Czy Motor Lublin wciąż pogra się o coś więcej niż tylko o przetrwanie w Ekstraklasie…
No proszę, fajna bajka z tymi "Mocnymi" — aż przykro, że akurat w tym sezonie musieli im pomóc kibice w wierzeniu w cuda. Albo chyba kibicom wyszedł jakiś zakład na "ostatnią wygraną w sezonie", bo inaczej ciężko to nazwać sukcesem. Motor gra tak, że jakby sami mieli wątpliwości, co robią na tym poziomie, tylko czekają na cud, żeby nie spaść. 11 porażek, a tu jeszcze komuś przyjdzie do głowy szukać w tym "coś więcej niż przetrwanie" — hmm, może na bukmacherze? 😏 Żal mi kibiców, co nie mają innego klubu do kibicowania, żeby się chociaż trochę pocieszyć. A tak to… no cóż, ekstraklasowa jazda bez biletu, można powiedzieć. 🤡💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Kibice, co wy tu właściwie kombinujecie z tą "ekstraklasową jazdą bez biletu"? Przecież to nie autokar, który trafił na złą trasę — to zespół, który ledwo się trzyma, a wy mu wrzucacie pomidory, jakby na arenie lądowały pingwiny z wesołego miasteczka. 12. miejsce to nie kpina, to ewidentnie coś więcej niż "przetrwanie", bo gdyby chodziło tylko o ratowanie skóry, to dalibyście temu motorowi coś nieco więcej niż 43 punkty przy takim dorobku. Albo 10 zwycięstw to przypadkiem nie za mało jak na drużynę, która miałaby od razu spaść? A może to wy zwyczajnie zapomnieliście, że na 34 mecze trafia się kilka dziwnych serii — widziałem i gorsze.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No ale co kurwa tu się dzieje?! Normalni ludzie kibicują drużynie, która walczy, a nie tej co przed chwilą grzebała się z pingwinami z wesołego miasteczka!!! 🔴💢
Motor to jest ta drużyna co mamy w sercu, a nie jakiś tam 'autokar na złej trasie'! 10 wygranych w sezonie to nie tak mało jak byście chcieli, no ba, bo to są MOCNI, co mają serce i walczą jak diabli na Motorze! 🔥💪 Przecież oni wygrali ostatnio, widzieliście? Widzieliście ten doping na trybunie?! To nie żadna bajka, to nasza cholerna duma!
Wyobraźcie sobie tylko: całe miasto kibicuje, a tu nagle jacyś mądralowie mówią, że to nie ma sensu... No ale trudno, bo my wiemy, że ten zespół ma potencjał, ma serce i jeszcze się podniesie! Czeka nas lepsza passa, bo Mocni nie są do niczego, jak mówią jacyś prowokatorzy! 😤
Wystarczy tylko popatrzeć na stadion — tam jest emocja, tam jest coś więcej niż punkty i tabelki! Tam jest nasza Liga! 🏟️🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No do rzeczy: sam fakt, że Motor utrzymuje się w Ekstraklasie przez kolejny sezon z 43 punktami i 10 zwycięstwami, to już dowód, że nie jest to tylko zespół na wymarciu, który czeka na cud. Owszem, 11 porażek to dużo, ale spójrzcie na bilans bramkowy – 46 strzelonych, 53 straconych. To nie jest żaden autokar, który przypadkiem trafił do Ekstraklasy, bo tkwią w środku tabeli, tylko nie biją się o mistrzostwo. Mają realną szansę na utrzymanie, bo reszta ligi nie zachwyca się takimi wynikami. Owszem, forma nie powala, ale to nie tak, że stoją w miejscu – wciąż walczą o każdy punkt, a kibice mają za co dopingować. To się nazywa walka o przetrwanie z honorem, a nie jakaś teatrzyk na lodzie. Może nie będą grać o europejskie puchary, ale na razie to zupełnie co innego niż strata statusu pierwszoligowego.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no, no, no… co ja tu widzę, ludzie znów się darli na siebie jakby ktoś kradł samochody na parkingu przed motorownią. pamiętacie, jak w latach dziewięćdziesiątych motor lublin latał po drugiej lidze i nikt nie wierzył, że kiedykolwiek wróci choćby do ekstraklasy? a jednak wrócił, i to nie raz, i nie dwa – a teraz mówicie, że 12. miejsce z 43 punktami to nic specjalnego? ot, zwykła jazda bez biletu?
załóżmy, że jadę ciężarówką przez lubelszczyznę, mija mnie kibic motoru, pijany radością z remontów na trybunach. zatrzymuje mnie, krzyczy, że to cud, że wciąż jesteśmy w elicie. ja mu na to, że cud był wtedy, gdy drużyna wygrywała w rundzie wiosennej, a nie gdy rzucaliśmy się jak płotki w ostatnich meczach. ale co tam ja mam znać – ja jeżdżę po drogach, a nie po murawie na motorowni.
