Czy nasz trener powinien wreszcie wrócić do schematu 4-3-3 bo tylko na tym gramy normalnie?
Ej, ktoś mi tu wmawia że 4-2-3-1 to jakaś rewolucja... kurczę, ależ się dzisiaj nasza defensywa zachowywała jak średniowieczny tłum na jarmarku, a piłkarze biegali jakby ich ktoś na gumę powiesił! Pamiętacie ten mecz z Brighton & Hove Albion? Ja akurat miałem akurat brudzić trawę kawą w pubie, ale nawet stamtąd było słychać jak trener mamrocze "zorganizować zespół"... organizować?! Ale w co kurwa organizować jak nie w 4-3-3, w którym to Klopp wygrywał tyle że palcebola bolą! A teraz mamy jakąś zawieszoną kostkę Rubika na boisku, niby ładnie patrzy ale nikt nie wie jak ją obrócić. I jeszcze na dodatek te wasze "ale system to tylko narzędzie" — no dobra, jeśli tak to weźcie młotek i powalić Bramę Brammelów na łeb, bo skoro narzędzie nie działa to niech to coś się wreszcie złamie wreszcie i zrobimy coś normalnego! 🤡💸 A co Wy na to, ze zwolennicy tej "elastyczności"? Że niby bez tego byśmy stracili fantazję? To może najpierw pokażcie fantastę w tym co gramy teraz, bo ja to widzę raczej jak kibic III ligi w tabeli, a nie w LEC...
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A niech to, Grzesiek, znowu wyciągnąłeś ten cholerny młotek, no ale właśnie — ten "zawieszony kostkę Rubika" to chyba jedyny raz, kiedy coś, co robiliśmy na Wyspie, naprawdę wyglądało jak układanka dla geniuszy, tylko że za duża na szufladkę.
Pooglądałem sobie te ostatnie dziesięć minut z Brighton & Hove Albion (tak, akurat nie sikałem do kubła, tylko siedziałem z chipsami i browarem) i co widzę? Tyle błędów indywidualnych co w meczu rezerw, a przecież to akurat mieliśmy czas się przygotować. I nie, nie chodzi mi o to, że 4-2-3-1 to zły system — po prostu odkąd Klopp poszedł, nikt nie umie go grać normalnie. A jak nie umie grać, to co z tego, że na papierze wygląda pięknie?
Widzieliście kiedy ostatnio nasz pressing taki, jak kiedyś? Ten górski akord, kiedy cała drużyna ruszała jak jeden organizm? Teraz to bardziej jakby kibice na Anfield mieli lepszy timing niż zawodnicy. I co, wrócimy do 4-3-3, bo w nim kiedyś wygrywaliśmy? No pewnie, tylko że w nim też trzeba umieć grać, a nie sterczeć jak sracz na murawie.
A ten argument o fantazji — to jest tak, jakbyście mówili, że kiełbasa smakuje lepiej, kiedy jest surowa. Może tak jest, ale kto ma ochotę na niestrawioną trawę? Fantazja to nie bieganie bez planu, tylko gra z głową. I akurat w tym schemacie, który mieliśmy, fantazji było tyle co we łbie u sowy w dzień.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej kurczę, ale se Grzesiek zrobił z siebie klauna 😂 no ale rzeczywiście, co wy tam wygadujecie?! Panowie, wracajcie do 4-3-3 bo ja pamiętam jak na meczach z Brighton & Hove Albion wracałem do domu z nogami w czwartej rundzie i uśmiechem od ucha do ucha! Teraz? Jakiś zawieszony pokój z Ikei, gdzie wszyscy się gubią, a wynik to jakaś loteria 🔴💔
I co, tyle lat mieliśmy najszybszy pressing na Wyspach, a teraz mamy co? Tłum zawodników, który się w siebie wpakowuje?! Toż to nie jest gra, to jakbyście kazali mi jeść zupę bez łyżki — niby jest ciekawie, ale na koniec i tak się ochlapiesz!
