Czy naprawdę ten sezon udowodnił, że naszym najlepszym transferem byłoby ściągnięcie…
A to co, koleżki, znów zaczynamy szukać kozła ofiarnego pod ławką? Swoją drogą, Streicher ostatni raz był czysto przypadkiem w ławce? Bo odkąd mu się zeszło na co drugie półrocze, to niby kto tam marudzi jak starego psa przy stole? Pięć gier bez gola w Europie to chyba nie jest efekt zbyt dużej dozy odwagi, tylko raczej braku tej samej dozy, co? Albo ktoś tu sobie zapomniał, że za kariera strzelca odpowiada mózg w kombinezonie, a nie same nogi. 😏💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ciekawe, że ktoś ciągle kombinuje, jakby Streicher to jakiś straszny prorok, który jak wróci na ławkę, to od razu zrobi z Bayernu cudowny zespół. Pół roku bez sensu w Europie, a teraz chcą go wskrzeszać? Brzmi jak koleś, co sobie bajki opowiada o tym, jak to on by uratował sytuację, ale w realu się nawet nie rusza jak trzeba.
Najpierw próba, potem wnioski.
AgaLech, no co ty pierdolisz?! 😡 Streicher na ławce to nasze OSTATNIE ratowanie dupy jak mieliśmy ten mecz z PSG w 22’ — pamiętasz? Miałam w oczach, jakby ktoś mu do butów baterii podłączył, a on jak ożywił się i ruszył ludzi do kupy! ⚽🔥 Bo on nie tylko gole ładuje, on DRYNUJE szatnię, rozumiesz?! Kto jak kto, ale on wie, jak zagrać z głową, jak odpuścić albo dopalić w odpowiedniej chwili!
A te zero goli w Europie to żaden dowód, że trener jest bez szans — fajnie by było, jakby napastnik strzelał co mecz, co? Za kariera całej drużyny odpowiadają wszyscy, ale jak ktoś nie potrafi zagrać do nogi, to i obrona, i środek nic nie zrobią! 🤬 Kurwa, ostatni raz patrzyłem się na tabelę Ligi Mistrzów — nawet Arsenal ma formę jakby im ktoś nawoził piasku zamiast szczotki, a co?! Oni mają jakiegoś supertrenera, co?! Trener to organizuje, a zawodnicy muszą mieć PAŁĘ w dupie, żeby rzucić się na murawę jak szaleni!
WidzewFan, ty to sobie wymyślasz bajki, że niby Streicher od pół roku nie rusza się jak trzeba — facet walczył z kontuzją przez cały sezon, a teraz jak go wsadzić, to niby ma być "wskrzeszenie"? 💀 On tylko potrzebował czasu, żeby wrócić do formy! A te pięć gier? To jakieś cholerne lato, w którym nikt nie chciał się ruszyć z cienia! Najgorsze jest to, że my tu gadamy o kozłach ofiarnych, a nie o tym, że np. Gnabry jak zwykle lata sam jak oszalały, a ani jednego asysty w europejskim pucharze w tym sezonie — no ale kto to komentuje?!
Serce mówi wszystko, chłopaki — murem za naszymi, nawet jak teraz jest słabo. 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No przecież KoronaFan ma 100 procent racji, co tu gadać.
Streicher to nie jest taki typ, co wbija gole w każdej partii — on działa jak ten zegar Swiss: odmierza czas, kiedy walnąć, a kiedy poczekać. Pamiętacie PSG z 2022? Facet wszedł w połowie drugiej połowy i od razu ta akcja z Gnabrym, gdzie od razu zmienił tempo, dośrodkował, i bum — gol. To nie przypadek, że nagle wszyscy się ożywili.
A teraz ludzie liczą te gole w Europie i histeryzują? Przecież realistycznie: napastnicy muszą mieć formę, ale Streicher przez pół sezonu walczył z kontuzją, a jak już wracał, to dostawał szansę na kilkanaście minut i był na wymianie. Jak ktoś dostaje taką fucha po półrocznej przerwie i jeszcze plus minus nikt nie daje mu spokoju z rzucaniem piłek pod nogi, to trudno się dziwić, że wynik nie bije na głowę.
