legia grała, my świętowaliśmy, i tyle. Nikt nie pytał, czy to niedziela, czy wtorek, bo to po prostu należy do tradycji.
I co z tego, że są mandaty za hałas? Że ktoś obudził się na jutrzejsze szkoły? Trudno. Jak mamy świętować, to świętujemy, i tyle. RakowWarszawa doskonale to ujął – niby kto powiedział, że kibicowanie musi być ciche? A jakby Marszałek Piłsudski widział, że my mielibyśmy siedzieć z założonymi rękami w dniu, który on walczył odzyskać, toby się chyba uśmiał, że coś takiego w ogóle się pojawiło. Bo to przecież nie jest tylko mecz – to nasze dziedzictwo, nasza duma, nasze miasto! I niech się nikt nie oszukuje, że ktokolwiek na świecie potraktowałby ten termin tak nonszalancko, jakby chodziło o zwykły ligowy mecz w środku tygodnia. Tutaj chodzi o coś więcej – i nie ma tu żadnych "ale". Święto jest świętem, Legia jest Legią, a my jesteśmy kibicami, którzy wiedzą, kiedy podnosić flagę i głos!
xG > emocje.
a pamiętam jeszcze czasy, kiedy legioniści grali w listopadzie jakby to był zwykły weekend. nie było żadnych ceregieli z terminami, nie było gadania o "harmonogramie" albo "koncertach europejskich". 11 listopada było świętem, punkt. i jak Legia miała mecz, to grała – nawet jeśli wypadło to w środę, bo święto jest świętem, a nie takim elastycznym terminem, który można przeciągać czy przesuwać pod marketingowe oferty.
byłem na meczu w '97 roku, we wtorek, bo akurat wypadł 11 listopada. nikt nie narzekał, że to nie niedziela, nikt nie liczył, że w środę rano będą korki. co było ważne? że byliśmy na stadionie, że śpiewaliśmy "Legiony", że czuło się, że to coś więcej niż zwykły mecz ligowy. teraz wszędzie słychać te gadki o "ustaleniach UEFA" albo "pucharach, których nie wolno ruszać". no i co? co zrobiliśmy z tą tradycją? z tym, że święto powinno być świętem?
marszałek Piłsudski na pewno by się zdziwił, widząc, jak my – jego potomkowie – zastanawiamy się, czy grać w środę, czy nie. on walczył o to, żebyśmy mieli co obchodzić, a nie o to, żebyśmy się tłumaczyli z głośnego śpiewania. i ja wiem jedno: jak Legia zagra w środę 11 listopada, to niech się dzieje. bo to nie jest zwykły termin w kalendarzu – to nasze dziedzictwo. a kto nie lubi hałasu po meczu, niech idzie do domu wcześniej albo wynajmie dom na odludziu. my mamy swoją tradycję, swoje święto, i niech nikt nam nie mówi, że powinniśmy się dostosować do czyjegoś kalendarza.
i jeszcze jedno: widziałem gorsze rzeczy niż środowy mecz w dniu święta. to nie stara szkoła, żeby się za każdym razem tłumaczyć. albo gramy, albo nie – ale jeśli gramy, to na całego. tak było kiedyś, i tak powinno być teraz.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no do licha, a kto to wymyślił, że święto narodowe ma być jeszcze dodatkowo ugodzone kalendarzem piłkarskim, żebyśmy się mieli gdzie schować przed swoimi własnymi emocjami? mnie się zdaje, że Lech_Fan akurat trafił w sedno z tym piątkiem w środę – bo cóż, święto jest świętem, a jak nam się trafi akurat w tygodniu, to niech siędzie i tyle. co niby mamy zrobić? poczekać do niedzieli, żeby wygodnie rozłożyć flagi i śpiewać z rana? a jakby marszałek Piłsudski widział, że my mu świętujemy niepodległość w takim cywilizowanym terminie, że na dodatek liczymy sobie godzinę, żeby nie narobić harmideru sąsiadom? no chyba by się za głowę złapał!
i nie no, serio – RakowWarszawa gada o "wojnie pod trybunami", no fajnie, ale co z tymi ludźmi, którzy mają jutro pracę albo szkołę? przecież to nie ich wina, że termin wypadł w tygodniu, a nie w weekendzie. ale żeby my mieli siedzieć cicho tylko dlatego, że komuś jutro się nie chce wstawać? no nie no, młodzi tego nie widzieli, co znaczy prawdziwe kibicowanie. ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy po meczu legioniści śpiewali "ta-ta-ta" wracając z Alei Niepodległości, a wokół było tyle bloków, co teraz, i nikt się nie martwił o mandaty – bo jak mieliśmy świętować, to świętowaliśmy, i tyle.
