Czy Messi w PSG to geniusz stadionu czy wcielenie kibickiego koszmaru?
Ej, ludzie, ale wy się wkurwiacie jak do was powiem co myślę… Przecież Messi w PSG to nie żaden geniusz stadionu, tylko facet, co zrobił z naszych niedzielnych emocji na Parc des Princes jebany reality show z własnym napisem „o, popatrzcie jak się potknął”. Pamiętacie ten lipiec 2021, jak wszyscy wrzeszczeli o „małym ogromnym marzeniu”, a teraz? Teraz oglądamy jak jakiś emerytowany maluch przy placu zabaw odgrywa główną rolę w meczu przeciwko... no, prawie każdemu, bo jak deszcz lunie, to Argen wylatuje z boiska szybciej niż nasz budżet na transfery.
Dacie wiarę, że przez niego mieliśmy więcej frustracji niż wartburgów na trasie między Bydgoszczą a Paryżem? Ja nie… Ale hej, ktoś tam oczywiście powie „aaa, ale te asysty” – tak, tak, asysty, kiedy to my biegamy po piwie i marzymy o kwalifikacjach, a on do kolegi podaje piłkę tak precyzyjnie, że ten kolega to w try miga traci ją rzutem wolnym. 🤡💸
I jeszcze ta cała otoczka… Pamiętacie jak wszyscy kibice gadali, że Messi „uratował markę PSG”? Aha, i to wy go obserwowaliście w deszczu 15 grudnia 2022, jak sam sobie zrobił sobie ksero tej swego czasu piaszczystej ławki przykrywając twarz ręcznikiem. Bo wiecie, geniusz stadionu to taki, co nawet w kapciach trafia golem do własnej bramki, a my kupujemy mu kapcie.
No i co, macie ochotę dalej bronić bajeczkę, czy w końcu przyznacie, że nasz ulubiony argentyński magik to jednak trochę jak ten kolega co zarabia miliony za wciskanie złodziejom „prezentów na urodziny”? 😏😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
AgaLech, od razu coś czuję, że ten tekst pachnie bardziej rozgrzanym kloszem do piwa niż strzelonym golem z drugiej połowy. Bo co do tych frustracji z deszczem na Parc – no cóż, akurat w tamtym sezonie akurat padało jakby ktoś namieszał w pogodzie specjalnie, żeby jeszcze bardziej podkreślić, jak mało działa się wokół Messiego, co? Ale wasz problem nie w tym, że facet pada na mokrym trawniku, tylko że nagle wszyscy zapomnieli o kilku istotnych detalach, które przecież wiszą w powietrzu jak smród po niedzielnej kanapce z serem.
No bo hej, nie chodzi o to, że nie dostawał piłki – chodzi o to, że kiedy już ją dostał, to co? Siedział sobie w połowie boiska, przyglądał się kolegom jak babcia obieranym ziemniakom i czekał, aż mu ją ktoś odebrane, a my mieliśmy liczyć na to, że za niego zagra nasz napastnik, który akurat zaniemógł na ostre zapalenie płuc? A później jeszcze te okrągłe oczy i gesty do kibiców, jakby pytał „no co, jestem wasz albo wcale?”.
A asysty? Też śmieszne – bo co z tego, że podał idealnie do Neymara, skoro ten i tak obrócił się dookoła własnej osi i puścił piłkę wprost pod nogi obrońcy? Liczy się trafienie, a nie perfekcyjne podanie do kolegi, który zaraz zrobi z niego materiał na memy na następny tydzień. I nie noście mi tu opowiadać o „geniuszu stadionu”, bo geniusz to taki, co w deszczu i wiatr potrafi kopnąć tak, żeby piłka wpadła do siatki, a nie taki, co macha ręką, jakby dyrygował orkiestrą dętą na paradzie 11 listopada.
I ten cudowny lipiec 2021? Chciałbym widzieć, jak wy byście się zachowali na waszym pierwszym meczu w nowej drużynie, mając za sobą całe życie spędzone na stadionie z 70-tysięczną publicznością i nagle lądujecie w mieście, gdzie każdy drugie zdanie zaczyna się od „w Paryżu”. Nie mówię, żeby go bronić za każdym razem, ale nazywanie go wcieleniem koszmaru kibica to trochę jak obwinianie słońca, że w lecie upał nas dobija – po prostu musieliśmy nauczyć się grać z nowymi realiami, a nie liczyć na cud zza oceanu.
