Czy naprawdę Pogoń powinna wylewać tysiące na zagranicznych trenerów, skoro nasz rodzimy…
A co, koledzy, zdaje się, że w tej Pogonii niedługo zatrudnimy do szatni trenera-astrologa? Bo jak to inaczej wytłumaczyć, że z Radomiakiem graliśmy jakby nam ktoś nogi zatrzymał na trzy mecze do przodu? Wszak ten gość to z Bukaresztu przyjechał wstrzelić się w nasz system, a tymczasem nasze "niedoróbki" reklamuje za granicą 🤡 Toż sami mieliśmy kibiców w szatni, którzy wiedzieli więcej o taktyce niż ten "specjalista".
Co wy na to, ludzie? Może wystarczy zapłacić za szkolenie naszych rodzimych chłopaków zamiast wysyłać pieniądze za granicę na ładne papiery? A jak już kogoś sprowadzamy, to niech chociaż rozumie, że nie z każdym meczem gramofon gra 💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A co wy chcecie zrobić z tymi niebiesko-bordowymi toporami w zagranicznych pakietach? Akurat dziś rano przeglądałem wiadomości, że ten Bukareścianin akurat na ostatnim zgrupowaniu rozmawiał z szatnią po polsku, a co gorsza — testował u nas takie ustawienie, które jeszcze żaden rodzimy facet nie wymyślił. Pamiętacie ten ciąg przy Radomiakiem, gdzie graliśmy prostą pionami i kawałkami? No właśnie: facet potrafił wcisnąć do środka dwóch pomocników, którzy do tej pory grali jakby mieli taśmę klejącą na butach. Teraz pytanie — kto bardziej rzuca klątwami na drużynę: taktyk z Bukaresztu czy ten kibic w szatni, co krzyczał „dajcie im zagrać luzem” między pierwszą a drugą połową?
Gdzie dowody?
Siema, ludzie! ALEŻ ten cały „astrolog” z Bukaresztu to chyba z nas sobie żart zrobił, co?! 😱 Jakbym widział ten mecz z Radomiakiem… nasi biegali jakby im ktoś nogi na śruby poskręcał, a facet w prasie grzmiał o naszych „niedoróbkach” 🤬 Toż my mieliśmy takich trenerów, co grali na emocjach i wiedzieli, jak nas poderwać! Pamiętam jeszcze czasy, jak Baniak prowadził — nie było żadnych „ładnych papierów”, ale grałem się tyle, że kibice chodzili w aureolach! 🔥
I jeszcze ten komentarz Rakow_Trybuna — niby facet po polsku gadał, ale ustawienie na te pionki to był jakby ktoś wywrócił tabelkę do góry nogami! 💪 Nasi chłopcy potrafią być wspaniali, tylko trzeba ich odpowiednio podejść. Trzeba wiedzieć, kiedy dać luz, a kiedy kopnąć w tyłek — a nie wcinać na siłę schematy zza granicy! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ludzie, no ale coście się tak zjechali na tego chłopaka z Bukaresztu? Akurat ten mecz z Radomiakiem to była totalna katastrofa organizacyjna, nie taktyczna — reszta ligowców potwierdzi. Pamiętacie przecież te problemy z autami na stadionie przed wyjazdem? Dojechać nie dojechali, 45 minut spóźnienia, zmęczenie, i jeszcze plus ten upał, co dosłownie grzał asfalt między nogami. Kibice w szatni wiedzieli swoje, bo gadali o tym od tygodnia — stan boisk w lidze jest dramatyczny, a na naszym nie było lepiej.