i jeszcze ta gadka o mandatach – KoronaTrybuna niby mądry, ale co on niby sugeruje? że mamy zrezygnować z tradycji, bo komuś dzwoni telefon od ochrony? no nie, kurczę, tradycja to tradycja, a jak się ma tradycję, to się nią żyje, a nie kombinuje, jakby jej olać. w '97 roku graliśmy we wtorek, bo akurat był 11 listopada, i co? nikt nie policzył, ile osób dostało mandaty, bo nikt się nie przejmował – byliśmy za to, że gramy, że świętujemy, że czujemy ten klimat. a teraz? teraz mamy całe forum gadania o "wpływie na otoczenie" i "koncertach europejskich". no i co z tego? że UEFA ma swoje terminy? no i niech ma, ale święto jest świętem, i Legia to Legia – jak ma grać, to gra, bez względu na to, czy w środę, czy w niedzielę.
a VAR_placze z tym swoim "dziedzictwem"? no jasne, dziedzictwo jest dziedzictwem, ale nie po to, żebyśmy się nim kurczowo trzymali i jednocześnie liczyli, ile osób narzeka na hałas. trzeba umieć połączyć obie rzeczy: grać, świętować, i nie robić z siebie idiotów, którzy przez własny entuzjazm zrujnują komuś poranek. bo wiadomo, że sąsiedzi będą mieli pretensje, ale przecież nie jesteśmy zwierzętami – możemy się postarać, żeby harmider był mniej dokuczliwy, a świętowanie nadal obecne.
i AgaKibicka ma całkowitą rację z tym, że kiedyś nie było ceregieli – święto świętem, mecz meczem, a jak padło na wtorek, to biegliśmy na stadion, śpiewaliśmy, i do domu z hukiem. ale czasy się zmieniły, ludzie mają inny styl życia, i nie można już tak na poważnie mówić, że "widziałem gorsze rzeczy" i tyle. dziś młodzież chodzi na studia, ma pracę, dzieci, a nie jak kiedyś, że do dwunastej rano można było śpiewać pod blokiem, bo i tak nikt nie musiał jutro wcześnie wstawać. więc może pora na kompromis? grać, świętować, ale z głową – bo jak nie, to prędzej czy później ktoś nam te święta odbierze, bo będą narzekać, że robimy z nich zamieszanie.
no i co, bracia i siostry? ja nie mówię, żeby rezygnować z tradycji, wręcz przeciwnie – ale może warto spojrzeć na to trochę praktyczniej? święto jest świętem, Legia jest Legią, ale życie też się liczy. i tak jak kiedyś szliśmy na mecz w tygodniu i było okay, tak dziś chyba trzeba znaleźć złoty środek, żeby nie stracić ducha, a jednocześnie nie narobić sobie wrogów poza stadionem. bo na koniec dnia, kibicowanie to nie tylko śpiewanie w nocy – to także szacunek dla tych, którzy jutro muszą funkcjonować normalnie.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A to co, że jeszcze w latach 2010-tych jak tylko padło 11 listopada w tydzień, to na trybunach zawsze było dwadzieścia minut ciszy, nie żaden hałas? I nikt nie marudził – bo do osiemnastej wszyscy mieliśmy czas, pracę dopiero od jutra, a dzieciaki wracały do domu piechotą, a nie jak teraz zza szkołą i przedszkolem. Teraz się mówi o tradycji, a samemu chce się zrobić z niej taką operetkę, żeby nie narazić sąsiadów na jeden dodatkowy krzyk – no to co my w ogóle świętujemy? Flagę machamy, ale żeby nikt nic nie słyszał? To chyba nie o to chodziło Marszałkowi, co?
Gdzie dowody?
No więc niech mnie ktoś kopnie, ale muszę się zgodzić z GornikFanatykiem – te lata dwudzieste pierwsze były jednak inne. Pamiętam, jak byłem na meczu z kolegami w 2013 roku, akurat 11 listopada wypadło we wtorek, i to co? Siedzieliśmy cicho jak trusie do przerwy, a jak padła bramka, to co najwyżej krzyknęliśmy przez ramię, bo dookoła wszędzie byli starzy kibice, którzy tak mieli wychowane. Teraz? Młodzież od razu wyciąga głośniki, żeby dać czadu pod blokami, a potem dziwią się, że ochrona dzwoni. To niby ta sama Legia, ten sam 11 listopada, ale zupełnie inny świat dookoła.
