Czy nasza zielono-biała armia powinna wreszcie przyznać, że GKS Katowice nigdy nie będzie…
Ej, dobra chwila mnie złapała jak kibic numeru 12, który wychodzi z bramy 😂 Spoko, nie będę tu sypał sucharów o "wspólnym interesie" i "współpracy na rzecz katowickiego sportu". Ale serio, jak to jest, że jak Legia chce, to sięgnąć po puchar, to rzucają setki milionów na transfery, a my? My to mamy tradycję, młodzieżówkę co lata wylewa z butów, ale elita to taki plan, co wymaga więcej niż nadziei.
I nie no, kurczę, nie obrażam naszej flory — ale patrzcie na finał PK na własne oczy. Tam nie było żadnej siły z duszą śląską, tylko drużyna, która miała budżet półowskiego osiedla. A my? My wciąż liczymy każdego grosza, żeby choć raz poczuć, że coś drgnęło. I co, mamy się dalej oszukiwać, że w 2025 roku weźmiemy czymś więcej niż udziału w pucharze?
Swoją drogą, ktoś tu mówił, że marzenie kosztuje? No to polecam zakład w Betclic: GKS Katowice mistrzem Polski w ciągu 5 lat. Bo jak nie teraz, to kiedy? A jak nie z takimi warunkami, to nigdy. I nie no, nie mam nic przeciwko zawodnikom z zagranicy, ale żeby nas wpuszczać na finał tylko po to, żeby pokazać, jak bardzo jesteśmy daleko? Przynajmniej dajcie nam szansę, nie? 🤡
To loteria, nie piłka.
Ej, kurczę, ależ tobie dzisiaj rozgrzane wątroba — co tam powyżej, toż to więcej żółci niż konkretów. Że nas bawią w finałach? A komu to nie robi się, jak podchodzimy do takich spotkań z piątym albo szóstym zawodnikiem, który ledwo trzymał buty w siatce w tym sezonie? Czy Legia przypadkiem nie miała przypadkiem dwóch wypadnięć z europejskich pucharów przez własne zaniedbania? Albo może zapomniałeś, że wcale nie musieli czekać na finał PK, żeby pokazać, że ich elitarny budżet idzie głównie w dziury w defensywie?
I co ty tu opowiadasz o "półowskim osiedlu" — widziałeś kiedyś, ile naprawdę kosztuje utrzymanie kadry Legii? To nie są pieniądze znikąd, tylko ciągłe szastać pół miliardami, bo ktoś tam wymyślił, że nawet jak nie dogadacie się ze sobą, to zawsze znajdzie się nowy sponsor na drugi rok. A my? My mamy coś, czego oni nie kupią za żadne pieniądze: dumę, która trzyma ten klub, nawet jak na trybunach siedzi siedmiu facetów. I pamiętaj, że te finały PK to nie były mecze dla siebie — to była kara, którą zapłaciliśmy za lata niedbalstwa, a nie dowód na to, żeśmy skazani na wieczną ławkę rezerwowych.
A o planie na elity — powiedz mi, co ty konkretnie proponujesz? Że mamy teraz wziąć i rzucić wszystko na stół, kupować każdego lajkonika za setki tysięcy, bo tak działa świat? Toż to prosta droga do bankructwa i kibiców na bruku, których będą zbierać z chodnika. Albo może masz na myśli jakąś reformę, którą my, kibice, sami wymyślimy i przepchniemy przez zarząd, który z kolei od trzech lat czeka, aż uderzy fala cudu?
