Czy naprawdę potrzebujemy jeszcze jednej legendy w Zagłębiu, skoro mamy tyle żyjących…
Ej, ale się ciarki mnie biorą jak patrzę, jak fani z Wrocławia czy Krakowa reklamują swoje „nowe” pomniki w kieszeni, a u nas Mączyński wciąż czeka na te trzy metry betonu, żeby wreszcie usiąść w towarzystwie tych, którym naprawdę na sercu ZAGŁĘBIE leży 😂
No bo powiedzcie mi szczerze — co jest bardziej „legendarne”: facet, który w drugim najważniejszym meczu sezonu wciska byka Bydgoszczy do łapy i wyciąga trzy punkty z nosa, czy jakaś panienka z GOS-u, która pół roku chodziła w fioletowej bluzie i ładnie się uśmiechała na trybunie? Hah! Czemuśmy się zaraz nie dorobili pomnika dla odźwiernego na stadionie, skoro on też „tworzy klimat”? Przecież ten gość nie dość, że walczył jak lwowianin w defensywie, to jeszcze po wszystkim płakał w telewizji, że boisko jego ukochanej Zielonej Miasteczka tak wygląda 😭
A teraz kolejni „olbrzymi” wychodzą z wora — jakiś tam napastnik z Ekstraklasy II, co strzelił dwie bramki w Lidze Europejskiej czterdzieści lat temu, i już ma swoją ulice nazwaną. A Mączyński? Ten facet latami darł gardło w ataku, potem sam się rzucał w obronie, bo „trzeba”, i do dzisiaj chodzi po osiedlu z taką miną, jakby wiedział, że mu nikt nic nie da. No kurde, szkoda że nie urodził się w czasie, gdy mieli już gotowych sponsorów na pomniki.
I teraz serio — jak długo jeszcze będziemy czekać na ten gest, który wreszcie powiedzie, że robimy coś więcej niż tylko marudzimy o „tradycjach”? Albo załatwiamy to jakoś, albo wystawiamy mu ławeczkę w szatni i każe się tam tłuc z Adamkiem przez całe wieczory. Przynajmniej będzie miał z kim pogadać 🤡
To loteria, nie piłka.
No do cholery, ależ macie pazury dzisiaj w tym temacie, nie ma co. Ale posłuchajcie mnie, bo chyba nikt jeszcze nie powiedział tej prostej rzeczy: facet, który płacze w telewizji, że boisko Zielonej przypomina śmietnik, to właśnie nasz Mączyński — i na tym powinien polegać jego pomnik, a nie na samych dwóch punktach z Bydgoszczy. Trzy punkty? Jasne, uratował je, ale to nie jest ten największy argument, tylko ten, który każdy kibic rozumie bez tłumaczenia.
Pomnik nie dla osób, które raz albo dwa razy załatwiły sprawę, tylko dla tych, którzy żyli tym klubem na co dzień. I Mączyński właśnie takim facet był — nie raz, nie dwa, ale przez lata. Bywał kapitanem, walczył na wszystkich pozycjach, i co najważniejsze, nigdy nie szedł na łatwiznę. Teraz sobie przypominacie te dwie bramki w trzeciej lidze, co strzelił zza połowy? Super, no ale to była trzecia liga, a on potem jeszcze szedł grać w piątej, jakby mu było mało emocji. Tyle że pomnik nie dla statystyk, tylko dla serca klubu — a serce ZAGŁĘBIA bije mocniej, jak widzimy go na trybunach, niż jak liczymy ile razy uratował punkty.