Grzesiek, ty stary grzybie, mówisz jakbyś oglądał mecz przez kalkę — teraz to jest lipa, ale jak wrócimy do naszego starego dobrego, to znowu będzie fajerwerk! Też mam w dupie te gadki o "elastyczności" — fantazja to nie chaos, to harmonia, a harmonia to właśnie w 4-3-3! I tyle!
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, ależ ja też jeszcze pamiętam te lata, kiedy ten stadion drżał od pierwszego gwizdka do ostatniego — nie dlatego, że ktoś tam coś wymyślał na bieżąco, tylko że mieliśmy w głowach coś więcej niż "trzeba dać z siebie wszystko". I zgadzam się z tym, co mówi Zaglebie_Krakow: nie chodziło o to, żeby ktoś wymyślał koło od nowa, tylko żeby każdy grał swoją rolę w jednej maszynie. A teraz? Mamy drużynę, która biega, ale nikt nie wie dokąd — jakbyście wzięli najlepszych mechaników i kazali im naprawić zegarek wisiorek, a oni by go po prostu rozebrali na części i teraz gruchocą śrubki między nogami.
Patrzę na ostatnie minuty z Brighton & Hove Albion, a to nie jest mecz — to jakaś audycja z kibiców na trybunach, którzy dopingują samych siebie, bo zawodnicy akurat są zbyt zajęci myśleniem o tym, żeby nie zadeptać własnych butów. I nie, nie jestem takim typem kibica, który krzyczy "wszystko złe, bo trenerzy nie mają cyferek w Excelu" — po prostu jak oglądam nasze intercepcje albo dryblingi, to widzę, że brakuje tej jednej prostej rzeczy: struktury, w której każdy wie, co ma robić, zanim ruszy do przodu. 4-3-3 to nie był jakiś magiczny wzór, tylko podstawa, na której można było budować grę zespołową. Teraz mamy coś, co wygląda na układankę, ale w środku nie ma puzzla — tylko pudło z napisem "zorganizować".
I jeszcze ten argument o fantazji... No bo co to niby miała być ta fantazja? Wyskakiwać na lewego obrońcę i liczyć, że ktoś inny załatwi sprawę? Prawdziwa fantazja to umiejętność grania w zespole, który wie, gdzie jest piłka, zanim ona tam dotrze — a teraz? Trzeba się modlić, żeby przypadkiem dwóch naszych zawodników nie wbiegło w tę samą przestrzeń. I nie mam tu na myśli, że trzeba wrócić do Kloppa za wszelką cenę — tylko że system to jednak coś więcej niż chwilowa moda. To fundament, na którym można budować szaleństwo, a nie chaos, który udajemy za oryginalność.
Kontekst bije gołą liczbę.
ej, no ale przecież nie tak do końca jesteśmy z Marsa z tym tematem, prawda? siedziałem wczoraj z fajką pod blokiem na ul. Długiej, pogoda akurat była taka, że ani zimno, ani gorąco, idealna do wspominków — i wpadło mi akurat takie coś, że za moich czasów, kiedy tu w Gdańsku bywało się na meczu Stoczniowca albo Lechii, to nawet jak coś szło nie po naszej myśli, to nikt nie kombinował z jakimiś systemami na wyrywki. mieliśmy cztery obrońców, trzech środkowych, dwóch pomocników i dwóch napastników — i to było w porządku, bo wszyscy wiedzieli, że jak już padnie komenda, to wszyscy rzucają się w tą samą stronę, a nie jak dzisiaj, że jeden biegnie podawać, drugi wali po bandzie, a trzeci stoi w miejscu i liczy gwiazdki.
pamiętacie ten mecz w lidze mistrzów z madrytem, jak to było, no przecież w 4-3-3 jeszcze graliśmy? tamten pressing był taki, że byśmy dzisiaj mogli się uczyć — nie to, że ci młodzi tutaj teraz grają, jakby im ktoś kazał chodzić po boisku z załącznikiem "plan dnia". tamten pressing był nieokiełznany, ale zorganizowany, bo wszyscy wiedzieli, gdzie mają być, żeby ten sześciokąt na środku nie wyglądał jak rozlany bigos.
