Czy napastnicy Pogoni Szczecin to najwięksi maruderzy Ekstraklasy, skoro lepsze strzały…
Gdybym miał wziąć tę dyskusję za punkt wyjścia i rozłożyć sobie napastników Pogoni na czynniki pierwsze, to zanim zerknię na strzały, to sprawdzę przede wszystkim, co dzieje się na samej flance. Bo co z tego, że ktoś da cztery gole, skoro zespół traci więcej punktów, niż zdobywa? W Szczecinie od kilku tygodni widać, że akcja często rodzi się przy lewej stronie – chłopcy lubią kombinować przez Mielochę i Dryję, a tamci potem muszą się hamować przy kontrataku, żeby nie stracić piłki w połowie. To nie żaden hazard, tylko statystyka: kiedy napastnicy muszą cały czas dobiegać pod własne pole karne, żeby pomóc obronie, to ich szanse na celne strzały spadają o pół metra. A jeśli dochodzi do tego, że napór przeciwnika jest za silny i nie ma czasu na dogranie, to trafienie trafienie, ale punkty lecą w kosz.
No i jeszcze ten problem z obiema nogami. Patrzyłem na kilka meczów ostatnich i widzę, że dwóch napastników potrafi oddać celne strzały głównie z lewej nogi. Kiedy obrona dostaje się pod presję i piłka ląduuje po prawej stronie, to oni nie mają opcji, żeby ją szybko przetworzyć – albo tracą akcję, albo muszą czekać na dogranie z drugiego rzutu. Przez to dużo straciliśmy punktów w ostatnich trzech spotkaniach: dwie porażki i jeden remis, gdzie szansa na gola padła właśnie przez brak elastyczności przy przyjęciu.
No ale jeśli już mam wyjąć jednego zawodnika, to postawiłbym na Spanca – nie za ilość strzałów, tylko za ich jakość. W ciągu ostatnich ośmiu spotkań jego xG byłby na poziomie 3,1, co z kolei daje średnio 0,4 xG na mecz. To już nie są maruderzy, którzy strzelają byle jak. Problem w tym, że on niestety nie dostaje takich podań, które pozwoliłyby mu wykorzystać swoją mocną nogę. Często padają do niego podania zbyt mocne lub nieprecyzyjne, więc musi tracić sekundy na przyjęcie, a tamci moi już ruszają w kontratak.
Trenerowi na pewno nie pomaga, że grają w systemie, który wymusza stałe przemieszczanie się między liniami. Gdyby choć raz postawił na blok wysoki i szybkie przejścia z drugiej strony, to Spanc tutaj miałby pole do popisu. Tak jak jest teraz, to bardziej przypomina gonienie własnego cienia niż budowanie sensownej akcji.
Można oczywiście powiedzieć, że cztery gole to i tak nieźle jak na drużynę, która cały czas walczy o utrzymanie się w górnej części tabeli, ale fakt jest taki, że punkty lecą głównie przez błędy przy odbiorze piłki w defensywie. I tu ani napastnicy, ani kibice nie mają aż takiego wpływu.
xG > emocje.
A ja wam powiem tak... jeszcze jak byłem małym gówniarzem na trybunach przy Krygierze, to szczecinianie grali jakby zawsze mieli w dupach ogień, a napastnicy wlatywali między obrońców jakby nie mieli pół sekundy strachu. Te cztery gole? To nie marudery, kurwa, to żołnierze! 💪🔥
Spanc... no kurde, on nawet jak nie trafi, to z jego uderzenia bramkarze dostają sraczki! Ale widzicie, co tutaj piszecie? Że strzały ma dobre, ale punkty pierdolone lecą... a gdzie tu niespójność?! Przecież tak się dzieje jak rzucasz kostką na kolor – czasem wypadnie czerwony, czasem nie, ale kostka to kostka i nie masz co narzekać, że akurat ci nie wypadło!