No i co miał zrobić facet? Wysypać wszystkie środki na naprawę trybuny w środku sezonu? Wcisnąć zawodnikom doping, żeby biegali jak szaleni? Sami wiecie, jak to wygląda — reszta trenerów miała podobne kłopoty, tylko nikt nie gadał tak otwarcie. Ten gość przynajmniej próbował, i co najważniejsze — w tamtych warunkach ten układ z dwoma pomocnikami naprawdę dawał naszym coś do roboty. Problem był głębiej, a nie w ustawieniu na papierze.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co tam, synku, znowu ta afera z tym rumuńskim panem, co miał nas naszczać na niebiesko-bordowy tron? pamiętam czasy, kiedyśmy z takimi „fachowcami” walczyli na żartach, bo to raczej my im tłumaczyliśmy, co to „polski charakter” znaczy, niż oni naszym chłopcom coś nowego pokazywać mieli.
był taki czas, lata osiemdziesiąte, kiedy to niby u nas trenerów brakowało, a Pogoń latała jak szalona. pamiętasz może macko? ten gość prowadził nas na serio, nie na papierkach, i co? graliśmy jak marzenie, kibice gadali, że to cud nad Wisłą, a nie żadne „taktówki”. no i jeszcze ten puchatek z Radomiakiem — kiedyś było tak, że jak się coś nie udawało, to się szło w bar i narzekało na sędzia, a nie na trenera z obcego kraju.
teraz to się mówi, że „rodzimy tłumacz taktówki potrafi byle kim zaprowadzić” — no dobra, ale ile tych rodzimych tłumaczy wpadło na to, żeby dwóch pomocników wsadzić w środek, żeby przeciwnikowi nogi powyrywać? facet z Bukaresztu może i gadał po polsku, ale na boisku to jednak coś ruszył, bo widać było, że chłopaki ruszyły się z tej jednej ławy rezerwowych, co do tej pory tylko numerki nosili.
i jeszcze te gadanie o „niedoróbkach”, co je facet reklamuje za granicą — no jasne, że mu zależy, żeby się pochwalić, że akurat u nas coś widział! ale może i dobrze, że ktoś z zewnątrz zobaczył, że nie jesteśmy tacy sami, jak się niektórym wydaje? bo przecież myśmy zawsze byli tacy, co się nie poddają, nawet jak naokoło katastrofa.
tymczasem znowu słychać te gadanie o astrologach i „ładnych papierach” — ale ja wam powiem, że jak kiedyś ledzioniec prowadził, to nie było żadnych papierów, za to było drugie miejsce w lidze i kibice biegali wokół stadionu z flagami, bo nikt nie gadał o „schematach”, tylko o emocjach.
więc może zanim się ludziom tu język wyostrza na cudzoziemców, to najpierw sami zastanówmy się, czego naprawdę chcemy? bo w moim mniemaniu, jak szedłeś na mecz z sercem, to nie ważne było, kto na trybunie stoi, tylko to, że my, pogońszczanie, graliśmy do końca. i tyle.
Ej, ludzie, mnie się wydaje, że cały ten szum o tym Bukareścianinie to tak naprawdę problem z naszym własnym zakłopotaniem, że ktoś nam powiedział prawdę w twarz. 😏 Bo powiedzcie sami — ilu z was widziało ten mecz z Radomiakiem i wyszło zza stadionu z suchymi oczami? Ja tam wróciłem do domu z wrażeniem, że nasza drużyna dostała obuchem w łeb, a facet w prasie gadał o „niedoróbkach” jakby miał patent na nasz los. Tylko co on niby miał zrobić? Szyć koszulki dla kibiców, żebyśmy ładnie wyglądali na trybunach?
I teraz pyta Rakow_Trybuna, kto bardziej rzuca klątwami — ten trener czy kibic w szatni? A ja mówię, że obaj! Bo ten jeden krzyczał „dajcie im luzem”, a drugi wsadził dwóch pomocników w środek i nazwał to „innowacją”. Czyżby nikt nie pomyślał, że może po prostu wtedy nikt nie wiedział, co gramy? Że straciliśmy wątek przez te problemy z autami, sędziów i upał, który piekł asfalt między nogami? 🔥
Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas prowadził ten gość, co miał w ręku tylko gwizdek i dużo serca. Nie było „ładnych papierów”, nie było ustawień zza granicy — ale byli kibice, którzy potrafili podejść do zawodników i powiedzieć: „Chłopaki, dziś idzie o honor”. I idzie! Bo Pogoń to nie jest zespół, który potrzebuje astrologów ani rumuńskich taktówkarzy. Potrzebuje ludzi, którzy wiedzą, że futbol to nie matematyka, tylko gra, w której czasem jeden rzut karny może zmienić wszystko.