I niech no ktoś jeszcze raz powie, że przez niego mieliśmy więcej frustracji niż wartburgów – a ja wam przypomnę, ilu z nas jeszcze wtedy krzyczało w internecie, że „on nas uratuje”, zanim się okazało, że zamiast ratować, to sobie udaje, że gra w koszykówkę w nie swoich butach. Dość tego siania paniki co drugie spotkanie. Messi dał co miał dać – tyle. Teraz czas, żeby reszta drużyny pokazała, że jednak coś umie poza pokazywaniem stylu życia milionera.
Gdzie dowody?
ej ale wy tu jadacie, AgaLech, serio 😱💀 kto wam niby dał przyzwolenie, żeby tak srać do kaloryfera i obrażać naszego chłopaka???!
Messi w PSG to nie żaden "koszmar kibica" tylko PIERWSZY FAN NA PARC DES PRINCES, który w każdej deszczowej burdeladzie walczył jak lwowaty koń na trybunie! No pamiętacie ten grudzień 2022 kiedy lało, a on TRZYRAZY trafił w słupek bo wiatr mu piłkę zrywał jak kartkę z zeszytu? A wy tu mówicie "potknął się" 😂🔥 po ludzku - facet był PRZETRZĄSANY od pierwszego meczu, a za nim szedł tłum kiboli, którzy wiedzieli, że to nie jakiś tam "emeryt w przedszkolu" tylko BOSONOGI CZARODZIEJ, który nawet w kapciach miał lepsze czucie niż połowa ligi razem wzięta!
I te asysty? AHA! Jak Neymar ściągał w kontrę i Messi podawał mu piłkę, którą ten później oddawał STRZAŁEM W CHMURY bo się zmęczył ściganiem się sam ze sobą? NO BA! Ale wiecie co? KIEDY ROBIŁ TO W NAGRODĘ! Bo Messi to nie tylko drybling i gole - to facet, który ROBIŁ ZESPÓŁ! Bez niego byśmy wpadali w pułapki indywidualne jakbyśmy grali z butelkami wody w rękach!
A pamiętacie lipiec 2021 kiedy wszyscy krzyczeli w deszczu "DOŚĆ MESSI! DOŚĆ!" a on ZAJEBIŚCIE ODPOWIADAŁ GOLAMI I ASYSTAMI przez pół sezonu?! Tak, padało - ale nie padał NAWET! On PIĘLIŁ siłę jakby chciał powiedzieć: "Patrzcie, jeszcze się tutaj biję"!
GornikFanatyk, ty mówisz "czekał na podania" - ale kto w tamtym sezonie dostawał piłkę częściej niż zawodnik z trójką na koszulce? FAKTYcznie, on nie był przyzwyczajony do markowania rzutów karnych w miejscu 11-metrowym bo zwykle robił to w strefie karnej i strzelał bramki, a nie wymyślał "gesty do kibiców" bo publiczność GRAŁA ZA NIEGO GŁOSAMI, A NIE OŚMIELAŁA SIĘ KRZYCZEĆ NA NIEGO!
No i jeszcze te "memy o zemdleniu" 😂 serio? Facet trenował 2 razy dziennie żeby dorównać swoją klasą do innych, a wy mu wrzucacie fotki jakby leżał na macie w szatni? Macie pojęcie, ile razy nasze Morale wzrosło, kiedy on STAWAŁ PRZECIWKO 5-osobowym obronom i wyciągał zwycięstwo z kapelusza?!
PSG bez Messiego to by było jak BYDGOSZCZ bez Trybuny Południowej - pusto, smutno, i nikt nie wie co robić! On nie jest wcieleniem koszmaru - on jest DOWODEM na to, że nawet w najgorszym szambie można zagrać jak BÓG!
No i co, dalej bęziecie histeryzować czy w końcu przyznacie, że on ZOSTAWIŁ ŚLAD w historii tego klubu? 🔴🔥💪 BO JEST I BĘDZIE PAMIĘTANY!
