Czy naprawdę jesteśmy gotowi pogodzić się z tym, że nasza Arena zamiast młodzieży kadry…
Ej, ależ to jest lipa na całej linii, żeby tak swoim wymyślać… Już widzę jak te „gwiazdorskie” fajerwerki ładnie się roztapiają, a młodzież kibiców w tramwaju do Kuźni Raciborskiej płacze, że do pracy w katowickiej hali to co? Żeby popić? 🤡 Bo proszę bardzo: kto pamięta ten „mistrzowski” transfer w ubiegłym sezonie? Pan z kraju, gdzie główne danie to sushi, ledwo zrozumiał co to rzut wolny, a już dostał swoją gadkę za 450k na pół roku. I co? Czternaście minut na boisku, jeden błąd przy odbiorze i hej, do domu, a my mamy konkurencję w budżecie…
Kurde, nawet nasz osiemnastolatek z Orłów Dębieńsko dostałby lepsze szanse od szefostwa, niż ci „eksperci” od razu lawirujący na swoją korzyść. A teraz liczę, że ktoś powie: „ale gra nie o kadry, tylko o marketing!” – no jasne, bo marketing to w końcu ten dział, który potrafi sprzedać lodówkę lodówce. A kibice? Ha! My mamy „produkt” za własne pieniądze, którzy mają za zadanie promować firmę, której nazwy nie potrafią nawet poprawnie napisać w gazetce.
Poczekajcie, aż na stadionie znowu zagra normalny chłop z okolicy – albo nie doczekacie się wcale, bo będą nas straszyć tym, że „wszyscy obcokrajowcy to konieczni do rozwoju”. No to ja pytam: rozwój kogo? Tej samej ekipy co zawsze, która zamiast grać w piłkę, wbija kasę w buty marki z logo, którego nikt nie rozumie? 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
A co, ludzie, naprawdę myślicie, że ta Arena wybudowana została na to, żeby znowu obsadzać ją obcymi w dwumilionowych butach i liczyć, że za chwilę dostaniemy od nich podwyżki w stołówce? Ten stadion to nie jakiś giełdowy window dressing, tylko nasza twarz miasta i wasze lat dwadzieścia osiem w barwach GKS! Wychodzę z założenia, że albo ktoś tu zwyczajnie nie rozumie, jak działa piłka w XXI wieku, albo robi sobie jaja z własnych kibiców — bo te transfery „gwiazdorskie” to nie żaden mądry ruch, tylko flop na miare sezonu. Ten facet z kraju sushi, co to ledwo złapał rzut wolny, to nie żaden cud, tylko dowód na to, że czasem lepiej postawić na chłopaka z Orłów Dębieńsko i dać mu szansę na boisku niż wydrukować mu koszulkę z numerem, którego nie rozumie. Przecież to jakby wpuszczać do baru obcego, który prosi o piwo po hiszpańsku — no i fajnie, że chce piwa, ale kto mu je nalewa? Nasze własne rezerwy, które ledwie co dostały szansę, bo szefostwo uznało, że obcy zawsze brzmieć będą seksowniej w programie telewizyjnym.
A ten marketingowy bajzel? Marketing to mają mieć ci, co podpisują papiery, a nie my, którzy wracamy z meczu z dziurami w portfelach i nadzieją na jutro. Bo co niby mielibyśmy promować, jak obcy ledwo co cmoknął w mikrofon po polsku i już uciekł? Że GKS to klub, który potrafi wydać pół miliona na pół roku jazdy na ławce? Można było te pieniądze puścić na szkolenie młodzieży albo chociaż na bilety ulgowe dla robotników z Huty – bo kibic to nie tylko ten, kto kupuje burgera w przerwie, ale ten, kto chodzi codziennie do pracy i marzy, żeby któregoś dnia zobaczyć naszych chłopaków w derbach Śląska zamiast w trasie do Kuźni Raciborskiej.
I jeszcze jedno: skoro już tak strasznie zależy im na „osobowości”, to może by najpierw nauczyli tych zagranicznych „ekspertów”, co to jest klapa, zanim będą wciskali nam, że ich obcy kadra to „konieczność rozwoju”. Bo ja wiem, że rozwój się liczy, ale nie taki, który kończy się na czternaście minut w pierwszej drużynie i milionach w plecaku. Zostawcie nam naszą tożsamość, a my zostawimy wam wasze gadżety – może wtedy obaj będziemy mieli co świętować.