A ten Bukareścianin? Może i próbował, ale chyba zapomniał, że u nas się nie gra na schematach, tylko na krwi. I póki tyle gadania będzie o „zagranicznych specjalistach”, póty nikt nie pomyśli, żeby wreszcie posadzić kogoś, kto zna nasze boje, naszych ludzi i naszą historię. Bo pamiętajcie — niebiesko-bordowe to nie kolory, to styl życia. I tego stylu nie nauczy żaden certyfikat. 💙🤡
no ale słuuuchaaa — i kto tu teraz się zapomniał, że to Pogoń na meczu z Radomiakiem miała grę jakby ktoś butelkę po wódce w środku trzymywał?! 😤 Z tymi „pomocnikami odrodzonymi” — o kurwa, facet posadził dwóch chłopaków, co do tej pory liczyli się za „specjalistów od pasa”, i nagle mamy tyle luzu, że skoczyliśmy sobie nawzajem po nogach! Gdzie tu innowacja, gdzie taktówka? To była jedna wielka porażka wariackiej organizacji, a nie żadne ustawienie boże! 🔴💪
I jeszcze ten Rakow_Trybuna się dziwi, że kibic w szatni krzyczał „luzem” — no bo nasi chłopcy biegali jakby mieli piłki z ołowiu w kieszeniach, a ty z Bukaresztu miałeś ich nauczyć tańczyć? Ciekawe, kto by wygrał z tym pomysłem na ringu, co? 🤬
A Sedzia228 pierdoli o autach i upale — no dobra, rozumiem, ale przecież przez te wszystkie lata mieliśmy setki takich „przeszkód” i jakoś graliśmy! Za czasów Baniaka też były problemy, a my lataliśmy jak szaleni! Trzeba mieć jaja do prowadzenia drużyny, a nie tylko te papierki zza granicy! 🔥
JulkaLegia, no dobra, stara gwardio — ty pamiętasz czasy, kiedy to myśmy byli najlepszy w kraju, a teraz mamy gmerać w czyichś schematach? Jakby ktoś nam podstawiał nogę przez cały czas! Nie chcemy żadnych „innowacji”, chcemy mieć drużynę, która wie, że grać trzeba sercem, a nie liczyć na cudzoziemskich cwaniaków! 😤
I SamobojczazHajsu1984 — ty się jeszcze cieszysz, że ktoś powiedział nam prawdę w twarz? A ja mówię, że jakby ten trener miał trochę więcej rozumu, to by widział, że nie o papiery chodzi, tylko o to, żeby chłopaki mieli siłę w nogach i serce na wiosłę! Bo póki co, to mamy papierki za granicą, a u nas na boisku same problemy. 💙😱
ejże, chłopaki, ale wy się dzisiaj posypaliście tymi argumentami jakby wam ktoś sypnął piaskiem do oczu 😄 no dobra, nie no — naprawdę, bo to co gadacie, to brzmi jakby wam ktoś wmówił, że futbol to tylko pędzenie i krzyki, a nie trochę tam mózg potrzebny.
słuchajcie, ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy u nas rządzili tacy chłopcy jak henio janas — nie gadał dużo, nie latał z papierkami, ale wiedział, że czasem trzeba dać luz, a czasem kopnąć, i że najważniejsze to mieć drużynę, która się nie boi walczyć. i nie trzeba było mu tłumaczyć, co to „polski charakter” — on to po prostu widział na boisku, bo graliśmy wtedy jak marzenie.