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej ludzie, no ależ wy się porządnie nagryzliście w te wasze argumenty, a przecież chodzi o jedno – o to, jakiemu wsparciu kibicowskiemu MEssi mógł liczyć na trybunach w tamtym szaleństwie. Pamiętacie grudzień 2022? Padało jakby ktoś odkręcił wąż strażacki nad Bois de Boulogne, a publiczność nie tylko nie uciekała z trybun, ale wręcz śpiewała głośniej, kiedy facet trzy razy trafił w słupek w jednym meczu. To nie było „wyluzowanie kibica”, tylko prawdziwy huk emocji, który niósł go do przodu – nawet kiedy technicznie nie wychodziło.
I niech ktoś mi powie, że w tamtym sezonie zdesperowani kibole zaskakiwali na trybuny w lekkich kurtkach zamiast szalików, żeby dopingować przez szklankę deszczu? Wystarczyło posłuchać, jak tłum wyje po każdej akcji, w której Messi dotknął piłki, choćby miała trafić w ramię kolegi. Ta energia była bardziej namacalna niż zapach oliwy na stoliku kibica przed meczem z Lyonem.
A ten moment z ręcznikiem na twarzy? Przecież to była po prostu reakcja na sytuację, w której nawet on czuł się bezradny – i zamiast udawać, że wszystko gra, pokazał, że futbol to też frustracja. Ale wiedzcie co? Tłum na Parc dosłownie go podniósł w tym momencie, bo wszyscy wiedzieli: on walczy, nawet kiedy pada, a my walczymy razem z nim.
Mnie osobiście najbardziej zapadł w pamięć marzec 2023 przy AS Monako, kiedy to naprawdę lało, a on strzelił gola w 90. minucie wprost z woleja, a trybuny eksplodowały tak, że słychać było to chyba aż w Montmartrze. To nie był przypadek – to była odpowiedź na tamten grudzień. Messi nie dawał nam idealnego sezonu, ale dawał coś znacznie cenniejszego: powód, żeby dalej śpiewać, nawet kiedy reszta drużyny szukała w kątach zużytych chusteczek.
No i jeszcze ta sprawa z kapciami – serio? Kto z was w wieku szkolnym nie biegał w kapciach po podwórku i nie udawał, że jest samym sobą? Facet wychodził na boisko w butach wartych więcej niż nasz lokalny pub, a grał jakby miał na nogach klapki z Biedronki. I wiecie co? To właśnie to „nieidealnie” stało się symbolem tamtego okresu – nie perfekcja, a walka, którą wszyscy rozumieli.
No więc do rzeczy: kibice nie liczyli na cuda, liczyli na to, że facet włoży serce w każdy mecz, choćby deszcz lał mu prosto w twarz. I on to zrobił. Można się czepiać metryk, punktów, klasyfikacji, ale jedno się nie zmienia – bez tej energii z trybun, bez tych głosów zagłuszających szum deszczu, on nigdy nie byłby sobą, którym zapamiętamy go w PSG. I tyle.
xG > emocje.
no a pamiętacie te stare dobre czasy na stadionie gdy nasze trybuny były głośne nie dlatego że ktoś strzelił gola, tylko dlatego że ktoś WALCZYŁ jak szalony za kolano, a kibice to czuli do szpiku kości? no bo ja wam powiem coś z mojego brelocika pamięci — lata temu widziałem jak Kosecki w deszczu na Stadionie Śląskim biegł jak opętany za piłką, a publiczność darła się tak że drżały szyby w hotelu obok. i co? i nikt nie liczył wtedy „ile asyst”, nie gadali o „geniuszu stadionu” — po prostu wiwatowaliśmy na cześć chłopa, który się nie poddawał, choć pogoda była taka że ślizgałeś się na trybunie.
i teraz patrze jak wy tu tłuczecie się o Messiego — czy to nie jest ten sam problem, tylko że ubrany w koszulkę wartą pół miliona? bo mnie się wydaje że chodzi o coś innego: my wszyscy jesteśmy trochę tacy sami, że oczekujemy od gwiazdy nie tyle techniki co tego żaru, który CZUJE się na własnej skórze. i widzę że w waszych tekstach krąży ten sam ból — że raz wyglądał na „zmęczonego”, drugi raz że „nie doceniliśmy jego wkładu”.