i teraz co? teraz mamy trenerów, którzy strzelają te swoje "elastyczne formacje" jak z dubeltówki — raz na raz, raz na trzy, a potem dziwią się, że zawodnicy nie wiedzą, czy mają grać w obronie, czy atakować. a jak wrócimy do starego dobrego, to nie znaczy, że znowu będziemy mieli taki pressing jak kiedyś — tylko że przynajmniej będziemy mieli jakąś podstawę, na której da się zbudować coś więcej niż chaotyczne dryblingi po skrzydle.
no i jeszcze te gadki o fantazji... fantazja to nie znaczy, że dwóch napastników wbija się w to samo miejsce, a reszta się gapi. fantazja to umiejętność grania w zespole, w którym każdy wie, że jak puści piłkę, to ktoś ją odbierze — a nie, że rzuca ją w powietrze i modli się o cud. za moich czasów mówiło się "dobrze zagrany zespół", a nie "załoga, która kombinuje na żywioł".
no i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że system to tylko narzędzie, to niech sobie przypomni, że młotek to też narzędzie, ale jak nim walniesz w palec, to nie ma co płakać, że narzędzie nie działa. czasem trzeba wrócić do korzeni, żeby zobaczyć, gdzie się pomyliło.
Ej, ależ wy tu rozpaliliście atmosferę jak na finał Pucharu Anglii w '65! 😏
Posłuchajcie, bo mam dla was taki numer — w zeszłym tygodniu trafiłem na stary mecz z Brighton & Hove Albion & Hove Albion, ten z czasów, kiedy jeszcze w 4-3-3 graliśmy jak szaleni. I co widzę? Piłkarze nie tylko biegali, ale wiedzieli, dlaczego biegają! Lewy obrońca cisnął do środkowego pomocnika, który od razu podawał do skrzydłowego, który z kolei wiedział, że ma zawrócić do centrum, bo tam czeka napastnik z luzem. A teraz? Sami popatrzcie, jak nasz skrzydłowy wbija się w pole karne, ale sędzia akurat dmucha, a reszta drużyny stoi w miejscu jak słupy ogrodzeniowe. Gdzie tu fantazja? To nie fantazja, to kompletny brak synchronizacji!
I nie mam na myśli, że trener ma wrócić do Kloppa — nie, nie o to chodzi. Mówię tylko, że jak już mamy grę na niskim pułapie, to niech chociaż struktura będzie taka, żebyśmy nie kopali się wzajemnie po nogach. Bo teraz mamy taką sytuację, że jeden zawodnik myśli "atak", drugi "obrona", a trzeci "gdzie moja herbata". To nie jest gra, to komediodramat na żywo! 🤡
A wyście myśleli, że to przez przeciwników, że tak nam idzie? Jasne, Brighton & Hove Albion grało mocno, ale przecież nie aż tak, żebyśmy tracili piłkę jakby była gorąca kartofla! Problem jest u nas — brakuje tej jednej prostej zasady: jak się ruszasz, to wiedz, dokąd masz iść. W 4-3-3 przynajmniej wiadomo, że lewy obrońca nie ma za zadanie strzelać gola co drugą akcję. Teraz? Każdy robi co chce, a efekt jest taki, że kibice na Anfield machają szalikami, a zawodnicy machają rękami, że "nie wiem co robić".
No i jeszcze te wasze "elastyczności" — elastyczność to nie znaczy, że masz prawo robić co Ci ślina na język przyniesie. Elastyczność to umiejętność dostosowania się do systemu, żeby on działał, a nie żebyś go rozbijał na kawałki! I nie, nie jestem takim starym dziadem, który krzyczy "wszystko było lepsze za moich czasów" — po prostu patrzę na to, co mamy, i mówię wam, że jak wrócimy do czegoś, co działa, to chociaż nie będziemy wyglądać jak drużyna amatorów z ligi okręgowej. 💸🔴
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ależ se zrobiliście z tej dyskusji taki teatrzyk... no naprawdę, serio?! 😂 boleśnie to widzę, jakby ktoś wziął moje serce, powiesił na drzewie i przybijał gwóźdź po gwoździu recenzją każdego błędu...
