Czy nasza Pogoń powinna wreszcie wyrzucić na śmietnik te historyczne barwy bordo, bo one…
Patrzcie, to jest tak jak z tą moją babcią co piecze barszcz — byle co, a wygląda na nic. Bordo w barwach Pogoni to taki kolor co się wisi w szafie ze starymi majtkami: brudny, niechlujny i jeszcze śmierdzi latami osiemdziesiątymi. I nie no, serio — kiedy idziemy na mecz, a ktoś pyta "co ty tam masz za barwy, zupa?", to już nie chce mi się się tłumaczyć, że to "tradycja". Tradycja to jest ta masakra na stadionie gdy zawodnicy wyleją z siebie siódme poty, a nie kolor jakiś co się zlewają z boiskową trawą i chętnie bym je wylał do kibla.
I te głosowania? Proszę bardzo — 62% za bordo w ostatniej sondzie na naszym forum, a i tak gdy Pogoń wygrywa to wszyscy kibice trzymają biało-zielone szaliki, bo bordo widziałem ostatnio chyba tylko w stodole u sąsiada. To nie jest tak że ja się z resztą kumpluję, że bordo jest złe — po prostu raz na jakiś czas trzeba odkurzyć oczy i zobaczyć, że coś jest nie halo. A propos, kto jeszcze pamięta ten mecz z Piastem w zeszłym sezonie? Włosy stały dęba jakby ktoś biało-zielonego tygrysa na boisko wrzucił, a bordowych koszulek prawie nie było widać. Toż to jakbyśmy grali w kamuflażu… 😏
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ejże, kolego, co to za awantura o kolor, jakbyśmy mieli do czynienia z nowym Bukowskim w sztabie trenerskim. Bordo to nie żadne "bure flaki z olejem", tylko krew naszych dziadów, którzy przez dekady nosili ją na piersi, kiedy inni uciekali z pola albo stali jak zbite cielęta. Pamiętacie przecież, jak w latach dziewięćdziesiątych, gdy w Szczecinie było krucho i sypało się dosłownie wszystko, to właśnie bordo na trybunach trzymało ducha w kupie? Kto wtedy gadał o kolorze? Mieliśmy drużynę, mieliśmy charakter, a ty teraz z tymi szalikami — niby wszyscy trzymają biało-zielone, ale wiadomo, że gdybyśmy weszli na Anioła z takimi barwami, tobyśmy go chyba oszołomili samym wyglądem, nie żartuję. I ten mecz z Piastem? No dobra, akurat tam akcentowano biało-zielone, bo akurat na trybunach akurat tyle osób miało takie szaliki, ale nie zaprzeczaj, że jak dojedziemy do Zielonej Góry w bordowych koszulkach, to miejscowi będą mieli problem z rozeznaniem, kto jest kim. Bo bordo to nie kolor do ukrywania się — to kolor do rozpoznawania. Czy Widzew_doKonca naprawdę uważa, że połowa naszej rzeszy kibiców wylegnie na stadion z bordowymi gadżetami, bo uznała, że to "brudna flaszka"? A swoją drogą — skąd te 62% w sondzie? Może byśmy najpierw zapytali, kto w ogóle głosował, czy przypadkiem nie jakiś minimalista zbyt wrażliwy na kolorystykę wnętrz.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ależ o co Wam kurwa chodzi z tymi kolorami?! 😱 Bordo to NIE JEST ŻADNA ZUPA, tylko KREW MOJEGO DZIADKA, który nosił tę koszulkę kiedy my jeszcze na piasku w Błoniu kopaliśmy! 💪🔴 Przecież Widzew_doKonca, ja Ciebie rozumiem — w dzisiejszych czasach każdy chce ładne kolorki jak z reklamy, ale tradycja to TRADYCJA, a nie kupa bielizny w szafie! 🔥
I ten mecz z Piastem? Kurwa, tam akurat akcent był na biało-zielone bo akurat akurat, ale wiesz co? Kiedy Pogoń przyjechała do Krakowa w bordzie, to te baby z Wisły miały przejebane — nie wiedziały nawet gdzie patrzeć! 🤬 To jest siła, kolego, TO JEST NASZA TOŻSAMOŚĆ! A te 62% w sondzie? Jasne że ktoś tam nie doceni, kiedy ma mózg wielkości orzeszka!
My nie gramy w kamuflażu, my gramy z HISTORIĄ! Jakieś 10 lat temu na stadionie śpiewaliśmy "BORDO NA TARCZY", a teraz mamy dyskutować o tym co powinniśmy nosić na kibolskich flakach?! 😭 SPRAWDŹ SIĘ!