motor nie jest ani pingwinem, ani autokarem, który przypadkiem wjechał na stadion. to zespół, który od lat żyje między nadzieją a rezerwą. było już tak, że ledwo zipieliśmy, a nagle wychodziło coś, czego nikt się nie spodziewał. pamiętacie te 2007, gdy dogadali się do końca i ledwo się utrzymali? albo 2014, gdy walczyli z upadkiem jak cholera? no i co się stało? spadli. bo jak się gra tylko o przetrwanie, to traci się z oczu, że można więcej.
ale tu właśnie jest pies pogrzebany: ludzie za bardzo liczą na cuda, a za mało na systematyczną robotę. kibice mają serce, ale serce samo nie wygra meczu. motor potrzebuje czegoś więcej niż doping pod koniec sezonu – potrzebuje graczy, którzy będą walczyć każdym meczem, a nie tylko w dniach, kiedy komuś zagrała w głowie ostatnia wygrana.
więc nie, 43 punkty to nie jest dowód na to, że motor nadaje ton ligiem. to dowód na to, że jakoś dają radę, że nie lecą w dół jak kamień, i tyle. ale jak będą dalej grać w ten sposób, to za rok znowu będziemy gadać o cudzie albo o tym, jak to w lubelskim klimacie nietrudno o problemy. ale póki co, cieszmy się, że są – bo w końcu ktoś musi grać w ekstraklasie, prawda?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha, chłopaki, ależ się zaraz popłakałem, jak samochód mi pod garażem nie chce odpalnąć w mrozach, a tu nagle Lech_Fan z tym swoim "autokarem" 😭🔥... coś ty niby wymyślił? Widzisz te 10 wygranych, widzisz ten doping na trybunie? Pamiętasz tę drugą połowę sezonu, kiedy wierzyliśmy, że jednak nie będziemy się kurczowo trzymać za fotel w ostatniej kolejce?
A i owszem, motor ma serce, ale... no dobra, ja też byłem kiedyś na stadionie, gdy walczyli o utrzymanie i ledwo zipieli w połowie tabeli, a potem okazało się, że nikt nie dał im spokoju. Ale pamiętasz ten mecz z Górnikiem Zabrze, jakby byli dwudziestu jeden i wiedzieli, że nie mają wyjścia? Wtedy to było coś... teraz mam wrażenie, że grają tak, jakby mieli w kieszeni już te 11 porażek, no ba, bo za każdym razem czekają na cud, a cuda się nie powtarzają jak te kawy z automatu w kibicowskiej budce...
Dodaj do tego, że ja jeżdżę codziennie przez Lublin, widzę te kibice na trybunach, widzę te transparenty... ale jak nie dadzą rady w tym sezonie, to następnym razem będzie ciężej. Motor to nie pingwin, ale też nie Real Madryt, żeby sobie pozwalać na marudzenie... klasa zrobi swoje albo nie, ale niech przynajmniej wiedzą, że my wierzymy, nawet jak w trasie się zepsuje mi zawieszenie 🚗💨🔴
Jeden klub, jedno życie ❤️
A wiecie, co mnie osobiście wkurwia w tej dyskusji? To, że nikt nie mówi, jak Motor gra na wyjazdach. Dwa razy byłem w Lublinie, raz pod koniec kwietnia – i co? Tam, na obcym stadionie, toż to zupełnie inna bajka. 10 porażek w 17 meczach wyjazdowych? Serio? Bo widziałem trybuny u nich pełne i kibiców naprawdę walących w bębny, ale wynikiem to zwykle ich kibicom nie szło. Z kolei raz wracałem z Wrocławia, jadąc nocnym pociągiem, i akurat mieli spotkanie z tamtejszym Śląskiem. Rzut oka na ekran telefonu – 2:1 dla gospodarzy, kibice motorowców wkurzeni, a ci z Wrocławia zadowoleni jak narodu. I co? Zaraz ktoś powiedziałby, że to dowód na siłę tej drużyny.
Ale serio – jak się liczy punkty z wyjazdów, to te 43 nie wyglądają już tak sympatycznie. No nie? Bo fajnie jest gadać o sercu i emocjach, ale na koniec dnia, kiedy musisz przywieźć trzy punkty z Teplic albo Szczecina, to bywa krucho. A tu mamy średnią ledwie powyżej dwóch punktów na wyjazd – i nagle te 10 zwycięstw zaczynają wyglądać inaczej. Motor nie jest autokarem, owszem, ale też nie jest Realem Madryt. A my lubimy się oszukiwać, że to ten drugi przypadek.