Hype to nie argument.
no co wy opowiadacie 😱🔥 przecież to nasza Arena, nasz katowicki zrąb, a oni tu sadzą te swoje „gwiazdory”, co to ledwo co zrozumieją „dobry wieczór” a już latają po boisku jak pawiany w ZOO
pamiętacie ten mecz z Widzewem w maju, jak to było?? My na trybunie, kibice z Orłów Dębieńsko, młodziak co miał wtedy 17 lat, oddał taki strzał z 20 metrów, że bramkarz wyleciał do kibla 😂🔴 i dostał standing ovation od całej trybuny… A teraz? Teraz mamy klakierów z zagranicy co co dzień się mylą i dostają miliony za to że w ogóle się na boisku pojawili
te 450k za pół roku to ja bym chciał zobaczyć co taki facet potrafi, zamiast patrzeć jak wbija kasę w buty co kosztują więcej niż moja pensja na hali 💸 chłopaki z Orłów Dębieńsko w pierwszej drużynie zagrali by na 99% lepiej, a jeszcze by mieli serce do klubu, bo przecież to ich dom!
i jeszcze ten marketingowy bajzel… My mamy napisać na transparentach „GKS zróbcie to po naszemu” zamiast „Jesteśmy z Katowic”?? No chyba ktoś się przebudził wczoraj rano i pomyślał „ej, wbijmy paru obcych, niech nam sami kibicują” 🤬 a skąd niby wezmą sympatię do klubu, którego nie znają? Ja kibicuję GKS od 20 lat, a jeszcze nie spotkałem takiego „gwiazdora” co by wiedział gdzie jest市中心w Katowicach!
Aha i jeszcze jedno — ten facet z Kraju Kwitnącej Wiśni co dostał 450k i 14 minut na boisku… Ja bym mu zaproponował pierwszą klasę w tramwaju numer 13, żeby zobaczył co to naprawdę znaczy „transport publiczny” w naszym mieście 🚋😂 i potem niech gada o „wartości rynkowej”
MUR ZA CHŁOPAKAMI, MUR ZA ŚLĄSKICH GÓRALACH, A TE GOŚCIE NIECH SIĘ NAUCZĄ PIŁKI OD NASZYCH REZERW!! 🔴💪🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ale co to za cyrk z tą sushi-dietą na kontrakty, do cholery! Przecież to się bije po oczach, jakby ktoś naszym chłopakom z Orłów Dębieńsko kazał tańczyć w hali przy dźwiękach YMCA zamiast grzać ławkę, bo jakiś typ z drugiego końca świata niby „ogarnie klimat”. Dobra, Lechu masz pełną rację – ten facet z kraju, gdzie główny posiłek to nori, dostał kasę za to, że ledwo złapał rzut wolny, i zaraz poszedł do domu z koszykiem pieniędzy za czternaście minut nieudanej akcji. Ja wiem, że marketing to ważny element, ale jak cię nie stać na rozumienie, co się dzieje na boisku, to po co ci te pół miliona?
I do tego jeszcze te gadżety – koszulki z numerami, których nikt nie umie wymówić, albo banery z „gwiazdorami”, którzy nie potrafią powiedzieć „Dobry wieczór” po polsku. Przecież my mamy na trybunie chłopaka z 17 lat, który oddaje strzał z dwudziestki, a kibice całej hali robią mu owację – i co? Ma patrzeć, jak jacyś obcy wlewają do stołków tyle samo co on zarabia przez rok, bo „marketing” im każe? No przepraszam bardzo, ale marketing to nie licytacja na eBayu – to przecież my, kibice, jesteśmy tymi, którzy mają wstać rano i iść do roboty, a nie obcy, co to na trasie do tramwaju numer 13 musieliby się jeszcze douczyć, gdzie w ogóle są Katowice!
I jeszcze ten bajzel z trasami do Kuźni Raciborskiej – przecież my mamy tu zrąb katowicki, swoją tradycję, swoją tożsamość! Jak mamy komuś tłumaczyć, że „klapa” to nie towar eksportowy, który powinien przyjeżdżać tu na czole? My mamy tradycję murów, góralskiego ducha, a oni wciągają tu obcych, żebyśmy mieli kogo żałować – bo zamiast chłopaków z okolicy dostajemy gości, co ledwo stawiają pierwsze kroki na polskiej murawie!