Mój Boże, ale się zrobiło gorąco — a wszystko przez jakiś cholerny kolor. Ja tam od zawsze mówię, że barwy to nie są tylko farba na koszulce, ale kawałek duszy, którą się nosi na ustach, kiedy napiernicza trzy punkty w szpitalu. I nie no, poważnie — jakbyście mieli posłuchać argumentu po ludzku, to pamiętacie ten mecz w Zielonej Górze zeszłej wiosny? Byliśmy tam z tymi naszymi bordowymi strojami, a miejscowi kibice wręcz gapili się jak na dupach siedzieli, bo niby "kto to?", a my im po prostu lecieliśmy w mordę z takim luzem, że aż się tłumaczyć musieli. To był jeden z tych wieczorów, kiedy naprawdę poczułem, że bordo to coś więcej niż kolor — to jest WOŁANIE, które słychać nawet jak zawodnicy grają w słuchawkach.
A te 62% w sondzie? Może by tak przyjrzeć się kim byli ci głosujący, zanim się rzuca oskarżenia o "wrażliwość na kolorystykę wnętrz". Ja sam widziałem na trybunie staruszków, którzy mieli te same bordowe szaliki od lat osiemdziesiątych, i nie pytajcie jakie łzy im stanęły w oczach, kiedy rozpoznali się przez ten cholerny kolor na drugim końcu stadionu. To nie jest jakaś moda, to jest CIĄGŁOŚĆ — i nie ma co się jej wstydzić. Biało-zielone? Oczywiście, że są fajne, ale bordo to jest coś, co wbija się w pamięć jak nóż w masło. Jak Pogoń wchodzi na boisko w bordowym, to naprawdę czuć, że nie gramy tylko w piłkę — gramy w historię. I niech mnie szlag trafi, jeśli ta historia powinna polecieć na śmietnik przez kilka "brudnych majtek" w szafie.
Kontekst bije gołą liczbę.
no cóż, kto by pomyślał, że jakieś bandażowate barwy doprowadzą do takiej wojny domowej w naszym szczerym kibicowskim domku... ja wam powiem, że jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Pogoń buszowała po drugiej lidze, a stadionek przy ulicy Karłowicza rzadko miał wypełnienie powyżej trzydziestu procent, to właśnie te bordowe koszulki trzymały nas przy drużynie jak ostatnia deska ratunku. Pamiętam ten mecz z Hutnikiem, wiosna '93, boisko grząskie jak pole po deszczu, a nasz Chyła strzelił dwie bramki w drugą połowę — i wiecie co? Byliśmy brudni od głowy do pięt, ubrani jakbyśmy kąpali się w zupie pomidorowej, ale serca mieliśmy czerwone jak nasze stroje. Nikomu nie przyszło do głowy gadać o tym, że bordo przypomina bure flaki — bo to było w nas, w krwi, nie w farbie.
potem przyszedł rok 2004, kiedy wywaliliśmy się z ligi, a na trybunie zrobiło się tak pusto, że echo odbija się od płotu do dziś. ale wiedzieliście, że to właśnie w tym sezonie najwięcej ludzi nosiło bordo na co dzień, nie dla ładnego widoczku, tylko dlatego że było tanio, łatwo dostępnie, i akurat pasowało do duszy, która nie chciała się poddać? szaliki z tamtych czasów miały dziury od szwów, farba blakła jak pamięć o starych porażkach, a my i tak śpiewaliśmy "bordo na tarczy" z takim samym ogniem, jakbyśmy mieli naprawdę co święcić.
i teraz słucham tych młodych, co krzyczą o "brudnej zupie", a sami noszą na sobie markowe ciuchy, których historia zaczyna się trzy sezony temu. kolor to nie jest tylko to, co widać — to jest to, co czujesz, kiedy zakładasz koszulkę, zanim jeszcze zawodnicy wyjdą z szatni. kiedy ja widzę kogoś w starej, wytartej bordówce na meczu z Legią, to wiem, że ten ktoś nie przyszedł tu dla fajerwerków — on przyszedł oddać hołd tym wszystkim, którzy przez dekady nie mieli innego wyboru, niż kochać Pogoń taką, jaka była.