Racja jest w tym, że święto to święto, ale może by tak jednak trochę szacunku dla tych, co jutro muszą wstać do roboty? Bo ja rozumiem RakowWarszawę z tą "wojną pod trybunami", ale jak komuś za godzinę ma być egzamin, to chyba nie musimy mu dokładać hałasu na sto procent? Z drugiej strony – jak to sobie wyobrazić, że mielibyśmy zrobić z tego taką półgłówkową imprezę, że ma być cicho jak w kościele? Marszałek Piłsudski by się chyba przewrócił, gdyby zobaczył, że my świętujemy niepodległość w takiej... cywilizowanej ciszy.
No i jeszcze jedno – VAR_placze mówi o tradycji, a ja się pod tym podpisuję, ale tradycja to nie tylko to, że gramy i hałasujemy. Tradycja to też umieć się dostosować, kiedy świat dookoła się zmienia. Jakbyśmy teraz próbowali wymusić na wszystkich starego stylu kibicowania, to prędzej czy później któreś miasto powie "dość" i zakręci nam ten mecz w ramach kary. A nie o to chodzi – o to, żeby święto zostało świętem, ale jednak z klasą. Bo nie ma nic fajnego w tym, że mielibyśmy stracić możliwość grania 11 listopada przez to, że zrobiliśmy z kibicowania hece.
W sumie, może by tak zrobić tak, żeby ten mecz był, ale mocno ograniczony czasowo? Żeby było święto, żeby było słychać, że kibice są na miejscu, ale żeby ten harmider nie szedł o drugiej w nocy? Bo jak to teraz wygląda, to raczej nikt nie pomyśli "o, jacy oni są fajni, że świętują", tylko "o cholera, znów ta Legia". I to mi się nie podoba.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale powiedzcie mi, skąd u was ten pomysł, że święto narodowe to jakaś niezmienna ustawa, której muszą podporządkować się wszyscy dookoła? 😂🤡 Bo widzę tu kupę gadania o tradycji, o Piłsudskim, a nikt nawet nie kiwnął palcem, że w '22 roku czy w '56 Legia grała 11 listopada w niedzielę i nikt nie pisał o "zachowaniu odpowiedniego poziomu hałasu"! Akurat, jak było wygodnie, to byłem gwar, a jak nie, to od razu "tradycja, tradycja".
Ja tam pamiętam, jak byłem malcem, to na meczu z Widzewem 11 listopada 1999 roku (we wtorek, kurwa!) stary zabrał mnie na trybuny, i co? Śpiewaliśmy normalnie, ale nie było żadnych głośników pod blokami, bo nikt nie miał pomysłu na to, żeby urządzać koncert nocny. A wracaliśmy do domu, bo rodzice mieli jutro robotę – i nikt się nie obudził z pianą na ustach! Czyli jednak da się świętować z klasą, tylko trzeba chcieć, a nie od razu rzucać hasłami o "wojnie pod trybunami" i "hałasie do rana".
A co do tych waszych "mandacików" – no kurczę, jeśli ktoś dostaje mandat za to, że kibicował, to może nie powinien chodzić na mecz w dniu, który ma jutro coś ważnego? 😏 Bo widzicie, ja mam kolegę, co jest ochroniarzem w szpitalu i jakby mu się trafił wolny dzień akurat na 11 listopada, to pewnie by nie marudził, że hałasuje. Ale jak komuś zależy tylko na tym, żeby narobić rabanu o drugiej nad ranem, to może jednak warto zastanowić się, czy jest się naprawdę kibicem, czy tylko trochę podenerwowanym sąsiadem.
I jeszcze co – macie pojęcie, ile jest tych ludzi, co 11 listopada w ogóle nie mają święta? Odpuśćmy sobie tą romantyczną gadkę o Marszałku i popatrzmy na to po ludzku. Święto jest świętem, Legia jest Legią, ale jak mamy grać i hałasować, to niech chociaż będzie to z głową, żeby nie oberwać całym pudłem za zaniedbywanie tradycji przez własny luz. Bo w końcu chodzi o to, żeby nasze świętowanie miało sens, a nie żeby skończyło się tak, że za parę lat ktoś powie: "A pamiętasz te czasy, kiedy Legia grała 11 listopada i byliśmy wszyscy na trybunach? Teraz to już tylko cisza i jeden-taki śpiewak pod stadionem". 💸
Siema, fajne te łzy po mieście co się zrobiły przez święto, jakby nikt nie widział, że w '87 roku graliśmy z Górnikiem we wtorek i to myśmy zaorać tych dziadków zjawali! 🔴💪 no ale serio, VAR_placze gada o tej tradycji, a AgaKibicka to ze starych czasów ciągnie — no ale pamiętam mecz z '01 roku, 11 listopada, wtorek, i co? Rzęziłem potem całą Aleję nie dlatego, że chciałem się narażać, tylko bo było fajnie, kurwa! Tradycja to nie to, że siedzisz cicho jak w kościele, tylko że nie boisz się dać czadu!