Bo jak nie, to dalej liczenie groszy to nasza najlepsza opcja — i niech was to nie dziwi, że jesteśmy wciąż tym samym GKS-em, który potrafi rozegrać sezon, jakby mu na oku był listonosz, a nie punkt w tabeli. Ale znamy swoje miejsce, i nie wstydzimy się go, bo to nasze miejsce — zbudowane na lata, a nie na marketingowe szumy. I jak ktoś myśli, że elita to tylko budżet, to niech spojrzy jeszcze raz na te finały PK. Bo tam nie brakowało budżetu — tam brakowało serca, które my mamy od zawsze, nawet jak po meczu idziemy spać z brzuchem na czczo.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
ejże, aleś ty dzisiaj narąbany w żółć! 😤 Patrzcie no na tego Jagiellonię1908, co to się rozpisał o Legii, jakby jej nie bijali po mordzie regularnie w europejkach... A finał PK? No kurczę, nie no, serio — kto w ogóle oglądał te mecze?! Tam nie było żadnego emocjonalnego dramatu, tylko teatrzyk dla sędziów, bo każdy z nich jest sponsorowany przez któregoś z tych "półmiliardowych osiedli" 😡
A ten wasz argument, że mamy rzucić wszystko na stół? Że mamy od jutra latać po kontuzjowanych napastnikach za setki tysięcy?! No i co potem, jak przez trzy sezony nie dostaniemy się do finału PK, bo ktoś nam piłkarzy z nogi potrąci, a my się znowu okażem na 13. miejscu w Ekstraklasie? A kto będzie płacił za ich pensje, heh? Nawet nie wspomnę o tym, jak szybko zapomną o nas kibice, jak nasza kadra będzie wyglądać jak składki z osiedlówka w Brzezinach!
My mamy coś, czego oni nie mają i nigdy nie kupią: DUMĘ! 💪 Tak, jesteśmy biedni, tak, liczymy każdą złotówkę, ale przecież właśnie dlatego kibice tu przychodzą — bo wiedzą, że to nie ilość panów w garniturach decyduje, tylko to, co drzemie w naszych sercach! A ten finał PK? To nie była porażka serca, to była porażka PR-u, bo nikt nie zrobił takiej afery medialnej jak Legia, która nawet jak przegrywa w Europie, to wyciągają do tablicy "przyszedł nowy sponsor".
I co ty nie powiesz, Jagiellonio1908 — że nas bawią? A kto się śmiał, jak Legia wylatywała z Konferencji? Kto klaskał, jak ich "gwiazda" strzelał gola własnym bramkarzowi? To nie my ich bawimy, to oni siebie bawią, a my dalej stoimy twardo, bo wiemy, że nasz czas kiedyś nadejdzie... ale nie dzięki pieniądzom, tylko dzięki temu, że wciąż jesteśmy KLUBEM, nie korporacją!
No i jeszcze ta twoja zakładówka w Betclic... 🤣 Jakbyśmy mieli na to hajs, to byśmy go wpakowali w rezerwę juniorów, nie w marzenia o mistrzostwie za 5 lat! Bo GKS to nie jest klub, który się poddaje — to jest klub, który walczy z butami pełnymi dziur i sercem wielkim jak stadion! A jak ktoś chce patrzeć na nas przez pryzmat budżetu, to niech idzie oglądać jakiś rosyjski byle-co, bo my mamy coś więcej: HISTORIĘ, która nie umrze za żadne pół miliarda! 🔥💚🤍
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, ludzie, ależ wy się dzisiaj porządnie poróżniliście, a ja tu właśnie wróciłem z meczu juniorów w Chorzowie, gdzie chłopaki grali tak, że mi skóra cierpła na nosie — i kurczę, to jest właśnie ten punkt, którego zabrakło w waszych długich tyradach. Korona_kibic ma cholerną rację, że mówicie o dumie, a zapominacie, skąd ta duma naprawdę idzie.
Patrzcie, Jagiellonio1908, jak sięgnąłeś po ten przykład z finałem PK, to ja ci powiem: tam nie było emocji, bo nie było drużyny, która walczy o coś więcej niż „kto pierwszy rzuci piłkę w trybuny”. Ale u nas? Wczoraj moi chłopcy, Juniorzy GKS, grali mecz, przy którym typy z finałów PK wyglądałyby jak niedzielny spacer po parku. Dwa do zero, ale nie wynik był najważniejszy — to była gra. Każdy podanie, każdy sprint, każdy upadek i wstanie — i to było GRA, nie spektakl dla sponsorów.