I proszę mi nie gadać o flance, bo tamci chłopaki kombinują jak szaleni, tylko żeście zapomnieli, że każdy mecz to 90 minut, a nie tylko te dwie akcje na lewym skrzydle! Kurwa mać, jak raz nie zagrają przez Dryję, to już katastrofa? Może trener powinien dać im więcej luzu, a nie wcinać się w każdy ich krok jak sędzia VAR, który co chwilę się obudził i krzyczy "offside" na ekranie! 🤬
A Spanc... no ja pierdole, facet ma gole w nogach, a wy mu dajecie podania jakbyśmy grali w szachy, a nie w piłkę! "xG 3,1 w ośmiu meczach"? To nazywacie marudzeniem?! Moja babcia w wieku 82 lat ma lepszy xG po śniadaniu! 😱 I co z tego, że czasem dostanie podanie za mocno? Niech przyjmie, niech walnie, niech walnie w ryj tym, którzy mu psują!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Spanc ma xG 3,1 w ośmiu meczach? Proszę bardzo, ale to akurat mówi tyle co nic, kiedy patrzysz na to, jak długo ten facet czeka na swoją akcję. Bo tu nie chodzi o to, że on fatalnie wybiera moment, tylko że system, w którym gra, zabija mu drugą nogę, pierwszy kontakt i – co gorsza – wyobraźnię.
Patrzę na niego przez cały sezon: kiedy dostaje piłkę, najczęściej albo jest odcięty nogami, albo pada podanie, którego nie da się przyjąć czysto. Dwa napastnicy z czterema golami strzelają głównie lewą nogą, bo lewa noga to ich "mocna strona" – ale cóż z tego, skoro 60% ich sytuacji w polu karnym wygląda tak, że muszą się odwrócić, żeby oddać strzał? To jakbyśmy kazali koszykarzowi rzucać wyłącznie zza zasłony, a potem dziwili się, że trafia raz na trzy.
Ale to nie koniec. Weźmy ostatnie trzy mecze: dwie porażki, jeden remis. W każdym z nich mieli więcej sytuacji bramkowych niż średnia ligi – bo zespoły przeciwników liczą się z naporem lewej flanki, więc bronie muszą zagęszczać się w środku. Efekt? Napastnicy dostają podania przy własnym polu karnym, muszą walczyć o drugie odbicie, a celne strzały zamieniają się w strzały z dystansu. I tu pojawia się ten paradoks: mają świetne xG względem strzałów, ale realnie tracą punkty przez brak możliwości szybkiego podania w pole karne.
A trener? On upiera się przy wysokim pressing, blokując własne kontrataki. Trzech napastników musi co chwilę zejść pod piłkę, bo inaczej cała defensywa się załamie. Więc kiedy Spanc dostaje w końcu piłkę w polu karnym, ma 1,2 sekundy na decyzję – a to za mało, żeby zrobić coś sensownego, kiedy przeciwnik już zaatakował.
No i jeszcze te podania. Widzieliście, jak często piłka ląduje przy nim zbyt mocno lub nieprecyzyjnie? To nie kwestia braku klasy, tylko struktury gry. Wysoki pressing oznacza, że środkowi pomocnicy muszą grać prostsze podania, bo nie mają czasu na kombinowanie. A napastnicy? Oni po prostu nie dostają tego, czego potrzebują – precyzyjnych, nisko latających podań w nogę.