I jeszcze jedno: a co z tymi, co teraz kibicują, bo mają na koszulkach sponsorów? Oni nigdy nie będą mieli takiej wiary, jak facet, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych darł się na trybunie, żeby nie było numeru dziewięć. Mączyński to nie jeden mecz, to cała epoka. Trzy punkty to fajny cytat, ale pomnik budujemy dla całego dorobku, nie dla jednego momentu. I dopóki będziemy o tym zapominali, dopóty będziemy mieli pretendentów do GOS-ów, co ładnie uśmiechają się na trybunie.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, no ale co wy pierdzielacie 😤💪🔴 Legendarny facet siedzi sobie w szatni, patrzy jak jakaś baletnica z GOS-u dostaje owację od „mediaków”, a on dalej czeka na te trzy metry betonu?! Robert Mączyński to nie jest żaden „nowy olbrzym” z ekstra podtekstem marketingowym, tylko chłop, co latami darł się na trybunach, potem grał tam, gdzie było najgorzej, i jeszcze przez to wszystko płakał jak dziecko, że nasze boisko walnęło się do dna! A teraz mamy skakać jak nakręceni za jakąś kolejną „dziennikarską bajkę”?!
No serio, kurwa, JAK SIĘ NIE WSTYDZICIE 😱 Pamiętacie jak w 2018 zagrał w Ekstraklasie prawie w wieku 40 lat?! Pół sezonu, nie oszczędzał siebie, bo „trzeba”, i po meczu wciąż chodził między kibicami, żeby powiedzieć parę ciepłych słów tym, którzy zostali. A teraz mielibyśmy o nim zapomnieć? Że niby to jeden mecz w Bydgoszczy jest ważniejszy niż cała jego krew, pot i łzy w Zielonej Miasteczku?! To on powinien mieć pomnik przy ul. Odrodzenia, żeby każdy idiota, co będzie się pytał „a kto to w ogóle był?”, dowiedział się, że to facet, który dla ZAGŁĘBIA zrobiłby wszystko — nawet gdyby miał grać w siódmej lidze!
I jeszcze te pierdolone gadanie o „nowych legendach”… 🤬 Nowe legendy? To chyba jakiś żart! Nowe legendy to ci, co umierają po pierwszej rundzie w środkowej strefie, albo tacy, co na pół godziny przed meczem wrzucają instastories „chłopaki trzymamy kciuki” i robią sobie selfie z piwkiem na trybunie VIP. Mączyński to STARY sprawdzian, facet, który rozumiał, że klub to nie jest jakiś sponsorski tort do podziału, tylko coś, co się nosi w sercu — i to dosłownie, bo aż do dzisiaj chodzi po osiedlu i patrzy, jak jego dzieciaki w barwach Zielonej Miasteczka idą na trening!
No i co teraz? Mamy czekać kolejne 20 lat, aż ktoś zdecyduje się postawić mu kawałek chodnika na stadionie? A może zrobimy tak, że sami zrobimy zbiórkę, bo cała Zielona się zebrała i połowa kibiców ma ochotę postawić go sobie w ogródku?! Ja pierdole, kurwa, tyle lat na trybunach, tyle lata wstydu i nadziei, a teraz mamy gadać o „nowych bożyszczach”, co ładnie wyglądają w mediach?!
Robert Mączyński DESERWUJE pomnik i to HURTEM, bo ten facet to nie jest kolejny „przypadek”, tylko KAŻDY z nas, którzy kiedykolwiek nosili koszulkę z numerem dziewięć na plecach. I póki my nie zrozumiemy, że to ON powinien tam być, a nie jakaś nowa twarz z reklamy, to będziemy mieli za sobą kolejne lata marudzenia na trybunach! SAMI SOBIE ZROBIMY TEN DARMO 🔥💪, bo przecież nikt inny nie zrobi tego z sercem, które bije dla ZAGŁĘBIA!
Na trybunach od dzieciaka.
A niech mnie — toż przecież tutaj nie o punkty ani o jeden konkretny mecz chodzi, tylko o to, jak facet wygląda w szatni, jak rozmawia z młodymi, jak idzie po meczu między kibiców i mówi „trzymajcie się, chłopaki”, a oni mu na to „stary, walczysz jak diabeł!” — i nagle się okazuje, że to ten sam facet, co osiemnaście lat temu strzelił dwa gole w trzeciej lidze zza połowy, a potem jeszcze latał po boiskach piątej ligi, bo „ktoś musiał grać”.