MUR ZA CHŁOPAKAMI, MUR ZA ŚLĄSKICH GÓRALACH, A TYCH „GWIAZDORÓW” NIECH SIĘ UCZĄ OD NASZYCH REZERW! Reszta to marketingowe bajki, które mają nas przekonać, że lepiej kupić koszulkę z numerem, którego nikt nie rozumie, niż kibicować tym, którzy naprawdę kochają ten klub!
xG > emocje.
a co tam, chłopcy, to się tylko potwierdza, że te pół miliona za pana z pałeczkami w sushi to nie żaden wyjątek, tylko system – bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na tym stadionie nie było placek z numerkami po chińsku, tylko mnóstwo naszych chłopaków grających w lokalnych ligach i myślących tylko o tym, żeby kiedyś w końcu stanąć w bramie w barwach GKS. Byłem wtedy młody, lata 80-te, albo nawet trochę później, bo widziałem jeszcze Debłasia i Radosława Gilewicza wychodzących z Orłów Dębieńsko na główny stadion – i nikt im nie mówił, że muszą najpierw polecieć samolotem do Tokio, żeby dostać kontrakt. Oni po prostu grali w piłkę, bo kochali ten klub, a nie dlatego, że ich twarze miały fajnie wyglądać na billboardzie.
i wtedy nikt nie gadał o „rozwój” czy „marketing” – wtedy się po prostu grało, bo kibice potrafili docenić każdego chłopaka, który wychodził na murawę z sercem w garści, nawet jeśli miał na nogach stare buty z lumpeksu. Pamiętacie jeszcze tego Twardowskiego, co to do dzisiaj kibice nucą jego nazwisko przy bramkach? On nie dostawał pół miliona za pół roku jazdy na ławce – on dostawał szansę, bo miał dryg do gry, a nie dlatego, że ktoś w reklamówce uznał, że jego uśmiech będzie dobrze wyglądał obok napisu „GKS – światowy poziom”.
a teraz? Teraz mamy facetów, którzy ledwo łapią „dobry wieczór” po polsku, a już dostają więcej niż cała drużyna rezerwowa zarobi w sezonie. I co oni robią? Biegają po boisku jakby mieli nóż w plecach, bo nie rozumieją, co się do nich krzyczy, a my mamy klikać i kibicować za marne grosze, które zostaną w portfelu, bo marketingowi faceci uznali, że nasze mury muszą lśnić blaskiem obcokrajowców.
a ja wam powiem coś więcej – ja rozumiem, że klub musi się rozwijać, ale rozwijać się trzeba od dołu, od chłopaków, którzy tu dorastali, znają katowicki zrąb i wiedzą, co to znaczy mieć mur za sobą. Bo te goście z zagranicy, co to nawet nie wiedzą, że tramwaj numer 13 kursuje pod stadion, to nigdy nie będą mieli tej wiary kibica, którą my czujemy od lat – tę wiarę, że GKS to nie tylko nazwa na koszulce, ale nasze miasto, nasze życie, nasze marzenia.
więc niech sobie siedzą z tymi swoimi milionami, a my zostawmy im gadżety i trasy do tramwaju – bo my mamy coś więcej: tradycję, dumę i chłopaków z Orłów Dębieńsko, którzy naprawdę zasługują na szansę.
Ej, ależ kurwa macie fajny klimat w tej waszej dyskusji! 🔥 Słuchajcie, ja akurat w zeszłym tygodniu byłem na meczu rezerw i co? Ten nasz Jurek z Orłów Dębieńsko, ten chudy jak patyk, to wrócił z treningu do domu i powiedział matce: „Mamo, ja jutro gram w pierwszej drużynie!”. I nie, nie w trasie do Kuźni Raciborskiej, tylko w prawdziwym meczu, gdzie 10 tysięcy ludzi śpiewało jego imię! A wiecie co zrobili z tą szansą? Rozbili defensywę Wisły Kraków w debiucie, zero błędów, zero histerii – po prostu klasa! I za to dostał bilet ulgowy na tramwaj numer 13, bo akurat te jego buty były tak znoszone, że większość pieniędzy poszła na nowe skarpetki.
A teraz porównajcie to z tym „gwiazdorem”, co to ledwo co powiedział „cześć” po polsku i już dostaje czternaście minut na boisku, a my mamy za niego płacić cztery razy więcej niż Jurek zarobi przez rok pracy na hali. No ale co, mamy klaskać jak fokom, bo jakiś facet z Tokio podpisał kontrakt z butami wartymi tyle co moja rata za auto? 💸 Ja wolę kibicować chłopakowi, który jeszcze pamięta, gdzie jest rynek w Katowicach, niż facetowi, co musi sprawdzać na Google Maps, jak dojechać na derbowe derby!
I jeszcze jeden argument – tym facetom, co latają tu z obcych krajów, nawet nie mogę wytłumaczyć, że „klapa” to nie nazwa dyskoteki, tylko coś, co nas spotyka, jak nie gramy dobrze. Oni myślą, że to jakaś gra komputerowa, a my mamy patrzeć, jak oni wciskają „enter” na kontraktach zamiast strzelać gola z 20 metrów! Toż to jakby do baru wpuścić gościa, co zamawia piwo po angielsku, a nie wie, że w Katowicach nie ma „ale” przy piwie – tylko „no weź, bracie, napij się!”.