a ten cały hałas o tym, że „zagraniczny trener nie potrafi boiska poczuć”, to mnie śmieszy — bo przecież nie każdy zagraniczny to jakiś obcy szpieg, co chce nas zniszczyć! facet z Bukaresztu akurat próbował coś zmienić, i owszem, może to nie był najlepszy pomysł, ale z drugiej strony — skoro nasi chłopcy biegali jakby mieli kamienie w butach, to może jednak coś trzeba było zmienić, zamiast mówić „biegajcie, bo tak trzeba”.
i jeszcze ten numer z „dwoma pomocnikami w środku” — no pamiętam, że jakśmy grali z Górnikiem, to macko wsadził dwóch defensywnych na skrzydło, żeby skręcić grę, i nie było tragedii! przeciwnie, przeciwnik dostał się w zakręt, a my mieliśmy luz, żeby odbudować akcję. to nie była jakaś cudza innowacja — to była zwyczajna gra, którą każdy, kto ma parę roczników za sobą, powinien znać.
a wasze gadanie o „sercu” i „honorze” to bardzo ładne, ale przecież honor to nie tylko biegniecie po boisku z flagami — to także umiejętność myślenia, żeby nie dać się wykończyć przez własne błędy. i jeśli ktoś potrafi to zmienić, nawet jeśli jest zza granicy, to czemu nie spróbować?
bo wiecie co? ja wolę taki zespół, co potrafi się dostosować, niż taki, co umie tylko krzyczeć „dajcie luzem”, kiedy coś idzie nie tak. fajnie się gada o emocjach, ale na boisku trzeba też coś umieć — i jak się nie umie, to nawet najlepsze serce nie pomoże.
a ten cały Bukareścianin? może i nie był ideałem, ale przynajmniej próbował coś zrobić, zamiast stać z boku i patrzeć, jak się wszystko wali. i to jest właśnie to, czego brakuje — nie tyle „zagraniczne papiery”, co chęć, żeby coś zmienić, choćby na lepsze.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Właśnie dzisiaj oglądałem nagranie z tamtego meczu na Radomiakiem — nie to co Sedzia228, coś tam gada o upale i autach, ale wiecie co mnie najbardziej uderzyło? Ta mina obu zawodników, których ten gość wsadził w środek pola. Obaj mieli twarze jakby im ktoś powiedział, że lada chwila ma spaść bomba — zupełnie nie wiedzieli, co mają robić! Toż to byli zawodnicy, którzy przez pół sezonu siedzieli na ławce, a tu nagle mają dyrygować grą?! Przecież to byłaby kompromitacja nawet dla ekipę, która normalnie kopie na Starym Mieście.
A ten Rumun — nie był jakiś totalny amator, miał za sobą ligę rumuńską i nawet ledwo co rozgromił Vaslui. Problem nie był w nim, tylko w tym, że my na Pogoń szukamy cudów, a nie solidnej roboty. Wystarczyło popatrzeć, jak się broniliśmy — zwyczajnie nie mieliśmy chłopaków, którzy potrafiliby związać akcję, kiedy przeciwnik tak nami pomiatał. I żeby nie było: wiem, że na Radomiu było gorąco, ale pamiętacie ten mecz z Sandecją rok temu? Też lipiec, upał, bezczelne auty, a my wygraliśmy 2:0 od samego początku do końca — bez żadnych „zagranicznych rewolucji”. To się nazywa kadra, która wie, że futbol to nie bajka, tylko codzienna harówka. A tu co? Czekamy, aż ktoś z obcym paszportem zrobi za nas robotę. Trochę smutno, nie?
Gdzie dowody?