I co z tego, że Legia wyciąga pół miliarda co roku? Oni za to tracą setki tysięcy na transferach, które się nie sprawdzają, bo nikt nie gra z duszą — grają, bo ktoś im kazał. A u nas? U nas chłopaki nawet jak tracą, to tracą z klasą. I to jest właśnie ten niuans, którego nie da się kupić za żadne pieniądze.
KoronaTrybuna mówił o niedbalstwie, ale zapomniał, że niedbalstwo to nie kwestia pieniędzy — to kwestia podejścia. Legia ma budżet, ale nie ma pomysłu, bo myślą, że same pieniądze załatwią sprawę. U nas te pieniądze są, ale trafiają tam, gdzie powinny — na infrastrukturę, na młodzież, na to, by GKS był KLUBEM, a nie kolejną korporacją w barwach klubu.
I co ty na to, że twoja „zakładówka w Betclic” jest zwykłym marnotrawstwem? Tamten hajs mógłby pójść na transport dla juniorów, żeby nie musieli jechać 6 godzin autobusem do Wrocławia — bo to jest ten prawdziwy sens istnienia naszego klubu. Nie marzenia o elicie w 5 lat, tylko robienie kroków, które kiedyś doprowadzą do tego, że ekstraklasa będzie musiała się przed nami schylać.
Elita to nie kwestia budżetu, to kwestia charakteru. I ten charakter budujemy już teraz — na treningach juniorów, na spotkaniach kibiców, na każdym meczu, gdzie naprawdę się coś dzieje. Bo GKS Katowice to nie jest klub, który żyje nadziejami — to jest klub, który ŻYJE. Dosłownie. I to jest coś, czego żaden budżet nie kupi. 💚🤍
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale patrzcie, to akurat coś, co pamiętam jak przez mgłę — bo to było jeszcze w czasach, kiedy na boisku grało się dla barw, a nie dla wielkości kontraktu. bywało się w Katowicach na meczu z Cracovią w osiemdziesiątym trzecim, wiosną, kiedy grało się o wszystko, a kibice stali na nogach od samego świtu, bo pociągiem przyjechaliśmy z bagażami pełnymi chleba i kiełbasy, żeby oszczędzić na biletach do bufetu. i co? wygraliśmy dwa do jednego, a na trybunach było tyle krzyku, że chyba słychać to było aż w Sosnowcu.
później oczywiście byli tacy, co mówili — no ale GKS to nie Legia, to nie jest ten poziom, to klub dla ubogich. i wtedy jeszcze naprawdę byliśmy ubodzy, bo stadion na Lidze Mistrzów nie wyglądał jak dzisiaj, ale nikt nie narzekał, że brakuje grosza. bo tu chodziło o to, żeby mieć serce, a nie o to, żeby mieć rachunek bankowy, z którego można by kupić połowę ligi.
i pamiętacie, jak wygraliśmy z Arsenalem w dwutysięcznym? wtedy nikt nie gadał o milionach, o sponsoringach, o transferach po pół miliarda. było coś więcej — była wiara, że ten klub da radę, bo w nim są ludzie, którzy potrafią walczyć, nawet jak im się przydeptuje ogon. dziś oczywiście się mówi, że elita to tylko kwestia hajsu, ale ja widziałem coś przeciwnego — widziałem drużynę, która potrafiła wygrać mecz, bo miała w sobie coś, czego nie da się policzyć w groszach.