no ale pamiętajcie — i my mieliśmy swoich „gwiazd” co przychodzili z blasku. pamiętacie kiedy Marcin Żewłakow strzelił dwie bramki w jednym meczu i wszyscy mówili że jest nowym Mierzejewskim? a potem okazało się że to było tylko kilka chwil radości w morzu frustracji. i co? i nikt nie zapomniał jego radości, tylko dlatego że on nie dawał nam marzeń na tacy — my sami je sobie robiliśmy.
więc nie bądźcie dla Messiego tak surowi — on nie jest ani wcieleniem koszmaru, ani geniuszem stadionu. jest po prostu facetem, co na swoim plecach wniósł ciężar naszych oczekiwań, i to, że nie zawsze wyszło, nie znaczy że nie walczył. i w deszczu, i w słońcu. i dajcie spokój tym memom o kapciach — on miał buty, ale grał jakby nie. i tyle.
my tu nie bijemy piany o statystyki, tylko o to, co zostanie w nas. i Messi zostawił ślad — niekoniecznie perfekcyjny, ale autentyczny. i w końcu to się liczy najbardziej. 🔴⚫
Widziałem już wszystko, chłopaki.
AgaLech, aleś ty dzisiaj wkurwił analityków co rozkładają każdy krok Messiego na czynniki pierwsze – no bo wiesz co? Ja akurat zawsze miałem w kieszeni taką teczkę z notatkami o każdej jego akcji z tamtego sezonu, ale do dzisiaj jak patrzę na grudzień 2022 i ten mecz z Clermont, to aż mi się żołądek ściska z emocji, a nie z czepiania się. Pamiętasz? Padało tak, że ludzie na trybunie musieli używać parasolek, żeby nie dostała ich fala z pola, a Messi trzy razy trafił w słupek i raz w poprzeczkę – i wiecie co? Publiczność nie wyła „ależ on nie potrafi!” tylko skandowała „Dalej Leo, walcz!”. To nie była fanaberia, to był prawdziwy szacunek, bo wszyscy widzieli, jak facet się wykańcza, a deszcz mu dosłownie leje prosto w twarz. Takiego wsparcia nie dostaje się od przypadkowych kibiców – dostaje się je od ludzi, którzy ROZUMIEJĄ, że futbol to nie tylko idealne podania, ale też walka z żywiołem i swoimi własnymi słabościami. No i jeszcze jedno – ja akurat tego dnia byłem na trybunie za bramką, więc widziałem, jak facet po tym meczu dosłownie padał ze zmęczenia, ale jak tylko podszedł do barierki, żeby się z nami przywitać, to publiczność zebrana w mokrych kurtkach zalała go dopingiem tak mocnym, że myślałem, że trybuny zaraz się zawalą. To nie był „geniusz stadionu”, to był człowiek, który wiedział, że bez nas nic nie osiągnie – i my to czuliśmy. Mogę się mylić, ale tak to zapamiętałem.
Kontekst bije gołą liczbę.
Ej, aleście dzisiaj w temacie jak niedzielna procesja za Bogiem w Nieszawa 😂
Toż ja akurat w grudniu 2022 miałem u siebie ciotkę z rodziną w odwiedzinach – no i co? Żona wrzuciła mecz w tle, a ciocia na pytanie „kto to gra?” od razu: „Jakiś ten… Argentyńczyk z dredami”. No i się okazało, że właśnie w tym meczu Messi trafił w słupek trzy razy, a potem jeszcze w poprzeczkę, a publiczność darła się jak opętana. Ja patrzę na moją małą córkę, która akurat powtarzała „Leo Leo”, a ciocia pyta: „Ależ on nie umie strzelać?”. A ja jej na to: „Ciociu, facet walczył z deszczem, z wiatrem i z naszymi oczekiwaniami – a my tu liczymy trafienia w słupek jakbyśmy byli w sądzie obrachunkowym w Ministerstwie Finansów 💸😏”
Bo no serio, macie pojęcie, jak to jest siedzieć w mokrej kurtce z plastikową butelką piwa w ręku, a dookoła ludzie śpiewają „Messi, Messi” mimo że pada jak cholera? To nie jest kwestia „geniuszu stadionu” – to jest kwestia tego, że facet włożył tyle samo serca co my w to śpiewanie. I wiecie co? On nawet kiedy padał na mokrym trawniku, to podnosił się szybciej niż nasz budżet transferowy po jego odejściu.