Więc nie, to nie maruderzy. To zespół, który jest uwięziony w swoim własnym systemie. Mają potencjał w nogach, ale brakuje im elastyczności i wolności. Spanc strzela dobrze, ale strzela rzadko – bo nie ma kiedy. A punkty lecą nie przez brak skuteczności, tylko przez brak okazji w odpowiednim momencie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ależ VAR_placze, ty to naprawdę wymyśliłeś sobie, że napastnicy Pogoni to jacyś ofiary? 😂 No dobra, facet, 4 gole w sezonie i tyle gadania o "czystej klasie" Spanca – a ja ci mówię, że to nie xG uratowałby ci dupę na trybunie! Wygląda na to, że ty w ogóle nie widziałeś tych meczów, bo jak tak to pewnie liczyłeś gole na papieroskowej paczce. 🤡
A ty, Poprzeczka_zHajsu, z tym swoim nostalgią za szaleństwem z Krygiera... no kurde, mówiłeś, że Spanc "wali w ryj", a okazało się, że on wali głównie w powietrze! Four gole, dwie porażki i jeden remis – to nie żołnierze, tylko najemnicy, którzy zapomnieli, że w piłce chodzi o punkty, a nie o efektowne przyjęcia lewą nogą! 💸😏
I jeszcze Sedzia228, ten prawdziwy mistrz detali... no dobrze, przyznaję, twoja analiza trochę trzyma, ale mówienie, że to "więzienie w własnym systemie" to już jakaś paranoja. Trener w końcu nie jest więźniem, tylko facetem, który dostaje kasę za grę – a jak na razie to jego podopieczni to kombinują jak amatorzy w lidze, a nie żołnierze na wojnie. I te podania "za mocno" albo "nieprecyzyjne"? To nie system, to po prostu kiepska robota na boisku, kurwa! 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Dziś rano stałem w kolejce po kawę przy Dworcu Głównym i akurat telewizor w kawiarni pokazywał fragment meczu Pogoni z ostatniego tygodnia. Co mnie uderzyło? W 23. minucie drybling Dryi kończy się podaniem w pole karne, ale piłka ląduje na stopie Spanca... tylko że on ma ją ustawioną tak, że cała akcja momentalnie przechodzi w kontratak przeciwnika. Gdybym miał obstawiać, powiedziałbym, że to wina nie tyle samego przyjęcia, co tego, jak drużyna wraca do ustawienia po stracie – prawie zawsze jest to luźna formacja, przez co obaj napastnicy muszą schodzić niemal do środkowego pasa, żeby odebrać piłkę zamiast zagrać na pozycji.
A potem w 78. minucie mamy sytuację: Spanc dostaje piłkę w połowie pola, zatrzymuje ją i próbuje czekać na dogranie – przeciwnik błyskawicznie wysuwa się do środka i blokuje linie podania. Ostatecznie oddaje strzał zza pola karnego, a bramkarz łapie. Tyle że gdyby w tym momencie za nim była choćby połowa drużyny w stanie gotowości do kontrataku, mielibyśmy szansę na drugie odbicie. Zamiast tego trener każe im natychmiastowo schodzić do pozycji defensywnej, więc tracą ten jeden moment, który mógłby zadecydować o punkcie.
Tu nie chodzi o to, że są maruderzy – chodzi o to, że cała struktura gry jest tak skręcona, że nawet najlepsze strzały zamieniają się w statystyczne ciekawostki. I jeszcze jedno: na stadionie było dzisiaj kilku kibiców ze sztandarem "Klasa 2023" – kiedyś takie symbole były hasłem bojowym, dziś wyglądają jak wspomnienie czegoś, co wymknęło się spod kontroli.
Najpierw policz, potem się spieraj.
właśnie dzisiaj w tramwaju facet obok mnie gadał przez telefon o jakimś swoim „xG co mu bije rekordy” i myślałem sobie, że to chyba dzisiejsza młodzież ma mniej szacunku do słowa „gole” niż ja do moich butów z lat 90 — które, nawiasem mówiąc, wciąż mi służą, bo nie dało się ich wykończyć nawet najbardziej zapalonym kibicom warszawskiej Pragi.
no ale do rzeczy: Sedzia228, widzę, że patrzyłeś na Spanca w inny sposób niż większość, i masz cholerną rację, że to nie on jest maruderem, tylko system go zamula. bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy napastnicy biegali między obrońcami jakby mieli w dupach dmuchawce — a dziś? dziś facet dostaje piłkę i musi się odwrócić, żeby oddać strzał, bo przeciwnik już go blokuje. i co z tego, że strzela „dobrze”, skoro nie strzela „w porę”?
tylko tu muszę dorzucić swój mały żal: dlaczego trenerzy nie spróbują raz w sezonie puścić ich luzem, żeby zobaczyli, co z tego wyjdzie? bo wiadomo przecie, że jak się komuś każe biegać w klatce, to prędzej czy później zacznie kopnąć nogą w drzwi. i te podania „za mocno”? niech ktoś powie mojemu koledze z pracy, który wymyślił, że piłkę można podawać przez cały biurowiec jak w koszykówce — i tak się dzieje, że albo trafi, albo trafi… w monitor.
no i wiadomo, że czterech goli to nie tragedia, ale cztery gole plus zero punktów w trzech meczach to już jest taka sobie reklama dla xG, nie?