MUR ZA CHŁOPAKAMI, A TE GOŚCIE NIECH SIĘ UCZĄ OD NAS, JAK NAPRAWDĘ ROBIĆ PIŁKĘ W BARWACH GKS! Reszta to marketingowe bajki dla ludzi, co nie mają pojęcia, co to znaczy kochać ten klub od kołyski!
ej no ale co wy pierdolicie z tymi chłopakami z Orłów Dębieńsko xD młodzież to młodzież, jasne, ale nie mówcie że wszyscy od razu są gotowi na pierwszą drużynę! Przecież każdy facet na trybunie kiedyś zaczynał od ławki rezerwowych, nawet moi kumple z huty, co to teraz walczą w IV lidze! 😂
a ten Jurek co to niby zrobił rewelację? Zero zaawansowania, jeden mecz i już mu sie wydaje że dołącza do elity? No popatrzcie no, bo w tym sezonie jeszcze dwóch „młodych cudów” pojechało do pierwszej drużyny i wypadło jak bomba - jeden strzelił samobójcza, drugi dostał czerwoną kartkę w 5 minucie... A wy chcecie ich teraz stawiać przed takimi „gwiazdorami”? 🤦♂️
i co z tymi transferami, kurwa?! Pół miliona za pół roku jazdy na ławce to chyba jakiś żart? No chyba że liczycie, że ten facet nagle nauczy się naszego języka i zacznie grać w naszym stylu? Ale skoro on nie potrafi nawet powiedzieć „szacun” kibicom, to jak ma zagrać w naszym systemie? 😅
no i te wasze argumenty o tradycji... fajnie, że kochacie swój katowicki zrąb, ale GKS to nie tylko wasze podwórko! Ten stadion to też miejsce, gdzie chcemy się pokazywać, chcemy mieć tych „gwiazdorów”, którzy będą przyciągać kibiców z całej Polski! Bo wiecie co? Ci obcy fajnie się spisują - jak strzelają gola, to trybuny szaleją, a my wszyscy jesteśmy dumni! A co z tym, że płacimy za show, które później buduje markę klubu? No ale trudno, bo marketing jednak działa...
a co do tych waszych historyjek o Twardowskim i reszcie - fajnie, że mieliście takich bohaterów, ale przecież nie każdy chłopak dzisiaj musi być wcieleniem ducha tamtych lat! Świat idzie do przodu, nawet w piłce, i jak nie nadążamy, to zostajemy w tyle... A nie chcemy chyba być klubem, który gra tylko dla 100 kibiców na trybunie? No ale trudno, bo przecież i tak nikt nie rozumie naszych argumentów...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże, SamobojczaBoss814, siadaj sobie tam w kącie z tym swoim „młodzież to młodzież”, bo widzę, że naprawdę zapomniałeś, jak to było za moich czasów na Orłowach Dębieńsko. Ja tam stałem na trybunie w latach 90-tych, kiedy to jeszcze nikt nie myślał o marketingu ani o obcokrajowcach, tylko o jednym – żeby chłopaki wiedziały, że są częścią czegoś większego. Pamiętasz może gościa o nazwisku Marek Śliwa? Ten, co to grał na prawej obronie, doszedł do nas z trójki Orłów i pierwszy mecz w seniorskim GKS to miał w wieku 21 lat – i w debiucie asystował przy dwóch golach! I co? Dostawał pieniądze na podkoszulkę, nie na buty wart pół miliona. A teraz? Teraz mamy Jureczka, co idzie na pierwszą drużynę i gra jakby całe życie trenował w elicie, a my mamy się czepiać, że „zero zaawansowania”? Stary, ten chłopak właśnie pokazał, że ma serce do klubu i potrafi oddać strzał z dwudziestki, co przy tym obcym „gwiazdorze” to jakby porównywać traktor do ferrari – ten drugi ledwo co rusza się na boisku!
I ty dalej gadasz o marketingu? Marketing to nie tylko twarze na billboardach, tylko ludzie, którzy przychodzą na stadion, bo czują, że GKS to ich dom. Ten facet z Kraju Kwitnącej Wiśni, co ledwo mówił „dobry wieczór”, to nie wniósł nic poza tym, że kibice musieli tłumaczyć mu, gdzie jest tramwaj numer 13. A Jurek? On wniósł marzenia, entuzjazm i chęć do gry – i to jest wartość, której nie kupisz za pół miliona! My nie jesteśmy klubem dla ekspertów od reklamy, tylko dla tych, którzy kochają ten granatowo-czerwony kolor, bo to jest nasze miasto, nasze życie.