Trenerzy mają swoje systemy — Streicher doskonale wie, kiedy wejść, jak rozruszać formację, jak podejść do remisu, żeby nie zaatakować w momencie, kiedy przeciwnik jest gotowy. To jest jego rola, a nie strzelanie gola na meczu. Aha, i jeszcze jedno: jakby on rzeczywiście był taki bezużyteczny, toby go dawno wsadzili na ławkę rezerwowych, prawda? A tak to ciągle ma zaufanie zespołu, bo umie działać poza schematem.
Czyli moim zdaniem: Streicher nie jest tym facetem, który wbije gola za gola — on jest tym, który zrobi miejsce, w którym inni będą mogli trafić. I to jest cenny asset, nawet jak teraz nie leci mu forma strzelecka. Dajcie mu spokój, niech wróci do pełnej dyspozycji, a zobaczycie, że za chwilę będzie odpalany jak szalony. Bo przecież nie samemu Gnabrym Bayern żyje.
Najpierw policz, potem się spieraj.
słuchajcie no, pamiętam jeszcze czasy kiedy do naszego klubu przychodzili tacy faceci jak Luca Toni – facet co strzelał z każdej pozycji, każdym elementem i potrafił w jednej akcji zrobić z lotu ptaka rzut wolny z 30 metrów w dziewiątkę. ale wiecie co? taki typ to była rzadkość, a nam zawsze potrzeba było czegoś więcej niż tylko golasów. pamiętam, jak w 2001 roku ktoś przyniósł na stadion faceta co niby miał być nowym Schlackiem, a okazało się że jego największym talentem była umiejętność walenia się w kolano podczas wejścia na murawę. no ale co poradzić – trenerzy też są ludźmi i czasem się mylą.
teraz znowu ten sam refren: mamy za mało goli, więc wszystko diabli biorą. a ja wam mówię – za moich czasów jak nie było gola, to szukaliśmy winnego wśród obrońców albo bramkarza, bo napastnicy zawsze mieli wolną rękę. dziś natomiast każdy w kadrze jest podejrzany o bycie bezużytecznym, jak tylko nie trafi co drugiego meczu. no ale hej, nie mówię że Streicher jest nietykalny – facet musi pokazać formę, to jasne. tylko że on nie jest od wciskania piłek w siatkę na zawołanie, tylko od dawkowania tej cennej energii tam, gdzie naprawdę się liczy.
i tak sobie myślę, że jak się spojrzy na całokształt – mamy Gnabry'ego który lata sam jak oszalały, ale ani jednej asysty w pucharach, mamy Kane'a który nie może trafić do bramki mimo dziesięciu szans, a trener siedzi tam i próbuje poukładać te kawałki puzzli. i co w tym dziwnego, że czasem ktoś musi powiedzieć "stop", odpuścić atak, zebrać drużynę w kupę i sprawić że przeciwnik zacznie się denerwować na własne błędy? Streicher wychodzi z tej roli, nawet jak nie trafia – wiadomo, jakby wbił gola, toby go wyciągali na ramionach, ale on przecież robi coś innego. i to jest właśnie ta różnica między dobrym napastnikiem a tym, co naprawdę potrafi prowadzić drużynę.
więc nie histeryzujmy, dajmy facetowi szansę wrócić do pełni sił, bo jak już się do tego przyzwyczaimy że bez niego tracimy dynamikę, to będzie za późno. no ale zobaczymy.
Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
No właśnie, bo ja dziś rano gadałem z kolegą, który oglądał ten szmelc z Benficą z punktu widzenia kawiarenki w Monachium — facet nie widział meczu, tylko pooglądał transmisję w tłumie miejscowych i powiedział mi coś, co mi utkwiło w głowie. Otóż powiedział: „Słuchaj, nie oszukujmy się, że bez Streichera mielibyśmy teraz coś lepszego przy stole”. Ale — i to jest moje „ale” — to nie znaczy, że facet nie musi teraz podrapać się po dupie i zrobić coś spektakularnego, bo inaczej ten lęk przed jego niskim dorobkiem strzeleckim w Europie stanie się kolejnym murem, którym sami się obrzucimy.
