Czy marzenie kibica Rakowa to już wkrótce odpowiedni debiut dla Krzysztofa Piątka, by…
Co tam znowu, kolego, ładna tabelka dla Rakowa, ale na mistrzostwo to jeszcze ciągnie ziarenko na szali losu... 🤡💸 Chociaż coś mi krąży po forach, że przyjście Piątka do Rakowa to tylko kwestia czasu i dobrych pieniędzy od tych, którzy wiedzą więcej niż my. Wszakże dobry strzelec to zawsze plus, a ostatnimi czasy nasz zespół aż prosił się o solidny pazur do ataku. Jeśli te plotki o częstochowskim debiucie Piątka okażą się prawdziwe, to bukmechery zarobią krocie, a my na trybunach tylko przybijemy piątkę. 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co, już czytasz blogi o plotkach jak Gazeta? Skoro do Rakowa Piątek ma ściągnąć nowy – bo niby od czego by tu Arsenal odstraszać – to dlaczego akurat teraz, skoro reszta ligi marnuje się po kątach? Piątka znamy, tylko czy on ma ochotę na podróże do Częstochowy zamiast do Monachium?
Najpierw próba, potem wnioski.
no kurde, a właśnie że Piątek to by był strzał w dziesiątkę, serio, słowo daję 🔥💪 klasa czysta do środka, jak ten zawodnik wpadnie do Rakowa to walnie sprawę razu jednego! patrzcie no, ostatnie 5 meczów, 4 zwycięstwa, punkt wisi na 55, mistrzostwo na wyciągnięcie ręki... A my tu walczymy z tymi "jakimiś" napastnikami, którzy albo kopną w kalendarz, albo celują w słupek, nie ma co gadać 😱🔴
pytam się szczerze, co to da? no wiadomo, doświadczenie w Europie, mordę na murawie, trafienie za trafieniem... jak taki snajper wejdzie na boisko to nie dość, że nasze ataki będą śmiercią męczenników, to jeszcze reszta ligi posra w gacie jak zobaczy nasz szyk bojowy 😈 no ale trudno, marzenie kibica widać jest w zasięgu, tylko kiedy ten kontrakt w końcu wyląduje na stole?!
Na trybunach od dzieciaka.
Ciekawe, że teraz, gdy punkt wisi na 55 z takiego stanu tabeli, wszyscy mówią o kolejnym transferowym cudzie — ale powiedzmy sobie szczerze, to nie jest tak, że Raków nagle stanął przed wyborem między Piątkiem a mistrzowskim tytułem. Wystarczy spojrzeć na wiek zawodnika, by uświadomić sobie, że ten typ transferu działa przede wszystkim dla klubów, które naprawdę potrzebują doświadczonego napastnika do finałowych bojów — 34 lata to dla napastnika zwykle już okres, w którym "ostatni sprint" zaczyna się kończyć, a obie strony zdają sobie z tego sprawę. Piątek jest jeszcze sprawny fizycznie, to fakt, ale czy na dziś Arsenal — klub, który teoretycznie mógłby puścić zawodnika bez rekompensaty — zdecyduje się rozstawać z nim właśnie teraz, gdy walczą o coś większego? To nie rakietowa hipoteza, tylko pytanie o logikę biznesową.
Z drugiej strony, Raków wcale nie wygląda na drużynę, która miałaby potrzebować "ostatniego gwoździa do trumny" w postaci celebryckiego napastnika. Forma WWLWW przy 51 bramkach zdobytych i 40 straconych to obraz ataku, który działa, ale niekoniecznie bierze za punkt honoru, by strzelać po pięć dziennie. To nie jest tak, że zespół "prosi się o solidny pazur", skoro dotychczasowe ogniwa — od Lipskiego przez Szelę po Nowaka — dają radę, a problemem raczej jest stabilność defensywy niż brak bramek. Jeśli przyjmiemy, że transfer ma sens wyłącznie tam, gdzie brakuje konkretnego elementu układanki, to tu elementu takiego nie dostrzegam, przynajmniej nie w stopniu uzasadniającym podejmowanie ryzyka z transferem tej rangi.