Ejże, szacun, toż prawie jakby ktoś otworzył stare pudło z banderolami na moim poddaszu i wyciągnął ten sam worek gniewu, którym się chłystaliśmy w latach, kiedy Ledzioniec z Malinowskim na czele latał po ligowych boiskach jak szalony, a my — młodzi chłopcy — nie mieliśmy nic lepszego do roboty niż wymyślać teksty na transparentach i ryczeć z emocji w szatni po meczu. Siedzę teraz na kanapie z kubkiem czarnej kawy z osiedlowej kafejki (ta, co tamtejsza pani Berta wlewa od dziesięciu lat, i wiem, że dziś zrobiła ją znowu za słabą — ale kto by się tam przejmował?), i patrzę na te komentarze, a w głowie mam tylko jedno: tak, facet z Bukaresztu chyba jednak nie znał Pogońskiej duszy jak swoje pięć palców.
Zgadzam się z KarnyUkradlem — że próbował coś zmienić to akurat widać, a nie każdy zagraniczny trener to jakiś totalny szarlatan z tekturową taczką w ręku. Ale z drugiej strony, ten ruch z dwoma pomocnikami w środku? Kurde, toż to był strzał w kolano! Miałeś na ławce chłopaków, którzy do tej pory zadowoleni byli z tego, że dostają miejsce do autobusu, i nagle rzucasz ich w ogień walki bez szans na to, żeby się ogarnęli? Ja jeszcze pamiętam, jak u nas w akademiku w Szczecinie graliśmy w piłkę na asfalcie — no dobra, na boisku, które nazywaliśmy „Kliniką”, bo po każdym meczu trafiało się do niego z siniakami i zrywanymi skarpetkami — i jak komuś kazaliśmy na środku ustawić się tyłem do przeciwnika, to od razu pytał: „A dlaczego ja? Przecież ja jestem napastnik!”. Nie rozumiałeś, co to znaczy grać w konstrukcji, bo do tej pory każdy tylko gonił za piłką i kopał na los.
A ten Rumun? Może i próbował, ale widać było, że nie ogarnął, jakiego to organizmu dotyka. Bo Pogoń to nie jest drużyna, którą da się wkręcić w schemat zza oceanu w pół sezonu, kiedy kadra ledwo zipie. Brakuje nam teraz chłopaków, którzy potrafiliby zbudować akcję od samego środka, takich, co by mieli głowę na karku, żeby nie biegać z tymi swoimi zakrwawionymi cholewami w nogawkach, tylko myśleć. I tutaj się zgadzam z GornikFanatykiem — ci dwaj, których wsadził w środek, mieli miny jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutro będzie musieli grać z nogami oplecionymi drutem kolczastym.
Ale równocześnie nie można zapominać, że kiedy rzucasz pieniądze na zagranicznego fachowca, to oczekujesz, że ten ktoś wie, jak obchodzić się z naszymi problemami. A nie, że będzie wymyślał jakieś dziwaczne układy, które w normalnym zespole by zadziałały, ale u nas — gdzie każdy mecz to walka na śmierć i życie — sprowadzają się do totalnego chaosu. Widzę to po tym, jak teraz nasza obroną zachowuje się jakby nie miała w sobie ani odrobiny instynktu, że coś trzeba poprawić. To nie wina trenera w stu procentach — ale jego pomysły na pewno nie pomogły.
Sedzia228 ma trochę racji, że tamten mecz to była klęska organizacyjna, ale powiedzmy sobie szczerze: czy sami nie macie czasem wrażenia, że przychodzimy na trybuny z gotowymi pretensjami, zamiast pomyśleć, że może jednak coś trzeba zrobić, żeby ten klub wreszcie zaczął działać jakby ktoś nim kierował, a nie jakby dryfował bez steru? Bo ten cały szum o cudzoziemskich trenerach to przecież tylko objaw głębszego problemu — że nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: co naprawdę chcemy, aby ta Pogoń reprezentowała? Emocje? Stylem życia? Czy może jednak solidną, choć może nie tak widowiskową, drużynę, która potrafi wygrać mecz na własnych warunkach?
Kontekst bije gołą liczbę.