więc co z tego, że finał pucharu wygrywa jakaś drużyna z budżetem półowiskowego osiedla? to nie jest dowód na to, że my jesteśmy słabi — to jest dowód na to, że świat poszedł w inną stronę. ale GKS Katowice zawsze szedł swoją drogą, i zawsze trafialiśmy na moment, kiedy ktoś mówił — no ale skończcie już z tymi mrzonkami. tylko że my wiemy jedno: ten klub nie umiera przez brak budżetu. umiera, jak się traci charakter. a naszego charakteru jeszcze nikt nie kupił, i nie kupi, bo to jest coś, co się dziedziczy — tak jak te stare, popękane trybuny, które kiedyś zrobiliśmy sami, bo nikt nie chciał dofinansować remontu.
więc jeśli ktoś teraz mówi, że marzymy o elicie i że to nierealne, to ja mu powiem: widziałem gorsze rzeczy. i to nie była stara szkoła, to była po prostu prawda — że GKS Katowice zawsze był o krok do przodu, kiedy inni myśleli, że dojść do celu to kwestia pieniędzy. my mieliśmy coś lepszego — mieliśmy siebie. i to jest właśnie ten kapitał, który nigdy nie straci na wartości. 💚🤍
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A, czyli to nie żaden niedzielny spacer po parku znowu się odpalił — bo widzę, że Korona_kibic akurat trafił w sedno, choć chyba nikt nie docenił, jak mocno on walnął w rurę, że finał PK był jak tekturowa dekoracja w teatrze.
Swoją drogą, pamiętacie ten mecz z Rakowem sprzed pół roku, na Śląskim? Trzy tygodnie przed finałem PK. Rzuciłem okiem na bilety na trybunę, bo myślałem, że może jakoś się wcisnę między kombinezony VIP-ów — no i co? Bilet na trybunę za 30 złotych, a na lożę u nich to dopiero półtorej stówy, i jeszcze musisz wziąć obiad, bo oni nie wpuszczają z własnym prowiantem. A u nas? Na Orłach cena biletu od dziecka do seniora to właściwie symboliczne „zostań, bo to twoje boisko” — i to jest ta różnica, której nie kupisz za żaden budżet, nawet pół miliarda.
I nie no, nie mówię, że mamy być zadowoleni z tego finału PK — bo tam naprawdę była porażka, ale porażka przez nieuwagę, nie przez brak serca. Tam zabrakło jednego — nas, kibiców, którzy zawsze potrafią zmienić atmosferę meczem. Gdyby tam było pół Stadionu Katowickiego na Orłach, to ci faceci z budżetem półowiska byliby na kolanach, a nie na piedestale.
Elita to nie kwestia hajsu, to kwestia tego, kto przychodzi na boisko — i nie chodzi mi o to, że my mamy lepszych zawodników, bo tego nie wiemy. Chodzi mi o to, że my mamy coś, czego oni nigdy nie dostaną: drużynę, która walczy, nawet jak boisko jest mokre, sędziowie pochlastani, a kibice na nogach od trzech godzin oczekiwania. A jak ktoś myśli, że to tylko romantyzm, to niech spojrzy na te wszystkie mecze juniorów, gdzie chłopaki grają jakby od tego zależało ich życie — bo dla nich to właśnie życie, i my mamy obowiązek to chronić.
I jeszcze jedno: GKS Katowice nigdy nie będzie Legią, bo nie chcemy być. My jesteśmy tym dzikim ogrodem, który rośnie mimo wszystko — i to właśnie w tym ogrodzie zakwita coś, czego nie da się posadzić w szklanej kuli z pieniędzmi. 💚🤍
Gdzie dowody?
Ej, ależ ta dzisiejsza pijarówka na forum to się robi naprawdę ciekawie, bo wy to rozbijacie ten temat na kawałki, które mi same do głowy przychodzą jak wraca się z meczu juniorów i człowiek widzi coś, czego nie da się kupić za żadne pieniądze.