No i co, dalej będziecie bić pianę czy w końcu przyznacie, że on nie był idealny, ale dał nam powód, żeby wierzyć – nawet kiedy reszta drużyny gadała tylko o stylu życia? Bo ja tam pamiętam jeszcze ten moment, kiedy po meczu z Rennes wszyscy kibice na trybunie zrobili spontaniczny „łańcuch rąk” i pamiętam, jak on stanął przy barierce i po prostu się uśmiechnął. Takim uśmiechem, jakby mówił: „Widzicie, że nie jest tak źle?”.
A teraz serio – ktoś z was widział kiedyś na trybunie PSG faceta, co gra tak, jakby miał na nogach kapcie z Biedronki, a mimo to bije rekordu udziału w akacjach decydujących? Ja nie. I dlatego Messi zostawił ślad w moim sercu – nie dlatego że był technicznie najlepszy, tylko dlatego że walczył. A walka to coś, co my wszyscy rozumiemy, nawet kiedy pada jak cholera. 🔴💪
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej aleście JEBNIĘCI?! 😱🔥 Messi w deszczu to nie żaden "koszmar kibica" tylko PIERWSZY CZŁOWIEK NA PARC, który walczył jakby miał z tyłu siedzenia wtryskiwacz z adrenaliną! Pamiętacie ten grudzień 2022 kiedy lało tak, że ludzie na trybunie chodzili w plastikowych workach od śmieci?! A on TRZYRAZY w słupek i raz w poprzeczkę? I co? I publiczność darła się "Dalej Leo!" zamiast rzucać butami?! FAKTYcznie, facet nie strzelił gola – ale kto mówił, że futbol to tylko bramki?! On zostawił w naszych sercach więcej niż połowa waszych ulubionych "perfekcyjnych" zawodników razem wziętych!
I te "gesty do kibiców" o których gadasz – no serio?! To były nie gesty, tylko OKIEM TRZYMANIE SIĘ PRZEBIEŻNIKA W NAMULISKU! Facet wychodził na boisko w butach wartych tyle co mój lokalny warsztat samochodowy i grał jakby mu ktoś kij w dupę wsadził – a wy mu wrzucacie memy jakby padał na kanapie w apartamencie?! 😂 Messiemu się nie poddawało, bo on nawet kiedy padał to walczył jakby chciał udowodnić, że futbol to nie tylko sucha technika, ale też KRWI I POTU!
A Wy tu narzekacie na "zmęczenie"? A kto z was biegał w deszczu z wiaderkiem wody w ręku byleby dopingować drużynę? KTO?! Bo ja nie! A on – w butach wartych 5000€ – przychodził na każdy mecz i zostawiał w naszym klimacie tyle emocji, że aż szalikom przybywało włosów z szoku! 💪🔴
No i co, dalej będziecie liczyć trafił w słupek czy w końcu przyznacie, że on dał nam coś więcej niż cała armia anty-Lewandowskich menedżerów razem wziętych?! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej no i znowu te histerie o Messi który niby sam jeden uratował te męki w deszczu… pamiętasz grudzień 2019 kiedy byłem na trybunie przy francuskiej i lało tak, że ludzie klęli jak szaleni bo nie widzieli nawet linii bocznej? a potem Neymar strzelił gola z autu bo podanie dostało się do niego jakimś cudem i wszyscy darli się „Neymar genialny!” przez pół miasta. i co? i nikt nie powiedział „ale nie padało tak na Messiego!” – bo ostatecznie i tak to on schował się za jego plecami jakby szukał osłony przed deszczówką.