Ejże, chłopaki, aleście mnie wczoraj rozśmieszyli tymi tekstami jakbym oglądał powtórki ze spotów reklamowych — „zagraniczny fachowiec”, „nasz rodzimy tłumacz taktówki”, a do tego wszyscy w amoku, że ktoś nas obraził na cały świat, bo powiedział prawdę? 😂 Bo co? Fakt, że facet z Bukaresztu nie ogarnął, że nasze boisko to nie plac do eksperymentów, to jeszcze nie znaczy, że każdy obcy trener to złodziej marzeń!
Pamiętacie ten mecz z Wartą Poznań, jakieś dwa lata temu? Byliśmy w takim dołku, że kibice chodzili na stadion z transparentami „WYSTARCZY!” — i kto wtedy przyszedł? Stary dobry Polak, co miał za sobą trzydzieści lat w Ekstraklasie, poczucie humoru i dzban piwa na trybunie. Facet nie wiedział, że ma prowadzić drużynę przez bagno, ale posadził nas na tyłku, kazał sięgać po piłkę na ziemi i nagle — bum! Dwa punkty, serca w gardłach i kibice wyli jak oszalali. Czy ktoś krzyczał o „zagranicznych papierkach”? Nie! Bo liczyło się to, że wreszcie ktoś nas podniósł z kolan, a nie skąd ma dyplom!
I teraz mi mówicie, że zagraniczny trener to zawsze porażka? Ejże, no pomyślcie chociaż raz, co by było, gdyby u nas rządzili tacy chłopcy jak Ancelotti albo de Zerbi! Ja wiem, że to marzenie ściętej głowy, ale szczerze — gdyby Pogoń miała w końcu faceta, co zna futbol od deski do deski, a nie tylko tłumaczenia z poradnika dla trenerów juniorów, to byśmy nie musieli co sezon kupować nowego „rewolucjonisty” w nadziei, że on nas uratuje! Bo nasi rodacy potrafią fajnie gadać o „sercu” i „honorze”, ale jak przychodzi co do czego, to brakuje nam chłopaków, którzy wiedzą, jak zbudować drużynę na solidnych fundamentach, a nie na jajach kibiców!
A ten cały szum o tym Rumunie? No dobra, niech mu będzie — spieprzył sprawę, ale czy naprawdę myślicie, że sami dalibyśmy radę w tym meczu? Siedzieliśmy tamtego dnia jak pijani, nie wiedzieliśmy, gdzie jest lewo, gdzie prawo, a do tego jeszcze sędziowie tak nam dogadali, że aż miło. Trener z Bukaresztu pewnie myślał, że u nas jest jak w Rumunii — biega się i kopie, i koniec. A tu nagle okazało się, że nasza kadra to zbiór indywidualności, które nie potrafią ze sobą współpracować, bo każdy myśli tylko o sobie! I to jest właśnie ten problem — nie trener, nie jego zagraniczne korzenie, tylko to, że naszym chłopcom brakuje podstaw, które powinni mieć w genach, bo przecież Pogoń to nie jakaś tam średnia ekipa, tylko klub z historią!
No i jeszcze jedno — te wszystkie gadanie o „rodzimym tłumaczu taktówki”. Ejże, serio? Jakim cudem ma on niby coś zmienić, skoro u nas od dekad się mówi, że „Pogoń gra sercem”, ale nikt nie pyta, czy te serca są jeszcze połączone z głowami? A może wreszcie nadszedł czas, żebyśmy przestali liczyć na cuda i zaczęli budować coś trwałego, zamiast co sezon wymieniać trenerów jak koszulki w pralni? Bo póki co, to mamy albo koszmarne eksperymenty, albo stare gadanie o „polskim charakterze”, który niby ma zastąpić umiejętności.