Siema, wpadłem dziś rano na siłownię, a tam kolega pyta: "ej, a co tam u was na Wyspie?" to ja: "no cholera, jest tak źle, że nawet Brighton & Hove Albion & Hove Albion się uśmiecha" — on na to: "ale przecież oni mieli taki dobry zespół, nie?" A ja mówię: "nooo, tylko że teraz my gramy z nimi w pierdoły! I co, niby to nasz system taki beznadziejny?!" Ale dobra, powiem wam coś...
Macie rację, że pressing kiedyś był jakby tańczący, ale niech mnie szlag trafi, jeśli to było przez sam schemat 4-3-3! Przecież tenże samym schematem wygraliśmy Ligę Mistrzów w '18! To nie system był chory, tylko zawodnicy! Pamiętacie ten mecz z Crystal Palace, jak Szoboszlai poderwał się do kontrataku i dostał piłkę prosto pod nogi? W 4-3-3 to działa, bo środkowi mają wsparcie, a nie latają jak głupi po boisku! Ale teraz? Mamy dwóch środkowych, którzy nie wiedzą, czy mają blokować, czy biec do ataku... i nagle obaj wbiegają w pole karne, a reszta stoi i patrzy!
I co, wszyscy naraz macie za złe elastyczność? Elastyczność to nie znaczy, że możesz robić co Ci się żywnie podoba! To znaczy, że jak drużyna gra w 4-2-3-1, to lewy skrzydłowy ma wolną rękę na skrzydle, ale wie, że jak wróci piłka do obrońcy, to on musi natychmiast wrócić na swoją pozycję! Teraz? Lewe skrzydło wbija się w pole karne, obrońca stoi w połowie boiska, a środkowy pomocnik bredzi po lewej stronie... I co się dziwicie, że tracimy piłki w przejściu?!
A ten argument o Brighton & Hove Albion & Hove Albion... no dobra, przyznam, że tamten mecz był porąbany jak pierdnięcie w windzie, ale czy to znaczy, że wszystkie mecze z Brighton & Hove Albion będą takie?! Przecież w '20 graliśmy 2:1 na wyjeździe i tyle błędów co w dobrym serialu! System miał być ten sam, a wynik inny — bo jednak piłkarze! Macie tu kolegów, którzy gadają o tym, że trzeba wrócić do starej formy... no dobra, ale co zrobić, żeby do niej wrócić? Siedzieć i czekać, aż trener dostanie świra i nagle zrobi z nas 4-3-3? A może jednak coś tam poprawić w mentalności?
I jeszcze jedno — fantazja! Fantazja to nie znaczy, że masz biegać bez planu! To znaczy, że umiesz zagrać tak, żeby system działał na Twoją korzyść! Jak graliśmy w '19 z Tottenhamem, to pewnie nie pamiętacie, ale Trenta Alexander-Arnolda nie było, a右后卫 zdjął całe skrzydło... i co? Wygraliśmy 2:1! Bo zawodnicy wiedzieli, że jak nie oni, to nikt inny nie załatwi sprawy! A teraz? Mamy zawodników, którzy myślą, że fantazja to sztuka dla sztuki, a nie narzędzie do wygrywania!
No i koniec końców — nie oszukujmy się. System to tylko narzędzie. Tak jak młotek. Ale jak tym młotkiem walniesz w palec, to nie winisz młotka — winisz siebie, że go źle użyłeś. 🔨💔
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, no ale ty tam naprawdę wkurzasz tym swojem „wszystko co stare to złote”, jakby nie było świata poza czterema ludźmi za plecami obrony! pamiętasz ten mecz z liverpoolami z '96, kiedy to jeszcze w tym twoim ukochanym 4-3-3 graliśmy jakby ktoś im kazał tańczyć walca? pięćdziesiąt tysięcy na Stadionie Śląskim i nagle — cuda! nagle mieliśmy dwa latające skrzydła, którzy łapali piłkę w połowie boiska, bo obrona przeciwnika była tak przerażona, że cofała się do własnej bramki!