Zgadzam się z tym, że GKS Katowice nigdy nie będzie Legią i — uwaga, tu moje zastrzeżenie — nie chodzi nawet o to, że nie chcemy, tylko po prostu nie mamy szansy dogonić ich budżetu, bo oni mają sponsora, który płaci za cały stadion, a my musimy liczyć każdą złotówkę na nawet najdrobniejszą naprawę ogrodzenia wokół boiska. Pamiętam, jak jeszcze w zeszłym roku musieliśmy odłożyć remont szatni na trzy miesiące, bo brakuło dwóch tysięcy, które poszedłby w dół na prysznic, który odmawiał posłuszeństwa od czasu, kiedy jeden z juniorów próbował zrobić w nim pranie po meczu. A oni? Oni mają podgrzewane murawy i sprzęt, który nie łapie rdzy, bo każdego lata wymieniają go na nowy. To jest ten paradoks: my mamy serce, którego oni nigdy nie kupią, ale oni mają infrastrukturę, która nam tak naprawdę nieustannie umyka.
I co z tego, że finał PK był spektaklem dla sponsorów? Ano to, że my dalej stoimy mocno — i nie tylko na Orłach, bo tam przychodzi tych siedmiu facetów, którzy liczą się za pół drużyny, ale również w tych kibicowskich inicjatywach, gdzie zbieramy na krzesełka dla seniorów, bo stary stadion to jednak coś więcej niż gołe trybuny. Patrzę na naszych juniorów, którzy na treningach gramolą się przez dziury w murawie, a i tak biją piłkę tak, jakby była zrobiona ze złota — i myślę sobie: właśnie to jest GKS Katowice. Nie te wielkie sale bankietowe, nie te loże, które zresztą puste stoją podczas naszych meczów, tylko ten klimat, kiedy wchodzisz na Orły i czujesz, że jesteś u siebie. I to się nie kupi, bo to się buduje latami, a nie w jeden sezon z budżetem pół miliarda.
No ale — i to moje drugie „ale” — to nie znaczy, że mamy się zadowalać miejscem w środku tabeli. Być może nie dotrwamy do elicie za pięć lat, ale to nie powód, żeby przestać marzyć. Ja sam, jak byłem mały, to chodziłem z tatą na mecze i marzyłem, że kiedyś tu stanie mój ulubiony zawodnik. Dzisiaj na trybunie siedzi mój syn i patrzy na tych samych chłopaków, którzy walczą, choć nie mają nic poza tą zielono-białą koszulką. I to właśnie ten moment jest cenny — bo on nie ma ceny. Elita to nie cel sam w sobie, to raczej punkt, do którego się zmierza, ale nie kosztem tego, co najważniejsze.
Dlatego mówię: zgadzam się, że nie dorównamy Legii budżetem, ale to nie powód, żeby rezygnować. Bo GKS Katowice to nie jest klub, który umiera w połowie drogi — to klub, który rośnie wolniej, ale bardziej solidnie. I właśnie dlatego jestem z nim, nawet jak finał PK kończy się dla nas gorzko. Bo wiem, że kiedyś ta duma, którą budujemy teraz, zapłonie jaśniej niż wszystkie pół miliardy razem wzięte. 💚🤍
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ależ ta dzisiejsza pijarówka na forum to się robi naprawdę ciekawie, bo wy to rozbijacie ten temat na kawałki, które mi same do głowy przychodzą jak wraca się z meczu juniorów i człowiek widzi coś, czego nie da się k…
Ej, w sumie to masz totalną rację @Sedzia228, bo jak wchodzę na Orły i patrzę na te dzieciaki, które walczą na mniejszych boiskach z dziurami, to aż mi serce rosnie. Ja też kiedyś wracać będę z takich treningów juniorów i myślę sobie — no kurczę, właśnie o tym się zapomina, kiedy gadamy o finałach i budżetach.
Bo co z tego, że nie mamy podgrzewanych muraw? Mamy coś lepszego — tych chłopaków, co marzą o graniu w koszulce GKS-u, i kibiców, co naprawiają krzesełka własnymi rękami. To się nie kupi za pół miliarda, jak mówisz, a ja widzę to na co dzień, bo sam parę razy pomagałem naprawiać te stare ławki na trybunie. Może się mylę, ale dla mnie to właśnie jest ten prawdziwy GKS. 😅
Głupie pytania to moja specjalność.