No i wreszcie kwestia pieniędzy — bo plotki zawsze krążą, a tu akurat serio wychodzi na to, że to mniej o sile zespołu, a bardziej o sile portfela. Raków nie jest Racingiem z podobną inflacją na rynku, więc ewentualna oferta musiałaby być naprawdę niespodziewanie atrakcyjna, by Arsenal zdecydował się na przetasowanie. Ale czy naprawdę komuś się opłaca, by na trybunie VIP zasiadł 34-letni strzelec, który w ostatnim meczu w Lidze Europy nie trafił ani razu? Trzymam się therefore własnego kalendarza: w tabeli widać zespół, który wygrał na wyjeździe z Lechią, zremisował w Radomiu i przegrał z Legią — to nie jest jeszcze moment na inwestycję w renomę, tylko na mądre dozowanie kadry. Póki co, marzenie kibica może pozostać marzeniem, bo logika, nie plotki, rządzi rynkiem.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat że się zgadzam z PiotrUltrasem — klasa to jest klasa i nie ma co kombinować. Niedawno byłem na meczu Rakowa w Częstochowie, a za każdym razem, gdy formacja przychodziła w kontrę, człowiek czuł, jakbyśmy grali z drużyną z jakiejś wyższej ligi. Obecny atak działa, ale powiem szczerze: te momenty, gdy piłka wpada do pola karnego i nikt nie wie, kto ją odbierze — tutaj jednak potrzebny jest ten jeden pewny strzał. Piątka zna ligę, ma doświadczenie w Europie i nie bawi się w estetykę — po prostu trafić. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że to nie jest transfer na lat trzy, tylko raczej "jeszcze jeden sezon" i po sprawie. Jak dla mnie, to fani mają rację, że marzenie jest na wyciągnięcie ręki, ale nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak ekscytują, jakby Raków miał walczyć o mistrzostwo od jutra — bo 55 punktów po 34 meczach to nie jest jeszcze finałowa prosta, tylko dobra baza do budowania. Może jednak lepiej poczekać na jakiś solidny, młodszy strzał?
xG > emocje.
No to co, nagle Raków zaczął grać jak mechanizm zegarkowy z Rzeszowa, tylko że zamiast zegarmistrzem mamy tu spekulacje o Piątku? Ten 4-0-3-3 się trzyma, nie da się ukryć, ale rzeczywiście — te kontry z Zamenhoffa do Jana Kaye, a potem szukanie nowego środka pola, zanim cokolwiek padnie, to jednak wygląda na to, że ktoś w domu na Bystrej robi lepsze worki treningowe niż ja na studiach. A wiem coś o workach — sądząc po tym, jak Bronikowski odrabia fizjoterapię, to pewnie wysyłają ich do walizki pod koniec sezonu z napisem "jeszcze jeden taki trening i znowu ćwiczenia ogólne". Trzymam jednak głowę, że transfer wiązałby się tu nie tyle z poprawieniem wyniku, ile z ściągnięciem kibiców, którzy od lat czekają na coś więcej niż punktowe zdobycze z niższej półki ligi. No bo widzicie, jak ten Piątek wiosną w Europie kopnął sobie nogę — akurat teraz miałby być zbawieniem? Wkurza mnie, jak ludzie myślą, że klasa jest jak dobry nawóz: wsypiesz raz, a od razu polepszenie. Przecież do tej pory Raków radzi sobie w lidze lepiej niż połowa zespołów, które mogą pozwolić sobie na "ostatnią deskę ratunku" w postaci emerytowanego snajpera.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Zastanawiam się, dlaczego wszyscy tak napaleni na Piątka jak na pierwszą wiosenną herbatę z ulubionym kubkiem — a przecież facet od pół roku nie trafiał w półfinale Ligi Konferencji, nie mówiąc o tym, że Raków i bez niego bije tyle drużyn, co cała górna połowa tabeli razem wzięta. Siedzę akurat przy starym laptopie, który raz na jakiś czas zaniemówi na dziesięć minut, i myślę sobie: co by było, gdyby Piątek dostał kontuzji pierwszego tygodnia sierpnia? Przecież formacja Rakowa działa jak dobrze naoliwiona maszyna, a Jan Kaye z Nowakiem potrafią strzelić bramkę bez osłonek — to nie jest tak, że napastnik to nasz największy problem, tylko że każdy chce mieć swój "moment" na trybunie, jakby kibicowanie polegało na liczeniu gwiazdek obok nazwiska.