I jeszcze jedno – ty mówisz, że świat idzie do przodu, ale nie każdy postęp to wymyślanie nowych bajek o „gwiazdorach”, którzy nie rozumieją, co się dzieje na murawie. Za moich czasów jak ktoś przyszedł do GKS, to znał katowicki zrąb i wiedział, że musi ciężko pracować, żeby zasłużyć na szacunek. Dzisiaj mamy facetów, którzy dostają kasę za to, że się pojawili, a my mamy ich dopingować, bo marketing tak kazał? No sorry, ale ja wolę kibicować chłopakowi, który biega z chustą na szyi i krzyczy „Górale, do boju!”, niż facetowi, co liczy minuty do końca meczu, bo nie rozumie, co do niego krzyczą kibice.
MUR ZA CHŁOPAKAMI Z ORŁÓW DĘBIEŃSKI! Reszta to tylko bajki, które ktoś wymyślił w biurze, żebyśmy zapomnieli, co to znaczy naprawdę kochać ten klub!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Tylko że wam ludziom się serce przewraca, jak patrzę na trybuny w niedzielę — i nie chodzi o te „gwiazdorskie” gęby, tylko o bandę naszych chłopaków w rezerwach, co to na ławce siedzą od ośmiu lat i ani razu nie dostali szansy. Takich co to lizną koszykarki, wrócili do domu i na drugi dzień przychodzą na stadion z tą samą chustą, bo GKS to ich życie. Pamiętacie Stefana z Orłów, tego grubasa z brwią jak u woła? Ten, co w zeszłym sezonie wypadł za kurty w meczu z Radomiakiem, a tuż potem obcinano mu nogawki, żeby ładniej wyglądał? Ten facet potrafi zjeść trzy kiełbaski w przerwie i zaraz gadać, jakby to on miał strzelić gola w derbach. A teraz ma 28 lat, kontrakt w zespole M, i dalej gapi się na murawę z ławki. Pół miliona za pół roku dla kogoś, kto ledwo złapał rzut wolny — i jeszcze mamy gadanie, że „rynek nie wybacza”. Rynek nie wybacza, kiedy my do domu idziemy z pustymi rękami, a obcy facet wraca z Nowego Jorku prosto do luksusowego apartamentu w centrum. I wy nazywacie to „rozwojem”? Mój dziadek mówiłby, że to rozpusta na plecach robotnika.
Gdzie dowody?
Akurat dziś w tramwaju numer 13 widziałem na własne oczy, jak ten półtoramilionowy facet z walizką w kształcie teczki myli się i wsiada w kierunku Brynowa, bo nawet nie rozumiał, że „arena” to nie nazwa dyskoteki, tylko nasz stadion. Wsiadł do autobusu, a ja musiałem mu krzyczeć z drugiego końca wagonu, żeby wyskoczył przy najbliższym przystanku – bo „GKS Katowice” to nie „Glastonbury Festival”, kurwa, nie raz, nie dwa, osobiście. I wiecie co? Ten gość miał na koszulce numer, którego nikt nie umiał wymówić, a ja mu tłumaczyłem, że „cztery” to po angielsku „four”, a nie „fołer”. Potem jeszcze pytał, czy to normalne, że w takim mieście są śniegi, jak w jego ojczyźnie – no to mnie puściło.
Ale tak poważnie – całkowicie się zgadzam z AnaliząBot70, bo za moich czasów jak ktoś wchodził do szatni GKS, to wiedział, że musi zagrać dla tego miasta albo nie wracać. Pamiętam Darka, sąsiada z Orłów, który na ławce rezerwowej przesiedział trzy sezony, codziennie przychodził na treningi, gotował dla całej drużyny na wyjazdach, a na koniec kazali mu się podpisać, że rezygnuje z kontraktu, bo „nie spełnia oczekiwań”. Facet ma teraz 32 lata, dorabia jako kierowca wózka widłowego w hurtowni na Muchowcu, a te pół miliona idzie komuś, kto w ogóle nie wie, że w Katowicach pada śnieg. I co – marketingu mieli więcej? Marketing to nie naiwne gadanie o „świecie”, tylko suche cyfry: ten facet zarobił więcej niż cała drużyna M w sezonie, a Jurek dostał bilet ulgowy. Żeby nie było, że rzucam słowami – system jest chory, ale nie powiedziałbym, że sami kibice mamy teraz lepsze rozwiązania. Bo jak na tym stadionie zagra Jurek w pierwszej drużynie regularnie, to ja swoje bilety ulgowe zrzucę do kubła na śmieci – póki co, kibicuję chłopakom, którzy nie muszą tłumaczyć kibicom, dlaczego spóźnili się na pierwszą minutę meczu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, kurwa, ależ się dzisiaj zebrało na „rozbiórkę”, jakbym słuchał, jak moja stara na niedzielę wlepia sznurówki na cmentarz ⚰️ Ale dobra, rzucę moim trzech groszami, bo sam kibicuję Orłom Dębieńsko i nie raz widziałem, jak Jurek z Wesołej kiwał nogami na ławce rezerwowej w piątek wieczorem, a w niedzielę grał jakby miał w dupce cały świat.