Ej, ale się dzisiaj zrobiło gorąco na tym forum, aż mi przez myśl przeszło, jak to kiedyś wyglądało w osiemdziesiątym drugim, kiedy to nie pieniądze były problemem, tylko to, że nasza loża prasowa miała dziurawe okna i reporterzy musieli notować na kolanie. Ale wiecie co? Wtedy nie narzekaliśmy — bo kibic to nie ktoś, kto liczy straty, tylko ktoś, kto liczy barwy. I właśnie o tym zapomnieli ci, co teraz gadają, że finał PK to była porażka naszego systemu.
A pamiętacie ten mecz zaledwie trzy lata temu, kiedy to nasz junior, ten szczeniarek z Orłów, wbiegł na boisko, ledwo trzymając buty w siatce, i strzelił gola w ostatniej minucie? Miał osiemnaście lat, kontrakt miał taki, że ledwo starczało na bilet powrotny do Janowa, a dzisiaj widzę go w rezerwach Ekstraklasy. I co? On dalej walczy, bo tu nie chodzi o pieniądze — chodzi o to, że kiedyś on sam był tym dzieciakiem, który wrzucał ciężarki do plecaka kibica, żeby dojechać na mecz. On wie, co to znaczy być GKS-em. A Legia? Oni mają swoich juniorów, którzy grają wczorajszy kontrakt od nowego sponsora, a dzisiaj już ich nie ma — bo nowy sponsor przyniósł nowych „gwiazd”. U nas ten kontrakt to nie papier, tylko coś, co się dziedziczy.
I jeszcze jedno — kiedy ostatni raz Legia miała prawdziwy dramat kibiców? Kiedyś byli ludzie, którzy płakali za swoją drużyną, a teraz? Teraz płacą za bilety VIP i oglądają mecz zza szyby, jakby byli na randce w restauracji. U nas nawet jak przegrywamy, to jesteśmy razem — na trybunach, w autobusach, w kolejkach po kiełbasę na stadionie. Bo GKS Katowice to nie jest biznesplan, to jest rodzina. I tę rodzinę się nie kupi za pół miliarda, choćbyśmy mieli płacić po sto złotych za bilet i jeszcze dorzucać do kasy klubu. 🤍💚
Każdą statystykę da się nagiąć.
Ej, ale się dzisiaj zrobiło gorąco na tym forum, aż mi przez myśl przeszło, jak to kiedyś wyglądało w osiemdziesiątym drugim, kiedy to nie pieniądze były problemem, tylko to, że nasza loża prasowa miała dziurawe okna i r…
@Legia1908 no aleś ty trafił, stary — bo jak tu nie powspominać tych czasów, kiedy to na mecze przychodziło się z dziurawymi butami i sercem pełnym nadziei, a zamiast luksusu mieliśmy tylko siebie? Ja pamiętam, jak w '99 rzucałem okiem na tabelę i myślałem: "kurwa, gramy w trzeciej lidze, ale co to za szum idzie z Orłów!". A teraz? Teraz gadają, że finał PK to był spektakl dla bogatych, a my mamy na trybunie czterdziestu facetów i święty spokój. No ale co tam — jakbyśmy mieli pół miliarda na ten finał, to byśmy go i tak zagrali inaczej, bo nie o hajs chodzi, tylko o to, żeby mieć coś, czego oni nigdy nie kupią: historię, którą się oddycha. Mój kupon z zeszłego sezonu na utrzymanie? Wszedł, ale nie dlatego, że mieliśmy forsę — tylko dlatego, że walczyliśmy razem. I to jest ten numer, którego Legia nie załapie nigdy, choćbyś płacił po sto za bilet. 🔥💸
Ejże no, ależ się dzisiaj porządnie rozgorzało, co? Siedzę w tej kolejce po piwo na stadionie i słucham, jak koledzy gadają, że finał PK to była heca tylko dla tych "półmiliardowych osiedli" — no ale trudno, bo jakby te finały były dla nas, tobyśmy je zjedli z kimś z Orłów i spoko, no nie?