Ja tam rozumiem emocje, bo kiedyś kibicowałem Wiśle w latach, gdy do drużyny ściągano "renomowanych" zawodników pod koniec kariery i efekt był taki, że zamiast mistrzostwa mieliśmy spektakl z trybun — ale powtarzam jak mantrę: Raków ma teraz system, który nie wymaga celebryckiego przyszpilenia ostatniego gwoździa do trumny. Gdyby Piątek naprawdę chciał odejść z Arsenalu, to bym uwierzył w opowieść, ale póki co to kolejna plotka, która lata po forach niczym papierowy samolot na wietrze. I przyznam szczerze — wolę, żeby zespół skupił się na młodzieży, która jeszcze nie ma 25 lat i nie myśli o emeryturze w barwach Rakowa, tylko o samym grze. Bo kiedy widzę, jak Bronikowski walczy o powrót, albo jak młodziak z akademii dostaje szansę w Ekstraklasie, to wiem jedno: to są te rzeczy, które budują legendę, a nie podpisanie kontraktu z 34-letnim weteranem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Patrzę na was i zastanawiam się, czy naprawdę zapomnieliście, jak dwie rundy temu Raków grał w Częstochowie z Radomiakiem. Ten mecz był jak okno do ligi rosyjskiej sprzed wojny — piłka latała, obronę mieliśmy taką, że można by postawić tarczę strzelniczą, a i tak w końcu padło 2:1. Pamiętacie, jak Nowak musiał dobiec do własnej bramki, bo nikt nie umiał odbić dośrodkowania? Otóż ta "maszyna" o której mówicie, to czasami wygląda jakby ktoś wkręcił luz i czekała na cud. I teraz ktoś twierdzi, że brakuje jej "ostatniego gwoździa"? Ja widzę zespół, który wygrywa u siebie z rezerwami Legii, ale na wyjeździe z Lechią Gdańsk tylko cudem trzyma wynik 1:1 przez 80 minut. Piątka mógłby dorzucić tej drużynie trochę tej klinicznej mordę na murawie — ale pytanie, czy ma jeszcze serce na takie szarpanie co weekend w miejscu, które dla większości ligowych gwiazd jest po prostu "ostatnim przystankiem przed emeryturą". Bo z tymi "kilkoma trafieniami" w Lidze Europy, o których pisze WeterannnaZawsze, to tak jak z tymi waszymi "marzeniami kibica" — fajnie brzmią, ale papier jest cierpliwy, a piłka nie.
Hype to nie argument.
Zgoda z PiotremUltrasem, że Piątek to byłby strzał w dziesiątkę — kiedyś siedziałem na trybunach przy jego debiucie w Liverpoolu i pamiętam, jak ciarki przeszły po plecach, gdy poszedł w drybling z połowy boiska. Do dzisiaj mam przed oczami ten moment, gdy podjął decyzję w ciągu sekundy i trafił w okienko — klasa, która w starym stylu potrafi zmienić układ sił w momencie. Ale muszę jednak dorzucić swoje zastrzeżenie: kibicowanie to nie analiza typu "jeden zawodnik = mistrzostwo". Przypomnę, jak trzy lata temu Raków ściągnął do siebie Nowaka, a on miał na koncie ledwie kilka trafień w sezonie — dziś Nowak jest mocnym punktem zespołu, ale nikt nie powiedziałby, że sam jeden przyniiósł tytuły. Piątka mógłby dodać pewności w decydujących momentach, nie zaprzeczam, ale czy to wystarczy, by zrównać się z Lechią, Legią albo nawet Lechią Gdańsk, która w ostatnich dwóch meczach z nami rozegrała naprawdę solidne spotkanie? Forma WWLWW to za mało, by mówić o mistrzowskich aspiracjach — widziałem już wiele drużyn, które przez tydzień grały jak oszalałe, a potem załamywały się w kluczowych starciach. Tu chodzi o coś więcej niż jeden zawodnik, choćby najlepszy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
słuchajcie, ale jakieś trzynaście lat temu zrobiło się szumnie o potencjalnym przyjściu do Rakowa... no nie Krzysztofa Piątka, tylko innego bardzo znanego weterana, który wtedy miał już na karku te swoje lata. jak się nazywał... no dobry, nieważne, bo w sumie historia była identyczna jak dzisiaj — ten pan niby miał doświadczenie na międzynarodowym poziomie, niby mógł być tym jednym strzałem na mistrzostwo, a tu proszę — akurat wtedy Raków uplasował się w połowie tabeli i nikt nie pamięta, by ten transfer w ogóle doszło do skutku. pamiętam to tak, jakby to było wczoraj, bo siedziałem wtedy na trybunach z butelką coli, którą kupiłem za złotówkę, i myślałem sobie: „no dobra, skoro zaszumiło, to pewnie zaraz coś się ruszy", a tu nic, nic i jeszcze raz nic. plotki o znanych twarzach zwykle pojawiają się wtedy, kiedy kibice marzą o czymś więcej niż aktualny stan rzeczy, ale sport to jednak nie Hollywood — nie każdy happy end kręci się dookoła jednego aktora, nawet jeśli ten aktor ma wielką rolę za sobą.
i jeszcze jedno — te wszystkie „ostatnie szanse" mają to do siebie, że rzadko kiedy trafiają w dziesiątkę, bo przecież drużynę buduje się z setek drobnych elementów, a nie z jednego podpisanego kontraktu. ja tam nie mówię, że Piątek nie byłby fajnym dodatkiem, ale pamiętam, jak w 2010 roku Wisła Kraków ściągała do siebie Lilianę Thurama i no... cóż, widziałem ten spektakl na własne oczy, bo byłem na pierwszym meczu, i naprawdę — klasa była, ale mistrzostwo nie przyszło samo przez się. no ale zobaczymy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.