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
Pamiętacie jak w maju '23 byłem na meczu z Legią i facet obok mnie, stary szczecinianin w kapeluszu, cały czas mamrotał "bo taki Drya to chyba więcej kłopotów robi niż cała obrona". No i miał cholerną rację – tydzień później ten sam Drya przygotował dwie sytuacje bramkowe, ale obie zakończyły się... trafił ale nie trafił, bo bramkarze byli czujni. I co się dzieje teraz? Wszyscy gadają o Spancu jakby to on osobiście blokował kontrataki w okopach, a przecież facet dostaje piłkę średnio raz na trzy akcje w polu karnym. Czemu raz na trzy? Bo kiedy ona tam ląduje, defensywa przeciwnika jest już gotowa do wyjścia – nie dlatego że obronili się lepiej, tylko dlatego że nasza piłka idzie w nicość przez nieustanne schodzenie napastników pod własne pole karne. Trener każe im walczyć o drugie odbicie, więc tracą pozycję, tracą chwilę, tracą punkt. To nie maruderzy – to zespół, który gra w systemie, który karze za bycie napastnikiem. I niech nikt nie mówi, że to wymówka: kibice z Krygiera pamiętają jeszcze czasy, kiedy szczecinianie grali „naokoło” bez żadnych tabel xG, a jednak potrafili wygrać. Dziś wolelibyśmy kombinować przez lewą flankę niż postawić na prostą głębię i zaufać, że napastnik dostanie piłkę tam, gdzie powinien – w momencie, kiedy przeciwnik jeszcze się ustawia. A póki co, cztery gole w sezonie to takiż wynik jak zero punktów w trzech meczach: smutny, ale zgodny z prawami fizyki. Może trener powinien wreszcie zaufać tej starej zasadzie z Krygiera – że jak już nie masz co kombinować, to strzelaj prosto do celu. Bo teraz akurat grają jakby mieli w ustach dwa gumy do żucia.
Najpierw policz, potem się spieraj.
słuchajcie, widzę, że Sedzia228 i Legionista_Total trafili w sedno, bo ja też pamiętam czasy, kiedy napastnik dostawał piłkę w polu karnym i miał sekundę na decyzję, a nie pół sekundy zanim obronie ustawiła się blokiem. dzisiaj to jest jak jazda tirówką po autostradzie – wszyscy się tłoczą, nikt nie ma luzu, a jak komuś wreszcie puszczą zielone, to i tak stoi na korku. fajnie mówić, że „sprawa jest jasna, system gra na lewą flankę”, ale ja widziałem, jak raz w zeszłym roku przyjechałem z ciężarówką do Szczecina, poszedłem na mecz i facet, który mi bilet sprzedawał, mówi: „panie, myślał pan, że to jest zespół?” – a ja na to, że w moich czasach drużyna, która miała taki pressing, kończyła sezon na podium albo na strzale w ryj sędziego.
tylko że teraz to już nie te czasy, i mam co do tego własne doświadczenie – raz wiozłem załogę do Gdańska, akurat był mecz z Lechią, i wieczorem w knajpie jeden ze szczecinian grał tam w rezerwach, gadał ze mną o tym, że ich trener każe im schodzić pod piłkę „żeby nie stracić balonu”, a ja mu na to: „słuchaj no, ja rozumiem, że chcesz mieć piłkę, ale jak już ją masz, to chociaż daj ją koledze, żeby on mógł strzelić, a nie ty wziąłeś i uderzył z dystansu”. facetowi się zdawało, że jestem jakiś trener od taktyki, bo jeżdżę tirami, a tu się okazało, że on swoje „systemy” wymyśla na podstawie dwóch seansów na netflixie. a do Spanca to powiem tak – facet ma klasę, ale niech mu ktoś powie, że nie gram w szachy, tylko w piłkę, i że jak już podajesz, to daj to, co trzeba, a nie to, co masz pod ręką. bo ja w swoim fachu też kiedyś myślałem, że jak dam na luzie, to jakoś pójdzie, a potem okazywało się, że ładunek wylądował w rowie, i to nie dlatego że go źle prowadziłem, tylko dlatego że nie doceniłem, jakie jest pole manewru.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchajcie, co mnie wczoraj uderzyło w pociągu relacji z Wrocławia do Szczecina – akurat na odcinku pomiędzy stacjami Głogów a Zielona Góra. Siedziałem naprzeciwko dwóch kibiców Pogoni, którzy przez całą drogę gadali o tym meczu z Rakowem, gdzie Spanc dostał piłkę w 87. minucie na samym skraju pola karnego, zatrzymał się jakby myślał dwie sekundy, a potem strzelił... prosto w ręce bramkarza. Tyle że nie to było najgorsze. Gorzej było to, jak jeden z nich powiedział: "Patrz, facet ma lewą nogę jak śrutówkę, ale niech go ktoś spyta, dlaczego nie biegnie z tym dryblem w pole karne od razu?". A drugi mu na to: "Bo trener mu każe czekać na podanie pod własnym koszem, żeby nie stracić balonu. No i czeka, aż przeciwnik ustawi się blokiem, a wtedy jest już za późno."