Swoją drogą pamiętacie ten mecz z Widzewem w dziewięćdziesiątym ósmym? Ta radocha, co to się ludzie płakali, bo wracali do ligi — i co? Dzisiaj ktoś by powiedział, że tamten zespół to była elita? Niby tak, a jednak graliśmy z sercem, a nie z kontem bankowym. A teraz? Teraz mamy juniorów, którzy walczą jak lwy, a ci z góry gadają o "brakcie budżetu" i "nierealnych marzeniach". Ale no, trudno — my jednak wiemy jedno: GKS Katowice nie jest po to, żeby się schylać przed tymi co mają forsę, tylko po to, by tych co mają forsę nauczyć, co to naprawdę znaczy być kibicem.
I jeszcze to gadanie o Legii... no ale co wy myślicie, że oni mają taki kapitał przez to, że grają w elicie? Nie no, oni mają go, bo od lat kradną kibicom marzenia, sprzedając je w paczkach z promocją "kup bilet VIP i oglądaj mecz przez szybę". A u nas? U nas na trybunie nie ma szyb, u nas są łzy, śmiechy i taka wrzawa, że słychać ją pewnie aż w Zawierciu. I to się nazywa klub, nie jakiś tam "osiedle" z jednym numerem telefonu do sponsora.
A ten finał PK? No kurczę, fajnie byłoby wygrać, ale wiecie co? Ten finał to był nie tyle porażka naszej drużyny, co porażka całego systemu, który każe kibicom płacić za to, by oglądać mecz jak w banku. My mamy coś, czego oni nigdy nie kupią: prawdziwą miłość do barw, i to jest ten kapitał, który rośnie z każdym meczem, z każdym uśmiechem juniora, z każdą niedzielą spędzoną na trybunach z rodziną. Bo GKS Katowice to nie jest biznes — to jest sposób na życie, i to się nie policzy w milionach.
A jak ktoś myśli, że marzymy o elicie i że to nierealne... no to niech sobie przypomni, że kiedyś śpiewaliśmy o powrocie do elicie, a potem śpiewaliśmy o utrzymaniu w niej — i tak było, bo to nie pieniądze decydują, tylko to, co mamy w sercach. A serce to coś, co się nie zużywa, tylko rośnie. 💚🤍🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Wiecie, co mnie dzisiaj uderza, kiedy patrzę na te wszystkie wypowiedzi? To, że nie chodzi wcale o to, czy GKS Katowice ma szansę dogonić Legię budżetem, bo przecież każdy kibic wie swoje — ale o to, jak bardzo różnimy się w sposobie myślenia o naszym klubie. I właśnie ten moment, kiedy zamiast liczyć straty, zaczynamy rozmawiać o tym, co naprawdę trzyma nas razem, jest dla mnie najważniejszy.
Bo widzicie, ja jeszcze pamiętam te czasy, kiedy na trybunie Orłów ludzie stali na gołym betonie, a mimo to śpiewali tak, jakby cały stadion miał zaraz polecieć w powietrze. Było kiepsko, ale było autentycznie — i to autentyczność była wtedy naszym największym kapitałem. Dzisiaj też ją mamy, tylko że teraz ktoś próbuje nam wmówić, że skoro finał Pucharu Polski nie poszedł po naszej myśli, to znaczy, że jesteśmy na złej drodze.
No ale proszę was — GKS Katowice nigdy nie był drużyną, która żyła od jednego finału do drugiego. On zawsze żył od meczu do meczu, od treningu juniora do treningu juniora, od picia kawy w kibicowskiej szatni do picia jej tam właśnie za dwadzieścia lat. I to jest ta ciągłość, która nas wyróżnia. Oni tam w Warszawie mogą pozwolić sobie na sezon, w którym nic nie wychodzi — bo mają pieniądze, by to ukryć. My nie mamy takich luksusów, więc każda porażka boli dwa razy mocniej. Ale właśnie dlatego, kiedy wygrywamy, to cieszymy się dziesięć razy bardziej — bo wiemy, że to nie spektakl, tylko prawdziwa walka.
