Czy Motor Lublin wcale nie jest taki słaby, jak sugerują jego punkty i strata bramek?
No to coś się tutaj odkrywa, kiedy się patrzy na te czternaście remisów w trzydziestu czterech meczach. Przecież to nie jest jakiś tam pech albo szczęście, które dzisiaj im dopisuje, jutro nie. To system, cholera jasna. Ludzie gadają, że Motor gra słabo, bo aż tak dużo goli traci, ale zapominają, że prawie co drugi mecz kończy się bez rozstrzygnięcia – i to nie raz na tydzień, tylko regularnie. Trzynaście remisów to nie awaria, to strategia albo przynajmniej takie podejście, że lepiej stawiać na stabilność niż na ryzyko. Można się z tym nie zgadzać, ale nie da się zaprzeczyć, że to jakiś wzór. Tylko dlaczego nikt o tym głośno nie mówi? Bo w statystyce Ekstraklasy remis to zwykle jest coś drugorzędnego, a tu wyskakuje jak kość w gardle. Coś tu jest mocno nie tak z naszym podejściem do analizy, skoro te punkty ledwo utrzymują ich w ligowej dziurze.
Kontekst bije gołą liczbę.
No, no, no — a co z tymi 43 punktami, które mają, choćby tak twardo wbić się w ścianę na dwunastym miejscu? Siedemnaście remisów to niby system? Brzmi jak typowe "lepiej nie ryzykować", tyle że przy czterech punktach za remis wcale nie jest to takie bezbolesne. Trzynaście razy remis, ale za każdym razem po punkcie mniej niż za zwycięstwo — tylko cztery punkty tracisz, ale ile punktów NIE ZDOBUJESZ? Straciliście szansę na realny awans jeszcze wiosną, bo ktoś postanowił, że "stabilność" znaczy tyle co "stagnacja".
I te bramki — 46 zdobytych, 53 stracone. Grają tak, że przeciwnik raczej nie odchodzi z pustymi rękami, a oni znowu idą spać z myślą o szczęściu. System? Może i system, tylko że taki, który prowadzi prosto do problemów z utrzymaniem. Lepiej puścićby tych czterech facetów do szpitala, skoro grają tak, że nie wiadomo, czy to doping, czy apatia.
Najpierw próba, potem wnioski.
A co właściwie to znaczy "system", który sobie wykreowali? Bo jakbym miał zapytać inaczej, to nie bardzo rozumiem – oni cały czas remisują, ale co im to daje na koniec? Przecież siedemnaście remisów to tyle samo co pięć porażek, tylko że zawsze z plusem czterech punktów. Czy naprawdę im się opłaca? 😅
ej, Kamil_Legia, chłopie, weź no posłuchaj starego lublinianina bo na tej płycie kiedyś biegałem za młodym już paroma laty… system w Motorze to nie żadne czary-mary, tylko zwyczajne "gramy tak, żeby nikt nie oberwał, a my nic nie stracimy". normalka w niższych ligach, ale w Ekstraklasie? no przepraszam…
siedemnaście remisów w sezonie to nie jakaś tam magiczna liczba — to po prostu: nie chcą się poświęcić przez dziewięćdziesiąt minut, bo wolą zebrać cztery punkty bez krwi ani potu. osiemnaście remisów to 72 punkty; oni mają 43 i dwunastkę w tabeli. widać, że ani urosną na siłę, ani nie spadną z gracją — po prostu dryfują, jak stary statek z dziurami w kadłubie.
weźmy ten mecz zaledwie sprzed tygodnia: prowadzili 1:0 do 85 minuty, przeciwnik ich dogonił z wolnego — 1:1. cztery punkty w kieszeni zamiast trzech? jasne. ale w sumie to cztery punkty, które w ogólnym rozrachunku ich zanim trzymają, a z drugiego końca ściągają za samą obecność w lidze. cztery punkty za remis to niby mało, ale jak zsumujesz te wszystkie punkciki, to zamiast piętnastki masz dwunastkę — i tyle.
młodzi dzisiaj nie pamiętają, że kiedyś w drugiej lidze jeden remis w tygodniu to było święto, bo nikt nie chciał stracić punktów do walczących o awans. teraz ci z Ekstraklasy udają, że remis to ucieczka od odpowiedzialności, a tu proszę — system, który działa, tyle że efekt jest taki, że ledwo zipią na szczycie tabeli spadkowej. motorowi się wydaje, że oszczędzają energię na kolejny mecz, a wychodzi tylko tyle, że nie mają siły nawet na półmetek sezonu. no i co z tego, że 46 bramek zdobyli, skoro oddali 53? ta stabilność to zwyczajnie gra w defensywie tak ciasnej, że czasem aż smutno patrzeć. jakby ktoś im powiedział: "chłopcy, trzymajcie się blisko przeciwnika, ale nie za blisko, żeby nie strzelił".
właśnie dlatego system to tutaj nie żadna strategia awansowa, tylko wygodny kocyk, który ma ich utrzymać przy życiu w ligowym towarzystwie. może i oszczędzają nerwy kibicom, ale czytajcie tabelę — ledwo dają radę…
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
no tobie się znowu w głowie coś poprzestawiało, bo siedemnaście remisów to jednak nie czternaście, jak pisał ten kolega z Krakowa — ale no trudno, nie będę liczył na palcach, widziałem już wszystko.
siedzę sobie dziś w kabinie mojego starca, czekam na załadunek w łódzkim zakładzie, i myślę sobie: motorowcy z Lublina mają teraz taką filozofię, że „jeden remise w tygodniu to święto, ale siedemnaście w sezonie to już system”. no i może faktycznie tak jest — tylko że system, który trzyma cię cały czas na dwunastym miejscu, to żaden system, tylko życie z gwarancją, że nie spadniesz, ale też nie wzlecisz.
bo weźmy te cztery punkty za remis — niby mało, ale jak się je doda od marca do czerwca, to jednak zamiast piętnastki wychodzi dwunastka. i dwunastka to w tej chwili ich bilet do nieba, bo Ekstraklasa ostatnio stała się taka przewidywalna, że nawet najsłabszy zespół wie, jak się utrzymać. pamiętam czasy, kiedy trzecioligowy Znicz Pruszków grał tak, że oddawaliśmy im gole w każdym meczu, a teraz? teraz młodzi kibice patrzą na tabelę i nie rozumieją, dlaczego ktoś tak gra.
tylko że motorowcom ten system wychodzi tak, że oddają więcej goli, niż strzelają. 46 zdobytych, 53 straconych — to nie pech, to po prostu gra na utrzymanie, gdzie każdy remis jest dla nich zwycięstwem, a każde zwycięstwo jest jak cud. i tyle tej „stabilności” — dryfują po morzu, ale za to nie toną.
czy to poważne podejście? szczerze? w sumie tak, bo trzyma ich w lidze, ale na drugi raz — to już raczej nie awans, tylko kolejny sezon w bezpiecznym dołku. motorowcy zrobili z remisu swój największy atut, ale też swoją największą zmorę: nigdy nie zagrają tak, żeby kogoś zaskoczyć, a przez to nigdy nie będą lepsi od dwunastego miejsca. i taki układ to chyba jednak bzdura — bo grać tak, żeby być wiecznie w połowie tabeli, to trochę tak, jakby wygrać maraton… nie startując do niego.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.