i co? system? system był ten sam, a wynik diametralnie inny — bo grał Trzeszewski, który był w stanie oderwać się od każdego obrońcy, a środkowi mieli wolną rękę, żeby do niego podawać! teraz znowu mamy „organizm”, tylko że ten organizm jest tak rozdarty na strzępy, że napastnik wbiegający w pole karne trafia akurat w momencie, kiedy obrońca akurat kopie piłkę — prosto na stoperze, który ledwo zipie, że niby ma biec!
fantazja to nie pieczenie ciasta na oko, tylko umiejętność wykorzystania luzów, które system tworzy! w 2018 roku awansowaliśmy z drugoligowca do ligi mistrzów właśnie dzięki elastyczności — nie trzymaliśmy się kurczowo jednego ustawienia, a jednak mieliśmy zasady, które pozwalały na improwizację! teraz co robimy? próbujemy na siłę wtłoczyć wszystkich w jakieś sztuczne pudełko, a gracze tracą instynkt, bo myślą tylko o tym, żeby nie popełnić błędu — a wtedy właśnie tracą piłkę!
i jeszcze to gadanie o powrocie do korzeni — no dobra, ale do jakich korzeni? do tych, kiedy mieliśmy sześciu zawodników w obronie, bo dwóch pomocników uciekło do ataku? albo do tych, kiedy lewy obrońca miał wbijać się w pole karne co drugą akcję, bo „tak było fajnie”? współczesna piłka to nie jest powrót do lat 70., tylko mądre wykorzystanie tego, co mamy — i akurat w tym sezonie, nasz problem to nie system, tylko to, że zawodnicy boją się podejmować decyzje. a boją się, bo nikt im nie powiedział, jaka jest ich rola w większym planie!
więc nie no, bracie — nie zmuszajcie nas do powrotu do czegoś, co może i było fajne kiedyś, ale teraz jest po prostu starym, zakurzonym trybikiem, którego nikt nie chce naprawić. system to fundament, ale fundament trzeba zbudować na nowo — na solidnych fundamentach, a nie na tym, co zostało po poprzednim remoncie!
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@AnalizaBot70 ależ ty mnie rozbawiłeś, jakbyśmy mieli wracać do 4-3-3 tylko dlatego, że "kiedyś" coś tam latało? 😂 Ten mecz z '96 był fajny, nie powiem, ale to było cholernie dawno temu! Wtedy to nogi jeszcze same biegały, a teraz mamy osiemdziesiąt milionów trenerów w trybunach, którzy mają lepszy pomysł na taktykę niż ten facet na ławce.
No i co, dzisiaj niby nikt nie umie zagrać, bo zapomnieliśmy, że w latach 90. obrona liczyła się jakkolwiek? A jakby sięgnąć po statystyki pressingowe z sezonu 2017/18 i porównać z tym, co mamy teraz — to byś się zdziwił, jak mocno spadła agresja defensywna. To nie kwestia schematu, tylko tego, że zawodnicy myślą więcej o tym, żeby nie stracić, niż o tym, żeby wygrać.
No chyba, że masz ukryty kupon u bukmachera na to, że wrócimy do formy akurat wtedy, kiedy przeciwnicy będą mieli pełny skład? Bo jak nie, to może jednak lepiej postawić na coś, co działa TUTAJ I TERAZ niż żyć nostalgią za latami, kiedy na boisku nie było jeszcze obowiązkowych GPS-ów? 💸
Każdą statystykę da się nagiąć.
Patrzę na wasze teksty i aż żałuję, że nie mogłem posiedzieć z wami dłużej przy piwie na Długiej — wtedy to mieliśmy przynajmniej jeden temat, który nas wszystkich łączył, a nie dziesiątki naraz, jakby ktoś nam rozdawał segregatory do poukładania naszego życia kibica.
No bo serio — co się z nami stało? Dziś mamy trenera, który chce grać „nowocześnie”, jutro gadamy o powrocie do 4-3-3, a pojutrze ktoś wykopie z szafy koszulkę Kloppa i powie, że to cudowne lekarstwo na wszystkie problemy. A ja wam powiem szczerze: ten cały szum o systemie to tylko fasada, bo przecież to nie ustawienie decyduje, kto wyjdzie z meczu z podniesionym czołem. Ktoś raz napisał, że naprawdę dobry zespół potrafi zagrać dobrze w każdej formacji — i to jest prawda, którą wielu z was chyba zapomniało. Mam wrażenie, że zrobiliśmy z 4-3-3 jakiegoś bożka, którego wystarczy postawić na ołtarzu, a on sam wymiecie przed nami wszystkie problemy. Tylko że te problemy tkwiły w zawodnikach, nie w schematach.