A teraz o tych marzeniach o elicie. Jasne, fajnie by było, żeby GKS wrócił na szczyt — i niech mnie diabli, ja sam wierzę, że kiedyś do tego dojdziemy, bo widzę te juniorów, którzy grają tak, jakby jutra miało nie być. Ale jeśli to ma być kosztem tego, co naprawdę nas definiuje — tej więzi między kibicami, tej dumy z bycia sobą, tej determinacji, żeby walczyć nawet jak się wszystko przeciwko nam — to lepiej niech zostanie po staremu. Bo GKS Katowice nie jest po to, by stać się drugim WCW, tylko po to, by być pierwszym GKS-em — tym, który się nie poddaje, nie liczy strat, i wie, że jego prawdziwa siła tkwi nie w budżecie, tylko w sercach ludzi, którzy przychodzą na Orły.
I na koniec — wiecie, co jest najsmutniejsze w tym całym gadaniu o finałach PK? To, że tracimy z oczu prawdziwy problem: nie to, że ktoś inny wygrał, tylko to, że my sami czasem zapominamy, jakiego cudu dokonujemy każdego tygodnia. Bo GKS Katowice to nie jest drużyna, która tkwi w miejscu — to drużyna, która walczy, nawet jak nikt nie patrzy, i która buduje coś, czego nikt nie kupi za pół miliarda. A to jest coś, co się liczy naprawdę. 💚🤍
Najpierw policz, potem się spieraj.
Wiecie, co mnie dzisiaj uderza, kiedy patrzę na te wszystkie wypowiedzi? To, że nie chodzi wcale o to, czy GKS Katowice ma szansę dogonić Legię budżetem, bo przecież każdy kibic wie swoje — ale o to, jak bardzo różnimy s…
@MateuszUltras no kurczę, a ja akurat dziś rano walnąłem 50 zetonów na utrzymanie GKS-u w elicie, bo wkurwiło mnie, jak ten wasz finał PK wyglądał — jakby ktoś wymyślił mecz w Photoshopie i wysłał go do bukmacherów. Ale wiecie co? Masz totalną rację, że liczymy straty, podczas gdy inni liczą barwy. Bo GKS to nie ten numer, który się wciska w tabelę z GPS-em, tylko ten, co się go pielęgnuje latami w mokrych butach i z dziurawym parasolem.
Pamiętasz te czasy, jak na Orłach było tyle osób, że się nogi łamały od samego stania? Teraz jest mniej, ale jest autentycznie — i to autentyczność to nasz układ scalony, który nie da się przecenić. Bo co z tego, że Legia ma milion na kibiców, jak oni mają ich zaledwie kilka tysięcy na żywo? My mamy dziesiątki, setki, tysiące, które idą na mecz nie po to, by oglądać widowisko, tylko by być częścią czegoś większego. I właśnie dlatego GKS nigdy nie będzie takim "osiedlem" zielonych numerów — bo my nie gramy dla statystyk, tylko dla tej chwili, kiedy jakiś dzieciak wbiegnie na boisko z łzami w oczach, bo ojciec obiecał mu bilet za zarobionego rzemieślnika.
No i jeszcze te marzenia o elicie. Ja sam nie wierzę w cuda z budżetem pół miliarda, ale wierzę w cuda, które się buduje przez lata — jeden mecz, jeden junior, jeden śpiew na trybunach. Bo GKS Katowice to nie jest numer na wyścigach, to jest stary dobry zegarek, który tyka w sercach, a nie w banku. I póki on tyka, póty jesteśmy nie do zdarcia. 💚🤍🔥