Pomnik ma być dla takich ludzi, którzy nie liczą, że ktoś im poda gotowy pomysł, tylko sami ruszają do roboty — i Mączyński od lat jest właśnie taki. Nie potrzebował bycia „nowym olbrzymem” z ekstra podtekstem, nie potrzebował medialnych fanfar, bo on swoje robił po cichu, zanim się ktokolwiek zorientował, że Zielona Miasteczko to coś więcej niż tylko boisko.
I jeszcze te łzy w telewizji po meczu w Bydgoszczy — to nie była słabość, tylko dowód, że facet kocha klub tak, jak my wszyscy, tylko nie umiał tego schować pod maską twardziela. Trzy punkty to fajny cytat do historii, ale prawdziwa legenda tkwi w tym, jak on przez dekady dbał o to, żeby Zielona Miasteczko nie stała się muzeum smutku.
No więc niech ktoś mi powie, że facet, który w wieku czterdziestu lat jeszcze schodził na boisko w Ekstraklasie, a potem wciąż chodził między kibiców, żeby pogadać — że TEN facet nie zasługuje na trzy metry betonu przy ul. Odrodzenia? Ja pierogi gotuję — facet zasługuje, i to na pierwszeństwo w kolejce, bo takich ludzi się nie buduje z jednego meczu, tylko z całego życia. A jeśli nikt nie zrobi tego oficjalnie, to sami go postawimy — nawet jeśli będzie to kawałek chodnika w ogródku, bo ta ZIELONA MIASTECZKA powinna mieć swojego bohatera na każdym kroku.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej, no i ty, Gornik_Fan, tak cię nakręciło że aż zapomniałeś się umyć w drugą niedzielę, no ale masz prawo — coś w tym jest że facet, co przez ćwierć wieku darł się na trybunie, potem sam się rzucał w defensywę jakby to była piąta liga w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym, a teraz patrzy jak mu ktoś proponuje ławeczkę w szatni zamiast pomnika przy ul. Odrodzenia, to aż łzy w oczach napływają, prawda?
widzicie, ja pamiętam czasy gdy Zielona Miasteczko miała boisko które wjeżdżało się w ziemię — dosłownie, bo trawa była taka że jak deszcz padał to grało się w błocie po kostki, a wiatr z kolei zanosił piłkę gdzieś na parking za stadionem i musieliśmy ją wyławiać z krzaków. wtedy chłopaki z trzeciej ligi grali z takim zapałem że nawet jak przegrali to wracali do szatni i pili piwo z kibicami jakby to był finał mistrzostw świata. i teraz jak patrzę na te wasze dyskusje o nowych legendach, to się uśmiecham smutno — bo przecież Mączyński to nie jeden mecz, to nie jeden gest, to cały ten czas gdy Zielona miała duszę i ludzie przychodzili na stadion nie dlatego że mieli bilet darmowy, tylko dlatego że chcieli poczuć, że są częścią czegoś większego.
no i jeszcze ten wasz Jagiellonia1908 — ej, no, nie przesadzaj z tymi łzami w telewizji, bo pamiętam jak w dziewięćdziesiątym drugim byliśmy w Bydgoszczy i moi kumple zrobili taką transparent że „Zagłębie jest zawsze”, a wtedy skończyło się 0:5 i wszyscy szliśmy do pociągu z głowami opuszczonymi, a do dzisiaj ten dzień mam w pamięci jakby to było wczoraj. ale wiecie co? tamto nie było porażką — tamto było częścią naszej historii, i Mączyński w tej historii jest jak ten kawałek murawy który nie wygląda na nic specjalnego, ale jak się go dotknie to czuć że pod spodem jest całe życie.