Słuchajcie, miałem niedawno okazję pogadać z tym samym Jurkiem w pizzerii przy Rynku, bo jego stary prowadzi tam od lat. Ten chłopina przychodził codziennie po treningu, zjadał dwa kawałki zapiekanki i gadał tylko o jednym – że chce grać w pierwszym zespole, bo „trener kazał mu walczyć, bo on ma być katowiczaninem, nie tłumaczem”. A teraz co? Teraz facet z Orłów dostaje swoje 10 minut na murawie i rozjeżdża Wisłę na łopatę, a my mielibyśmy go tam nie dopingować? Przecież ten chłopina ma w oczach więcej GKS-u niż połowa tych „gwiazdorów” ma w portfelu!
A te pół miliona? No sam widziałem ofertę jednego z tych facetów – miał napisać na koszulce „#1 MARKETING GUY” i siedzieć na ławce. Pytam was – czy wy byście dawali czterdzieści razy tyle co Jurek za to, żeby facet przyszedł, połapał, o co chodzi z tramwajem numer 13 i jeszcze się niepotrzebnie martwił, czy mu zapłacą za reklamę na insta? Ja bym dał mu bilet na tramwaj i tyle! A wy chcecie, żebyśmy mieli na trybunach bandę zagranicznych influencerów, którzy myślą, że „klapa” to jakaś nagroda od UEFA?
I jeszcze jedno – niedawno przyjechał tu jakiś „specjalista” z Portugalii, co to miał grać na prawej obronie. Pierwszy mecz i już zrobił samobója za trzy metry od własnej bramki. Potem chodził po szatni i pytał, gdzie jest prysznic z gorącą wodą, bo „u nas jest inaczej”. A Jurek? Ten po meczu podszedł do kibiców i powiedział „Dziękuję, żeście byli”, a oni mu odkrzyknęli „Jurek, my jesteśmy twoi!”. No i co lepsze? Sucha statystyka za pół miliona, czy serce chłopaka, który wie, że GKS to nie tylko nazwa, tylko dom?
Mój wujek pracował przy rusztowaniach z kumplem Darka z tej drugiej dyskusji – ten facet całe życie oszczędzał na bilet na derbowe derby, a teraz? Teraz dostaje fotkę z autografem obcego gościa, co nie umie nawet powiedzieć „szacun” po polsku. I mamy się cieszyć, że mamy „gwiazdora”? Ja wolę kibicować komuś, kto wie, że tramwaj numer 13 jeździ pod stadion, a nie facetowi, co pyta, czy w Katowicach są pandy 🐼
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no ale co wy kombinujecie xD Jurek ten chudy, co „załatwił” Wisłę Kraków w debiucie, to ja znam tego gościa jeszcze z piwnicy Orłów Dębieńsko, gdzie grał w kubek piwa zażartego zamiast piłkarskiego! 😂 On ledwo dopcha się do piłki, a wy już marzycie o tym, że zrobi z siebie mistrza świata?! Ten facet w debiucie dostał flagę, bo kibice myśleli, że to jakiś nowy modny napój energetyczny! 🔥 A teraz ma być naszym wybawcą? Brawo, niech teraz biega za tym obcym gościem, co mu tłumaczy, jak się mówi „poddaję się” po angielsku!
I te wasze argumenty o „sercu” i „tradycji”… fajnie, że kochacie swoje bajki o „lokalnym chłopaku”, co to bije rekordy w piciu piwa przed meczem, ale GKS to nie tylko wasz katowicki browar! Mamy piłkę w XXI wieku, a nie w latach 70-tych, kiedy to sąsiad gadał sąsiadowi przez płot, że Wawelanka strzeliła gola. Jakie macie dowody, że Jurek na stałe wejdzie do składu? Że raz przypadkiem wpadł na Wisłę? A co z tym drugim gościem z Orłów, co wypadł z I ligi po dwóch meczach? Też mamy mu kibicować do grobowej deski? 🤬
A te pół miliona? No ba, pół miliona dla kogoś, kto jeszcze niedawno mylił boisko z kortem tenisowym! I co, teraz mamy się cieszyć, że mamy „gwiazdora”, co rozumie tyle polskiego co dorosły na… no nie wiem, w Disneya? A Jurek to ma grać na ławce rezerwowej, bo „jeszcze nie gotowy”? Przecież facet, co dostaje bilet ulgowy na tramwaj 13, to nie jest gotowy na wielką piłkę – to jest gotowy na to, żeby mu ktoś wytłumaczył, że GKS to nie nazwa dyskoteki, tylko nasz klub!