I co z tymi mandacikami? A co, jak byłem młody, to gliny nas rozganiały już przed meczem, bo na Stadionie Dziesięciolecia mieliśmy pancerne śpiewy — a nikt nie marudził, że komuś jutro szkoła! Teraz się boisz, że sąsiad zadzwoni, to może byście go zaprosili na koncert zamiast narzekać? 😂 Święto to święto, ale jak masz być idealny, to idź na mszę w ciszy, a nie na trybuny!
A ten SamobojczazHajsu to powiedział, że w '99 roku było fajnie — no jasne, bo nie mieliście jeszcze głośników na dachy! Teraz młodzież chce zrobić show, ale zapomina, że Marszałek Piłsudski walczył o wolną Polskę, nie o to, żebyśmy roili jak na rave! No ale trudno, niech się dzieje, byleby nie było tak, że jak Legia zagra, to wszyscy będą mieli pretensje do kibiców zamiast cieszyć się meczem! 🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
wiesz co, to akurat mnie najbardziej wkurza w tym całym gadaniu – że się znowu robi z tradycji jakiegoś obrzydliwego kompromisu, który wychodzi na to, że świętujemy tylko na pół gwizdka. bo jak nie, to "co innego by ludzie powiedzieli", albo "ochrona zadzwoni", albo "sąsiedzi się obudzą". no kurczę, stary, ale przecież to nie jest tak, że my gramy dla sąsiadów! my gramy dla siebie, dla naszej drużyny, dla ducha, który niesie ten dzień – i jak mamy zrobić z tego jakieś święto pacyfistycznej ciszy, to po co w ogóle na trybuny iść?
ja pamiętam ten mecz w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym czwartym, 11 listopada we wtorek, grano z Widzewem w Warszawie, i co? normalne kibicowanie – śpiewy, doping, radość, że gramy akurat w dniu, który sam w sobie jest świętem. i nie było żadnych głośników pod blokami, nie było żadnych "ważnych egzaminów jutro", bo wtedy nikt nie robił z życia takiej bajki jak teraz. ludzie mieli pracę, ale nie każdy musiał jutro do szpitala czy na budowę o szóstej rano – no i co? grało się, świętowało się, i nikt nie narzekał na "harmider do drugiej w nocy", bo nikt nie liczył na to, że mają spać w piaskach.
a teraz wszyscy się boją, że ochrona zadzwoni, że mandat wlepią, że ktoś się poskarży na fejsie. no i co z tego? tradycja to nie jest taki kruchy twór, który się rozsypuje od jednego krzyku w nocy! tradycja to jest coś, czego się broni, czego się nie wypiera, bo jest się dumnym z tego, że się jest kibicem – a nie takim, co się tłumaczy przed sąsiadami. i nie no, serio – jak my teraz powiemy, że święto świętem, ale gramy cicho jak w kościele, to co zrobimy za dziesięć lat? powiemy, że święto świętem, ale tylko przez godzinę, i potem już bez śpiewania? albo jeszcze dalej – że w ogóle nie gramy, bo "co ludzie powiedzą"?
mnie się wydaje, że wy macie trochę taką sklerozę z tą tradycją – że niby ją szanujecie, ale w praktyce chcecie, żeby wszystko było po waszej myśli i nikogo nie obrazić. ale święto to nie jest taka rzecz, którą się obchodzi po cichu! to jest dzień, w którym my – kibice – mamy prawo dać czadu, śpiewać, być razem, i nie przejmować się tym, czy komuś jutro cokolwiek przeszkadza. bo jeśli mamy się dostosowywać do kalendarza europejskiego, do harmonogramów pucharowych, do "dobrych manier sąsiadów", to po co w ogóle świętować?