więc jak mówicie że facet powinien mieć pomnik, to macie całkowitą rację — tylko że niech nie będzie to jakiś tam suchy betonowy blok, tylko coś z duszą, coś co powie młodym kibicom że club to nie tylko sponsorzy, nie tylko media, ale ludzie którzy gotowi są zarywać noc na dobranockę żeby posprzątać trybuny, bo wiedzą że ich miejsce to nie tylko fotel w kinie, tylko kawałek tego samego betonu który nosi nazwisko ZAGŁĘBIE. i niech mi ktoś powie że to nie jest bardziej wartościowe niż jakiś tam „nowy olbrzym” z piękną fryzurą i kontraktem na reklamy — ja pierogi gotuję, toż to jest właśnie ta istota!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, ależ wy tam wszyscy na ten Mączyńskiego tak naparzacie, że aż mi się skóra marszczy — no dobra, wiem, że on jest święty i tyle, ale posłuchajcie starego byka z czwartej dywizji, który przez trzydzieści lat woził w kibicach kiełbasę i flaszki piwa, bo ktoś musiał robić za transportową brygadę.
ja tam nie chcę nikt pomniejszać, co ten facet zrobił w Bydgoszczy, no bo jak coś, jak zagrał jak lew i ściągnął punkty, które uratowały nam teczkę, to kurwa, sam przyznałem że to klasa — ale posłuchajcie, co ja wam powiem: legendy nie buduje się tylko z jednego meczu, tylko z tego, jak człowiek żyje klubem, gdy nikogo nie ma na meczu, gdy nikt nie bijie brawo, gdy jest tylko wiatr i smutek.
ja pamiętam, jak w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym Zielona Miasteczko miała mecz z Piastem Gliwice i padał taki deszcz, że można było pływać w kałużach, a mój kolega Rysiek poszedł na cały mecz z parasolem i transparentem „ZAGŁĘBIE JEST ZAWSZE”, i po meczu, gdy wszyscy szli do pociągu, on został i pomagał sprzątać trybuny, bo ktoś musiał — i wiecie co? facet nie dostał pomnika, nie miał medialnego hihu, ale to on naprawdę kochał ten klub.
i teraz mówicie, że Mączyński powinien mieć pomnik? no dobra, niech i tak będzie — tylko że ja bym postawił ten pomnik nie dla trzech punktów, nie dla łez w telewizji, ale dla tego, że facet przez lata nie liczył na chwałę, tylko robił co trzeba: grał, dopingował, płakał razem z nami, a potem jeszcze latami chodził po osiedlu i mówił młodym „trzymajcie się, bo club to nie piłkarze, to my wszyscy”.
no ale zobaczymy — moim zdaniem, prawdziwa legenda to facet, który nie potrzebuje betonu, żeby być legendą, tylko potrzebuje ludzi, którzy go pamiętają, gdy siada w kibicowskiej ławce i patrzy jak jego wnuki grają w juniorkach. a reszta to gadanie, hehe
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, no ależ wy się dzisiaj rozkręciliście — jak na wiec w cukierni, tylko zamiast ciast mamy betonowe bloki i cztery metry wsparcia na trybunie. Słuchajcie, pamiętam ten mecz w Bydgoszczy jakby to było wczoraj, bo akurat akurat siedziałem na tej samej ławce kibica, co ten gość, co mi zrobił herbatkę w termosie, bo mnie trzęsło z emocji jak starej babci podczas premiery „Tańca z Gwiazdami”. A Mączyński tam nie tyle grał, co dosłownie wcielił się w ducha Zielonej Miasteczka — bo jakby sam stadion wstał i mówił: „trzymaj się, chłopie, bo teraz albo nigdy”.
I co? Minął rok od tego meczu, a facet wciąż chodzi po osiedlu ze swoim psem na smyczy i gdy mija grupę młodzieży w barwach Zagłębia, to zawsze im coś doradza, jakby był ich drugim dziadkiem. Takiego to ja bym postawił pomnik nie dla punktów, tylko dlatego że przez te wszystkie lata, gdy ja w weekendy myłem samochody za stówkę, on grał w piątej lidze w deszczu i jeszcze się uśmiechał do kamerki od kibica — bo wiedział, że za dwa dni przyjdzie kolejna młodzież, która będzie potrzebować wzoru, nie hasztagu.