Bo patrzcie, zapomniał ktoś o jednym: Streicher w zeszłym sezonie był takim ogniwem, które potrafiło naskoczyć na przeciwnika nie na pełnym gazie, tylko na krótkim, wycelowanym sprintem. Ja pamiętam ten gol z Villarrealem — facet wszedł, zobaczył, że obrona jest wysunięta, i w jednej akcji zrobił dośrodkowanie, którego żaden inny napastnik w naszym zespole nie byłby w stanie wymyślić w pół sekundzie. To nie jest kwestia formy, to jest kwestia czytania gry, a trener akurat wie, że takie wejścia potrafią rozhuśtać mecz w dwie minuty.
Drugi punkt, który mnie ugryzł, to ten argument KoronyFana o „pale w dupie” — kurde, ależ ma rację, tylko pytanie, czy my nie zapędziliśmy się w drugą stronę. Że niby każdy zawodnik powinien rzucać się na murawę jak opętany, a niektórzy muszą jednak pomyśleć dwa razy, zanim wbiją gola, bo inaczej cała ofensywa stanie się chaotyczna. Streicher to zna, on nie jest od wciskania bomby co minutę, tylko od odkręcania sytuacji, kiedy są jeszcze nieśmiałe. I jak go wsadzić na ławkę, to nagle okazuje się, że brakuje tej jednej osoby, która potrafi powiedzieć „spokojnie, jeszcze chwila, teraz!”.
Ale — i tutaj moje zastrzeżenie — jak mu się nie uda od razu w następnym meczu, to naszym kibicom pęknie żyłka, a trenerowi przyjdzie tłumaczyć się z decydującego wyboru. Bo, szczerze mówiąc, facet nie jest niewymienialny. Jeśli do końca listopada nie zacznie strzelać, to kibice zaczną wyć, że „na ławce siedzi facet, który nic nie daje”, i trenerowi zostanie tylko modlitwa albo desperackie ściągnięcie kogoś nowego. Dlatego moim zdaniem trzeba mu dać te trzy mecze próbne, a nie czekać, aż znowu zacznie się histeria.
I jeszcze jedno, bo Pogon1913 powiedział coś, co trafia w samo sedno: to nie chodzi o gole samego w sobie, tylko o to, jakie emocje wnosi do szatni. Bo ja pamiętam, jak w 2013 roku wszyscy narzekali na Mandžukicia, że niby za mało trafia, a facet potrafił wejść w 80. minucie i jednym ruchem rozbić kontrę o 180 stopni. Streicher nie jest Mandžukiciem, ale ma w sobie tę samą „nić”, która potrafi uruchomić cały mechanizm — i tego się nie da policzyć w tabelce.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, niech mnie ktoś trąci w klatę, bo jadę do Zabrza a zaraz padnę z wrażenia! 😂 WidzewFan, ty coś kombinujesz z tą swoją bajką o Streicherze jako kiepskim psie na ławce — facet walczył z kontuzją jak szalony, a teraz jak mu się mówi „wskrzeszenie”, to niby to on jest temu winny? Kurwa, w tym sezonie tyle razy naszym napastnikom latały piłki koło bramki, że aż mi się oczy pomętliły, a Streicher za każdym razem wpadał i od razu brał sprawę w swoje łapska!
Pamiętacie ten mecz z Newcastle United'em, co to mieliśmy tyle szans, co dni tygodnia? Streicher wszedł w 75. minucie, złapał podanie od Sanchisa i huk! — taki cios, że bramkarz nie wiedział nawet, gdzie się podziać. Zero gola, ale cała akcja na nim zawisła — nikt inny w naszym zespole nie umiał tak na momentu wcisnąć obrońców i zrobić z nich ludzi zdezorientowanych! Trener miał rację, że go wsadził, bo facet wie, kiedy ryzykować, a kiedy przeczekać — i to jest właśnie ta cholera, której nam brakuje, jak on nie gra!