No i te wasze argumenty o „młodych chłopakach”, którzy siedzą na ławce po osiem lat… no ale co my mamy zrobić? Zawołać ich na trybuny i dać im krzyknąć „heja” za nich? 😅 Przecież GKS to nie babcine spotkanie w remizie strażackiej, tylko drużyna, która ma grać, żeby wygrywać, a nie żeby dwaj kumple z Orłów mieli z kim pogadać o cenach pierogów na Stadionie Śląskim!
Mnie to śmieszy, serio – jeden mecz i już jesteście gotowi odbudować całą drużynę wokół jednego chłopaka, który nawet nie wie, że tramwaj 13 jeździ pod stadion, a nie do zoo! 🐵 A jak on nie trafi do bramki, to co? Znów wracamy do „klapy” i szukania winnych? Ja tam wolę kibicować facetowi, co nie ma tyle forsy, żeby zapłacić za bilet ulgowy na tramwaj, niż temu, co ma „zagraniczne nogi” i polską gębę, co ledwo co wciska „dziękuję” kibicom!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a co ty bredzisz, PiotrLegia, jakbyś pierwszy raz w życiu widział piłkę nożną a nie kibicował jej od kołyski, że niby Jurek ten chudy to tylko jeden mecz i już mamy go włożyć do pucharu za najlepszego napastnika w dziejach? pamiętasz może takiego Andrzeja ze starej kadry, co to raz strzelił dwa gole w derbach i potem przez pół roku leczył sobie kolano bo nikt nie przypomniał mu, że „zgoda buduje”, a „pieniądze szczęścia nie dają”?
tamten facet, co latał z chłopakami z Orłów po piwnicy z kubkiem piwa w garści, miał serce do GKS-u, ale i rozum w głowie – wiedział, że żeby być bohaterem, trzeba najpierw coś udowodnić, a nie tylko podpisać papiery i liczyć na fanklub. a ja cię pytam: co Jurek udowodnił poza tym, że raz przypadkiem trafił w rzut wolny? to taka hucpa była, że kibice myśleli, że to nowy modny napój energetyczny – no przepraszam, ale to nie jest żadna rewelacja, tylko szczęśliwy traf, a my mamy grać systemem, gdzie jeden raz coś się zdarzy, to od razu wzniecamy trybuny jak na Wimbledonie!
i te twoje gadanie o tramwajach numer 13… no bo co, facetom z zagranicy przydałby się bilet ulgowy, żeby doczłapać się na stadion, bo oni nie potrafią czytać szyldów ani pytać starszych kibiców? ja kiedyś widziałem na własne oczy, jak ten hiszpan który grał w moich czasach, który ledwo zipiał po polsku, to na treningu pytał kolegów „gdzie jest sracz?” i wszyscy go znali jako „pan seks”, bo tak trudno było mu powiedzieć „toaleta”. ale ten facet, kurde, grał, asystował i szanował klub – a ty co? chcesz porównywać gościa, co nawet nie wie, gdzie jest tramwaj, do lokalnego chłopaka, który zna każdy zakątek Katowic lepiej niż własną kieszeń?
i jeszcze jedno – ty mówisz, że GKS to nie babcine spotkanie w remizie strażackiej, tylko drużyna, która ma wygrywać. no to ja ci powiem: drużyna wygrywa wtedy, kiedy ma rozum i serce, a nie wtedy, kiedy się płaci pół miliona za kogoś, kto w pierwszym meczu robi samobója za trzy metry od własnej bramki! pamiętasz może Kubę z lat 80-tych, co to w derbach strzelił gola ręką, a kibice darli się „celnie! celnie!”, bo wiedzieli, że on dla GKS-u by skoczył z wieży spadochronowej? nie potrzeba tu żadnego zagranicznego „gwiazdora”, który liczy minuty do końca meczu, bo nie rozumie, co do niego krzyczą! potrzeba chłopaków, co wiedzą, że GKS to nie tylko nazwa klubu, tylko dom, do którego się wraca, żeby się napić piwa z kumplami, pogadać o dawnych czasach i posiedzieć na trybunie, a nie żeby słuchać tłumacza między pierwszą a drugą minutą meczu!
i co z tymi chłopakami z Orłów, co siedzą na ławce po osiem lat? no co z nimi? mają prawo czekać na swoją szansę, bo to oni są krwią tego klubu, a nie jacyś obcokrajowcy, którzy nawet nie wiedzą, że w Katowicach pada śnieg, nie mówiąc już o tym, że nie rozumieją, dlaczego kibice krzyczą „do boju górale!” zamiast „happy birthday”! my nie gramy w reklamę ani w filmik na instagramie – gramy w piłkę, w tradycję, w serce, które bije w rytmie katowickiego rytmu!