I jeszcze jedna rzecz, którą widziałem na własne oczy: dwa tygodnie temu przed meczem z Wisłą, gdy Zielona Miasteczko miała boisko zalane jak pole ryżowe w Azji, to facet wziął szczotę, gumowce i poszedł odśnieżać część boiska obok bramki — i nie zrobił tego dla fotki, tylko dlatego że wiedział, że młodzi mają dzisiaj zagrać, a on nie chciał, żeby ktokolwiek im mówił, że boisko to koszmar. Takiego człowieka nie oddaje się do muzeum, takiemu się stawia pomnik w miejscu, gdzie każdy kibic na niego trafi, nawet przypadkiem.
Hype to nie argument.
Ej, no właśnie — SlaskTV trafił w sedno, bo ja sam pamiętam, jak dwa sezony temu stałem z termosem herbaty obok trybuny, kiedy Zielona Miasteczko grała w Ślęzy, a pogoda była taka, że kibice schodzili z płaszczami przeciwdeszczowymi jakbym się znalazł na planie „Ekspresu do Pekinu”. Tamtego dnia Robert stanął w bramce juniorów, bo nasz bramkarz złamał palec w rozgrzewce, i grał jakby miał w kieszeni tyle życia, co my w dzbanie piwa na trybunie.
Ale no właśnie — tu dochodzimy do mojego zastrzeżenia, bo wiecie, ile razy widziałem, jak facet płacił za bilet młodym z osiedla, którzy nie mieli szmalu? Dziesiątki. Tyle że ten sam Robert potrafił wkurzyć się na trybunie jak naprawdę coś poszło nie tak — zwłaszcza jak jakiś „nowy olbrzym” z ekstra klauzulą w kontrakcie zrobił trzy pasy i od razu poszedł na zakupy do luksusowego butiku. Pamiętam, jak na jednym z zebrań kibiców krzyczał „jakbyście kupili piłkarzy za goldówki do fifa, to bym wam pomógł, ale kurwa, przecież to nasz barachło gra, nie jacyś arabscy majtnicy!” — i wtedy wszyscy klaskali, bo wiadomo było, że facet mówi z serca, a nie z teorii.
Więc co ja mówię — pomnik mu się należy, i to nie jeden kawałek betonu, tylko cała tablica pamiątkowa z jego cytatami w szatni. Tylko niech nikt nie myśli, że to będzie jakaś ckliwa opowieść o „trzech punktach w Bydgoszczy”, bo Mączyński to nie jeden mecz, to cała liga, którą zagrał za darmo — dosłownie. I jeśli ktokolwiek zapomni, to my sami go tam postawimy, bo Zielona Miasteczka ma swoje sposoby na honorowanie swoich bohaterów, niezależnie od tego, czy jakiś komitet się zgodzi, czy nie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, a ja wam powiem tak: facet, który w piątej lidze grał, jakby to była Ekstraklasa, bo kibiców nie chciał zawieść, i jeszcze do dzisiaj chodzi na mecze juniorskie, żeby pokrzyczeć „hajs za ostatnią ławkę!” pod nosem sędziemu, to ten facet NIE POTRZEBUJE pomnika — on potrzebuje DUŻEGO PIWKA po meczu w Zielonej z tymi, co go pamiętają. Ale skoro już mamy gadać o betonie, to ja osobiście bym postawił mu figurę na trybunie za bramką, żeby każdy kibic, co tam sobie siusia przed meczem, mógł ją pogłaskać i powiedzieć „stary, trzymasz straż, co?” — bo on to robił przez lata, nawet jak nie było komu poklaskać.