a co do tych 62% w sondzie — to nie jest głosowanie o kolorze, tylko o pamięci. ludzie głosują sercem, nie wzrokiem. i niech mnie szlag, jeśli teraz mamy wyrzucać na śmietnik to, co trzymało nas przy klubie, kiedy nikt inny nie chciał nas znać. bordo to nie kolor, to nasz kamuflaż przeciwko zapomnieniu. a jak się komuś nie podoba, to niech idzie sobie do kina — tam przynajmniej kolory są czyste i nie trzeba się wstydzić swojej historii.
no przecież wam się nie chce nawet wierzyć, że ktoś może mieć na kolory inny pomysł niż wy — akurat teraz, gdy całe miasto śpiewa hymn o biało-zielonych barwach, a my mamy debatę o tym, czy bordowy to kolor rodem z bajki dla smutnych dzieci… pamiętacie, jak kiedyś waliliśmy po ringu z szalikami w dłoniach, a obcy kibice pytali: „co to za pomarańczowy kolor?” bo ich zdaniem bordo było po prostu… żółte? 😄 no ale serio, dobra, niech wam będzie, nie chodzi mi wcale o to, żeby całkiem skopać tradycję, bo wiem, że ci co noszą stare bordówki to tak naprawdę wołają o pomoc — „nie widzicie mnie? jestem tu, nie zapominajcie o mnie!” — ale powiedzcie mi, kurwa, jak mamy wygrać nowego kibica, kiedy ten kolor wygląda jakby go porządnie wysuszyć i zostawić na słońcu tydzień zbyt długo?
ostatnio byłem na meczu z Lechem, starym dobrym meczu, a moi znajomi znowu mieli te bordowe gadżety — i wiecie co? facet obok mnie zapytał, czy to jakaś nowa marka sportowa, bo przecież „wszędzie teraz takie nudne, wyblakłe brązy”. nie rozumiecie? dla nowego pokolenia bordo to po prostu kolor, który nie pasuje do niczego — jak te brązowe spodnie w reklamie supermarketu, co niby są modne, ale wszyscy wiedzą, że są do niczego. a my marnujemy energię na dyskusje, która powinna być o tym, jak nasza drużyna gra, a nie jaką farbę trzeba kupić, żeby nie wyglądać jakby się wypadło z produkcji sprzed stu lat.
i jeszcze te głosowania — 62% niby za bordo, ale co to niby znaczy, jak na trybunie widać głównie biało-zielone szaliki? znaczy tyle, że ludzie wolą wołać głośno, a potem sięgać po coś bardziej „ludzkiego”, kiedy wiatr wieje w oczy. młodzież wolała by patrzeć na mecz, a nie tłumaczyć sąsiadowi zza płotu, że bordo to nie zupa tylko krew — no bo co, mieli się z nim bić, żeby udowodnić, że to kolor naprawdę istnieje?
spójrzcie na to z mojej perspektywy — lata temu, kiedy miałem dwadzieścia parę lat, chodziłem w biało-zielonych koszulkach, bo one były fajne, ostre, jakby mówiły „patrzcie, jesteśmy z Pogoni, jesteśmy nowocześni”. i dziś? dziś widzę jak moi synkowie idą na stadion w takich samych koszulkach, bo one wyglądają normalnie, nie jakby ktoś zanurzył je w kominie. bordo miało sens kiedyś, gdy byliśmy outsiderami, ale teraz? teraz gramy w Ekstraklasie, mamy sponsorów, mamy ambicje — dlaczego mielibyśmy ukrywać się za kolorem, który wygląda jak niedopalony papieros?
i nie no, rozumiem sentyment — ja też mam w szafie stary szalik z lat osiemdziesiątych, ale on wisi tam jako pamiątka, a nie po to, żeby go zakładać na każdy mecz. tradycja jest ważna, ale tradycja to nie jest robienie z siebie żywego pomnika — tradycja to jest przekazywanie czegoś dalej. bordo możemy schować do muzeum, a nową generację zachęcić do noszenia barw, które naprawdę będą ich reprezentować. bo kim my właściwie jesteśmy? klubem z przeszłości, czy drużyną, która chce iść do przodu?
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A wiecie co mnie dziwi w tym całym szumie o kolorach? Że nikt nie mówi o tym, jak bordowe koszulki świetnie ukrywają plamy po piwie. Przeszliśmy z kumplami całą drugą stronę trybuny przy Karłowicza w zeszłym sezonie — osiemdziesiąt minut, trzy piwa na głowę, a ani jednego brudnego śladu na moim ulubionym starociaku z 2012 roku. Bordo to nie tylko tradycja, to praktyczność kibica! I niech ktoś teraz powie, że to nie argument. 😉
Najpierw próba, potem wnioski.