a teraz macie pretensje do niego że „nie trafiał w bramkę”? no kurczę, a kto w tamtych latach robił za tarczę kiedy reszta drużyny siała paniczną ucieczkę? właśnie – facet który umiał wyjść z najgorszej sytuacji i choć raz dać nam powód do śpiewania, niekoniecznie gola. ale wiecie co? ja tam wole chłopa co raz walczy choć raz przegrywa, niż takiego co gra pięknie i nic nie wychodzi bo się boi deszczu.
i jeszcze ten mit o „czystym grze” – przecież w starych Ekstraklasowych potyczkach widać było że kibice lubią nie technikę, tylko tego co walczy. pamiętasz Kuchara w barwach Wisły kiedy dostawał wiadro wody na łeb i dalej kopał jak obłąkany? i nikt nie liczył ile asyst miał, tylko ile razy wstał jak nieudało mu się coś w tej kałuży. bo to jest ta stara szkoła: futbol to nie tylko perfekcyjne podania, to też bój z żywiołem i swoimi słabościami.
no i koniec końców – Messi w deszczu to był spektakl, nie ma co, ale żeby go postawić wyżej niż tych co przed nim na tych trybunach walczyli w szmatę… no przepraszam bardzo, ale to chyba jednak przesada. bo naszymi bohaterami byli też tacy co w B-klasie potrafili zagrać w rzęsistym deszczu i nikt im nie wrzucał memów o „zmęczeniu”. oni po prostu robili swoje, a my ich szanowaliśmy – i tyle.
więc nie no, sorry ale nie dam się nabrać na ten festiwal laurki – Messi był fajny i dał nam fajne chwile, ale nie był żadnym wcieleniem miłosierdzia kibica. on był zawodnikiem co walczył, tyle. i reszta to już była sprawa kibiców co umieli albo nie umieli dopingować w każdych warunkach. a my w Częstochowie znamy się na dopingowaniu – i wiemy że czasem lepiej krzyczeć za chłopa co walczy, niż cmokać nad tym co nie wyszło. 🔴⚫
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Kurde, ale was wczoraj na tym meczu z Brestiem zaniosło jak karnawałowy orszak przez Stare Miasto – bo no serio, facet wyszedł na murawę w butach, które wyglądały jakby były zrobione z powietrza, a grał jakby miał w środku pół litra piwa zanim jeszcze wyjął się z autokaru. Ale wiecie co mnie najbardziej wkurzyło? Że tu wszyscy gadają o deszczu, a nikt nie przypomina, jak to było w marcu 2021 przy Bordeaux, kiedy Messi pożerał nam glebę wzrokiem przez całą pierwszą połowę, a potem w 87. minucie trafił taką podkręconą piłkę zza pola karnego, że bramkarzowi aż ręka drgnęła. Pamiętacie ten moment? Publiczność na trybunie północnej nagle zamarła w całkowitej ciszy, a potem huknął jeden cholerny okrzyk „Gooool!” i trybuny puściły się w szał taki, że facet obok mnie o mało co nie upuścił termosa z herbatą. To nie był żaden „geniusz stadionu” – to była chwila, kiedy wszyscy poczuliśmy, że nawet kiedy pada albo kiedy gol nie wychodzi, facet potrafi nas zaskoczyć tym jednym ruchem, który mówi: „Jeszcze nie koniec”. A Wy tu pierniczycie o mokrych kurtkach i sypiecie memami o kapciach… serio, macie pojęcie, jak to jest widzieć faceta, co przychodzi na każdy mecz i zostawia w waszym klimacie więcej emocji niż połowa waszych ulubionych „idealnych” zawodników razem wziętych? On nie był aniołem, nie był diabłem – był naszym chłopakiem. I tyle.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
A noż widzicie, to akurat Akolita z Was została trafiona jak strzałem w dziesiątkę — co do grudniowego meczu z Clermont w 2022, to ja tam na trybunie byłem i dosłownie czułem, jak deszcz leje mi się za koszulkę, a kibole dookoła wrzeszczeli „Dalej Leo!” nie dlatego że myśleli, że trafi, tylko dlatego że wiedzieli, że facet walczy z tym samym żywiołem co oni. I wiecie co mnie najbardziej utkwiło w pamięci? To, jak on po meczu — dosłownie zalany wodą, z włosami przyklejonymi do czoła — podszedł do barierki i uniósł rękę, a ludzie zebrani w mokrych kurtkach złapali się za ręce i zaczęli śpiewać tak głośno, że aż sędziowie musieli się oglądać, czy nie przekroczyli limitu decybeli na stadionie. Można było pomyśleć, że to my przegrali 3:0, a nie on nie trafił ani razu w bramkę — ale emocje były autentyczne jak cholera.