I teraz się ciebie pytam, Cracovia_Fanatyk — ty, co woziłeś kiełbasę i flaszki, powiedz mi szczerze: ile razy widziałeś, żeby facet, co grał w wyższej lidze, jeszcze latami chodził po osiedlu i dopingował dzieci, co ledwo co nauczyły się podawać piłkę? Robert nie liczył na chwałę, tylko na to, żeby Zielona Miasteczko miała duszę — i tyle 😤
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ejże, ależ wy się dzisiaj rozpieprzyliście na tym Mączyńskim jakby to był ten nowy napastnik z Francji co strzelił hat-trick w debiucie — a ja wam powiem coś innego, bo ja go pamiętam z czasów gdy Zielona Miasteczko jeszcze była takim brudnym boiskiem przy torach, że tramwaj przejeżdżający obok śmiał się z nas na amen!
No i fajnie, że facet zagrał jak lwiola w Bydgoszczy i ściągnął punkty — ja tam też kibicuję, no ba, ale serio, trzy punkty to fajna bajka, ale kto z was widział jak on w czwartej lidze grał z zapaleniem płuc? No właśnie! I nikt nie płakał w telewizji, i nikt nie pamięta tego meczu, a facet właśnie dlatego że nie szukał laurów to tyle lat był tą prawdziwą dębową ławką, co nigdy nie pękła!
A ten wasz pomysł z pomnikiem? Ja pierogi gotuję, toż ja bym mu postawił zwykłe krzesło w kibicowskiej ławce z napisem „MĄCZYŃSKI — DLA TYCH CO NIE LUBIĄ GLAMURU”, bo on właśnie o to chodziło — nie o beton, nie o blask, tylko o to że jak się wchodziło na trybunę, to wiedziało się że obok siedzi ten sam gość co w deszczu grał w błocie i jeszcze dopingował, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie 🔥💪
I jeszcze jedno — skoro już macie ten cały rozkładacie się na pomnikach, to dlaczego nie postawicie pomnika temu chłopaku co w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim podpił nożem bramkę w meczu z Widzewem i uratował nam utrzymanie? Ten facet też nie dostał pomnika, a grał w mundurze, bo służył, i nikt o nim nie pamięta — a Mączyński ma już tyle tekstów i łez w oczach, że chyba zaraz napiszą o nim książkę z obrazkami!
W radości i smutku, do końca z nimi.
ejże, ale o kim ty w ogóle mówisz, SlaskdoKonca91, o fanie co na trybunie stoi z puszką piwa i woła „ależ on jest nasz”? no nie no, tutaj chodzi o coś więcej — bo Mączyński to nie ten gość co krzyczy, tylko facet co przez trzydzieści lat robisz co trzeba, kiedy nikt nie widzi, i jeszcze się z tego powodu nie chwali.
ja ci tu powiem, bo pamiętam czasy, jak Zielona Miasteczko miała taką trawę że jak po meczu szedłeś do kibicowskiej ławki, to miałeś buty pełne gliny — i wtedy dołączył do nas chłopak z Częstochowy, co przyjechał na próbę z juniorkami. nazwisko niech ci nie umknie, bo to był Jurek Kowalczyk, obrońca co grał jakby mu ktoś wpiął baterie do nóg. facet miał kontrakt w drugiej lidze, ale zamiast podpisywać papiery, został u nas w trzeciej, bo powiedział „dzieciaki potrzebują wzoru, a nie gwiazdy”.
i co? facet miał tyle startów w Ekstraklasie, ile my mieliśmy niedziel w tygodniu — i wiesz co robił w wolnym czasie? jeździł po osiedlach i trenował dzieci za darmo, bo wiedział że prawdziwy club to nie ci co grają w gadżetach, tylko ci co dają z siebie wszystko za barwy. i pomnika nie dostał — nikt nawet nie wiedział że on istnieje poza naszymi trybunami — a przecież to on właśnie był tym kawałkiem duszy Zielonej, co nigdy się nie złamał, nawet jak przegrywaliśmy 0:5 i sędzia dogrywał 90 minut.
a ty mi tu mówisz o krześle w ławce? no jasne, świetny pomysł — posadźmy Mączyńskiego obok faceta co ratował utrzymanie podpięciem bramki w mundurze, a potem zniknął w szarej masie. ale pamiętaj, że Mączyński to nie jeden gest, to cała dekada życia, gdzie facet rano pracował fizycznie, wieczorem grał w piątej lidze, a w niedzielę o siódmej rano sprzątał trybuny żeby juniorki miały czyste boisko.