Gdzie dowody?
no właśnie, Poprzeczka_zHajsu masz cholerną rację, widziałem tamten mecz z Górnikiem Zabrze jakbym siedział na trybunie... 😤🔴 kibice ryli w bębny jakby mieli w głowie tylko to jedno, że MOCNI muszą walczyć, a nie spać na wiązce! ale co z tego, skoro potem jadę do domu i na kolejny mecz wypadali jak te pingwiny z kibla 😱 no kurwa, dajcie im solidne wsparcie, ale nie oszukujmy się – ciągnie ich w dół te wyjazdy, bo na Motorze im się serce pali, a w nocy na obcym murawie to już inna bajka
43 punkty to nie żaden autokar, ale 11 porażek to nie żarty, no ba, bo ja sam latałem kiedyś z delegacją na motorownię i pamiętam te transparenty... tylko że teraz widzę, jak ci co dopingują ledwo zipią, a naprawdę walczą o każdy punkt, no nie? motor ma serce, ale serce nie strzeli gola na wyjeździe, to fakt 💔🔥
Toż ja znam jeden taki mecz, co niby nic specjalnego, a zapamiętałem go na lata. Było to w kwietniu dwa lata temu, akurat wtedy, gdy szalał ten cholerny deszcz ze śniegiem, który robił z murawy bajorko. Motor grał z Rakowem Częstochowa, i to nie byle gdzie – na obcym stadionie, przy blisko czterech tysiącach kibiców naszych, którzy przyjechali w ciasnym pociągu, bo taki był układ. Drużyna wyszła na boisko, doping trwał kwadrans, transparenty latały, a oni? Pierwsza połowa i dopiero w 42. minucie rzut rożny, niski do piłki, Drygas wbija – 1:0. I co? Gra się rozkręca, myśli się, że wreszcie wygrana na wyjeździe. A potem te dwie bramki dla Rakowa w ciągu sześciu minut, bo obrońca motorowy pomylił się przy prostym dośrodkowaniu i drybling obcych skrzydłowego, który niby nie umie grać, a tu nagle robi show. Końcowy wynik 2:1, kibice motorowcy pod trybunami w szoku, a ja stoję w tłumie i widzę, jak jeden starszy facet w kurtce z napisem "1950" tak się zaciskał na rękawicy kibica, że aż mu biała ręka zrobiła się. Następnego dnia w gazecie było, że to była "bohaterska porażka", ale ja wiem, co tam się naprawdę wydarzyło. Trzy punkty nie wzięte, a deszcz i wiatr zamiast sojusznika. Tak to naprawdę wygląda, kiedy się mówi o sile drużyny Motoru – nie chodzi o to, jak śpiewają w Lublinie, tylko jak się zachowują tam, gdzie nikt ich nie widzi. A na wyjazdach tych dobrych punktów to oni zbierają tyle, co ja na emeryturze.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No do was, ludzie, ależ wam się dzisiaj poprzewracało w głowach od tych opowieści o Motorze – raz to autokar, raz to nie autokar, raz latający pingwin, a raz znów motyl ze złamanym skrzydłem. Słuchajcie, ja wam powiem jedno: te 43 punkty na dwunastym miejscu to nie jest ani żaden cud, ani tym bardziej potwierdzenie wielkiej siły, ale też nie jest jeszcze dowodem na to, że „Mocni” zajechali na impasie. To po prostu jest to, co mają – i tyle.
Forma jest jasna: cztery ostatnie mecze bez zwycięstwa, a w nich aż trzy porażki, przy czym ta ostatnia – zresztą całkiem niedawno – to akurat było wyjście z formy, a nie jakaś kataklizmiczna zapaść. Ale jak na nią popatrzeć przez pryzmat wyjazdów, to rzeczywiście robi się mniej kolorowo: 10 porażek w 17 meczach na cudzym boisku to nie jest bilans, który kogoś uszczęśliwi. Można oczywiście powiedzieć, że Motor gra pod trybunami jak ogień, ale jak wyjedzie, to co innego – kibice naprawdę biją w bębny, a wynik rzadko dopisuje. To jest ten niuans, którego wielu nie chce widzieć, bo łatwiej się skupić na tym, co jest tu i teraz, na trybunie, na emocjach, a mniej na liczbie punktów zebranych poza Lublinem.
Z drugiej strony, 10 zwycięstw w sezonie to jednak nie jest zero, tylko coś konkretnego. Tylko że, moi drodzy, to nie jest tak, że te zwycięstwa przychodzą same – one są wynikiem pracy, a czasem i szczęścia, ale przede wszystkim konsekwentnego podejścia. A tu, patrząc na te wyjazdy, tej konsekwencji trochę brakuje. Nie oszukujmy się: jak dalej będzie tak, że na wyjeździe grają tak, jakby mieli do stracenia tylko duszę kibica, a na Motorze dostają mocy nadprzyrodzonej, to prędzej czy później ten bilans znowu zacznie ciążyć.
I teraz nie chodzi o to, żeby wbijać między wiersze jakiś werdykt – bo to przecież nie jest sportowa tenisówka, którą się można rozdeptać w pół godziny. Tu po prostu chodzi o to, żeby przyznać, że Motor ma swoje momenty, ma swoje serce, ale też ma swoje problemy, i że te problemy nie znikną same, jeśli ktoś wiecznie będzie liczył na cud albo na to, że doping pod trybunami zastąpi solidne przygotowanie. Czy dadzą radę utrzymać się kolejny raz? Może tak, może nie. Ale jedno jest pewne: jak dalej będą grać tak, jak grają na wyjazdach, to niekoniecznie będą mieli z czego się cieszyć za rok.
xG > emocje.