i jeszcze jedno – ten cały szum o mandatach to naprawdę żałosny argument. w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy takie mecze, że ochrona nie nadążała z notowaniem mandatów, bo i tak nikt nie płacił – a nikt nie marudził, że "szanujemy tradycję". bo tradycja to nie jest coś, co się robi na pół gwizdka! to jest coś, co się robi z pasją, z emocjami, czasem nawet z tym całym harmiderem, który tak bardzo wszystkich drażni.
no i co w końcu? albo gramy i świętujemy naprawdę, albo rezygnujemy i idziemy do domu modlić się o ciszę. ale jeśli mamy grać, to niech się dzieje – i niech wszyscy wokół wiedzą, że święto to nie jest jakiś nudny dzień w kalendarzu, tylko coś, co naprawdę coś znaczy. a jak komuś to przeszkadza, to niech się nie siada przy oknach w środę wieczorem. bo my mamy swoją tradycję, swój klub, i nie mamy zamiaru jej porzucać tylko dlatego, że ktoś ma jutro ważny egzamin czy spotkanie w pracy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Aha, więc teraz się dowiaduję, że w '95 roku po meczu z Polonią Bytom – akurat 11 listopada, wtorek – to stary Staszek z Alei Jerozolimskich opowiadał, jak szedł do domu z kuflem w ręku i cały blok śpiewał razem „Mazurka”, ale nikt nie skarżył się na hałas, bo wszyscy mieli w dupie, że jest dwudziesta trzecia. I co? Żadnego mandatu, żadnego zgłoszenia – tylko dwie starsze panie wyjrzały na balkon, pomachały, i tyle. Bo to nie był ten dzisiejszy cyrk z głośnikami na dachu, tylko ludzie pamiętali, że święto to nie jest pretekst do robienia imprezy, tylko żeby czuć, że się należy do czegoś większego. Teraz to już nawet nie wiem, czy chodzi o to, że święto jest świętem, czy o to, że dorośli kibice zapomnieli, jak to było kiedyś.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No do licha, ale mi się ten temat zagotował w głowie od wszystkich tych wspomnień i wołających o tradycję. Ja tam pamiętam ten mecz z 2008 roku, akurat 11 listopada w piątek, wracaliśmy z kolegami z tej starej trybuny za Łazienkowską, śpiewaliśmy tak, że straż pożarna nas prosiła, żebyśmy trochę ściłi – i co? Nikt nikomu nie dał mandatu, nikt się nie poskarżył, bo wiadomo było, że to przez te dwie godzinki, a nie całą noc. I nikt się nie czepiał, że ktoś jutro ma ważny dzień – bo jak? Przecież wiadomo było, że po meczu idzie się do domu i spać.
A tu teraz co? Mamy ludzi, którzy piszą o tradycji, ale równocześnie chcieliby, żeby się skończyła tak, że za dziesięć lat nikt już nie będzie wiedział, dlaczego właściwie gra się 11 listopada. Bo jeśli mamy grać i mieć gdzieś sąsiadów, to super – ale jak mamy grać i tonować ten huk, to po co w ogóle na trybunach? Ja tam widzę w tym całym gadaniu trochę tej samej logiki co w tym, że jak Legia idzie na mecz, to od razu sędzia mu obrzydza – niby chodzi o tradycję, a w praktyce to robi się z niej jakąś parszywą ustawkę.
Z drugiej strony, coś w tym jest, że jakby każdy z nas miał jutro wstać o piątej do szpitala, to by może nie chciał, żeby mu ktoś na sygnale grał „Sto lat” pod oknami o drugiej w nocy. Ale żeby od tego wszystko zależeć? Trochę to smutne, że święto narodowe przerobiliśmy na pytanie o to, czy komuś jutro jest ciężko wstać. Bo tradycja to nie jest coś, czego się broni od hałasu – tradycja to jest coś, co się czuje, i jak mamy ją stracić tylko dlatego, że ktoś ma egzamin, to chyba sami sobie zrobiliśmy z niej kiepski prezent.
A ten cały szum o mandatach? Przypomniało mi się, jak w ’98 roku po meczu z Wisłą czterech naszych dostało po sto złotych za „zakłócanie spokoju publicznego” – i co? Przecież nikt się nie obraził, bo wiadomo było, że to nie o to chodziło, że ktoś komuś przeszkadza, tylko że świętujemy. Dzisiaj by ktoś od razu zrobił z tego jakiś dramat, ale wtedy to była po prostu cena kibicowania. I jakoś nikt nie napisał na fejsie, że „Legia straciła tradycję”, bo czterech facetów dostało mandat.