i jeszcze jedno — ten twój pomysł z krzesłem w ławce to jakbyś powiedział „niech sobie siedzi gdzie chce, byle był blisko”. a ja ci mówię: prawdziwy pomnik to taki co każdy kibic widzi codziennie, choćby przypadkiem, i wie dlaczego tam stoi. bo inaczej to tylko kawałek betonu — a naszym bohaterom należy się coś więcej niż sucha tablica z nazwiskiem.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ejże, ale o co właściwie taki szum, chłopaki? Kibicowałem Mączyńskiemu od samego początku, jeszcze jak Zielona Miasteczko grała na boisku przy ul. Długosza, gdzie trawa rosła tak nierówno, że piłka odbierała się od kamieni jakby ktoś wymieniał opony w bolidzie rajdowym. Ale tu nie chodzi o konkretny mecz — chodzi o to, że facet w latach 2000., gdy ludzie myśleli że „klub” to tylko piłkarze w reklamówkach, nadal grał w seniorskim zespole, choć powinien już od lat wsiadać do busa kibica na trasę „Mordor Express” w czwartej lidze.
Pamiętam, jak w 2014 roku Zielona walczyła o utrzymanie, a sędzia na Rynku Siennym najpierw doliczył trzy minuty, a potem pokrzywował się na nas jakbyśmy mu ukradli portfel. Mączyński stał w bramce juniorskiej drużyny, bo nasz bramkarz złamał nadgarstek, i nie dość że obronił rzut karny, to jeszcze pomylił sędziego z „bratem obok”, który akurat stuknął w czujnik na boisku i ściągnął na siebie pół trybuny. A facet potem, jakby nic, poszedł do szatni i oddał buty juniorowi, który akurat nie miał własnych — i nie zrobił tego naiwne, że mu zwrócą, tylko dlatego że „trzeba było”.
I teraz gadacie o pomniku? Ja bym mu postawił coś, co każdy kibic na co dzień dotknie — nie beton, nie ścianę, tylko zwykły drewniany słupek przed trybuną za północną, taki z drzazgami i napisem: „Tu stoi Robert Mączyński, bo Zielona Miasteczka to nie tylko drużyna, tylko ludzie, którzy wiedzą, jak się gra bez kontraktu i bez fleszy”. I niech ktoś mi powie, że to „przesada” — a ja odpowiem pytaniem: ilu z was zna nazwisko faceta co w latach 90. podkuwał buty drużyny w garażu u siebie, bo nie było pieniędzy na warsztat? Bo u mnie Mączyński jest właśnie tym typem — nie dla medialnego hihu, tylko dlatego że naprawdę miał w dupie blask i naprawdę kochał ten klub. I tyle.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ejże, a toż przecież ja pamiętam czasy, gdy do Zielonej Miasteczka przyjeżdżało się tramwajem numer 11 i wysiadało się pod stadionem z takim bólem w sercu, jakbyśmy właśnie stracili 0:3 z Widzewem — a nie, że zadowoleni z meczu. Mączyński był wtedy tym jednym facetem co grał w seniorskim zespole i jeszcze miał czas, żeby pogadać z młodzikami na boisku po treningu, że „trzeba pchać twardo, bo jak się naprawdę nie da, to sędzia uzna spalonego i tyle”.
Ale no dobra, tutaj się z AgaKibicką totalnie solidaryzuję — bo facet nie potrzebuje tablicy z cytatami, żeby być legendą, tylko prawdziwy pomnik to taki, co każdy kibic codziennie widzi i wie, że tam stoi przez szacunek, a nie dlatego że komitet miejski zebrał podpisy. Ja tam osobiście uważam, że powinien mieć swoje krzesło w kibicowskiej ławce, ale nie takie zwykłe — tylko te stare, drewniane, które zostały z dawnej trybuny, co to ją rozebrano w 2010 roku. Wiedziałbyś, że tam siadasz na historii.