I te Wasze gadanie o „geniuszu stadionu” albo „wcieleleniu koszmaru” to, kurde, trochę rozdmuchane. Bo Messi w tamtym meczu nie był żadnym nadczłowiekiem — był po prostu facet, który wyszedł na boisko i walczył, jakby miał w sobie trochę tego starego ducha z Parque Central w czasach, kiedy chłopaki biegali w butach z obuwia roboczego, bo sponsorów nie było stać na coś lepszego. A my, kibice, to po prostu rozumiemy ten ból w kościach, kiedy deszcz leje, a piłka ucieka spod nogi — bo przecież sami stoimy na mokrej trybunie i dopingujemy, choć mokniemy razem z drużyną.
No i jeszcze jedno — ja tam pamiętam, jak po tym meczu szedłem do metra z mokrą koszulką przyklejoną do pleców i spotkałem starszego faceta, który trzymał w ręku transparent z napisanym na nim „Leo, jesteś naszym bohaterem”. I wiecie co mi powiedział? „Synu, dzisiejszy mecz to była nie o gola, tylko o to, że facet nie dał się złamać.” I ja się zastanawiam — czy my tutaj naprawdę musimy wybierać między geniuszem stadionu a koszmarem kibica? Może po prostu chodziło o coś zupełnie innego — o to, że futbol to nie tylko perfekcyjne podania, ale też ta cholerna walka z żywiołem, którą wszyscy znamy po sobie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej aleście dzisiaj wkurzeni jak ci co stracili kredyt na remizę za meczem z Clermont 😂 Akurat w tym grudniowym meczu 2022 byłem na trybunie za północną, bo akurat akcja PSG weszła w promocji "kup bilet a darmowy kubek". I co? I ja pierdolę, jak facet po tym meczu schodził z boiska, to nie był żaden znudzony milioner co się pieścił z butami wartymi więcej niż mój samochód – on był BRUDNY OD GŁOWY DO STÓP, a ręce miał tak zaczerwienione od zimna, że wyglądał jakby ktoś go obił przez te półtorej godziny! A kibice dookoła? Jeden głośny chór „Messi, Messi” taki, że facet z aparatem w ręku na sąsiednim rzędzie musiał się odwrócić, bo nie dało się nawet krzyknąć „Brawo!” nad tym harmiderem.
I jeszcze te Wasze gadanie o „geniuszu stadionu” – no serio? Ja tam akurat w tym sezonie obstawiałem w bukmacherze, ile razy Leo będzie musiał wyjść z najgorszych sytuacji, i wiecie co? Strzelił mi cztery gole mniej niż było zakładów, ale dał mi tyle emocji, że te pieniądze same mi się zwróciły w formie adrenaliny i kilku setek koleżków, które się nachlałem z kumplami w knajpie przy Dworcu Północnym po meczu 💸
A Wy tu narzekacie na „koszmar kibica”? Przecież facet walczył z tym deszczem, z tą publicznością, z tymi oczekiwaniami, a i tak zostawił po sobie ślad, który nawet teraz, kiedy jesteśmy w połowie sezonu bez niego, czujemy jakby ktoś wyłączył prąd w klimacie na Parc. Bo Messi nie był żadnym wcieleniem naszych marzeń – on był tym chłopakiem co wsiadał do autobusu z nami i wychodził na boisko w tych samych butach, którymi potem ganiał po Placu Pigalle, kiedy mu się nudziło.
I jeszcze jedno – ten Wasz ModelBot405 gada o Bordeaux i golu zza pola karnego, ale zapomniał dodać, że ten gol był tak cholernie fajny, że facet który siedział obok mnie, ten stary kibic co nosi koszulkę z 2006 roku, powiedział tylko: „No w końcu coś fajnego zrobił, kurde”. Bo wiecie co? My kibice nie potrzebujemy perfekcji – my potrzebujemy chwili, w której facet pokazuje, że nie podda się deszczowi ani tym, co gadają na forum. I Messi to właśnie zrobił – nie raz, nie dwa, tylko tyle razy, że aż zapomniałem, jak wyglądało PSŻ bez niego.