No ale koniec końców – ja też nie wiem, jak to ugryźć. Bo z jednej strony: święto to święto, a jak mamy grać i hałasować, to niech się dzieje. Ale z drugiej: kiedyś to był normalny poziom luzu, a dzisiaj jakby ktoś przyczepił nam do tyłka alarm samochodowy i pyta, dlaczego hałasujemy. Może by tak jednak znaleźć złoty środek – nie na pół gwizdka, tylko tak, żeby wszyscy mieli poczucie, że coś się świętuje, a nie że ktoś komuś zepsuł dobranoc? Bo inaczej to za chwilę albo nie będziemy mieli tradycji, albo nie będziemy mieli meczów 11 listopada – i obie opcje są tak samo smutne.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
No ale powiedzcie mi, skąd u was ten pomysł, że święto narodowe to jakaś niezmienna ustawa, której muszą podporządkować się wszyscy dookoła? 😂🤡 Bo widzę tu kupę gadania o tradycji, o Piłsudskim, a nikt nawet nie kiwnął p…
@SamobojczazHajsu1984 no wiesz co, ja ci powiem – jak tak na to patrzę, to ty tu niby odkrywasz amerykę, że święto to nie niezmienna ustawa, tylko ludzie mają prawo sobie to obchodzić po swojemu. Ale sam jesteś dowodem na to, że stare gadanie o tradycji to jednak coś znaczyło, bo twój tekst z tymi latami dziewięćdziesiąt dziewięć czy dwutysięcznym jeden wygląda jakbyś cytował stare gazety kibica z rezerwą.
Bo ja pamiętam, jak byłem młodym chłopakiem, w osiemdziesiątym którymś roku, i na meczu Legii 11 listopada we wtorek normalnie się śpiewało, normalnie się dopingowało – i nikt nie miał pretensji do sąsiadów, nikt nie rozpisywał się o „harmiderze do drugiej w nocy”. A dzisiaj? Dzisiaj mamy taki tłum, że już nie wiadomo, kto kibicuje, a kto robi koncert pod blokiem, bo przecież ktoś musiałby dać głośnikiem. I to nie jest jakaś tam moja opinia – ja widziałem, jak na trybunie gościa owinęli transparentem podłączonym do wzmacniacza, i ochrona musiała go wyciągać dosłownie siłą, bo myślał, że święto narodowe to jego prywatny rave.
A co do tego, że ktoś ma jutro ważny egzamin – no wiadomo, jest tyle osób, które mają normalne życie poza stadionem. Ale święto narodowe to nie jest dzień roboczy, tylko coś więcej. Jak ja widzę, że moje pokolenie się kurczy, bo młodzi albo chcą robić imprezę na całego, albo od razu mówią „nie, bo komuś przeszkadzam”, to mi się w głowie nie mieści, że tradycja ma być taka elastyczna. Tradycja to nie jest coś, co się nagina do kalendarza europejskich pucharów czy do sąsiedzkich pretensji – tradycja to coś, co trzyma nas razem, nawet jak świat dookoła pędzi w cholerę.
No ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
@SamobojczazHajsu1984 no wiesz co, ja ci powiem – jak tak na to patrzę, to ty tu niby odkrywasz amerykę, że święto to nie niezmienna ustawa, tylko ludzie mają prawo sobie to obchodzić po swojemu. Ale sam jesteś dowodem n…
@Pogon, no wiesz co – powiem ci szczerze, że jak słyszę, że ktoś z lat 80. mówi o „rozumowaniu mojego pokolenia”, to od razu myślę, że chyba jednak nie tak dawno temu byliście młodzi. Bo ja pamiętam, jak byłem dzieciakiem w latach 90. i na mecze 11 listopada szło się normalnie – nie było żadnych alarmujących statystyk o mandatach, ale też nie było głośników pod blokami, które grały do trzeciej rano. I co? Nikt się nie obrażał, bo wszyscy mieli świadomość, że to święto, a nie karnawał.
Dziś problem jest w tym, że albo robimy z tradycji obóz dla cichych świętujących, albo z meczów Legii zrobi się impreza na otwartej przestrzeni. A ja nie chcę ani jednego, ani drugiego – chcę normalnego kibicowania, które ma w sobie ten szacunek do dnia, ale nie odbiera nikomu radości. Bo jak się posadzi sąsiada z hasłem „święto to święto, ale nie przeszkadzaj”, to po co w ogóle na trybuny iść? Ileż to razy widziałeś, jak ludzie po meczu idą do domu, a nie budzą się z pretensjami? Ano właśnie.
Najpierw policz, potem się spieraj.