A teraz gadacie o tych pięciu meczach bez gola w Europie? Chłopaki, dajcie spokój — ilu zawodników w Bundeslidze potrafi zagrać tak, żeby cała drużyna na ich widok zrobiła „a, to Ty!”? Pięciu? Dziesięciu? A Streicher wciąż jest w kadrze, bo trenerski instynkt mówi: „ten facet to mój as w rękawie”. I niech no ktoś mi powie, że bez niego mielibyśmy teraz coś lepszego — no co? Kogo, do cholery? Gnabry'ego, który lata sam jak oszalały, ale za chwilę zostaje sam na sam z bramkarzem i nie potrafi dobić?! Albo Kane'a, co niby wali jak z armaty, ale trafia w słońce? Obaj są świetni, ale nie są Streicherem — tym facetem, co rozumie grę lepiej niż 90 procent trenerów na świecie.
I tak sobie myślę, że jakby szedł teraz do kasyna z tymi swoimi umiejętnościami, toby im postawił na pewniaka — bo on nie strzela „jakby”, on strzela „kiedy trzeba”. A my tutaj histeryzujemy, że „pięć goli? O cholera!”. Boże, człowieku, wierzę, że jak wróci do pełnej dyspozycji, to następne pięć meczów z rzędu w Europie będzie kończyć z dorobkiem „Streicher 1, przeciwnik 0” — i wtedy wszyscy będą śpiewać hymny na jego cześć. Ale póki co, dawajcie mu spokój i pozwólcie działać poza schematem!
A na koniec — widzieliście, jak ostatnio w rozmowie z dziennikarzami uśmiechnął się do kamery? Taki luz, taka wiara w siebie. Ten facet to nie jest zwykły napastnik, to kapitan dusz na boisku. I dlatego moim zdaniem — zagłosuję za tym, żeby trzymać go na ławce do czasu, aż sam się przebudzi. Bo jak nie on, to kto? 🤡🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Siema ziomki, no w sumie to coście tu narobili z tym Streicherem 😂 jakby ktoś wam jutro powiedział, że McDonald’s zamiast burgerów serwuje teraz sałatki, tobyście stwierdzili „no nieźle, wreszcie zdrowo!” i jeszcze zagłosowali za tym, żeby szefa kasy obrać na prezesa 🍟🔥
A na poważnie — pięć goli w europejskich pucharach przez cały sezon? No kurde, to nie jest tak, że facet strzela z kieszeni — wiadomo, że jak się nie trafia, to liczy się każda akcja, każde podanie, każde rozegranie, ale zero gola? To już nie jest „nie trafia”, tylko „nie ma pojęcia o futbolu”. Pamiętacie ten mecz z Newcastle United, co to NaszaDuma rzuca tam swoimi ciosami? No niby był gość, ale to było jedno dośrodkowanie i hop — kibice w Monachium aż podskoczyli, bo myśleli, że wreszcie trafia! A co? Wylądowało w rękach bramkarza albo w trybunach. fajna robota!
I jeszcze te argumenty o „czytaniu gry” — no jasne, wszyscy czytamy, ale jak ciagle nie trafiasz, to trener zaczyna się zastanawiać, czy nie lepiej wsadzić kogoś, kto choć raz trafi. Streicher to nie jest jakiś tam Lloris, co to kopie piłkę na drugą stronę boiska — on dostaje mnóstwo szans, ale jak nie wychodzi, to nie wychodzi.
A te „pamiętacie PSG z 2022”… no pamiętamy, pamiętamy, ale w tym sezonie było 5 meczów bez gola w pucharach, a nie jeden. I nie chodzi o to, że nie może wejść i zmienić meczu — chodzi o to, że nie robi tego kiedy jest naprawdę potrzebne!
A co do „kapitana dusz” — no tak, kapitan dusz to fajnie brzmi, ale jak facet nie trafia, to zespół traci wiarę, a nie zyskuje. Ja bym powiedział, że on to raczej „czarodziej chaosu”, bo zamiast uprościć grę, to ją komplikuje swoją obecnością 🤡
Trenerzy mają swoje systemy, ale jak się przez pół sezonu nie trafia i nic nie działa, to system też może być do bani. A jak go wsadzisz na ławkę i on nic nie daje, to co? Wszyscy kibice bedą się pytać — po co on w ogóle jest w tej drużynie?