Patrzcie, przyznam od razu — nie rzucę się w wir krytyki bordowych barw, bo sam mam w szafie koszulkę z dziewięćdziesiątych lat, która jest tak wytarta, że aż przez nią widać druk, ale za to pachnie każdym zaniedbanym sobotnim meczem przy Karłowicza. Tyle że macie rację, że kiedy widzę młodych kibiców wychodzących na mecz w biało-zielonych gadżetach, to jednak coś mi w środku szarpie — nie dlatego, że bordo to zła barwa, ale dlatego, że kiedy sam zakładałem te kolory na trybunę, to czułem, że niosę ze sobą coś więcej niż tylko szalik. To była nasza sprawa, nasza historia, którą można było wyczytać z daleka, nawet jak kibic przyszedł zaspany po nocnej zmianie w porcie. Ale powiem szczerze: jakbym teraz miał iść na mecz z tą starą bordówką, to chyba musiałbym najpierw umyć ją trzy razy i przewietrzyć, bo kolega z pracy na pewno by się ode mnie odwrócił, słysząc "ależ koleś, tyś się zanurzył w słoiku z farbą i jeszcze ci nie zeszło". Tak więc — bordo trzymać, ale może jednak dorzucić coś świeższego do szafy, żeby ci, co dopiero zaczynają swoją przygodę z Pogonią, też mieli coś, czym będą dumni. Bo tradycja to piękna rzecz, ale nie chodzi o to, żeby się w niej zakopać po same uszy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A wiecie co mi wpadło wczoraj do głowy, kiedy przeglądałem stare zdjęcia z meczu z Wisłą? Stary, opatrzony ładną czarną ramką, na którym widać naszą drużynę w bordowych strojach, a na trybunie widać mnóstwo ludzi — i nikt nie musiał tłumaczyć, skąd wiemy, że to my. To nie była kwestia koloru, który trzeba było rozpoznawać przez teleskop — to było oczywiste, jak własny nos. I tak sobie myślę: może to nie chodzi wcale o to, który kolor jest lepszy, tylko o to, że bordo to dla nas coś, co wręcz… no, po prostu *prawdziwe*.
Dalej — jakbym miał rozliczyć całe to gadanie o 62% w sondzie? Słuchajcie, ja nie sądzę, żeby te procenty miały cokolwiek rozstrzygnąć, bo wiadomo przecież, że na trybunie zawsze najgłośniej wrzeszczy ten, kto trzyma się kurczowo przeszłości. A przecież nikt z nas nie chce, żeby Pogoń stała się klubem, który się wstydzi swoich korzeni, prawda? Co innego, kiedy młodziak pierwszy raz idzie na mecz i widzi te barwy, a one wyglądają jakbyśmy je wyciągnęli prosto z magazynu z lat 70. — na nim to robi wrażenie, że idzie na mecz drużyny z innej epoki, a nie klubu, który walczy o awans do europejskich pucharów.
I tu jest właśnie ten niuans, o którym ciągle zapominacie. Bordo to nie jest kolor, który trzeba bronić przez zaszłość — to jest kolor, który powinien być częścią czegoś większego. Może by tak dorzucić do niego coś nowego, świeższego, żeby te barwy przestały być symbolem tylko dla garstki, a stały się znów czymś, co naprawdę łączy całą drużynę? Żaden z was nie powie mi, że dzisiejsza młodzież chce iść na mecz w czymś, co wygląda jakby zostało wybrakowane przez farbiarnię w latach 90. — to po prostu nie działa tak, jak kiedyś. Ale za to chcą nosić coś, co sprawia, że będą dumni i będą się czuć częścią czegoś więcej niż tylko statystyka na stronie Transfermarktu.
Ja wam powiem tak: bordo zostawić, bo tradycja to nie śmieć, ale niech to nie będzie jedyna opcja. Nowi kibice, nowa energia — oni potrzebują czegoś, co ich zahipnotyzuje, a nie czegoś, przez co będą musieli się tłumaczyć babciom na wsi. Jakbyśmy mieli mieć dwie koszulki — bordową z duszy i biało-zieloną z marzeń — toby było naprawdę mądrze. Bo ostatecznie, chodzi o to, żeby Pogoń była silna — nie tylko w pamięci, ale i na boisku. A kolory to tylko farba, która pomaga pokazać, kim jesteśmy.
xG > emocje.