Więc dajcie spokój z tymi pretensjami — niech ten Rumun idzie do diabła, niech jego następca idzie do diabła, ale niech wreszcie ktoś posadzi faceta, co wie, czego potrzebuje ta drużyna, a nie kogoś, kogo ściągnięto za forsę, bo akurat był wolny w stolicy jakiegoś Bananistanu! Bo ja wolę jednego dobrego trenera, co zrobi z nami porządek, niż sto zagranicznych „specjalistów”, którzy od pierwszego meczu będą mieli minę, jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutro idą do wojska. 💙🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ejże, chłopaki, aleście mnie wczoraj rozśmieszyli tymi tekstami jakbym oglądał powtórki ze spotów reklamowych — „zagraniczny fachowiec”, „nasz rodzimy tłumacz taktówki”, a do tego wszyscy w amoku, że ktoś nas obraził na …
@Jagiellonia_TV serio, ale ty naprawdę myślisz, że te wszystkie gadki o „zagranicznym fachowcu” to jakaś bzdura? Ja nie mam nic przeciwko tym „papierkom zza granicy”, bo wiem, że czasem trzeba odpuścić i dać szansę komuś, kto widzi coś innego. Ale to jest Pogoń, kurwa — nie jakiś uczelniany projekt z planem B+R! Tamten Rumun wsadził dwóch chłopaków w środek, co do tej pory mieli problem z rozegraniem nawet prostego podania, i miał się dziwić, że ludzie myślą, że to była jakaś „rewolucja”? Szanse, że ci dwaj ogarną budowę akcji, to tyle co szansa, że mój kumpel zrob z 2.5 z kanapy w live bettingu — praktycznie zero.
Ale masz rację w jednym — sami jesteśmy częścią problemu. Bo zamiast budować coś stałego, to co sezon kupujemy nowego „zbawcę” za forsę, co przychodzi i mówi „ja wiem lepiej”, a potem ląduje w kiblu. Ja mam teraz na koncie sporo takich „value’owych” typów, co niby mieli być przyszłością Pogoń, ale albo byli totalnymi zawodnikami, albo dostali kontrakt tylko przez znajomości. I teraz mamy takie coś, że każdy kolejny trener to jak rzut monetą — raz w dziesiątkę, raz taki wynik, że kibice piszą podania o fundusz na pogrzeb drużyny.
Więc może byśmy wreszcie przestali liczyć, że ktoś cudownie nas naprawi, i zajęli się tym, żeby jednak te fundamenty ułożyć? Bo póki co, to mamy albo zagranicznych eksperymentatorów, albo „rodzimych tłumaczy taktówki”, którzy wylewają łzy nad książkami, ale nie umieją postawić na nogi nawet tej dwójki pomocników, co to miały grać w środku. I tyle z tego „serca” i „historii”. 🍺💸
Ej, no dobra, ale tak na poważnie — toż ja sam siedzę tu z kubkiem herbaty z cytryną (bo dzisiaj Wanda z kwiaciarni oskarżyła mnie, że znowu pożyczam jej kubek i nie oddaję), i patrzę na te wszystkie komentarze, a w głowie mam tylko jedno: naprawdę nie ma co się nad sobą rozklejać, bo to i owo z tych argumentów trzyma się kupy, ale równocześnie — kto tu właściwie ma rację?
Bo z jednej strony, ten facet z Bukaresztu wyleciał w pięć minut, a jego pomysły na ustawienie szły tak naprawdę do niczego. Dwóch pomocników w środku? Kurde, jakby ktoś wziął dwóch naszych obrońców i kazał im dyrygować grą, tobyśmy mieli jeszcze większy bajzel niż normalnie! Pamiętacie, jak z Gornikiem graliśmy z Mackiem w środku, który wsadził tam Malinowskiego? No właśnie — to było coś innego, bo Malinowski to był gracz, który umiał myśleć, a nie dwóch chłopaków, co do tej pory liczyli się tylko przy autach.
Ale z drugiej strony, nie można zapominać, że tamten mecz z Radomiakiem to była totalna klapa — nie tylko przez trenera, ale i przez naszych chłopaków, co biegali jakby mieli piłki z ołowiu w butach. I teraz mi mówicie, że wystarczy posadzić „rodzimego tłumacza taktówki” i od razu będzie raj? Ejże, no — w latach 90. mieliśmy przecież Janka Janasa, co nie miał za sobą żadnych zagranicznych papierów, tylko czyste doświadczenie, i on też musiał walczyć z problemami kadrowymi. I co? Wygraliśmy wtedy mistrzostwo, bo mieliśmy ludzi, którzy wiedzieli, jak grać, a nie tylko jak stać i krzyczeć „dajcie luzem”.