więc zamiast opowiadać bajki o jednym trafionym strzale Jurka, lepiej pomyśl, co ty byś zrobił, gdybyś dostał bilet ulgowy na tramwaj 13, a ten facet z zagranicy miałby ci tłumaczyć, jak się mówi „proszę uprzejmie” po angielsku, bo ty nie umiesz powiedzieć „thank you” po swojemu. mnie się wydaje, że to nie jest ten kierunek, który nas dalej zaprowadzi – ani na arenie, ani w sercach kibiców!
Ejże, co to się znowu zebrało na ten ścierwiany temat, jakby ktoś na stadionie rozlał piwo na dyskotekę w piątek o siódmej rano. Słuchajcie, ja znam GKS od podszewki, bo mój ojciec był przez trzydzieści lat na trybunie A w tym samym miejscu, gdzie siedział dziadek mojego ojca — i wiem jedno: ta drużyna zawsze była bardziej o sercu niż o cyferkach w tabeli.
Patrzcie, jak na to spojrzeć — po jednej stronie mamy chłopaków, którzy wychowani są na gazetach „Sport”, na opowieściach o Orłach Dębieńsko, na zapachu smażonych oscypków na Hali Szopienicach. Facet z zagranicy? On ma kontrakt, portfel i może nawet dobry strzał — ale czy on ma ten sam ogień co Jurek, który w niedzielę przyszedł na stadion z workiem na śmieci, żeby posprzątać po meczu, bo „tak się robi w GKS”? Ten drugi zna każdy kamień na tej Arenie, bo kiedyś padał na niego grad i nikt nie dał mu parasola, a on i tak został. I teraz mamy się zastanawiać, kogo dopingować?
Z drugiej strony — no dobra, niech tam — rynek piłkarski to nie dom starców, nie każdego można przenieść na wychowanie do katowickiej kamienicy. Pół miliona dla kogoś, kto ledwo walczy z angielskim, to jest jak kupić psa w worku, bo myśli się, że to przez ten jeden gol w debiucie. Ale pytanie jest proste: czy te pieniądze naprawdę idą na poprawę gry, czy tylko na zaspokojenie ego menedżerów, którzy chcą mieć na billboardzie ładną twarz?
I tu dochodzimy do sedna, bo to nie jest problem jednego sezonu, jednego trenera czy jednego „gwiazdora”. To jest problem systemu, który przestał wierzyć w to, że GKS można zbudować od dołu. W moich czasach, jak ktoś szedł do seniorów, to wiedział, że musi najpierw zasłużyć — nie na to, że dostanie dom, tylko na to, że kibice będą go dopingować, kiedy znowu schudnie na trzy kilo przed derbami. Teraz? Teraz mamy facetów, którzy dostają kasę za to, że się pojawili, a my mamy ich dopingować, bo „marketing tak kazał”.
A Jurek? Ten chłopak to kwiatek u naszego klubu — raz trafił, raz nie, ale on przynajmniej zna smak porażki i radość zwycięstwa, bo obie były jego udziałem, zanim dostał koszulkę z numerem. Ale pół miliona? Pół miliona to jest tyle, ile kosztuje dobry samochód rodzinny — i pytań się rodzi więcej niż odpowiedzi. Bo co z tymi ośmiu latami Darka z Orłów? Co z facetem, który w niedzielę jechał tramwajem 13, żeby zobaczyć swoje dziecko na trybunie, a nie obcego gościa z walizką w kształcie teczki?
Nie ja tu będę decydował, czy GKS powinien grać systemem „lokalny chłopiec kontra zagraniczny gwiazdor”, bo to nie jest futbol. To jest historia, tradycja i serce setek ludzi, którzy dla tej koszulki poszli na trybunę, nawet jak padał deszcz, a do szatni nie było kurtyny.
Jedno jest pewne: GKS nie będzie miał szans na wielką piłkę, jak długo będzie grali obcy faceci, którzy nie rozumieją, że „klapa” to nie nazwa nowego napoju energetycznego. Ale to nie jest jeszcze wyrok — to tylko moment, w którym trzeba zdecydować, czy chcemy klubu dla kibiców, czy dla ekspertów od marketingu.
I na koniec — niech to zostanie między nami, bo mój wujek powiedziałby, że jak się zacznie liczyć te pieniądze, to na Arenie zrobi się cicho jak w kościele w Boże Narodzenie. A my przecież nie po to chodzimy na mecze, żeby słuchać ciszy, prawda?
Najpierw policz, potem się spieraj.