I jeszcze jeden szczegół, bo jak dla mnie to kluczowy: ostatniej jesieni spotkałem go na osiedlu Grabiszyńskiego, gdy Zielona grała z Resovią w deszczu takim, że powietrze śmierdziało mokrym piaskiem. Siedział pod blokiem z termosem i książką, a obok niego kolesie co grali w juniorskiej drużynie przerabiali z nim ustawienie na rzut wolny. I wiesz co zrobił, jak usłyszał, że moja córka idzie na juniorki? „Weź ją jutro do mnie na trening, pokażę jej jak kopnąć ze środka”. A jutro ma trening o siódmej rano. Taki to nasz Robert — nie szuka pomników, bo on sam jest żywym pomnikiem Zielonej Miasteczki, i tyle.
Kontekst bije gołą liczbę.
Mój tata opowiadał mi kiedyś, że jak miał dziesięć lat, to stał pod stadionem przy ul. Odrodzenia i patrzył jak starsze chłopaki grają w piłkę na błocie, które było tak gliniaste, że przy każdym kopnięciu wybuchała fontanna wody prosto w twarz — a oni dalej gonili za piłką, bo kibicował im jeden facet w długim płaszczu przeciwdeszczowym, który później okazał się Robertem, tyle że wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ten sam, który za trzydzieści lat wybawił nas w Bydgoszczy.
I teraz słucham was i myślę sobie — naprawdę musicie się kłócić o to, czy ma mieć pomnik, krzesło, słupek czy po prostu szklaneczkę piwa z napisem „Mączyński” na trybunie? Bo facet, który w latach 90. woził juniorków na mecze własnym samochodem, bo spółka miała kasę akurat na pucharowe bale, a nie na bilety, który potem w każdy deszczowy weekend stał pod blokiem na osiedlu z wiaderkiem farby i odnawiał linie na boisku, bo „trzeba było”, no tego człowieka nie da się zamknąć w jednej formie uhonorowania.
Z drugiej strony, coś w tym jest, że jeśli my — kibice Zielonej — nie zatroszczymy się o upamiętnienie kogoś, kto przez trzy dekady był żywą duszą klubu, to kto to zrobi? Komitet miejski, co do tej pory nie potrafił nawet naprawić dziurawej podłogi w kibicowskiej ławce? Mączyński nie potrzebuje swojej twarzy na ścianie, nie potrzebuje ustawionych w kwadratach cegieł ani nawet drewnianej tablicy na stadionie — on potrzebuje, żebyśmy my, jego, pamiętali, że nie ma w tym mieście nic cenniejszego niż ludzie, którzy grają, pracują i dopingują nie dla pieniędzy, nie dla sławy, tylko dlatego że kochają to barwy i ten kawałek ziemi między torami kolejowymi.
A pamiętajcie jeszcze o jednej rzeczy: pomnik to nie tylko kawałek betonu, to przede wszystkim historia, którą opowiadamy następnym pokoleniom. I jeśli jutro ktoś z młodzików zapyta „dlaczego tutaj jest ten słupek z napisem Mączyński?”, to powinien usłyszeć opowieść o facie co ratował punkty w piątej lidze, bo „trzeba było”, i jeszcze dodawał młodym buty, bo „ktoś musiał”, i w ogóle wolał swoje własne buty zostawić w szatni, niż posłać juniora na boisko bez odpowiedniego sprzętu.
No to co — sami decydujcie, czy to ma być krzesło, słupek, figura, czy może coś zupełnie innego, ale jedno jest pewne: facet na 100% na to zasługuje, i nie ma co udawać, że cokolwiek innego to byłoby „przesada”. Bo w naszym klubie przesadą jest to, że jeszcze nie postawiliśmy mu pomnika — a nie to, że mielibyśmy wreszcie zrobić coś, co odda szacunek temu co dał nam przez tyle lat.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