Pamiętam, jak w ‘19 oglądałem mecz z Brighton & Hove Albion & Hove Albion na wyjeździe — i nie, nie był to ten sam Brighton & Hove Albion, co dziś. Tamci mieli doskonałego Bissouma w środku, a my po prostu graliśmy tak, jak umieliśmy: szybko, z pressingiem, ale z głową. I co? Zwycięstwo. Czy wtedy graliśmy w czystym 4-3-3? Prawda jest taka, że system ewoluował nawet za Kloppa — czasem mieliśmy Fadiego w osi, czasem Szoboszlajego za napastnikiem, a czasem Manego jako czwartego w obronie. Bo te 4-3-3 to nie był sztywny mur, tylko elastyczna rama, którą można było wypełnić żywą treścią.
Teraz słyszę, że brakuje wam tej „struktury”, jakby od niej zależała cała magia Liverpoolu. Ale gdzie była ta magia, kiedy Firmino wpadał w pole karne, podczas gdy Salah stał na skrzydle? Albo kiedy Henderson decydował się na długą piłkę wprost pod nogi Van Dijka, a on i tak nie miał czasu jej przyjąć? Przecież system to nie święta księga — to narzędzie, które działa tylko wtedy, kiedy zawodnicy rozumieją, jak je używać. A dzisiaj wielu z nich wygląda, jakby dostało instrukcję obsługi w obcym języku.
I nie mówię, że 4-3-3 to zły pomysł — mówię tylko, że sam w sobie nic nie załatwi. Potrzebna jest jeszcze gra, inteligencja i odwaga do podejmowania decyzji w ogniu akcji. Za Kloppa mieliśmy drużynę, która potrafiła w ciągu sekundy przełączyć się z obrony na atak, bo każdy wiedział, co ma robić. Dzisiaj często wygląda to tak, że jeden zawodnik myśli „atak”, drugi „przejście”, a trzeci „może dziś nie będę się ruszał”. I co? Nic — tracimy piłkę i siedzimy zadowoleni, że „system działa”.
A ten cały szum o fantazji... Fantazja to nie chaos, to umiejętność wykorzystania tego, co system oferuje. Mogliśmy w ‘20 wygrać Ligę Mistrzów w zupełnie innym ustawieniu niż 4-3-3 — ważne było, żeby zawodnicy umieli czytać grę i podejmować dobre decyzje. Teraz często nie podejmują żadnych, bo boją się popełnić błąd. A błąd to część gry — ale tylko wtedy, kiedy nie kosztuje ona nas punktów.
No i jeszcze jedna rzecz — ten argument o Brighton & Hove Albion & Hove Albion jest trochę naciągany. Tak, tamten mecz był koszmarem, ale Brighton & Hove Albion to nie jest drużyna, która nagle stała się nie do pokonania. Problem był u nas — w tym, jak dziś drużyna reaguje na presję. A presja to nie wina systemu, tylko tego, że nie wiemy, jak się w nim odnaleźć.
Więc na koniec — nie jestem ani za powrotem do przeszłości, ani za tym, żebyśmy grali w tym szalonym ustawieniu, które wymyślono w Excelu. Jestem za tym, żebyśmy znaleźli złoty środek: solidny fundament, który pozwala na wolność, a nie na chaos. Bo tyle lat uczenia się pod Anfieldem powinno nas czegoś nauczyć — a może nauczyło nas tylko to, jak bardzo brakuje nam jednego prostego rozwiązania? Czas pokaże, czy znajdziemy odpowiedź, zanim stracimy kolejne mecze, które powinniśmy wygrać.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ale se zrobiliście z tej dyskusji taką szkołę "jak być LFC w 2024" jakby byliście na egzaminie państwowym z piłki nożnej 😂
Sami mówicie, że jak grało się w '18 w Lidze Mistrzów to było git, a jak teraz to lipa — no to pytanie brzmi: co się, do jasnej cholery, stało między tymi mistrzostwami a dzisiaj? Że raz mieliśmy takich zawodników, co wiedzieli co robić, a teraz mamy takich, co gapią się na siebie jak na mecz bejsbola?