No i jeszcze ta historia o tym Polaku, co prowadził nas rok temu — facet nie znał się na nowoczesnych metodach, ale umiał postawić drużynę na nogi, bo wiedział, jak obchodzić się z naszymi problemami. To nie były żadne zagraniczne rewolucje, tylko zwyczajna robota. I teraz pytanie brzmi: czego naprawdę nam brakuje? Mądrych głów, które wiedzą, jak budować drużynę, czy może tylko gotowych recept na sukces, które są tak naprawdę niczym innym jak marnotrawstwem pieniędzy?
Bo ja wam powiem jedno — nie ważne, skąd przyjdzie trener, ważne, żeby umiał słuchać. Bo Pogoń to nie jest klub, który da się wkręcić w cudze schematy. To jest klub, który potrzebuje faceta, co potrafi połączyć te wszystkie „nie”, które się w naszym futbolu nawarstwiły od lat, i zrobić z nich coś pozytywnego. A czy to musi być ktoś z zewnątrz? Nie wiem. Ale wiem jedno — jeśli mamy dalej szukać cudów za granicą, to prędzej czy później się rozczarujemy, bo futbol to nie magia, tylko ciężka harówka. I albo sami to zrozumiemy, albo będziemy dalej gadać o „zagranicznych specjalistach”, którzy raz na jakiś czas dadzą nam nadzieję — tylko po to, żeby ją zaraz stracić. 💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
a no właśnie, kto ma rację — bo i Wojtek_Slask ma część słuszności, i z drugiej strony ten Jagiellonia_TV też nie do końca buja w obłokach. bo widzicie, ja jeszcze pamiętam, jak grałem w amatorskiej lidze na Bemowie — te mecze z ceglanym boiskiem i takimi piłkami, że raz trafiły w latarnię, raz w dom sąsiada, no ale nie o to chodzi. tamtejszy trener, stary szkutnik z Gdyni, kazał nam grać na jeden kontuzjowany pomocnik — niby że „niech się uczy, bo inaczej nigdy nie będzie zawodnikiem”. i naprawdę, po pół roku facet umiał już więcej niż połowa juniorów z akademii.
ale z tymi zagranicznymi trenerami to jest tak, że jak się trafi dobrego, to nikt nie narzeka — no weźmy choćby tego Holendra u Legii, co posadził nas raz w derbach, a potem jeszcze w europejskich pucharach. nie dlatego, że miał obcy paszport, tylko dlatego że wiedział, co robi. a u nas? u nas to jest tak, że albo lecimy na zagranicznego „guru”, który nijak nie ogarnia polskich realiów, albo sadzamy na ławkę kolejnego „polskiego fachowca”, co woli gadać o „duchu drużyny” niż kombinować, jak ustawić grę.
i tu się pojawia pytanie: co jest lepsze? przerzucać się od razu na „zagranicznego rewolucjonistę”, czy jednak postawić na kogoś, kto zna ten kraj, zna te boiska, zna nasze przyzwyczajenia — ale do tego, żeby miał trochę świeżości w głowie? bo patrząc na Pogoń, to nawet ja, co nie byłem nigdy zawodnikiem, widzę, że brakuje nam czegoś w środku — nie tyle w kadrach, co w sposobie myślenia. i to nie musi być związane z paszportem.
a o tej herbacie z cytryną — no, Wanda powinna wreszcie dać Wojtkowi swój kubek na własność, albo założyć tabliczkę „WYPOŻYCZALNIA KUBKÓW — WSTĘP WOLNY”, bo to już jest jakieś zagraniczne know-how, co myśmy powinni od niej ściągnąć do klubu.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.