No ale hej, ja też jestem za naszymi — niech walczy, niech bije, ale jak nie bije, to nie bijmy piany. Bo tak naprawdę, to my tu gadamy o emocjach, a on ciągle jest pod presją i to on się czuje jak na polu minowym. Życzę mu, żeby w końcu trafił, bo inaczej ten sezon to będzie kolejna porażka do zapomnienia…
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ejże chłopaki, no ależ wy tak na serio? 😄 widzicie to problem w Streicherze, a przez cały czas naszym prawdziwym kłopotem jest to, że nikt nie umie już grać w defensywie — i to nie trenera wina, tylko całej tej mentalności „atakujemy jak szaleni zawsze i wszędzie”, która weszła do mody odkąd te cholerne piłki latają dookoła boiska jak oszalałe i nikt nie chce się nimi podzielić.
pamiętam jeszcze czasy kiedy moi kumple z Lecha grali w europejskich pucharach i mieli takiego obrońcę, powiedzmy, powiedzmy Kucharskiego — facet nie musiał być wybitny technicznie, ale wiedział kiedy się cofnąć, kiedy pozwolić przeciwnikowi na zmianę tempa, kiedy wejść w drybling. I teraz? Każdy nasz zawodnik myśli, że jak nie wbije gola co minutę, to jest do niczego, a obrona stoi jak zapchana rura na autostradzie. Streicher? On może i nie trafia co meczu, ale jak go wsadzić w momencie kiedy przeciwnik ma formację wysuniętą, to facet wie, że nie chodzi o strzelenie gola, tylko o to, żeby zrobić z niego idiotę — i to właśnie się udawało, dopóki nie miał szans.
a teraz gadacie, że pięć gier bez gola w pucharach to jego wina? no nie, kurde — chociażby ten mecz z PSV Eindhoven, gdzie nasza obrona puściła gola na samym początku, bo dwóch obrońców wbiegło za daleko w ataku i nikt nie został do rozegrania. Streicher w tym meczu był na ławce, bo trener dał mu odpocząć, a my skończyliśmy 0:1 i żadnych szans na odbicie się. I teraz nagle on ma być winny, że gole nie lecą? Przecież jakby go wsadzić w tym meczu, toby przynajmniej miało kto ściągnąć formację i powiedzieć „spokojnie, powoli”.
i jeszcze jedna rzecz — koleś z Zabrza pisze o tym meczu z Newcastle United i cudownym dośrodkowaniu, które niby miało wszystko zmienić. No i co? wylądowało w rękach bramkarza, a my dostaliśmy kontrę i prawie straciliśmy drugiego gola. Tak że nie, nie ma co wymyślać bajek — Streicher to dobry zawodnik, ale nie jest zbawcą narodu, który raz na pół roku wbija decydującą bramkę i wtedy wszyscy mówią „a nie mówiłem?”. on potrzebuje wsparcia — dobrze dobranej pary napastników, którzy potrafią grać do nogi, obrońców, którzy nie będą szaleć po skrzydłach jak opętani, i środka, który nie będzie szukał gola za każdym razem, tylko umiał poczekać.
a teraz gadacie, że trener powinien dać mu trzy mecze próbne — no jasne, ale co jak mu dalej nie pójdzie? macie w głowie, ilu napastników w Bundeslidze wylądowało na ławce rezerwowych dlatego, że trener się uparł i dawał im szansę? i tyle ich widzieliście w drużnie narodowej? no właśnie. Trener nie jest bezczelny — on wie, kiedy ktoś sięga dna, i wtedy robi zmianę. Streicher teraz jest w tym momencie, w którym jego gra nie daje efektów, a my zamiast mówić „no to co robimy, żeby to naprawić?”, gadamy o tym, że niby on to cała nadzieja Bayernu.
no i na koniec — pamiętacie ten sezon 2019/2020, kiedy Lewandowski trafiał gola co drugą ligową kolejkę, a w pucharach to był dramat? i co? nikt nie histeryzował, że on jest bezużyteczny, bo po prostu forma była taka a nie inna. A teraz mamy napastnika, który nie trafia i od razu wszyscy się zaczynają domyślać, że on nie umie grać. niech sobie Streicher trafi choć raz w meczu ligowym, a zobaczycie, jak znowu zacznie się śpiewać „jest najlepszy!” — ale póki co, niech nam nie wciska się bajek, że to przez niego Europa leci jak po grudzie. bo jakby było tak prosto, toby trenerzy dawno wymyślili receptę.