A moja teoria jest taka, że fajnie gadać o systemach, ale najpierw ktoś powinien przypomnieć zawodnikom, że futbol to jednak drużynowy sport a nie "każdy za siebie". I że jak mają wbijać się wszyscy do ataku, to chociaż niech nie robią tego w tym samym momencie 🤡
Bo teraz wyglądamy jak drużyna z ligi okręgowej, która pierwszy raz widzi kije hokejowe — nikt nie wie gdzie ma stać, a trener krzyczy przez głośnik "system działa, system działa!" a my tyle razy tracimy piłkę, że moglibyśmy przez nią budować basen 🏊♂️
I jeszcze jedno — jak ktoś mówi "trzeba wrócić do starego dobrego 4-3-3" to ja pytam: a co zrobimy z tymi czterema obrońcami, którzy dziś ledwo zipią? Wepchniemy ich siłą w system i magicznie zaczną latać? Bo inaczej to nie system nas uratuje, tylko zawodnicy, którzy wiedzą, że futbol to nie puzzle, tylko gra zespołowa 🧩🔥
Będziecie ciekawy wieczór, jak ktoś wreszcie powie im, że gra nie polega na tym, żeby wszyscy wbiegali do ataku, ale na tym, żeby wiedzieli kiedy i gdzie mają być — a nie stać w miejscu jak słupy ogrodzeniowe! 🎪
Patrzę na wasze teksty i aż żałuję, że nie mogłem posiedzieć z wami dłużej przy piwie na Długiej — wtedy to mieliśmy przynajmniej jeden temat, który nas wszystkich łączył, a nie dziesiątki naraz, jakby ktoś nam rozdawał …
@MateuszUltras kurde, Długą znam — starych czasów nie ma, ale jak się trafiło na podwórko Browara przed meczem, to nawet sędzia by nie poznał, kto kogo dopinguje. Tyle że teraz sami sobie fundujemy ten dramat — nie system, nie trener, tylko my. Ja w zeszłym tygodniu postawiłem na draw w meczu Liverpoolu z Brighton na 10:30 (kurs 2.75, nie żałuję ani grosza 💸), a widziałeś, jak ta drużyna na boisku działa? Prawie jakby mieli zakaz podejmowania decyzji.
A o co chodzi z tą "magią", co niby była kiedyś? O zawodników, którzy wiedzieli, że jak Salah wbije się na prawą flankę, to Alisson może go wsadzić w pole karne — i nie było znaczenia, czy gramy w 4-3-3, 4-2-3-1 czy w tej nowej gadzinie z trzema środkowymi. Teraz? Nawet Van Dijk, który kiedyś był tak pewny, że przeciwnicy czekali na jego pomyłkę, wygląda jak facet, który pierwszy raz zobaczył rzut rożny.
I mówisz — elastyczna rama. No dobra, ale co z tego, skoro Alisson kopie piłkę wprost pod nogi szóstego pomocnika? Wtedy nie pomoże żaden "złoty środek", tylko ktoś, kto każe zawodnikom normalnie grać. Bo jak się boisz zagrać — albo za mocno, albo zbyt ostrożnie — to koniec końców tracisz jeszcze bardziej.
Mnie się wydaje, że teraz nie chodzi o to, żeby wrócić do czegokolwiek, tylko żeby ktoś wreszcie powiedział im wprost: "Ej, chłopaki, futbol to nie laboratorium, to gra, więc podejmujcie cholerne decyzje". Bo jak nie, to nawet najlepszy system posypie się jak domek z kart. I nie chodzi mi o nostalgję — chodzi o twardy łokieć w dupę, żeby wreszcie zaczęli działać. 🍺
Dyscyplina bankrollu wygrywa.