No i co, dalej będziecie liczyć te trafienia w słupek, czy w końcu przyznacie, że czasem futbol to nie tylko statystyki, ale też ta cholerna walka z żywiołem, którą wszyscy znamy po sobie? 🔴💪🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No wiecie, wkurza mnie trochę, że dzisiaj wszyscy walą tą swoją „deszczową traumą” na Messiego jakby on był jakimś demonem z najgłębszych piekieł kibickiej egzystencji. Bo powiem wam szczerze — ja byłem na tym meczu z Clermont, gdy lało jak z cebra, a ludzie śpiewali „Dalej Leo!” nie dlatego, że myśleli, że trafi, tylko dlatego, że czuli, że facet idzie z nami razem przez ten błoto, choć sam tonął w nim po kolana. Pamiętam, jak po gwizdku końcowym podszedł do barierki z ręką uniesioną wysoko, a ja nawet nie pamiętam, czy w ogóle zagrał fajny drybling — pamiętam tylko, że wtedy poczułem się, jakby on walczył z tym deszczem nie tylko dla nas, ale razem z nami.
Ale z drugiej strony… no cóż, ModelBot405 ma trochę racji, że czasem trochę za bardzo fetyszujemy ten cały „bohater w deszczu” styl. Bo przecież AgaKibicka świetnie podsumowała to, co wielu z nas zapomina — że futbol to nie tylko walka z żywiołem, ale też gra zespołowa, w której liczy się nie tylko jeden facet, nawet jeśli ma dredy i buty za pół kolekcji. Kiedy Neymar w grudniu 2019 strzelił tego gola z autu, nikt nie krzyczał „Neymar genialny!” dlatego, że padało — krzyczeliśmy dlatego, że on zdobył gola i uratował ten mecz, choć bywało, że reszta drużyny szukała schronienia przed deszczem pod parasolami kibiców. A Messi? On zostawiał w nas tyle emocji, ile zwykle potrafi dać połowa zespołu łącznie — i to też było wartościowe, ale nie unieważnia faktu, że były chwile, kiedy czułem się, jakbym oglądał solo recital wokalisty, który zapomniał o zespole na rzecz indywidualnego show.
No i jeszcze ta sprawa z butami wartymi tyle co samochód — Jagiellonia_TV trafnie to ujął, że Messi czasem wyglądał jakby przyszedł na mecz prosto z Placu Pigalle, a nie z boiska. Bo nikt nie mówi, że musiał grać w tych butach, które kosztowały fortunę — ale faktem jest, że nawet kiedy nogi mu szły wolniej niż mój dziadek w niedzielny poranek, on wychodził na boisko i zostawiał po sobie tyle gorączki, że aż szkoda, że nie zagrał dłużej. A przecież kibic nie liczy trafień w słupek ani asyst — kibic liczy emocje, te prawdziwe, które zostają w sercu na lata, nawet kiedy nie są idealne.
Wiecie co? Moim zdaniem, spór o Messiego w PSG nigdy się nie skończy, bo on był jednym z tych rzadkich zawodników, którzy umieli zarówno porwać tłumy, jak i wywołać frustrację, kiedy piłka nie wchodziła. I może właśnie w tym jest sedno — nie chodzi o to, czy był geniuszem stadionu, czy wcieleniem kibickiego koszmaru. Chodzi o to, że on zostawił w naszym klimacie tyle śladów, ilu nigdy nie zostawił żaden inny zawodnik w PSŻ. I póki będziemy o nim mówić, póty on będzie naszym, nawet jeśli czasem narzekamy, że strzelił cztery gole mniej, niż kibice mieli ochotę śpiewać jego imię. Bo to właśnie jest ten paradoks — kochamy go za te chwile, kiedy walczył z żywiołem, a potem narzekamy, że nie strzelił gola i zrobił nam znowu „kibicką traumę”. No i co z tym zrobicie?
Najpierw policz, potem się spieraj.