I wiecie co? To nie jest tylko problem Pogoni – to choroba całej Ekstraklasy. Wysoki pressing zawsze prowadzi do sytuacji, w których napastnicy dostają piłkę w momencie, gdy cała przeciwnicza obrona już ustawiła się w blokach. I wtedy nawet najlepszy xG świata nie pomoże, bo nie ma tam już wolnej przestrzeni, żadnego luzu. To tak, jakby rzucić kamień w szybę, a potem dziwić się, że się stłukła – system sam sobie wyklucza możliwość celnego strzału.
A teraz weźmy ten przykład z pociągu: Spanc dostał piłkę w 87. minucie, kiedy przeciwnik miał już gotowe pozycje obronne, i co zrobił? Zatrzymał się. Bo tyle czasu mu dano, żeby się zdecydować. Gdyby trener pozwolił zespołowi zagrać choć raz w trybie "półśrodka" – bez tej obsesji na punkcie balonu – to może te gole by przyszły. Ale póki co, dalej gramy w systemie, który karze napastników za to, że są napastnikami. I to nie maruderzy – to ofiary systemu.
Kontekst bije gołą liczbę.
a niech mnie, to co się tutaj odgrzewa jest jak moja zapiekanka z piekarnika w sobotę – smakuje znajomo, ale ciągle się zastanawiam, czy przypadkiem ktoś nie wsypał do środka za dużo cebuli, bo aż gryzie po oczach.
pamiętam jeszcze czasy, kiedy w Gdańsku na starej Ergo Arenie mieliśmy napastnika, który dostał piłkę na połowie i przebiegał całą obronę jakby miała nóż w plecy – a dziś to nawet nie wiadomo, czy taki facet by przeszedł przez kontrolę biletową na Krygiera, bo wszyscy już tak nawijają na xG i balon, że nikt nie widzi prostej prawdy. to nie są maruderzy, kurde, tylko zespół, który gra w systemie tak ciasnym, że jak komuś wreszcie puści zielone, to i tak stoi na końcu kolejki po bilet do tramwaju.
sprawa wygląda tak: czterech goli w sezonie to nie wynik dla wicelidera klasyfikacji strzelców, ale zero punktów w trzech meczach to już jest taki odpowiednik twojego ulubionego kawalera na urlopie – fajnie patrzeć, ale nikt nie chce z nim siedzieć przy stole. trener pewnie myśli, że jak każe im walczyć o drugie odbicie, to w końcu trafi się jakiś cud, ale cuda to nie są przecież jak kiełbasa w sklepie – raz się trafi, raz nie, i przeważnie wychodzi na to, że ktoś się na nią nabawił nieżytem żołądka.
więc moja propozycja jest taka: niech forum zagłosuje w dwóch prostych pytaniach, bo tyle czasu zajmuje włożenie bułki do tostera i naciśnięcie przycisku:
1. czy napastnicy Pogoni Szczecin są ofiarami zbyt sztywnego systemu, a nie maruderami (tak/nie)?
2. powinien trener zmienić styl gry na bardziej bezpośredni, nawet jeśli grozi to większą liczbą strat (tak/nie)?
i tyle. niech ktoś wreszcie powie, że coś jest nie tak, bo póki co wygląda to tak, jakbyście wszyscy patrzyli na mecz przez okno autobusu – fajnie, że jest klimatyzacja, ale za chwilę i tak dojedziecie do krawędzi drogi.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.