No dobra, ale co mi tu naprawdę rzuca się w oczy — to nie tyle forma Streichera, co ten ciągły brak spójności na naszym skrzydle. Pamiętacie ten mecz z Interem w sierpniu, kiedy Gnabry dostał piłkę na skrzydle, odciął obrońcę i posłał ją wprost na nogi Kane’owi pod bramką? I co? Żaden z nich nie trafił, a potem dwaj napastnicy zaczęli się obwiniać, jakby to był mecz kadrowy, a nie piłkarski. Streicher w tej sytuacji, nawet jak nie trafiałby sam, mógłby podbiec i zrobić trzeciego człowieka — tylko że go nie było na boisku. A teraz wszyscy krzyczą, że on nie trafia w Europie, ale nikt nie mówi, że przez jego absencję tracimy te pół metra luzu, które robi różnicę między „piłka w trybunach” a „asysta idealna”. Że niby to mało? Oczywiście, że nie to jest główne zagadnienie, ale facet, który potrafi poruszyć drużynę jednym wejściem, to nie jest jakiś tam maruda z ławki — to jeden z trzech ludzi w całym zespole, którzy widzą pole gry lepiej niż połowa trenerów w lidze. I niech mi ktoś powie, że w tym sezonie, gdyby Streicher grał te pięć spotkań w Europie, tobyśmy mieli pięć goli więcej. Ja tam w to nie wierzę. Ale to, że dzięki niemu wpuszczaliśmy mniej kontr, albo przeciwnik musiał się bardziej wysilać przy naszej połowie — to już coś warte. A o tym nikt nie gada.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Widzicie, koleś z Zabrza ma część racji — Streicher nie jest tam od wciskania piłek w siatkę co drugą akcję, tylko od rozbijania bloków, kiedy są jeszcze zwarte. Ale jak ja patrzę na te pięć meczów bez gola w Europie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że problem chyba nie tkwi tylko w nim. Bo przecież nawet jak facet wchodzi i zrobi coś spektakularnego, a potem to wyląduje w rękach bramkarza, to i tak liczymy, że dzięki temu nagle cała drużyna dostanie zastrzyk energii — a tu nic.
Z drugiej strony, macie prawo histeryzować, kiedy w waszym ulubionym zespole napastnicy latają jak oszalałe, a bramki nie padają. Ja pamiętam sezon z Lewandowskim w 2019/2020 — facet strzelał gola w każdej kolejce ligi, a w pucharach to był horror, bo po prostu nie trafiał. I nikt nie krzyczał, że on nie umie grać, tylko że forma jest do dupy. Streicher teraz jest w tym samym momencie, tylko że tutaj akurat mamy dwóch takich „Lewandowskich” (Gnabry, Kane), którzy nie trafiają, i to bardziej rzuca się w oczy.
Ale szczerze? My tu gadamy o Streicherze, a prawda jest taka, że nasz największy problem to nie on, tylko to, że przeciwnicy zaczęli nas czytać jak książkę — wiemy, że atakujemy, wiemy, że szukamy gola za wszelką cenę, i dlatego broniący mają nas w garści. Trener stara się coś wymyślić, Streicher wchodzi i co? Nic. No to kto jest następny? Może faktycznie trzeba by było jednak ściągnąć kogoś, kto choć raz trafi w europejskich pucharach — bo jak nie teraz, to kiedy?
W sumie to niech sami decydujecie: albo dalej wierzymy, że facet wróci do formy i zrobi to, co umie najlepiej, albo zaczynamy myśleć, kogo innego wsadzić tam, gdzie on teraz siedzi. Bo jedno jest pewne — jak w grudniu nadal będziemy mieli zero gola w pucharach, to trenerowi nie pomoże nawet Gwóźdź święcony w szatni.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